Prawa pracownika

Airbus: Kapitalistyczny kolos przeliczył się w cięciu kosztów

Świat | Gospodarka | Prawa pracownika

Przedstawiciele linii lotniczych Emirates z Dubaju przedstawili długi, liczący 46 stron, raport o niedoróbkach znalezionych w dostarczonych niedawno samolotach Airbus A380. Wśród usterek znaleziono przepalone okablowanie, brakujące elementy wyposażenia i usterki silników. Linie lotnicze chcą teraz przesunąć płatność za ponad 50 samolotów zamówionych w Airbus.

Produkcja samolotu doznawała opóźnień od 2007 r., m.in. z powodu cięcia kosztów i wewnętrznej restrukturyzacji, która odbyła się kosztem 10 tys. stałych miejsc pracy w spółce EADS (do której należy Airbus), oraz – jak widać na przykładzie A380 – jakości samolotów. M.in. w Niemczech ograniczono liczbę pracowników o 3,7 tys., we Francji o 3,2 tys., w Wielkiej Brytanii o 1,6 tys. Spośród likwidowanych miejsc pracy, połowa to podwykonawcy. EADS przeniósł też ryzyko finansowe związane z produkcją na szereg firm podwykonawców, które przejęły zadania stałych pracowników. Głównie w wyniku cięcia kosztów, spółka zarobiła w 2008 r. 1,57 miliarda Euro.

Francja: zwolnieni pracownicy Sony uwięzili szefa

Świat | Prawa pracownika | Protesty | Zwolnienia

Wściekli pracownicy z fabryki Sony, którzy zostali zwolnieni bez przysługujących im odpraw, przez całą noc przetrzymywali dyrektora generalnego francuskiego oddziału firmy, Serge'a Voucher. Szefa wypuszczono dopiero nad ranem.

Dyrektor przybył w czwartek na spotkanie z 311 pracownikami fabryki w Pontonx-sur-l'Adour, zwołane w związku z decyzją, że zakład ma być zlikwidowany 17 kwietnia. W wyniku sporu o odprawy dyrektor na całą noc został zamknięty w sali konferencyjnej. Dziś rano dyrektor został wypuszczony pod warunkiem, że zostanie natychmiast przewieziony na rozmowy ze związkami.

Opole: Akcja w biurach Groen Flex. Prezes zobowiązał się zapłacić ponad 2000 euro!

Kraj | Prawa pracownika | Ruch anarchistyczny

Dziś w Opolu miała miejsce akcja w sprawie Michała - pracownika, który pracując w Holandii miał w pracy wypadek i w zwiazku z nieopłaceniem przez nieuczciwego pracodawcę ubezpieczenia zdrowotnego dostał do zapłacenia rachunek opiewający na ponad 2 tysiące euro. Działacze Związku Syndykalistów Polski, Inicjatywy Pracowniczej z Częstochowy oraz ludzie z Opola i Śląska (25-30 osób) weszli dziś o godzinie 13 do budynku firmy przy ulicy Katedralnej. Wraz z anarchistami zjawili się dziennikarze, którzy rejestrowali całe zdarzenie. Protestujący zajęli biura firmy i wywiesili transparenty, na których napisano m.in. "Dość handlu żywym towarem", "Chcesz być zdrowy? Nie pracuj dla Groen Flex" i "Przeciwko wyzyskowi. W obronie pracowników".

Zdjęcia z pikiety w firmie Groen Flex w Opolu.

Początkowo na miejscu nie było prezesa. Związkowcy nakreślili całą sprawę mediom, udzielili wywiadów i przedstawili żądania, by firma sama zapłaciła rachunek za leczenia, skoro nie dopełniła obowiązku ubezpieczenia. Po jakimś czasie pojawił się prezes we własnej osobie. Zaczął się wykręcać, że ta sprawa nie dotyczy jego firmy, potem zaś twierdził, że będzie czekał na odpowiednie instrukcje w tej sprawie od prezesa Eurocontractu. Protestujący odpowiedzieli, że firmy specjalnie są rozdzielone, by trudniej było przeciw nim założyć sprawę. W końcu prezes zobowiązał się przed kamerami, że firma zapłaci za leczenie.

Równolegle do działań w Polsce miała również miejsce akcja przeprowadzona przez ludzi z Amsterdamskiej Grupy Anarchistycznej. Weszli oni dziś na teren hotelu robotniczego w Ovezande, w którym są zakwaterowani ludzie pracujący dla Groen Flex. Rozdali ulotki na temat opisywanej sprawy, porozmawiali z pracownikami. Przy tej interwencji na światło dzienne wyszło wiele innych naruszeń, o których amsterdamczycy wkrótce napiszą. Anarchiści z AGA byli również w stoczni w Middelburgu, gdzie miał miejsce wypadek. Zebrali informacje na temat zdarzenia od innych pracowników. Wczoraj w holenderskich biurach Groen Flex miała miejsce kontrola inspekcji pracy po doniesieniu złożonym przez grupę AGA, ponieważ po zdarzeniu pracodawca nikogo o niczym nie poinformował.

Łódź: Pierwszy wyrok w sprawie Hanpolu

Kraj | Prawa pracownika

Zapadł pierwszy wyrok w sprawie byłych pracowników łódzkiej firmy Hanpol Electronics. - To światełko w tunelu - cieszą się poszkodowani przez właściciela firmy. O sprawie pisaliśmy już tutaj i tutaj.

We wtorek wyrok otrzymał Marcin Gabara, były pracownik firmy. Sąd Rejonowy przy al. Kościuszki zasądził mu wypłatę zaległych wynagrodzeń i wydanie świadectwa pracy. - Jestem bardzo szczęśliwy i już mam na oku jedną pracę - cieszy się Gabara.

Problemy byłych pracowników firmy nie znikną od razu. Wszyscy czekają jeszcze nauprawomocnienie wyroków. By otrzymać świadczenia z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych muszą też najpierw zgłosić się do komornika, co dodatkowo wydłuży czas oczekiwania na pieniądze.

Strajk ostrzegawczy w bielskim szpitalu

Prawa pracownika | Protesty

16 marca pracownicy SP ZOZ w Bielsku-Białej zorganizuje dwugodzinowy strajk ostrzegawczy. Podczas 2 godzinnego strajku rozpocznie się referendum strajkowe. W SP ZOZ SOLP działa komisja zakładowa IP.

W czwartek strajk ostrzegawczy w Kompanii Węglowej

Kraj | Prawa pracownika

Negocjacje płacowe w Kompanii Węglowej zakończyły się bez porozumienia. Dziś i w czwartek w kopalniach mają odbyć się masówki - spotkania przed każdą zmianą, podczas których związkowcy będą informować załogi kopalń o efektach rozmów i planowanym strajku. Strajk ostrzegawczy ma rozpocząć się w czwartek na porannej zmianie, o 6.00 rano i trwać dwie godziny.

Prezesi KW i pracownicy zarządu niedawno przyznali sobie podwyżki o prawie 7 proc.

Ostateczne decyzje w sprawie umów terminowych w piątek na posiedzeniu Komisji Trójstronnej

Kraj | Prawa pracownika

W piątek tzw. "partnerzy społeczni" z Komisji Trójstronnej mają porozumieć się w sprawie m.in. umów o pracę na czas określony oraz wydłużenia okresów rozliczeniowych, zmian w definicji doby pracowniczej i wprowadzenia kont czasu pracy.

Jeśli przedsiębiorca może udowodnić, że jest spadek sprzedaży lub zamówień będzie on mógł wypowiedzieć dotychczasowe warunki pracy lub płacy pracownikowi, wręczając pracownikom wypowiedzenie zmieniające. Najczęściej zmiany sprowadzają do obniżania wysokości wynagrodzenia lub zmniejszenia wymiaru czasu pracy. Umowy terminowe mogą trwać 2-3 lata.

Warto także wiedzieć, że pracodawca będzie miał prawo wypowiedzieć warunki pracy lub płacy pracownikowi, któremu brakuje nie więcej niż cztery lata do osiągnięcia wieku emerytalnego, jeżeli okres zatrudnienia umożliwia mu uzyskanie prawa do emerytury z osiągnięciem tego wieku.

Bułgaria: Protest hutników zablokował stolicę

Świat | Prawa pracownika | Protesty

Protestujący hutnicy z podsofijskiej huty Kremikowce zablokowali centrum Sofii. Kilkuset hutników przeszło ulicami miasta od Ministerstwa Gospodarki i Energetyki do siedziby rządu, gdzie wręczyli petycję z żądaniami. Hutnicy domagają się przyśpieszenia negocjacji z brazylijską spółką, która wyraziła zainteresowanie inwestowaniem w Kremikowce. W razie niepowodzenia rozmów hutnicy domagają się m.in. odpraw w wysokości 30 miesięcznych płac i szkoleń przekwalifikujących na koszt państwa.

Przed budynkiem Rady Ministrów hutnicy zbudowali miasteczko namiotowe, które pozostanie tam do piątku. Zapowiedzieli, że codziennie będą organizować wiece dla poparcia swoich żądań.

Huta Kremikowce, niegdyś największa w kraju, w 1999 roku została sprywatyzowana. 75 proc. mocno zadłużonegokombinatu sprzedano wówczas za symbolicznego jednegodolara bułgarskiej spółce, która w 2005 roku odsprzedała jeindyjskiemu magnatowi Pramodowi Mittalowi.

Egipt: Strajki i protesty

Świat | Prawa pracownika | Protesty

Jak informuje portal Libcom trwa fala strajków i protestów pracowniczych w Egipcie. Protesty objęli już sześć prowincji.

W Menoufia ponad 3000 pracowników zakładów tekstylnych Andrama protestowało w fabryce po tym, jak nie wypłacono im premii, które równią się już 228 dni pracy. Pracownicy twierdzą, że indyjski właściciel zakładu chce zlikwidować produkcję i wysprzedać maszyny na złom.

W Menya 350 pracowników zakładu bawełnianego odmówiło poraz czwarty przyjęcia wynagrodzeń za luty, w proteście przeciwko obniżeniu ich pensji.

Walka klasy pracującej przeciwko kryzysowi: samodzielne obniżki cen we Włoszech

Prawa kobiet/Feminizm | Prawa pracownika | Publicystyka

Bruno Ramirez dokonał analizy reakcji włoskiej klasy pracującej na kryzys ekonomiczny lat 70'tych, skupiając się na odmowie zgody na podwyżki istotnych usług, formie walki znanej też jako "samodzielne obniżki cen".

Oto jego artykuł, opublikowany w 1975 r. w piśmie ZEROWORK.

Inflacja szaleje na poziomie ponad 25%, szerzy się bezrobocie i nasilają się represje. Obecny kryzys ekonomiczny we Włoszech uzmysławia, jak daleko jest skłonny posunąć się kapitał w swoich atakach na warunki życia klasy pracującej.

Jedną z wyróżniających się cech kryzysu, tak we Włoszech, jak i w innych krajach kapitalistycznych, jest stopień w jakim doszło do poszerzenia się frontu walk klasowych, w tym bezpośrednio sfery konsumpcji. Drastyczne zwiększenie kosztów utrzymania uruchomiło całą falę walki pracowników o utrzymanie wywalczonego poziomu dochodów i zachowanie dostępu do niezbędnych dóbr i usług takich, jak pożywienie, mieszkanie, energię elektryczną, wodociągi, transport publiczny, itp. To nie przypadek, a zwłaszcza we Włoszech, że zmasowany atak kapitału na tym polu nastąpił po całym długim cyklu strajków w fabrykach, które doprowadziły do znacznego wzrostu poziomu płac i polepszenia warunków pracy. Strategia kapitalistyczna jest bardzo spójna, co wyszło na jaw dzięki zorganizowanemu oporowi szerokich kręgów klasy pracującej.

Tzw. “samodzielne obniżki”, czyli brak zgody na płacenie wyższych rachunków za podstawowe usługi, to taktyka, która samoistnie wyłoniła się na tym polu walki. Sposób, w jaki prowadzona była walka, nasuwa na myśl pewne istotne kwestie dotyczące zarówno kapitału, jak i klasy pracującej. Jak kapitał może doprowadzić do zapośredniczenia tej walki i skanalizowania jej? W jakim stopniu główny ciężar walki spada przede wszystkim na barki kobiet pracujących w domu, jako głównych aktorek na scenie konsumpcji społecznej?

Samodzielne obniżki

Samodzielne obniżki nie są we Włoszech nowym zjawiskiem. Na przykład, w dzielnicy Magliana, największej dzielnicy robotniczej w Rzymie, około 2 tys. rodzin od dwóch lat stosuje praktykę samodzielnych obniżek, zmniejszając swoje czynsze o 50%. To nie jest wcale odizolowany przypadek. Nowością jest sposób, w jaki tego rodzaju praktyki przeniosły się do innych sfer podstawowej konsumpcji społecznej, takich jak transport publiczny, energia elektryczna i ogrzewanie.

Jeśli spojrzeć na to w kontekście innych podobnych praktyk, takich, jak skłotowanie i zorganizowane wywłaszczanie towarów w supermarketach – widać, że to nie jest jedynie strategia defensywna. Niektórzy aktywiści nazwali to walką o ponowne przejęcie społecznego bogactwa wytworzonego przez klasę pracującą, za którą kapitaliści nigdy nie zapłacili.

Pewnego poniedziałku w sierpniu 1974 r. setki pracowników dojeżdżających do pracy dowiedziało się, że cena biletów z Pinerolo do Turynu wzrosła o prawie 30%. Mało kto spodziewał się, że tak względnie nieistotne wydarzenie wywoła nową falę walki. Pasażerowie odebrali podwyżkę jako tchórzliwą prowokację firmy autobusowej. Wystarczyło kilka dni, by zorganizować akcje i zmobilizować pasażerów korzystających z tej linii. Tydzień później, był już gotów plan działań.

Pracownicy rozstawili stoły niedaleko dworca autobusowego w Pinerolo i rozwiesili bannery z napisem "Nie zgadzajcie się na podwyżki biletów!". Ponadto, wydrukowali zastępcze bilety tygodniowe, które sprzedali po starych cenach (pasażerowie zwykle kupowali bilety tygodniowe w poniedziałki). Firma autobusowa zareagowała zamknięciem linii, więc setki pracowników mieszkających w Pinerolo nie pojechało tego dnia do pracy. Mobilizacja trwała. Po południu wysłano delegację do Regionalnego Biura Transportu domagając się przywrócenia starych cen biletów i honorowania biletów zastępczych. Po kilku dniach protestów, Biuro odwołało decyzję o podwyżkach biletów.

To była iskra, od której rozprzestrzenił się ogień. W ciągu kilku dni, podobne wydarzenia miały miejsce w całym regionie wokół Turynu. Dnia 17 września, władze regionalne wydały nowe wytyczne dotyczące transportu międzymiastowego, które miały zastosowanie do 106 prywatnych linii autobusowych działających w regionie. Wytyczne unieważniły w znacznym stopniu podwyżki, które zostały już wprowadzone przez właścicieli linii autobusowych i te, które były dopiero planowane.

Pierwsza runda samodzielnych obniżek przyniosła rezultaty. Ten styl działania szybko przyjął się w innych częściach Włoch, doprowadzając do popłochu w lokalnych władzach i biurokracjach związkowych. Pod koniec września, media histerycznie pisały o wybuchu „nieposłuszeństwa obywatelskiego”. Włoska Partia Komunistyczna z pełną powagą pouczała pracowników, że jedyną właściwą metodą walki jest strajk.

Rachunki za prąd

Logicznym krokiem było zastosowanie tej samej formy walki do innych dziedzin konsumpcji społecznej. Rachunki za energię elektryczną były jedną z ważniejszych pozycji w budżecie większości rodzin pracowniczych. Nic więc dziwnego, że właśnie rachunki za energię stały się przedmiotem walki. To był dynamit polityczny. Przemysł energetyczny we Włoszech był upaństwowiony i stosował ujednolicone stawki w całym kraju. Państwo mogło zatem stać się bezpośrednim celem w walce, która mogła potencjalnie ogarnąć całą klasę pracującą. Co więcej, podwyżki energii elektrycznej zbiegły się ze skandalem, w którym państwowa firma energetyczna ENEL została przyłapana na skandalu z nielegalnym finansowaniem partii politycznych. Polityka firmy ENEL polegająca na przyznawaniu zniżek w wysokości 25% odbiorcom przemysłowym, przy zachowaniu pełnych stawek dla odbiorców indywidualnych, dodatkowo dolała oliwy do ognia i była postrzegana jako jawna forma dyskryminacji.

Inicjatywa wyszła znów z uprzemysłowionych regionów Turynu i Mediolanu. Mobilizację pracowników bardzo ułatwiło początkowe wsparcie przedstawicieli związkowych i organizacji takich, jak Turyńska Rada Pracy. Dzięki temu, stało się możliwe wykorzystanie instytucji rad pracowniczych, zwłaszcza, gdy przedstawiciele rad poparli walkę. W większości przypadków, mobilizacja polegała na utworzeniu „komitetów samodzielnych obniżek” (często działających z ramienia związków), które zbierały rachunki za elektryczność od pracowników i obniżały je średnio o 50%.

Komitety samodzielnych obniżek

Mobilizacja nie ograniczyła się jednak do fabryk. Komitety powstawały w całych Włoszech, w miastach i miasteczkach, na fali samodzielnych obniżek. W niektórych dużych dzielnicach miejskich łatwiej było założyć komitety, bo już istniały tam organizacje sąsiedzkie o długiej historii walki. Komitety składały się w większości z delegatów z każdego kwartału lub budynku mieszkalnego i miały na celu mobilizację i koordynację działań mieszkańców różnych budynków i nawiązywanie kontaktów z sąsiednimi dzielnicami i fabrykami. Wsparcie pracowników firmy ENEL, którzy często odmawiali wykonania polecenia wyłączenia prądu, było również niezwykle pomocne i przyczyniło się do zwycięstwa. Dzięki połączeniu komitetów dzielnicowych i fabrycznych, pod koniec grudnia zebrano dziesiątki tysięcy rachunków za elektryczność w każdym większym mieście we Włoszech. Turyn zajął pierwsze miejsce: 140 tys. rachunków.

Ta walka czerpała swoją siłę polityczną z więzów lokalnych pomiędzy fabrykami i dzielnicami. Pewien robotnik z Neapolu wytłumaczył to tak: "W Neapolu już wcześniej mieliśmy doświadczenia z samodzielnymi obniżkami rachunków za wodę, gaz i elektryczność, ale zawsze to się ograniczało do pojedynczych budynków lub dzielnic i nigdy dotąd nie przyjęło się w zakładach pracy i związkach zawodowych. Dziś, sytuacja wygląda całkiem inaczej i ma duży potencjał polityczny." (LOTTA CONTINUA, 4 października 1974 r.)

Przyspieszenie pracy w domu

Mobilizacja najbardziej objawiła się w poszczególnych dzielnicach, dzięki połączeniu z innymi formami walki, takimi jak skłoting i samodzielne obniżki czynszów. Choć robotnicy w fabrykach stali na czele mobilizacji, walka była najbardziej intensywna na poziomie dzielnic. To tam mieszkańcy musieli stawić czoła pracownikom firmy ENEL, którzy przychodzili zbierać należności lub odłączać elektryczność. Na tym obszarze walki kluczową rolę odegrały kobiety pracujące w domu. Energia elektryczna jest najważniejszą częścią konsumpcyjnej produkcji kobiet pracujących w domu.

Podwyżki rachunków za elektryczność oznaczają konieczność przyspieszenia pracy w domu, gdyż trzeba wykonać tyle samo zadań w domu (gotowanie, zmywanie, prasowanie, czyszczenie, itd.) w krótszym czasie, lub przedłużyć dzień pracy, wykonując część pracy ręcznie.

To jasne, że atak kapitału na produkcję konsumpcyjną wiąże się bezpośrednio ze zwycięstwem pracowników fabryk w walce o podwyżki płac. Choć atak jest skierowany na całą klasę pracującą, w szczególny sposób stara się wyzyskać podział pracy (pracy w fabryce przeciw nie opłacanej pracy w domu), na której oparty jest kapitalizm - uderzając w słabszą część klasy, tzn. wyciskając więcej nieopłaconej pracy od kobiet pracujących w domu. Gdyby niezwykle istotną rolę w walce o samodzielne obniżki, jaką odegrały kobiety pracujące w domu, widzieć jedynie w kategoriach solidarności z zakładami pracy, stracilibyśmy z oczu niezwykle ważny proces klasowy, a jego miejsce zajęłaby pusta retoryka lewicowa.

Rolę kobiet pracujących w domu jako głównego podmiotu w walce tłumaczy fakt, że ich materialne warunki pracy są bezpośrednim celem ataków kapitału, oraz że chodzi tu o rzeczywistą walkę z narastającym wyzyskiem. Dopiero, gdy się to zrozumie, można mówić o solidarności.

W tym sensie, walka o znaczne zmniejszenie kosztów konsumpcyjnej produkcji stała się niezwykle istotna w wielu rodzinach robotniczych, zwłaszcza w dużych dzielnicach miejskich, np. w Rzymie i Neapolu, których mieszkańcy żyją na marginesie z drobnego handlu, transakcji na czarnym rynku, prostytucji, itp. W większości przypadków, relacja pomiędzy kapitalistą, a mężczyzną „zarabiającym na chleb” - podyktowana przez pracę najemną - nie została nawiązana lub jest zbyt niestabilna, by poddawać się mediacji związków zawodowych. To tłumaczy, dlaczego praktyka samodzielnych obniżek rachunków była bardziej autonomiczna w swoim ogólnym kierunku i swojej formie i dlaczego kobiety pracujące w domu odegrały w niej wiodącą rolę, właściwą dla tego pola walki. Warto np. zauważyć, że w wielu przypadkach nie korzystano z hasła „obniżki o 50%” (to było hasło podyktowane przez szefów związków w zakładach pracy), ale z hasła „płacimy takie stawki, jakie otrzymują szefowie” – czyli obniżki o ponad 75%.

Fabryki i dzielnice

Różnicę pomiędzy mobilizacją w fabrykach, a mobilizacją w dzielnicach można lepiej zrozumieć, gdy przeanalizuje się strategię związków zawodowych służącą kontroli i kanalizowaniu walki o samodzielne obniżki. Ta strategia przypominała strategię użytą podczas fali strajków w fabrykach w 1969 r.

Początkowy wybuch walk o samodzielne obniżki i powstanie rad pracowniczych (w większości kontrolowanych przez związki), zmusiło przedstawicieli związkowych do zajęcia stanowiska. Również w dużych dzielnicach zamieszkałych przez klasę pracującą, Partia Komunistyczna spotkała się z sytuacją, w której wielu aktywistów partyjnych przyłączyło się do walki o samodzielne obniżki, często nawet korzystając z lokalnych komórek partyjnych. Partia Komunistyczna wkrótce potępiła te praktyki, nazywając je „stwarzaniem podziałów” i „prowokacją kilku grup poza-parlamentarnych”. Jednak sytuacja była o wiele trudniejsza dla kierownictwa związków zawodowych.

Nie może być wątpliwości, że rola odegrana przez przedstawicieli związkowych – z których wielu było członkami innych organizacji marksistowskich – przydała się w uzyskaniu poparcia wielu instytucji pracy, zwłaszcza w regionie Mediolanu i Turynu. Ale inni przywódcy związkowi widzieli wybuch samodzielnych obniżek jako wyraz niezadowolenia pracowników z obstrukcji stosowanej przez związki zawodowe przeciw powszechnej mobilizacji przeciwko zwiększeniu kosztów utrzymania. W jasny sposób wyraził to sekretarz Rady Pracy Miasta Turyn: "...stawką jest nasza relacja z ludnością. Stawia się pod znakiem zapytania naszą zdolność do budowania alternatywy. W ciągu ostatnich miesięcy, wiarygodność związków zawodowych osiągnęła dno. [Abyśmy mogli odzyskać wiarygodność], nie wystarczy zażądać kwoty 50 tys. czy 100 tys. lirów dla pracowników. Musimy wymyślić alternatywne rozwiązania polityczne" (L'ESPRESSO, 29 września 1974.)

Gdy zostało uruchomione "alternatywne rozwiązanie", związki zawodowe mogły powrócić do swojej starej roli. Gdy przywódcy związkowi niskiego szczebla wspierali nową falę aktywizmu i stykali się z nią na co dzień, przywódcy krajowi starali się zyskać na czasie i unikali jasnego deklarowania się. Takie podejście było podyktowane dążeniem do zachowania równowagi pomiędzy trzema krajowymi federacjami związków zawodowych, która była zagrożona "niesterowalnością" klasy pracowniczej i kryzysem, w którym uwikłane były wszystkie partie polityczne.

Rząd upada

Strategia wyczekiwania przyniosła w końcu rezultaty, gdy rząd Rumora podał się do dymisji na początku października, wywołując kryzys polityczny, który trwał przez cały miesiąc. Brak rządu w czasie gwałtownego rozwoju ruchu samodzielnych obniżek przyczynił się do znacznego zwiększenia zasięgu tej formy walki. Dzięki sytuacji, związki zawodowe mogły się wykreować na jedyną siłę zdolną do zarządzania falą protestów społecznych, co dało im kartę przetargową przy tworzeniu nowego rządu. Formuła polityczna, którą zastosowano przy powołaniu nowego rządu Aldo Moro pod koniec października jest zbyt skomplikowana, by próbować ją tu opisać. Jednak jednym z kluczowych elementów było poparcie udzielone przez związki zawodowe pod warunkiem, że rząd Moro zajmie się renegocjacją na poziomie krajowym dodatków płacowych związanych z kosztami utrzymania. Kolejnym warunkiem była zmiana stawek za energię elektryczną. Za wszelką cenę związki chciały powstrzymać autonomiczny ruch samodzielnych obniżek. Wymagała tego logika mediacji konfliktów klasowych i wiarygodność związków zawodowych wobec rządów.

W czasie długich negocjacji pomiędzy rządem, a trzema krajowymi federacjami związków zawodowych, które zakończyły się porozumieniem podpisanym w grudniu, skutek nowej polityki związków wobec samodzielnych obniżek stał się widoczny w fabrykach. Większość rad pracowniczych nakazała zaprzestanie mobilizacji. To oznaczało, że pracownicy, którzy nadal chcieli prowadzić walkę, musieli sprzeciwić się organom związkowym. Konflikt przybierał czasem bardzo ostre formy, co pokazało, że związki o wiele bardziej przejmowały się swoją wiarygodnością wobec państwa, niż wiarygodnością wobec pracowników. W fabryce samochodów ALFA SUD, niedaleko Neapolu, uzyskano liczbę 2,5 tys. rachunków za elektryczność zebranych od pracowników, gdyż ominięto działającą w zakładzie radę pracowniczą. W hucie ITALSIDER w Bagnoli, kilku przedstawicieli rad pracowniczych musiało podać się do dymisji ze względu na ich sprzeciw wobec mobilizacji.

Znów na dzielnicach

Pomimo innych sukcesów odniesionych przez autonomiczne, oddolne grupy robotników w fabrykach w całych Włoszech, stało się jasne, że mobilizacja do samodzielnych obniżek została poważnie ograniczona przez wytyczne polityki związków zawodowych. Walka musiała więc być kontynuowana na dzielnicach, gdzie mediacja związków zawodowych nie była możliwa i gdzie za to możliwy był opór przeciw bezpośrednim atakom państwa.

Nowe porozumienia związane ze świadczeniami uwzględniającymi koszt utrzymania, w tym koszt energii elektrycznej, były poważnym krokiem związków zawodowych w kierunku ich integracji z aparatem kapitalistycznego państwa. Rozszerzenie funkcji negocjacyjnych związków zawodowych na rewolucyjny teren podstawowej konsumpcji spowodował, że związki zawodowe stały się niezbędnym partnerem w procesie planowania kapitalistycznego. Odtąd nie tylko współ-zarządzały określaniem wysokości pensji i podziałem zarobków, ale także sposobem wykorzystania zarobków na polu społecznej konsumpcji.

W retrospektywie, działania związków miały jeszcze jedną ważną konsekwencję z punktu widzenia dynamiki walki. Ich rola polegała na odcięciu autonomicznych więzów, które powstały pomiędzy mobilizacjami w zakładach pracy i na dzielnicach i próbie narzucenia nowych „odgórnych więzów” w celu współ-zarządzania, wraz z państwem, nowymi stawkami za elektryczność i ich akceptacją przez społeczeństwo. To jasno pokazuje pierwszorzędną rolę związków zawodowych w kontekście kryzysu ekonomicznego we Włoszech jako jedynej instytucji, która może dokonywać mediacji pomiędzy pracownikiem jako zarabiającym, a pracownikiem jako konsumentem podstawowych dóbr i usług i nadal ukrywać wyzysk nie opłacanej siły roboczej - w większości kobiet pracujących w domu.

Pewien etap się zakończył

Porozumienie jedynie zamknęło pewien etap walki. Nie spowodowało to końca praktyki samodzielnych obniżek, które trwało nadal na dzielnicach praktycznie niezależnie od polityki związków zawodowych i rządu. Również mobilizacja w zakładach pracy nie została całkowicie wstrzymana. W ciągu ostatnich miesięcy [autor pisze w 1975 r. - przyp. tłum] walka znów wybuchła w wielu fabrykach, a na specjalnym zebraniu tysiąca delegatów pracowniczych z regionu Mediolanu udzielono poparcia dla samodzielnych obniżek cen, sprzeciwiając się woli central związkowych. Częściowo można to wytłumaczyć reakcją pracowników na nowe stawki za elektryczność, które zostały wprowadzone w styczniu. Nowe stawki są oparte na systemie progowym, zależnym od stopnia konsumpcji w każdym gospodarstwie domowym. W wyniku podwyżek, typowa rodzina robotnicza konsumująca średnio 450 kilowatów na kwartał musiała płacić o 33% więcej za energię elektryczną.

Wielu uważa, że warto walczyć z tą podwyżką, zwłaszcza miliony kobiet pracujących w domu, które mogą zostać zmuszone do zmniejszenia zużycia prądu, co oznacza, że usługi domowe wykonywane przez urządzenia elektryczne będą musiały być wykonywane ręcznie.

Dzisiejsza polityka włoskiego kapitalizmu dąży do zmniejszenia poziomu konsumpcji do poziomu zgodnego z bieżącym kryzysem ekonomicznym. Stało się jasne, w jakim stopniu ciężar tej operacji spadnie na barki kobiet pracujących w domu. Ta polityka umożliwia wyciśnięcie z nich o wiele więcej nieopłaconej pracy bez poważnych konsekwencji w postaci inflacji. Kryzys ekonomiczny we Włoszech pokazał wagę gospodarstwa domowego, jako jednostki produkcji, oraz centralną rolę kobiet pracujących w domu w walce z kapitalistycznym planowaniem na tym polu.

Bruno Ramirez

Strajk w przemyskim FORTE

Kraj | Prawa pracownika | Protesty

Związki zawodowe żądają natychmiastowego wstrzymania - likwidacji fabryki mebli. Część pracowników okupuje zakład i nie pozwala właścicielowi zabrać maszyn. Boją się bo wciąż nie ma porozumienia sprawie odpraw. Związkowcy zawiadomili już prokuraturę, bo ich zdaniem, cała ta sytuacja, to łamanie ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych.

Jeszcze pół roku temu w przemyskim Forte pracowało ponad 400 osób. Teraz zostało niespełna 250. Pracownicy zakładu nie przyjmują do wiadomości, że przyczyną likwidacji jest spowodowany kryzysem gwałtowny spadek zamówień. Są zdecydowani walczyć o swoje miejsca pracy wszelkimi możliwymi sposobami.

Zdaniem pracowników wywożenie majątku w trakcie negocjacji to złamanie ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Pracownicy zapowiedzieli, że będą całodobowo pilnować bramy zakładu. Aby nie wyjechała stąd żadna ciężarówka z maszynami czy surowcem. Poza likwidowanym zakładem w Przemyślu Forte ma jeszcze swoje oddziały w Białymstoku, Hajnówce, Suwałkach i Ostrowie Mazowieckim.

Koszalin. Protest przeciw zamknięciu browaru Brok

Kraj | Prawa pracownika | Protesty

W piątek kilkadziesiąt osób wzięło udział w pikiecie przed bramą browaru Brok w Koszalinie. Protestowano przeciwko zamknięciu zakładu. W proteście uczestniczyli zarówno pracownicy jak i miłośnicy marki.

Tydzień temu zarząd spółki Royal Unibrew Polska zdecydował o zamknięciu browaru w Koszalinie. W ramach "restrukturyzacji i optymalizacji" Brok zostanie zamknięty, załoga zwolniona a marka przeniesiona do Łomży. W wyniku decyzji zarządu, pracę straci 80 zatrudnionych w Koszalinie i około 20 osób w Warszawie,

Wideo

Protest głodowy w Ruchu zawieszony

Kraj | Prawa pracownika

Dziś pracownicy łomżyńskiego oddziału RUCH-u byli w siedzibie spółki, gdzie porozumieli się z prezesem spółki. Zarząd RUCH-u obiecał ponownie przeanalizować zamiar łączenia łomżyńskiego oddziału firmy z oddziałem ostrołęckim. Tym razem pracownicy z Łomży i Ostrołęki mają też brać udział w podejmowaniu decyzji. Wyniki analizy będą skonsultowane z załogami obu oddziałów. Do tego czasu zarząd spółki nie będzie podejmował żadnych decyzji o przenoszeniu pracowników z Łomży do Ostrołęki. Ministerstwo Skarbu Państwa, które jest właścicielem większości udziałów w spółce RUCH S.A. nie zamierza obecnie ingerować w kwestie zarządzania przedsiębiorstwem

Częstochowa: Złamany nos prezesa i zaległa pensja

Kraj | Prawa pracownika | Protesty

Dziś, przed sądem w Częstochowie odbyła się rozprawa Przemysława P., pracownika jednej z częstochowskich firm, który jest oskarżony o złamanie nosa prezesowi firmy. Do napaści miało dojść podczas kłótni z pracodawcą na temat zaległej wypłaty. Przemysławowi P. może grozić do 5 lat więzienia.

Do dziś firma nie zwróciła pracownikowi całości zaległych poborów. ZUS przekazał jednocześnie informację, że pracodawca nie uiszczał należnych składek. Pracownik, który był zatrudniony blisko rok, przez większość tego okresu w ogóle nie był zarejestrowany.

Grupa aktywistów z IP/FA – Częstochowa solidaryzowała się dziś przed prokuraturą i zakładem pracy z oskarżonym pracownikiem. Jednym z haseł na transparentach było: "Dać w mordę, to i tak by było za mało”. Podczas pikiety pod zakładem pracy, do protestujących wyszli pracownicy firmy.

Jakucja: Represje wobec działacza związkowego w kopalni diamentów

Świat | Prawa pracownika | Represje

W lipcu 2008 r. w mieście Udacznij w Jakucji, w największej firmie wydobywającej diamenty powstał związek zawodowy, który przyłączył się do federacji związków zawodowych Socprof. W ciągu kilku miesięcy ponad 1000 pracowników przyłączyło się do związku.

Dnia 3 września ub. r., przywódca związku Walentin Urusow został aresztowany pod zarzutem posiadania narkotyków, które zostały mu podrzucone. W grudniu, został skazany na 6 lat więzienia w obozie pracy.

Udacznij liczy 15 tys. mieszkańców i jest oddalone od 600 km od najbliższego większego miasta. Mieszkańcy są całkowicie uzależnieni od spółki Alrosa, monopolisty wydobywającego diamenty.

Na wiosnę 2008 r. pracownicy Alrosa zaczęli się domagać lepszych warunków pracy. Kierowcy od wielu lat musieli odpracowywać nawet 70-130 nadgodzin miesięcznie bez odpowiednich dodatków. Górnicy pracują na przestarzałym sprzęcie, a powietrze nie jest podgrzewane (Udacznij znajduje się 20 km od koła polarnego). Z powodu toksycznych wyziewów, górnicy cierpią na liczne schorzenia.

Ponieważ zarząd firmy zignorował żądania pracowników, w sierpniu ub. r. pracownicy podjęli głodówkę. Zarząd zareagował zapowiedzią powołania komitetu negocjacyjnego. Ponad 500 pracowników wzięło udział w wiecu w centrum miasta.

Kanał XML