Film "Fala": Łatwo przekonać ludzi do faszymu

Blog | Kultura | Recenzje

W 1967 w Kalifornii, nauczyciel historii Ron Jones postanowił prowadzić eksperyment z swoimi uczniami. Słynny eksperyment nazywał się "Trzecia Fala". Reżyser Dennis Gansel nakręcił nowy film o podobnym eksperymencie.

Więcej o 3 Falie:
http://www.ronjoneswriter.com/

O filmie:

Faszyzm w szkole
Sheila Johnston

Tak wygląda wzorowa szkolna psychozabawa. Charyzmatyczny nauczyciel nagle wprowadza na swoich lekcjach ostrą dyscyplinę, a uczniowie zamiast się zbuntować, przyjmują to z entuzjazmem.

W ciągu tygodnia wymyślają uniformy, insygnia, pozdrowienia i slogany, z zapałem szpiegując i zastraszając szkolnych kolegów. Ruch zyskuje ponad 200 członków, którzy ostatniego dnia gromadzą się na wiecu.

Dennis Gansel, którego nowy film „Fala” opowiada właśnie tę historię, sam pochodzi z rodziny o burzliwej, typowej dla Niemiec historii. – Mój dziadek był w Wehrmachcie i gorąco popierał Hitlera, a mój ojciec był anarchistą z pokolenia 1968 roku. Wigilie w naszym domu zawsze były wybuchowe – mówi 34-letni reżyser. Jego dwa ostatnie filmy mówiły o nazizmie i Frakcji Czerwonej Armii.

W rzeczywistości eksperyment znany jako Fala odbył się w 1967 roku w liceum Cubberley w północnej Kalifornii, gdzie trafił nauczyciel Ron Jones. Szybko zyskał sławę dzięki stosowaniu nieszablonowych metod. Na przykład, w szkole, gdzie uczyli się prawie sami biali, kazał uczniom korzystać z różnych toalet, by uświadomić im, jak działa apartheid.

Dawni uczniowie opisują Jonesa jako wybitnego, zdecydowanie najpopularniejszego nauczyciela w szkole. – Był chłopięcy i czarujący – mógłby sprzedawać klimatyzatory na Alasce – wspomina Philip Neel. – Wszyscy chcieli być w jego klasie. Z początku myśleliśmy więc, że Fala to będzie coś śmiesznego.

Pod koniec tygodnia – w rzeczywistości i w filmie – nauczyciel ogłasza powstanie nowej narodowej partii politycznej, z nowym przywódcą. Dopiero wtedy mistyfikacja zostaje ujawniona. – Byliśmy w ogromnym szoku, dzieciaki płakały – mówi były uczeń Mark Hancock. – Wprowadził w klasie wojskowy dryl.

Sukces eksperymentu Jonesa wydaje się na pozór niewiarygodny. Były to przecież lata 60., protesty przeciw wojnie w Wietnamie oraz ruch praw obywatelskich przybierały na sile, a w San Francisco właśnie rodziło się Lato Miłości.

Neel i Hancock uważają, że to lęk przed poborem oraz nieumiejętność poradzenia sobie przez dwie wielkie partie polityczne z wietnamskim problemem sprawiły, że nowa siła w polityce wydawała się tak atrakcyjna. – Pamiętam, jak ktoś mówił: „Wykopiemy te świnie z Waszyngtonu” – wspomina Neel. – A mieliśmy tylko po 15 lat. Wyrośliśmy z lat 50. i staliśmy się niemal skrajnymi radykałami.

Nawet Jones – który jest konsultantem przy filmie Gansela – był tym zaskoczony. – To nie było w ogóle planowane, zrodziło się z improwizacji – mówi 68-letni obecnie nauczyciel, mieszkający w Haight-Ashbury i grający w kapeli punkowej. – Myślę, że Fala zaspokajała ich potrzeby, dawała im odpowiedź w sytuacji lęku. Mnie samego to też zaintrygowało. Odkryłem, że podoba mi się porządek i kontrola.

Czy teraz sądzi, że to był błąd? – Oczywiście. Nigdy nie powinno się narażać dzieci na takie niebezpieczeństwo. Jones regularnie odmawia, gdy nauczyciele proszą go o zgodę na powtórzenie projektu. – W sierpniu telefonowała do mnie brytyjska firma telewizyjna, która chciała zrobić z tego reality show. Odpowiedziałem: „Chyba robicie sobie żarty”.

Neel i Hancock pracują nad filmem dokumentalnym poświęconym eksperymentowi. Przeprowadzili wywiady z ponad 15 uczniami – około połową ówczesnej klasy Jonesa – jak również kilkoma osobami postronnymi. Nie zawsze łatwo było skłonić ludzi do mówienia, a ich wspomnienia często przeczyły sobie. Niektóre strony internetowe twierdzą wręcz, że całe wydarzenie zostało radykalnie wyolbrzymione. – Fala była jak państwo policyjne, z przywódcami, zwolennikami i ruchem oporu – mówi Hancock. Wtedy nie można było stwierdzić, co kto myśli. Część z nas traktowała swoją rolę bardzo poważnie. Inni zapewne postępowali tak samo, by nie mieć kłopotów. Być może nigdy nie dowiemy się, kto należał do jakiej kategorii. Oczywiście nie natknęliśmy się jeszcze na nikogo, kto przyznałby, że był jednym z agresywnych fanatyków. Ale żaden z tych szczegółów nie zmienia tego, co się stało. To było dla nas bardzo emocjonalne, przełomowe wydarzenie w naszym życiu.

Dla Jennifer Ulrich, grającej jedną z uczennic w filmie Gansela, którego akcja rozgrywa się we współczesnych Niemczech, praca nad filmem była bardzo pozytywnym doświadczeniem. – Wszyscy aż kipieliśmy energią, a w weekendy były imprezy – opowiada. – Każda młoda osoba dobrze czuje się w grupie, choć potem mieliśmy co do tego dziwne odczucia. Dennis był bardzo skupiony – nie lubi pytań na planie. Jeden z aktorów powiedział, że plan filmowy to jedyne miejsce na świecie, gdzie dyktatura się sprawdza.

Reżyser zdradza, że musiał zaostrzyć wymowę zakończenia filmu po tym, jak zauważył, że młoda widownia na testowych pokazach entuzjastycznie przyjęła obraz. – Uznali to za fajne i ironiczne. „Fala” pokazuje zabawę i tworzenie wspólnoty. Sądzę, że jest to nadal atrakcyjne. Wciąż silna jest tęsknota za wielką ideą, większą niż jednostka. Niekoniecznie musi być to faszyzm, może to być powiedzmy ekologia – wyjaśnia.

Paradoksalnie, niemieckojęzyczny film musi jeszcze znaleźć dystrybutora w USA, kraju, gdzie nigdy nie brakowało wielkich idei, zwłaszcza w latach wyborczych. – Ludzie chcą poświęcić się jakiejś sprawie – podkreśla Gansel. – A my chcemy pokazać, że to może mieć złe konsekwencje, dużo szybciej niż nam się wydaje.

źródło: the Daily Telegraf

Dodaj nową odpowiedź



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <ul> <ol> <li> <blockquote> <small>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.