Dodaj nową odpowiedź
Czy GUS manipuluje danymi dotyczącymi wzrostu PKB?
Lewica Wolnosciowa, Śro, 2009-06-03 21:06 Blog
Premier Donald Tusk i ekipa niedawno zorganizowali PR-owskie przedstawienie w budynku Giełdy Papierów Wartościowych dotyczące rzekomego wzrostu Produktu Krajowego Brutto w Polsce w pierwszym kwartale tego roku. Główny Urząd Statystyczny podał, że w tym okresie wzrost PKB w stosunku do IV kw. osiągnął 0,4 proc. Rządowa machina propagandowa natychmiast ruszyła z kopyta. Tusk ogłosił tryumfalnie te dane w sali GPW na tle wielkiej mapy Europy na której niemal wszystkie kraje zostały zaznaczone na czerwono (tam gdzie wystąpił spadek PKB), oprócz Polski, zaznaczonej na zielono, która jawiła się w ten sposób jako wyspa stabilizacji. Zdjęcia Tuska na tle wspomnianej mapy pojawiły się naturalnie we wszystkich mediach.
Pomijam już takie kwestie, że u nas kryzys trwa nieustannie od lat praktycznie rzecz biorąc, a ok. połowy Polaków żyje na granicy lub poniżej minimum socjalnego i nie ma się z czego cieszyć, a także to, że nawet wzrost PKB nie oznacza, że przeciętnemu mieszkańcowi tego kraju będzie żyło się dostatniej, bo nic nie mówi o sposobie podziału wytworzonego bogactwa. Teraz jednak spora część analityków zgłasza zastrzeżenia do samej metodologii GUS-u. Warto podkreślić, że GUS jest instytucją państwową podległą premierowi, więc nie jest zupełnie niezależna i wolna od nacisków, szczególnie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.
W dzisiejszej Gazecie Wyborczej (warto wspomnieć, że to gazeta raczej prorządowa), ukazał się interesujący wywiad z ekonomistą ds. Europy Środkowo-Wschodniej w Bank of America/Merrill Lynch w Londynie Radosławem Bodysem. Mówi on, że raport o PKB za I kw. jest zastanawiający zarówno pod względem spójności statystycznej, jak i ekonomicznej. (...) Dla mnie zastanawiające jest, jak to możliwe, że u wszystkich naszych sąsiadów PKB leci na łeb na szyję - w Rosji o blisko 10 proc., na Ukrainie o 20 proc., w Niemczech o niemal 7 proc., w Czechach o ponad 3 proc. - a w Polsce rośnie? Eksport u nas spada o niemal 15 proc., w pierwszych trzech miesiącach mamy średnio 10-proc. spadek produkcji przemysłowej. A dane w rachunku kwartalnym dają niecały 6-proc. spadek wartości dodanej w przemyśle. To są zbliżone wielkości, tak duże różnice nie powinny moim zdaniem mieć miejsca.
Bodys zauważa także inne problemy:
Weźmy chociażby kwestię wyrównania sezonowego w danych dotyczących wzrostu PKB w stosunku do IV kw. 2008 r. Dane wyrównuje się, by można je było ze sobą porównywać. Ale są różne metody "wygładzania" surowych danych. Różnią się one pod względem doboru parametrów, inaczej patrzą na kwestie efektów kalendarzowych, np. takich jak tegoroczne przesunięcie świąt wielkanocnych. Jedne metody uwzględniają tylko dni robocze, inne także weekendy. Już na tej podstawie dane mogą się różnić, bo przecież w weekendy cały czas się produkuje np. energię.Jako że każdy kraj posługuje się nieco inną metodologią, tego rodzaju porównanie wzrostu PKB pomiędzy nimi może nie być miarodajne, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że różnica pomiędzy spadkiem a wzrostem PKB jest w przypadku Polski tak niewielka. Bez względu jednak na to, czy minimalny wzrost był, czy nie, dla pracowników sytuacja będzie się pogarszać: Bezrobocie będzie rosło, dopóki wzrost gospodarczy pozostanie poniżej potencjału, czyli 4-5 proc. Obecny trend sugeruje przyrost bezrobocia w ciągu najbliższego roku o 2-2,5 pkt proc., a to oznacza około 500 tys. nowych bezrobotnych.GUS podał, że wzrost w I kw. w stosunku do IV kw. osiągnął 0,4 proc., najwięcej w całej UE. Ale w zależności od wybranej metody, którą eliminuje się czynniki o charakterze sezonowym, można osiągnąć różne wyniki - spektrum zmiany PKB w I kw. w stosunku do IV kw. waha się od spadku o 0,7 proc. do wzrostu o 0,4 proc. Specyfikacja parametrów wyrównania sezonowego zastosowana przez GUS dała najwyższą możliwą wartość. A przykładowo gdyby dane wyrównać według metody stosowanej w USA, dałoby to spadek PKB w I kw. 2009 r. o 0,5 proc. w stosunku do IV kw. 2008.
(...)
Kolejną sprawą są inwestycje, które według GUS w I kw. wzrosły. Nie bardzo współgra to z informacjami od przedsiębiorstw, które już od IV kw. 2008 r. sygnalizują ograniczenie nakładów inwestycyjnych. Może to sugerować, że grono firm, które wpadają do GUS-owskiego koszyka, nie jest do końca reprezentatywne dla całości gospodarki.
Ciekawe ile jeszcze uda się rządzącym za pomocą tego rodzaju sztuczek propagandowych odwracać uwagę ludzi od skrzeczącej rzeczywistości.





