Stawianie anarchizmu z głowy na nogi

Publicystyka | Ruch anarchistyczny

Zapewne wielu i wiele z was, podobnie jak ja, spotykało się z kompletnym brakiem zrozumienia dla idei i ruchu anarchistycznego. Dotyczy to nawet osób uważających się za anarchistów. Brak świadomości co do istoty tego, czym jest anarchizm, za czym się opowiada, przeciwko czemu jest itd. prowadzi często do idiotycznych nieporozumień i jałowych sporów. Postaram się krótko spisać kilka uwag na ten temat.

Anarchizm to przede wszystkim ruch społeczny

Kiedy sięgamy po pierwsze lepsze opracowanie dotyczące anarchizmu, najczęściej trafimy tam na mniej lub bardziej krytyczne analizy poglądów osób, które uważane są za głównych myślicieli anarchizmu. Przejawiają się zawsze te same nazwiska - Godwin, Stirner, Proudhon, Bakunin, Kropotkin, Malatesta, w nowszych publikacjach pojawi się także Bookchin albo nawet Chomsky. W lepszych opracowaniach pojawi się także Emma Goldman. Czytając tego rodzaju teksty odnosimy wrażenie, że anarchizm to głównie filozofia polityczna, zbiór mniej lub bardziej oderwanych od rzeczywistości pomysłów panów w długich brodach, którzy rozprawiali na temat idealnego, utopijnego społeczeństwa.

Jest to postawienie anarchizmu na głowie. Choć nie da się zaprzeczyć wpływowi jakie te osoby wywarły na ruch anarchistyczny, to, jak zauważył zresztą sam Kropotkin, anarchizm jest przede wszystkim ruchem społecznym, ruchem ludzi, kobiet i mężczyzn, poddanych władzy, wyzyskowi, targanych rozpaczą i spychanych w nędzę materialną i duchową. Sprowadzanie anarchizmu do pożółkłych papierów kilku mędrców, to czynienie z żywego ruchu zatęchłej trupiarni. Niektórzy mają ambicje ścigać się z marksizmem czy liberalizmem na płaszczyźnie intelektualnej, kto więcej ksiąg napisał i kto jest bardziej szanowany w murach akademii. To jest zupełnie ślepa uliczka. Bakunin sam stwierdził, że Marks był lepiej obeznany w sprawach teoretycznych. Mimo to mylił się w wielu bardzo istotnych kwestiach praktycznych. Teoria jest istotna, ale czynienie z anarchizmu nurtu głównie teoretycznego jest absurdem, bo anarchizm akurat najsilniejszy w teorii nie był i pewnie nie będzie.

Siła anarchizmu bierze się z praktycznych rozwiązań, które do dziś zadziwiają teoretyków. Anarchiści pisali własny Kapitał nie w londyńskiej bibliotece, ale na ulicach Barcelony i kolektywach rolniczych Aragonii. Działa ten ruch bowiem zgodnie z powiedzeniem “specjaliści mówią, że coś jest niemożliwe i wtedy przychodzi ktoś, kto o tym nie wie i to robi”. Teoretycy zarządzania twierdzili, że nie ma możliwości budowy dużej organizacji bez rozbudowanej biurokracji. Anarchosyndykaliści zrzeszeni w IWA-AIT pokazali, że jest to jednak możliwe.

Wielu socjaldemokratów nawet dziś mówi, że trzeba czekać aż państwo coś załatwi czy zrobi za nas, bo “od tego jest”. Anarchiści nie mają żadnych złudzeń co do państwa i podejmują wiele inicjatyw nie oglądając się na nie. Dlatego, nawet w tych czarnych dniach dla całej lewicy w Polsce, to anarchiści mają stosunkowo dobre, jak na obecne warunki, zaplecze materialne. Pewien wierzący socjaldemokrata zarzucił anarchistom, że demoralizują ludzi rozdając biednym jedzenie w formie akcji Food Not Bombs, podczas gdy POWINNO to robić państwo. Tymczasem powołaniem państwa wcale nie jest pomoc ludziom, ale trzymanie ich w ryzach. Jeśli czasem pomaga, to tylko dlatego, że klasa rządząca boi się buntu społecznego, albo potrzebuje zdrowej i wykształconej siły roboczej dostarczanej na rynek pracy. Uzależnianie się od kaprysów biurokracji państwowej i brak rozbudowanego niezależnego zaplecza organizacyjnego to głupota i oddawanie pola przypadkowym siłom kontrolującym państwo.

Dziesiątki i setki inicjatyw oplatających świat są związane lub wychodzą z ruchu anarchistycznego albo są nim inspirowane. Tak też było i dawniej. To anarchiści współtworzyli ruch robotniczy od samego początku. Nie przesadzając z hiperekonomizmem wielu marksistowskich odłamów, anarchiści wprowadzali do ruchu pracowniczego na dziesiątki lat przed tzw. falą kontrkultury i “nowej lewicy” lat 60. wątki ekologiczne, albo, jak dziś byśmy je nazwali, feministyczne, walczyli z rasizmem w ruchu robotniczym, tworząc wspólne “kolorowe” związki zawodowe itd. W ramach ruchu anarchosyndykalistycznego rozwijano koncepcje przemysłu na małą skalę, “zielonego syndykalizmu”. To wszystko rozwijało się w łonie ruchu robotniczego, w tej jego części na którą mieli wpływ anarchiści, gdy zarówno socjaldemokracja, jak i komuniści byli w większości zaczadzeni wizjami scentralizowanej hiperindustrializacji i jednocześnie coraz bardziej militaryzowali swój język.

To anarchistki hiszpańskie, o czym zawsze będę przypominał, stworzyły silną rewolucyjną organizację kobiecą, która była gotowa zbrojnie walczyć o swoją wolność i godność. W latach 30. - kiedy większość organizacji lewicy była zdominowana przez facetów w typie macho.

Przykładów można podawać wiele. Anarchiści więc byli pionierami zagadnień, które dziś na lewicy wydają się być oczywistościami. I nie dokonywali tego podawani za przykład bez końca teoretycy anarchizmu, ale zwyczajni szeregowi aktywiści i aktywistki, których nazwisk już dziś nikt nie pamięta.

Tak więc, dobre opracowanie anarchizmu musi rozpoczynać się i zawierać przede wszystkim opis anarchizmu jako ruchu społecznego, a nie koncentrować się jedynie na teoretykach, czy jak to jest w niektórych książkach - artystach. Także aktywiści anarchistyczni nie powinni czuć się gorsi (a czasem odnoszę takie wrażenie, tak się czują), tylko dlatego, że anarchizm mało zaznaczył się w rozwoju dysput teoretycznych. Libertarianie i marksiści potrafią godzinami i latami rozprawiać o swoich świętych tekstach. Pokazują czasem swoją wyższość, bo “doskonale zrozumieli istotę rzeczy”, albo z zupełnie niezrozumiałego powodu twierdząc, że ich ideologia “nie jest ideologią, ale nauką” i dlatego wszyscy pozostali powinni ukorzyć się przed takim ostatecznym argumentem. Walka o to czyja teoria jest bardziej naukowa osiąga czasami poziom groteski.

Anarchizm, może właśnie dzięki temu, że nie posiada nadmiernie rozbudowanej teorii, nie stara się stworzyć idealnie domkniętego, wszystko wyjaśniającego systemu filozoficznego czy naukowego, może właśnie dlatego uniknął wielu pułapek. Nie oznacza to oczywiście pogardy do nauki, czy pracy teoretycznej. Oznacza to jednak wezwanie do jedności teorii i praktyki. Aby jednak ocenić prawdziwe znaczenie i dokonania anarchizmu, należałoby przede wszystkim przestudiować historię ruchu, a dopiero w drugiej kolejności można zapoznać się z klasykami. Anarchizm jest bowiem przede wszystkim ruchem społecznym, a dopiero potem filozofią polityczną.

Anarchizm, czyli rozproszenie władzy

W dyskusjach, zwłaszcza z tzw. “libertarianami”, a mówiąc po ludzku, skrajnymi liberałami ekonomicznymi, którzy zawłaszczyli niedawno pojęcie libertarianizmu utożsamianego dotychczas z anarchizmem (w tym zwłaszcza jego socjalnymi odłamami), przewija się często argument, że prywatyzacja jest najlepszą drogą do wolności, ponieważ rzekomo prowadzi do ograniczenia a nawet “likwidacji państwa”. Anarchiści uważają to za absurd. Nie jest bowiem istotna forma prawna, ale rzeczywiste stosunki władzy. Przejęcie kontroli nad danym zasobem przez biurokratów prywatnych z rąk biurokratów państwowych nie tylko w relacjach władzy niewiele zmienia, ale nawet może pogłębić jej koncentrację. Prywatyzacja już w samej nazwie zakłada wykluczenie, ustanawia monopol posiadania, a w warunkach istnienia państwowego prawa własności - monopol państwowo ustanowiony i wspierany. Z użytkowania danego zasobu wykluczeni w momencie prywatyzacji pozostają biedniejsi i często średniozamożni. Np. prywatyzacja lasu oznacza, że może z niego korzystać, jak za dawnych lat, “książę pan”, może go nawet spalić, jeśli chce, ale mieszkańcy okolicznych wsi nie mogą zbierać chrustu.

W dodatku zapominamy, że prawo własności, jego definicję musi wymuszać jakiś aparat przymusu, tak więc poza pojedynczymi teoretykami, większość “libertarian” to tzw. minarchiści, którzy wcale nie chcą likwidacji państwa, tylko zależy im na tym, aby państwo chroniło akurat te interesy, które są dla nich ważne (czyli w efekcie nie różnią się od pozostałych etatystów, kłócą się tylko o to czym państwo powinno, a czym nie powinno się zajmować). W tym przypadku chodzi o ochronę prawa własności, więc postulują pozostawienie państwowego aparatu represji i likwidację wszystkich innych agend rządowych z socjalnymi na czele. Cóż to za wolnościowość - pytają anarchiści - kiedy zostawia się nietkniętą pałę policjanta, a nawet ją się wzmacnia i jednocześnie likwiduje szpitale. I to w sytuacji, kiedy ludzie okradzeni z owoców swojej pracy przez kapitalistów za pomocą państwowo ustanowionego prawa własności, nie są w stanie się utrzymać? Jaki w tym sens? Anarchiści jeśliby już chcieli ograniczać państwo to z wręcz przeciwnej strony - zaczynaliby od zmniejszenia aparatu represji.

Ale skrajny liberalizm nie widzi całości problemu, tylko jeden jego element; nie źródła, lecz skutki. Jeśli zacznie likwidować tzw. socjal, utrzymując nierówności społeczne, to jednocześnie będzie musiał wzmocnić instytucje aparatu represji, bo ludzie zaczną się buntować ze względu na brak dostępu do usług publicznych, pojawią się coraz częstsze naruszenia własności prywatnej i wolność skończy się pałowaniem i strzelaniem do zdesperowanych ludzi, tak jak to miało miejsce jeszcze nie tak dawno temu w Europie i wciąż ma miejsce w krajach tzw. Południa. Akcja wywołuje reakcję. Decyzje mają swoje konsekwencje, nie zawsze zgodne z założeniami teoretyków.

Anarchiści nie lubią podatków, biurokracji, centralizacji. Ale państwa nie zlikwiduje się ograniczając podatki dla bogatych, jeśli nie zlikwiduje się przyczyn istnienia państwa - nierówności polityczno-ekonomicznej. Zauważmy, że tam gdzie jest największa nierówność, tam państwo jest najsilniejsze, żeby tej nierówności bronić. Korea Północna to idealny przykład skrajnej nierówności. Tam nawet nie musi być podatków, bo państwo i tak bierze, co chce. Natomiast jeśli ograniczamy podatki tak, żeby służyły bogaceniu się jednych, a biednieniu pozostałych, to nie jest to żadne likwidowanie państwa, tylko dawanie większej władzy bogatym i możnym tego świata. Skrajni liberałowie zdają się nie rozumieć, że kapitał to skoncentrowana władza. Kto ma kapitał ma władzę, a pozostawianie bogactwa w rękach bogatych nie likwiduje władzy, ale ją wzmacnia. To, co bogaty zaoszczędzi na podatkach, będzie mógł przeznaczyć na przekupienie polityków, żeby wierniej mu służyli, albo wynajęcie lepiej uzbrojonych ochroniarzy, którzy będą wymuszali posłuszeństwo. Państwo także posiada władzę nie z abstrakcyjnego nadania boskiego, ale przede wszystkim dlatego, że posiada skoncentrowany kapitał, którym może dysponować. Koncentracja kapitału zawsze prowadzi do koncentracji władzy. System, który tego nie uwzględni jest skazany na powielanie błędów poprzedników.

Tak więc nie tyle należy “zmniejszać podatki”, co zlikwidować państwo i wszelką skoncentrowaną władzę, w tym ekonomiczną. Rozproszyć ją wśród ludzi, aby mogli decydować o swoim życiu. Wtedy w sytuacji równości i wolności ludzie będą sami decydować na co przeznaczyć wspólne środki i podatki przymusowe staną się zbędne. Nie inaczej. Obecnie zaś w sytuacji kiedy bogactwo jest transferowane od biednych i średniozamożnych do posiadaczy i zarządców skoncentrowanego kapitału, większości ludzi nie będzie często stać, żeby samemu utrzymać usługi publiczne, które są niezbędne do funkcjonowania danych społeczności. To kapitał, zwłaszcza finansowy, w efekcie decyduje co, gdzie i jak się produkuje, ponieważ to on dysponuje skoncentrowaną siłą ekonomiczną. Gdyby przedstawić rynek w kategoriach politycznych - ten, kto posiada dużą władzę ekonomiczną ma przykładowo 100000 głosów, a zwykły zjadacz chleba od 1 do 10 głosów, w zależności od stanowiska. W dodatku skoncentrowany kapitał posiada często w swoich rękach środki nie tylko produkcji, ale także kontroluje kanały dystrybucji. Ma także ogromne możliwości wpływu na oczekiwania konsumentów za pomocą propagandy, zwanej czasem dla niepoznaki reklamą i PR. Takich środków na propagandę nie posiadają nawet rządy. Dla przykładu - Microsoft na promocję swojego najnowszego systemu operacyjnego Windows 8 przeznaczył 1,5 miliarda dolarów. W tej sytuacji mówienie o demokracji na rynku, albo twierdzenie, że to “ludzie decydują”, jest żałosną próbą zamaskowania realiów i stworzenie pozorów, że ludzie mają równy wpływ na rzeczywistość.

Dodatkowo anarchizm czasami jest wulgaryzowany i sprowadzany do prymitywnego antyetatyzmu. Tymczasem anarchizm, wbrew pozorom, nie sprowadza się do ideologii antypaństwowej. Anarchizm oznacza zaś sytuację “bez władzy”, a nie “bez państwa”. Państwo jest tylko jedną z wielu form koncentracji władzy polityczno-ekonomicznej. Nie ma więc dla anarchistów w efekcie żadnego znaczenia czy prawo wymusza prywatny ochroniarz (często bardziej nawet brutalny) czy państwowy policjant; czy posłuszeństwo wymusza “głowa rodziny”, czy grupa uzbrojonych bandytów. Dlatego anarchizm, w przeciwieństwie do libertarianizmu skupiającego się niemal wyłącznie na kwestiach ekonomicznych i sprowadzających niemal wszystko do gospodarki i praw własnościowych, jest ideą znacznie szerszą i ogarniająca różne kwestie życia społecznego.

Anarchizm jest wielkim propagatorem wolności umów, ale te umowy muszą być dokonywane pomiędzy równymi i wolnymi jednostkami, czy grupami. W sytuacji nierówności społeczno-ekonomicznej nie ma mowy o żadnej wolności umów. W sytuacji kiedy jedni posiadają władzę a inni nie, gdy jedni mogą sobie wynająć lepiej uzbrojoną agencję ochrony, bo mają na to środki, a inni nie, nie ma mowy o żadnej wolności. Umowa zawarta pod przymusem, także pod przymusem popadnięcia w biedę lub w sytuacji groźby śmierci głodowej w razie jej nie zawarcia, jest nieważna i żaden anarchista nie przywiązuje do niej wagi.

Anarchiści także nie uznają żadnych praw narzucanych im z góry, przez historię czy tradycję, wspólnotę religijną, państwo, czy firmę ochroniarską. Nie ma tu żadnego znaczenia czy to będzie prywatna czy państwowa władza. Uważają oni bowiem, że tylko takie ustalenia są ważne, w których podejmowaniu brali udział lub na które wyrazili zgodę. Żadne “święte prawa własności” i inne tego rodzaju quasi-religijne bzdury ich nie dotyczą, bo to nie oni brali udział w ich stanowieniu, ani nie mają wpływu na ich ewentualną zmianę. Ba, większość ludzi nie brała udziału w tworzeniu tychże “świętych” praw i nikt nie pytał ich, czy się zgadzają akurat z taką ich definicją. Dlatego anarchiści uważają, że ludzie powinni decydować na drodze czy to konsensusu, czy innych rozwiązań takich jak demokracja bezpośrednia o prawach, którym będą podlegać. W dodatku zawsze uważają, że mogą ogłosić secesję i odejść z danej grupy czy wspólnoty, jeśli stanowione w niej prawa im nie odpowiadają. Oczywiście wtedy godzą się z faktem, że wraz z obowiązkami tracą także przywileje związane z uczestnictwem w takiej grupie.

Tak więc anarchiści wraz z państwem domagają się likwidacji wszystkich opresyjnych instytucji i praw, które czynią z ludzi poddanych.

Anarchizm społeczny i indywidualistyczny

Anarchizm dzieli się na dwie tradycje - anarchizmu społecznego i anarchizmu indywidualistycznego. Anarchiści społeczni uważają, że jednostka, jakkolwiek niepowtarzalna, nie może istnieć w oderwaniu od kontekstu społecznego i dlatego ważne jest to, jak funkcjonuje otoczenie społeczne w którym jednostka się znajduje. Anarchiści społeczni dążą za pomocą zbiorowych wysiłków do zmiany społecznej w kierunku wolnościowym. Anarchiści indywidualistyczni mają bardzo różne opinie na ten temat, ale generalnie uważają, że całe społeczeństwo jest ze swej strony opresyjne, dlatego jednostka powinna mieć zapewnione jak najwięcej swobody. Nie jest jednak do końca jasne, jak społeczeństwo ma tę swobodę zapewnić jednostce, skoro ze swej natury jest opresyjne. Niektórzy indywidualiści popadają z tego powodu w eskapizm i albo próbują budować (pozornie) wyizolowane od reszty społeczeństwa “wspólnoty indywidualistów”, albo wręcz idą na “emigrację wewnętrzną”. Część popada w nihilizm i wypowiada wojnę całemu społeczeństwu jako takiemu - z tego nurtu wyszło kilku terrorystów. Kropotkin zabawnie opisywał francuskich anarchoindywidualistów z którymi miał styczność, jako brodatych studentów rzucających bomby, gdzie popadnie bez ładu i składu i przeciwstawiał ich dużemu ruchowi anarchosyndykalistycznemu w Hiszpanii, który potrafił wywrzeć realny wpływ na rzeczywistość.

Inni indywidualiści godzą się, że nie istnieje wolność absolutna jednostki i próbują na tyle na ile to możliwe poszerzyć pole indywidualnej wolności w społeczeństwie i często zbliżają się w praktyce do anarchistów społecznych.

Generalnie jednak anarchizm indywidualistyczny jest kierunkiem głównie teoretycznym. Sam ze swojej natury nie jest skłonny do tworzenia, czy brania udziału w dużych ruchach społecznych, dlatego jest skazany na marginalizację i ogranicza się do roli “strażnika świętego ognia indywidualnej wolności” i napominanie wszystkich innych, którzy ich zdaniem ten święty krąg naruszają.

Z mojej perspektywy, mimo całej sympatii dla niektórych indywidualistów, koncentrowanie się na tym nurcie anarchizmu, przedstawianego czasem nawet jako równie ważnego, co anarchizm społeczny, nie ma sensu. Z perspektywy, jaką uważam za najbardziej istotną dla anarchizmu - perspektywy ruchu społecznego - indywidualizm stanowi marginalny, głównie teoretyczny prąd, często dość jałowy i depresyjny, bo nie dający nadziei na ucieczkę z tej “klatki zniewolenia przez społeczeństwo”. Kilku teoretyków, bez najczęściej żadnych praktycznych dokonań, nie jest w stanie nawet równać się z dokonaniami setek tysięcy anarchistów społecznych. Indywidualiści często zajmują wygodną pozycję recenzenta zza biurka dokonań anarchistów społecznych (i wszystkich innych nurtów politycznych). To bardzo wygodne i paternalistyczne stanowisko. Nic konkretnego nie robią, więc sami błędu nie popełnią, zawsze więc będą mogli uchodzić za nieskalanych przez brud tego świata świętych, a swoją biernością jedynie wspierając istniejący porządek.

Anarchizm społeczny nie wierząc w absolutną wolność w oderwaniu od uwarunkowań społecznych, uważając, że człowiek to istota społeczna, która od chwili narodzin jest zależna od innych, musi godzić się na ograniczenia. Natomiast chodzi o dążenie do takiego społeczeństwa w którym równowaga pomiędzy wspólnotą a potrzebami indywidualnymi jest zachowana. Nie istnieje idealne społeczeństwo, ale istnieje droga ku niemu. Współzależność jest częścią naszej ludzkiej kondycji i wcale nie musi być wszechogarniająco opresyjna. Dlatego anarchiści społeczni zamiast na wyłącznie krytyce, skupiają się na rozwoju takich form organizacyjnych w których głos jednostki, na ile to możliwe, jest znaczący. Z tego powodu istotna jest idea decentralizacji (im mniejsza grupa podejmuje decyzje, tym bardziej głos jednostki jest słyszalny) i federalizmu. Dlatego także anarchiści społeczni przyznają jednostce możliwość secesji z grupy z zapewnieniem mu przynajmniej minimum środków, aby mógł dalej żyć poza nią.

Nie ma ostatecznego celu

Anarchiści uważani są często za utopistów, ponieważ sądzi się, że dążą do budowy raju na ziemi, stanu idealnej anarchii. Nic bardziej mylnego. Anarchizm wcale nie zakłada ostatecznego celu, uważa, że zawsze będzie wiele do zmiany, że jesteśmy wciąż na drodze ku królestwu wolności, ale nigdy tam nie dotrzemy.

Ważne jest jedynie to ile udało nam się dokonać, ile władzy wśród ludzi rozproszyć. Anarchiści proponują wiele różnych koncepcji ekonomiczno-politycznych, jak może być zorganizowane lepiej społeczeństwo. Najważniejsze jednak dla anarchisty jest nie to, żeby jego idealny plan został co do joty wprowadzony w życie, ale aby to ludzie podejmowali decyzję świadomie o wyborze spośród kilku możliwych opcji. I żeby zawsze, w razie niepowodzenia danej koncepcji mogli wybrać inną.

Anarchiści uważają, że ludzie mają prawo do pomyłek i do eksperymentów, bo tylko tak można dojść do lepszych rozwiązań. Proponują, ale nie narzucają. W czasie Rewolucji Hiszpańskiej istniał cały wachlarz rozwiązań funkcjonujących równolegle - jedne gminy działały na zasadach mutualistycznych, inne likwidowały pieniądz i stosowały zasadę “od każdego według sił, każdemu według potrzeb”, inni zaś skłaniali się ku rozwiązaniom anarchokolektywistycznym. Dzięki tej różnorodności ludzie mogli się uczyć i swobodnie testować różne rozwiązania, wybierając te, które akurat lepiej im służyły, porzucać projekty, potem do nich wracać po ich ulepszeniu.

Gigantyczna energia społeczna, która uległa wówczas wyzwoleniu została stłumiona przez lewicowych i prawicowych etatystów - frankistów i stalinistów. Ale ujawnienie siły tejże różnorodności już nigdy nie zostanie wytarty z kart historii. W sprzyjających warunkach, ktoś tę pracę podejmie na nowo, być może w lepszej formie, bo człowiek nie zadowala się ochłapami, ale wciąż dąży do pełniejszego rozwoju swoich możliwości, do wolności i równości. Anarchiści najpełniej wyrażają te aspiracje.

Xavier Woliński

--
Zapraszam na Facebooka:
http://www.facebook.com/wolnelewo
i bloga: http://wolnelewo.pl

http://cia.media.pl/anarchizm

Wolność dla każdego?

Zaciekawił mnie ostatni akapit - jeżeli bowiem chcecie wolnej konkurencji na rynku gmin, to dlaczego tak oponujecie przeciwko libertarianom (lub anarcho-kapitalistom, chociaż to niefortunna nazwa), którzy chcą tego samego? W świecie urządzonym według libertariańskiej idei każdy będzie mógł założyć mutualistyczną, an-kolektywistyczną, totalitarną, faszystowską czy jaką tam chce gminę i zaprosić do niej ludzi.

"W świecie urządzonym

"W świecie urządzonym według libertariańskiej idei każdy będzie mógł założyć mutualistyczną, an-kolektywistyczną, totalitarną, faszystowską czy jaką tam chce gminę i zaprosić do niej ludzi." No, ale to będzie możliwe tylko w ramach prawa własności, tak jak go libertarianie promują. Czyli np. dalej zmuszasz takich komunistów do przestrzegania praw własności- założą kolektyw jak sobie kupią działkę, ale już nie mogą skłotować itp. Taki Hoppe, "anarchokonserwatysta" to nawet od razu z grubej rury walnął że w libertarianizmie nie będzie miejsca na komunizm i demokrację, bo naruszają prawo własności. Przynajmniej jest szczery.

Rothbard gdzieś pisał, że

Rothbard gdzieś pisał, że w "libertariańskim" ustroju będą mogły istnieć grupy komunistyczne, tylko że pewnie zdechną, bo nie będą mogły zorganizować racjonalnej gospodarki. Gorzej, jak większość ludzi wybierze sprawnie działający komunizm (pomijam dyskusję, czy w wydaniu marksistów, czy anarchistów) a nie "anarchokapitalizm". Co wtedy? :p.

Do totalitarnej gminy beda

Do totalitarnej gminy beda zaproszenia wysylac?

A co? sprzedało by się,

A co? sprzedało by się, jeszcze by płacili za pobyt. Faszystowski obóz odchudzający, albo wioska strategiczna dla niegrzecznych dzieci burżujów, Przystanek Kambodża - obóz przetrwania- w sam raz na wyjazdy integracyjne dla pracowników korporacji. Grupy rekonstrukcyjne mogły by mieć fajne zajęcie.

" Natomiast chodzi o

" Natomiast chodzi o dążenie do takiego społeczeństwa w którym równowaga pomiędzy wspólnotą a potrzebami indywidualnymi jest zachowana." No ja jako indywidualista tak uważam, no i co?

Piszesz że anarchoindywidualiści przesadzają z krytyką społeczeństwa jako takiego. No okej, ale mi się wydaje, że społeczni z kolei zdają się nie zauważać, że społeczeństwo potrafi być bardziej zamordystyczne od państwa. Nie, nie jestem kurwinistą straszącym rządami motłochu, ale jednak nie zaprzeczycie, że coś takiego jak "mob rule" się zdarza, ba, często to nawet państwowe prawo ratuje przed tym jednostkę.

zauważają, dlatego

zauważają, dlatego zachowują sobie możliwość secesji w razie gdyby społeczność lokalna zamieniła się w jakąś sektę autorytarną nie do zniesienia. Zresztą taka społeczność nie byłaby już społecznością nawet odlegle anarchistyczną, bo w autorytarnych społecznościach nie ma mowy o postulowanej tu równości polityczno-ekonomicznej wszystkich uczestników i uczestniczek.

Trzy uwagi ode mnie:-

Trzy uwagi ode mnie:
- prekursorami ekologii to byli akurat nie anarchiści, tylko konserwatyści – na polskim gruncie endek Jan Gwalbert Pawlikowski,
- moim zdaniem trochę mylące jest stwierdzenie o chęci ograniczenia aparatu represji; mówiłbym raczej o jego wyparciu przez oddolne inicjatywy ludzi, którzy różnymi metodami (nie tylko osławionymi patrolami obywatelskimi, ale także poprzez np. lepsze oświetlenie ulic) starają się zapewnić bezpieczeństwo; zresztą jest wiele dowodów na to, że w społecznościach bardziej egalitarnych przestępstw jest zdecydowanie mniej,
- brakuje mi odniesienia do tematu, który u wielu anarchistów powoduje drgawki i nerwowość, czyli do podatków progresywnych – wg mnie na tę chwilę walka o jakąkolwiek sprawiedliwszą redystrybucję dóbr powinna jednoczyć lewicę socjaldemokratyczną i wolnościową.
Ogólnie jednak - bardzo dobry tekst.

- nie twierdzę, że

- nie twierdzę, że anarchiści byli pionierami ekologii, bo akurat to jest kwestia sporna, ale że bardzo wcześnie wprowadzali wątki ekologiczne do ruchu pracowniczego, co dawało szansę na ich umasowienie. Kropotkin już w XIX wieku przecież miał jak na swoje czasy dość proekologiczne podejście. Także uważany przez wielu za anarchistę Henry David Thoreau miał duży wkład w te kwestie. Później pojawiły się zielone wątki w anarchosyndykalizmie. Mało rozpoznany temat chyba zwłaszcza w Polsce, a warto.

- aparat represji, to nie samoobrona mieszkańców, ale narzucona odgórnie maszyneria, autonomiczna w dużym stopniu względem danego społeczeństwa ogólnie rzecz biorąc.

- anarchistów społecznych (przynajmniej większość) interesuje przede wszystkim zachowanie publicznych usług i ich uspołecznienie (czyli poddanie kontroli społecznej), a nie likwidacja, czy uzależnienie od kapitału w postaci prywatyzacji. Uważamy, że zarządzanie biurokratyczne za pomocą państwa źle funkcjonuje, ale to jeszcze nie prowadzi nas do wniosku, że należy te usługi w takim razie całkowicie zlikwidować. Naszym zdaniem po poddaniu ich kontroli społecznej i odbiurokratyzowaniu te usługi będą działały lepiej i służyły lepiej społeczeństwu niż w obecnych warunkach.

mała polemika z artykułem tutaj:

http://klubwscieklychmarzycieli.wordpress.com/2011/10/31/trzy-dylematy-a...
Odnośnie tzw rewolucji hiszpańskiej, złotej ery anarchizmu, to autor popełnia ten sam błąd, który zarzuca utopistom - idealizuje tymczasową sytuację na lokalnym obszarze. Prawda jest taka, że gdyby nie ogólny klimat komunistycznej gorączki w Europie anarchiści nie wypłynęliby na wierzch i pozostali tam gdzie są dzisiaj - w getcie. Zabrali się na fali i pożeglowali nieco, ale dzisiaj nie ma żadnych fal.
W artykule zdanie "nie istnieje idealne społeczeństwo, ale istnieje droga do niego" oddaje całą istotę zagubienia na gruncie idei jakiego jesteśmy świadkiem we wsp anarchizmie.

Xavier - marzy mi się ten

Xavier - marzy mi się ten twój tekst po angielsku.. przetłumaczysz...?

Pisanie panegiryków na nic

Pisanie panegiryków na nic się zda gdy fakty wyją. Gdzie te zaplecze anarchistów? jak wygląd samopomoc mozna było się przekonać w przypadku choroby Rafała - karykatura liberalnej dobroczynności Kilka koncertów i picie piwa pod pretekstem ze się komu pomaga. Tak wiec jesli chodzi o praktykę to współczesny anarchizm jest daleko i głęboko w "nie/(od)bycie" . Podpieranie się na okrągło wojną w Hiszpanii jest juz zenujące. Tekst powinien nosić nazwę anarchizm według Xsawiera wtedy moze to unoszące się odjóm nieomylności było by znośniejsze. Ruchy społeczne mogą mieć indywidualistyczną ideologię tak jak aspołeczne indywidua mogą wyznawać skrajnie kolektywne ideologie Nie ma w tym żadnych sprzeczności. Raczej praktyka to potwierdza Anarchizm to przede wszystkim negacja istniejącej władzy przede wszystkim politycznej a dopiero daleko potem projekt społeczny. Różny i różnisty. Można wiec być anarchistą nihilistą. Można mieć rożny stosunek do własności i np: rodziny, religii. pojawiający się w ramce Lew Tołstoj był np: konserwatywny obyczajowo i przy okazji pacyfistą (jak przystało na oficera i twórce rosyjskiej epopei narodowej o wojnie 1812r;) ) Czy nie był anarchistą?

For a world WITHOUT(?!) states?

To co proponujesz to chyba stawianie anarchizmu z nóg na głowę. Nie ma anarchizmu bez indywidualizmu.
„Anarchizm dzieli się na dwie tradycje: indywidualistyczną i społeczną”,zgadza się, ale dlaczego u licha umniejszać jedną wartość na rzecz drugiej? Ty również , podobnie jak większość ludzi , nie wierzysz w możliwość ich pogodzenia prawda? Moim zdaniem ona MUSI istnieć jeżeli jest tak że człowiek rodzi się jednocześnie niepowtarzalną indywidualnością i istotą społeczną. Tutaj widzę natomiast twierdzenie że idealne społeczeństwo nie istnieje więc indywidualność musi ustąpić społeczności w zamian za to że ta druga będzie jej dawać maksimum możliwej, jednostkowej wolności. Według mnie, jeżeli będzie istnieć równowaga, indywidualność nie będzie czuła potrzeby wychylania się ponad społeczność.
Jeżeli każdy sam będzie wiedział (bo będzie czuł) co ma robić, co do niego należy, to nikt nikomu nie będzie musiał rozkazywać, nikt nikim nie będzie musiał kierować, sterować, rozporządzać. Nie potrzeba wtedy tworzyć systemu postępowania któremu każdy musiałby się podporządkować. W takiej sytuacji nikt nikomu nie musiałby niczego narzucać.
Inna rzecz polega na tym aby nie mylić pojęć społeczności i społeczeństwa. To drugie to zebranie do kupy tych pierwszych, pierwotnie rozproszonych po pustyni, ubranie ich w szmaty, stłoczenie w wioskach i powpychanie do szkół. Twór sztuczny i nienaturalny, szara masa która ze względu na swoją sztuczność płodzi wszelkiego rodzaju patologie.

Anarchiści społeczni dążą za pomocą zbiorowych wysiłków do zmiany społecznej w kierunku wolnościowym.

Dążą, dążą i nigdy nie zdążą, tzn. dają jakoś radę i są tego pozytywne efekty ale cały czas mam wrażenie że jest to pozbawione środka, solidnego fundamentu na którym mogłoby się opierać a tym fundamentem jest moim zdaniem właśnie indywidualizm.

Anarchiści indywidualistyczni mają bardzo różne opinie na ten temat, ale generalnie uważają, że całe społeczeństwo jest ze swej strony opresyjne, dlatego jednostka powinna mieć zapewnione jak najwięcej swobody. Nie jest jednak do końca jasne, jak społeczeństwo ma tę swobodę zapewnić jednostce, skoro ze swej natury jest opresyjne.

Tak właśnie, „całe społeczeństwo jest ze swej strony opresyjne” i jeżeli jest takie jak piszesz to chyba staje się oczywiste że społeczeństwo nie może zapewnić jednostce swobody, musi ona zapewnić ją sobie sama.

Niektórzy indywidualiści popadają z tego powodu w eskapizm i albo próbują budować (pozornie) wyizolowane od reszty społeczeństwa "wspólnoty indywidualistów", albo wręcz idą na "emigrację wewnętrzną". Część popada w nihilizm i wypowiada wojnę całemu społeczeństwu jako takiemu

Ależ „wspólnoty indywidualistów” są właśnie tym o co chodzi tyle że mogą one zaistnieć dopiero wówczas gdy jednostka będzie rzeczywiście, wewnętrznie wyzwolona.

Anarchizm jest wielkim propagatorem wolności umów, ale te umowy muszą być dokonywane pomiędzy równymi i wolnymi jednostkami

Tylko wewnętrznie wyzwolona jednostka jest w pełni świadoma tego że jest również istotą społeczną.
Jednostka która nie jest w stu procentach wewnętrznie zintegrowana, zawsze będzie uciekała w siebie, zawsze będzie siebie szukała bo zawsze jej będzie siebie brakowało.
Musi się wewnętrznie wyzwolić żeby stawić czoła społeczeństwu które w swej formie odbiera jej możliwość odnalezienia siebie, odrywa ją od siebie.
Dostatecznie silna, zakorzeniona w sobie jednostka, wchodząc w relację z innymi ludźmi może zarazić swoją nowo zdobytą siłą, swoim zdrowiem inne jednostki, tym samym niszcząc w nich skłonność do społecznej przemocy, polegającej na przymusie wywieranym na jednostkę w celu przystosowania się do ustalonych, racjonalnych zasad funkcjonowania społeczeństwa. Zmiana ta nie miałaby charakteru świadomego, celowego oddziaływania na ludzi w celu osiągnięcia określonych rezultatów jak to mam miejsce obecnie. Nie miałaby nic wspólnego z kontrolą. Polegałaby ona na tym że jednostka utwierdzona w sobie , nie bojąca się wchodzić w głębokie relacje z innymi jednostkami w obawie przed utratą swojej osobowości na rzecz społecznej przemocy, swoją postawą, swoim zachowaniem, swoim stosunkiem do tych innych jednostek pokazywałaby im możliwość dokonania pozytywnej zmiany, możliwość pozytywnego wykorzystania reprezentowanej postawy u siebie, w swoim życiu. W wyniku tego mogłaby powstać reakcja łańcuchowa której owocem byłoby samoistne powstanie wspólnoty opartej na silnej emocjonalnej więzi jednostek. I to wszystko bez konieczności organizowania, ustalania czegokolwiek z góry, wspólnotę taką cechowałaby dynamika i elastyczność charakterystyczna dla jej źródła: dynamicznej i elastycznej relacji międzyludzkiej.
Dyskutowałem już na ten temat z pewnym chrześcijaninem:

Więcej na temat opisywanej przeze mnie relacji tutaj:

sprawdź też--> O stawaniu się osobą


W sytuacji nierówności społeczno-ekonomicznej nie ma mowy o żadnej wolności umów.

A nierówność społeczno-ekonomiczna będzie istniała tak długo jak długo będą istniały wewnętrznie zniewolone jednostki których to zniewoleniem jest przekonanie o konieczności istnienia władzy i żądza tej władzy wynikająca z wychowania pod władzą.

Zmiana zawsze wypływa z wnętrza, jest wewnętrzną reakcją na zewnętrzną niesprawiedliwość.

"Aleksander Berkman mówił o społecznym ideale anarchistów, że sprowadza się on do umysłowego wyzwolenia każdego człowieka, tak by wolni ludzie mogli dać początek nowej kulturze."Znikną imperatywy i tabu, człowiek zacznie być sobą, rozwijać i wyrażać swe indywidualne pragnienia i swą wyjątkowość"


(Szkice z dziejów anarchizmu)

...

To zabawne czytać jak syndykalista pisze o anarchoindywidualistach uprawiających krytykę zza biurka i syndykalistach, którzy mają moc dokonywania realnych zmian.

W istocie dziś jest dokładnie odwrotnie.(choć indywidualiści inaczej rozumieją "zmianę" niż A-społeczni)

Indywidualiści atakują państwo, przy użyciu akcji bezpośredniej i ataków zbrojnych, łącząc konsekwentnie idee z czynami, za co ponoszą najwyższą cenę utraty wolności, a czasami życia, podczas gdy syndykaliści nie są w stanie przyciągnąć do siebie klasy pracującej i w porównaniu z przeszłością są tylko bladym niknącym cieniem, żyjącym wspomnieniami o czasach własnej świetności. Od czasu do czasu protestują pod siedzibami pracodawców i agencjami pracy, domagając się przy tym najczęściej - od państwa! - by wzięło pracowników w obronę.

To nie przypadek, że syndykaliści marzeniami zatrzymali się 70 lat temu. Tylko one im pozostały. Dzisiejszy system i jego niewolnicze społeczeństwo nie są takie jak w latach 30-ych. Żyjemy w innym świecie w którym rewolucyjna świadomość klasowa już praktycznie nie istnieje. Ni będzie nowego Durrutiego i komun ludowych. Będą za to chipy, biometryka, nanotechnologia, defragmetaryzacja rożsamości, coraz większa alienacja, egoizm i kolorowy, oślepiający ekran nowego lepszego świata. Wojna z systemem będzie prowadzona przez garstki indywidualistów, kierujących się swoim radykalnym sumieniem.

Pisze to ktoś, kto wyznaje

Pisze to ktoś, kto wyznaje ideologię zbliżoną do staroświeckiego nihilisty Nieczajewa, który chronologicznie jest starszy niż anarchosyndykalizm a nawet anarchokomunizm. Anarchiści skłonili się do syndykalizmu po kompletnym fiasku "epoki bomb" - nigdy dość przypominania. Akcja bezpośrednia, to przypominam - strajk, sabotaż, bojkot, a nie brodaci hipsterzy z bombami w płaszczach, których jedynym osiągnięciem było dostarczenie państwu amunicji propagandowej do umocnienia władzy i represyjności państwa. I nie pochlebiaj im - oni nie atakowali wcale państwa, tylko zderzaki i pionki. Państwo nawet nie uległo ukruszeniu ani 100 lat temu, ani za czasu RAF, ani nawet w Grecji. Dla państwa kilka bomb i mołotowów to żaden problem. Statystycznie nieistotny, choć świetny materiał do straszenia anarchistami dzieci przez mamy z dobrych domów. Państwo to instytucje a nie poszczególni funkcjonariusze, którzy są wymienni.

Poniżej cytat z tego newsa:

Poniżej cytat z tego newsa: http://grecjawogniu.info/?p=8541

"My zwracamy uwagę na inne aspekty tej sprawy. Możemy się tylko domyślać skąd to żywe zainteresowanie niemieckiego rządu procesem Konspiracyjnych Komórek Ognia, jednakże tego typu incydenty dają nam chwilowy wgląd za kurtynę, udowadniając ciągły monitoring środowisk wywrotowych oraz rosnąca obawę europejskich rządów przed rozprzestrzenianiem się czynnego oporu. Widzimy tutaj całkowity kosmopolityzm elit, pilnujących swojego interesu bez względu na narodowe granice. Wiedzieliśmy, że ambasada USA miała wgląd w sprawę Walki Rewolucyjnej. Teraz wiemy, że nie był to wyjątek podyktowany „osobistym” zaangażowaniem (atak rakietowy Walki Rewolucyjnej na amerykańską ambasadę w Atenach). Widzimy bardzo wyraźnie, że oskarżenia kierowane przeciwko członkom Konspiracyjnych Komórek Ognia i Walki Rewolucyjnej mają charakter polityczny. Są zemstą za uderzenie w interesy międzynarodowej elity.

To także rozpostarcie przed nami całkowicie innego spojrzenia na skutki i wagę działań grup zbrojnych. Opublikowane przez Wikileaks w roku 2010 i 2009 wycieki pochodzące z wielu greckich ambasad, wskazują na żywe zainteresowanie między innymi ambasady USA działalnością grup anarchistycznych, w szczególności tych uciekających się do strategi walki zbrojnej. Według ujawnionych dokumentów, ambasador USA oraz międzynarodowe środowiska biznesowe domagały się od greckiego rządu jasnej deklaracji w sprawie rozwiązania problemu wysokiej aktywności grup zbrojnych. W tym celu odbyło się kilka spotkań z udziałem greckiego Ministra Spraw Wewnętrznych.

Rząd grecki realnie obawiał się zwiększenia swojego ryzyka inwestycyjnego, a przedstawiciele ambasad domagali się zapewnień, że bez wyrzutów sumienia mogą sugerować ojczystym środowiskom biznesowym inwestycję na terenie tego kraju. Informacje zawarte w opublikowanych dokumentach wskazują, że na osłabienie greckiego wizerunku oazy inwestycyjnej wpływ miały nie potężne protesty i strajki, ale aktywność „awangardowych” ugrupowań, które za swój cel obrały międzynarodowe instytucje finansowe i ich państwowych lokajów."

I co? Powstrzymało to

I co? Powstrzymało to kapitał przed niszczeniem Grecji? Bo o ile mi wiadomo MFW stwierdził, że "się pomylił" i dalej doić Grecji się nie da, nie z powodu paru grupek buńczucznie nazywanych "grupami zbrojnymi", ale dlatego że przestało się to już opłacać, bo krowa przestała dawać mleka i było zagrożenie że zdechnie.

A to że biznes naciskał, żeby przywrócić porządek to co to za sensacja? I jak to się ma do skuteczności tych grup? Biznes wymaga - biznes dostanie, choćby mieli tam wprowadzić wojskową czy faszystowską dyktaturę i 50 czy nawet 100 bojowników ich nie powstrzyma. Gdzie tu sukces?

A co cię obchodzą mamy z

A co cię obchodzą mamy z dobrych domów, skoro to nie klasa średnia a proletariat jest podmiotem rewolucji społecznej? Dla przeciętnej pani Dulskiej zarówno anarchiści jak i komuniści to "swołocz z pepeszą na sznurku". A pretensje o prowokowanie państwa do represji to macie prawo mieć do stadionowych chuliganów albo faszystów, a nie ludzi działających w dobrej wierze. Czy jakby załatwili np.Mossakowskiego tez miałbyś pretensje? Moim zdaniem takie działania musza być częścią większego ruchu i mogłaby ich dokonywać Milicja Robotnicza, Gwardia Ludowa czy też inaczej nazwana grupa będąca zbrojnym ramieniem większego ruchu.

Jak się okazało po

Jak się okazało po wyczynach RAF, także klasa robotnicza się od nich odsunęła. Czy odbyły się wielkie strajki w obronie RAF? Nie. Bo klasa robotnicza nie widziała w tych dzieciakach z dobrych domów (większość z nich robotnika widziała chyba tylko w gazecie), którzy rzekomo w ich imieniu walczyli żadnego zbawiciela.

A co do Mossakowskiego? czy

A co do Mossakowskiego? czy to by spowodowało zatrzymanie reprywatyzacji? Nie. Czy lokatorzy wróciliby do mieszkań? Nie. Za to bez wątpienia doprowadziłoby do kryminalizacji i zniszczenia ruchu lokatorskiego przez władze.

Nie da się procesów społecznych sprowadzić do pojedynczych potyczek pomiędzy pojedynczymi osobami, Dzielnymi rewolucjonistami i złymi panami. Tak nie dokonały się żadne przemiany społeczne. Na zbiorowe problemy może być tylko zbiorowa odpowiedź. Jak nie ma zbiorowej, w miarę masowej odpowiedzi, to tacy straceńcy nie tylko nic nie zmieniają, ale mogą nawet pogorszyć sytuację w dłuższym okresie,

A co mnie obchodzi

A co mnie obchodzi "zniszczenie" ruchu lokatorskiego?

Celem anarchistów nie powinno być namawianie ludzi do udziału w reformistycznych ruchach społecznych żądających czegoś od państwa.

Celem anarchistów jest nawoływanie do bezpośrednich ataków wymierzonych w państwo i kapitał

Mam nadzieję, że w nich

Mam nadzieję, że w nich bierzesz czynny udział, ale na razie o niczym takim nie słyszałam.

When we can't dream any longer we die.
Emma Goldman

Xavier, a puszczanie z dymem

Xavier, a puszczanie z dymem siedzib faszystowskich partii też potępisz?

Głównym zadaniem RAF nie

Głównym zadaniem RAF nie była walka o wyzwolenie zachodnioniemieckiej klasy robotniczej, była nim walka z imperializmem amerykańskim wspieranym przez NRF, i współudziałem państwa niemieckiego w imperialistycznej agresji na Wietnam, zaledwie 20 lat po tym jak Niemcy przegrały wojnę i miały nie być już agresorem, tymczasem we władzach politycznych i ekonomicznych NRF siedzieli "postnaziści", którzy nachapali się w czasie wojny, amerykanom byli jak najbardziej na ręke. Klasa robotnicza Niemiec może i ich olała bo państwo przekupiło ich podwyżkami i zasiłkami(w końcu stać je było dzięki złupieniu wcześniej Żydów, Polaków, Rosjan..)ale wietnamska klasa robotnicza była wdzięczna RAF za ich internacjonalistyczną pomoc. Nie zapominaj że RAF to jednak nie indywidualiści, tylko marksiści, sposób działania może podobny ale nacechowany bardziej strategicznym myśleniem i planowaniem, biorący pod uwagę całokształt, a nie jedynie mały wycinek rzeczywistości tu i teraz. Skąd wiesz, może jednak przechylili szalę zwycięstwa? a jaki mieli wpływ na świadomość niemieckiej klasy robotniczej, tego też nie wiemy, wiemy że dziś jest ona na dużo wyższym poziomie niż u nas.

Ciekaw jestem jakby się

Ciekaw jestem jakby się kolega Xavier ustosunkował do poniższych przemyśleń:

http://www.kapitalizm.republika.pl/anarcho.html

Jeszcze niedawno Xavier

Jeszcze niedawno Xavier pisał, że skoro policja już istnieje, to powinna go bronić, skoro płaci za nią w podatkach. To się pozmieniało. :)

A mógłbyś jeśli to

A mógłbyś jeśli to robisz cytować w całości, a nie filtrować?

chodzi mu o temat w ktorym

chodzi mu o temat w ktorym pisales, ze male dzieci powinny tez bronic psy

(A)
"Guernica Y Luno - Hymn Miłości"
Międzynarodowe Stowarzyszenie Pracowników

...

Jak widać po kierunku dyskusji, anarchosyndykalista nie czuje się w obowiązku tłumaczyć z dzisiejszego braku skuteczności działań tego nurtu. A ja bym jednak chętnie posłuchał.

Jest to być może zwykły unik (niech się indywidualiści tłumaczą), ale zapewne bierze się to też z faktu, że jak się ma w środowisku monopol i bezkrytycznych wyznawców pewnej idei, to można udawać że nie ma problemu. Wystarczy palić świeczki Durrutiemu i podklejać wszędzie tam, gdzie ludziom źle, twierdząc, że to doprowadzi do powstania jakiegoś ruchu. Tymczasem lata mijają, ale żaden ruch nie powstaje. To oczywiście też nie wymaga przemyślenia własnych działań. Wystarczy przecież powiedzieć, że robotnicy nie strajkowali w obronie RAF. Co tam, że po śmierci Meinhof na terenie RFN doszło do zamieszek i odbyło się ok. pół tysiąca protestów. Co tam, że według sondy przeprowadzonej przez kojarzony z CDU Instytut Badawczy Allensbachera w 1971 r. co czwarty respondent mający poniżej 31 lat deklarował wobec niej „pewną sympatię”, a co dziesiąty pytany Niemiec gotów był udzielić pomocy któremuś z członków RAF, ukrywając go w swym mieszkaniu*.

Nie, panowie syndykaliście nie będą wyjaśniać tego, że robotnicy nie są dziś zainteresowani samorządnością, a na ich demonstracje przychodzi garstka znajomych, kilku lokatorów i paru ludzi z klimatów.

skad jestes? wytlumacze ci

skad jestes? wytlumacze ci chetnie,ale pod warunkiem, ze to nagrasz,zebym potem nastepnemu frustratowi nie musial znow tlumaczyc

(A)
"Guernica Y Luno - Hymn Miłości"
Międzynarodowe Stowarzyszenie Pracowników

cytat

Tutaj mamy ów sławny cytat z teoretyka anarchizmu Xaviera:

"a ja mam to w dupie. oczywiście że policja słabo w tej sprawie działa i nikogo to nie dziwi, natomiast dopóki te mendy są utrzymywane z mojej kasy to mam prawo się domagać, żeby chronili nie tylko interesów Solorza i Dutkiewicza ale także mojej dupy. Dziękować im za to nie mam zamiaru, ale takie jest ich psi zasrany obowiązek. A to że nic w tej sprawie nie robią to tylko obnaża komu służą."

zycze ci,abys spotkal w

zycze ci,abys spotkal w zyciu kogos, na kim ci zalezy

(A)
"Guernica Y Luno - Hymn Miłości"
Międzynarodowe Stowarzyszenie Pracowników

Cytat dobry. Innym razem

Cytat dobry.

Innym razem anarchista Xavier, twierdził że w ramach działalności "anarchistycznej" może się procesować w sądach z pracownikami. Dodatkowo uzasadniał to tym że jako spadkobierca indywidualisty Stirnera nie obowiązują go żadne zasady w walce LOL. Nie chce mi się teraz szukać tej wypowiedzi ale było to dość niedawno

Świadczy to o tym że Xavier kompletnie nie rozumie tego czym jest anarchizm. Otóż w anarchizmie podstawą są właśnie nie tyle cele co metody walki. A metoda tą jest akcja bezpośrednia czy to w formie strajku czy zamachu. Natomiast chodzenie do sądów pracy nie jest metodą anarchistyczną bo to jest właśnie uznawanie pośrednictwa i to państwowego.

Jeśli pozostają nam tylko

Jeśli pozostają nam tylko samotne ataki na bankomaty, to ja nie wiem, co ci anarchiści niby mają do zaproponowania ludziom? Jako poważny człowieczek, bądź co bądź, bardziej ufam Xavierowi, który faktycznie pomoże mi się nie wyprowadzać z mieszkania, niż dzieciakowi, który będzie mnie zapewniał, że rewolucja jest tuż tuż, a moja porażka jest bohaterstwem.
W chuju mam "prawdziwych" anarchistów. Najwyraźniej mogą sobie pozwolić na zabawę, ja nie.

Mogę się "procesować z

Mogę się "procesować z pracownikami"? Ja nie mam żadnych pracowników z którymi miałbym się procesować. co to za brednie. tak jak cała reszta tego komentarza.

...

To co Xavier pisze o ludziach z RAF, którzy jak mu się wydaje nie mieli kontaktu z robotnikami, to są komentarze na poziomie Frondy i Bettiny Roehl. Tak jest jak ktoś wypowiada się na temat o którym nic nie wie.

Co do "epoki bomb" to jest sztuczne rozróżnienie, chętnie stosowane przez burżuazyjnych historyków, ponieważ anarchiści zawsze chętnie rzucali bomby (również anarchosyndykaliści) i robią to nadal. Warto dodać, że główni teoretycy anarchizmu tacy jak Bakunin, Kropotkin czy Malatesta popierali tego rodzaju działania (i to również w ich pismach zaczytywali się przyszli zamachowcy, którzy notabene w wielu przypadkach nie byli żadnymi zaangażowanymi działaczami lecz udręczonymi, osamotnionymi jednostkami mającymi dość życia w okrutnym społeczeństwie). Kropotkin mógł polemizować z indywidualistami, ale tyczyło się to raczej tego po co rzucać bomby, a nie czy w ogóle rzucać.

Tym między innymi anarchizm różni się od socjalizmu, że aprobuje spontaniczne akty buntu i przemocy wymierzonej w system oraz jego przedstawicieli. Daje jednostkom prawo indywidualnej inicjatywy nie dążąc do ich skrępowania restrykcjami ruchu oraz jego elity.
Krytyka indywidualizmu jaką przedstawia Xavier jest w gruncie rzeczy krytyką socjalistyczną. Bo tym w istocie jest nurt syndykalistyczny - anarchizmem, który połknął pigułkę Marksa. Bliżej tu do leninowskiej krytyki dziecięcej choroby lewicowości i ma to niewiele wspólnego z anarchizmem. Wolność się kurczy gdy mamy do czynienia z urbanistami "ruchu", obiecującymi przyszłe sukcesy za cenę dzisiejszego podporządkowania czyimś taktycznym wymogom.

Widocznie Kropotkin też

Widocznie Kropotkin też połknął pigułkę Marksa :-D http://cia.media.pl/piotr_kropotkin_syndykalizm_i_anarchizm

A ja Ci życzę, żeby na

A ja Ci życzę, żeby na innych anarchistach zależało Ci tak bardzo jak Ci zależy na "klasie pracującej", której na chwilę obecną nie zależy na Tobie wcale.

dziekuje. to co z tym

dziekuje. to co z tym miastem? czy juz ci sie odechcialo wywiadu?

(A)
"Guernica Y Luno - Hymn Miłości"
Międzynarodowe Stowarzyszenie Pracowników

Na początku zaznaczę że

Na początku zaznaczę że jestem anarchosyndykalistą (z resztą według mnie każdy myślący pracownik powinien nim być). Nie jestem "uczony w piśmie" (rzadko czytuję klasyków anarchizmu a w historii nie studiuje dogłębnie ). Co mnie jednak wkurwia w powyższej dyskusji? Doskonały obraz polskiego anarchizmu- kłótnie o totalne pierdoły, brandzlowanie się historią i cytatami, dzielenie naszego małego planktonu jeszcze bardziej i napinka jak na jakiś forach kibicowskich. Kurwa mać może zamiast współpracować ze sobą w tematach które nas łączą (a choćby wrogów jako anarchiści mamy kilku wspólnych i nie tak słabych) to plujemy po sobie jak przedszkolaki (bo ten powiedział to a tamten tamto). Osobiście chciałbym dożyć takiego dnia gdy "nasze" anarchizmy zaczęły sobie pomagać a nie wykłócać się o wyższości i racje. Przestrzeni by działać wspólnie jest naprawdę wiele wystarczy tylko trochę ruszyć głową podać sobie grabę i działać- inaczej na zawsze zostaniemy na tym forum, przy tym temacie a rzeczywistość będzie żyć bez naszego udziału.

Podstawowym podziałem w

Podstawowym podziałem w anarchizmie nie jest podział na anarchistów społecznych i indywidualistycznych tylko na rewolucjonistów i reformistów

Podstawowym problemem polskiego "anarchizmu" było od zawsze to że przeważał w nim nurt reformistyczny. W latach 90tych był to indywidualizm w wersji reformistycznej w postaci mody na libertarianizm
Obecnie jest to "anarchizm" społeczny w postaci reformistycznego syndykalizmu.

Natomiast np. w Grecji od zawsze przeważa nurt rewolucyjny zarówno w wersji indywidualistycznej (np. Konspiracja Komórek Ognia) i społecznej (grupa Walka Rewolucyjna)

Dlaczego jest to podstawowy

Dlaczego jest to podstawowy podział w anarchizmie? Możesz wytłumaczyć podstawowość tego podziału, czy tak po prostu twierdzisz?

When we can't dream any longer we die.
Emma Goldman

Bo ten podział stanowi o

Bo ten podział stanowi o istocie anarchizmu. Anarchizm z natury jest rewolucyjny. "Anarchizm" reformistyczny to nie anarchizm tylko zwykły ruch społeczny w żaden sposób nie bedący w stanie zagrozić istnieniu państwa czy szerzej struktur władzy.

Oczywiście gdy mówię o indywidualizmie mam na myśli indywidualizm europejski nie amerykański. Czyli radykalnie antykapitalistyczne nurty takie jak illegalizm czy nihilizm. A nie "anarcho" kapitalistów.

Czym zatem jest indywidualizm? To po prostu pewne spojrzenie stawiające nacisk na indywidualny bunt jednostki wobec hierarchii połączony z krytyką społeczeństwa jako takiego. To jak najbardziej łączy się z anarchokomunizmem jeżeli chodzi o sprawy ekonomiczne. Po prostu inne podejście, inna droga do tego samego celu.

Przeczytaj tutaj punkt 7 i 8 masz fajnie wyjaśnione że między indywidualizmem i komunizmem nie ma sprzeczności
http://grecjawogniu.info/?p=1862

Wracając do reformizmu znów podam przykład Grecji. Tam dobrze widać że dominujący rewolucyjny nurt świetnie się dogaduje niezależnie od perspektywy (np. KKO i WR). Natomiast reformiści z tzw. AK (Ruch Antyautorytarny) dogadują się ale... z SYRIZĄ

Rzucanie mołotowami,

Rzucanie mołotowami, podkladanie bomb to ani ruch rewolucyjny, ani rewolucja. Rewolucja musi być masowa, albo nie ma jej wcale. Spektakularność działań nie czyni nikogo rewolucjonistą. Nie wiem dlaczego to do niektórych nie dociera.

W ogóle nazywanie się "rewolucjonistą" w momencie kiedy nie ma rewolucji to jak nazywanie się admirałem floty w Czechach.

Rzetelna publicystyka.

Rzetelna publicystyka. Przystępnie i rzeczowo. @indywidualizm dość po macoszemu, a ma także swoje racje.
Na gruncie praxis-theory ukuło się następujące credo:

Solidna teoria jest najlepszą praktyką, ale tylko ta teoria jest na pewno prawdziwa, którą da się potwierdzić w praktyce
.
Względem przystawania @ do racjonalizmu istotny jest też, niewyrażony na ogół wprost, redukcjonizm. Każda forma instytucjonalizacji (a już szczególnie nieścisłej, politycznej) ma tendencję do rozbudowy fasad, konstrukcjonistycznych zabiegów tłumaczących jej motywy. W @ właśnie tego nie ma -- schematy, mechanizmy działają, albo nie, redukując się do funkcji celu. To stoi w pewnej opozycji do socjalizmu naukowego brodaczy. Dialektyka O.K., jak będzie na nią czas. Na najbardziej biologicznym poziomie chodzi o to, że co do zasady ludzie wyposażeni są ewolucyjnie w szereg popędów, które zapewnią im przetrwanie, nawet, gdyby cała cywilizacja runęła. System chce nam wmówić, że anarchia sprawi właśnie masowe wymieranie. Otóż nie, choć postępowe pewnie to nie będzie, co stanowi dla niektórych barierę zniszczenia, zaś u jednostek nieuświadomionych lęk przed rewolucjami. Odkąd przejmujemy jako ludzkość coraz mocniej stery nad mechanizmem doboru naturalnego czy wręcz ewolucji na poziomie molekularnym, skrajnie istotnie jest zrobić reality check różnym etykom i filozofiom. Przypuszczalnie wyjdzie wówczas, że naturalizm wiedzie prym przed doborem kontrolowanym. Postawy altruistyczne stanowią przewagę ewolucyjną, dały podwaliny pod język, a ten napędził rozwój gatunku. Postawy indywidualistyczne biorą się, spekuluję, z przyswojenia myślenia abstrakcyjnego i samoświadomości. Anarchizm ma rację w tym, że nie wartościuje absolutnie, który z fundamentalnych popędów jest słuszniejszy, nie pretenduje do uniwersalizmów.

Dodaj nową odpowiedź



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <ul> <ol> <li> <blockquote> <small>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.