Istnienie klas społecznych często pomijane jest w mediach główno-nurtowych, a jeżeli już pada termin „klasa” trudno nie odnieść wrażenia, że na świeci...
Po raz 44 spotykamy się na łamach anarchistycznego periodyku „Inny Świat”. Tym razem, nieco szerzej, podjęliśmy dwa, a nawet trzy tematy... Niejako te...
Tureckie władze w osobie prezydenta Erdoğana rozpoczęły zmasowaną kampanię prześladowania zamieszkałej w tym kraju mniejszości kurdyjskiej. Wszystko z...
Jak blisko jesteśmy nienawiści Niemców lat trzydziestych do „obcych”? W ostatnią sobotę zorganizowano manifestacje skierowane przeciwko uchodźcom z kr...
Bardzo duża część uchodźców, przedstawianych jako Syryjczycy, jest tak naprawdę Kurdami, zamieszkującymi Syrię. Kurdowie od lat toczą walkę o stworzen...
Czytelnik CIA (niezweryfikowane), Czw, 2008-08-07 13:42
"jeśli znasz historie hipisie na opak to powinneś wiedzieć ze wojna jako sposób rozwiązywania konfliktów...... sama je tworzy a nie rozwiązuje. Z jednym z nich jest na przykład powstawanie i utrwalanie struktur władzy która przenosi swe kompetencje na sferę cywilną. Oczywiście czasem nie ma innego rozwiązania niż walka. Ale pasjonować się dziś militaryzmem to obłęd. Jakby nie było tych wszystkich atomów i innego syfu mogącego rozpiździć tą planetę na kawałki w przeciągu chwili. To smutne ale wraz z wymieraniem pokolenia pamiętającego koszmar wojny ginie strach przed nią a rośnie fascynacja przemocą instytucjonalną i nie tylko. Pacyfizm zaś nie jest w modzie. A nie dobrze - pacyfizm jako polityczny ruch zmierzający do rozbrojenia ma sens przynajmniej puty puki ostatnia bomba atomowa nie zostanie rozbrojona a armie nie będą niczym więcej jak sąsiedzkimi formacjami samoobrony służącymi przede wszystkim to walk z klęskami żywiołowymi co najwyżej dając szanse na wyżycie się młodym chłopcom."
Ja pozwolę sobie się wypowiedziedzieć, choć nie jestem autorem tekstu, na który padła powyższa odpowiedź.
Wojna, jak każde inne działanie człowieka, tworzy problemy. Czasem jednak nie da się jej uniknąć, a czasem jest konieczna. Można to nazwać cynizmem, ale totak, jak dowódca zgrupowania pancernego musi przeznaczyć kilka jednostek na 100% stracenie, aby reszta przeszła. Cynizm? Nie, konieczność. Potworna, ale jednak. Nie ma od tego ucieczki.
Co jest obłędnego w pasjonowaniu się militaryzmem? Owszem, nie pasjonuje mnie maszerowanie, wykonywanie komend czy oglądanie zwłok zabitych. Ale np technologia i estetyka niemieckich maszyn pancernych, myśliwców z czasów bitwy o anglię, motocykli wojskowych np radzieckich - tak. Bo to są rzeczy piękne iciekawe, choć bardzo groźne i niszczycielskie. Jestem np fanem ciężkiego karabinu maszynowego MG - 42. Uważam, że z maszyn wytworzonych reką człowieka pod względem odgłosu wydawanego podczas pracy jedynie dwa inne typy mogą z nim rywalizować - amerykański silnik 7,5 litra V8 stosowany w Dodge Chargerze, rocznik 68, oraz silnik Harleya Davidsona "knucklehead" na wolnych wydechach. Jestem chory? Nie, mam swoje pasje.
Wymiera pokolenie znające NASZĄ wojnę. Na świcie cały czas toczą się wojny. A III światowa na pewno nadejdzie. O to sięnie martw.
Pacyfizm jako społeczny ruch zmierzający do rozbrojenia jest infantylny i irracjonalny. W codziennym życiu jestem pacyfistą, tyle, że specyficznie pojmuję to pojęcie. Raz, że unikam agresji, jest dla mnie wstrętna w wykonaniu ludzi prymitywnych, niesie też ze sobą mnóstwo zagrożeń - jedno przypadkowe kopnięcie leżącego delikwenta glanem w kręgosłup, skroń, serce - i czesć, idziesz gibać za debila, lub też okazuje się, że miał potęzne plecy, i i twoi bliscy mogą mieć przesrane. Menele, kibole, drechy, ochrona, wreszcie antifa na ostatnim starciu publikowanym podczas marszu łysozjebów - to jest żałosne, szarpanina, obrzucanie się obelgami, wykrzywanie nabrzmaiłych mord. Jestem zwolennikiem wschodniego podchodzenia do walki, opanowanej, czystej techniki, ze spokojną twarzą, za to zabujczej w działaniu. jak pięknie mieniacy się odblaskami miecz samurajski. Kto dużo miota przekleństwi ,wywija odnóżami, wozi się po ulicy jest tak naprawdę słaby, i jego agresja wynika z kompleksów i starchu. Prawdziwie niebezpieczni ludzie nie potrzebują tego. Są skuteczni, nie agresywni. Mój pacyfizm, to odczekanie do momentu, kiedy nie da się uniknąć konfrontacji, to nie kierowanie się chęcią zniszczenia tkanek przeciwnika/ków, tylko smutna konieczność, realizowana cicho i skutecznie, bez wycofania się, zawachania. Ale dokąd można, trzeba unikać, choćby po to, aby nie być takim jak oni, ci którzy nas atakują.
Formę milicji ochotniczych w naszym sprymitywniałym społeczeństwie sobie może darujmy. Jeśli system kontroli i nakazów, trzymania za mordę nie daje rezultatów w postaci wychamowania brutalnej agresji i chęci gwałtu i niszczenia wśród żołnierzy zawodowych, jak w Afganistanie niedawno, to co dopiero byłoby z bandą ludzi przez nikogo niekierowanych....
Protest przeciwko zawłaszczaniu tegorocznego marszu antyfaszystowskiego 11 listopada przez partię Razem i współpracujące z nią organizacje, podpisaneg...
Manchester Solidarity Federation sprzeciwia się zarówno opcji "in" jak i "out". W sprawie referendum dotyczącego członkostwa w Unii Europejskiej wyraż...
Nie należy jednak zbyt na to liczyć. Można być niemal pewnym, iż żaden uczony nie ośmieli się dziś traktować człowieka tak, jak traktuje królika; trze...
Mówiłem już, gdzie szukać zasadniczej praktycznej przyczyny potężnego jeszcze obecnie oddziaływania wierzeń religijnych na masy ludowe. Owe właściwe i...
W dniach 25-26 czerwca, anarchosyndykaliści spotkali się na konferencji pod Madrytem, by omówić powstanie nowej federacji i utworzenie na nowo anarch...
„Omawiając działalność i rolę anarchistów w rewolucji, Kropotkin powiedział: ‘My, anarchiści rozmawialiśmy dużo o rewolucjach, ale niewielu z nas zost...
Jak się okazuje, kulturalne elity zaczęły dyskutować o warunkach pracy w restauracjach i barach, gdzie są stałymi bywalcami. Pomimo faktu, że wiele sz...
"jeśli znasz historie
"jeśli znasz historie hipisie na opak to powinneś wiedzieć ze wojna jako sposób rozwiązywania konfliktów...... sama je tworzy a nie rozwiązuje. Z jednym z nich jest na przykład powstawanie i utrwalanie struktur władzy która przenosi swe kompetencje na sferę cywilną. Oczywiście czasem nie ma innego rozwiązania niż walka. Ale pasjonować się dziś militaryzmem to obłęd. Jakby nie było tych wszystkich atomów i innego syfu mogącego rozpiździć tą planetę na kawałki w przeciągu chwili. To smutne ale wraz z wymieraniem pokolenia pamiętającego koszmar wojny ginie strach przed nią a rośnie fascynacja przemocą instytucjonalną i nie tylko. Pacyfizm zaś nie jest w modzie. A nie dobrze - pacyfizm jako polityczny ruch zmierzający do rozbrojenia ma sens przynajmniej puty puki ostatnia bomba atomowa nie zostanie rozbrojona a armie nie będą niczym więcej jak sąsiedzkimi formacjami samoobrony służącymi przede wszystkim to walk z klęskami żywiołowymi co najwyżej dając szanse na wyżycie się młodym chłopcom."
Ja pozwolę sobie się wypowiedziedzieć, choć nie jestem autorem tekstu, na który padła powyższa odpowiedź.
Wojna, jak każde inne działanie człowieka, tworzy problemy. Czasem jednak nie da się jej uniknąć, a czasem jest konieczna. Można to nazwać cynizmem, ale totak, jak dowódca zgrupowania pancernego musi przeznaczyć kilka jednostek na 100% stracenie, aby reszta przeszła. Cynizm? Nie, konieczność. Potworna, ale jednak. Nie ma od tego ucieczki.
Co jest obłędnego w pasjonowaniu się militaryzmem? Owszem, nie pasjonuje mnie maszerowanie, wykonywanie komend czy oglądanie zwłok zabitych. Ale np technologia i estetyka niemieckich maszyn pancernych, myśliwców z czasów bitwy o anglię, motocykli wojskowych np radzieckich - tak. Bo to są rzeczy piękne iciekawe, choć bardzo groźne i niszczycielskie. Jestem np fanem ciężkiego karabinu maszynowego MG - 42. Uważam, że z maszyn wytworzonych reką człowieka pod względem odgłosu wydawanego podczas pracy jedynie dwa inne typy mogą z nim rywalizować - amerykański silnik 7,5 litra V8 stosowany w Dodge Chargerze, rocznik 68, oraz silnik Harleya Davidsona "knucklehead" na wolnych wydechach. Jestem chory? Nie, mam swoje pasje.
Wymiera pokolenie znające NASZĄ wojnę. Na świcie cały czas toczą się wojny. A III światowa na pewno nadejdzie. O to sięnie martw.
Pacyfizm jako społeczny ruch zmierzający do rozbrojenia jest infantylny i irracjonalny. W codziennym życiu jestem pacyfistą, tyle, że specyficznie pojmuję to pojęcie. Raz, że unikam agresji, jest dla mnie wstrętna w wykonaniu ludzi prymitywnych, niesie też ze sobą mnóstwo zagrożeń - jedno przypadkowe kopnięcie leżącego delikwenta glanem w kręgosłup, skroń, serce - i czesć, idziesz gibać za debila, lub też okazuje się, że miał potęzne plecy, i i twoi bliscy mogą mieć przesrane. Menele, kibole, drechy, ochrona, wreszcie antifa na ostatnim starciu publikowanym podczas marszu łysozjebów - to jest żałosne, szarpanina, obrzucanie się obelgami, wykrzywanie nabrzmaiłych mord. Jestem zwolennikiem wschodniego podchodzenia do walki, opanowanej, czystej techniki, ze spokojną twarzą, za to zabujczej w działaniu. jak pięknie mieniacy się odblaskami miecz samurajski. Kto dużo miota przekleństwi ,wywija odnóżami, wozi się po ulicy jest tak naprawdę słaby, i jego agresja wynika z kompleksów i starchu. Prawdziwie niebezpieczni ludzie nie potrzebują tego. Są skuteczni, nie agresywni. Mój pacyfizm, to odczekanie do momentu, kiedy nie da się uniknąć konfrontacji, to nie kierowanie się chęcią zniszczenia tkanek przeciwnika/ków, tylko smutna konieczność, realizowana cicho i skutecznie, bez wycofania się, zawachania. Ale dokąd można, trzeba unikać, choćby po to, aby nie być takim jak oni, ci którzy nas atakują.
Formę milicji ochotniczych w naszym sprymitywniałym społeczeństwie sobie może darujmy. Jeśli system kontroli i nakazów, trzymania za mordę nie daje rezultatów w postaci wychamowania brutalnej agresji i chęci gwałtu i niszczenia wśród żołnierzy zawodowych, jak w Afganistanie niedawno, to co dopiero byłoby z bandą ludzi przez nikogo niekierowanych....