Umarł król, niech żyje król! Czyli co teraz będzie, prawicowa dyktatura czy nadal pozór demokracji?

Publicystyka | Wybory

Bronisław Komorowski, jako marszałek sejmu, zgodnie z konstytucją przejął obowiązki prezydenta państwa. Musi teraz ogłosić wybory prezydenckie, które odbyć się mogą najpóźniej 20 czerwca 2010. Czasu na kampanie i decyzje personalne jest zatem mało. Ten sam Komorowski jest także oficjalnym już kandydatem Platformy Obywatelskiej na prezydenta. Będzie miał zatem dwa i pół miesiąca prezydentury na wsparcie swej kampanii.

Komorowski podpisze wszystko co przyśle mu jego przełożony – Donald Tusk. Tusk i Komorowski będą duetem niczym Putin i Miedwiediew. Nieomal na pewno wejdzie w życie ustawa o IPN, której Kaczyński był przeciwnikiem. Ale to jeszcze detal. Tusk ma masę pomysłów, a jego fantazję blokowała groźba prezydenckiego veta. Komorowski podpisze zapewne ustawę obniżającą renty. Ale nie zrobi tego przed wyborami.

Jeśli Komorowski faktycznie zostanie wybrany na prezydenta, do władzy dojdą doradcy w stylu Chicago Boys z czasów Pinocheta, czyli Lewiatan i Centrum Adama Smitha. Możemy się spodziewać zmian w kodeksie pracy, komercjalizacji szkolnictwa wyższego, z możliwością wprowadzenia płatnych studiów (na zasadzie: teraz albo nigdy) i tym podobnych przemian.

Ale śmierć Kaczyńskiego stwarza też szansę dla tzw. opozycji czyli PiS-u i SLD. Komorowski jest politykiem miałkim, znacznie mniej popularnym niż Tusk, Sikorski czy Kaczyński. Wygrałby pewnie z Lechem Kaczyńskim na zasadzie plebiscytu „nie PiS, ale PO”. Ale może nie wygrać z Jarosławem Kaczyńskim, który niczym hollywoodzki bohater będzie chciał kontynuować misję poległego brata. Żałoba może pomóc mniej popularnemu Kaczyńskiemu. Ale Komorowski może przegrać także z kandydatem SLD. Wielki sukces PO wyrósł na strachu przed PiS (oraz poczuciu, wyrażonym w zdaniu będącym mottem rządów Thatcher „There Is No Alternative”, „nie ma innej opcji” - w skrócie TINA). Paradoksalnie porażka PiS-u i tragiczna śmierć jego wierchuszki może PO osłabić. Bezzębny PiS nie jest już taki groźny.

Wyniki wyborów w Polsce zależą od frekwencji. Biedni nie głosują prawie nigdy, emeryci prawie zawsze. Wzrost frekwencji oznacza głównie większe zaangażowanie młodzieży i wielkomiejskich klas średnich, a więc wzrost poparcia dla PO. W zwołanych na szybko wyborach, bez wyrazistych kandydatów i bez groźby ze strony silnego PiS-u frekwencja będzie niska. A to może oznaczać, triumf drugiego Kaczyńskiego, albo co mniej prawdopodobne dobry wynik kandydata SLD. Ja na miejscu strategów SLD ściągnąłbym z powrotem Cimoszewicza, który swoim wizerunkiem i popularnością jest w stanie przyćmić Komorowskiego.

Jeśli popatrzeć na prawybory w PO w kontekście spadających samolotów, można powiedzieć śmiało, że Platforma strzeliła sobie w stopę. Gdyby ich nie przeprowadziła mogłaby wystawić teraz Radka Sikorskiego, który może mniej pokorny, ale z Cimoszewiczem by wygrał. Teraz zmiana kandydata po katastrofie lotniczej, która zdekapitowała przeciwników politycznych będzie dużym nietaktem. Druga tura z Cimoszewiczem i Kaczyńskim? W kontekście 50% poparcia dla Platformy w sondażach brzmi abstrakcyjnie. Ale nie skreślałbym tej możliwości.

Ale nie po to piszę ten artykuł byście poszli do urn. Pytanie brzmi bowiem, jaki będzie ostateczny efekt tej całej roszady. Wiadomo przecież nie od wczoraj, że w demokracji przedstawicielskiej intencje wyborców nie mają nic wspólnego z efektami ich głosów. Jeśli Jarosław Kaczyński zostanie prezydentem nic się nie zmieni. Tusk dalej będzie w żółwim tempie rozmontowywał osłony socjalne, budując w Polsce azjatycki wariant kapitalizmu. Cimoszewicz lub inny prezydent pod auspicjami SLD może być dla niego nawet mniejszą przeszkodą. SLD zdaje sobie sprawę, że ich „naturalny” elektorat fizycznie wymiera, a w oczach większości społeczeństwa Sojusz jest totalnie skompromitowany nieudanymi rządami pod koniec XX wieku. Starając się zyskać głosy młodzieży i wielkomiejskich klas średnich, może iść nawet bardziej pod rękę z PO, niż wspierający się głównie na emerytkach PiS. Prezydentura Cimoszewicza może po prostu jeszcze przedłużyć agonię SLD i podtrzymać przy życiu ten dziwny twór na poziomie chwiejnych 10% poparcia, w trakcie zyskanego czasu partyjka owa będzie nadal rozwadniać sens słowa „lewica”.

Być może dojście do prezydentury Komorowskiego najlepiej rokuje na rozwój ruchu społecznego w Polsce. Szybki demontaż osłon socjalnych wywoła fale niezadowolenia. Jeśli neoliberalne recepty zadziałają, bogaci zaczną się szybko bogacić, a nic bardziej nie denerwuje pracowników. Pozbawieni bezpłatnych studiów i opieki medycznej będą patrzeć, jak ich szefowie wymieniają auta na nowe. A kierownicy zmiany dostają 5% podwyżki rocznie. Oczywiście to brutalne i ryzykowne podejście. Oczywiście ja oddam głos nieważny. Tak tylko po to, żeby zobaczyć ilu nas jest. Tak czy inaczej nie ma co liczyć na wielkie zmiany. Chyba, że na gorsze.

Oj niestety. Spodziewać

Oj niestety. Spodziewać się raczej powinniśmy przyspieszenia powstania w Polsce radykalnej dyktatury w stylu thatcheryzmu. Raczej nie widzę możliwości by PO przegrało to. To co do tej pory PO realizowało będzie dopiero wstępem do tego co nas czeka. A czeka nas ogromny koszmar społeczny, o których wspomniałeś.

Nikt nie zyskał na tej katastrofie tak jak PO i sam Komorowski.

Chociaż z drugiej - to tragicznie wydarzenie - dogłębnie przetasowało naszą scenę polityczną. Można to porównać do huraganu na naszej burżuazyjnej sceny politycznej. Po tym "szoku" nie wiemy jak "wyborcy" zachowają się w przeciągu następnych 2 - 3 miesięcy. Rzeczywiście może to być pewien punkt zwrotny, ale raczej tego bym się nie spodziewał.

Nie wziąłeś ponadto pod uwagę prostego faktu. Mianowicie, iż w obliczu takiej sytuacja jaka zaszła Komorowski może nie mieć żadnego (realnego) kontrkandydata na urząd głowy państwa. Jego szczęście (w tym nie szczęściu) polega na tym, że Kaczyński zginął w momencie kiedy sondaże (z tego tygodnia, mimo ewidentnej ułomności i wybiórczości ich) dawały Kaczyńskiemu podobne poparcie co Komorowskiemu.

I tak - PiS nie ma kogo wystawiać na urząd prezydenta. J. Kaczyńskiego nie wystawi. Być może jest w tym jakaś szansa i logika, ale z drugiej strony PiS i sam Kaczyński obawiałby się kompromitacji. Ewentualni pozostali kandydaci zginęli w katastrofie (do tego stopnia, iż mówiło się o tym, że być może Gęsicką by wystawali jako, że ostatnio pojawiły się głosy, iż L. Kaczyński waha się czy kandydować). SLD w jeszcze gorszej sytuacji się znajduje. Sama partia znajduje się coraz częściej na granicy progu wyborczego i dodatkowo rozdzielona jest na frakcje. Wystawili Szmajdzińskiego (co było wynikiem rozgrywki wewnątrzpartyjnej), jako alternatywę uważali Szymanek - Deresz, która podobnie jak Szmajdziński zginęła. Ani Napieralski ani Olejniczak nie wystartują. Toczy się między nimi wewnątrz partyjna walka. A (raczej pewna) porażka spowodowałaby praktyczny koniec marzeń któregokolwiek z nich o władzy w partii. SLD nie ma nikogo innego kogo mogłoby wystawić.

Cimoszewicz - mało prawdopodobne wydaje się by startował. Prędzej liczy na jakieś fajne stanowisko dane mu przez PO, aniżeli urząd prezydenta. Wątpię by odważył się po tym co zaszło w 2005 roku startować ponownie. A jak już - to podobnie jak Komorowski byłby człowiekiem Tuska (chociaż głównie ze względów ideologicznych). Zostaje nam Olechowskiego, którego poparcie na szczęście znajduje się na granicy błędu statystycznego, albowiem przy nim Tusk wygląda na umiarkowanego socjalliberała. Olechowski to taki mniej kopnięty Korwin z milszą twarzą.

"Wszelkie państwo to sojusz bogatych przeciwko biednym, sojusz posiadających władzę przeciwko tym, którymi rządzą"
http://drabina.wordpress.com

Kurcze typie, szanuje cie

Kurcze typie, szanuje cie bardzo, ale moglbys keidys wjsc sprzed tego komputera, nie zrobisz rewolucji li tylko klepiac swe komenty.

Ktos musi byc ideologiem :D

Ktos musi byc ideologiem :D

PO już bierze wszystko -

PO już bierze wszystko - nie tylko prezydenta ale NBP, BBN a nawet IPN. Mamy rządy monopartii. Nie ma się co ciszyć. Już tak wymanipulują ze wygrają wybory- są na to sposoby.

Politycy zginęli ! Cieszmy się !

Chciałem ten komentarz umieścić pod głowną wiadomością jednak nie było takiej opcji więc zamieszczam tutaj z nadzieją na pomoc moderatorów :)
Positi: Cieszmy się! Głowni politycy zginęli. Ponad setka darmozjadów, morderców i złodziei mniej na świecie. W końcu dopadła ich boska sprawiedliwość. Współodpowiedzialni za wysyłanie żołnierzy do krajów takich jak Irak (ponad milion ofiar, głównie cywilnych) Afganistan, przez co narażają Polskę na ataki terrorystyczne (- często jedyną formę obrony tych biednych krajów.) Współodpowiedzialni za wyzysk wielu ludzi i rozwój kapitalizmu. Szkoda
i szacunek dla załogi i niewinnych. Niech odpoczywają w pokoju. Jednak radujmy się z tych dobrych stron tego zdarzenia. Dzisiaj "stypa" party na Rozbracie! Szacunek i poparcie za odwagę w głoszeniu poglądów w kraju gdzie nawet niektórzy "anarchiści" żałują polityków.

kurcze Griks...po raz

kurcze Griks...po raz pierwszy w 100% się z toba zgadzam.

Najwidoczniej ta tragedia rzeczywiście "łączy naród" ;D

"Nic tak nie plami jak papier"

"Ponad setka darmozjadów, morderców i złodziei mniej na świecie." Cóż za błyskotliwa i wnikliwa ocena. A także wystawiająca świadectwo piszącemu. Żenada.
Ten świat wygląda tak jak wygląda i nie ma jednej "słusznej" drogi, a fanatycy z cyklu "teraz zbawimy świat" są po prostu śmieszni. Usuwanie przeciwników politycznych drogą fizycznej eliminacji jest dość prymitywne, bez względu na to jak skuteczne.
W tym samolocie zginęła między innymi Anna Walentynowicz, jeżeli ktoś z Was jeszcze pamięta kto to był. A boska sprawiedliwość....cóż Żołnierze Wermachtu też mieli na pasach napis "Gott mit Uns".Więc tu bym była ostrożna. Co do mono władzy, która teraz nastąpi to rzeczywiście potencjalny koszmar. Niestety

Nic tak nie plami jak manipulacja

Co do liczby siępomyliłem bo taką wiadomość otrzymałem pierwszą... a co do np. Anny Walentynowicz ( cześć jej pamięci !) to napisałem chyba wyraźnie
"Szkoda
i szacunek dla załogi i niewinnych. Niech odpoczywają w pokoju."
Co do "Gott mit uns" jeszcze dodajmy, że wysyłani przez polskich polityków i generałów żołnierze też pobłogosławieni są przez kapelana. Szczyty hipokryzji.
Proszę nie manipuluj bo nikt tu do "jedynie słusznej drogi", a tym bardziej do eliminowania przeciwników nie wzywa.

Wytęż wyobraźnię! WspółCZUJ !

Widzisz gdybyś była Irackim dzieckiem, którego rodzice zostali zabici przez polskich żołnierzy, gdybyś nie mogła powiązać końca z końcem, bo ktoś się bawi twoim kosztem i nigdy im mało... może byś mogła sobie wyobrazić radość gdy giną oprawcy.

mamy przez to rozumieć, że

mamy przez to rozumieć, że jesteś irackim dzieckiem któremu Ryszard Kaczorowski albo Władysław Stasiak zabił mamusie i tatusia? bo w innym wypadku twoja radość jest bardzo nienamiejscu...

zapytam rownie bezsensownie

zapytam rownie bezsensownie a ty jestes dzieckiem lecha kaczynskiego, ktorego zabili anarchisci?

czemu anarchiści? jakoś

czemu anarchiści? jakoś nie widzę związku.

a odpowiedź brzmi tak. może nie w dosłownym sensie. bynajmniej nie jestem jego dzieckiem. mało tego. nawet go nie lubiłem i w życiu bym na niego nie głosował. ale był prezdyentem mojego kraju. konstytucyjnie najważniejszą osobą w moim kraju. kraju z którym czuje mimo wszystko jakąś więź. jest to również tragiczna strata całego wyżeszego dowództwa WP.

a tak poza tym to komentarz na który odpisałem wyraźnie dawał do zrozumienia, że autor ma jakąś osobistą uraze związaną z wojną w iraku. ew. ma schizofrenie.

ja np tez zywie "osobista

ja np tez zywie "osobista uraze" w zwiazku z wojna w iraku i m.in. dlatego info o smierci dowodztwa wp mnie nie poruszylo. pomyslalem sobie po prostu, ze jest to jakis rodzaj sprawiedliwosci dziejowej. i jebia mnie ich rodziny tak jak ich jebaly rodziny irackie.

a mnie nie jebie twoja

a mnie nie jebie twoja rodzina. wierz mi, że śmierć twojej rodziny nie byłaby dla mnie powodem do radości pomimo tego, że gardze tobą i ludźmi o takich poglądach na świat. moim pierwszym komentrzaem nie byłoby zapewne "szkoda, że nie poleciał tam jeszcze H2 albo ekipa z rozbratu"...

Jakiego "mojego kraju"?

Jakiego "mojego kraju"? Więcej czuję więzi ze zwykłymi ludźmi w Iraku (nawet jeśli spotkałem tylko kilku imigrantów z Iraku), niż z "kwiatem oligarchii", który rządzi regionem, w którym akurat mieszkam.

Jesteście pojebani

Z tą "Stypa party" to już przesadziliście, tu nie chodzi o poglądy tylko o zwyczajne ludzkie odruchy. Jeżeli wy widzicie ich tylko jako elementy systemu a nie przede wszystkim ludzi, to można się tylko modlić żebyście nie doszli do władzy (powtórka z czerwonego terroru). Oni też mieli zasługi, np. taką, że możecie takie bzdury wypisywać. Towarzysz stalin by was inaczej potraktował, jestem socliberałem i ateistą (w razie posądzeń o faszyzm). Wolałem, żeby przestał być prezydentem po przegranych wyborach a nie w ten sposób. Zastanówcie się co czują ich rodziny jak takie coś widzą. Czy oni też są burżuazyjnymi świniami niewartymi by żyć?

faszysta pewnie nie jestes,

faszysta pewnie nie jestes, ale na cia zawiazala nam sie pewna grupa komentatorow, ktora mozna roboczo nazwac Liga Rodzin Polskich bo kaze caly czas myslec o czyichs rodzinach. kazdy ma jakichs bliskich, a jednak uwierz mi ze sa tacy ktorzy zasluguja na smierc. i to nie tam gdzie widza ich politycy i media glownego nurtu.

Jesteś anarchistą?

Jesteś anarchistą? Sprzeciwiasz się wszelkiej władzy? To czemu uważasz się za pana czyjegoś życia i śmierci. Nie tobie decydować kto ma żyć? Zdecyduj się czy chcesz mieć władzę nad czyimś życiem( zabijając kogoś taką posiadasz)? Czy sprzeciwiasz się istnieniu jakiejkolwiek władzy.

Dres nie powiedział, że

Dres nie powiedział, że chce mieć władzę nad czyimś życiem. On tylko nie żałuje niektórych z tych, co zginęli w wypadku. Oni zginęli z powodu głupoty Kaczyńskiego, a nie z winy Dresa.

"sa tacy ktorzy zasluguja na

"sa tacy ktorzy zasluguja na smierc" - a co myślisz o tym: Nikt nie zasługuje na śmierć, jednak niestety czasem sytuacja jest taka, że śmierć jest niezbędna do tego by nastąpiły zmiany?

Co do stypa party - rozbrat to dobre miejsce ale na przyszłość nie należy się dziwić gdy na hasła "rozbrat zostaje" ludzie będą nas serdecznie pierdolić. Chuj nie myślenie.

...

Tak, dokładnie, zginęły konkretne osoby- konkretnie odpowiedzialne za tony kurestwa, krwi i nędzy. I tek konkretne osoby były elementami tego systemu. Władzy nie zamierzamy przejmować, tylko znieść ją wogóle.

minuta ciszy dla zwykłych maluczkich, którzy tez w tej katastrofie zginęli. reszcie huj na grób.

Tak?

Bolszewicy też mieli taką sytuację, dlatego właśnie nie popieram ludzi takich jak ty, niby chcecie dobrze a kończy się na tym, że mordujecie a raj na ziemi jakoś nie nadchodzi.

Kogo niby zamordowaliśmy?

Kogo niby zamordowaliśmy? To "kwiat polskiej elity" mordował w białych rękawiczkach i nadal będzie to robić. A wykończyła ich głupota i upór Kaczyńskiego, który nie chciał się spóźnić na przedstawienie na świeżym powietrzu.

Nie jestem irackim dzieckiem.

Nie jestem irackim dzieckiem. Mówie tu o współCZUCIU. CZłowieczeństwem jest nie żałować Hitlera, Stalina, więc Kaczyńskiego też nie żałuje bo wysyłał wraz z innymi żołnierzy, morderców, którzy zabijają niewinnych cywili, kobiety i dzieci. JUŻ PONAD MILION W IRAKU. Czym to się różni, że teraz to Polacy w imię swoich racji("demokracji:) mordują, a nie są mordowani ? Pozytywność to czasem nazwanie rzeczy po imieniu bez względu na to czy się to komu podoba czy nie. Szczerośc prosto w oczy !
Powtórzę, że żal mi jedynie załogi i tych niewinnych, którzy też byli na pokładzie.

duża część

duża część społeczeństwa odgrywa teraz, szczerą bądz nie, jednak zbudowaną na narodowych sentymentach żałobę. ta konserwatywna masa stanowi wrogi anarchizmowi element i to oni są prawdziwą przeszkodą. anarchiści muszą założyć sobie, że nie walczą tyle z rządem co z ogromną częścią wrogo uświadomionego ludu.

wrogo uswiadomionego ludu?

wrogo uswiadomionego ludu? To brzmi jak komu-rewolucyjna nowo-mowa. Jak cos to ten lud jest nieuswiadomiony, a nie wrogo uswiadomiony. Jego ewentualna wrogosc to auto-agresja zrodzona z frustracji. Jak ten system sie nie-dlugo sypnie to sie sami zorientuja, ze ich te "elity polityczno-intelektualne" niezle wykolowaly. W Polsce jeszcze nie jest zle, wielu ludzi jest swiadomych mechanizmow ekonomiczno-politycznych, ludzie wiedza skad biora sie ich pieniadze i ile tych pieniedzy jest im oficjalnie kradzionych.
Tu gdzie mieszkam w tej chwili ludzie maja takie problemy gdzies, bo tutaj nikt juz nie pamieta, ze moze byc zle i co to jest prawdziwy kryzys, obudza sie ktoregos dnia z reka w nocniku.
W razie krachu, Polacy sobie poradza, bo ten stan jest w zasadzie permanentna kondycja polskiej rzeczywistosci, gorzej dla rozleniwionych i samo-niezaradnych zadufanych nacji zachodu. Robia to co robia w tej chwili, przelewaja krew na krancach swiata, po to, zeby nakrmic nia swojego bankowego molocha. Ten system wali sie tak czy inaczej, jedyne rozsadne wyjscie to byc przygotowanym na to jak juz sie wywroci, uwazac, zeby nie spadl na nas i nie biegac potym wkolko jak kura z odcieta glowa. Trzymajcie sie chlopaki i dziewczyny, Damy rady.

tragedia tragedią,

tragedia tragedią, zginęło wielu ludzi i jest to smutne. jednak jest to jednorazowa tragedia spowodowana niczym więcej, jak głupotą. Warunki atmosferyczne byly jakie były, powinni lecieć do Mińska, ponadto bardzo mądrze jest załadować "najważniejsze" postaci w państwie w jeden samolot. tusk płacze przytulany przez putina i na pewno obmyśla już plan przejęcia jak największej władzy. wielu z nich poniosło karę, chociażby za chęć władzy, chciwość i pychę. Tragedia wstrząsnęła Polską i światem, dziennikarze złapali gorącego niusa, lepiej skupić się na tragediach dziejących się na całym świecie w każdej sekundzie przy aprobacie warstwy rządzącej, niż płakać po zmarłych politykach. Ponadto najzabawniejsza jest hipokryzja tego pojebanego społeczeństwa. Dzień wcześniej wyśmiewali braci Kaczyńskich i PiS, a dziś wklejają wirtualne znicze na naszą-klasę i fotki byłego prezydenta, to jest bardziej żenujące, niż szydercze komentarze, szydercy przynajmniej nie zmieniają opinii w obliczu "tragedii".

wybory-jarek

Zgodnie z konstytucja prezydent musi miec zone. Jaroslaw Kaczynski nie ma, tak wiec nie warto sie glowic czy by wygral czy nie.

hahaha

to weźmie szybki ślub z pierwszą która się nawinie. Która by nie chciała męża przy korycie?

Gówno prawda akurat, nie ma

Gówno prawda akurat, nie ma takiego wymogu. Poza tym to dyskryminacja singli i gejów!

papierowi żołnierze

W obliczu sytuacji jaką zastaliśmy wypada się tylko zastanowić:My jako kontrkultura,My jako cichy glos sprzeciwu,ale też i My jako zepchnięci w kąt papierwi żołnierze,krzykacze,manifestanci bez wymiernych efektów.Stało się .Zginął polityk,posłowie opozycyjni,ale też i zwyczajni przedstawiciele rodzin katyńskich czy choćby Ania Walentynowicz tak bardzi upakarzana przez komunę ,ale i postsolidarnościowców.Co My w tej sytuacji możemy zrobić,jaka jest nasza siła?Radosna stypa...szampan nad grobem polityka,a co potem?Znów zaciskanie pasa,liberalne przepisy prawa pracy,biedowanie po cichu w cieniu 5 tego rozbioru Polski.Nie wiem czy media mówią prawdę o katastrofie pod Smoleńskiem ,ale prawda w ustach Putina brzmi jak słodki uśmiech kata ścinającego głowę skazańcowi.Stajemy przed obliczem nieprawdopodobnych zmian,które nie zaszły by przy naturalnych wyborach.PO dostaje teraz szansę pełnej aneksji urzędów,planów,koncepcji stworzenia Polski 'po swojemu"My panowie kontrkulturowcy niestety jestesmy za słabi by móc realnie przedstawiać swój pomysł na ten kraj i konkurować z chorymi pomysłami łasych na szmal małych kundli i sprzedawczyków.Coś się skończyło,coś się zaczyna...

Traktowanie ludzi jak

Traktowanie ludzi jak "elementy" systemu to dokladnie to samo co robil Hitler, Lenin, Stalin i inni. Chcecie tutaj zmieniac swiat na lepsze ale najwyrazniej nie wyciagacie wnioskow z historii. Bolszewicy tak jak wy buntowali sie przeciw wladzy centralnej. Oni jednak, w przeciwienstwie do was mieli odwage przeprowadzic rewolucje. Jesli waszym tutaj zdaniem niektore "elementy" "zaluguja na smierc" by "poprawila sie sytuacja" to czemu sami nie chwycicie za bron? Na co czekacie?

"Ponad setka darmozjadów, morderców i złodziei mniej na świecie."

Pytam sie, kim wy jestecie i co wnosicie swoim byciem na Ziemi, skoro tak latwo przychodzi wam nazywanie innych jak wyzej? Wszyscy politycy sa zli? A wy nie korzystacie z dorobku kapitalizmu? Ruchacie sie bez kondomowi i pigulek? Nie gadacie przez komorke? Nie korzystacie z neta? Nie kupujecie produktow made in china? To skad sa wasze komputery? No zaraz zaraz, to jak to jest? Chcecie zniszczyc kapitalizm ale karmicie go kupujac jego produkty? Nie jestescie elementami systemu? Ani troche? Zyjecie na bezludnych wyspach tworzac rajskie komuny?

"ta konserwatywna masa"

to niby kto? ludzie czy worki na ziemniaki? wiesz co bylo jednym z osiagniec Hitlera? ze za pomoca swojej propagandy wmowil narodowi niemieckiemu, ze Zydzi to nie ludzie ale nizsza kategoria bytow. i nazywal Zydow wrogami. uzywajac takich zwrotow w stosunku do ludzi, niestety, znizacie sie do tego zalosnego poziomu. budowanie prostych opozycji my - wrogowie to jeden z najpopularniejszych zabiegow populistycznych, wykorzystywanych chetnie przez komunistow i prawicowcow na rowni, robil to Hitler, Stalin, a takze Jaroslaw Kaczynski. to tani populizm i jest to mechanizm niezwykle prymitywny. lyse debile w glanach ktorzy najchetniej by was wyrzneli mysla o was dokladnie tak samo: jak o smieciach i nie-ludziach.

moment kiedy w ludziach przestajemy widziec ludzi to moment kiedy najgorsze zlo zaczyna triumfowac.

ludzie nie dziela sie na "tych za systemem" i "tych przeciwko". jesli chcecie tak widziec swiat, to niestety nic nie zmienicie, bo jest on duzo bardziej zlozony. sa miliony ludzie ktorzy po prosut chca zyc i maja w dupie w jakim systemie, byleby mieli co jesc. a potem chca realizowac swoje potrzeby i marzenia.

"czasem sytuacja jest taka, że śmierć jest niezbędna do tego by nastąpiły zmiany"

a gdyby ktos uznal ze to Twoja smierc jest niezbedna, to co zrobisz?

"sa tacy ktorzy zasluguja na smierc. i to nie tam gdzie widza ich politycy i media glownego nurtu."

jesli nie tam, to tam gdzie KTO ich widzi? Ty? A jesli ja uznam Ciebie za zaslugujacego na smierc, to co zrobisz? jaki dorobek decyduje o tym kto zaluzyl na smierc? jedno morderstwo? dwa morderstwa? w niewlasciwej sprawie 3 morderstwa to z automatu zasluzenie na smierc, ale 10 w slusznej sprawie to zapewnia rozgrzeszenie? kto bedzie o tym decydowal? mam nadzieje ze nie Ty, bo przy ludziach o takiej postawie nie moge czuc sie bezpiecznie. a staram sie byc po prostu dobrym osoba.

mam wrazenie ze wasz anarchizm to tylko pusty bunt i nic w zamian. jesli zniesiecie wladze, nie pozostanie nic co utrzyma ten syf w ryzach. nie bedzie raju, bedzie wojna. wasz swiat bez wladzy jest niemozliwy, tak dlugo jak ludzie dziela sie na silniejszych i slabszych. nawet jesli wybijecie cale zlo tego swiata w postaci politycznego establishmentu ktory tak nienawidzicie, przyjda nastepni zeby pozbyc sie was, w ten sam sposob.

Wydaje mi sie ze sa pewne prawa i zasady ktorych trzeba jednak przestrzegac. jesli nie bedzie granic to krew bedzie lala sie szerokim strumieniem, historia dowiodla tego nie raz.

czekam na odpowiedz w ktorej nie nazwiecie mnie wrogim elementem, masa, debilka albo debilem, konserwa, prawicowa swinia czy jakakolwiek etykieta. jestem czlowiekiem z krwi i kosci a nie tagiem ktory mozna mi przylepic.

Jak na razie to głównie

Jak na razie to głównie ludzie wychodzący z tego samego stanowiska, co ty, nazywają innych kretynami i debilami, więc to ostatnie było nietrafione. Poza tym w przestrzeni wirtualnej nikt nie jest człowiekiem, tylko adroidem ;-)

wiesz, ja was kretynami i

wiesz, ja was kretynami i debilami nie nazywam. jesli nazwanie skinheadow debilami to przesada, to moze faktycznie przesadzilem, ale jednak mam podstawy by tak sadzic: nawolywanie do smierci kogokolwiek jest glupota.

debile, cytat:
"Osoby takie są samodzielne i zaradne społecznie, nie powinny jednak wykonywać zawodów wymagających podejmowania decyzji, ponieważ nie osiągnęły etapu myślenia abstrakcyjnego w rozwoju poznawczym."

mysle, ze mozemy sie zgodzic ze sa pewne normy ponizej ktorych sie nie schodzi. jesli ktos nawoluje do smierci innych ludzi i wygnania ich z ich domow tylko dlatego, ze sa innej religii, koloru skory czy pogladow politycznych zasluguje na potepienie. uwazam to za skrajny brak myslenia, empatii i szacunku do innych. ja do tego nie nawoluje. w tym swietle ostatnia prosba nie wydaje mi sie "nietrafiona".

nie wiem o jakich "glownie ludziach" mowisz. ja zwracam sie do piszacych tutaj a nie do jakiejs abstrakcyjnej masy "glownie ludzi". nie jestem "glownie ludzmi", jestem soba, jesli chcesz mi zarzucac brak indywiudalnego myslenia bo sa inni ktorzy mysla podobnie, nie mamy o czym rozmawiac, bo moge to samo powiedziec o Tobie. a nie o to chodzi chyba.

a przestrzen owszem, jest wirtualna, ale ludzie wirtualni nie sa. chyba ze mowi sie o nich jak o "elementach" systemu.

Traktowanie ludzi jak

Traktowanie ludzi jak "elementy" systemu to dokladnie to samo co robil Hitler, Lenin, Stalin i inni. Chcecie tutaj zmieniac swiat na lepsze ale najwyrazniej nie wyciagacie wnioskow z historii.
A czym jest według ciebie ten twój "system" bo nie rozumiem? Z czego on się ostatecznie składa jak nie z ludzi postępujących tak a nie inaczej (według różnych mechanizmów społecznych, ale także wolnej woli itp) podzielonych na klasy

Bolszewicy tak jak wy buntowali sie przeciw wladzy centralnej. Oni jednak, w przeciwienstwie do was mieli odwage przeprowadzic rewolucje.
Kiepsko znasz historię bo widzisz z tamtą rewolucją a przynajmniej z ta częścią tych wydarzeń które można nazwać rewolucją społeczną więcej wspólnego mieli ludzie o poglądach przynajmniej częściowo anarchistycznych (zwykli ludzie, zwolennicy "władzy rad") niż bolszewicy, bolszewicy tylko na koniec przejęli władzę wykorzystując sytuację, nie przeczę anarchiści ponoszą część winy za to, że im na to pozwolili, ale łatwo mówić po fakcie

Pytam sie, kim wy jestecie i co wnosicie swoim byciem na Ziemi, skoro tak latwo przychodzi wam nazywanie innych jak wyzej? Wszyscy politycy sa zli?
Jesteśmy zwykłymi ludźmi, nie jesteśmy żadnymi świętymi, ale na pewno nie wnosimy tyle zła na ziemi co oni

A wy nie korzystacie z dorobku kapitalizmu? Ruchacie sie bez kondomowi i pigulek? Nie gadacie przez komorke? Nie korzystacie z neta? Nie kupujecie produktow made in china? To skad sa wasze komputery? No zaraz zaraz, to jak to jest? Chcecie zniszczyc kapitalizm ale karmicie go kupujac jego produkty? Nie jestescie elementami systemu? Ani troche? Zyjecie na bezludnych wyspach tworzac rajskie komuny?
Korzystamy z "dorobku" kapitalizmu tak samo jak w czasach PRL opozycja korzystała z dorobku PRL no chyba że ci się wydaje że nie uczyli się w "komunistycznych" szkołach, nie pracowali w "komunistycznych" zakładach pracy, nie kupowali w "komunistycznych" sklepach itd/ Ale hipokryci a tak im się system nie podobał...

ludzie nie dziela sie na "tych za systemem" i "tych przeciwko". jesli chcecie tak widziec swiat, to niestety nic nie zmienicie, bo jest on duzo bardziej zlozony. sa miliony ludzie ktorzy po prosut chca zyc i maja w dupie w jakim systemie, byleby mieli co jesc. a potem chca realizowac swoje potrzeby i marzenia.
Oczywiście że anarchiści nie dzielą ludzi na tych co są "za systemem" i przeciwko. To kapitalizm (albo "system" jak wolisz taki język) dzieli ludzi - na klasy, na państwa, na rządzących i rządzonych, chcemy znieść takie podziały między ludźmi bo uważamy że są złe

jesli nie tam, to tam gdzie KTO ich widzi? Ty? A jesli ja uznam Ciebie za zaslugujacego na smierc, to co zrobisz? jaki dorobek decyduje o tym kto zaluzyl na smierc? jedno morderstwo? dwa morderstwa? w niewlasciwej sprawie 3 morderstwa to z automatu zasluzenie na smierc, ale 10 w slusznej sprawie to zapewnia rozgrzeszenie? kto bedzie o tym decydowal? mam nadzieje ze nie Ty, bo przy ludziach o takiej postawie nie moge czuc sie bezpiecznie. a staram sie byc po prostu dobrym osoba.
Obawiam się że to czy jesteś dobrą osobą czy złą liczy się najmniej dla twojego przeżycia, a wręcz bym powiedział, że w systemie opartym na konkurencji większe szanse przeżycia mają źli ludzie, bo są bardziej bezwzględni (i można dodać w kwestii polityków, dlatego "politycy są źli", tacy ludzie właśnie dostają się do władzy, a nawet kiedy przypadkiem tak trafi ktoś kto nie jest zły, to staje się zły, bo jak ktoś powiedział, "władza korumpuje")

mam wrazenie ze wasz anarchizm to tylko pusty bunt i nic w zamian. jesli zniesiecie wladze, nie pozostanie nic co utrzyma ten syf w ryzach. nie bedzie raju, bedzie wojna. wasz swiat bez wladzy jest niemozliwy, tak dlugo jak ludzie dziela sie na silniejszych i slabszych.
Przede wszystkim to co piszesz to sprzeczność, dlatego że anarchiści właśnie dlatego chcą znieść tego typu władze jak państwową żeby nie było podziału na "słabszych" i "silniejszych". Ci którzy mają władzę są w pewnym sensie "silniejsi", bo instytucjonalna władza daje im przewagę nad innymi, na przykład nad tobą. Po drugie, jeśli już znieść państwo, kwestia podziału na słabszych i silniejszych jest to główny powód dla którego anarchiści (może nie wszyscy) są przeciwnikami różnego typu gospodarki rynkowej, bo nawet kiedy wyjdzie się od równości, rynek sprawia że pojawiają się nierówności między ludźmi, niektórzy stają się coraz silniejsi, tak działa konkurencja. Dlatego twoje zarzuty są tutaj wyjątkowo od czapy - to są cechy obecnego systemu, z którymi my walczymy

i co dalej?

"anarchiści właśnie dlatego chcą znieść tego typu władze jak państwową żeby nie było podziału na "słabszych" i "silniejszych". Ci którzy mają władzę są w pewnym sensie "silniejsi", bo instytucjonalna władza daje im przewagę nad innymi, na przykład nad tobą."

ja chcialbym tylko zauwazyc, ze nie tylko wladza instytucjonalna daje przewage jednym, a innych czyni slabszymi. jak juz zniesiecie instytucje, to co bedzie dalej? w jaki sposob utrzymacie "ambitne" jednostki wsrod reszty? przeciez dazenia, wiedza, umiejetnosci tez beda dzielic ludzi na "slabszych" i "silniejszych". wiec ja sie pytam, jaki jest nastepny etap po zniesieniu wladzy instytucjonalnej. pytam, i jednoczesnie boje sie odpowiedzi...

dazenia, wiedza,

dazenia, wiedza, umiejetnosci tez beda dzielic ludzi na "slabszych" i "silniejszych". wiec ja sie pytam, jaki jest nastepny etap po zniesieniu wladzy instytucjonalnej. pytam, i jednoczesnie boje sie odpowiedzi...

Taką odpowiedzią na koncentrację władzy w rękach domniemanych lub faktycznych "ekspertów" może być, na przykład, praktykowanie rotacji stanowisk, łączone z instytucją mandatu wiązanego. O ile się nie mylę, tak funkcjonuje np. Workers Solidarity Movement z Irlandii, właśnie w celu przeciwdziałania tworzeniu się nieformalnych struktur władzy w oparciu o różnice w posiadanej wiedzy, umiejętnościach, doświadczeniu itp wśród członków tej organizacji.

Trzeba też wspomnieć, że część anarchistów, zwłaszcza skłaniających się ku wolnościowemu komunizmowi, opowiada się za gwarantowanym minimum dla każdego - dach nad głową, dostęp do podstawowych usług medycznych, pożywienia i wody pitnej (szczegóły ustalane przez skonfederowane lokalne społeczności w ramach bezpośredniej i uczestniczącej demokracji) - oczekując jeśli nie zaniku, to przynajmniej złagodzenia tendencji do tworzenia się takich struktur i skutków ich działalności. Czyli może być tak, że pewne indywidua lub grupy jednostek w ramach swoich społeczności będą się cieszyć szczególnym poważaniem jako fachowcy w określonych dziedzinach, ale nie będzie to miało przełożenia na możliwość akumulowania dóbr materialnych kosztem reszty społeczności i tworzenia quasi-kapitalistycznych relacji podporządkowania (podział na klasy posiadające i nieposiadające środki produkcji), z powodu odmiennej od kapitalistycznej redystrybucji dóbr i usług. Jako przykład można przywołać praktykowanie potlaczu wśród północnoamerykańskich Indian, czyli zwyczaju wyprawiania wystawnych uczt dla całej społeczności przez "wybitne jednostki", w czasie których przejadano i niszczono niemal cały dobytek gospodarza - innymi słowy, wyższa pozycja społeczna oznaczała u nich większe zobowiązania natury "ekonomicznej" na rzecz społeczności (aż chciałoby się dodać: totalnie na odwrót niż ma to miejsce w kapitalistycznych społecznościach), co stanowiło swoisty "bat na władzę". Podobnym "batem" u Indian amazońskich była wojna i oskarżanie o czary, co poświadczył m.in. badający te ludy w terenie anarchistyczny antropolog Pierre Clastres (http://www.singingtotheplants.com/2009/01/pierre-clastres/), choć raczej nie są to metody preferowane przez anarchistów ;-)

Errata: nie "redystrybucji",

Errata: nie "redystrybucji", tylko "dystrybucji dóbr i usług".

hmmm

no wlasnie, bo komunizm (niechby i nawet byl wolnosciowy) jest raczej dosc prymitywny, byly juz takie proby (i bynajmniej nie mysle tu o wspolczesnych, tych bardziej krwawych) i raczej niewiele z tego wyszlo. z calym szacunkiem dla indian - nie wydaje mi sie zebysmy mogli czerpac z ich doswiadczen w zakresie systemu politycznego. poza tym, uwazam, ze nie ma nic zlego w bogaceniu sie. jestem radykalnie przeciwny wyzyskowi i nierownosciom prowadzacym do biedy. ale na przyklad nie przeszkadza mi, ze ktos jest bogatszy ode mnie (pod warunkiem ze zdobyl swoj majatek uczciwie i ze nie uzywa go do prowadzenia przestepczej dzialalnosci). generalnie kazdy ma jakies swoje dazenia, jedni wola "marnowac" swoje sily i czas na zdobywanie wiedzy, inni na rozrywke, a jeszcze inni chca sie bogacic. nie ma w tym przeciez nic zlego, samo bogactwo nie jest powodem nierownosci, tak jak i posiadanie noza nie czyni jeszcze zabojca. ja naprawde jestem przerazony takimi ideami, kojarzy mi sie to z "utopia" morusa, gdzie niby wszyscy byli rowni i wolni, ale tak naprawde za tym wszystkim krylo sie cos ponurego, taki homogenizm. wszyscy zachowywali sie jak maszyny, zawsze mnie to przerazalo. przeciez ludzie sa rozni, maja rozne dazenia i cele. jesli ktos jest fachowcem i wystarczy mu wdziecznosc ludzi, to ok. ale jesli inny chce dzieki swojej profesji pomnazac swoj majatek, to co w tym zlego? przeciez nie mozna od razu zakladac, ze przez takiego fachowca iles ludzi zostanie pozbawionych srodkow do zycia!
a rotacja stanowisk to nawet w polskim systemie istnieje :P
generalnie wiec jedyne z czym sie zgadzam to zapewnienie kazdemu minimum socjalnego - to popieram w 100%.

ja chcialbym tylko zauwazyc,

ja chcialbym tylko zauwazyc, ze nie tylko wladza instytucjonalna daje przewage jednym, a innych czyni slabszymi. jak juz zniesiecie instytucje, to co bedzie dalej? w jaki sposob utrzymacie "ambitne" jednostki wsrod reszty? przeciez dazenia, wiedza, umiejetnosci tez beda dzielic ludzi na "slabszych" i "silniejszych". wiec ja sie pytam, jaki jest nastepny etap po zniesieniu wladzy instytucjonalnej. pytam, i jednoczesnie boje sie odpowiedzi
Po prostu trzeba stworzyć takie instytucje, gdzie "dążenia, wiedza umiejętności" nie będą prowadzić do takiej przewagi, to znaczy oparte na równości, samorządne i oddolne, do tego nie tylko w sferze nazwijmy ją politycznej ale i ekonomiczne. Nie jest żadną tajemnicą, że do tego właśnie anarchiści dążą ;)

no wlasnie, bo komunizm

no wlasnie, bo komunizm (niechby i nawet byl wolnosciowy) jest raczej dosc prymitywny, byly juz takie proby (i bynajmniej nie mysle tu o wspolczesnych, tych bardziej krwawych) i raczej niewiele z tego wyszlo

Polemizowałbym. Wiele kolektywów rolnych w czasie Hiszpańskiej Rewolucji jak najbardziej realizowało komunistyczne hasło "od każdego według możliwości, każdemu według potrzeb". W efekcie na ogół udawało się zwiększyć produktywność, zmodernizować sprzęt rolniczy i wprowadzić usługi wcześniej praktycznie niedostępne na hiszpańskiej wsi, takie jak szkolnictwo, darmową opiekę zdrowotną itp. Więcej info w "Wola Hiszpania - kolektywy podczas rewolucji hiszpańskiej" Gastona Levala, pozycji dostępnej także w necie w bibliotece libcom.org in inglisz.

Nawet raczej odległą od anarchistycznych ideałów Republikę Guarani należy uznać za sukces, jeśli chodzi o wdrażanie komunizmu. Do poczytania: http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=pagemaster&func=viewpub&tid=...

z calym szacunkiem dla indian - nie wydaje mi sie zebysmy mogli czerpac z ich doswiadczen w zakresie systemu politycznego

Nie twierdzę, że powinniśmy kopiować ich rozwiązania w każdym szczególe. Nie jestem prymitywistą. Tym niemniej tworzyli oni bezpaństwowe społeczności, stanowią więc cenne źródło wiedzy i inspiracji dla anarchistów, w sensie "patrzcie ludzie, można było kiedyś żyć bez państwa i kapitalizmu, to czemu nie miałoby się udać dzisiaj?".

jesli ktos jest fachowcem i wystarczy mu wdziecznosc ludzi, to ok. ale jesli inny chce dzieki swojej profesji pomnazac swoj majatek, to co w tym zlego?

Nie ma nic złego, dopóki nie dochodzi do wyzysku i podporządkowania. Zacznijmy jednak od tego, że w anarchizmie chodzi nie o "równość żołądków", ale o równe możliwości - sprawowania władzy (stąd uważamy bezpośrednią i uczestniczącą demokrację za najbardziej pożądany model decyzyjny), życiowej samorealizacji, dostępu do owoców społecznej pracy itp. Tak więc, bez obaw. Nikt nikogo nie będzie prześladował, przykładowo, za pragnienie posiadania dwóch "wypasionych" jachtów - o ile, powtórzę, nie będzie się to wiązało z wyzyskiem i podporządkowaniem jednych przez drugich np. w ramach pracy najemnej.

przeciez nie mozna od razu zakladac, ze przez takiego fachowca iles ludzi zostanie pozbawionych srodkow do zycia!

Nigdzie nie poczyniłem takiego założenia, jedynie dopuszczam taką ewentualność. Ty nie?

rotacja stanowisk to nawet w polskim systemie istnieje :P

Ale nie w ramach bezpośredniej i uczestniczącej demokracji, więc porównanie z czapy.

.

Polemizowałbym. Wiele kolektywów rolnych w czasie Hiszpańskiej Rewolucji jak najbardziej realizowało komunistyczne hasło "od każdego według możliwości, każdemu według potrzeb". W efekcie na ogół udawało się zwiększyć produktywność, zmodernizować sprzęt rolniczy i wprowadzić usługi wcześniej praktycznie niedostępne na hiszpańskiej wsi, takie jak szkolnictwo, darmową opiekę zdrowotną itp. Więcej info w "Wola Hiszpania - kolektywy podczas rewolucji hiszpańskiej" Gastona Levala, pozycji dostępnej także w necie w bibliotece libcom.org in inglisz.

ok, ale ostatecznie zaden taki eksperyment nie przetrwal zbyt dlugo. poza tym nikt nigdy nie probowal realizowac tego w skali panstwa (czy moze raczej "panstwa", chodzi mi tu o zasieg, nie o ustroj).

Nie twierdzę, że powinniśmy kopiować ich rozwiązania w każdym szczególe. Nie jestem prymitywistą. Tym niemniej tworzyli oni bezpaństwowe społeczności, stanowią więc cenne źródło wiedzy i inspiracji dla anarchistów, w sensie "patrzcie ludzie, można było kiedyś żyć bez państwa i kapitalizmu, to czemu nie miałoby się udać dzisiaj?".

zgadza sie, kiedys zylismy takze bez komputerow, pralek i mp3. i co?
moim skromnym zdaniem, powinnismy raczej isc naprzod, a nie starac sie powrocic do pierwotnych stosunkow spolecznych (ktore zreszta nie zawsze byly takie pozytywne).

Nie ma nic złego, dopóki nie dochodzi do wyzysku i podporządkowania. (...)

tu sie zgadzam, im wiecej elementow demokracji bezposredniej w systemie tym lepiej.


przeciez nie mozna od razu zakladac, ze przez takiego fachowca iles ludzi zostanie pozbawionych srodkow do zycia!
Nigdzie nie poczyniłem takiego założenia, jedynie dopuszczam taką ewentualność. Ty nie?

nie. nie widze tu zwiazku przyczynowo-skutkowego. jesli ktos jest specjalista w danej dziedzinie to powinien otrzymywac wieksze wynagrodzenie niz robotnik sprzatajacy kible. problemem jest raczej rowny start i rowne szanse. na pewno zbyt malo sprawiedliwosci jest we wspolczesnym swiecie. nawet jesli taki fachowiec zatrzyma cala kase dla siebie i kupi sobie nawet 5 jachtow, to jego sprawa (dopoki, powtarzam, nie prowadzi dzialalnosci przestepczej). jesli jest zapotrzebowanie na jego uslugi ma prawo otrzymywac godziwa zaplate.

rotacja stanowisk to nawet w polskim systemie istnieje :P
Ale nie w ramach bezpośredniej i uczestniczącej demokracji, więc porównanie z czapy.

to akurat byla ironia. ale tak na marginesie uwazam, ze najwiekszym problemem obecnej demokracji jest to, ze uczciwi ludzie nie chca bawic sie w polityke (wiele z nich chcialoby a nie za bardzo ma jak, zgoda). demokracja przedstawicielska sama w sobie nie jest taka zla (na pewno jest wyzszym stadium zaawansowania ustrojowego od demokracji bezposredniej), raczej zasady jakie w jej ramach funkcjonuja sa nieludzkie.

widzę że mamy

widzę że mamy deterministę dziejowego na pokładzie.

ok, ale ostatecznie zaden

ok, ale ostatecznie zaden taki eksperyment nie przetrwal zbyt dlugo. poza tym nikt nigdy nie probowal realizowac tego w skali panstwa (czy moze raczej "panstwa", chodzi mi tu o zasieg, nie o ustroj).
Nie przetrwał, ale nie dlatego że się rozpadł, ale dlatego że został zniszczny na spółke przez stalinowców i faszystów. To była skala 7-9 milionów ludzi. Działało to bardzo dobrze w sensie ekonomicznym m.in w kwestii tego:

zgadza sie, kiedys zylismy takze bez komputerow, pralek i mp3. i co? moim skromnym zdaniem, powinnismy raczej isc naprzod, a nie starac sie powrocic do pierwotnych stosunkow spolecznych (ktore zreszta nie zawsze byly takie pozytywne)
dlatego, że w czasie rewolucji próbowano uprzemysłowić Hiszpanię, która wcześniej była półfeudalnym, rolniczym krajem.

nie. nie widze tu zwiazku przyczynowo-skutkowego. jesli ktos jest specjalista w danej dziedzinie to powinien otrzymywac wieksze wynagrodzenie niz robotnik sprzatajacy kible. problemem jest raczej rowny start i rowne szanse.
Nieprawda, nie tylko to jest problemem. Problemem są też inne rzeczy. Wynagrodzenie jest gromadzone a jak się je gromadzi to przekłada się to na większe możliwości niż mają inni, co z kolei przekłada się po prostu na władzę nad nimi, nawet kiedy wyjdzie się od równych szans. Po drugie, problemem jest ograniczenie wolności w kwestii tego, co można robić z tym wynagrodzeniem. Jeśli chcesz mieć równe szanse i równy start dla wszystkich, trzeba by znieść dziedziczenie, bo "następne pokolenie" nie będzie już miało równych szans, jeśli dostanie coś w spadku. Bakunin miał obsesję na tym punkcie i nie dziwota, bo anarchokolektywizm właśnie zakładał coś takiego dziedziczenie stawało się wielkim problemem. Czy anarchokomunizm, który ten problemem rozwiązał nie jest dla ciebie "wyższym stadium" rozwoju anarchizmu? (ironia) Dla ortodoksyjnych, deterministycznych marksistów był :)))

demokracja przedstawicielska sama w sobie nie jest taka zla (na pewno jest wyzszym stadium zaawansowania ustrojowego od demokracji bezposredniej),
Raczej nie jest wyższym stadium, "zaawansowanie dziejowego". Nie wiadomo czy jest w ogóle coś takiego jak stadia rozwoju dziejowego, trzeba by ustalić czy jest jakiś kierunek gdzie to wszystko zmierza. Uważaj bo to śliski grunt ortodoksyjni marksiści i liberałowie piszący o końcu historii już się na tym przejechali. Anarchiści zwykle widzą to trochę inaczej, nie jest to liniowy rozwój i moim zdaniem nie dotyczy systemów jako całości, raczej ich elementów, nawet jeśli sa lepsze i gorsze. Zastanów się jak powstała demokracja przedstawicielska oraz co jest tym elementem według którego się to ocenia, bo jeśli wpływ na włądzę albo wpływ na decyzje to nawet jeśli są stadia rozwoju dziejowego, demokracja przedstawicelska jest niższym stadium rozwoju niż bezpośrednia bo w przypadku tej drugiej jest on większy. Wszystko co pozostaje to techniczne zrobienie tego w większej skali. Anarchiści doszli do wniosku, że aby dało sie to zrobić konieczna jest decentralizacja i oddolne zorganizowanie systemu, bo w skali całego kraju na raz demokracja bezpośrednia nie jest możliwa jako ustrój (tylko w nielicznych decyzjach - referenda) a tym bardziej międzynarodowo. Jest możliwa w oddolnej federacji, gdzie działa na podstawowym poziomie, a decyzje przepływają z dołu do góry (tzn "przechodzą" na wyższy poziom kiedy nie da się ich rozwiązać na niższym) w państwie działa to na odwrót, z góry na dół, odgórnie (władza należy do centralnych organów państwa, co najwyżej niektórych decyzji mogą się zrzekać na rzecz niższych, a anarchistycznym systemie powinno być na odwrót, tzn niższe się zrzekają na rzecz wyższych jeśli nie są w stanie ich podjąć)

.

m>widzę że mamy deterministę dziejowego na pokładzie.

a kto to? :P

ale mi wlasnie o to chodzi, ze jesli za wszelka cene bedziemy utrzymywali "rownosc" i "braterstwo" to co wtedy z wolnoscia? ludzie nie sa rowni tylko rozni i w rozny sposob chca sie realizowac w zyciu. jesli ktos chce gromadzic majatek to trudno mu tego zabronic. w ten sposob niszczy sie ambicje i dazenie do rozwoju cywilizacyjnego. w sprawie dziedziczenia i stosunku bakunina do tegoz zjawiska sie nie wypowiadam bo to naprawde trudna kwestia i sam mam dosc dziwne i niespojne poglady na nia :P

nie zgadzam sie z zadna teoria dotyczaca "konca historii" i nie uwazam ze jakikolwiek ustroj mozemy dzis uznac za najwyzsze stadium. ale niektore na pewno mozna uznac za nizsze niz inne :)
generalnie popieram demokracje bezposrednia na poziomie lokalnym, a poza tym oczywistym jest, ze panstwo powinno funkcjonowac (na wzor unii europejskiej) raczej na zasadzie subsydiarnosci i nie angazowac sie w te kwestie, ktore gmina (np) moze zrobic lepiej. problem oczywiscie jest z dystrybucja finansow, ale to troche bardziej skomplikowane. polska jest pod tym wzgledem na duzo nizszym poziomie rozwoju niz niektore panstwa. taka organizacja systemu, o ktorej piszesz wystepuje zreszta nie tylko w anarchizmie, miesci w ramach demokratycznych teorii ustroju samorzadowego.

tylko nie mieszajmy do tego systemu miedzynarodowego, bo to zupelnie inna bajka i nie da sie tego porownac z zadnym ustrojem panstwowym.

jesli za wszelka cene

jesli za wszelka cene bedziemy utrzymywali "rownosc" i "braterstwo" to co wtedy z wolnoscia
Z drugiej strony można zapytać, co z równością, jeśli za wszelką cenę będziemy utrzymywali wolność ;) A poważnie wolność i równość uzupełniają się nawzajem

ludzie nie sa rowni tylko rozni
Ludzie powinni być równi, a zarazem są różni (nie są tacy sami). Przeciwieństwem równości nie jest różność tylko nierówność. To jest jakiś nieuzasadniony przeskok myślowy, że od zróżnicowania przechodzi się do nierówności materialnej. Możesz to sobie lepiej wyobrazić na przykładzie różnic między kobietami i mężczyznami. Kobiety i mężczyźni różnią się od siebie, ale czy to znaczy że powinny istnieć pomiędzy nimi nierówności materialne tzn mężczyźni albo kobiety powinny zarabiać więcej? Albo czy powinna istnieć hierarchia pomiędzy nimi. Chyba nie. teraz to rozumowanie rozszerz na ludzi w ogóle. Ludzie się różnią ale to jeszcze nie znaczy że powinny istnieć nierówności albo hierarchia.

raczej na zasadzie subsydiarnosci
Zasada subsydiarności UE i anarchistyczna "subsydiarność" (oddolność) mają te same korzenie środowisko polityczne Francji pierwsza poł. XIX w (Proudhon) tylko anarchistyczna subsydiarność jest pełna oraz dotyczy uspołecznionej gospodarki a nie państwa (systemu w którym rząd nie jest już potrzebny do niczego) zostaje tylko gospodarka

tylko nie mieszajmy do tego systemu miedzynarodowego, bo to zupelnie inna bajka
To jest ta sama bajka, "system" jest międzynarodowy, a ta federacja do której dążą anarchiści też oczywiście ma być docelowo globalna.

jesli ktos chce gromadzic

jesli ktos chce gromadzic majatek to trudno mu tego zabronic. w ten sposob niszczy sie ambicje i dazenie do rozwoju cywilizacyjnego

Sęk w tym, że w kapitalizmie powszechna jest akumulacja majątku, która odbywa się kosztem "ambicji i dążenia do rozwoju cywilizacyjnego" innych ludzi (klasy pracującej), więc na obecnym gruncie to raczej twoje postulaty - nie nasze, anarchistyczne - mają czysto reakcyjny charakter. Poza tym teza, jakoby nierówny podział dochodów (rzekomo, jak utrzymują często liberałowie, stanowiący wyłącznie bezpośredni skutek nierównego rozkładu talentów w społeczeństwie) stanowił najlepszą "dźwignię" rozwoju cywilizacyjnego jest cokolwiek wątpliwa już na poziomie funkcjonowania małych i średnich przedsiębiorstw, nie wspominając o bardziej złożonych strukturach. Polecam http://ludzielubiapracowac.blogspot.com/2008/03/o-motywowanie-przez-nagr...

zgadza sie, kiedys zylismy

zgadza sie, kiedys zylismy takze bez komputerow, pralek i mp3. i co?
moim skromnym zdaniem, powinnismy raczej isc naprzod, a nie starac sie powrocic do pierwotnych stosunkow spolecznych (ktore zreszta nie zawsze byly takie pozytywne)

Jeszcze raz, bo chyba nie dotarło. Nie jestem prymitywistą, więc nie postuluję kopiowania w każdym szczególe indiańskiego lajfstajlu na "rodzimym" gruncie. Dopytywałeś się o anarchistyczne remedium na tworzenie się nieformalnych struktur władzy, w związku z czym przywołałem przykład Indian, którzy także (jak wszystkie ludzkie społeczności) borykali się z tym problemem i wypracowali adekwatne praktyki społeczne, w moim i nie tylko moim (vide wspomniany już Clastres) mniemaniu dobrze korespondujące z pomysłami anarchistów.

W ogóle nie piłem do technologii i nie rozumiem, w jakim celu przywołujesz te komputery, pralki i empetrójki. Czyżbyś twierdził, całkiem na prymitywistyczną modłę, że rozwój technologii jest nierozerwalnie związany z rozwojem autorytarnych praktyk i instytucji, takich jak kapitalizm i państwo narodowe, więc nie da się znieść tych ostatnich bez powrotu do paleolitu? Na jakiej podstawie? Wybacz, ale już sam tylko przykład Rewolucji Hiszpańskiej dowodzi czegoś z goła innego. Choć nie doszło tam do całkowitego obalenia państwa, to jednak przez pewien czas wiele środków produkcji - fabryki, sklepy, gospodarstwa rolne itp - znajdowało się pod autentyczną kontrolą społeczną, faktycznie wolnej od zwierzchnictwa rządu republikańskiego. I nie doszło do regresu technologicznego, a wręcz przeciwnie, z sukcesem wdrażano technologie wcześniej nieznane w Hiszpanii (w rolnictwie zaczęto np. na szeroką skalę stosować traktory, siewniki, zraszacze, nawozy sztuczne itp). W eksperymencie tym, jak już ktoś wyżej napisał, uczestniczyło w porywach 9 mln ludzi, więcej niż wynosi liczba mieszkańców niektórych państw. W tym kontekście "powrót do pierwotnych stosunków społecznych" (demokracja bezpośrednia, społeczna kontrola środków produkcji itp) paradoksalnie (?) oznaczał poprawę warunków bytowych niemałej rzeszy ludzi, jakiej nigdy przedtem nie zaznano w Hiszpanii. Państwo, gloryfikowane przez ciebie jako wyraz "wyższego stadium rozwoju", koniec końców rozwaliło ten eksperyment rękami stalinistów z jednej strony i faszystów z drugiej - dziękuję bardzo za taki "postęp"...

A poważnie wolność i

A poważnie wolność i równość uzupełniają się nawzajem

to chyba nie jest takie proste. uzupelniaja sie, ale moga tez stanowic zagrozenie dla siebie. jesli chcesz na sile trzymac wszystkich w rownosci, ograniczysz ich wolnosc. jesli natomiast pozwolisz im na swobodna dzialalnosc, to nawet gdy punktem wyjscia bedzie rownosc, ludzie i tak "zroznicuja sie". pod wzgledem wyksztalcenia, bogactwa itd. pytanie jest raczej o granice miedzy wolnoscia i rownoscia. pdobonie jest zreszta z wolnoscia i bezpieczenstwem.

Ludzie powinni być równi, a zarazem są różni (nie są tacy sami). (...)

generalnie sie zgadzam, ale trzeba pamietac, ze ludzie maja rozne ambicje i dazenia. po prostu nie uwazam zeby nierownosci materialne byly czyms zlym. jesli kobieta i mezczyzna piastuja to samo stanowisko to oczywiscie jakiekolwiek zroznicowanie wynagrodzenia jest niesprawiedliwe. ale przeciez nie kazdy chce piac sie po drabinie awansow. ja np. rozumiem ze jakis tam moj boss ma wiecej kasy niz ja i ani mnie to nie smuci ani nie denerwuje. a i sam nie chcialbym byc na takim kierowniczym stanowisku. czy w takim razie kazdy powinien byc wynagradzany w identyczny sposob niezaleznie od tego, jakie stanowisko piastuje, jaka jest jego wiedza i umiejetnosci?

To jest ta sama bajka, "system" jest międzynarodowy, a ta federacja do której dążą anarchiści też oczywiście ma być docelowo globalna.

to nie jest ta sama bajka, system miedzynarodowy ma zupelnie inna strukture, nie ma nadrzednej wladzy, sklada sie z panstw (ktore sa sobie rowne) i innych podmiotow (na zasadzie podmiotowosci wtornej). panstwa nie podlegaja niczyjej jurysdykcji (dopoki sie na nia nie zgodza), podczas gdy obywatele panstwa podlegaja prawu istniejacemu w danym kraju bez mozliwosci jego kwestionowania. poza tym prawo miedzynarodowe ma zupelnie inne zasady niz prawo wewnetrzne.

Jeszcze raz, bo chyba nie dotarło. (...)

mysle ze taki rozwoj, jakiego doswiadczamy przez kilkadziesiat ostatnich lat jest jednak zwiazany z kapitalizmem. daleki jestem od gloryfikowania tego systemu, ale niewatpliwie ma on pewne zalety. i nie wiem dlaczego przypisales mi polaczenie rozwoju technologii z autorytarnymi systemami. przez ostatnie 50 lat sukces gospodarczy odniosly tylko te panstwa, ktore podazaly sciezka demokracji i kapitalizmu (nawet chiny nie do konca sa wyjatkiem, ale to inny problem). autorytaryzm raczej niszczy taki rozwoj. no chyba ze wrzucimy demokracje i autorytaryzm do jednego worka, w koncu to wszystko i tak sa systemy totalitarne
zgadzam sie natomiast, ze demokracja bezposrednia generalnie jest pozytywna i na pewno poprawia sytuacje materialna wielu ludzi. eksperyment hiszpanski nie byl zreszta jedyny, ale wszystkie skonczyly sie w ten sam sposob (niestety) i byly stosowane jedynie na krotka mete.

nie gloryfikuje natomiast instytucji panstwa, ale nie zamierzam klasyfikowac wszystkich panstw jako zbrodniczych i antyspolecznych, tylko dlatego ze sa "panstwami". ani stalinisci ani faszysci nie mieli nic wspolnego z demokracja, wiec to ostatnie porownanie jest z czapy...

Rozmawiasz z dwiema osobami

Rozmawiasz z dwiema osobami "małym wielkim człowiekiem" i mną :)

to chyba nie jest takie proste. uzupelniaja sie, ale moga tez stanowic zagrozenie dla siebie. jesli chcesz na sile trzymac wszystkich w rownosci, ograniczysz ich wolnosc.
Ja nikogo nie chcę nigdzie trzymać :) Społeczeństwo musi samo to stworzyć inaczej niektórzy będą mieć w nim uprzywilejowana pozycję, tylko tyle i aż tyle. Stworzyć takie instytucje, które na to nie pozwolą. Okazja rodzi złodzieja - nie wolno stwarzac okazji! Oczywiście jest to w pewnym sensie ograniczenie swobody "ludzi z ambicjami" do rządzenia innymi albo wyzyskiwania innych- i bardzo dobrze :) Do tego należy dążyć.

generalnie sie zgadzam, ale trzeba pamietac, ze ludzie maja rozne ambicje i dazenia. po prostu nie uwazam zeby nierownosci materialne byly czyms zlym. jesli kobieta i mezczyzna piastuja to samo stanowisko to oczywiscie jakiekolwiek zroznicowanie wynagrodzenia jest niesprawiedliwe.
No to powineneś zrozumiec o co chodzi, dlatego, że w dowolnym systemie anarchistycznym nie może być czegoś takiego jak kierownicze stanowiska, mogą być inne funkcje albo mogą byc rotacyjne, itp w każdym razie te róznice nie mogą być utrwalane, bo to jest promocja nierówności, przekładanie różnic na nierówności osobiste

to nie jest ta sama bajka, system miedzynarodowy ma zupelnie inna strukture, nie ma nadrzednej wladzy, sklada sie z panstw (ktore sa sobie rowne) i innych podmiotow (na zasadzie podmiotowosci wtornej). panstwa nie podlegaja niczyjej jurysdykcji (dopoki sie na nia nie zgodza), podczas gdy obywatele panstwa podlegaja prawu istniejacemu w danym kraju bez mozliwosci jego kwestionowania. poza tym prawo miedzynarodowe ma zupelnie inne zasady niz prawo wewnetrzne.
Państwa są sobie równe? Jakim cudem, skoro są różne? ;) Widzisz, mniej więcej o to chodzi.

Poza tym zamąciłeś trochę tutaj, zdecyduj się o czym mówisz, czy o anarchizmie czy obecnym systemie. Przeskoczyłeś od jednego do drugiego. Pisałem o anarchizmie, międzynarodowej federacji, do jakiej należy dążyć. W anarchizmie byłoby to proste - nie ma państw, zasada oddolności działa aż do samej góry. A obecny system jest oczywiście globalny, państwa to jego elementy. Zarzadzą się gospodarkami krajowymi w ten sposób (można dopowiedzieć - w interesie kapitalistów, chociaż to trochę uproszczenie, bo czasami udaje się coś im wyrwać, wprowadzić jakieś pozytywniejsze prawa itp)

BTW trochę naiwne masz spojrzenie na prawo i to jak działa w rzeczywistości oczywiście że można je kwestionować, można je totalnie olewać, tylko trzeba mieć chociażby władzę ekonomiczną (po prostu pieniądze) żeby to robić, zwykli ludzie nie maja takich możliwości. To co jest gdzieś tam zapisane de jure i to co jest de facto to dwie różne rzeczy.

Rozmawiasz z dwiema osobami

Rozmawiasz z dwiema osobami "małym wielkim człowiekiem" i mną :)

wiem, nie chce tworzyc balaganu, mam nadzieje ze to zadnego z was nie obraza, nie taki jest tez moj zamiar :)

Ja nikogo nie chcę nigdzie trzymać :) Społeczeństwo musi samo to stworzyć inaczej niektórzy będą mieć w nim uprzywilejowana pozycję, tylko tyle i aż tyle. Stworzyć takie instytucje, które na to nie pozwolą. Okazja rodzi złodzieja - nie wolno stwarzac okazji! Oczywiście jest to w pewnym sensie ograniczenie swobody "ludzi z ambicjami" do rządzenia innymi albo wyzyskiwania innych- i bardzo dobrze :) Do tego należy dążyć.

pewnie ze spoleczenstwo powinno to stworzyc, tylko pytanie co to jest spoleczenstwo i czy ludzie sa w stanie zgodzic sie na jakiekolwiek zmiany, zwlaszcza jesli sa dosc radykalne. popieram ograniczenie swobody wyzyskiwania innych, ale przeciez nie wszystkie ambitne osoby daza od razu do wyzyskiwania innych. natomiast twierdzenie ze "okazja czyni zlodzieja" uwazam za wysoce niebezpieczne. wydaje mi sie ze powinnismy walczyc ze zlodziejami (albo moze nawet ze "zlodziejstwem") a nie z samymi okazjami. gdybym dysponowal olbrzymim majatkiem byloby to dla mnie okazja do pomocy innym, tworzenia nowych miejsc pracy itd (choc moze mowie to tylko dlatego ze takiego majatku nie posiadam :P ). chyba nie kazdy czlowiek wykorzysta taka "okazje" do popelniania niegodnych czynow? bo jesli tak, to dla spoleczenstwa nie ma nadziei i nie ma co liczyc na to, ze jest ono w stanie cokolwiek stworzyc - a juz na pewno nie system, ktory bylby "idealny".

No to powineneś zrozumiec o co chodzi, dlatego, że w dowolnym systemie anarchistycznym nie może być czegoś takiego jak kierownicze stanowiska, mogą być inne funkcje albo mogą byc rotacyjne, itp w każdym razie te róznice nie mogą być utrwalane, bo to jest promocja nierówności, przekładanie różnic na nierówności osobiste

tak wiem, zbyt pozno spostrzeglem swoj blad. nie powinienem uzywac takich brzydkich slow jak "stanowisko kierownicze". chodzi mi tylko o to, ze niektorzy ludzie lepsi sa w jednym, a inni w czym innym. nie kazdy nadaje sie do pelnienia funkcji "pierwszego wsrod rownych", nie kazdy moze byc specjalista od czegostam. nawet jesli beda to stanowiska rotacyjne, to i tak uwazam, ze jesli ktos (czy w tym przypadku grupa ludzi, ktorzy beda podlegali takiej rotacji), kto ma wiedze i umiejetnosci powinien byc godnie wynagradzany, niz ktos kto ich nie posiada, lubi sie obijac albo po prostu ma wszystko gdzies.

Państwa są sobie równe? Jakim cudem, skoro są różne? ;) Widzisz, mniej więcej o to chodzi.

nie o to chodzi, panstwa w systemie miedzynarodowym sa sobie rowne w tym znaczeniu, ze kazde podlega tym samym normom prawnym, na ktore jednak wczesniej musza sie zgodzic (z tym, ze niektore moga zgodzic sie na wieksze ograniczenia niz jest to powszechnie przyjete) oraz ze posiadaja niepodleglosc i wylaczna jurysdykcje na swoim terytorium. analogicznie, obywatele panstwa demokratycznego sa (teoretycznie) rowni wobec prawa. nikt jednak nie moze zmusic panstwa do tego, aby dostosowywalo swoja sile (gospodarcza, militarna czy polityczna) do innych tak, aby zaistniala szczesliwa rownosc. i tak samo nie uwazam zeby obywatele mieli byc na sile czynieni rowni sobie, skoro - podobnie jak panstwa - dysponuja roznym potencjalem i roznie okreslaja swoje cele. problemem sa jedynie (w obydwu przypadkach) sytuacje ekstremalne, kiedy takie nierownosci prowadza do niesprawiedliwosci i wyzysku.

Poza tym zamąciłeś trochę tutaj, zdecyduj się o czym mówisz, czy o anarchizmie czy obecnym systemie. Przeskoczyłeś od jednego do drugiego. Pisałem o anarchizmie, międzynarodowej federacji, do jakiej należy dążyć. W anarchizmie byłoby to proste - nie ma państw, zasada oddolności działa aż do samej góry. A obecny system jest oczywiście globalny, państwa to jego elementy. Zarzadzą się gospodarkami krajowymi w ten sposób (można dopowiedzieć - w interesie kapitalistów, chociaż to trochę uproszczenie, bo czasami udaje się coś im wyrwać, wprowadzić jakieś pozytywniejsze prawa itp)

masz racje, zamacilem. w skali globalnej takie "federacje anarchistyczne" tez musialyby wprowadzic demokracje przedstawicielska. a zreszta nie wiem jak wy chcecie to tam sobie zorganizowac :P

BTW trochę naiwne masz spojrzenie na prawo i to jak działa w rzeczywistości oczywiście że można je kwestionować, można je totalnie olewać, tylko trzeba mieć chociażby władzę ekonomiczną (po prostu pieniądze) żeby to robić, zwykli ludzie nie maja takich możliwości. To co jest gdzieś tam zapisane de jure i to co jest de facto to dwie różne rzeczy.

jesli piszesz o prawie w systemach krajowych to masz racje, jesli natomiast o prawie miedzynarodowym to absolutnie sie nie zgadzam. prawo miedzynarodowe jest bardzo rzadko lamane, przypadki takie sa naglosnione i predzej czy pozniej dochodzi (w taki czy inny sposob, czasami innymi niz prawne drogami) do ukarania winowajcy (chociazby bezprawna agresja na irak w 2003r).

Robi się miało miejsca

Robi się miało miejsca więc kończe dyskusję, tylko na koniec pare słów.
popieram ograniczenie swobody wyzyskiwania innych, ale przeciez nie wszystkie ambitne osoby daza od razu do wyzyskiwania innych. natomiast twierdzenie ze "okazja czyni zlodzieja" uwazam za wysoce niebezpieczne. wydaje mi sie ze powinnismy walczyc ze zlodziejami (albo moze nawet ze "zlodziejstwem") a nie z samymi okazjami

O nie, dlatego, że tacy już są przeciętni ludzie, mają pewne złe cechy, tak samo jak dobre, odsyłam do eksperymentów Milgrama z lat 60-tych. Są też inni, tacy którzy do tego dążą (tzn są "źli" :) Póki będzie możliwość nadużywania władzy i możliwość wyzysku, to władza będzie nadużywana i będzie wyzysk. Dlatego trzeba stworzyć inne instytucje, nie stanowiące do tego okazji, takie które będa sprzyjać rozwojowi "dobrych cech" (tzn wiadomo - samorządowe i itp o jakich mówią anarchiści) Poza tym nikt nie mówi o stworzeniu idealnego systemu :))

mieli byc na sile czynieni rowni sobie,
Obecnie są na siłę czynieni nierównymi. Dosłownie na siłę, w sensie przemocy i to do tego zinstytucjonalizowanej. Na tym polega cały ten system, jego część polityczna i część ekonomiczna. Legalizuje się nierówność. Powtarzam jeszcze raz, ludzie są "z natury" różni, ale to nie znaczy że są z natury nierówni. Nierównymi czyni ich system.

w skali globalnej takie "federacje anarchistyczne" tez musialyby wprowadzic demokracje przedstawicielska.

Niekoniecznie, bo raczej delegatów, to się różni od demokracji przedstawicielskiej, chociaż jakiś element demokracji pośredniej tu jest. Tylko że obecny system jest oparty na demokracji pośredniej (co najwyżej sa elementy demokracji bezpośredniej referenda czasem :) Po prostu na odwrót niż chcemy:)

Prawo międzynarodowe jest łamane bez przerwy przez silne państwa, oczywiście słabsze są natychmiast atakowane za to. Np agresja zbrojna na inne państwo jest generalnie przestępstwem USA to robiły kilkaset razy (!) w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.

Koniec :)

ok, to ja sie tylko

ok, to ja sie tylko przyczepie jednej rzeczy:

Prawo międzynarodowe jest łamane bez przerwy przez silne państwa, oczywiście słabsze są natychmiast atakowane za to. Np agresja zbrojna na inne państwo jest generalnie przestępstwem USA to robiły kilkaset razy (!) w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.

podaj przyklady. bo ja znam dwa. afganistan (ktora to sprawa jest bardzo metna, ale raczej bylo to zlamanie prawa) i irak. jakie inne znasz? bo w swietle prawa miedzynarodowego inne nie byly przestepstwami.

zreszta usa zostaly ukarane za te dwa przypadki, widac koniec amerykanskiego snu o potedze. amerykanie prowadza dwie wojny, w ktore zaangazowane jest 200 tys zolnierzy i nie maja mozliwosci manewru. neokonserwatysci doprowadzili do zachwiania hegemonii usa, choc na pewno jeszcze dlugo nie straca one czolowego miejsca w geopolityce. swiat bedzie dazyl do systemu multipolarnego.

mysle ze taki rozwoj,

mysle ze taki rozwoj, jakiego doswiadczamy przez kilkadziesiat ostatnich lat jest jednak zwiazany z kapitalizmem. daleki jestem od gloryfikowania tego systemu, ale niewatpliwie ma on pewne zalety

Wspomniany przez ciebie rozwój wiązał się głównie z ustanowieniem socjaldemokratycznych rządów, które w obawie przed rewolucyjnymi tendencjami zmusiły kapitał do pewnych ustępstw (rozmaite osłony socjalne, uznanie działalności związkowej itp) na rzecz klasy pracującej. Jak widać, niewiele to miało wspólnego z ugruntowaniem i zabezpieczeniem tego, co uważasz za motor rozwoju cywilizacyjnego, czyli nieskrępowanej akumulacji kapitału przez prywatne podmioty.

i nie wiem dlaczego przypisales mi polaczenie rozwoju technologii z autorytarnymi systemami

Sam taki związek zasugerowałeś, wyskakując z komputerami, pralkami i empetrójkami w reakcji na mój argument o inspirowaniu się pozytywnymi, z anarchistycznego punktu widzenia, aspektami życia tzw. społeczności pierwotnych (brak państwa, demokracja bezpośrednia, społeczna kontrola produkcji). Tak jakby czerpanie z tych doświadczeń i/lub inicjowanie zbliżonych praktyk z automatu miało nas, jako społeczeństwo, zubożyć o te wynalazki czy ogólnie współczesną technologię.

przez ostatnie 50 lat sukces gospodarczy odniosly tylko te panstwa, ktore podazaly sciezka demokracji i kapitalizmu (nawet chiny nie do konca sa wyjatkiem, ale to inny problem). autorytaryzm raczej niszczy taki rozwoj

Nieprawda. Oprócz ww. konsensusu socjaldemokratycznego, na rozwój krajów tzw. Centrum (Ameryka Płn., państwa Europy Zachodniej) złożył się także wyzysk krajów peryferyjnych, na ogół byłych kolonii. Często-gęsto połączony z udzielaniem wsparcia różnej maści wojskowym dyktaturom. Gdzie tu widzisz "podążanie ścieżką demokracji"? No i co to za "demokracja", która de facto opiera się na oligarchii z listkiem figowym w postaci możliwości zmiany trzymającego za pysk Pana i Władcy co 4-5 lat?

nie gloryfikuje natomiast instytucji panstwa, ale nie zamierzam klasyfikowac wszystkich panstw jako zbrodniczych i antyspolecznych, tylko dlatego ze sa "panstwami"

Akurat o zbrodniczym i antyspołecznym charakterem państw, wszystkich państw, dobrze świadczy ich historia, więc nie trzeba odwoływać się do jakichś apriorycznych założeń odnośnie "natury" państwa.

Jeszcze jedno. ani

Jeszcze jedno.

ani stalinisci ani faszysci nie mieli nic wspolnego z demokracja, wiec to ostatnie porownanie jest z czapy...

Nie mieli nic wspólnego, powiadasz? To chyba słabo znasz historię i to całkiem współczesną, bo ostatnich niecałych stu lat. Tacy niemieccy faszyści mieli całkiem wiele wspólnego, skoro początkowo rekrutowali się głównie z oddziałów Freikorps powołanych przez SPD (Socjaldemokratyczną Partię Niemiec) w celu tłumienia powstań robotniczych, jakie masowo wybuchały w Niemczech w latach 1917-21. To tylko kropla w morzu przykładów pokazujących, że między praktyką socjaldemokratycznych i "totalitarnych" reżimów nie ma wyraźnej granicy, a jedna forma rządów często przeradza się w drugą i vice versa. Z innych, bliższych nam czasowo przykładów warto wymienić Chile - nie kto inny, jak socjaldemokrata Allende odmawiał robotnikom dostarczenia broni i pacyfikował ich radykalne nastroje, torując Pinochetowi drogę do krwawego rozprawienia się z organizacjami proletariatu w czasie puczu.

taaaaa, jasne. coz w spd

taaaaa, jasne. coz w spd bylo demokratycznego oprocz nazwy? to demokracje ludowa tez uznasz za demokracje? oczywiscie, w demokracji (takiej prawdziwej) istnieja zagrozenia i czasami prowadzi to do powstania takich niebezpiecznych jednostek. ale ani panstwo mussoliniego, ani hitlera, ani stalina nie mialo nic wspolnego z demokracja. tylko ze tak jest latwiej - wrzucic wszystkie systemy polityczne od demokracji do totalitaryzmu do jednego worka i powiedziec, ze sa zle, bo tam jest krwiozercze panstwo. akurat linie podzialu miedzy demokracja i totalitaryzmem sa dosc jasne, tylko trzeba troche sie wysilic. ale przeciez latwiej jest przypisac demokracjom zbrodnie popelnione przez hitlera czy pinocheta aby tylko uzasadnic swoj punkt widzenia.

taaaaa, jasne. coz w spd

taaaaa, jasne. coz w spd bylo demokratycznego oprocz nazwy?

To, że została wybrana w "demokratycznych" wyborach do parlamentu niemieckiego, a więc zgodnie z twoją wizją "demokracji" przedstawicielskiej?

Poza tym nie do mnie kieruj te pytania, tylko do siebie. To ty tu bronisz "demokracji" przedstawicielskiej na poziomie państw narodowych, odwołując się do jakiegoś wyidealizowanego modelu. Ja tylko staram się naprostować ścieżki twojego rozumowania wskazując na historyczne przykłady. Które dowodzą, że rozróżnienie na państwa "demokratyczne" i "totalitarne" jest cokolwiek iluzoryczne. Maskuje ono fakt uciekania się do takich samych lub podobnych praktyk w obu przypadkach, jak i zachodzącej często ciągłości systemowej między jednym a drugim reżimem.

oczywiscie, w demokracji (takiej prawdziwej) istnieja zagrozenia i czasami prowadzi to do powstania takich niebezpiecznych jednostek

Więc gdzie i kiedy istniała ta "prawdziwa", "idealna" "demokracja" przedstawicielska?

ale ani panstwo mussoliniego, ani hitlera, ani stalina nie mialo nic wspolnego z demokracja

To jest prawdą tylko w tym sensie, że Hitler i Mussolini koniec końców zlikwidowali parlamentaryzm. Jednak szerzej patrząc, żaden z nich nie budował "na surowym korzeniu". Obaj chętnie wykorzystywali narzędzia dostarczane przez "demokratyczne" państwa, w tym represji (jak wspomniane Freikorps) i propagandy (media, szkoły itp) - często jedynie doprowadzając do ekstremum to, co zapoczątkowali ich "demokratyczni" poprzednicy.

akurat linie podzialu miedzy demokracja i totalitaryzmem sa dosc jasne, tylko trzeba troche sie wysilic. ale przeciez latwiej jest przypisac demokracjom zbrodnie popelnione przez hitlera czy pinocheta aby tylko uzasadnic swoj punkt widzenia

No to wysil się i wskaż te linie podziału, bo póki co gadasz po próżnicy i uciekasz od analizy historycznej, która dowodzi czegoś odwrotnego.

mialem na mysli to, ze we

mialem na mysli to, ze we wloszech i w niemczech system ulegl przeksztalceniu - od slabej demokracji przedstawicielskiej, nekanej kryzysem gospodarczym i politycznym az do panstwa faszystowskiego. nazizm byl ruchem ANTYDEMOKRATYCZNYM wiec trudno jest tu powiedziec, ze demokracja pozwolila hitlerowi dojsc do wladzy. to raczej taki skrot myslowy, umozliwila to raczej jej slabosc i brak zabezpieczen przed takim ruchem. republika weimarska niewatpliwie byla demokracja (choc kulawa). poczatkowo terror sialy bojowki faszystowskie, ktore z panstwem nie mialy nic wspolnego (co wiecej, gdyby panstwo bylo silne, musialoby sie im przeciwstawic). pamietaj, ze w marowych wyborach nsdap nie miala nawet wiekszosci, udalo im sie natomiast przepchnac ustawe, ktora przyznala im odpowiednio duzo wladzy. dzialo sie to jednak w sytuacji kryzysowej (kiedy oprocz kwestii gospodarczych pojawil sie jeszcze pozar reichstagu). nastepne wybory (prezydenckie) byly juz farsa. podobnie jak we wloszech (gdzie przeprowadzono zamach stanu) totalitaryzm zostal wprowadzony przez OBALENIE demokracji, zabojstwa polityczne i wszechobecny terror. przeciez takie tendencje w tym czasie pojawialy sie we wszystkich niemal panstwach europejskich ("marsz na kowno", nieudany pucz w bukareszcie czy zamach stanu w polsce). wszystkie te dzialania byly zamachem na demokracje. problem natomiast byl taki, ze panstwa te nie byly dostatecznie silne zeby takie ruchy zablokowac. urosly w sile juz jako panstwa totalitarne, niestety...

linie podzialu sa jasne, w niemczech bedzie to okres do marca-kwietnia 1932 i po nim, we wloszech bedzie nieco trudniej, demokracje niszczono od marszu na rzym w 1922 do 1926, kiedy zlikwidowano wolnosc prasy i przyznano rzadowi wydawanie dekretow z moca ustawy. chce wykazac, ze wprowadzanie totalitarnych ustrojow nie odbylo sie przy zgodzie demokracji, ale z jej zamordowaniem. w niemczech socjaldemokraci (kto by pomyslal...) glosowali przeciwko ustawie marcowej, we wloszech kombatanci protestowali przed emanuelem III przeciwko mussoliniemu. gdyby tamte demokracje byly silniejsze, nie tolerowalyby ani czarnych koszul ani bojowek SA.

demokracja nie wspolpracuje z totalitaryzmem, a ten drugi zawsze jest antydemokratyczny.

To jest prawdą tylko w tym sensie, że Hitler i Mussolini koniec końców zlikwidowali parlamentaryzm. Jednak szerzej patrząc, żaden z nich nie budował "na surowym korzeniu". Obaj chętnie wykorzystywali narzędzia dostarczane przez "demokratyczne" państwa, w tym represji (jak wspomniane Freikorps) i propagandy (media, szkoły itp) - często jedynie doprowadzając do ekstremum to, co zapoczątkowali ich "demokratyczni" poprzednicy.

jak to koniec koncow? hitler w ciagu dwoch miesiecy, mussolini w ciagu 4 lat. oczywiscie ze udalo im sie wykorzystac narzedzia demokratycznego panstwa (jakiez to szczescie, ze kiedy zapanuje juz anarchokomunizm, nie bedzie zagrozen dla systemu), ale pierwszym ruchem bylo ich zniszczenie. zlikwidowali wolnosc prasy, zmarginalizowali parlament, zmienili prawo. nie "koniec koncow", ale zrobili to na samym poczatku. dlatego tez jedyna wina tamtego systemu bylo to, ze nie byl on dostatecznie silny, aby takie antydemokratyczne zapedy zdusic w zarodku.

oczywiscie, ze oni wykorzystali mechanizmy demokratyczne, ale wspierali sie jednak terrorem, zabojstwami politycznymi i propaganda (na ktore w silnej demokracji nie ma miejsca).

Więc gdzie i kiedy istniała ta "prawdziwa", "idealna" "demokracja" przedstawicielska?

nie ma czegos takiego. nigdy tez nie twierdzilem ze demokracja przedstawicielska jest idealna. sprzeciwiam sie natomiast stawianiu jej obok ustrojow totalitarnych, chociazby dlatego ze demokratyczne kraje nie prowadza ze soba wojen (poza jednym - dosc kontrowersyjnym - przypadkiem).

i powtorze po raz kolejny - nie uwazam demokracji przedstawicielskiej za ustroj bez wad i nie gloryfikuje idei panstwa. sprzeciwiam sie jedynie ideologicznemu osadzaniu panstw i mieszaniu ze soba systemow, ktore nijak do siebie nie pasuja.

nazizm byl ruchem

nazizm byl ruchem ANTYDEMOKRATYCZNYM wiec trudno jest tu powiedziec, ze demokracja pozwolila hitlerowi dojsc do wladzy. to raczej taki skrot myslowy, umozliwila to raczej jej slabosc i brak zabezpieczen przed takim ruchem. republika weimarska niewatpliwie byla demokracja (choc kulawa). poczatkowo terror sialy bojowki faszystowskie, ktore z panstwem nie mialy nic wspolnego (co wiecej, gdyby panstwo bylo silne, musialoby sie im przeciwstawic)

Gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem?

Tylko zrozum, że mnie nie interesuje uprawianie political fiction. Zależy mi na rzetelnym analizowaniu rzeczywistości (w tym historycznej, bo przeszłość zawsze rzutuje na teraźniejszość i przyszłość), dlatego twoje próby usprawiedliwiania "demokracji" przedstawicielskiej w oparciu o gdybologię stosowaną i sztuczne przeciwstawianie jej reżimów "totalitarnych" kompletnie do mnie nie trafiają. Zwłaszcza, że robisz to skrajnie nieudolnie. Nieprawdą jest, jakoby faszystowskie bojówki "nie miały nic wspólnego z państwem". Padło tu kilkukrotnie hasło "Freikorps", czyli paramilitarnych jednostek wykorzystywanych przez ministra obrony z SPD do tłumienia robotniczych powstań, które dostarczyły następnie kadr Hitlerowi (np. przywódca SA Ernst Rohm, Rudolf Hess etc). Innymi słowy, członkowie Freikorps dzięki wsparciu SPD zdobyli doświadczenie, rozwinęli struktury etc, które następnie wykorzystali pod komendą Hitlera. To jest to "nic"? Inna parlamentarna formacja, czyli KPD, mimo "komunistyczna" w nazwie grała w latach 30 na prawicowej nucie, bełkocząc o "narodowej rewolucji", czym tylko nakręcała nacjonalistyczny dyskurs rozwijany przez NSDAP. Itp, itd.

linie podzialu sa jasne, w niemczech bedzie to okres do marca-kwietnia 1932 i po nim, we wloszech bedzie nieco trudniej, demokracje niszczono od marszu na rzym w 1922 do 1926

Nie czaisz. Mi nie chodziło o ramy chronologiczne, tylko o wskazanie, w którym momencie politycznej praxis kończy się "demokracja" przedstawicielska i zaczyna reżim "totalitarny". Przykładowo, czy ("demokratycznie" wybrane!) SPD wysyłające Freikorps do tłumienia (z mordami włącznie) robotniczych powstań należy uznać jeszcze za przejaw "demokracji" przedstawicielskiej, czy już "totalitarnego" reżimu?

chce wykazac, ze wprowadzanie totalitarnych ustrojow nie odbylo sie przy zgodzie demokracji, ale z jej zamordowaniem. w niemczech socjaldemokraci (kto by pomyslal...) glosowali przeciwko ustawie marcowej

A demokratycznie wybrany (cytując Gillesa Dauve, "przy wsparciu socjalistów, którzy widzieli w nim... bastion wobec Hitlera") w 1932 prezydent Hindenburg mianował Hitlera kanclerzem. Skoro już trzymamy się antropomorfizmów, to tak zamordowana "demokracja" zasłużyłaby współcześnie na Nagrodę Darwina.

demokracja nie wspolpracuje z totalitaryzmem, a ten drugi zawsze jest antydemokratyczny

Czyli władze USA, razem ze Stalinem planujące w Jałcie nowy podział świata, nie miały "demokratycznego" (w rozumieniu "demokracji" przedstawicielskiej) charakteru?

...

Reszta twojej komedii jest mniej więcej w ten sam deseń, więc skomentuję tylko to:

sprzeciwiam sie jedynie ideologicznemu osadzaniu panstw i mieszaniu ze soba systemow, ktore nijak do siebie nie pasuja

Po pierwsze, to sam stosujesz "ideologiczne osadzanie". Wychodzisz z określonych założeń, stosujesz określoną metodologię etc, a to świadczy właśnie o ideologicznej podbudowie twojego rozumowania. "Ideologia" to w końcu nic innego, jak zbiór uporządkowanych poglądów. Po drugie, oczywiście że pasują, ale dopóki będziesz tkwił w powierzchownej charakterystyce, skupiając się na sferze de iure i nie wnikając w de facto, to za Chiny tego nie ogarniesz.

a te robotnicze powstania

a te robotnicze powstania otrzymywaly pomoc od armii czerwonej i bogowie tylko wiedza, co by sie stalo gdyby zakonczyly sie sukcesem...

wlasnie o to chodzi, LUDZIE z paramilitarnych oddzialow zasilili szeregi SA. panstwo mialo sile przeciwstawic sie robotniczym powstaniom, ale bojowki faszystowskie byly zbyt silne. poza tym nie zrozumiales mnie, ja nie twierdze ze w demokracji nie ma tendencji autorytarnych czy nawet totalitarnych. tyle tylko ze silna i ugruntowana demokracja nie dopuszcza do dzialania bojowek partyjnych czy morderstw politycznych. republika weimarska nie miala sily przeciwstawic sie takim tendencjom. zreszta nawet jesli uznamy, ze hitler i mussolini zostali wybrani w pelni demokratycznym procesie i w calkowicie demokratycznym panstwie, to jednak bardzo szybko je zniszczyli. musieli to zrobic, bo nie mogliby dzialac w demokracji. zostawili jedynie fasade.

masz racje, wszedlem w political fiction. zeby wyjsc z tego napisze wiec, ze slabe panstwo weimarskie nie mialo zadnych szans z tak wojownicza ideologia, ktora starla je w pyl.

hindenburg mianowal hitlera kanclerzem poniewaz taki byl wtedy uklad, a panstwo nie bylo juz demokracja.

Nie czaisz. Mi nie chodziło o ramy chronologiczne, tylko o wskazanie, w którym momencie politycznej praxis kończy się "demokracja" przedstawicielska i zaczyna reżim "totalitarny". Przykładowo, czy ("demokratycznie" wybrane!) SPD wysyłające Freikorps do tłumienia (z mordami włącznie) robotniczych powstań należy uznać jeszcze za przejaw "demokracji" przedstawicielskiej, czy już "totalitarnego" reżimu?

alez to wcale nie sa ramy chronologiczne, daty tak tylko wrzucilem! przeciez wiadomo, ze w tym przypadku nie mozna podac jednego punktu, w demokracji przedstawicielskiej czesto istnieja tendencje totalitarne (istnieja tez elementy demokracji bezposredniej, ale jakos nie porownujesz tych systemow ze soba). spd nie byla partia demokratyczna, natomiast zostala w sposob demokratyczny wybrana. w sprawnie dzialajacej demokracji nie mialoby to miejsca, dlatego ze policja zlikwidowalaby bojowki i z partii niewiele by zostalo.

tak samo demokratyczne panstwa bylego bloku sowieckiego korzystaly z dorobku swojej niedemokratycznej przeszlosci. wziely jednak na siebie takze odpowiedzialnosc za bledy i zbrodnie popelnione wtedy, wiec cena byla wysoka. a wy chcecie zburzyc caly swiat i zaczac na nowo czy jednak cos zachowacie? :P

poza tym freikorps wziely udzial w zamachu stanu i pojawil sie problem uzycia armii w jego tlumieniu (ta przeciez nie poparla go oficjalnie). pewnie ze nielatwo jest odpowiedziec gdzie sa te granice. sily demokratyczne dazyly do stlumienia buntu, ale juz wtedy pojawily sie w panstwie tendencje odsrodkowe. naprawde nie widzisz tego, ze w tamtym czasie demokracja i faszyzm sie przenikaja, ale jednak sa to tendencje stojace po przeciwnych stronach barykady?

demokracja w niemczech zostala zamordowana w iscie darwinowski sposob, zgadzam sie. ale tez pamietaj ze bylo to slabe panstwo wiec zamach stanu nie byl taki trudny. bylo jednak duzo prob ratowania sytuacji, ostatni kanclerz, von schleicher chcial stworzyc sojusz armii i robotnikow przeciw nsdap, ale nie zdazyl przed "noca dlugich nozy". czy uwazasz ze taki terror jaki wprowadzono byl zgodny ze standardami demokratycznymi? wychodzisz z blednego zalozenia, uznajac republike weimarska za modelowy przyklad demokracji, a nastepnie krytykujac ja za to, ze zostala obalona.

Czyli władze USA, razem ze Stalinem planujące w Jałcie nowy podział świata, nie miały "demokratycznego" (w rozumieniu "demokracji" przedstawicielskiej) charakteru?

to jest zupelnie inna kwestia, moje twierdzenie dotyczylo polityki wewnetrznej. tutaj natomiast usa sprzymierzyly sie ze swoim wrogiem, ktory jako jedyny jeszcze stawial opor hitlerowi na kontynencie. w tamtym czasie za najwieksze zagrozenie uznawano III rzesze i sprzymierzono sie z samym diablem (parafrazujac churchilla). nikt nie uznawal tego za trwaly podzial, choc oczywiscie wyszla krotkowzrocznosc zachodnich politykow. usa zostaly postawione pod sciana (choc i same siebie wpedzily w taka sytuacje). w samej jalcie chyba naprawde niewiele dalo sie zrobic.

nie zmienia to jednak faktu, iz to kraje totalitarne sa wojowniczo nastawione do innych, demokracje rozwiazuja problemy w inny sposob (nie uzywajac sily militarnej w relacjach miedzy soba, a i niezbyt czesto wobec panstw niedemokratycznych).

moze masz racje, ze i ja podchodze do tego nieco ideologicznie, ale moim jedynym zalozeniem jest to, ze demokracja i totalitaryzm to dwie rozne rzeczy i jesli chcemy je krytykowac to nalezy jednak uzyc innych argumentow. jesli natomiast uznajesz, ze demokracja przedstawicielska jest (zarowno w swoich zalozeniach, jak i w praktyce) tak samo zbrodnicza jak systemy totalitarne to ja sie poddaje.

@Brat Dalton

Pytam sie, kim wy jestecie i co wnosicie swoim byciem na Ziemi, skoro tak latwo przychodzi wam nazywanie innych jak wyzej?

Klasyczne "a u was biją murzynów". Niestety nawet z tym nie trafiłeś. Na ten przykład, ja nie podjąłem i nie przyklepałem decyzji o wysłaniu "naszych" wojsk do Iraku oraz Afganistanu. Więc tak, w tych okolicznościach nie mam oporów przed nazywaniem rzeczy po imieniu, czyli określaniem decydentów odpowiedzialnych za okupację tych krajów mianem MORDERCÓW. I nie czuję się z tego tytułu hipokrytą.

Wszyscy politycy sa zli? A wy nie korzystacie z dorobku kapitalizmu?

Podstawowa kwestia: co ma korzystanie z komórek, kondomów, pigułek antykoncepcyjnych, składanych w Chinach komputerów etc do krytyki kapitalizmu jako RELACJI SPOŁECZNEJ, opartej na wyzysku człowieka przez człowieka? Moje indywidualne wybory odnośnie konsumpcji tych i innych dóbr nie mają ŻADNEGO wpływu na warunki pracy, wysokość płac, sposób zarządzania itp w wytwarzających je przedsiębiorstwach (zresztą kolektywne akcje bojkotu konsumenckiego wielkich zmian w tych kwestiach także nie przynoszą), to raz. Dwa, z wielu towarów sprzedawanych na kapitalistycznym rynku nie jestem w stanie zrezygnować, gdyż efektem byłoby dotkliwe pogorszenie warunków mojego życia - przykładowo odstawiając antykoncepcję ryzykowałbym do spółki z moją dziewczyną spłodzenie dzieciaka, na utrzymanie którego na dzień dzisiejszy zwyczajnie nas nie stać.

Wniosek z tych dwóch punktów płynie taki, że jakkolwiek indywidualna odpowiedzialność "za system" w kapitalizmie jest dość rozmyta i jej granice pozostają nieostre, to jednak obarczanie nią wszystkich "elementów systemu" PO RÓWNO stanowi przykład prymitywnej, zahaczającej o bolszewickie schematy rozumowania demagogii. Bowiem na kapitalizm składa się sieć HIERARCHICZNYCH praktyk i instytucji, co z góry wyklucza równy rozkład władzy i odpowiedzialności. Stąd nie widzę powodu, żeby stawiać siebie w jednym rzędzie z Kaczyńskim, Szmają i resztą poległej w Smoleńsku "elyty", jeśli chodzi o "karmienie systemu". Czekam na jakieś sensowniejsze argumenty, uwzględniające klasowy charakter kapitalizmu.

huj na grób

Krzysztof Putra. Żonaty, ma ośmioro dzieci. Wicemarszałek Sejmu VI kadencji. Powtórzcie jego dzieciom (bo nie jest tym maluczkim): "minuta ciszy dla zwykłych maluczkich, którzy tez w tej katastrofie zginęli. reszcie huj na grób." Cytat z: "Czytelnik CIA (niezweryfikowane), Nie, 2010-04-11 12:34"

Krzysztof Putra

Dla poprawiających mnie. Wiem, że powinienem napisać: BYŁ, ale zapomniałem się gdyż śmierć tego Pana zaskoczyła mnie tak jak większość Polaków i jeszcze, czasem, piszę tak jakby ta katastrofa się nie zdarzyła.

a te robotnicze powstania

a te robotnicze powstania otrzymywaly pomoc od armii czerwonej

Jaką pomoc? Skąd zaczerpnąłeś te rewelacje?

ja nie twierdze ze w demokracji nie ma tendencji autorytarnych czy nawet totalitarnych. tyle tylko ze silna i ugruntowana demokracja nie dopuszcza do dzialania bojowek partyjnych czy morderstw politycznych (...) w sprawnie dzialajacej demokracji nie mialoby to miejsca, dlatego ze policja zlikwidowalaby bojowki

Czyli krwawe stłumienie robotniczych powstań, inspirowane przez przywództwo SPD, zgodnie z podanymi wyżej kryteriami należy uznać za świadectwo "silnej i ugruntowanej demokracji"? Jakby nie było, powołane przez zrewoltowane frakcje niemieckich żołnierzy i proletariat tzw. Rady miały charakter zmilitaryzowanych organizacji, więc mogłyby uchodzić za "bojówki"... Coś mi się widzi, że na celowniku "demokratycznych" władz rodem z twojej bajki znalazłyby się także anarchistyczne milicje CNT-FAI lub dowolna stawiająca na akcję bezpośrednią organizacja pracownicza.

Jakkolwiek byś się nie gimnastykował, to w moich oczach taka "demokracja" niewiele różni się od reżimów "totalitarnych". Przynajmniej jeśli chodzi o sposoby reagowania na działalność autentycznie radykalnych ruchów społecznych, czyli temat, który mnie - jako anarchistę - interesuje najbardziej.

nawet jesli uznamy, ze hitler i mussolini zostali wybrani w pelni demokratycznym procesie i w calkowicie demokratycznym panstwie, to jednak bardzo szybko je zniszczyli. musieli to zrobic, bo nie mogliby dzialac w demokracji. zostawili jedynie fasade

Dokładnie na odwrót. Mussolini i Hitler zniszczyli to, co było fasadą systemu ("demokrację" przedstawicielską, maskującą oligarchiczne struktury władzy państwa i kapitału), obnażając i cementując jego rdzeń, czyli wspomniane oligarchiczne struktury władzy. Ty tego nie dostrzegasz, gdyż koncentrujesz się na drugo- i trzeciorzędnych cechach kapitalistycznych państw (w tym przypadku Niemiec i Włoch) - na wspomnianej fasadzie, czyli politycznej reprezentacji władzy kapitału.

Tylko że dla zrewoltowanych robotników najpewniej nie miało znaczenia, czy strzelali do nich żołnierze działający z ramienia "demokratycznie" wybranych władz (vide Freikorps i SPD), czy "totalitarnej" dyktatury (vide pacyfikacja Kronsztadu)...

przeciez wiadomo, ze w tym przypadku nie mozna podac jednego punktu, w demokracji przedstawicielskiej czesto istnieja tendencje totalitarne

W takim razie postulowane przez ciebie ścisłe rozgraniczanie "demokracji" przedstawicielskiej i "totalitarnych" reżimów traci jakikolwiek sens.

a wy chcecie zburzyc caly swiat i zaczac na nowo czy jednak cos zachowacie? :P

Na pewno odrzucamy myśl o zachowaniu państw narodowych z władzą polityczną w postaci "demokracji" przedstawicielskiej. I mamy ku temu poważne powody, wystarczy obadać jak "demokracje" przedstawicielskie odnosiły się i odnoszą do radykalnych (antykapitalistycznych) ruchów społecznych.

naprawde nie widzisz tego, ze w tamtym czasie demokracja i faszyzm sie przenikaja, ale jednak sa to tendencje stojace po przeciwnych stronach barykady?

Nie, nie widzę. Polityczna reprezentacja władzy kapitału (obojętnie, czy będzie to "demokracja" przedstawicielska, czy faszystowska dyktatura) nie jest dla mnie tak samo istotna, jak sama władza kapitału. W tym względzie jestem hardcore'owym marksistą i uważam, że system polityczny jest wtórny wobec stosunków produkcji, niejako stanowi ich pochodną. Stąd zmiana tych stosunków powinna stanowić punkt wyjścia na drodze do zmiany całego systemu, a nie jakieś reformistyczne majstrowanie przy instytucjach i prawie państwowym na socjaldemokratyczną modłę.

wychodzisz z blednego zalozenia, uznajac republike weimarska za modelowy przyklad demokracji, a nastepnie krytykujac ja za to, ze zostala obalona

A czemu mam nie wychodzić, skoro na moje pytanie o lokalizację "modelowej" "demokracji" przedstawicielskiej odpowiedziałeś, że taka "modelowa" forma nigdy i nigdzie nie istniała (cytując dosłownie, "nie ma czegoś takiego")?

kraje totalitarne sa wojowniczo nastawione do innych, demokracje rozwiazuja problemy w inny sposob (nie uzywajac sily militarnej w relacjach miedzy soba, a i niezbyt czesto wobec panstw niedemokratycznych)

Samo tylko USA przeczy twojej tezie.

jesli natomiast uznajesz, ze demokracja przedstawicielska jest (zarowno w swoich zalozeniach, jak i w praktyce) tak samo zbrodnicza jak systemy totalitarne to ja sie poddaje

Ja po prostu uznaję, że obie formy politycznej reprezentacji kapitału są zbrodnicze i staram się unikać stopniowania w tym względzie. Ponieważ, powtórzę, dla zrewoltowanych robotników najpewniej nie miało znaczenia, czy strzelali do nich żołnierze działający z ramienia "demokratycznie" wybranych władz (vide Freikorps i SPD), czy "totalitarnej" dyktatury (vide pacyfikacja Kronsztadu). I nie rozumiem, po jaką cholerę ty uprawiasz takie stopniowanie w dyskusji z anarchistami. Bo jeśli oczekujesz, że namówisz nas na udział w wyborach i głosowanie na "mniejsze zło" (jeśli dobrze kminię twoje preferencje polityczne, to najpewniej w grę wchodzi jakaś socjaldemokratyczna formacja), to niestety się przeliczyłeś.

zupelnie nie kminisz, nie

zupelnie nie kminisz, nie zamierzam nikogo namawiac do udzialu w wyborach, a juz na pewno nie na socjalistow. czuje sie obrazony :)

przeciez przywodcy powstania nalezeli do zwiazku spartakusa/komunistycznej partii niemiec, a wczesniej do spd wlasnie. tyle tylko, ze nie chcieli poprzec agresji na rosje w 1914 wiec wystapili z partii. jesli juz oskarzasz demokratyczne instytucje o dostarczanie kadr III rzeszy to pamietaj ze spd i przywodcy powstania to tez ci sami ludzie. zgadzam sie, ze powstanie utopiono we krwi, ale tez i druga strona odpowiedzialna jest za zbrodnie, chocby egzekucje zakladnikow. powstanie natomiast wspieral komintern, a bolszewicy wyruszyli (przez polske) na zachod w celu pomocy braciom. skoro ty wrzucasz wszystko do jednego worka to ja powiem, ze dla mnie bawarska republika rad nie rozni sie od tych tworzonych w rosji radzieckiej.

sprzeciwiam sie dzieleniu swiata na jedyna sluszna ideologie oraz cala reszte. nie potraficie rozlozyc systemu na mniejsze elementy, chociazby po to, zeby zrozumiec, co tam jest nie tak. moze nie zauwazyles, ale w wielu miejscach przyznalem ci racje. rozumiem twoj punkt widzenia, ale jest on troche niekompletny. jesli uwazasz, ze system gospodarczy w demokracji i panstwie totalitarnym jest taki sam, to (poniewaz nie zarzucam ci niewiedzy) mysle, ze po prostu nie zwracasz uwagi na szczegoly. a przynajmniej na te, ktore nie zgadzaja sie z twoimi pogladami. wtedy musialbys przyznac, ze demokracja daje ci jakiestam prawa, ktorych w niedemokratycznych panstwach brak. kapitalizm w ogole nie idzie w parze z totalitaryzmem, jesli usilujesz mi wmowic ze gospodarka centralnie planowana niczym nie rozni sie od kapitalistycznej to na pewno sie nie zgodze. pomijajac kwestie chin (ktore wlasnie dlatego sa zagrozeniem) tego po prostu nie da sie polaczyc.

usa wcale nie przeczy mojej tezie. na palcach jednej reki mozna policzyc takie zdarzenia, ale dla ciebie oczywiscie nie ma znaczenia, czy interwencje podjeto w ramach onz, nato, przy zgodzie panstw arabskich czy bez, albo czy sam kraj prosil o interwencje usa. przeciez wytrucie kurdow przez husajna to to samo co odbicie kuwejtu przez wojska dzialajace w ramach onz. w koncu w obydwu przypadkach zaangazowany byl aparat panstwowy, wiec co za roznica. poza tym, uwazam ze neokonserwatysci to wlasnie taki totalitarny ruch w demokracji amerykanskiej. czas pokaze, czy zostanie on wyeliminowany, ale juz mozna stwierdzic, ze zagrozili potedze kraju i ameryka znacznie przez nich oslabla. postawiles mnie w naprawde trudnej sytuacji, bo ja nie przywyklem do tego, zeby bronic instytucji panstwa:) zmusilo mnie do tego twoje zaslepienie ideologiczne. wiem ze ty myslisz to samo o mnie, ale mna nie kieruje ideologia - nie pochwalam demokracji i nie popieram instytucji panstwa. staram sie po prostu dotrzec do prawdy (na ktora w anarchizmie - czy mozna raczej we wspolczesnych anarchistach - rzadko jest miejsce).

najbardziej dziwi mnie to, ze demokracja przedstawicielska ma cala mase wad i bardzo latwo jej dowalic. tylko ze jesli ktos robi to w taki sposob, budzi sie we mnie sprzeciw.

jesli naprawde nie widzisz roznicy to zrob sobie krotka wycieczke na bialorus albo do korei polnocnej (ktore nota bene maja rozne systemy, ale na takie rozrozniene to juz na pewno sie nie zgodzisz :P) i sprobuj propagowac swoje poglady.

nie zamierzam nikogo

nie zamierzam nikogo namawiac do udzialu w wyborach, a juz na pewno nie na socjalistow

Ok, przyjąłem.

przeciez przywodcy powstania nalezeli do zwiazku spartakusa/komunistycznej partii niemiec, a wczesniej do spd wlasnie. tyle tylko, ze nie chcieli poprzec agresji na rosje w 1914 wiec wystapili z partii. jesli juz oskarzasz demokratyczne instytucje o dostarczanie kadr III rzeszy to pamietaj ze spd i przywodcy powstania to tez ci sami ludzie

Gołym okiem widać, że temat rewolucji niemieckiej przeleciałeś po łebkach. Po pierwsze SPD i KPD nie były jedynymi formacjami politycznymi, które włączyły się w walki robotnicze z tego okresu, ani też nie zdominowały całkowicie tych walk. Co z FAUD (anarchosyndykaliści - 200 tys. członków w 1920 r., dominacja w Zagłębiu Ruhry), AAUD (Powszechny Związek Robotniczy Niemiec - 300 tys. członków pod koniec 1920 r.), AAUD-E (Powszechny Związek Robotniczy Niemiec-Zjednoczona Organizacja - dysydenci z AAUD) i KAPD (Komunistyczna Niemiecka Partia Robotnicza - dysydenci z KPD, ściśle współpracujący z AAUD)? Większość z członków ww. organizacji odrzucała parlamentaryzm i kierowanie walkami robotników przez "elitarne" partie, stawiając na władzę szeregowych robotników sprawowaną w tzw. radach robotniczych (na bazie bezpośredniej demokracji), więc Twoja teza o "przywództwie" SPD i KPD jest mocno na wyrost. Po drugie decyzji o utopieniu rewolucji we krwi nie podjęli "ci sami ludzie" z SPD (tj. szeregowi członkowie biorący bezpośredni udział w powstaniach i współtworzący rady robotnicze), tylko wierchuszka tej partii. Z artykułu na wiki o Róży Luksemburg: "most of the SPD members supported the councils, while the SPD leaders feared". Jak widzisz nie wrzucam całej SPD do jednego worka...

powstanie natomiast wspieral komintern, a bolszewicy wyruszyli (przez polske) na zachod w celu pomocy braciom

W jaki konkretnie sposób "wspierał" - otuchą, dobrym słowem? Przecież rosyjscy bolszewicy zostali zawróceni przez polskie wojska i ostatecznie nie weszli do Niemiec, więc nie mogło być mowy o udzieleniu pomocy wojskowej.

dla mnie bawarska republika rad nie rozni sie od tych tworzonych w rosji radzieckiej

Jeśli dla ciebie cała rewolucja niemiecka sprowadza się do ustanowienia Bawarskiej Republiki Rad, to tylko potwierdzasz moje przypuszczenie, że temat przeleciałeś po łebkach, zbytnio nie zagłębiając się w detale. Wyżej już uzasadniłem, czemu redukowanie tych wydarzeń do działań socjaldemokratów (SPD) z jednej strony i bolszewików (KPD) z drugiej jest nadużyciem, a jak chcesz więcej info nt. anarchistycznych (i zbliżonych - tzw. komunizm rad) tendencji w rewolucji niemieckiej, to odsyłam do 8 numeru "Przeglądu Anarchistycznego" (Andrew Flood "Rewolucja niemiecka" i Henk Canne Meijer "Ruch rad robotniczych w Niemczech 1917-1921").

jesli uwazasz, ze system gospodarczy w demokracji i panstwie totalitarnym jest taki sam, to (poniewaz nie zarzucam ci niewiedzy) mysle, ze po prostu nie zwracasz uwagi na szczegoly

Nigdzie nie twierdziłem, że jest taki sam w każdym szczególe. Nie bez powodu anarchiści i wolnościowi marksiści dzielą kapitalizm z grubsza na dwie odmiany, to jest na "kapitalizm państwowy" (błędnie zwany "socjalizmem"), panujący w ZSRR i innych państwach pseudo-robotniczych oraz "kapitalizm prywatny", funkcjonujący w państwach z pseudo-demokracją ("demokracją" przedstawicielską). Tym niemniej ich rdzeń, czyli podział społeczeństwa na nieposiadającą środków produkcji większość (klasa pracująca), która pracuje najemnie i zatrudniona jest przez posiadającą te środki mniejszość (klasa kapitalistów), pozostaje ten sam w obu przypadkach. Zmienia się tylko formalny status właścicieli środków produkcji.

musialbys przyznac, ze demokracja daje ci jakiestam prawa, ktorych w niedemokratycznych panstwach brak

Musiałbym gdybym twierdził, że formy politycznej reprezentacji władzy kapitału kompletnie niczym się nie różnią. Co jest bzdurą i nigdzie takiej tezy nie wysunąłem. Wskazałem za to na brak istotnych różnic w sferze stosunków produkcji (patrz akapit wyżej). A to zdeka inna para kaloszy, nie sądzisz?

kapitalizm w ogole nie idzie w parze z totalitaryzmem, jesli usilujesz mi wmowic ze gospodarka centralnie planowana niczym nie rozni sie od kapitalistycznej to na pewno sie nie zgodze

Najwidoczniej inaczej niż Marks (i większość anarchistów społecznych) definiujesz kapitalizm - skupiasz się na stosunkach wymiany, zamiast na stosunkach produkcji. Ale to już nie mój problem.

w koncu w obydwu przypadkach zaangazowany byl aparat panstwowy, wiec co za roznica

Myślę, że dla wielu cywilnych ofiar to rzeczywiście niewielka różnica niezależnie od strony konfliktu, ale ty najwyraźniej wolisz optykę decydentów z wojskowo-rządowych kręgów. Tylko co w takim razie robisz na anarchistycznym portalu?

postawiles mnie w naprawde trudnej sytuacji, bo ja nie przywyklem do tego, zeby bronic instytucji panstwa:) zmusilo mnie do tego twoje zaslepienie ideologiczne

A może niezrozumienie (patrz piąty i szósty akapit od góry) moich argumentów?

mna nie kieruje ideologia (...) staram sie po prostu dotrzec do prawdy

Oczywiście, że kieruje tobą ideologia i już to uzasadniałem. Wychodzisz z określonych założeń, posługujesz się określoną metodologią i na tej podstawie dochodzisz do określonych wniosków - wszystko to świadectwa uporządkowanego światopoglądu, czyli ideologii właśnie.

Sorry za bolda, musiałem

Sorry za bolda, musiałem nie domknąć znacznika.

Prośba do redakcji. Dałoby radę to (i znaczniki odpowiedzialne za tę cholerną kursywę - tekst prawie połowy komentarzy jest pochylony) poprawić? No chyba, że to moja przeglądarka tak świruje...

kapitalizm w ogole nie

kapitalizm w ogole nie idzie w parze z totalitaryzmem/em>

Tu mam jeszcze jedną uwagę. Oczywiście idzie w parze i to nawet trzymając się twojej definicji "kapitalizmu". Nie widzę powodu, żeby - dajmy na to - rządy Franco i Pinocheta nie uznać za przykłady "totalizowania" władzy państwowej. A były to rządy wybitnie sprzyjające "prywatnej" (tudzież "wolnorynkowej") wersji kapitalizmu.

Sam zresztą powołałeś się na Chiny, więc to "w ogóle" z twojej wypowiedzi jest chyba trochę nie na miejscu.

Ja pierdolę, znowu ta

Ja pierdolę, znowu ta kursywa :/ Sorry, ale znowu nie domknął mi się znacznik. Postaram się na przyszłość bardziej tego pilnować.

Gołym okiem widać, że

Gołym okiem widać, że temat rewolucji niemieckiej przeleciałeś po łebkach. Po pierwsze SPD i KPD nie były jedynymi formacjami politycznymi, które włączyły się w walki robotnicze z tego okresu, ani też nie zdominowały całkowicie tych walk. Co z FAUD (anarchosyndykaliści - 200 tys. członków w 1920 r., dominacja w Zagłębiu Ruhry), AAUD (Powszechny Związek Robotniczy Niemiec - 300 tys. członków pod koniec 1920 r.), AAUD-E (Powszechny Związek Robotniczy Niemiec-Zjednoczona Organizacja - dysydenci z AAUD) i KAPD (Komunistyczna Niemiecka Partia Robotnicza - dysydenci z KPD, ściśle współpracujący z AAUD)? Większość z członków ww. organizacji odrzucała parlamentaryzm i kierowanie walkami robotników przez "elitarne" partie, stawiając na władzę szeregowych robotników sprawowaną w tzw. radach robotniczych (na bazie bezpośredniej demokracji), więc Twoja teza o "przywództwie" SPD i KPD jest mocno na wyrost.

ale jesli ty wrzucasz spd, organy panstwa i ochotnicze zwiazki militarne do jednego worka i mowisz o nich, ze to panstwo, to ja moge zignorowac ten podzial i powiedziec ze to wszystko ci sami ludzie, a co ...

a tak juz powazniej, to zgoda, lewica sie ostro dzielila, jak zawsze w takich przypadkach. ale pewnie jednostki odegraly tu wazna role w tych wydarzeniach, nie chodzi mi o przywodztwo, ale sam fakt, ze zarowno przeciwnicy jak i zwolennicy wywodzili sie z tego samego korzenia partyjnego. nie chce ich krytykowac, bo byli wsrod nich zarowno prawi ludzie jak i mordercy. jedyne, co chcialem pokazac to to, ze nie mamy tutaj do czynienia z prostym podzialem na tych, ktorzy bronia panstwa i tych, ktorzy chca wprowadzic nowy lad. sytuacja, jak sam przyznales, byla bardziej skomplikowana. dlatego tez nie utozsamiam freikorpsow bezposrednio z aparatem panstwowym, przeciez wtedy nawet armia kierowala sie innymi przeslankami niz zwolennicy republiki (vide pucz kappa).

Po drugie decyzji o utopieniu rewolucji we krwi nie podjęli "ci sami ludzie" z SPD (tj. szeregowi członkowie biorący bezpośredni udział w powstaniach i współtworzący rady robotnicze), tylko wierchuszka tej partii. Z artykułu na wiki o Róży Luksemburg: "most of the SPD members supported the councils, while the SPD leaders feared". Jak widzisz nie wrzucam całej SPD do jednego worka...

nigdzie nie napisalem, ze szeregowi czlonkowie jakiejkolwiek partii podjeli jakiekolwiek decyzje.

W jaki konkretnie sposób "wspierał" - otuchą, dobrym słowem? Przecież rosyjscy bolszewicy zostali zawróceni przez polskie wojska i ostatecznie nie weszli do Niemiec, więc nie mogło być mowy o udzieleniu pomocy wojskowej.

nie mowilem o pomocy wojskowej, do tego przeciez nie doszlo, choc bylo to celem marszu armii czerwonej na zachod. mowie o dzialalnosci w kominternie, o rewolucji pazdziernikowej i zachecaniu do powstania, mimo ze z militarnego punktu widzenia nie mialo ono szans. bledem bylo zas przede wszystkim wystawienie przywodcow na smierc, nie zapewniajac im bezpieczenstwa. bez nich powstancy nie mieli zadnych szans w starciu z oddzialami wojskowymi.

Jeśli dla ciebie cała rewolucja niemiecka sprowadza się do ustanowienia Bawarskiej Republiki Rad, to tylko potwierdzasz moje przypuszczenie, że temat przeleciałeś po łebkach, zbytnio nie zagłębiając się w detale. Wyżej już uzasadniłem, czemu redukowanie tych wydarzeń do działań socjaldemokratów (SPD) z jednej strony i bolszewików (KPD) z drugiej jest nadużyciem, a jak chcesz więcej info nt. anarchistycznych (i zbliżonych - tzw. komunizm rad) tendencji w rewolucji niemieckiej, to odsyłam do 8 numeru "Przeglądu Anarchistycznego" (Andrew Flood "Rewolucja niemiecka" i Henk Canne Meijer "Ruch rad robotniczych w Niemczech 1917-1921").

to samo moglbym powiedziec o twojej znajomosci ustrojow politycznych i wspolczesnego systemu miedzynarodowego...

Nigdzie nie twierdziłem, że jest taki sam w każdym szczególe. Nie bez powodu anarchiści i wolnościowi marksiści dzielą kapitalizm z grubsza na dwie odmiany, to jest na "kapitalizm państwowy" (błędnie zwany "socjalizmem"), panujący w ZSRR i innych państwach pseudo-robotniczych oraz "kapitalizm prywatny", funkcjonujący w państwach z pseudo-demokracją ("demokracją" przedstawicielską). Tym niemniej ich rdzeń, czyli podział społeczeństwa na nieposiadającą środków produkcji większość (klasa pracująca), która pracuje najemnie i zatrudniona jest przez posiadającą te środki mniejszość (klasa kapitalistów), pozostaje ten sam w obu przypadkach. Zmienia się tylko formalny status właścicieli środków produkcji.

chcialbym zeby to bylo takie proste. niestety, diabel tkwi w szczegolach i taki podzial jest niewystarczajacy. anarchokomunisci przespali ze 100 lat gdzies pod lodem i teraz nie moga sobie poradzic z opisaniem swiata:)

mialem tu na mysli kapitalizm w waskim znaczeniu. idac tym tropem myslenia kapitalizm jest takze antydemokratyczny, bo prowadzi w konsekwencji do globalnej dyktatury mediow i wielkiego kapitalu, niszczac nawet demokracje przedstawicielska. w mysl tej teorii nie ma wiec miejsca na sojusz panstwa z kapitalizmem, bo ten drugi prowadzi faktycznie do odebrania wszelkich prerogatyw instytucji panstwa. natomiast "kapitalizm panstwowy" to taki dziwny twor, ktory nijak ma sie do rzeczywistosci. kapitalista w tym systemie w rzeczywistosci jest nikim, nie ma wladzy nad "swoim" kapitalem. to tak jakby powiedziec, ze anarchizm to "kapitalizm spoleczny", a przeciez nie o to chodzi.

Musiałbym gdybym twierdził, że formy politycznej reprezentacji władzy kapitału kompletnie niczym się nie różnią. Co jest bzdurą i nigdzie takiej tezy nie wysunąłem. Wskazałem za to na brak istotnych różnic w sferze stosunków produkcji (patrz akapit wyżej). A to zdeka inna para kaloszy, nie sądzisz?

ale praktyka jest taka, ze nie tylko formy sie roznia, a cale zycie wyglada inaczej w krajach demokratycznych i totalitarnych.

Najwidoczniej inaczej niż Marks (i większość anarchistów społecznych) definiujesz kapitalizm - skupiasz się na stosunkach wymiany, zamiast na stosunkach produkcji. Ale to już nie mój problem.

nie anarchistow spolecznych, a anarchokomunistow.
wiesz co, marks byl niezlym gosciem. prawidlowo zaanalizowal sytuacje, wysunal konkretne wnioski i nawet powiedzial jak naprawic sytuacje. ale chyba nie uznajemy marksa za niezachwiany autorytet? jego poglady zostaly juz dawno obalone przez wszystkich, od bakunina, przez szkole austriacka, az po sama rzeczywistosc. ja mam sentyment do marksa, moze nawet go szanuje, na pewno przedstawil on zarowno historie, jak i owczesny swiat w zupelnie inny sposob, powiedzialbym, ze mniej zaklamany. jego zaslugi na tym polu niewatpliwie sa niepodwazalne, ale przeciez nie byl prorokiem, a i pomylil sie w wielu kwestiach. nie rozumial zjawiska preferencji czasowej, mylnie przewidzial ewolucje kapitalizmu, nie uwzglednil regul konkurencji, zupelnie nie znal sie na miedzynarodowych stosunkach gospodarczych, nie przedstawil w pelny sposob zaleznosci miedzy sila panstwa i kapitalizmu. bledna jest takze laborystyczna teoria wartosci. i na koniec wreszcie, pomylil sie co do determinizmu dziejowego. nie jest moim zalozeniem krytykowac wszystkie jego dokonania, a jedynie pokazac, ze sam marksizm nie wystarczy do zrozumienia swiata (choc pomaga w tym, zgadza sie). poza tym, o ktorym marksie rozmawiamy? jego mysl ewoluowala przeciez ostro na przestrzeni lat.

Myślę, że dla wielu cywilnych ofiar to rzeczywiście niewielka różnica niezależnie od strony konfliktu, ale ty najwyraźniej wolisz optykę decydentów z wojskowo-rządowych kręgów.

"Optyka decydentow z wojskowo-rzadowych kregow" to jest taki propagandowy belkot, myslalem ze wspolczesni marksisci juz takiego jezyka nie uzywaja:)
postawilem sie raczej na miejscu organizacji miedzynarodowej (dla ciebie funkcjonariusz miedzynarodowy pewnie nie rozni sie od przedstawiciela rzadowego, wiec nie zrozumiesz). nie wiem czy widzac zamach stanu noriegi albo inwazje husajna na kuwejt mozna zalozyc rece i powiedziec: w koncu to konflikty miedzy panstwami, a ja pluje na panstwo, wiec nie bede nic robil. tylko ze kiedy gina ludzie, to poglady schodza na drugi plan. w przypadku konfliktu zbrojnego faktycznie nie jest istotne, czy panstwo jest totalitarne czy demokratyczne. ludzie sa z zimna krwia mordowani i trzeba za wszelka cene to przerwac. i w tym przypadku nie mialoby dla mnie znaczenia, czy panstwa biorace udzial w takiej interwencji kieruja sie narodowym interesem czy jacys ludzie robia to z pobudek moralnych. nie mowie tu o obronie pokoju za wszelka cene, ale czasami dla ratowania ludzkiego zycia trzeba na chwile zapomniec o roznicach. swiat nie jest czarno-bialy, sklada sie z roznych odcieni szarosci. a te interwencje przerwaly negatywne procesy, wiec nie mozna jednoznacznie osadzic ich jako zle (z kolei np. druga wojne w zatoce juz tak).

Tylko co w takim razie robisz na anarchistycznym portalu?
Oczywiście, że kieruje tobą ideologia i już to uzasadniałem. Wychodzisz z określonych założeń, posługujesz się określoną metodologią i na tej podstawie dochodzisz do określonych wniosków - wszystko to świadectwa uporządkowanego światopoglądu, czyli ideologii właśnie.

tylko ze jak na razie to w ogole nie udalo ci sie mojego swiatopogladu odtworzyc, bo ani ze mnie zwolennik wyborow, ani milosnik demokracji przedstawicielskiej, ani krytyk demokracji bezposredniej, a i kapitalizmu nie uwazam za genialny. wiec nawet jesli twierdzisz ze kieruje mna ideologia to sam nie za bardzo wiesz jaka :)
a na anarchistycznym portalu to sam nie wiem co robie, myslalem ze juz wyroslem z takich dyskusji. juz dawno stwierdzilem, ze z hardkorowymi anarchistami sie nie dogadasz (innymi slowy: anarchizm tak, anarchisci - niekoniecznie), ale jakos tak przypadkiem tu zabladzilem, dobre teksty mozna znalezc na waszym forum (mowie to bez ironii).

Tu mam jeszcze jedną uwagę. Oczywiście idzie w parze i to nawet trzymając się twojej definicji "kapitalizmu". Nie widzę powodu, żeby - dajmy na to - rządy Franco i Pinocheta nie uznać za przykłady "totalizowania" władzy państwowej. A były to rządy wybitnie sprzyjające "prywatnej" (tudzież "wolnorynkowej") wersji kapitalizmu.
Sam zresztą powołałeś się na Chiny, więc to "w ogóle" z twojej wypowiedzi jest chyba trochę nie na miejscu.

powolalem sie na chiny, jako ze jest to swego rodzaju ewenement, odstepstwo od reguly i nikt tak naprawde nie wie jak to traktowac. czytalem o roznych teoriach na ten temat, ale zadna mnie nie satysfakcjonuje (wiec na pewno nie usatysfakcjonuje ciebie:P ) wiec nie bede tego watku ciagnal, chyba ze sie upierasz.

ale gratuluje, zaczynasz powoli rozrozniac systemy polityczne, to juz duzy postep. teraz bedzie kolejna lekcja. dla mnie nie tylko demokracja i totalitaryzm to dwie rozne rzeczy, ale jeszcze pomiedzy nimi jest cala masa roznych autorytaryzmow i dyktatur, do ktorego nalezy miedzy innymi panstwo franco.

generalnie do lat .60 frankisci byli zdecydowanie przeciwni wolnemu rynkowi, potem dopiero odwolali sie do liberalizmu, co zreszta spowodowalo olbrzymi wzrost gospodarczy. w hiszpanii w tym okresie rzadzili pragmatycy i robili wszystko byleby tylko utrzymac sie przy wladzy (z sukcesem przez dlugi czas zreszta). taka "totalizowana" wladza panstwowa w tym przypadku byla wlasnie autorytaryzmem, ktory ma jednak inne cechy niz faszyzm.

tak wiec jesli chodzi o zwiazki kapitalizmu z totalitaryzmem:
sytuacja jest jasna (mam nadzieje) w przypadku stalinizmu, natomiast w panstwach faszystowskich nie jest to takie proste jak ci sie wydaje. faszyzm obiecywal zniesienie rynku, chcial natomiast zachowac prawa wlasnosci (ale nawet te obietnice pozostaly na papierze). w iii rzeszy w ogole nie bylo wolnego rynku, panstwo narzucalo "kapitalistom" nie tylko warunki ale tez metody dzialania. nie szanowano tez prawa wlasnosci, wiele majatkow zostalo skonfiskowanych. byl to skrajny etatyzm, ktory z zalozenia ma antykapitalistyczny charakter. nazizm doktrynalnie tez chcial sie rozprawic z wielkim majatkiem, tyle ze (na szczescie) nie zdazyli. sa rozne teorie dotyczace relacji kapitalizmu i totalitaryzmu i generalnie rozumiem twoj (marksowski) punkt widzenia. jest nawet wiecej argumentow na poparcie tej tezy niz podalby marks. dla mnie jednak jest to obraz niepelny, sytuacja we wloszech czy iii rzeszy to raczej pragmatyzm i tymczasowe soujsze. poza tym, niemieccy robotnicy aktywnie wspierali system iii rzeszy, co zreszta bylo wynikiem aktywnych dzialan partii na rzecz poprawy warunkow ich zycia; takze program wloskich faszystow byl pro-robotniczy, ale przeciez nie okreslimy tych systemow mianem "robotniczych". pamietaj tez, ze wtedy wszyscy lewicowcy zarzucali swoim przeciwnikom popieranie kapitalizmu i stosowanie tego okreslenia do do panstw totalitarnych jest nieco na wyrost.

tak wiec podsumowujac, zwiazki totalitaryzmu z demokracja i kapitalizmem polegaja na tym, ze te dwa ostatnie zostaly potraktowane jak dziwki - wykorzystane i porzucone, a ustroj realizowal swoje cele, nie ogladajac sie zbytnio na idee bedace ich istota.

a tak w ogole to marksizm raczej kloci sie z anarchizmem, ja w ogole nie wiem jak wy mozecie to laczyc. zreszta sam marks bywal antymarksistowski (mam tu na mysli chociazby jego poglady na kolonializm, np podbicie indii przez brytyjczykow), a niekiedy nawet pro-kapitalistyczny.

nie anarchistow spolecznych,

nie anarchistow spolecznych, a anarchokomunistow

Anarcho-komunizm to jeden z odłamów anarchizmu społecznego, obok anarcho-mutualizmu i anarcho-kolektywizmu, więc twoja negacja jest bez sensu. Zwłaszcza że osobiście nie zetknąłem się z anarchistą społecznym, który przy określaniu "czym jest kapitalizm" nie wskazywałby na specyficzne stosunki produkcji (pracę najemną). Niezależnie od denominacji.

Definiowanie "kapitalizmu" przez pryzmat stosunków wymiany ("wolnego rynku") to raczej domena neoliberałów i tzw. libertarian, z którymi najwyraźniej bardziej jest ci po drodze, skoro jeszcze powołujesz się na szkołę austriacką.

ale chyba nie uznajemy marksa za niezachwiany autorytet?

Nie uznajemy. Sam Marks brzydził się taką czołobitną postawą.

jego poglady zostaly juz dawno obalone przez wszystkich, od bakunina, przez szkole austriacka, az po sama rzeczywistosc. (...) pomylil sie w wielu kwestiach. nie rozumial zjawiska preferencji czasowej, mylnie przewidzial ewolucje kapitalizmu, nie uwzglednil regul konkurencji, zupelnie nie znal sie na miedzynarodowych stosunkach gospodarczych, nie przedstawil w pelny sposob zaleznosci miedzy sila panstwa i kapitalizmu. bledna jest takze laborystyczna teoria wartosci. i na koniec wreszcie, pomylil sie co do determinizmu dziejowego

1. Część marksistów (vide autonomiści i niektórzy lewicowi komuniści) twierdzi, że Bakunin od początku źle zrozumiał koncept "dyktatury proletariatu", wokół którego zbudował swoją krytykę Marksa. Zgodnie z tym stanowiskiem, Marks przynajmniej od czasów napisania "Wojny domowej we Francji" za najpełniejszą realizację "dyktatury proletariatu" uważał... Komunę Paryską. Tak, tę samą Komunę Paryską, którą onanizowało się tylu anarchistów, w tym zwolenników Bakunina :)
2. Wybacz, ale ASE gówno obaliła. Marks rozumiał argumentację z preferencji czasowej, po prostu odrzucał ją jako wytłumaczenie pracy najemnej, wskazując na historyczny proces brutalnego rugowania chłopów z ziemi (tzw. grodzenia) i inne państwowe interwencje (np. ustanowienie Poor Law i Vagrancy Law w Anglii, znacznie utrudniające pozbawionym ziemi chłopom "głosowanie nogami" przeciwko nieznośnym warunkom pracy we wczesnych manufakturach) jako przyczynę powstania proletariatu. Tego wątku Bohm-Bawerk i Mises nigdy nie podjęli, Rothbard uznał grodzenia za "bajeczkę" (nie przedstawiając oczywiście żadnego uzasadnienia) i dopiero współcześnie część "austriackich" libertarian (przeważnie określających się mianem "lewicy" libertariańskiej) zaczyna dostrzegać, że realny kapitalizm jednak zapisał się "krwią i ogniem" w historii ludzkości. Czyli chcąc nie chcąc zbliżyli się w tej kwestii do Marksa i oddalili od Misesa teorii "mrówki i pasikonika" (niskiej stopy preferencji czasowej proto-kapitalistów, mozolnie akumulujących kapitał pracą własnych strudzonych rąk, którzy następnie zaczęli zatrudniać mniej oszczędnych - przejawiających wyższą stopę preferencję czasowej - proto-proli).
3. Libertarianie także nigdy nie obalili laborystycznej teorii wartości, gdyż jej po prostu nie zrozumieli. Przykładem tej ignorancji jest artykuł Dona Ernsbergera zamieszczony na jednej z polskich witryn libertariańskich - nawet autorytarni komuniści związani z niegdysiejszą Lewicą Bez Cenzury bez większych problemów poradzili sobie z jego argumentami (wygogluj sobie "KM - O marksistowskiej teorii wartości").
4. Marks "nie uwzględnił reguł konkurencji"? Sorry, czytałeś cokolwiek z Marksa (zwłaszcza I tom "Kapitału") czy tylko bezmyślnie powtarzasz "mądrości" wyczytane w propagandowych brykach autorstwa liberałów pokroju Ernsbergera?
5. Itp, itd.

sam marksizm nie wystarczy do zrozumienia swiata (choc pomaga w tym, zgadza sie)

A pisałem gdzieś, że wystarczy?

a tak w ogole to marksizm raczej kloci sie z anarchizmem, ja w ogole nie wiem jak wy mozecie to laczyc

Tak w ogóle to gołym okiem widać, że twoja wiedza na temat Marksa jest mizerna, więc radziłbym się na przyszłość co najmniej dwa razy zastanowić i poczytać co nieco (polecam dział nt. marksizmu na stronie "Przeglądu Anarchistycznego"), zanim chlapniesz coś w ten deseń. Bo nawet jeśli uznać polityczne koncepcje Marksa na błędne, to w dalszym ciągu pozostaje Marks-badacz kapitalizmu - na tym polu nawet Bakunin chylił przed nim czoło! Pomijam już fakt, że polityczne koncepcje część marksistów (autonomiści, komuniści rad, niektórzy lewicowi komuniści) są bardzo zbliżone, wręcz identyczne z głoszonymi przez anarchistów społecznych i wypinanie się na tych ludzi byłoby czystej wody sekciarstwem...

Reszta później.

haha miałem się już nie

haha miałem się już nie odzywać ale zajrzałem tu i nie mogę (to ja tam wyżej dyskutowałem anonimowo z RZ.)

RZ obawiam się że nie rozumiesz wielu rzeczy począwszy od relacji państwo-gospodarka. W jakiś dziwny sposób fetyszyzujesz politykę i wydaje się ci się że ustroje polityczne to jest coś odrębnego od systemu ekonomicznego. To dwie strony tej samej monety, "ustrój polityczny" sam w sobie nic nie znaczy, to tylko jeden aspekt całości i mówienie o nim jako o czymś odrębnym jest bzdurą. To nie anarchokomuniści nie rozumieją dzisiejszego świata, ale ludzie o twoich poglądach (sam nie jestem do końca anarchokomunistą, raczej nie zdecydowany).

Co więcej kładziesz zbyt duży nacisk na przeciwstawienie demokratycznego państwa i totalitarnego państwa (dziwne bo w innym miejscu wydajesz się rozumieć że przejście tu jest płynne, wbrew temu co twierdzą liberałowie kiedy w swojej propagandzie przeciwstawiają "państwo liberalne" "państwu totalitarnemu" w wersji prawicowej albo lewicowej)

To niezrozumienie wychodzi także kiedy piszesz coś o III Rzeszy, frankizmie czy ZSRR, co więcej ma to znaczenie dla zrozumienia tego co się dzieje na całym świecie, kiedy w miarę jak narastają walki społeczne w warunkach kryzysu, wśród zwolenników kapitalizmu nasilają się totalitarne tendencje w różnej formie (faszyzm taki jak znamy z historii to już nie wróci ale totalitaryzm może)

Faszyzm w różnych wersjach był jak najbardziej kapitalistyczny. Kapitał poparł dyktaturę kiedy już nie był w stanie zapewnić sobie panowania w dotychczasowy sposób, w sposób demokratyczny, kiedy większość społeczeństwa, czyli robotnicy zaczęli się buntować. Kapitałowi oraz oczywiście tym którzy są wyrazicielami jego interesów politycznie, powiedzmy obecnemu mainstreamowi politycznemu, demokracja jest potrzebna, ale do czasu. Jest potrzebna tylko do momentu kiedy oni sami mają poparcie, kiedy je tracą, porzucają demokrację na rzecz dyktatury.

W takich momentach porzuca ją nie tylko skrajna prawica, ale w ogóle cały mainstream, z jego lewicą włącznie, dlatego SPD robiła w Niemczech to co robiła, organizując nacjonalistyczne freikorpsy i kładąc fundamenty pod nazizm wspólnie z prawicą i dlatego dzisiaj rządzący socjaldemokraci w Grecji robią to co robią (mniej więcej to samo co Łukaszenka na Białorusi poczytaj sobie newsy i zastanów się gdzie leży granica między "demokracją parlamentarną" i dyktaturą). Oczywiście nasi polscy zwolennicy "demokracji" i praw człowieka milczą na ten temat bo popierają to co się tam dzieje, aktywnie współpracują w władzami Grecji w razie czego może będą tam wysyłać policję do pacyfikowania buntującego się społeczeństwa, o ile jeszcze będzie ich na to stać, co wcale nie jest takie pewne.

Mówiąc wprost społeczeństwu można pozwolić na pewną swobodę póki nie podważa jedynie słusznego ustroju, a kiedy zaczyna się buntować, robią natychmiast to samo, co "systemy niedemokratyczne".

Rzeczy które piszesz o "antykapitalizmie" nazizmu to zupełne bzdury, niemiecki nazizm był jak najbardziej kapitalistyczny, podobnie jak faszyzm we Włoszech czy w Hiszpanii, choćby się różniły między sobą. Kapitał zawsze potrzebuje państwa, ale w tych krajach potrzebował państwa bardziej niż w innych, do tego stopnia, że zgodził się na daleko idące ustępstwa w kwestii ingerencji aparatu państwowego czy partii w swoje własne działania. Inaczej po prostu by upadł. Dlatego kapitaliści zgodzili się na "usztywnienie" całej struktury społecznej, na zasadzie: podporządkujemy się państwu do pewnego stopnia (pod warunkiem że prawa własności kapitalistów jakoś specjalnie nie zostaną ograniczone - nie zostały) o ile państwo weźmie za mordę robotników. Tak było w przypadku nazizmu, to im Hitler obiecał na zamkniętych spotkaniach (oczywiście w nazwie NSDAP to była "robotnicza" partia i na wiecach Hitler mówił co innego, nie doszedłby do władzy bez mobilizacji mas, a masy były robotnicze). Dodatkowo kapitaliści z kraju który dokonuje podbojów oczywiście na tych podbojach korzystają, wiadomo jak korzystali na niewolniczej pracy w obozach albo przymusowych robotach - siła robocza właściwie za darmo, ginie tysiąc robotników, państwo organizuje następny tysiąc, nie musieli się już martwić o to skąd ich brać.

Kapitalizm państwowy w wersji ZSRR a jeszcze do dzisiaj Kuby czy Korei Płn. to trochę bardziej skomplikowana kwestia. Tutaj już nie ma pojedynczych kapitalistów, ale sam schemat kapitalista-robotnik pozostaje ten sam, pracodawcą jest państwo, które zatrudnia pracowników. i rządzi nimi. Państwo jest jakby "zbiorowym kapitalistą", wyzysk i akumulacja kapitału dalej istnieje, w tym sensie jest to "kapitalizm państwowy", w odróżnieniu od "prywatnego"

Jeśli chodzi o kwestie anarchizm-marksizm, to tutaj nie chodzi o to, żeby je "godzić" masz jakieś dziwne podejście do tej sprawy. Jeśli jakieś poglądy uważam za słuszne i sensowne, to mnie nie interesuje jak się one nazywają. Większość marksistów na pewno pomyliła się w kwestiach dotyczących władzy, tego od zawsze, od czasów Bakunina, dotyczyły spory (co rzutuje oczywiście na sprawę tego, do czego dążyć po likwidacji kapitalizmu) Nie znaczy to jednak że wszystkie poglądy wszystkich marksistów są błędne, zwłaszcza krytyka kapitalizmu :)

no dobra, to tak krotko: co

no dobra, to tak krotko:

co do marksa:
hehe, wiedzialem ze jakakolwiek jego krytyka, nawet obwarowana apologia wzniesiona do mistrza, wywola tu burze :)
uznalem marksa-badacza i marksa-ideologa za wielkiego, a jego teorie za zasadniczo sluszne, ale nie ma to zadnego znaczenia, bo jakiekolwiek nie-pozytywne slowo o nim wywoluje takie reakcje. zawsze mnie to smieszylo :)
no bo gdzie ja napisalem ze wszystkie poglady marksa sa bledne? no przeciez wyrazilem moj podziw dla dziadka, no! bakunina i szkole austriacka podalem jako przyklady (chodzilo mi o szeroki zakres), ale nie napisalem ze wszyscy krytycy marksa maja racje. i nie czytalem nic ernsbergera :)))))))))
na temat marksa (pochwal pod jego adresem i krytyki - zarowno tej konstruktywnej, jak i glupot wypisanych przez wrogow) napisano tysiace stron i chyba nie dam sie wciagnac w dyskusje, zwlaszcza ze jesli wychodzi sie z zalozenia, ze jedyna prawdziwa ideologia jest marksizm, to nie ma tu miejsca na dialog.

chyba nie zauwazyliscie, ze moim celem nie jest tu streszczenie filozofii marksa, skoro wy siedzicie w niej tak mocno, to mysle ze mozemy sobie darowac pewne kwestie. czy naprawde kazde zdanie musze poprzedzac akapitem wyjasniajacym, w jakich punktach sie z marksem zgadzam oraz krotka epistola chwalajaca jego zaslugi?

dzisiejszy swiat jest naprawde bardziej skomplikowany niz przedstawil to marks. taka postawa, jaka przyjmujecie prowadzi do tego, ze generalnie nie warto w ogole dyskutowac o swiecie, a juz tym bardziej cos zmieniac, bo przeciez i tak wszedzie mamy kapitalizm i wredne panstwo.

co do zwiazkow systemu politycznego z gospodarczym:
no moze zle to przedstawilem, nie chcialem pisac o uzaleznieniu polityki od gospodarki, bo tu sie chyba zgadzamy. nie bede tlumaczyl marksistom oczywistych dla nich rzeczy:) skupiam sie na polityce, jako ze marksisci skupiaja sie na gospodarce. chcialem postawic nacisk na co innego, zeby dyskusja miala sens:) nie znaczy to, ze system polityczny determinuje inne kwestie (choc czesto tak jest), ale chcialem pokazac, ze taka zaleznosc tez istnieje. tak samo moge wam zarzucic, ze za bardzo skupiacie sie na gospodarce, ktora bardzo czesto jest wlasnie uzalezniona od sytuacji politycznej.

"ustroj polityczny" znaczy sam w sobie tyle ile "ustroj gospodarczy", oczywiscie ze sa one ze soba silne powiazane. nie nalezy ich traktowac osobno, ale nie za bardzo rozumiem ten zarzut. rozpatrywanie samej ekonomii w takim razie tez nie ma sensu, skoro to "dwie strony jednej monety".

ta rozmowa spowodowala u mnie natomiast spadek roli marksizmu w wyjasnianiu rzeczywistosci. sadzac po waszych komentarzach, marks nie przewidzial elastycznosci kapitalizmu i moze dlatego marksisci sa zagubieni:)

co do demokracji/totalitaryzmu:
tak, przejscie jest plynne, ale nie wiem co ma do tego liberalna propaganda. obstaje przy twierdzeniu, ze system gospodarczy w nazizmie ma swoje typowe cechy, rozni sie od takiego w demokracji. ale nie kazdy musi to akceptowac.

co do porownania grecji z bialorusia:
zgadza sie, jesli poczytam sobie "newsy" to mozliwe, ze uwierze...
sam pisalem o tym, ze miedzy totalitaryzmem i demokracja jest pelno roznych tworow, miesci sie tam takze ustroj lukaszenkowski. ale radzilbym byc ostrozny przy takich porownaniach.

co do totalitarnych tendencji w warunkach kryzysu:
czesciowo sie zgodze, ale przywolany tu przyklad bialorusi swiadczy o czym innym:)

co do poparcia faszyzmu przez kapital:
pisalem tez, ze wielu robotnikow poparlo faszyzm, ale nie znaczy to, ze byl to ustroj "robotniczy". oczywiscie, ze demokracja jest wykorzystywana przez kapitalizm i ze sluzy jego interesom. ale nie znaczy to, ze tak latwo jest kapitalistom wplynac na zmiane systemu politycznego. generalnie kazdy system dysponuje pewnymi mechanizmami obronnymi. tak samo jak robotnicy bronili zdobyczy rewolucji w republice weimarskiej. trudno powiedziec, ze takie mechanizmy sa negatywne. oczywiscie, ze wysylanie policji przeciwko demonstrantom jest wielkim nieporozumieniem (a w niektorych przypadkach zbrodnia), ale system MUSI sie bronic, inaczej rewolucje wybuchaly by codziennie. taki idealny ustroj marksowski tez musi :)

co do antykapitalizmu w nazizmie:
nowy system zachowal kapitalistow (choc nie wszystkich), ale zlikwidowal de facto kapitalizm. oddzielilbym tu jednak propagande nsdap od dzialan. nie tylko kapitalisci mieli na tym skorzystac, generalnie jednak (prawie) wszyscy zostali troche oszukani.
dalej bede naciskal na to, ze i robotnicy mieli jakis tam udzial w poparciu nowego systemu i zyskali na nim w poczatkowej fazie. nazizm natomiast chcial zlikwidowac takze kapitalistow, ale wtedy jeszcze potrzebowal ich pomocy.

co do kapitalizmu panstwowego:
to w takim razie marksizm jest kapitalizmem spolecznym, sprowadza sie do wyzysku jednostki przez spoleczenstwo. jesli uwazamy, ze nie ma znaczacych roznic miedzy "kapitalizmem" panstwowym i prywatnym, to ja tu wrzuce tez ten "jedyny i idealny ustroj".

Dodaj nową odpowiedź



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <blockquote>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
Z powodu dużej ilości spamu, musieliśmy wprowadzić kod obrazkowy. Zarejestruj się, by nie musieć później wpisywać kodu.