Prawa pracownika

Goleniów: Próba zwolnienia działacza IP

Kraj | Prawa pracownika | Represje

Dziś o północy dyrekcja zakładów Baltic Spinning, działających na terenie Goleniowskiego Parku Przemysłowego (faktycznie specjalna strefa ekonomiczna), podjęła próbę wręczenia wypowiedzenia pracującemu na nocną zmianę Adamowi Z., członkowi Komitetu Założycielskiego OZZ Inicjatywa Pracownicza w ww. zakładzie. Działacz nie przyjął wypowiedzenia. Poinformował dyrektorkę i członkinię zarządu firmy, Annę Rafał, o posiadanej przez niego ochronie związkowej.

Związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza powstał na terenie zakładów Baltic Spinning pod koniec listopada 2010 roku. Wcześniej przedstawiciele załogi kontaktowali się z Komisją Krajową informując o łamaniu praw pracowniczych na terenie zakładu. Zanim jednak związek zaczął na dobre funkcjonować, dyrekcja zakładu dowiedziawszy się o jego istnieniu postanowiła zwolnić jednego z członków Komitetu Założycielskiego.

Dziś o północy przedstawiciele dyrekcji specjalnie przyjechali na nocną zmianę. Zawezwano Adama Z. i poinformowano go, iż z przyczyn ekonomicznych zostaje zwolniony, oraz że ma się w poniedziałek nie pokazywać w pracy (Adam Z. miał zawartą umowę na czas nieokreślony). Adam Z. poinformował przedstawicieli dyrekcji, że reprezentuje organizację i zgodnie z ustawą o związkach zawodowych pracodawca nie ma prawa wypowiedzieć mu umowy bez zgody związku zawodowego.

Akcja: Zadzwoń do Infolinii Banku Millennium! Wspieraj prawo do umowy o pracę!

Kraj | Prawa pracownika

Dziś rozpoczyna się sprawa jednego z (byłych) pracowników Call Center Banku Millenium o ustalenie stosunku pracy. Były pracownik, członek Konfederacji Pracy, opisał panujące w Call Center praktyki polegające na stosowaniu umów o dzieło nawet wtedy, gdy pracownikowi przysługuje prawo do podpisania stałej umowy. W związku z tym, wzywamy wszystkich do udziału w akcji bezpośredniej poczynając od dziś!

Zadzwoń do Infolinii pod numer 801 331 331 lub (22) 598 40 40 (z tel. komórkowych i spoza Polski)

Najprawdopodobniej połączysz się z osobą pracującą na umowie śmieciowej. Pogadaj z nią/nim tyle ile możesz. Powiedz pracownikowi, co traci pracując na umowę o dzieło (zobacz informacje poniżej) i jak można wystąpić o ustalenie stosunku pracy. Jeśli nie masz dużo czasu, podaj adres strony www.pracownik.net.pl, gdzie znajdują się takie porady.

Londyn: Demonstracja przeciwko cięciom

Świat | Prawa pracownika | Protesty

W sobotę 29 stycznia pod hasłem „Obronić Edukację – Zwalczaj Każde Cięcia” odbyła się demonstracja zwołana przez EAN (Education Activist Network) i NCAFC (National Campaign Against Fees & Cuts). Organizacje te złożone głównie z aktywistów studenckich i pracowników oświaty, nie poddają się po przegłosowanych przez parlament brytyjski podwyżkach opłat za studia.

Zjednoczeni razem ze związkowcami różnych branż domagali się w sobotę zniesienia opłat za studia jak i zaprzestania cięć budżetowych. Tuż przed południem, zanim rozpoczęła się demonstracja, kilkuset aktywistów z grupy Arts Against Cuts (zrzeszającej pracowników muzeów, galerii i artystów) rozpoczęło okupację British Museum w proteście przeciwko cięciom wydatków na kulturę i oświatę.

Warszawa: Reforma OFE, reforma emerytur. Spotkanie dyskusyjne

Kraj | Gospodarka | Prawa pracownika | Ubóstwo
2011-02-05 17:00
2011-02-05 20:00

 Plakat5 lutego w Warszawie zapraszamy na inauguracyjne spotkanie Klubu Dyskusyjnego LA - tematem dyskusji będą proponowane przez rząd PO zmiany w systemie emerytalnym, które będą dla nas punktem wyjścia do ogólniejszej dyskusji o systemach emerytalnych.

Reforma OFE, reforma emerytur - bieda-emerytury czy sprawiedliwy system emerytalny?

Na początku tego roku, rząd Platformy Obywatelskiej zapowiedział obniżenie kwot składek emerytalnych przekazywanych do OFE - w ramach reformy więcej pieniędzy ma trafiać do ZUS, a mniej do prywatnych funduszy. Propozycje rządowe na nowo rozbudziły dyskusję o polskim systemie emerytalnym - na ile jest on wydajny, sprawiedliwy, lepszy od innych... W centrum tej dyskusji leży dylemat: jaki sposób organizacji systemu emerytalnego jest lepszy?

Ten oparty na międzypokoleniowej solidarności gdzie pracujący finansują świadczenia emerytów (utożsamiany z ZUSem i nazywany repartycyjnym) czy indywidualny system w którym każdy oszczędza na swoją emeryturę sam (kojarzony z OFE). Obydwa rozwiązania mają też określone konotacje polityczne - liberałowie skłonni są popierać system indywidualny, a socjaldemokracja - repartycyjny. W tej - niewątpliwie kluczowej debacie, rzadko usłyszeć można jakiś inny punkt widzenia - czy to oznacza, że dla powyższego dylematu nie ma alternatywy?

Biorąc za punkt wyjścia obecne propozycje rządu, zastanowimy się:

- jakie istnieją modele systemów emerytalnych i czym się różnią miedzy sobą?
- na czym polegała reforma systemu emerytalnego w 1999 r.?
- jakie cechy powinien spełniać dobrze zorganizowany system emerytalny?
- w jaki sposób poszczególne rozwiązania przekładają się na realizację takich wartości jak: dobrobyt, wzrost gospodarczy, równość i sprawiedliwość?
- czy istnieje alternatywa dla dylematu ZUS czy OFE?

Spotkanie odbędzie się 5 lutego (sobota) o godz. 17:00
Centrum Społeczne Młodych Socjalistów
Warszawa Śródmieście, ul. Hoża 5/7 lok. 81


Patronat medialny:
Przegląd anarchistyczny, Lewica.pl, Le Monde Diplomatique edycja polska

Wrocław: Akcja solidarnościowa z pracownikami OBI

Kraj | Prawa pracownika | Protesty

 Dość wyzysku We Wrocławiu odbyła się akcja solidarnościowa z pracownikami OBI zorganizowana przez tutejszą sekcję Związku Syndykalistów Polski. Akcja miała związek z licznymi przypadkami represjonowania i wyzyskiwania pracowników, o których pisaliśmy już wcześniej na CIA.

Aktywiści i aktywistki weszli do marketu i rozdali ulotki pracownikom oraz klientom. Pracownicy obecni wówczas w pracy brali je bardzo chętnie, deklarowali też pomoc w ich dalszej dystrybucji. Część ZSP-owców ustawiła się z transparentem "Dość wyzysku pracowników" przed wejściem i również rozdawała ulotki. Przez większość czasu akcja przebiegała spokojnie.

Jedynie w pewnym momencie pojawił się ochroniarz, który zakomunikował, że "to teren prywatny" i "proszę opuścić teren OBI". Oczywiście nikt nie zastosował się do tych wezwań - aktywiści powiedzieli, że powinna przyjść tutaj dyrekcja osobiście, aby się wytłumaczyć ze swoich poczynań, a nie wysyłać w charakterze "zderzaka" marnie opłacanego zresztą pracownika ochrony. A jak się szefostwu nie podoba obecność aktywistów, to niech dzwoni po policję. Został jednak po chwili wezwany do jakiejś osoby "z podejrzanym przedmiotem" i zniknął w sklepie, nie niepokojąc już więcej rozdających ulotki.

Pod koniec pikiety do zgromadzonych wyszedł jeden z pracowników i podziękował za akcję.

Powrót, dokąd?

Kraj | Blog | Dyskryminacja | Prawa pracownika | Ubóstwo

Poruszający dokument o Andrzeju Stępniaku, byłym więźniu, który odzyskując wolność, stracił ją na nowo w okrutnych realiach rynkowej rzeczywistości. Niechęć pracodawców do zatrudnienia człowieka z kryminalną przeszłością, kończący się zasiłek z pośredniaka, życie na garnuszku matki, której emerytura ledwo starcza na utrzymanie jej samej. W tym całym szaleństwie, na które składa się bezsilność, beznadzieja, brak wiary w siebie, nasuwa się pytanie: czy warto było wracać do społeczeństwa?

„To jest to, że człowiek karany jest już wykreślony… z życia. Tak nie powinno być. I co dalej? Wrócić z powrotem, bo tam dadzą jeść?” – Andrzej Stępniak.

http://www.tomasso.pl

Wyrok ws Indesitu: pięciu szefów skazanych

Kraj | Prawa pracownika

Pięciu szefów z fabryki Indesit zostało dziś skazanych w sprawie śmierci Tomasza Jochana. Sąd wymierzył im kary od roku do dwóch lat więzienia w zawieszeniu. Wyrok jest nieprawomocny. Proces zakończył się w ubiegły piątek - po niemal czterech latach. Na ławie oskarżonych zasiedli włoski dyrektor fabryki Antonio S. i czterech polskich szefów różnego szczebla. Prokuratura zarzuciła im, że mieli obowiązek dbać o bezpieczeństwo pracy, a nie dopełnili go. Przez to nieumyślnie doprowadzili do śmierci Jochana oraz narazili zdrowie i życie wielu podwładnych.

Maszyna, przy której pracował Tomasz Jochan i inni, to liczący 50 metrów ciąg technologiczny. Prokuratura ustaliła, że zdjęto z niej czujniki bezpieczeństwa, które miały zatrzymać urządzenie, gdyby ktoś znalazł się w zasięgu jego działania. To było bezpośrednią przyczyną wypadku. Według prokuratury czujniki były zablokowane nie tylko 2 września 2005, ale także w inne dni. Według świadków, oskarżeni wiedzieli o tych zaniedbaniach, ale przymykali na to oko. Dlaczego? Bo - zdaniem prokuratury - zależało im na wyprodukowaniu jak największej liczby komponentów. Zdemontowanie czujników pozwalało na szybszą pracę, bez przestojów i opóźnień. Pracownicy mówili, że cały czas wywierano na nich presję odnośnie i tak wyśrubowanych norm produkcji.

Hiszpania i Włochy: Masowa mobilizacja anarchosyndikalistów, strajk generalny

Świat | Prawa pracownika | Protesty | Strajk

26-27 stycznia w całej Hiszpanii odbędą się demonstracje anarchosyndykalistycznie, oraz strajk generalny we Włoszech 28 stycznia. Dziś trwają akcje w Pedrerie i Teruel, a jutro odbędą się manifestacje w ok. 20 miastach. Akcje są zorganizowane przez związek CNT-AIT. W Euskadi, prowincji Navarra i w Galicii odbędą się strajki generalne. Następnego dnia we Włoszech także odbędzie się strajk generalny, wspierany przez związek anarchosyndykalistyczny USI-AIT.

Pracownicy i anarchosyndykaliści w obydwu krajach protestują przeciw cięciom socjalnym, a także przeciw reformie systemu emerytalnego. We Włoszech także protestują m.in. przeciw antypracowniczym ustawom, przeciw wydawaniu pieniędzy publicznych na wojny, przeciw pracy tymczasowej oraz związaniu prawa pobytu cudzoziemców z wizami pracowniczymi.

W demonstracjach anarchosyndykalistycznych może wziąć udział kilkanaście tys. ludzi.

Chińskie grona gniewu - wywiad z Pun Ngai

Świat | Gospodarka | Prawa pracownika | Protesty | Publicystyka | Strajk

Rząd chiński wygląda na silny. Ale z perspektywy chińskiego robotnika państwa nie ma. W strefach przemysłowych firmy budują własne imperia, do których nawet władze nie mogą wejść - mówi chińska socjolożka.

Adam Leszczyński: 30 lat temu w Polsce mieliśmy doświadczenie "Solidarności" - powstanie robotników przeciw władzy. Czy coś podobnego może się wydarzyć w chińskich fabrykach?

Pun Ngai: W chińskich regionach przemysłowych najważniejsza jest teraz koncentracja własności oraz wejście na rynek pracy nowego pokolenia robotników. Fabryki stają się coraz większe. Największa fabryka koncernu Foxconn - który produkuje m.in. dla Apple'a, Della czy HP - ma 350 tys. robotników. Przeciętna fabryka Foxconn to 100 tys.

To jak miasto!

- Tylko tacy kapitaliści są dziś na tyle duzi, żeby przetrwać w brutalnej światowej konkurencji. W fabrykach odbywa się też zmiana pokoleniowa. Młodzi mają inne oczekiwania wobec życia niż ich rodzice, którzy przyjeżdżali do pracy w latach 90. Nie chcą wracać na wieś. Woleliby mieszkać w nowoczesnych miastach, takich jak Pekin, Szanghaj czy Shenzen. Nie mogą jednak zostać w miastach, m.in. z powodu systemu meldunkowego, który im tego zabrania. Czują się duchowo uwięzieni. To tworzy napięcia. Stąd biorą się strajki, których liczba od 2000 r. szybko rośnie.

Ile strajków jest w Chinach?

- Nikt nie zna dokładnej liczby. Są codziennie. Jak wynika z naszych badań, wśród robotników pracujących w Shenzen większość raz czy dwa razy w życiu uczestniczyła w strajku w swoim zakładzie. To jednak strajki na małą skalę. Trwają dzień czy dwa.

Robotnicy wygrywają?

- Zwykle chodzi o zwiększenie zarobków, zapłacenie za nadgodziny - a wszyscy w chińskich fabrykach mają nadgodziny - albo protest przeciw przeniesieniu fabryki do innego miasta. Z reguły robotnicy wygrywają.

Te strajki nie są polityczne i firmy są do pewnego stopnia zdolne do kompromisu z robotnikami. Niedawno badałam strajk zorganizowany przez wykwalifikowanych robotników - mężczyzn. Było ich 150 i zorganizowali protest w fabryce liczącej 15 tys. pracowników. Fabryka ustąpiła, ale tylko wobec organizatorów. Oni poświęcili pozostałych.

Nie ma poczucia jedności między robotnikami? Każdy walczy o siebie?

- Dlatego bardzo trudno porównać to, co się dzieje w chińskich fabrykach, z "Solidarnością".

Ale w Polsce "Solidarności" nikt się nie spodziewał. Socjologowie wtedy też pisali o atomizacji, nieumiejętności budowania więzi między Polakami.

- Ci młodzi chińscy migranci nie mają jednak doświadczenia socjalizmu. Nie mają nawet słownika protestu. Kiedy pytamy: "Czy chciałbyś mieć związek zawodowy?", większość nawet nie wie, co to jest. Oczywiście jest mała liczba robotników wykwalifikowanych, którzy pracują w przemyśle dziesięć lat i dłużej. Oni już dużo wiedzą z mediów o związkach. Wiedzą, jak wykorzystywać swoje prawa. W większości jednak ludzie pracują w fabrykach przez kilka lat. Potem wracają do wioski i zakładają rodziny.

Dziś jednak - kiedy chcą zostać w mieście - potrzebują pieniędzy. A pensja w fabryce wystarczy, żeby utrzymać jedną osobę - i to mieszkającą w fabrycznym dormitorium. Wynajęcie małego mieszkania pochłonęłoby już całe zarobki. Stąd gniew i presja na dalsze podwyżki.

O czym marzą ci młodzi ludzie? Bo kiedy jadą do fabryk, to dokładnie wiedzą, jak będzie wyglądała ich praca.

- Nie znają jednak miejskiej kultury konsumpcyjnej, która przeżywa dziś w Chinach boom. Pierwsza generacja robotników była gotowa pracować przez wiele godzin, żeby zarobić na budowę domu w rodzinnej wiosce. Dla młodych to już nie jest propozycja.

Prowadzi pani badania wśród robotnic. Jeżeli np. młoda kobieta znajdzie męża w mieście, może tam zostać?

- Mężczyźni z miasta nie chcą się żenić z wieśniaczkami. Różnice klasowe między robotnikami ze wsi i "miastowymi" są ogromne - w stylu życia, w edukacji, w modelu rodziny. Te młode kobiety w końcu muszą wrócić do swych rodzinnych wiosek. Tam nie mogą wytrzymać. Dziś na wsi najliczniejsza kategoria samobójców to właśnie młode kobiety.

One w fabryce próbowały zmienić się w nowoczesne dziewczyny: nosiły dżinsy, malowały się. Wyobraź sobie teraz, że po kilku latach musisz wrócić do wioski, wyjść za mąż za miejscowego mężczyznę, wrócić do pracy w polu. Nie chcą tego. Kłócą się z rodziną męża.

Było głośno o samobójstwach robotników w fabrykach, ale naprawdę jest ich znacznie więcej na wsi niż w rejonach przemysłowych. W fabrykach samobójstwa popełniają w większości bardzo młodzi robotnicy, ci, którzy mają 17-18 lat. Przyjeżdżają ze wsi, zatrudniają się np. w Foxconn, bo słyszą: "Tu są najlepsze warunki pracy". Tymczasem presja w fabryce jest ogromna i sama fabryka jest ogromna. Czują się zupełnie bezwartościowi. Nie widzą sensu życia.
Stołówka w takiej fabryce sama wygląda jak fabryka. Są linie produkcyjne z różnymi potrawami i gigantyczny basen na makaron. W dormitoriach ludzie nie mają życia prywatnego. Nawet pranie własnych rzeczy jest zabronione - wszystko robi firma. Specjalnie miesza się robotników z różnych prowincji, żeby nie mogli się dogadać.

Kiedy jesteś robotnikiem, to wszystko ci mówi: "jesteś nikim". Robotnicy powtarzają mi: "Pracujemy szybciej niż maszyny, ale jesteśmy tylko maszynami".

Ile lat tak można żyć?

- No cóż, dopóki pracujesz w mieście, mieszkasz w dormitorium. Niektórzy mieszkają tam po dziesięć lat. Trzeba pamiętać, że ten system fabryczny działa dopiero od 20 lat.

Fabryka kontroluje całe życie robotników przez 24 godziny na dobę. Twoja przestrzeń życiowa, kontakty towarzyskie są organizowane przez firmę. Całe życie jest jak linia produkcyjna.

Nikt nie zmusza tych ludzi do pracy w fabrykach.

- Ależ zmusza! Od połowy lat 80. młody człowiek musi opuścić wieś, bo kiedy skończy szkołę średnią, nie ma dla niego pracy, a z pracy na roli w ogóle nie sposób wyżyć.

Kiedyś w Chinach myślano, że kawałek ziemi, którzy dostawali rolnicy, wystarczy, aby ich wyżywić wraz z rodzinami. Teraz pieniądze, które wydają na budowę domu, na szkoły dla dzieci, na opiekę medyczną, nie pochodzą z pracy na roli. To wszystko oszczędności z fabryk. Całe życie wsi obraca się wokół gotówki przysyłanej z pracy w fabrykach.

Przypomina mi to proces grodzenia w Anglii w XVII w. W Anglii rolnikom zabierano ziemię i wypychano do miast, gdzie zaczynali pracować w przemyśle. Chińczycy mają jeszcze ziemię, ale ich sytuacja materialna i duchowa jest podobna. Nikt nie może zostać na ziemi - wszyscy, którzy dorastają na wsi, muszą migrować do miast.

Praca w fabrykach jest upokarzająca i odczłowieczająca, ale mimo to poziom życia chyba się podnosi? Jaki był poziom życia w Chinach 20 lat temu, a jaki jest dziś? Robotnicy kupują motory, komputery, telewizory.

- Na wzroście gospodarczym korzysta przede wszystkim klasa średnia w miastach. To ona ma telewizory i komórki - niektórzy zmieniają je nawet co roku, zgodnie z modą. Ale jeżeli popatrzymy na zarobki robotników i uwzględnimy inflację, to w latach 90. były prawie takie same. Wtedy robotnicy zarabiali 500 juanów, teraz przeciętna pensja w fabryce to 1500-2000 juanów, ale ceny wzrosły bardziej niż zarobki. W latach 90. budowa domu na wsi kosztowała 20 tys. juanów. Teraz potrzeba na to 200 tys.

W połowie lat 90. dzieci ze wsi mogły mieć jeszcze nadzieję, że dostaną się na uniwersytet. Teraz konkurencja jest zabójcza, a koszt dobrego przygotowania do egzaminów - bardzo wysoki. Robotnicy oczywiście czują te zmiany.

Rząd ostatnio podnosił płacę minimalną i zmieniał prawo pracy na bardziej przyjazne robotnikom.

- Rząd chiński wygląda na bardzo silny - ale tylko w oczach zachodnich analityków, którzy myślą, że Chin nie dotknął kryzys gospodarczy i że PKB rośnie bardzo szybko. Z perspektywy chińskiego robotnika albo chłopa państwo jest jednak bardzo słabe. Kiedy potrzebują wsparcia i ochrony, państwa praktycznie nie ma. Teoretycznie w 2008 r. wprowadzono zakaz zatrudniania ludzi bez formalnych umów. Ale w budownictwie nadal 99 proc. robotników ich nie ma. W sektorze usług - połowa. A więc ochrona państwowa jest minimalna.

Pekin obawia się niepokojów i martwi o "harmonię społeczną". Np. rząd chciał, żeby w jednej z fabryk Foxconn zaczął działać oficjalny związek zawodowy. Foxconn odmówił i nic się nie stało. W tych fabrykach, w których związek zawodowy działa, jest całkowicie kontrolowany przez zarządy, a nie przez partię. Rządowi się to nie podoba, ale nie kontroluje sytuacji.

Kapitał rządzi strefami przemysłowymi. Firmy budują tam własne imperia. W praktyce nikt nie może tam wejść.

Nawet policja? Bezpieka?

- Firmy mają własne służby bezpieczeństwa. Foxconn ma jedną pokazową fabrykę, do której zaprasza gości z zewnątrz. Do innych nawet lokalne władze nie mogą wejść.

I tolerują tę sytuację? Bo my na Zachodzie mamy zwykle wyobrażenie wielkiego chińskiego rządu, który wszystko kontroluje.

- To nieprawda! Państwo tylko wygląda na potężne. Np. świetnie radzi sobie z promocją wzrostu gospodarczego opartego na eksporcie. Ale to kosztowne: sprzedajesz swoją siłę roboczą, swoją ziemię prawie za darmo. Rząd musi zapewniać usługi publiczne, np. edukację. Kapitał uniemożliwia mu wprowadzenie w życie tych praw, które mają poprawić sytuację robotników.

Pani się nie boi występować przeciw rządowi?

- Mieszkam przez pół roku w Hongkongu, przez pół roku w Pekinie. Przyzwyczaiłam się do nacisku. Obserwują mnie, ale nie wpływają na to, co robię. Mam paszport hongkoński, więc mogę swobodnie podróżować i uczyć.

Spotykałem w Chinach zachodnich biznesmenów. Mówili: "Chińscy robotnicy zarabiają za dużo, przeniesiemy się do Wietnamu albo do Indonezji". Czy zachodnich biznesmenów obchodzi, co się dzieje z ich pracownikami?

- Podstawowy cel zachodniego biznesu to zarabianie pieniędzy - model biznesowy w Chinach sprowadza się więc do stałego obniżania kosztów. To się trochę zmienia z powodu presji konsumentów na Zachodzie - firmy mówią o "odpowiedzialnym biznesie" i wprowadzają "kodeksy postępowania". Czasem próbują poprawić warunki pracy. Ale to oczywiście nie jest ich główny cel. Zresztą firmy zachodnie w większości nie mają swoich fabryk w Chinach. Zlecają produkcję firmom azjatyckim - kapitał pochodzi z Tajwanu, Hongkongu albo Chin.

Sytuacja, którą pani opisała, nie może trwać wiecznie. Dojdzie do wielkich protestów?

- Ostatnio rząd ułatwia robotnikom możliwość legalnego organizowania się - dziś często zaczynają strajk, bo nie mają jak rozmawiać z szefami firm. Teoretycznie w Chinach mamy prawo do strajku zapisane w konstytucji, ale to prawo jest ogólnikowe. Nigdy nie wiadomo, czy strajk jest legalny, czy nie. Wszystko zależy od interpretacji władz. Praktyka była taka, że robotnicy nie byli aresztowani za strajk, o ile nie zniszczyli własności firmy.

Nie wiem, czy to wystarczy, aby utrzymać pokój społeczny. Robotnicy szybko się uczą.

Rozmawiał Adam Leszczyński

*prof. Pun Ngai - socjolog, profesor Uniwersytetu Miejskiego w Hongkongu i Uniwersytetu Technicznego w Pekinie. Właśnie ukazała się u nas jej książka "Pracownice chińskich fabryk ", Oficyna Wydawnicza Bractwa Trojka, Poznań 2010

Źródło: Gazeta Wyborcza

Wrocław: Strajk włoski w fabryce FagorMastercook

Kraj | Prawa pracownika | Protesty

Związki zawodowe w FagorMastercook rozpoczęły dziś strajk włoski. Protestują przeciwko zbyt niskim podwyżkom wynagrodzenia. Związki zawodowe rozpoczęły spór zbiorowy z zarządem spółki 23 listopada. Domagały się podwyższenia wynagrodzeń o 10 proc. rocznie. - I rzeczywiście, te podwyżki zostały przyznane, tyle że dla kadry kierowniczej. [...] Pracownicy produkcji, którzy pracują powyżej pięciu lat, dostali 50 zł brutto podwyżki. A już teraz zarabiają ledwie 1800 zł brutto. Płace nie drgnęły od kilku lat przy pięciokrotnie wyższym obrocie firmy - mówi Lech Bąk, przewodniczący "S" w FagorMastercook.

Związkowcy domagają się też utrzymania nagród jubileuszowych wypłacanych raz na pięć lat. Strajk włoski będzie prowadzony co najmniej do końca tygodnia.

Właściciele Biedronki bogatsi dzięki wyzyskowi w Polsce

Prawa pracownika

Jak podaje gazeta "Jornal de Negocios", właściciele firmy Jeronimo Martins, do której należy sieć Biedronka, zarobili w 2010 roku 1,5 mld euro. Gazeta odnotowuje, iż fortuna rodziny Soares dos Santos zwiększyła się w ubiegłym roku aż o 63 proc., w dużej mierze dzięki ekspansji w Polsce.

W sieci Biedronka sprzedaż netto zwiększyła się o 29,1 proc. Wygląda na to, że im większy jest wyzysk pracowników, im biedniejsi są klienci, tym większe są zyski rodziny portugalskich miliarderów i bogatych udziałowców firmy.

Krzysztof Bukiel z OZZL za likwidacją własnego związku zawodowego!

Kraj | Blog | Prawa pracownika | Strajk | Tacy są politycy

„Dążę do likwidacji Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, bo Związek jest, jeżeli on istnieje, ma wielką siłę to jest jedynie dowód patologii w danej dziedzinie, bo tak naprawdę najlepszym obrońcą pracownika to jest pracodawca, który bije się o pracownika” – Krzysztof Bukiel, Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy (OZZL).

Nie dziwi mnie fakt wypowiadania takich nonsensów przez tzw. "związkowca", który jest zwolennikiem Unii Polityki Realnej oraz jej ultraliberalnych dogmatów. Dziwi mnie natomiast fakt, że tego Pana jeszcze pracownicy nie wywieźli na taczce i nie dali kopa w dupę na rozpęd.

http://www.tomasso.pl

Włochy: Fiat znów wymusił gorsze warunki pracy strasząc przeniesieniem fabryk

Świat | Prawa pracownika

W dniu 13 stycznia, ponad 5 tys. pracowników fabryki Fiata w Turynie głosowało nad nową umową zbiorową, która drastycznie zwiększa liczbę godzin pracy, skraca przerwy i ogranicza prawo do działań protestacyjnych. Pracownicy byli szantażowani przeniesieniem produkcji w razie odrzucenia kontraktu. Związki zawodowe, choć początkowo protestowały przeciwko porozumieniom, w końcu je poparły.

Nowy kontrakt zakłada pracę na 18 zmian w tygodniu, zamiast systemu 10-zmianowego, który obowiązywał poprzednio. Wprowadzone zostały trzy zmiany dziennie, od poniedziałku rano do niedzieli rano. Choć tydzień pracy nadal oficjalnie wynosi 40 godzin tygodniowo, pracownicy mogą teraz być wzywani do 120 nadgodzin rocznie. Podczas każdej 8-godzinnej zmiany, pracownicy mają prawo jedynie do dwóch 10 minutowych przerw. Drastycznie też ograniczono urlopy chorobowe pod pretekstem "walki z niestawiennictwem w pracy”.

Podobny kontrakt został narzucony zeszłego lata pracownikom w Pomigliano, niedaleko Neapolu. Twierdzono wtedy, że ta umowa była "wyjątkiem”, koniecznym by przenieść z powrotem do Włoch produkcję Fiata Pandy. Pracownicy ugięli się wtedy i głosowali za nową umową. Co ciekawe, pracowników zakładu w Tychach, gdzie jest produkowana stara wersja Fiata Pandy, również zmuszono do zaakceptowania gorszych warunków pracy, grożąc zamknięciem zakładu i przeniesieniem produkcji.

Łódź: W czwartek wyroki w sprawie śmierci w Indesicie

Kraj | Prawa pracownika

W najbliższy czwartek, 27 stycznia, przed łódzkim sądem rejonowym dla dzielnicy Widzew zapaść mają wyroki w sprawie tragicznego wypadku w łódzkich zakładach Indesit, w wyniku którego w roku 2005 zginął 21 – letni robotnik. Oskarżonych w tej sprawie jest pięć osób z kierownictwa zakładów w tym włoski dyrektor fabryki, dyrektor do spraw produkcji i kierownik zmiany, których działania zdaniem prokuraturu doprowadziły do śmierci pracownika zakładu. Grożą im kary do 2,5 roku pozbawienia wolności.

Według prokuratury, nie dopełnili oni obowiązków w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy, skutkiem czego było narażenie kilkunastu pracowników na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zarzucono im nieumyślne spowodowanie uszkodzeń ciała u jednego z pracowników i nieumyślne spowodowanie śmierci zatrudnionego w fabryce 21-letniego Tomasza J. Obrona domaga się uniewinnienia oskarżonych.

Chiny: Policja strzela do protestujących pracowników

Świat | Prawa pracownika | Protesty | Represje | Strajk

W autonomiczny regionie Guangxi Zhuang w południowych Chinach policja postrzeliła 5 osób podczas protestu w związku z brakiem wypłat. Około 100 robotników budowlanych z budowy w Wuzhou City rozpoczęło marsz na budynek lokalnego rządu. Drogę zagrodziła im policja i zaczęła strzelać do nieuzbrojonego tłumu.

Szpital w Hong-Kongu doniósł o 20 rannych osobach poddawanych leczeniu w tym 5 robotnikach, którzy ucierpieli od ostrej amunicji. Fotografie opublikowane po zdarzeniu pokazują, że pracownikom drogę zagrodziły policyjne oddziały prewencji. Rzecznik prasowy policji z Wuzhou legitymujący się jedynie imieniem Xie powiedział Kyodo News, że był to "nielegalny marsz", ale nie potwierdził użycia ostrej amunicji.

Pracodawca zalega w wypłatach 151 tysięcy dolarów, a według niektórych doniesień, po wykonaniu budowy zbiegł z pieniędzmi do sąsiedniej prowincji Guangdong.

Kanał XML