Dodaj nową odpowiedź
Katyń to nie było ludobójstwo
Lewica Wolnosciowa, Czw, 2009-09-10 21:07 BlogCo to się porobiło. Znowu zgodzić się muszę z politykiem prawicy i to takim, którego szczególnie nie znoszę. Ale jeśli przeciwnik polityczny powie coś mądrego wbrew dominującej propagandzie i wbrew własnemu środowisku, to trzeba to tym bardziej nagłośnić.
W wywiadzie dla Dziennika Stefan Niesiołowski powiedział, że Katyń to była zbrodnia wojenna. Ludobójstwo to jest zagłada narodu. W historii do tej pory były dwa ludobójstwa: Holokaust i wielki głód na Ukrainie. Katyń to było coś innego.
Z tym, że były tylko dwa ludobójstwa można dość ostro polemizować (np. zapomniał o eksterminacji Indian), ale wreszcie w naszym kontekście lokalnym ktoś zaczął podważać mit szeroko ostatnio lansowany (np. przez prezydenta Kaczyńskiego), że rozstrzelanie polskich oficerów w Katyniu było ludobójstwem. Nie było. Pojęcie ludobójstwa ma określone znaczenie i opisuje celowe wyniszczanie całych narodów, grup etnicznych, religijnych lub rasowych, zarówno poprzez fizyczne zabójstwa członków grupy, jak i kontrolę urodzin, przymusowe odbieranie dzieci czy stworzenie warunków życia obliczonych na fizyczne wyniszczenie. Oficerowie rozstrzeliwani byli przede wszystkim z przyczyn politycznych, bo nie chcieli iść na współpracę ze Stalinem i uznał on, że należy zlikwidować potencjalnych lub wręcz jawnych przeciwników politycznych. Nie było to nic wyjątkowego w jego praktyce – likwidował wcześniej całe frakcje polityczne w ZSRR. Mord katyński więc nie miał na celu eksterminację wszystkich żołnierzy tylko dlatego, że uważali się za Polaków. Oczywiście nie ma nic chwalebnego w mordowaniu bezbronnych już jeńców wojennych, ale nie można zrównywać tego faktu z Holocaustem.
Ta natrętna mania Polaków, żeby wciąż prezentować się światu jako najbardziej uciemiężony lud na ziemi, to ściganie się z Żydami i innymi pokrzywdzonymi jest męczące, by nie powiedzieć żałosne. Ciągle nas ktoś dręczy, ciągle nas ktoś morduje i na nas dybie. Prawicy i ogólnie rządzącym takie podtrzymywanie i wpajanie poczucia krzywdy odpowiada. W oblężonym przez wszechobecnych wrogów i “ludobójców” obozie łatwiej utrzymać dyscyplinę, łatwiej też porwać tłum do ewentualnej walki i prędzej udaje się wtłoczyć mity o jedności narodowej. Hitler na poczuciu krzywdy Niemców po przegranej przez nich I Wojnie Światowej doszedł do władzy. W PRL (który był bardziej nacjonalistyczny niż wielu się to wydaje) władza szeroko propagowała zagrożenie ze strony “rewizjonistów niemieckich”, aby zbudować swoją pozycję w kraju i utrzymać ludzi w poczuciu zagrożenia, a także wytłumaczyć wasalny stosunek względem ZSRR. Przykłady można mnożyć.
W przypadku Katynia dochodzi kolejny problem – zbrodnia ta miała określony klasowy wymiar. 15 tysięcy to dużo, ale jednak w kontekście milionów ofiar jakie ponieśli w czasie II Wojny Światowej mieszkańcy dawnej II RP, to jest znikomy odsetek (mówi się nawet o stratach rzędu 20 proc. całej populacji). Dlaczego więc przykłada się do Katynia tak wielką, nieproporcjonalną wagę? Wyjaśnienie wydaje się jedno - zabito tam głównie członków klas wyższych i górnej warstwy klasy średniej. To nie byli biedni ludzie. A jako że historia nasza podręcznikowo-szkolna nie jest neutralna, czy obiektywna, ale jest historią określonych klas, uniwersalizowaną na wszystkie klasy (historia Polski przedstawiana w szkołach to przede wszystkim historia szlachty, a następnie historia inteligencji i klas wyższych), stąd też Katyń jest tak bardzo lansowany. Inteligencja i ogólnie klasy wyższe poniosły wówczas ogromne straty. Dla nich, dla ich klasy, to była eksterminacja i szok. PRL im w utrwalaniu tej uniwersalizacji pomógł ukrywając prawdę o tej zbrodni, która zdążyła wówczas urosnąć do legendarnego wymiaru i stać się jednym ze sztandarowych haseł oporu wobec władzy bez względu na pozycję klasową.





