Dodaj nową odpowiedź
Dziel i rządź
Akai47, Czw, 2008-08-07 08:32 BlogRozmowa o strategii rządu wobec związków z Trójki.
Dziel i rządź
Z Grzegorzem Nowackim, profesorem Uniwersytetu w Białymstoku, rozmawia Ewa Rosolak
Coraz częściej spotykaną wśród rządzących praktyką jest wybieranie partnerów społecznych i prowadzenie rozmów np. tylko z jednym ze związków zawodowych. Tak zrobił minister Boni, tak postępują ministrowie resortowi. Jak należy określić takie zjawisko?
– To wypływa z ogólniejszego przekonania, że przez rządzących wybrany został związek, który jest mocnym reprezentantem normalnych szeregowych obywateli.
Takie postępowanie może ułatwiać życie rządzącym, ale na dłuższą metę chyba się jednak nie opłaca?
– W praktyce przede wszystkim widzimy, że taki sposób postępowania jest niezgodny z polskim doświadczeniem. Z polskiego doświadczenia wynika bowiem, że klasa robotnicza, czy klasa w ogóle stara się o bezpośrednią prezentację swoich potrzeb. I żeby to osiągnąć często tworzy ad hoc stowarzyszenia i akcje protestacyjne. Takie postępowanie wynika z przekonania, że wszystkie te instytucje pośredniczące nie mają mocy sprawczej. I że tak naprawdę, jeśli chce się osiągnąć sukces w zaspokajaniu własnych interesów, to tylko przez bezpośrednie negocjacje z rządem.
A nie dzięki fachowym negocjacjom związków zawodowych?
– Nie wiem, skąd się wzięło przekonanie, które może było prawdziwe w czasach przełomowych, że związki są realną reprezentacją obywateli. Dziś wśród społeczeństwa dominuje przekonanie, że związki zawodowe to są synekury dla zasłużonych działaczy, którzy absolutnie lekceważą interes tych, którzy ich na tych posadach umocowali. Społeczeństwo w tych osądach nie jest odległe od rzeczywistości, bo – moim zdaniem – jest w tym jakaś prawda.
Kiedy Pan widzi, że minister Kopacz dogaduje się tylko z „Solidarnością” ratowników medycznych, to jak to Pan określa?
– To jest stara zasada „dziel i rządź”. Wybiera się jeden z wielu związków i dzięki temu doprowadza się do fermentu wśród pozostałych. Podczas strajków pielęgniarek i lekarzy uwidoczniło się, że jeśli preferuje się konkretną siłę, to pozostali zaczynają pytać: dlaczego nie z nami? I zamiast zajmować się przeciwnikami i prowadzić wspólne uzgodnienia zaczynają się konfliktować między sobą.
Czy nie powinna niepokoić sytuacja, w której zaczyna zanikać dialog społeczny?
– Uważam, że w Polsce w dalszym ciągu niewiele się robi dla budowania społeczeństwa obywatelskiego. Bo żeby takie społeczeństwo budować potrzebny jest dialog, czyli demokracja deliberatywna, polegająca na stawianiu problemów i ich oddolnym rozwiązywaniu poprzez partycypację i zaangażowanie ludzi.
Jak w takim razie widzi Pan przyszłość związków zawodowych?
– Wszystkie trendy światowe pokazują, że to jest przeszła forma instytucjonalna. Związki tak naprawdę znakomicie funkcjonowały w społeczeństwie przemysłowym. Tymczasem polskie społeczeństwo powoli wychodzi z fazy przemysłowej i przechodzi do fazy postnowoczesnej, w której liczą się inne struktury reprezentacyjne. Nie te, które oparte są na interesie klasowym, ale na interesie emocjonalnym. Bardziej liczą się struktury miękkie. Tymczasem związki zawodowe to struktury twarde.
Dziękuję za rozmowę.
źródło: http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2008080704





