Przemysł bez szefów

Historia | Publicystyka | Ruch anarchistyczny

Chociaż działania rewolucyjne w miastach nie zaszły tak daleko jak na wsi, to wiele przypadków jest wartych odnotowania. To w Katalonii, przemysłowym sercu kraju i bastionie CNT, osiągnięto najwięcej.

W Barcelonie skolektywizowano ponad 3000 przedsiębiorstw. Wszystkie usługi publiczne, nie tylko w Katalonii, ale na całym obszarze kontrolowanym przez republikanów, zostały przejęte przez robotników i były zarządzane przez ich komitety.

Żeby dać pewne pojęcie o stopniu kolektywizacji, oto lista sporządzona przez pewnego obserwatora Burnetta Bollotena, w "The Grand Camouflage". Autor na pewno nie jest anarchistą:

koleje, tramwaje i autobusy, taksówki i statki, elektrownie gazowe i wodociągi, fabryki samochodów i ciężkiego sprzętu, kopalnie i cementownie, zakłady odzieżowe i fabryki papieru, zakłady chemiczne, huty szkła i perfumerie, zakłady przetwórstwa żywności i browary zostały skonfiskowane lub przejęte przez komitety fabryczne, co dla właścicieli oznaczało to samo.
Dalej pisze:

kina, teatry, gazety, drukarnie, sklepy, domy towarowe, hotele, restauracje i bary również zarekwirowano.

Przejęto wielkie fabryki, w których czasem pracowały tysiące ludzi, i zarządzały nimi komitety robotnicze.

Często przejmowano je dlatego, że właściciele uciekli, albo zatrzymywali produkcję, żeby sabotować rewolucję. Jednak robotnicy nie poprzestawali na tym - przejęto główne miejsca pracy. W innych zakładano "komitety kontrolne", które miały zagwarantować kontynuowanie produkcji (istniały po to, żeby można było zawetować decyzje szefów w firmach, gdzie robotnicy nie przejęli zarządu).

Uspołecznieniu podlegały wszystkie przedsiębiorstwa, które zatrudniały ponad stu robotników. Uspołeczniono też mniejsze firmy, o ile zażądało tego ponad 75% zatrudnionych. Przejęto nieruchomości osób, które opowiedziały się po stronie puczystów generała Franco oraz majątki kościelne. Skomunalizowane budynki i grunty służyły teraz celom publicznym jako schroniska, centra kultury, szkoły, szpitale i parki. Tylko firmy o kapitale zagranicznym miały prawo do odszkodowań.

W każdym zakładzie podstawową jednostką było zgromadzenie wszystkich robotników. Wewnątrz fabryki robotnicy wybierali delegata reprezentującego ich w codziennych sprawach. Wszystkie sprawy dotyczące całości były omawiane na zgromadzeniu. To ostatnie wybierało Radę Fabryczną, złożoną z 5-15 robotników, która powoływała menedżerów nadzorujących codzienne funkcjonowanie zakładu. Przyjęto zasadę, że kadencja rady będzie trwać najwyżej dwa lata, z tym, że co rok połowa członków rady będzie zastępowana nowymi ludźmi. Rady Fabryczne były odpowiedzialne za wykonywaną pracę przed Ogólnym Zgromadzeniem robotników oraz Radą Naczelną danej gałęzi produkcji. Członkowie Rady Fabrycznej mogli być zawieszeni w swoich czynnościach przez zebranie ogólne załogi lub Radę Naczelną Przemysłu. Każda gałąź przemysłu miała Radę Przemysłową, w której byli przedstawiciele dwóch związków (CNT i UGT) oraz przedstawiciele Rad Fabrycznych. Byli w nich również inżynierowie, udzielający porad technicznych. Zadaniem Rady Przemysłowej było określenie ogólnego planu dla danej gałęzi przemysłu, a także obliczenie wielkości zapotrzebowań lokalnych na dane produkty, badanie rynków zagranicznych, opracowywanie wniosków dotyczących likwidacji lub założenia nowych przedsiębiorstw, sprawy kredytów, surowców, statystyki itp.

W zakładach płace zostały wyrównane, a warunki pracy polepszyły się. Popatrzmy jak kolektywizacja polepszyła sytuację. Weźmy na przykład tramwaje w Barcelonie, gdzie na 7000 robotników, 6500 było członkami CNT. Z powodu walk ulicznych, transport nie funkcjonował. Związek w komunikacji powołał komisję, złożoną z siedmiu osób, która miała zająć biura administracji, a w tym czasie inne dokonywały przeglądu linii i planowały remonty. Pięć dni po zakończeniu walk na ulice Barcelony wyjechało 700 tramwajów zamiast zwykłych 600, wszystkie pomalowane w czarno-czerwone barwy CNT.

Kiedy zniknął motyw zysku, ważniejsze stało się bezpieczeństwo i liczba wypadków spadła. Obniżono opłaty, a jakość usług polepszyła się. W 1936r. przewieziono 183 543 516 pasażerów. W 1937r. było ich więcej o 50 000 000. Przedsiębiorstwo prowadzono tak dobrze, że robotnicy byli w stanie przekazać pieniądze innym sektorom komunikacji miejskiej. Płace wszystkich robotników zostały wyrównane i podwyższone. Po raz pierwszy robotnicy mieli dostęp do darmowych usług medycznych.

Również ceny starano się dostosować do zasad sprawiedliwości społecznej, I tak Centralny Robotniczy Komitet Kontroli Gazowni i Elektrowni w Barcelonie, począwszy od września 1936 roku obniżył ceny za prąd o 33% dla drobnych konsumentów (zużywających do 10kW miesięcznie), 13,3% dla średnich konsumentów (10-25 kW). Konsumenci zużywający ponad 25 kW, nie korzystali z żadnych zniżek. Ceny za gaz na użytek domowy obniżono o 41%.

Oprócz dostarczania lepszych usług, znaleziono również czas na produkcję broni. Pracowali w nadgodzinach i w niedziele, żeby mieć swój własny wkład w anty-faszystowską walkę. Warto odnotować, że podczas dwóch lat kolektywizacji było tylko sześć przypadków kradzieży, dokonanych przez robotników w warsztatach tramwajowych.

Dokonano poważnej reorganizacji w celu zwiększenia wydajności przemysłu. Zamknięto wiele małych zakładów, w których często panowały złe warunki, a produkcję skoncentrowano w tych, które były najlepiej wyposażone. W Katalonii zamknięto 70 odlewni. Liczba garbarni została zredukowana z 71 do 40, a cały przemysł drzewny został zreorganizowany przez CNT.

W 1937 roku rząd centralny przyznał, że przemysł wojenny Katalonii produkuje 10 razy więcej niż reszta hiszpańskiego przemysłu razem wzięta i że produkcja wzrosłaby jeszcze czterokrotnie, gdyby Katalonia miała dostęp do środków pozwalających na zakup surowców.

Przejęto nie tylko produkcję. Wielu pasożytniczych "pośredników" zostało usuniętych z dystrybucji. Przejęto handel rybami i jajami, podobnie jak główne rynki owoców i warzyw. Handel mlekiem w Barcelonie został skolektywizowany, co doprowadziło do zamknięcia 70 zakładów pasteryzacyjnych, w których panowały fatalne warunki. Wszędzie zakładano komitety zaopatrzeniowe.

Tutaj także wprowadzono fundusze wyrównawcze, żeby pomóc biedniejszym kolektywom. Problemów było faktycznie sporo. Wiele rynków zostało odciętych w rejonach kontrolowanych przez faszystów, podobnie utracono chwilowo niektóre rynki zagraniczne. Surowców brakowało, zarówno kiedy odcinano źródła dostaw, jak i wtedy gdy rząd centralny nie dostarczał funduszy. To było niedociągnięcie kolektywizacji. Banki nie zostały przejęte i rezerwy złota pozostały w rękach rządu. (CNT miała plan ich zbrojnego przejęcia, ale wycofano się z niego)

Pomimo tego wszystkiego produkcja wzrosła, a standard życiowy wielu robotników polepszył się. W październiku 1936r. rząd został zmuszony do uznania kolektywizacji dekretem, który zatwierdzał politykę faktów dokonanych. Była to również próba kontrolowania przyszłej kolektywizacji.

Następne miesiące były jednak naznaczone rosnącym wpływem stalinowskich biurokratów we władzach republikańskich i w armii. W pewnym stopniu wynikało to z pomocy wojskowej udzielanej przez Związek Radziecki. Nie powstrzymało tego procesu włączenie anarchistów do hiszpańskiego rządu jesienią 1936. Pojawiły się coraz ostrzejsze podziały wewnątrz ruchu. W lutym 1937 roku kulka tysięcy milicjantów CNT z frontu aragońskiego i Barcelony utworzyło zgrupowanie Przyjaciele Duruttiego (Los Amigos de Durutti). Żądali natychmiastowego obalenia rządu, rozprawienia się ze stalinistami i utworzenia junty rewolucyjnej pod kontrolą samorządów pracowniczych. Mieli swój udział w walkach na ulicach Barcelony w maju 1937 roku.

My anarchiści nie możemy stanowić oparcia dla tych, którzy twierdzą, że nasza wojna jest tylko wojną o niepodległość z kilkoma aspiracjami wyłącznie demokratycznymi. My, Przyjaciele Duruttiego odpowiadamy na to, że nasza wojna jest wojną społeczną.

Ciąży nad nami data 19 lipca, ale nie można potwierdzić, że gdyby generałowie nie zrewoltowali się, my anarchiści nie chwycilibyśmy za broń.

El Amigo del Pueblo nr 1

Stworzenie junty rewolucyjnej jest nieodzowne. Junta ta nie mogłaby się mieszać do funkcji związków zawodowych i gmin. Byłaby ona wybrana demokratycznie przez klasę robotniczą.

El Amigo del Pueblo nr 4

Walki uliczne między anarchistami i stalinistami, późniejszy kompromis zawarty za namową CNT i następujące po nim dalsze ustępstwa ze strony anarchistów prowadziły do zmniejszenia ich wpływu na bieg spraw w kraju i rosnącego rozczarowania najzagorzalszych nawet zwolenników. Klęska zbrojna wiosną 1939 roku była już tylko formalnym przypieczętowaniem końca nadziei na rewolucję społeczną w Hiszpanii.

Na podstawie: Eddie Conlon, The Spanish Civil War, Anarchism in action, WSM Dublin 1993, Front Robotniczy, pismo ZZZ, grudzień 1936 - luty 1938, Anarchosyndykalizm - Strajki, Powstania Rewolucje, Poznań 2006.

http://cia.media.pl/hiszpania36
http://cia.media.pl/syndykalizm
http://cia.media.pl/komunizm
http://cia.media.pl/wlasnosc

butthurt prawiczkow

butthurt prawiczkow 3...2...1...

Przemysł filmowy

Tutaj trochę materiałów na temat skolektywizowanego przemysłu filmowego w Hiszpanii 1936-39
http://radykalnykinematograf.wordpress.com
http://www.facebook.com/RadykalnyKinematograf

Cóż, dzisiaj niewiele

Cóż, dzisiaj niewiele byłoby do kolektywizacji. Niemal cała produkcja dawno została wyeksportowana do krajów Trzeciego Świata a to co pozostało często jest działaniem wtórnym (sprzedaż czy usługi związane z importem) lub wręcz pozornym (usługi abstrakcyjne, które trudno umiejscowić w piramidzie potrzeb). Gdyby Europę ogarnęła dziś fala rewolucyjnego entuzjazmu to głównym zadaniem społeczeństwa byłaby konieczność budowy od podstaw całej nowej gospodarki a zasadniczym problemem byłoby przyzwyczajenie Europejczyków do dostaw tanich produktów - spora część zapewne wolałaby utrzymania taniego importu (czyli mówiąc wprost wyzysku biednych krajów) zamiast zamieniać swoje obecne zajęcia na prawdziwą pracę, przecież nawet wśród dzisiejszych wykluczonych wielu jest takich co jeszcze niedawno nieźle (w kontekście globalnym) sobie radziło w zawodach związanych z importem czy abstrakcyjnymi finansami.Trzeba to powiedzieć wprost - to byłoby zadanie zdecydowanie trudniejsze niż na początku dwudziestego wieku. Trudne ale nie niewykonalne. Na korzysć zmian zdecydowanie przemawia współczesny potencjał technologiczny, pozostaje pytanie czy Europejczycy gotowi są zrezygnować z konsumpcyjnego stylu życia opartego na wyzysku, którego nie widać bo jest gdzieś daleko. Tak poważnie, w skali całej gospodarki, nie pojedynczego zakładu czy jednego miasta.

Gdyby Europę ogarnęła

Gdyby Europę ogarnęła dziś fala rewolucyjnego entuzjazmu to głównym zadaniem społeczeństwa byłaby konieczność budowy od podstaw całej nowej gospodarki a zasadniczym problemem byłoby przyzwyczajenie Europejczyków do dostaw tanich produktów - spora część zapewne wolałaby utrzymania taniego importu (czyli mówiąc wprost wyzysku biednych krajów)

pozostaje pytanie czy Europejczycy gotowi są zrezygnować z konsumpcyjnego stylu życia opartego na wyzysku, którego nie widać bo jest gdzieś daleko.

Może najzwyczajniej w świecie Europejczycy będą zmuszeni się przestawić na mniej konsumpcyjny tryb życia. Zakładając oczywiście,że "rewolucja" byłaby zbliżona czasowo na całym globie, to "tani import" po prostu przestanie istnieć. Z korzyścią dla lokalsów trzeba będzie coś produkować na własną rękę i ewentualny import czy jakakolwiek forma handlu wymiennego będzie miała o wiele bardziej lokalny charakter.

Na korzysć zmian zdecydowanie przemawia współczesny potencjał technologiczny

ciekawy link w temacie http://opensourceecology.org/

To smutne, ale niestety

To smutne, ale niestety prawdziwe, i wydaje się jakby zapomniane zagadnienie, przykłada się do dzisiejszych realiów Europy i Polski te cudowne lata 30te, Hiszpanię, zapominając że stosunki produkcji a co gorsza mentalność uległa drastycznym zmianom..nostalgia jak wsród polskich fanów futbolu za legendarnym 74r..

import ropy o lokalnym

import ropy o lokalnym charakterze....

ropę zastąpi się prundem

ropę zastąpi się prundem ze źródeł odnawialnych, biogazem z krowiej dupy, biodislem czy spirytusem bez cła kapitalistów - ale ja tylko teoretyzuję.

dupa krowy......cło

dupa krowy...
...cło kapitalistów...
...teoria Littu...

Dodaj nową odpowiedź



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <ul> <ol> <li> <blockquote> <small>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.