Prawa pracownika

Hiszpania: Sześciu pracowników z CNT wróciło do pracy

Świat | Prawa pracownika | Protesty

W zeszłym tygodniu sześciu pracowników biblioteki Municipal de la Laguna na Tenerife zostałych przywróconych do pracy. Zostali oni zwolnieni 30 września.

Dzięki akcjom związku CNT wymierzonym w przeciwko bibliotece, wszyscy zostali przywróceni do pracy i dostali odszkodowanie w formie pełnej pensji za cały czas pozostawania bez pracy, plus wszystkie należne im świadczenia socjalne. Dla pracowników biblioteki jest to bardzo ważne zwycięstwo.

Teraz aktywiści domagają się odwołania polityków odpowiedzialnych za tą sytuację. Ich zdaniem to oni powinni zapłacić koszty związane z konfliktem.

Pracownicy z Korei Płn. pod Kazimierzą Wielką

Prawa pracownika

Właściciel cegielni pod Kazimierzą Wielką zwalnia miejscowych pracowników, a zatrudnia obywateli Korei Północnej.

W Przedsiębiorstwie Ceramiki Budowlanej w Odonowie k. Kazimierzy Wielkiej pracuje już ok. 30 Koreańczyków. Firma niedawno zapowiedziała zwolnienia grupowe 40 miejscowych pracowników, redukowała też zatrudnienie w ubiegłym roku.

Zarobki Koreańczyków reguluje kontrakt z firmą pośredniczącą.

Nie wiadomo czy pracownicy z Korei dostaną te pieniądze.

Turcja: Strajk głodowy pracowników TEKEL

Prawa pracownika | Protesty

O sytuacji pracowników TEKEL już pisaliśmy na CIA. Wczoraj ok. 200 pracowników rozpoczęło strajk głodowy w proteście przeciwko zwolnieniom i utracie praw pracowniczych w następstwie prywatyzacji przedsiębiorstwa.

Na czwartek sześć konfederacji związkowych zwołało jednodniowy strajk.

Pracodawca proponuje umowę śmieciową - co robić?

Prawa pracownika | Publicystyka

Poniższy tekst jest efektem kolektywnej pracy w ramach Grupy Samokształceniowej z Prawa Pracy. Spotkanie Grupy na temat „Umowa śmieciowa, a umowa o pracę” odbyło się w niedzielę 10 stycznia we Wrocławiu na CRK przy ul. Jagiellończyka. Jego efektem jest niniejszy „poradnik”. Związek Syndykalistów Polski zaprasza na Grupy Samokształceniowe wszystkich, tak profesjonalistów i działaczy z doświadczeniem jak i laików podejmujących pierwszą pracę. Najbliższa już 7 lutego o 18:00. Szczegóły tutaj

Wiele osób, zwłaszcza studiujących choć nie tylko, znajduje się w sytuacji, w której pracodawca oferuje im umowę zlecenie lub o dzieło (czyli tak zwaną umowę cywilnoprawną, lub śmieciową) ZAMIAST umowy o pracę i niekiedy przekonuje, że jest to dla zatrudnionego czy zatrudnionej lepsze. Pozorna korzyść dla nas wiąże się to z faktem, że jeśli masz mniej niż 26 lat i uczysz się możesz być ubezpieczona(y) przez rodziców (takiej możliwości nie ma w wypadku umów o pracę).W takiej sytuacji Twój pracodawca nie ma obowiązku płacić za Ciebie składki zdrowotnej oraz emerytalnej. Pracodawcy proponują więc nam tę samą stawkę brutto, która jednak jest wyższa "na rękę" (bo nie odprowadzają składek) i przedstawiają to jako naszą korzyść.

Pierwsze ale brzmi: upewnij się, że Twoi rodzice lub opiekunowie mogą Cię ubezpieczyć. Do tego sami muszą być ubezpieczeni. Osoby, które nie są formalnie zatrudnione ani nie posiadają statusu bezrobotnego nie podlegają ubezpieczeniu zdrowotnemu i to samo tyczy się ich dzieci. Musisz wtedy zadbać o to by ubezpieczyła Cię szkoła czy uczelnia, która zażąda prawdopodobnie abyś zrzekł się w niej ubezpieczenia z dniem podjęcia pracy na umowę zlecenie, co przeniesie obowiązek ubezpieczenia na pracodawcę. Jeśli nie zadbasz o ubezpieczenie możesz spotkać się z odmową bezpłatnej pomocy lekarskiej, lub możesz zostać obciążona(y) jej kosztami po fakcie. Jeśli masz 26 lat nie mogą ubezpieczać Cię opiekunowie, jedynie pracodawca, mąż lub żona bądź uczelnia na wspomnianych wyżej zasadach.

Ale pracodawcy proponują umowę zlecenie także osobom, które nie uczą się lub są starsze niż 26 lat. Wynika to z tego, że z tym typem umowy wiążą się pewne dla nich korzyści, które jak to zwykle bywa są stratą pracownic i pracowników. Zanim je omówimy warto jeszcze zwrócić uwagę na różnicę pomiędzy umową zleceniem, a umową o dzieło. Od tej pierwszej dla osób nieubezpieczonych w inny sposób odprowadza się składkę emerytalną i zdrowotną. W wypadku umowy o dzieło tak nie jest (są od tej reguły mało znaczące wyjątki), a więc jeśli nie mamy innej pracy lub nie studiujemy pracując na umowę o dzieło również musimy liczyć się z brakiem bezpłatnej opieki medycznej. Pamiętaj, że Twój mąż lub Twoja żona jeśli nie pracuje może zostać przez Ciebie ubezpiecznony(a) tylko jeśli jesteś zatrudniony na umowę o pracę. To samo tyczy się Twoich dzieci.

Jeśli jednak posiadasz ubezpieczenie z innego źródła i pracodawca przekonuje Cię, że dzięki ominięciu składki zdrowotnej i społecznej zyskasz pieniądze warto abyś policzył(a) czy nie jest to korzyść iluzoryczna.

- Po pierwsze osoby zatrudnione na umowę zlecenie nie otrzymują wyższej stawki wynagrodzenia za nadgodziny . Według Kodeksu Pracy pracując ponad 40 godzin w tygodniu (tu zastrzeżenie: okres rozliczania czasu pracy ustala pracodawca, nie może on jednak przekraczać 4 miesięcy, tylko dla niektórych branż lub firm, które korzystają z tzw. pakietu antykryzysowego może wynosić do 1 roku) powinniśmy otrzymywać za każdą nadliczbową godzinę 150% normalnego wynagrodzenia, a jeśli przypada ona w niedzielę, święta lub w nocy 200% wynagrodzenia). Regulacje Kodeksu Pracy nie obejmują jednak pracowników i pracownic na umowę o dzieło lub zlecenie (to ważne, żadne regulacje KP, umowa o dzieło lub zlecenie jest umową tzw. cywilnoprawną, czyli reguluje ją Kodeks Cywilny, przepisy Kodeksu Pracy nie odnoszą się do tych umów). Jeśli zatem wiesz, że będziesz pracował(a) więcej niż 40 godzin w tygodniu może się okazać, że umowa o pracę zagwarantuje Ci wyższe zarobki niż cywilnoprawna.

- Po drugie osoby zatrudnione na umowy o dzieło i zlecenie nie mają prawa do płatnego urlopu. Każda osoba pracująca na umowę o pracę, nawet jeśli to jest jej pierwsza praca może wykorzystać (już po pierwszym miesiącu!) urlop wypoczynkowy za który przysługuje wynagrodzenie takie jak za czas pracy. Jeśli nie wykorzystamy urlopu za dany rok kalendarzowy (nawet jeśli pracowaliśmy w nim tylko miesiąc) przysługuje nam za ten urlop ekwiwalent pieniężny, czyli dodatkowe wynagrodzenie. W pierwszym roku pracy przysługuje nam 20 dni urlopu, który nabywamy w wymiarze 1,66 dnia za miesiąc pracy.

- Po trzecie pracującym na umowy cywilnoprawne nie przysługuje wynagrodzenie za okres choroby bądź niezdolności do pracy po wypadku itp. Dla takiej osoby choroba jest stratą pieniędzy. Pracownikowi i pracownicy zatrudnionym na umowę o pracę przysługuje wynagrodzenie za czas zwolnienia lekarskiego.
Powyższe może sprawić, że chcąc zarobić więcej na umowę zlecenie możemy w rzeczywistości zarobić mniej niż byśmy zarobili na umowę o pracę, co oczywiście cieszy naszego pracodawcę. Wyższe stawki za nadgodziny, czy urlopy to dla pracodawców koszty, dlatego tak lubią oni umowy zlecenie i o dzieło.

Ale to jeszcze nie wszystko jeśli idzie o straty mogące wyniknąć z podpisania umowy cywilnoprawnej. Umowy nieoskładkowane, co oczywiste, nie powiększają naszej emerytury. Co więcej jeśli pracujemy na umowę o pracę pracodawca MA OBOWIĄZEK wydać nam świadectwo pracy, którego nie wystawia nam w wypadku cywilnoprawnej formy zatrudnienia (umowy śmieciowej). Świadectwo zwiększa naszą szansę znalezienia kolejnej pracy (warto pamiętać, że na świadectwie pracy pracodawca nie ma prawa umieszczać swoich opinii o pracowniku). Co więcej warto się dowiedzieć czy w zakładzie w którym pracujemy nie obowiązuje wywalczony przez związek zawodowy układ zbiorowy. Układ taki gwarantuje wszystkim pracownikom i pracownicom pewne warunki zatrudnienia ponad ustawowe minima, ale obejmuje tylko osoby mające umowę o pracę. Wreszcie jeśli natrafimy na nieuczciwego pracodawcę i będziemy chcieli swoich racji dochodzić w sądzie musimy pamiętać, że postępowania przed sądem pracy (który rozstrzyga spory dotyczące umów o pracę) są tańsze, szybsze i dla nas łatwiejsze niż postępowanie cywilne, które wiąże się z zatargami o umowy śmieciowe.

Po ostatnie stabilność zatrudnienia. Umowa zlecenie i o dzieło, jeśli nie ma ograniczających zapisów, może być wypowiedziana ze skutkiem natychmiastowym przez każdą ze stron. Oznacza to, że możemy zostać wyrzuceni „na bruk” bez specjalnego powodu.

Same wady?

Umowa zlecenie czy umowa o dzieło ma także pewne plusy. Elastyczność dla pracodawcy oznacza też elastyczność dla nas. O ile porzucenie pracy, bądź inne uchybienia kończą się w wypadku zatrudnienia na umowę o pracę zwolnieniem dyscyplinarnym, która to informacja jest zamieszczana na świadectwie pracy, niewykonanie zlecenie bądź dzieła rzadko obłożone jest większymi konsekwencjami (jeśli nie ma na ten temat zapisów w umowie pracodawca musi udowodnić przed sądem cywilnym, że poniósł szkodę na skutek niewykonania przez nas pracy by coś nam zrobić). Patrząc z punktu widzenia praktyki oznacza to, że pracując na umowę o pracę możemy być zmuszeni pozostać dłuższy czas z pracodawcą, którego nie chcemy widzieć na oczy, gdyż obowiązywać nas będzie trzymiesięczny okres wypowiedzenia, którego zwykle nie ma w wypadku umowy śmieciowej. Co więcej warto pamiętać, że umowy o pracę na czas określony (nie licząc kilku określonych w Kodeksie Pracy wyjątków jak umowa na zastępstwo za innego pracownika) w ogóle nie można wypowiedzieć. Co znaczy, że jeśli podpiszemy umowę o pracę na 4 miesiące musimy je przepracować albo liczyć się z możliwością zwolnienia dyscyplinarnego. Takich ograniczeń w umowach śmieciowych nie ma.
Wreszcie praca na umowę zlecenie lub umowę o dzieło jest przydatna dla osób, które z powodów biurokratycznych nie mogą pracować na etacie. Wiele świadczeń odbieranych jest na skutek podjęcia pracy, co nie dotyczy zwykle umów cywilnoprawnych. Niemniej jednak tutaj trzeba zawsze sprawdzić szczegółowe przepisy czy regulaminy dotyczące danych świadczeń.

Czy to jest legalne?

Kodeks pracy jasno mówi, że jeśli pracujemy pod nadzorem pracodawcy, w określonym przez niego miejscu i czasie to MUSIMY mieć umowę o pracę. Oznacza to, że powszechna praktyka zatrudniania studentek i studentów na umowę zlecenie na stanowiskach, na których inni mają umowę o pracę jest nielegalna i podlega karze. Co więcej jeśli zgłosimy się do sądu pracy z pozwem, że nielegalnie zatrudniono nas na zlecenie ten zapewne każe wypłacić nam dodatkowe stawki za nadgodziny, ekwiwalent niewykorzystanego urlopu i ewentualne chorobowe oraz odprowadzić wszystkie składki ZA CAŁY OKRES NASZEJ PRACY również ten sprzed złożenia pozwu. Możemy więc wówczas odzyskać spore pieniądze. Dodatkowo sąd może zasądzić pracodawcy karę.
Jeśli pracodawca wyznacza wam miejsce pracy, kontroluje waszą obecność i sposób przeprowadzenia czynności powinniście mieć umowę o pracę. Jest to dla was zazwyczaj korzystniejsze, a gwarantuje Wam to prawo. Spróbujmy to wykorzystać.

Pozwy najlepiej jednocześnie składane przez wielu pracowników i pracownic firm są stosunkowo skuteczną bronią w walce z pracodawcami. Koszty sądowe w sądzie pracy są niewielkie, w takich przypadkach zazwyczaj wystarczą dwie rozprawy (choć pracodawca zawsze może odwołać się od wyroku, co przeciąga sprawę). Może to być skuteczniejsze niż inspekcje z PIP, które mogą poprzedzić rozprawę (zbiorą Wam materiał dowodowy) ale kary wymierzane przez PIP nie są zwykle zbyt wysokie, a ich postępowanie opieszałe, co razem sprawia, że słabo wpływają na złych pracodawców.

Jeśli natomiast boicie się przegranej w sądzie pracy, lub nie możecie czekać na rozstrzygnięcie sprawy, a najlepiej oprócz pozwu chcecie wywrzeć skuteczniejszy nacisk na pracodawcę pamiętajcie o klasycznych technikach strajku. Akcja informacyjna wymierzona w klientów bądź kontrahentów prowadząca do bojkotu, odmowa pracy, okupacja to klasyczne metody dialogu z pracodawcami. Różnie działają w zależności od branży i konkretnego zakładu jednak zawsze warto je rozważyć. Warto mieć wsparcie osób spoza zakładu, które mogą przyjąć na siebie ciężar informowania o proteście bez ryzyka zwolnienia.

Wrocławska gastronomia – chińskie standardy w centrum Europy

Prawa pracownika | Publicystyka

Chciałbym posłużyć się tu kilkoma przykładami nie po to jednak by je szczególnie piętnować, ale by przedstawić je jako reprezentacje całości branży. Weźmy przykład pierwszy z brzegu czyli rynek naszego miasta. Położona jest tu knajpa Literatka. Lokal niedawno przeniesiony i od przenosin bardzo modny. Chodzą tu zwłaszcza osoby mające się za artystów czy inteligentów, niektóre lewicują. Knajpę prowadzi na spółkę dwóch znanych wrocławskich gastronomów Janusz Domin i Arkadiusz Pańka. Domin prowadzi również położony na placu Solnym John Bull Pub, a swego czasu miał także usytuowany w Rynku Highlander (obecnie inny właściciel, warunki pracy nieco poprawione). Doświadczenie pozwoliło im sformułować ciekawy model stosunków z pracownicami i pracownikami. Zatrudnione w knajpach osoby (dawniej zdarzali się mężczyźni, obecnie o ile się nie mylę same kobiety) pracują na czarno (swego czasu umowa o pracę w JB Pub była podpisana z żoną Domina, która tam w ogóle nie bywała, co miało uspokoić obawy ewentualnych kontrolerów – dlaczego tak mało osób pracuje w takim miejscu) lub na fikcyjną umowę zlecenie na zaniżoną kwotę. Otrzymują tak zwane dniówki w gotówce. Dniówka jest ustalona na stałym poziomie, niezależnym od czasu pracy, a pracuje się do zamknięcia, którego pora zależy tylko od widzimisię pracodawcy. Zdarza się, że pracownice po 14 czy 15 godzinach pracy i po wyjściu ostatniego klienta czekają jeszcze godzinę lub dwie na telefon bądź przyjście pracodawcy, który pozwoli im opuścić lokal. Zdarza się też, że czekają w pustej knajpie aż pracodawca skończy się bawić ze swoimi znajomymi. Ich czas pracy wynosi zatem niekiedy i 17 godzin przy niezmienionej stawce dziennej, co sprawia, że zarabiają nieraz ledwo ponad 4zł za godzinę. Nie muszę chyba wspominać, że pracując na czarno czy na umowę śmieciową nie mają żadnych świadczeń społecznych, możliwości wzięcia urlopu itp., a czas pracy jest nieewidencjonowany. Oczywiście we własnej opinii pracownic takie warunki pracy rekompensowała możliwość otrzymania dość wysokich napiwków – wszak John Bull i Literaka to drogie miejsca. Tak oto wszelkie koszty pracy udało się przerzucić Dominowi i Pańce na klientów.

Inny przykład stanowią biznesy Kamili Chorosteckiej, która z kolei wytrenowała się w naliczaniu pracownikom i pracownicom kar finansowych. Przypominam na wstępie, że zgodnie z Kodeksem Pracy kary pieniężne mogą być stosowane jedynie w wypadkach nieprzestrzegania przepisów BHP i Ppoż., opuszczenia pracy bez usprawiedliwienia, stawienia się w pracy w stanie nietrzeźwości, bądź picia alkoholu w jej trakcie. Jednorazowa kara nie może być wyższa niż wynagrodzenie danego pracownika lub pracownicy za 8 godzin, a łączna suma kar nie może przekroczyć 10% miesięcznej pensji. Tymczasem w pubie prowadzonym przez Chorostecką (która prowadzi również gyros i sklep całodobowy, warunki podobne) „cennik” obowiązuje następujący:
-za brak koszulki firmowej w barze - 100 zł (nie ważne, że jest zimno, a koszulka ma krótki rękaw, nic na nią założyć nie można)
-za opuszczenie lokalu podczas godzin pracy - 100 zł
-za przyniesienie swojego napoju lub produktu, który znajduję się na barowych pólkach - 50 zł
-za zapalenie papierosa (knajpa dla palących!)- 500 zł
-za 'spoufalanie się z klientem' - np. podanie ręki, przyjęcie
czegokolwiek - 50 zł
Szefowa przegląda monitoring i na jego podstawie potrafi odebrać komuś większość wynagrodzenia tak że ludzie zostają bez środków do życia. Dodatkowo w punktach obowiązuje nieokreślonej długości nieodpłatny okres próbny, po którym podpisuje się umowę zlecenie na fikcyjną kwotę. Swoją drogą to, że monitoring w gastronomii służy kontroli zachowania obsługi a nie klientów jest zdaje się normą.

Ale nie tylko puby wypadają kiepsko w tym przeglądzie. Tania jadłodajnia Karmazyn na Hali Targowej fałszuje ewidencję czasu pracy (pracownicy i pracownice w ogóle nie mają do niej dostępu) i nie płaci za nadgodziny, co biorąc pod uwagę, że pracuje się tam i po 240 godzin miesięcznie jest dużą stratą finansową. Dodatkowo jej właściciele żywią przekonanie, że jeśli ktoś nie upomni się o swoje prawa, prawa te nie istnieją. Zdarza im się także okłamywać zatrudnione tam osoby co do zakresu prawa pracy i cynicznie wykorzystywać ich niewiedzę. Jak się ostatnio dowiedzieliśmy również Greenway na Kuźniczej kreatywnie podchodzi do zatrudnianych osób. Korzysta po prostu z darmowej siły roboczej naiwnych ludzi i nie płaci za nieokreślonej długości okresy próbne.

Oczywiście jest trochę knajp, których właściciele boją się urzędów, więc „wszystko jest w porządku”. Tylko jak wygląda to „wszystko w porządku” we wrocławskiej gastronomii? To zatrudnianie młodych, uczących się osób na umowę zlecenie i dzięki temu oszczędzanie na ich składkach. Problem polega na tym, że nikt nigdy nie pyta tych osób czy ich rodzice mają ubezpieczenie. Jeśli nie, one również nie są nim objęte. Natomiast w żadnym wypadku nie mają prawa do wynagrodzenia za czas choroby czy płatnego urlopu. Nie przysługują im też dodatkowe stawki za nadgodziny. Takie „wszystko w porządku” miało miejsce wedle mojej wiedzy choćby w „fair-trade’owym” sklepie Falanster w dniu niedawnej mediacji.

Jak z tym walczyć?

Biorąc pod uwagę to jak łatwo gastronomowie radzą sobie z Sanepidem czy Urzędem Skarbowym (dla funkcjonariuszy tego ostatniego w John Bull Pub kilka lat temu odbył się zamknięty Sylwester), a nawet poważniejszymi urzędami (powiązania niektórych przedstawicieli tego biznesu z władzą są wręcz oszałamiające, ale nie powinno to dziwić, w niektórych z tych knajp naprawdę bawi się elita) nie należy spodziewać się, że Państwowa Inspekcja Pracy rozbije ten układ. Oczywiście próbować można, ale potrzebne są skuteczniejsze metody walki.
Atakowanie międzynarodowych sieci jak McDonald’s czy Starbucks jest proste w porównaniu z walką z pojedynczym gastronomem. Przeprowadzony w wielu krajach bojkot połączony z pikietami skutecznie uderza w markę, skutkiem czego nawet jeśli uważamy, że praca w sieciowych fast foodach nie jest przyjemna na pewno wyróżniają się one pozytywnie na wrocławskim rynku pracy. Dla człowieka, który żyje z przypadkowych przechodniów, czy turystów kompletnie nierozróżniających jego logo marka nie ma dużego znaczenia. Owszem trzon finansowy każdej takiej knajpy zapewniają stali bywalcy, ale oni mogą być na akcję bojkotu bardzo odporni. W wielu miejscach zresztą stali klienci dobrze znają warunki pracy ale nadal przychodzą… z sympatii do pracownic i pracowników! Rutynowymi strategiami oporu są więc drobne kradzieże, które są wprawdzie dotkliwe dla pracodawcy, a pracownicom i pracownikom polepszają ciężki byt, ale są one zdaje się już wkalkulowane w ten układ. Ustalając niskie stawki pracodawca zdaje się liczyć z tym, że jeszcze drugie tyle zatrudnieni ukradną. Co nie przeczy wcale rozbudowanemu aparatowi kontroli i systemowi kar a także (nielegalnej) „odpowiedzialności finansowej” za towar. Dodatkowo powszechność nielegalnego (lub półlegalnego – jak umowa zlecenie) zatrudnienia ułatwia dyscyplinowanie niepokornych przez zwolnienia z dnia na dzień, a 120 tysięcy wrocławskich studentek i studentów zapewnia tanią i uległą rezerwę siły roboczej.

Jednocześnie wbrew pozorom takie małe miejsca pracy obdarzają pracowników dość dużą siłą przetargową. Większość lokali gastronomicznych może być całkowicie sparaliżowana przez strajk dwóch czy trzech osób. Natomiast solidarny strajk całej załogi jest łatwy jeśli liczy ona poniżej 10 osób. Problemem jest łatwość sprowadzenia łamistrajków (choć nie jest ona taka jak może się wydawać, znalezienie zastępstwa na bar jest może łatwiejsze niż do obsługi kontroli lotów, ale nie jest to zadanie na kwadrans, zwłaszcza jeśli solidarne są wszystkie osoby z książki telefonicznej menadżera czy menadżerki) oraz zwolnienia postrajkowe, z którymi nie można walczyć nie posiadając formalnego stosunku pracy. Pracodawcy mogą chcieć po prostu wymienić systematycznie zrewoltowaną siłę roboczą na uległą, czemu niestety zapobiec w warunkach elastycznego zatrudnienia się nie da. Odpowiedzią na takie zwolnienia może być w tej sytuacji tylko ponowny strajk reszty załogi, który jednak na niewiele się zda przy tak dużym rezerwuarze siły roboczej jakim cieszy się gastronomia. Sposobem by temu zapobiec może być tylko systematyczne podnoszenie świadomości i bojowości pracownic i pracowników skłonnych pracować w gastronomii. To zaś da się osiągnąć tylko przez kolejne kampanie wymierzone w nieuczciwych gastronomów połączone z akcjami informacyjnymi.

Podniesienie jakości pracy w małych lokalach gastronomicznych to zadanie wymagające nastawienia na długą walkę, wiele małych strajków i aktów oporu i wiele porażek, które jednak mogą w ostatecznym rozrachunku okazać się zwycięstwami. Naszym celem musi być bowiem nastraszenie właścicieli knajp. Pokazanie im, przez coraz liczniejsze strajki i inne akcje odbierające zysk, że czasy uległej siły roboczej się już skończyły. Potrzebujemy zatem powszechnego informowania się wzajemnie o prawach pracowniczych i wsparcia w postaci nagłośnienia dla pojedynczych aktów oporu oraz solidarności i pomocy wzajemnej pośród pracowników i pracownic gastronomii.

Protest Towarzystwa Nauczycieli Szkół Polskich

Prawa pracownika | Protesty

Zgodnie z ustawą Karta Nauczyciela od obecnego roku szkolnego każdy nauczyciel ma obowiązek przepracować dodatkowo jedną godzinę tygodniowo. Jest to godzina dodatkowej pracy niewliczana do jego pensum. Od przyszłego roku szkolnego mają być dwie takie obowiązkowe godziny.

Przeciwko "karcianym godzinom" są największe związki zawodowe działające w oświacie. Towarzystwo Nauczycieli Szkół Polskich opublikowali oświadczenie:

Przemyśl: Kanary nie dostaną wynagrodzeń, bo wlepili za mało mandatów

Prawa pracownika

Dwóch kontrolerów MZK przez półtora miesiąca kontrolowało bilety ale nic nie dostaną za swoją pracę. Nie wyrobili normy złapanych gapowiczów.

Kontrolerzy zostali zatrudnieni na podstawie umowy cywilno – prawnej. Zgodnie z nią, kontroler miał otrzymać stałe wynagrodzenie dopiero, gdy 50 złapanych przez niego gapowiczów zapłaci karę. Za każdego następnego miał dodatkowo dostać 40 proc. prowizji. Jeden z kontrolerów miał na koncie 46 gapowiczów, drugi 38. Janusz Fudała, prezes MZK, twierdzi, że nie może wypłacić nawet części wynagrodzenia.

Jeszcze do niedawna MZK miało umowy z firmami kontrolerskimi. Wtedy jednak płacono nawet takim rewizorom, którzy łapali miesięcznie tylko 10 gapowiczów. Nowy prezes postanowił to zmienić i z nowymi kontrolerami zawiera umowy cywilno-prawne.

Łódź: IP przeciwko ulicy Reagana

Kraj | Miejsca | Prawa pracownika | Protesty

Związkowcy z łódzkiej Inicjatywy Pracowniczej protestują przeciwko planowanemu nadaniu jednej z łódzkich ulic imienia Ronald Reagana. Z inicjatywą uchonorowania w ten sposób przywódcy USA z czasów zimnej wojny zwrócił się do władz miasta Związek Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego.

Decyzję o tym, która z łódzkich ulic zmieni swoją nazwę i dostanie za patrona amerykańskiego prezydenta łódzcy radni mają pojąć w najbliższym czasie.

- Komisja Międzyzakładowa związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza wyraża ogromny szacunek dla działalności Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego. Nie zgadzamy się jednak z wnioskiem o nadanie imieniem Ronalda Reagana jednej z ulic w Łodzi.

Wrocław: Wyzysk w Greenway

Kraj | Prawa pracownika

Restauracja Greenway we Wrocławiu na ulicy Kuźniczej zatrudnia ludzi na czarno i nie płaci za pracę. Na lokalu wciąż wisi kartka, że potrzebni są nowi pracownicy. Takie osoby przyjmowane są na "okres próbny". Właściciele najwidoczniej nie wiedzą co oznacza sformułowanie "okres próbny" gdyż kandydatów informują, że nie będzie na ten okres zawarta żadna umowa, nie wiadomo ile on potrwa ("około 5 dni") oraz nie przysługuje za niego wynagrodzenie.

Kandydaci i kandydatki nie są nawet informowani jaka umowa zostanie z nimi zawarta po owym okresie, ani jakie będzie ich wynagrodzenie za dalszą pracę. Właściciele stosują także wobec nowo zatrudnionych osób (tych właśnie, które pracują za darmo) pranie mózgu mające na celu przekonanie ich, że pracują w wyjątkowym miejscu i powinny dawać z siebie jak najwięcej firmie.

Morderczy wyścig na dno w budownictwie

Kraj | Gospodarka | Prawa pracownika

Jak podaje Wirtualny Nowy Przemysł, wielu generalnych wykonawców nie wywiązuje się z terminów płatności i przerzuca na podwykonawców koszty drakońskich oszczędności dokonanych, by wygrać przetarg.

Budownictwo rośnie w oficjalnych statystykach, ale w branży nie ma zdrowych relacji wykonawców z podwykonawcami. Wojna domowa wśród budowlańców pozwala przetrwać silniejszym. Koszty wojny cenowej przerzuca się na podwykonawcę. Generalny wykonawca ma dobrą marżę netto, w granicach 10-15 proc., choć słabszą niż rok temu (20-25 proc.). Z podwykonawcą dzieli się nią w ten sposób, że wyznacza mu marżę 5-8 proc. Gdy jednak coś się popsuje, wystąpią opóźnienia lub wzrosną koszty - podwykonawca wychodzi na zero lub czasami nawet dopłaca do interesu. Spośród blisko 406 tys. firm budowlanych, 90 proc. to zakłady zatrudniające do dziewięciu osób.

- Statystyki po 11 miesiącach 2009 roku wskazują, że liczba upadłości w budownictwie w Polsce wzrosła o 28,6 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem - mówi Marcin Siwa, dyrektor ds. oceny ryzyka Coface Poland. - Nasze analizy doświadczeń płatniczych potwierdzają natomiast, że branża budowlana cechuje się obecnie wyższym ryzykiem opóźnień płatniczych i niewypłacalności niż w roku ubiegłym.

- Konsorcja budowlane lub generalni wykonawcy w sposób iluzoryczny pełnią funkcje koordynatora robót budowlanych w stosunku do zatrudnianych podwykonawców Tadeusz Jan Zając, główny inspektor pracy. Widoczne jest to na, wydawałoby się, wzorcowych budowach stadionów na Euro 2012. Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadza tam cykliczne kontrole od wczesnych etapów budowy.

Pracownicy Opla wyjdą na ulice protestować

Świat | Prawa pracownika | Protesty

Ponad 20 tysięcy osób ma przejść ulicami Brukseli w obronie miejsc pracy. Bezpośrednim powodem demonstracji jest decyzja General Motors o likwidacji zakładu Opla w Antwerpii, na północy kraju.

Antwerpska fabryka Opla, która zatrudnia ponad 2600 osób, w czerwcu zostanie zamknięta. Koncern General Motors tłumaczy swoją decyzję spadkiem sprzedaży samochodów i koniecznym ograniczeniem produkcji. Nie chcą się z tym pogodzić belgijscy związkowcy. W piątek wyjdą na ulice Brukseli, by zaprotestować przeciwko planowanym cięciom oraz zwolnieniom i zademonstrować solidarność z pracownikami zamykanego zakładu.

Bratysława: Akcja solidarnościowa z FAU

Prawa pracownika | Protesty | Ruch anarchistyczny

Dziś w Bratysławie odbyła się pikieta solidarnościowa z FAU. Protestujący z grupy Priama Akcia także spotkali się z ambasadorem i złożył protest.

Akcja odbyła się w ramach międzynarodowej kampanii solidarnościowej. Jutro mają się odbyć protesty w innych krajach.

Taczka przed Bison-Bialem

Kraj | Prawa pracownika | Protesty

Związkowcy, którzy sprzeciwiają się zapowiadanym zwolnieniom w białostockiej fabryce Bison Bial ustawili drewnianą taczkę przed głównym wejściem do zakładu. Załoga grozi, że jeśli zarząd nie wycofa się z pomysłu zwolnienia 200 pracowników, to prezesów wywiezie za bramę fabryki właśnie na tej taczce.

W tej chwili w zakładzie pracuje 520 osób.

Czy temperatura rośnie w Indesicie?

Kraj | Prawa pracownika | Protesty

We wtorek w hali produkcyjnej łódzkiej fabryce Indesit było zaledwie 8 st. C. Zatrudnieni na trzech liniach produkcyjnych nie podjęli pracy, zgodnie z rozporządzeniem ministra pracy i polityki socjalnej z 26 września 1997.

Po kilku godzinach cała załoga, w sumie ok. 400 osób, została zwolniona do domu. Obiecano, że jeśli awaria ogrzewania nie zostanie usunięta, będą mieli wolne przez kolejne dni.

Jednak dyrekcja fabryki nie chce powiedzieć czy wypłaci pensje za czas przymusowego postoju, czy też pracownicy będą musieli odpracować wolne w soboty. Jednak według rozporządzenia, pracownicy przysługą wynagrodzenie za te dni.

http://www.pracownik.net.pl/bunt_w_indesicie

Wrocław: Protest doktorantek i doktorantów

Kraj | Edukacja/Prawa dziecka | Prawa pracownika | Protesty

Dziś o 9:45, a więc pół godziny przed rozpoczęciem Senatu UWr na placu Uniwersyteckim pod Gmachem Głównym uczelni rozpoczęła się pikieta doktorantów i doktorantek dotycząca złych warunków materialnych w jakich żyją. Mimo siarczystego mrozu (we Wrocławiu rano było około -15 stopni)w szczytowym momencie frekwencja wynosiła ponad 40 osób, uczestników i uczestniczek doktoratów z różnych wydziałów uczelni. Akcja przebiegała bardzo spokojnie. Rozdawano odezwę protestujących. Pod stojącym na placu pomnikiem nagiego szermierza zapalono znicze. Pikieta cieszyła się dużym zainteresowaniem mediów.

Przewodniczący i wiceprzewodniczący rady samorządu doktoranckiego po około 40 minutach udali się na Senat. Władze uczelni uważają, że "nie mogą nic zrobić gdyż uniwersytet rozdziela jedynie środki z ministerstwa", a jako źródło pieniędzy na życie dla osób na doktoracie wskazują "granty europejskie, ministerialne, i tzw. promotorskie". Jest to nowa taktyka zbywania protestujących biorąc pod uwagę, że dotychczas dziekani odsyłali doktorantów i doktorantki do rektora, a rektor do dziekanów.

Więcej o proteście doktoranckim na jego nieoficjalnej stronie.

Kanał XML