Dodaj nową odpowiedź

Totalitarna histeria, a nie żadne "oświadczenie anarchisty"..

Początkowo miałem (podobnie jak reszta moich kolegów z kolektywu, w którym wspólnie organizujemy koncerty) olać ten, ociekający jadem i kompleksami, stek bzdur, po części dlatego, że jest tak kuriozalny, po części przez wzgląd na znane (choć niezbyt sensowne) porzekadło, że tylko winny się tłumaczy, przede wszystkim zaś ze względu, że w ogóle potrzeba tłumaczenia się z tego, co robimy ze swoim czasem i że niekoniecznie pokrywa się to z oczekiwaniami osób postronnych, jest najzwyczajniej w świecie obraźliwa... Jednak chuj, widząc toczące się tu i ówdzie (szczęśliwie dość skromne) dysputy postanowiłem się przemóc i napisać co o tym ścieku sądzę...

Drogi Bartku, jakim cudem ktoś taki jak Ty ma czelność pisać o "odzieraniu kurtyny obłudy" przechodzi moje pojęcie. Czymże jeśli nie kwintesencją obłudy, jest granie serdecznego kumpla, rozmawiającego jakby nigdy nic i zapraszającego "na kawusię i ciasteczka" by dwa dni później tę samą osobę (wraz z trzema innymi, z których większością łączyły Cię również pozytywne, zdawałoby się, relacje) publicznie zbryzgać gnojem bzdur, półprawd, przeinaczeń i frustracji? Miałeś jakieś problemy z tym, jak organizujemy nasze imprezy, to mogłeś podzielić się nimi bezpośrednio z nami (choć i tak, że tak bezceremonialnie to ujmę, chuj Ci do tego co my robimy ze swoimi imprezami, jak Ci się nie podoba, to zamiast adresować postulat "słynnego DIY" do osób trzecich, zgodnie z nim "zrób to sam" tak, jak wg Ciebie należy, zamiast oczekiwać, że to my będziemy robić to, czego wymaga od nas sławny "anarchista" oczekujący od innych podporządkowania się jego woli), okazji jest przecież dość - masz nasze telefony, maile, wiesz gdzie mieszkamy, nierzadko się też spotykamy w różnych miejscach (w tym dwa dni przed Twym napuszonym apelem o bojkot naszych koncertów), wystarczyłoby naprawdę minimum dobrej woli... Obawiam się jednak, że Twa rosnąca frustracja każe Ci znajdować masochistyczną frajdę w, cytuję: "byciu niepopularnym i nielubianym"... Zatem łaskawie przestań pierdolić o obłudzie, gdyż sam nie masz pod tym względem sobie równych. Po tym osobistym wstępie, przejdę wreszcie do konkretów, przynajmniej na tyle, na ile umożliwia mi to chyba niezbyt kontrolowany (sądzę choćby po zaskakujących momentami konstrukcjach gramatycznych) słowotok Twego apelu...

1. Załóżmy na chwilę, że masz rację i nasze koncerty to tylko towarzysko-pijackie imprezy, w dodatku przynoszące wielkie zyski, które zdajesz się sugerować... Dlaczego miałoby Cię to boleć i jaki to powód by wzywać do bojkotu? Rozumiem, że sam masz niezbyt miłe skojarzenia z alkoholem i nie pijesz, ale czy to znaczy, że równie gorliwie i "anarchistycznie" będziesz zwalczał wszystkie inne imprezy, na których spożywane są procenty? Czy też jest jakiś konkretny powód, dla którego tylko te nasze spędzają Ci sen z powiek? Jeśli tak, to przykro mi, ale nie udało Ci się go w Twym "oświadczeniu" wyartykułować (chyba, że to, iż nie chcemy robić benefitów na cele dyktowane nam przez Ciebie lub Twego kolegę - albo nawet niedyktowane, niektóre powinniśmy zapewne odgadywać sami, ale oczywiście muszą one być po Twej myśli...). Mam też nadzieję, że podczas organizowanego przez Ciebie koncertu w Andersenie, gorliwie pilnowałeś by nikt "nie nabijał kabzy komercyjnemu lokalowi", w którym impreza się odbywała i że jeśli ktoś wyciągał w pobliżu baru jakiś "kolorowy banknot", to z anarchistyczną pieśnią na ustach wyrywałeś mu go niezwłocznie z ręki, przeznaczając na benefit (przecież inaczej jako organizator imprezy byłbyś odpowiedzialny za wsparcie, którego ów uczestnik koncertu udzieliłby budżetowi państwa)?

2. Narzekasz tyle na brak benefitów, a prawda jest taka, że większość robionych przez nas imprez (poza DIY Festem) nie przynosi zysków żadnych lub minimalne, a niekiedy również i straty (w drodze wyjątku, choć w sumie chuj Tobie czy komukolwiek, kto palcem przy nich nie kiwnął, do tego, zdradzę Ci, że z dwóch, które zrobiliśmy do tej pory od wakacji, jeden wyszedł na zero, a do drugiego dopłaciliśmy), a te pieniądze, które udało nam się zaoszczędzić po części zainwestowaliśmy w sprzęt, a resztę po prostu trzymamy w celu zabezpieczenia kolejnych imprez (zdarzało już nam się do nich dopłacać, bowiem wolimy czasem to, niż dać kapeli z daleka jakieś śmieszne grosze niezwracające nawet kosztów przyjazdu), do prywatnych kieszeni nie biorąc nic. TO JEDNAK TAK NAPRAWDĘ NIE MA ZNACZENIA BOWIEM NAWET GDYBYŚMY PRZEPIJALI ZYSKI Z KONCERTÓW, TO W DALSZYM CIĄGU NIE JEST TWOJA SPRAWA, ANI ŻADEN POWÓD DO BOJKOTU (tym bardziej z perspektywy, pożal się Boże, "anarchisty"). Nawiasem mówiąc część kasy z tegorocznego DIY Festu mieliśmy przeznaczyć na pewien charytatywny cel, ale że dosłownie 4 dni przed festem okazało się, iż kasa nań nie jest już potrzebna, postanowiliśmy po prostu lepiej potraktować kapele. Co oczywiście strasznie Cię boli, bo przecież to taka zbrodnia gdy kapela (która zwyczajowo prosi właśnie o zwroty kosztów, a i tak nie zawsze dostaje je w całości - sam grałeś w zespole, to dobrze wiesz jak jest, więc nawet niewiedzą nie możesz wytłumaczyć swej bezpodstawnej zawiści) dostanie ze 300 zł więcej (które dorzuci sobie do kosztu nagrania kolejnej płyty czy czynszu za salę prób)... Jasne, "alternatywny szołbiznes" jak cholera i (znowu cytat z Twego, jakże pełnego mądrości oświadczenia) "Usprawiedliwienia nie ma!"... Żałosne. Tymi samymi słowy skwitowałeś też zasłyszane w czasie rozmowy (nawiasem mówiąc kolejny przykład Twej obłudy - wypytując mnie o festiwal i koncerty, słowem się nie zająknąłeś, że masz jakieś wątpliwości związane z nimi - no tak, jak wiadomo, lepiej zrobić to w formie "anarchistycznej" odezwy wzywającej do bojkotu, niż w bezpośredniej rozmowie, w której skonfrontowany z faktami być może musiałbyś przyznać mi rację, co mogłoby zapewne stać się przyczyną anarchistycznego dyskomfortu) zdanie (bo nie jest to żadne tłumaczenie - przed kim i z jakiej racji mielibyśmy się tłumaczyć z czegoś, co jest raczej powodem do chwały?), że u nas ZAZWYCZAJ zagraniczne kapele na trasie dostają więcej kasy niż w innych polskich miastach. Szkoda, że przed publiczną ich krytyką i oskarżeniem o szołbiznes, nie wpadłeś na pomysł zapytać jakiego rzędu są to kwoty i jak one się mają do kosztów przez te kapele ponoszonych, dysponując tą wiedzą może byś uniknął robienia z siebie (i z nieznających realiów naiwniaków, którzy Ci wierzą, choć mam nadzieję, że takich zbyt wielu nie ma) pajaca... Otóż dla Twej wiadomości - większość kapel jadąc na trasę musi wynająć vana (znasz ceny polskie, zapewniam, że zagranicą są najczęściej znacznie wyższe), do tego najczęściej też kierowcę, a jeśli kapela nie jest z Europy, to dodatkowo także sprzęt (wzmacniacze, kolumny, perkusja itp.), co sprawia, że łączny koszt takiej zabawy to ok. 400-500 zł dziennie (także jeśli np. któregoś dnia na trasie koncertu załatwić się nie udało lub został on odwołany, np. z powodu ewikcji skłotu, w którym miał się odbyć) . Dodaj do tego paliwo, opłaty za autostrady (u nas "szczęśliwie" nie ma ich zbyt wiele, w innych krajach bywają nieuniknione i czasem kosztowne) i kupę innych kosztów (nie mówiąc o np. biletach lotniczych do Europy), a potem zacznij oskarżać o komercję zespoły, które mając takie koszta nierzadko dostają w Polsce 300-400 zł (i bynajmniej nie narzekają). Powtórzę raz jeszcze - te z dupy wyssane oskarżenia są po prostu ŻAŁOSNE.

3. Nie widzę najmniejszego powodu by się tłumaczyć z nieobecności na tych czy innych pikietach, demonstracjach itp., w dupie też mam czy mnie "wykluczysz" z ruchu anarchistycznego, zwłaszcza, że "anarchizm" bazujący na narzucaniu wszystkim własnej woli zwie się raczej faszyzmem lub komunizmem, a oboma z tych gówien szczerze pogardzam.

4. "Zarzut" nieprzyjścia na benefitowy koncert, na którym muzyka nie interesowała mnie w ogóle to już absolutne mistrzostwo. Na koncert zazwyczaj idę głównie w celu słuchania muzyki, ewentualnie towarzyskim. Jeśli chcę tylko finansowo wesprzeć dany cel, to po prostu wpłacam nań kasę (tak było w przypadku Rafała, zresztą na długo przed Twym pomysłem zrobienia koncertu), po chuj miałbym w tym celu tracić jeszcze czas na coś, co mnie nie obchodzi? Nawiasem mówiąc, o ile wiem, robiąc ten swój koncert nie miałeś oporów zwrócić się do jednego z nas z prośbą o porady (które otrzymałeś, mimo, że ta akurat osoba miała dość powodów by Twój email wyjebać do kosza nawet nie czytając) - też w gruncie rzeczy kilka dni przed Twym "odzierającym kurtynę obłudy" (chyba własnej) mailem...

Pojęcia nie mam po cholerę cały ten mail, bo w żadną z tych rzeczy nie masz prawa wtykać nosa, zwłaszcza w formie publicznej połajanki że nie robimy tego, czego wymaga od nas guru trójmiejskich anarchistów, jednak z jakiegoś powodu (naiwność?) poczułem chęć go naskrobać, więc jest ;)

Znamy się od lat i przykro mi, że w tak żenujący sposób się ta znajomość kończy, ale w gruncie rzeczy lepiej wiedzieć na czym się stoi, niż wciąż żyć w złudnym przekonaniu, że ktoś zdolny znienacka i publicznie obrzucić mnie błotem jest moim kolegą.

Wolf

PS. Z góry zaznaczam, że mail ten ma charakter jednorazowy i nie zamierzam wdawać się w jakiekolwiek dalsze polemiki czy wyjaśnienia. To w jaki sposób organizujemy koncerty (w tym i co robimy z ewentualnymi zyskami) bądź też czy i na jakie demonstracje uczęszczamy, to sprawa nasza prywatna, a nie przedmiot jakiejś publicznej dysputy przed samozwańczą jednoosobową Anarchistyczną Komisją Weryfikacyjną.

Odpowiedz



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <ul> <ol> <li> <blockquote> <small>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.