Kraj
Kolejna ofiara dzikiej reprywatyzacji w Warszawie
Czytelnik CIA, Czw, 2013-04-11 08:04 Kraj | LokatorzyJest kolejna ofiara dzikiej reprywatyzacji w Warszawie. Przedwczoraj zmarła nasza koleżanka, Ewa Maik. Nie była na nic chora. Umarła na wyrok niezawisłego sądu dla Warszawy Mokotowa, który skazał ją na eksmisję na bruk i zapłatę 20 tys. zł na rzecz nowego właściciela kamienicy plus odsetki, koszty procesowe itd, itp. Ponieważ nie czuła się ani winna, ani dłużna, ten wyrok był dla niej wyrokiem śmierci.
PIP opublikował raport o skali nadużyć związanych z brakiem umów o pracę
Yak, Czw, 2013-04-11 07:53 Kraj | Prawa pracownikaJedna na sześć osób pracujących w 2012 r. na umowach cywilnoprawnych powinna dostać etat - wynika z najnowszych danych Państwowej Inspekcji Pracy. Inspektorzy przez cały 2012 rok badali m.in. zasadność zawierania umów cywilnoprawnych, przeprowadzili ponad 23,4 tys. kontroli w firmach. Sprawdzili blisko 37,5 tys. umów cywilnoprawnych. Na każde sześć umów jedna powinna być umową o pracę, a nie umową cywilnoprawną, czyli o dzieło bądź zlecenie.
W roku 2011 osób, które powinny mieć etat (czyli stałą umowę), a pracują na umowie cywilnoprawnej było o jedną trzecią mniej. A w 2010 było ich jeszcze mniej - o ponad połowę niż w 2012 r. Liczba ta rośnie, bo pracodawcy tłumaczą, że w kryzysie nie stać ich na etaty. Umowy cywilnoprawne pozwalają im też łatwiej zwalniać.
Tymczasem prawo precyzyjnie określa, kiedy należy się etat. Każdy, kto m.in. przychodzi do pracy o określonej godzinie, wykonuje swoje obowiązki w tym samym miejscu pod okiem szefa, powinien mieć etat (określa to art. 22 par. 1 kodeksu pracy). - Problem w tym, że pracujący nie znają swoich praw - mówi Danuta Rutkowska, rzecznik głównego inspektora pracy.
Warszawa: Kolejna eksmisja na bruk w najbliższy poniedziałek
Yak, Czw, 2013-04-11 07:35 Kraj | LokatorzyKomornik sądowy Krzysztof Kokoszko, zamierza przeprowadzić eksmisję do noclegowni w dniu 15 kwietnia 2013 r. o godz. 9:30 z lokalu przy ul. Wiejskiej 16/1a w Warszawie.
Pomimo decyzji Krajowej Rady Komorniczej, która wystąpiła do Ministra Sprawiedliwości, pana Jarosława Gowina, z prośbą o pilne podjęcie działań w sprawie zmian dotyczących eksmisji “na bruk”, tego typu eksmisje wciąż trwają. Jak napisała Krajowa Rada Komornicza:
„Przepisy, na podstawie których, powinien dokonać tych czynności [eksmisji do noclegowni], są w jego [komornika] ocenie sprzeczne zarówno z zasadami sprawiedliwości społecznej oraz prawami człowieka, ochroną rodziny przez państwo, jak i przede wszystkim z konstytucyjną zasadą poszanowania i ochrony godności człowieka.
[Jest to także] dowodem na konieczność pilnej nowelizacji artykułu 14 ustęp 7 Ustawy o ochronie praw lokatorów, który wyłącza część lokatorów spod ochrony przed nieotrzymaniem lokalu socjalnego. W obecnym brzmieniu naruszają one bowiem zasadę równości wobec prawa i zakaz dyskryminacji. W obecnym stanie prawnym, osoby wymienione w artykule 14 ustęp 7 czeka eksmisja do noclegowni, co stanowi naruszenie ich elementarnych praw.”
Jednak komornik sądowy Krzysztof Kokoszko, z kancelarii komorniczej przy ul. Terespolskiej 2/32 nadal zamierza przeprowadzić eksmisję na bruk w najbliższy poniedziałek.
Umorzono śledztwo ws. śmierci Jolanty Brzeskiej
Yak, Wto, 2013-04-09 14:00 Kraj | LokatorzyProkuratura umorzyła śledztwo w sprawie śmierci Jolanty Brzeskiej, działaczki Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów – dowiedział się portal tvp.info. Śledczy uznali, że Brzeska została zamordowana, jednak nie udało się ustalić sprawców tej zbrodni.
Ciało Jolanty Brzeskiej znaleziono 1 marca 2011 r. na terenie Parku Kultury w Powsinie. Przy zwłokach znaleziono osmalone fragmenty szkła i stopionego plastiku. Odkryto także okulary leżące na ziemi, oraz torebkę materiałową. W w/w torebce znajdował się zegarek, 7 sztuk kluczy, fragmenty gazet, wieczko od napoju.
Z profilu psychologicznego sporządzonego przez ekspertów z Instytutu Sehna w Krakowie wynika, że zabójstwa dokonała „grupa 2-3 sprawców, cechujących się, co najmniej przeciętną sprawnością fizyczną i silną budową ciała”. „Sprawcy (lub co najmniej jeden z nich) mogli być znani Jolancie Brzeskiej lub też w rozmowie z nią w sposób przekonujący powołali się na znajomość ze znanymi jej osobami. Byli osobami związanymi ze sprawą odzyskiwania nieruchomości lub zostali wynajęci przez takie osoby. Prawdopodobnie wywodzili się z zorganizowanej grupy przestępczej i dokonywali już w przeszłości podobnych rodzajów czynów” - czytamy w ekspertyzie.
Chełm: Kilkaset osób protestowało przeciwko ograniczeniu możności poruszania się
wiatrak, Pon, 2013-04-08 18:39 Kraj | TransportKilkaset osób blokowało w poniedziałek ulice w Chełmie. To mieszkańcy okolicznych gmin, którzy sprzeciwiają się decyzji władz, która dotyczy zakazu wjazdu do miasta autobusom podmiejskiej komunikacji prywatnej.
Oznacza to dla nich niemożność dotarcia do miasta gdyż dojadą tylko na rogatki, a potem będą musieli przesiąść się do miejskich autobusów lub wziąć taksówkę na co ich nie stać.
Władze nasłały na ludzi policjantów, którzy wlepili im 45 mandatów za zakłócanie ruchu drogowego. Protestujący zapowiedzieli dalsze akcje bezpośrednie (pikietę pod urzędem).
Komornicy nie chcą eksmitować na bruk
wiatrak, Nie, 2013-04-07 14:20 Kraj | LokatorzyKrajowa Rada Komornicza podjęła działania mające na celu likwidację możliwości eksmisji na bruk. Wniosek o wprowadzenie takich zmian w prawie został złożony w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Przyczynkiem do zmiany prawa - jak powiedział PAP rzecznik Krajowej Rady Komorniczej Robert Damski – są dwie eksmisje, które "powinien" przeprowadzić komornik z Kołobrzegu (Zachodniopomorskie) Krzysztof Przybyłowicz.
Obie sprawy dotyczą rodzin z nieletnimi dziećmi, w jednej jest też niepełnosprawny dorosły. Ludzie ci zamieszkują w nienależących do miasta lokalach, ale sąd nie przyznał im mieszkania socjalnego.
Tajemniczy pociąg przewoził wzbogacony uran
Yak, Nie, 2013-04-07 10:30 Kraj | Ekologia/Prawa zwierzątTajemniczy pociąg towarowy, który pod koniec marca przejechał przez całą Polskę przewoził wysokowzbogacony uran - donosi na swoich stronach internetowych niemiecki tygodnik „Der Spiegel”. Z informacji gazety wynika, że był to uran składowany dotychczas w ośrodku badań jądrowych niedaleko Pragi w Czechach.
Radioaktywny materiał wykorzystywany był tam do prac przy doświadczalnym reaktorze. Ładunek trafił koleją do Gdańska, gdzie został przeładowany na statek do Murmańska w Rosji. Na miejscu ma zostać przerobiony na bezpieczniejszy uran nisko wzbogacony.
Warszawa: Nieznani sprawcy podrabiają karty miejskie
wiatrak, Sob, 2013-04-06 12:03 Kraj | Gospodarka | Technika | Transport W związku z podwyżkami cen biletów i w związku z tym ograniczenie możliwości swobodnego poruszania się po Warszawie powstała platforma do zbijania kasy dla hakerów. Ładują karty miejskie za 1/4 ceny. Niejaki Sebastian Inbicki skarży się Gazecie Wyborczej i ZTM, że w akademikach ciężko znaleźć osobę, która nabywa bilet w sposób legalny.
"Docierają do nas sygnały o procederze nielegalnego ładowania kart. Wszystkie sprawdzamy. Zajmujemy się wdrażaniem dodatkowych zabezpieczeń kart miejskich. Wszelkie potwierdzone przypadki oszustw kierujemy do organów ścigania. Nie mogę jednak zdradzać szczegółów." - powiedział ZTM. Jak stwierdził informatyk "Gazety", ryzyko przyłapania stawiających opór pasażerów jest mniejsze w przypadku kodowania kart na okaziciela.
Media liberalne starają się ukazywać to zjawisko jako "okradanie miasta". Stwierdzają, że "miasto traci". Trudno się było spodziewać, że miasto nie straci... na podwyżkach cen biletów.
Wrocław: Rodziny rumuńskich Romów zagrożone przymusowym wysiedleniem
dominisza, Pią, 2013-04-05 15:41 Kraj | Dyskryminacja | Lokatorzy | Publicystyka26 marca 2013 we wczesnych godzinach porannych, na teren koczowiska społeczności rumuńskich Romów przy ulicy Kamińskiego we Wrocławiu przyjechało kilka wozów straży miejskiej oraz policji.
Wszystkie przebywające tam osoby zostały wylegitymowane, poproszono także o okazanie aktów urodzenia dzieci. Każdy z dorosłych członków społeczności otrzymał 2 pisma wydane przez gminę Wrocław. Zgodnie z ich treścią mają oni 14 dni na dobrowolne opuszczenie zajmowanego miejsca. Jeśli nie wywiążą się z nałożonego na nich zobowiązania, mogą zostać obciążeni karą grzywny do 500 zł lub karą nagany. Jeśli nadal nie opuszczą miejsca sprawa zostanie skierowana na drogę sądową. W ten sposób rozpocznie się procedura, która możne zakończyć się eksmisją romskich rodzin z zajmowanego już od kilku lat terenu byłych ogródków działkowych, należących do gminy Wrocław.
Urzędnicy zdecydowali się na radykalne działania m.in. po naciskach mieszkańców z ulicy Kamieńskiego, którzy narzekają na takie sąsiedztwo. Jeden z argumentów jest taki, że w okolicy spadają ceny nieruchomości.
Tło sprawy:
Wrocławska społeczność rumuńskich Romów liczy obecnie 60 osób, w tym 35 dzieci. Pierwsi przedstawiciele tej społeczności pojawili się we Wrocławiu w połowie lat dziewięćdziesiątych na fali zmian systemowych krajów Bloku Wschodniego, które to umożliwiły im przemieszczanie się po krajach Unii Europejskiej.
Obecnie społeczność ta, od ponad 3 lat, zamieszkuje teren byłych ogródków działkowych należących do gminy Wrocław. Wcześniej, podzieleni na mniejsze grupy, Romowie zamieszkiwali inne tereny miasta. W 1997 roku cała grupa, koczująca wtedy na wrocławskim Tarnogaju, została deportowana do Rumunii. Nie zostali wtedy poinformowani o tym, jaki jest prawdziwy cel podjętych działań. Funkcjonariusze powiedzieli Romom, że zostaną objęci pomocą, co poskutkowało tym, że bez protestów wsiedli do podstawionych autobusów. Ich dobytek i baraki zostały zniszczone. Jedną z konsekwencji tych wydarzeń jest panujący wśród rumuńskich Romów brak zaufania oraz niechęć do współpracy z urzędnikami miejskimi.
Od początku swojego pobytu w Polsce (w przypadku niektórych osób jest to 15 lat) społeczność Romów rumuńskich żyje w wykluczeniu. Sytuacja ta spowodowana jest głównie wykluczeniem ekonomicznym (stan "permanentnej biedy", brak pozwoleń na pracę),ale także przez panujące silne i negatywne stereotypy, uprzedzenia i brak wiedzy na temat odmienności etnicznej i kulturowej. Także brak świadomości samych członków społeczności na temat ich praw i obowiązków wynikających z przebywania na terenie Polski wpływa na ten stan rzeczy.
Grupa mieszkająca we Wrocławiu składa się z wielopokoleniowych rodzin. Większość osób jest niepiśmienna i nie potrafi czytać. Posługują się głównie językiem polskim, który dla większości dzieci urodzonych już w Polsce jest językiem o wiele bardziej opanowanym niż język rumuński. Pierwszym i podstawowym językiem społeczności jest jednak jeden z dialektów języka romani. Głównym źródłem dochodów jest żebractwo. Żebrzą głównie kobiety i dzieci. Mężczyźni pracują „dorywczo” oraz zajmują się infrastrukturą obozu. Mimo wyraźnej chęci podjęcia pracy bardzo sporadycznie zdarza się, żeby Romom udało się znaleźć u Polaków chociażby dorywcze zatrudnienie.
Koczowisko:
Zbudowane przy ulicy Kamińskiego koczowisko składa się z kilkunastu baraków skonstruowanych z surowców wtórnych (znalezione deski, stare drzwi i okna). Ich głównym wyposażeniem są łóżka i zrobione z metalowych beczek piece, służące zarówno do ogrzewania, jak i gotowania. Prąd pozyskiwany jest za pomocą agregatów prądotwórczych. Warunki bytowe panujące na terenie koczowiska są bardzo ciężkie i nie mieszczą się lokalnie przyjętych normach.
W najbliższym sąsiedztwie obozu znajduje się osiedle mieszkaniowe. Jego mieszkańcy postrzegają konieczność dzielenia z Romami najbliższego otoczenia jako uciążliwą. Doskwiera im wiele aspektów takiego sąsiedztwa jak np. brak zarządzania odpadami (śmieci są zakopywane pod ziemią, palone są plastikowe materiały). W najbliższej okolicy koczowiska panuje bałagan a drzewa i krzewy pozostałe po ogródkach działkowych zostały powycinane. Ponadto Romowie często zwracają się do mieszkańców osiedla z prośbą o napełnienie butelek wodą (koczowisko nie ma dostępu do bieżącej wody), jedzenie czy pieniądze, co z czasem zaczęło stanowić co raz większy problem, ze względu na coraz większą liczbę mieszkańców koczowiska. Zdarzają się także agresywne sytuacje w których jedna i/bądź druga strona reaguje napastliwie. Panuje obcość i strach jednych przed drugimi. Brak jest jakiejkolwiek platformy do wytworzenia zdrowych relacji społecznych.
Koczowisko pozostawione samo sobie jedyne wsparcie otrzymywało od Stowarzyszenia na Rzecz Integracji Społeczeństwa Wielokulturowego "Nomada" oraz Domu Spotkań im. Angelusa Silesiusa, które m.in. organizują warsztaty dla dzieci i młodzieży oraz lekcje pisania i czytania. Dzięki ich interwencji, w czerwcu, udało się doprowadzić do spotkania przedstawicieli rumuńskiej społeczności z władzami miasta. Zgodnie z ustaleniami spotkania władze miasta zapewniały przez kilka ostatnich miesięcy mieszkańcom obozowiska toalety ToiToi, ustawiony został kontener na śmieci oraz raz w tygodniu dowożona była woda. Pomoc władz, które promują miasto Wrocław jako otwarte i wielokulturowe, była jednak bardzo doraźna i niedostateczna. Warto przypomnieć również w tym miejscu o przeprowadzonej jesienią przez miasto kampanii społecznej "Dając pieniądze nie pomagasz". Kampania miała na celu przekonanie mieszkańców Wrocławia do nie przekazywania pieniędzy osobom żebrzącym na ulicy. Jako rozwiązanie podana została informacja o udzielających pomoc ośrodkach. Informacje te jednak były nie rzetelne, ponieważ większość z nich jest przepełniona lub zbyt niewydolna finansowo, a wszystkie z nich nie mogą udzielić pomocy rumuńskim Romom, ponieważ nie są oni obywatelami Polski. Skutkiem przeprowadzonej w sposób nierzetelny kampanii była bardzo trudna sytuacja żywnościowa na koczowisku i panujący przez całą zimę głód.
Ostatecznie "pomoc" władz miasta zakończona została groźbą ewikcji, bez podjętych wcześniej jakichkolwiek konsultacji z mieszkańcami koczowiska, mimo świadomości złej sytuacji materialnej i socjalnej tej społeczności.
Aktualnie sytuacją zainteresowało się także Amnesty International, które wzywa do przesyłania wiadomości listowych, a także na portalach Facebook i Twitter, do władz miasta Wrocławia w celu zaprzestania ewikcji i podjęcia próby znalezienia innego rozwiązania problemu.
więcej informacji:
http://amnesty.org.pl/no_cache/aktualnosci/strona/article/7859.html
http://www.amnesty.org/en/news/imminent-eviction-roma-poland-must-be-sto...
5 kwietnia 2013 przedstawiciele społeczności koczowiska, wraz z członkami Stowarzyszenia Nomada złożyli list do prezydenta miasta Rafała Dutkiewicza z prośbą o pomoc i zrozumienie ich sytuacji.
Oto treść listu:
"Zwracamy się z prośbą o pomoc i zrozumienie naszej trudnej sytuacji. Dostaliśmy wezwanie do opuszczenia byłych ogródków działkowych przy ul. Kamieńskiego, gdzie znajduje się centrum naszego życia - nasze jedyne domy. Mieszkamy tam od kilku lat, a w Polsce niektórzy z nas od kilkunastu. Większość naszych dzieci urodziła się w Polsce, duża część we Wrocławiu. Często nie mówią już po rumuńsku, tylko po polsku i w romani. W ramach zajęć organizowanych przez różne organizacje dwa razy w tygodniu chodzą do szkoły, gdzie uczą się pisać i czytać, chcielibyśmy wysłać je do prawdziwej szkoły.
Czujemy się mieszkańcami tego miasta. Nie mamy się dokąd wyprowadzić. Czy moglibyśmy liczyć na wsparcie i wskazanie nam innego terenu, gdzie moglibyśmy się osiedlić?.
Zdajemy sobie sprawę, że nasze sąsiedztwo może być uciążliwe dla mieszkańców ul. Kamieńskiego, bo jest nas wielu i często zwracamy się do nich o pomoc. Jednocześnie tylko dzięki pomocy innych ludzi nasze dzieci nie chodzą głodne i mają prowizoryczny, ale dach nad głową i ciepło.
Prosimy o pomoc, bo nasza sytuacja jest bardzo trudna, nie mamy gdzie wracać, a nawet w Rumunii nie mamy szans na normalne życie. My nie chcemy tak żyć, ale też nie mamy wykształcenia, pracy, majątku, dlatego wychodzimy na ulice i żebrzemy o pieniądze na jedzenie, leki czy inne produkty potrzebne do życia. Niektórzy mówią, że mamy drogie samochody, tak naprawdę parę rodzin ma stare samochody, którymi czasem przeprowadzają się z miejsca na miejsce i to jest jedyny ich majątek.
Gdyby znalazła się jakaś praca dla nas, to z chęcią byśmy ją podjęli i zaangażowalibyśmy się w rozwój i prace na rzecz miasta Wrocławia. Proszę tylko dać nam szansę. Chcemy zostać we Wrocławiu i integrować się ze społeczeństwem tego miasta."
Z wyrazami szacunku,
w imieniu Romów rumuńskich ich przedstawiciele:
Ita Stoica, Nicolai Stoica, Ion Ciurar."
W napisaniu listu Romom pomogli przedstawiciele Nomady, Domu Spotkań im. Angelusa Silesiusa i dr Paweł Lechowski, etnolog, znawca kultury romskiej, który pełnił rolę tłumacza.
Dąbrowa Górnicza: Pikieta przed ArcelorMittal Poland
Yak, Czw, 2013-04-04 20:26 Kraj | Prawa pracownika | Protesty
Przed siedzibą dyrekcji ArcelorMittal Poland w Dąbrowie Górniczej (obok bramy głównej) odbyła się pikieta przeciwko likwidacji miejsc pracy i zamykaniu linii produkcyjnych w zakładach koncernu. W akcji wzięli udział pracownicy wszystkich zakładów ArcelorMittal działających na terenie Polski.
- Domagamy się zaprzestania nieprawidłowego naliczania wynagrodzeń oraz wprowadzenia polityki mającej na celu utrzymanie i rozwój kapitału ludzkiego poprzez opracowanie planów rekrutacji i szkoleń - mówi Stanisław Szrek, wiceprzewodniczący Solidarności w dąbrowskim oddziale AMP. Sytuacja w zakładach wchodzących w skład ArcelorMittal jest coraz trudniejsza. Tylko w 2012 roku w Polsce odeszło z nich blisko 1,5 tys. pracowników.
Czyściciel kamienic działa w Gnieźnie
Yak, Czw, 2013-04-04 01:10 Kraj | LokatorzyZnany w Poznaniu Piotr Ś. żąda od władz miasta usunięcia kwiaciarek z lokalu w centrum starówki. Miejscy urzędnicy twierdzą że miasto ma prawo do części lokalu, a działania czyścieciela określają jako zastraszanie. Kwiaciarki, które mają w kamienicy 15 stoisk, nie mogły wejść rano do środka, bo zamek w drzwiach był uszkodzony. Trzeba było go wymienić. Kobiety przyznają, że od miesiąca nie mogą spokojnie pracować w lokalu przyznanym im przez władze miasta na czas remontu targowiska. - Jakieś mafiosa przyjeżdżają, zastraszają, po prostu się boimy - mówią naszemu reporterowi.
Dyrektor gospodarowania lokalami w urzędzie miejskim Mariola Landowska przyznała, że sprawę uszkodzenia zamków zgłoszono policji. Dodała że u prezydenta Gniezna pojawił się człowiek znany w Poznaniu, który twierdzi że jest prawowitym najemcą lokalu i domaga się usunięcia kwiaciarek.
Darmowa komunikacja w Krakowie?
Yak, Śro, 2013-04-03 15:06 Kraj | Tacy są politycy | TransportOd kilku lat anarchiści w Krakowie mówią o bezpłatnej komunikacji miejskiej. Teraz, gdy pomysł podchwyciły media, propozycja jest traktowana poważnie.
Według grupy krakowskich radnych wprowadzenie darmowej komunikacji w Krakowie jest możliwe. Warunek to zmuszenie 150 tys. mieszkańców, którzy dziś nie płacącą w Krakowie podatków, aby jednak to zrobili. Wpływy pokryłyby wtedy zyski z biletów. Grupa radnych ze Starego Miasta wysłała już nawet list do prezydenta Krakowa w tej sprawie. Tłumaczą, że dziś 150 tys. osób nie płaci w Krakowie podatków, a to ok. 1500 zł na osobę rocznie. Gdyby zapłacili gmina wzbogaciłaby się o 225 mln zł. Według radnych tyle właśnie zarabia się na biletach. Dzięki nowemu zastrzykowi pieniędzy mieszkańcy płacący podatki mogliby jeździć za darmo, a gmina dalej dopłacałaby tyle samo do 400 mln potrzebnych na funkcjonowanie tramwajów i autobusów, czyli ok. 180 mln zł rocznie.
Wikipedia znowu cenzuruje - tym razem zbrodnię w Wierzchowinach
wiatrak, Wto, 2013-04-02 20:04 Kraj | HistoriaLedwo oberwało się administratorom Wikipedii za pisanie kłamstw i jawną cenzurę na łamach jednego z tygodników, więcej tutaj, a już wracają do dawnych praktyk.
Wikipedyści okroili wpis dotyczący zbrodni w Wierzchowinach o przypisy do książek Grzegorza Motyki. W zasadzie cały pierwszy akapit w którym padają tezy jakoby NSZ był wrobiony w akt ludobójstwa przez UB pozbawiony jest przypisów do źródeł.
Sprawa z Wierzchowin jest ewidentna o tyle, że jak mówi w wywiadzie badacz tematu:
...istnieje raport dowódcy zgrupowania kpt. ”Szarego” z dnia 9 czerwca z akcji na Wierzchowiny, gdzie jasno i dobitnie opisuje on wydarzenia mające miejsce we wsi 6 czerwca 1945 r. Jest raport por. „Romana” także opisujący wydarzenia z Wierzchowin . Są raporty ppor. „Janusza” i kpt. „Zenona”.
(Prima Aprilis) Okazuje się, że sprawa szczawiu na nasypach ma poważne konotacje gospodarcze
Yak, Pon, 2013-04-01 13:57 Kraj | Ekologia/Prawa zwierząt | Gospodarka
Po skandalizującej wypowiedzi posła Stefana Niesiołowskiego, który stwierdził, że problem głodu wśród polskich dzieci nie istnieje bo gdyby były głodne, zjadałyby cały szczaw z nasypów kolejowych, podniosło się wiele głosów oburzenia. Jednak okazuje się, że poseł będzie mieć kłopoty nie tylko z opinią publiczną, która już zdążyła go ochrzcić mianem „drugiej Marii Antoniny”.
Do ataków na posła przyłączyła się również firma DuPont, której nie podoba się niekontrolowane korzystanie z nielicencjonowanego materiału siewnego produktu firmy DuPont o nazwie Rumex Patientia (znanego powszechnie pod nazwą „szczaw”).
Przedstawiciel firmy DuPont Polska w oświadczeniu do prasy napisał:
Nielicencjonowana produkcja materiału siewnego jest piractwem, które szkodzi wszystkim: rolnikom, firmom nasiennym, hodowcom. Wpływa negatywnie na polskie rolnictwo i nasz wizerunek na świecie. Korzystanie z pirackich wersji naszych produktów rosnących na nasypach jest nie tylko nieetyczne, ale też zwyczajnie szkodzi rozwojowi gospodarczemu i przyszłości polskiego rolnictwa. Gdy odbierze się prywatnym firmom (a wiadomo, że to one są źródłem bogactwa społeczeństw) zachęty finansowe do rozwijania tak skomplikowanych i wymagających wieloletnich badań produktów, jak szczaw, nie wiadomo co może się stać.
(Prima Aprilis) Napięcie na prawicy rośnie. W nocy doszło do starć bojówek KNP i RN
XaViER, Pon, 2013-04-01 11:27 Kraj
W całym kraju w nocy doszło do kilku ataków na biura Ruchu Narodowego. Do ataków przyznała się nowopowstała Organizacja Bojowa KNP. Nad ranem doszło do pierwszych akcji odwetowych ze strony Straży Niepodległości RN, pobito bejzbolami w domach kilku znanych lokalnie działaczy KNP. W Lublinie doszło także podobno do starcia z użyciem maczet, ale informacja jest niepotwierdzona.
"Od lat obraża się Janusza Korwin-Mikkego w mediach głównego nurtu i Internecie, także lewacy nie ustają w ciągłych atakach na naszego przywódcę. Do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić i nie zwracamy na to uwagi, bo wiadomo, że z komunistycznymi pomiotami sponsorowanymi przez określone kręgi nie ma o czym dyskutować. Natomiast najbardziej zabolał nas atak ze strony zaprzyjaźnionych do niedawna kręgów prawicy - ze strony wodzów i propagandystów Ruchu Narodowego. Ruch Narodowy wyraźnie skręca w rejony lewacko-socjalistyczne, wciąż twierdząc, że są prawicą. Dlatego, aby ratować jej honor, postanowiliśmy wydać tym prowokatorom wojnę totalną. Na prawicy jest miejsce tylko na jedną partię - Kongres Nowej Prawicy i na jednego wodza, którym jest Janusz Korwin-Mikke. Powołaliśmy specjalną grupę bojową liczącą obecnie setki osób, które zajmą się czynną walką z lewactwem na prawicy, którą reprezentuje RN. Niech żyje Narodowy Liberalizm!" - czytamy w wydanym oświadczeniu Organizacji Bojowej KNP.
W trybie pilnym nad ranem zebrała się Rada Decyzyjna Ruchu Narodowego, która planuje akcje odwetowe. Straż Niepodległości ma "odpowiedzieć z pełną siłą na rozbijacką robotę Korwin-Mikkego, który od dawna podejrzewany jest o działalność agenturalną na rzecz lewactwa. Nie cofniemy się przed użyciem żadnych środków, a ścierwa z KNP i jej lokale spłoną w morzu ognia. Tak nam dopomóż Bóg!" - napisała Rada w oświadczeniu. Jak mówi się nieoficjalnie, do organizacji akcji odwetowych oddelegowany został Marian Kowalski. Artur Zawisza prowadzi rozmowy na najwyższym szczeblu, aby sprowadzić posiłki z nacjonalistycznych organizacji z Serbii, Ukrainy, Grecji i Słowacji, które są rokrocznie coraz silniej reprezentowane podczas Marszów Niepodległości 11 listopada, a współpraca pomiędzy RN a nimi się zacieśnia. Pociąg z Węgier z bojówkami partii Jobbik już wyruszył z Budapesztu, ale utknął w zaspach kilkadziesiąt kilometrów od polskiej granicy. Na razie polscy nacjonaliści stawiają więc czoła sami.






