Dodaj nową odpowiedź

O ruchu i parlamentaryzmie

Blog

Kolega prowadzący bloga Koniec kapitalizmu napisał notkę odnoszącą się do mojego wcześniejszego wpisu Arundhati Roy o lewicy autorytarnej. Postaram się odnieść do kilku kwestii poruszonych we wspomnianej notce.

Politycy maja wspolczesnie ogromna wprawe w ignorowaniu gigantycznej mobilizacji spolecznej.

Oczywiście i zawsze to podkreślałem, że typowe marsze od punktu A do punktu B są mało skuteczne nawet jeśli bierze w nich udział milion osób (vide demonstracje przeciwko wojnie w Iraku). Ale dlaczego tak jest? Często opiera się to na przeświadczeniu rządzących, niejednokrotnie słusznym, że za tymi masowymi zrywami dotyczącymi jednego tematu tak naprawdę nie stoi żaden realnie masowy i stabilny ruch. Wtedy wystarczy przetrwać "falę niepokoju moralnego", a sprawy wrócą do normy. Polskim przykładem może być ruch antygiertychowski - Inicjatywa Uczniowska, która zainicjowała protesty działała już zanim Giertych został ministrem, ale zbyt krótko, aby zbudować trwały i poważny ruch społeczny, który mógłby systematycznie naciskać na władzę. Fala antygiertychowska opadła i cały ruch zniknął - tak to bywa z jednorazowymi zrywami.

Co innego z zamieszkami. Tutaj już wygląda bardzo różnie. W Grecji np. ruch anarchistyczny od lat jest bardzo silny i aktywny na wielu polach. Zamieszki grudniowe nie spowodowały co prawda rewolucji (i chyba mało kto się na to nastawiał), ale dały po łapach policji i wysłały sygnał, że takie działania, jak mordowanie aktywistów, nie przejdzie bezkarnie. Rząd, aby przetrwać musi teraz trzymać psy na krótszej smyczy. Nie bez znaczenia jest także doświadczenie zdobyte przez ruch w tych walkach. Żaden rząd, nawet maksymalnie autokratyczny, nie może ignorować nastrojów społecznych. Nawet jeśli powsadza do więzień najbardziej "szumiące" osoby, to później zwykle musi pójść na jakieś ustępstwa. Wspomniany Bismarck - zdelegalizował SPD, ale jednocześnie pod wpływem zagrożenia zaburzeniami robotniczymi wprowadził jako pierwszy ubezpieczenia społeczne. Nie zgodzę się też ze stwierdzeniem dotyczącym technik policyjnych - w XIX wieku było znacznie gorzej, rządzący byli zdolni zrównywać z ziemią całe dzielnice robotnicze, żeby utrzymać się u władzy, a jednak ruch się odradzał.

Ruch jest najsilniejszy tam (Francja, Grecja, Wlochy, Niemcy) gdzie wlasnie wala sie resztki systemu panstwa opiekunczgo.

Nie wiem czy kiedykolwiek w Grecji było porównywalne do niemieckiego państwo opiekuńcze, z tego co mi wiadomo to nie było. Państwo opiekuńcze powstało w określonym momencie historycznym i w określonym rejonie świata, także dzięki potędze ruchu rewolucyjnego. Dziś we wszystkich wspomnianych krajach nie ma takiej siły, bo została rozbrojona przez upadek tego państwa, co spowodowało zwątpienie w jego możliwości. Żadna partia odwołująca się wprost do państwa socjalnego (Die Linke, NPA) nie wychodzi poza poparcie zarezerwowane dla małych partii. Mało kto wierzy w to, że da się zawrócić bieg rzeki. Wielu pamięta też jakim oszustwem było coś co nazywano państwem opiekuńczym. Jeśli sprawa państwa socjalnego znów wróci, to raczej jako po praz kolejny projekt elit mający na celu ratowanie kapitalizmu w trudnych chwilach (taka wszak jest geneza tego państwa). Teraz elity będą chciały powrócić do retoryki socjalnej - doprowadzić do powstania globalnej socjaldemokracji, która za pomocą kija i marchewki będzie próbowało utrzymać w ryzach niezadowolenie społeczne i zagrożenie wzmocnienia się na świecie ruchów rewolucyjnych. Ta zmiana dyskursu już jest widoczna, choć jeszcze nie w Polsce - piszą o tym m.in. Badiou i Bello w nowym Recyklingu Idei, który niedługo się ukaże. Popieranie takiego rozwiązania jest raczej działaniem na rzecz restauracji kapitalizmu, niż odwrotnie.

Tworzyc enklawy solidarnosci spolecznej rowniez dorga rzadowa, nawet jesli maja byc one skazane na zaglade

Nie wyobrażam sobie jak to by miało wyglądać w praktyce. Każde wciągnięcie aktywności społecznej w ramy państwowej biurokracji zabija autentyczną solidarność. Przypomina mi się w tym momencie historia, kiedy to kolejarze rosyjscy w 1919 roku spontanicznie ogłosili, że w związku z ciężką sytuacją będą pracować dobrowolnie w każdą wolną sobotę na rzecz rewolucji. Gdy dowiedział się o tym Lenin, stwierdził, że świadomość klasy robotniczej jest wielka i... postanowił o instytucjonalizacji tzw. subbotników. Teraz "dobrowolna dodatkowa praca" stała się przymusowa, co odebrało entuzjazm robotnikom do tej idei i spowodowało, że wydajność spadła a same subbotniki stały się raczej propagandowymi rytuałami, niż jakimkolwiek sensownym wkładem we wspólne dzieło.

Rozwiazywac droga rzadowa najpilniejsze kwestie, ktore nie moga czekac na rewolucyjny rozwoj wypadkow, a nie da sie ich zalatwic z poziomu ruchu jak np. prawne sankcjonowanie nowych rozwiazan dotyczacych zycia rodzinnego (podzial obowiazkow opiekunczych miedzy plcie itp.)

Ruch nie jest w warunkach kapitalizmu nic "rozwiązywać drogą rządową". Rząd to narzędzie władzy klasy panującej - i tylko na warunkach tej klasy są jakiekolwiek możliwe reformy. Jeśli klasie panującej opłacać będzie się chwilowo takie czy inne rozwiązanie, to zostanie ono wprowadzone i to nawet pod nieobecność partii socjalistycznej czy rewolucyjnej w parlamencie (reformy New Dealu Roosevelta będące wzorem dla tzw. państwa socjalnego, realizowali Demokraci - czyli liberałowie).

Ale uwazam ze potrzebna nam jest rowniez niezalezna od ruchu partia, ktora dziala w polityce parlamentarnej realizujac dwa ostatnie punkty.

Tak jak pisałem wyżej, część postulatów ruchu (te które są aktualnie na rękę klasie panującej, a co najmniej nie zagrażają jej panowaniu) realizować może każda niemal partia. Nie ma więc powodu, aby ruch zajmował się tworzeniem, czy popieraniem tej czy innej partii. Ruch, jeśli jest dostatecznie silny, będzie żądał, a nie prosił, nie chwalił, tylko się domagał i walił pięścią w stół.

Ruch moze popierac ja momentami, ale zawsze byc gotowym do bestialskiej krytyki. Zreszta te partie moga sie zmieniac, gdy jedna sie sprzeda kapitalistom ruch moze bojkotem odyslac ja do lamusa. Ruch kontrolujacy partie to jest to czego potrzebujemy.

Ruch nie powinien bawić się w jawne popieranie żadnej partii. Często jest tak, że trudno jest nagle zmieniać świadomość uczestników ruchu - ludzie którzy dzisiaj słyszą że dana partia jest ok i należy ją popierać w wyborach, jutro mogą z trudnością przyjmować nagłą zmianę stosunku do danej organizacji. Może to wprowadzić chaos i rozłamy w ruchu. Istnieje ogromne zagrożenie wasalizacji ruchu wobec danej partii i stępienia ostrza krytycznego, nawet gdy partia działa inaczej niż chce ruch. Mamy dziesiątki przykładów z historii, gdy ta wasalizacja uniemożliwiała reakcję odpowiednio szybko. Lepsza jest taktyka zastosowana podczas wyborów 1936 roku przez CNT - która wyjątkowo nie ogłosiła bojkotu wyborów (ale nie poparła też żadnej partii), w zamian za co zarządała konkretnych ustępstw od lewicowej koalicji - po wygranej zwolnienia więźniów anarchistycznych, oraz zapewnienia o wydaniu broni robotnikom w razie próby nacjonalistycznego puczu. CNT dzięki temu nie umoczyła się w żadną koalicję, ani bawienie się w popieranie tego czy innego kandydata. Była wystarczająco silna, aby żądać to czego chce, bez proszenia się o łaskę, czy "taktycznego schodzenia" z rewolucyjnej drogi. I to jest cel który powinniśmy mieć przed oczami - budowę silnego ruchu, który nigdy nie będzie prosił, zawsze żądał.

Odpowiedz



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <ul> <ol> <li> <blockquote> <small>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.