Własność pracownicza i radykalna demokracja – czyli czego lewica mogła nauczyć się z lekcji feminizmu i upadku państwa

Publicystyka | Ruch anarchistyczny

Tekst ten niektórym może wydać się mało odkrywczy – przyznaję jest raczej powtórzeniem ogólnie znanych prawd, jednak chciałbym nieco uporządkować dwie kwestie zaznaczone w tytule, a że czasy mamy dla radykalnej lewicy ciężkie i powtarzanie oczywistości raczej nie zaszkodzi.

Obiegowa teza głosi, że lewica znalazła się w kryzysie po tym jak upadł Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, jego degeneracja i rozpad bowiem miały rzekomo na zawsze skompromitować lewicowe ideały. Zwolennicy tej tezy zdają się głosić co następuje, antykapitalizm musi skończyć się stalinizmem, stalinizm breżniewszczyzną, a breżniewszczyzna kontrrewolucją pod sztandarami demokracji w stylu Jelcyna i Wałęsy. Tymczasem kryzys lewicy zachodnioeuropejskiej, demontaż państwa socjalnego w krajach OECD i upadek ZSRR były efektami jednego procesu, czyli odejścia od kompromisu klasowego i powrotu do starej idei państwa jako opiekuna bogatych. Ci którzy uważają, że lewica europejska popadła w marazm po śmierci moskiewskiego patrona mylą przyczyny ze skutkami. Idee lewicy europejskiej (czy raczej jej głównego nurtu) stały się anachroniczne ponieważ powstały w warunkach, które przeszły do historii wraz z objęciem rządów przez Reagana, Thatcher, Gorbaczowa, czy Deng Xiaopinga, a więc twórców współczesnego państwa jako pięści i pałki biznesu. Lewica propaństwowa faktycznie znalazła się w ciężkiej sytuacji.

Sprawa jest właściwie dość jasna, „socjalizm państwowy”, tak w wydaniu moskiewskim, jak w brukselskim czy paryskim, cierpiał na przerost centralnego sterowania, co sprzyjało koncentracji zasobów w rękach nielicznych (choć nie w takim stopniu jak w „dzikim” kapitalizmie, który go poprzedzał i zastąpił) oraz nieefektywnemu ich wydatkowaniu. Zachował on silną elitę władzy, która gdy nadarzyła się ku temu okazja wdrożyła z powrotem bardziej opłacalny dla siebie system. Lekarstwo na tę chorobę jest znane – to partycypacja pracownicza, a więc coś co u stalinistów wzbudza takie same torsje co u neoliberałów. Radykalna lewica od 150 lat walczy właściwie o to samo, a za przeciwników miała od zawsze i stowarzyszenia pracodawców i faszystów (niezależnie od tego jak bardzo stroiliby się oni w lewicowe piórka, np. hiszpańska Falanga inspirowała się syndykalizmem co nie przeszkadzało syndykalistom z CNT zabijać falangistów) i tych, którzy uważają, że pracownicy i pracownice powinni oddać swój los w ręce partii politycznych. Niektórzy dziś uważają, że taka konfiguracja wrogości jest efektem przypadku historycznego, że właściwy konflikt lewica powinna toczyć tylko z pracodawcami, (a ci, którzy lewicowość kojarzą po prostu ze stylem życia, że z faszystami, zaś „prawdziwki anarchistyczne”, którzy zapamiętali tylko cztery lekcje historii, że z pogrobowcami stalinizmu) tymczasem z radykalnie lewicowego punktu widzenia każda z tych walk ma takie samo znaczenie, co postaram się zaraz wykazać odwołując do idei partycypacji społecznej właśnie.

Pracownicza własność kolektywna znaczy dokładnie nic, jeśli jak w Związku Radzieckim czy socjaldemokracjach zachodnich jest „własnością państwową” zarządzaną przez menadżerów tak jak własność prywatna. Robotnik nie posiada maszyny w fabryce (a więc warunków swojej pracy) jeśli jest ona formalnie własnością kapitalisty, lecz nie posiada jej również jeśli jest ona „własnością państwa”, które to państwo reprezentuje pojedynczy biurokrata. Równie dobrze mógłby on reprezentować kapitalistę (różnica ta zaciera się całkowicie w wypadku spółek giełdowych – tu i tu mamy wówczas samowładnego kierownika, który reprezentuje rzekomo trudne do zidentyfikowania ciało zbiorowe), w istocie nie brak studiów dowodzących, że reżimy fabryczne w ZSRR były niemal identyczne co w socjaldemokracjach zachodnich w analogicznych okresach. Robotnica zatrudniona w przemyśle państwowym tak samo nie ma wpływu na wysokość swojego wynagrodzenia, warunki i bezpieczeństwo pracy, jak ta zatrudniona przez prywaciarza. Marks uczy nas, że prawo stanowione jest tylko formą świadomości klasy panującej, a zatem formalnoprawna „własność państwowa” jest tylko iluzją jaką próbują nam narzucić kapitaliści przebrani w piórka urzędników.

Naturalnym rozwiązaniem tego problemu jest autentyczna samorządność pracownicza, czyli zarządzanie przedsiębiorstwami przez ich załogi, na zasadach demokratycznych (choć niewątpliwie niektóre placówki, jak szpitale czy firmy przewozowe powinny być poddane jeszcze szerszej kontroli społecznej). Nie ma zatem socjalizmu bez demokracji. Ta świadomość czyni śmiesznymi projekty zarówno „demokracji ludowej” jak „socjaldemokracji”, które nie mają ani z jednym, ani z drugą nic wspólnego.

Tutaj dochodzimy do problemu uznania, który podniesiony został głośno przez feminizm, a który stanowi integralną część problematyki partycypacji. Jeśli bowiem jedyną obroną przed odradzaniem stosunku wyzysku pod płaszczykiem zarządzania menadżerskiego jest radykalna demokracja, konieczne jest zagwarantowanie prawa głosu wszystkim. Feminizm jest tu właściwie istotny tylko i aż z dwóch powodów – historycznego, ponieważ podniósł problematykę uznania jako pierwszy i ilościowego, ponieważ zwrócił uwagę na problemy ogromnej rzeszy pracujących, która była dotychczas ignorowana. Napisałem „tylko” ponieważ nie są to powody by wyróżniać feminizm spośród innych ruchów na rzecz uznania. Każdy pracownik i każda pracownica (niezależnie od tego jaki ma jego lub jej praca charakter i gdzie ją wykonuje) musi mieć prawo współdecydować o warunkach swego zajęcia. Nikt nie może tutaj uzurpować sobie prawa do reprezentowania innych (wszystkich czarnych, wszystkich białych, wszystkich kobiet, czy co najgorsze ludzi pracy jako całości). Potrzebujemy zatem takich mechanizmów, które oddadzą głos we własnej sprawie dosłownie każdemu. Odebranie głosu kobietom, gejom, czarnym itp. niesie za sobą ryzyko utrzymania relacji wyzysku. Warto pamiętać jednak, że tożsamości takie jak „gej” konstruowane są tylko na potrzeby walk o uznanie, które przywrócić mają głos konkretnym ludziom. Totalizacja tożsamości oporu („my, geje uważamy”), prowadząca do absurdu w stylu Partii Kobiet (Biednych kobiet? Bogatych kobiet? Chromych kobiet? Bezdzietnych kobiet?) nie ma w sobie nic wyzwalającego, raczej tworzy nowe klatki. Jesteśmy zatem skazani na ciągłe dopracowywanie mechanizmów demokracji, tak by naprawdę nikt nie został pozbawiony udziału w poszukiwaniu konsensusu.

Jeśli to jedyna droga do komunizmu wiemy już dlaczego nigdy i nigdzie w historii radykalna lewica nie nabrała się na brunatny kamuflaż faszyzmu. Na leninowskie pytanie „co robić” prawidłowa odpowiedź jest więc dziś wciąż taka sama, czyli zupełnie inna niż udzielił sam Lenin.
- Wspierać wszystkie formy spółdzielczości i demokratycznie zarządzanej własności pracowniczej, a także kolektywne zarządzanie przestrzenią przez społeczności lokalne.
- Tam gdzie nie można od razu wprowadzić spółdzielczości (ze względu na kapitalistyczny lub państwowy monopol w środkach produkcji) należy rozwijać bojowy ruch pracowników i pracownic, który będzie w stanie w odpowiednim momencie przejąć zakłady pracy. Ruch ten musi być tak zarządzany, by gotowy był tworzyć naprawdę demokratyczne spółdzielnie w przejętych zakładach.
- Rozwijać procedury, które umożliwiają wszystkim równą prezentację swoich interesów i wspierać wszystkie rodzące się ruchy na rzecz uznania marginalizowanych dotychczas osób.

Warto pamiętać, że każde zabranie głosu jest jednocześnie odebraniem głosu komuś innemu. To zaś oznacza, że odbieranie głosu i „uprzedmiotawianie” jest niezbędną częścią każdego działania politycznego. Jeśli podejmujemy jakiś temat polityczny siłą rzeczy robimy to nie tylko we własnym imieniu (działania we własnym imieniu nie są wszak polityczne), lecz reprezentujemy jakąś grupę, którą nieraz przywołujemy z niebytu np. „wyzyskiwane pracownice Green Way”, gdyż nie istniała ona nawet w świadomości swoich członków czy członkiń. Mamy jednak obowiązek zrobić co w naszej mocy by jak najszybciej każdy kogo problem podnieśliśmy na forum, mógł przemówić własnym głosem.

Wnioski jakie autor wysnuwa

Wnioski jakie autor wysnuwa są według powiedzenia rodziny panującej oczywistą oczywistością i nie mogą budzić tutaj kontrowersji. Z drugiej strony nie za bardzo wiadomo jak autor do nich dochodzi. Spróbujmy więc wsadzić kij w mrowisko. W wkomponowuje wiec w ten bigos feminizm co by było modnie, podpiera to nieśmiertelnymi naukami Marksa i już mamy pochwalę samorządów i rad. Nie zauważa przy tym ze Marksizm to pochwała centralizacji - bowiem tylko taka struktura może dokonywać skutecznej redystrybucji. Nie zauważa ze rady były skuteczne w obalaniu rządu tymczasowego w Rosji lecz bardo szybko i skutecznie zostały spacyfikowane przez bolszewików. I jeśli anarchiści powinni się nad czymś zastanawiać to właśnie nad ta słabością rad. Kolejna gładka Marksistowska teza kryje się w twierdzeniu ze państwo to tylko pieść i pałka biznesu. Teza ta może się wydawać prawdziwa w krajach zachodu ale ni jak się nie odnosi do rzeczywistości. Bowiem karkołomnym zadaniem (choć wiem ze chętni się znajda) jest udowodnienie ze Rosja Putina to państwo służące oligarchom. Albo chiny to kraj gdzie władza słucha międzynarodowego kapitału - bo taki tam niewątpliwie dominuje. Oba te kraje to przykład na aktywny udział aparatu państwa w ekonomi i gospodarce. Co więcej można zaryzykować tezę ze to nie wschód się upodabnia do zachodu a wręcz odwrotnie - co szczególnie się unaoczniło w efekcie kryzysu. Oczywiscie to wymaga skorygowania czarno białych schematów. Wymaga odrzucenia neoliberalnej ideologi nie tylko jako złej ale także jako fałszywej. Należy przebić się przez pozór by spróbować dotrzeć do rzeczywistości. Bowiem tak jak
w realnym socjalizmie dogmat o dyktaturze proletariatu nie opisywał rzeczywistości a ją fałszował tak samo mamy i obecnie. Co nie znaczy ze panująca ideologia nie wpływa na rzeczywistość - realny socjalizm musiał czynić koncesje względem robotników - choćby utrzymując pełne zatrudnienie itd.. Obecny system czyni tak samo ułatwiając wyzysk przedsiębiorcom. Można więc przyjąć roboczo hipotezę ze stosunki między władzą a kapitałem kształtują się nie jednoznacznie. W USA, Francji, Anglii, Niemczech władza i kapitał są symbiotyczne lub kapitał dominuje nad władzą. W Rosji w Chinach władza dominuje nad kapitałem - w Rosji w czasach Jelcyna było odwrotnie co prowadziło do upadku państwa.
Także polska nie mieści się schemacie choć jest to z dość skomplikowany przypadek - należało by bowiem wyjaśnić dlaczego władza tak łatwo stała się służalcza wobec obcych imperialnych interesów wchodząc w buty XVIw Rzeczpospolitej stając się krajem peryferyjnym. Nie była nim cokolwiek złego by o tym okresie nie mówić w 20leciu międzywojennym. W czasie gdy nasza gospodarka się zwija - Niemcy konkurują o pierwszeństwo największego eksportera na świecie.
I to by było na tyle wątpliwości
Powracają zaś do własności pracowniczej - oczywiście. Ale trzeba mieć świadomość ze nawet największy sektor samorządowy i spółdzielczy na nic się zda jeśli nie obali się przy tym władzy

Dodaj nową odpowiedź



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <blockquote>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
Z powodu dużej ilości spamu, musieliśmy wprowadzić kod obrazkowy. Zarejestruj się, by nie musieć później wpisywać kodu.