Istnienie klas społecznych często pomijane jest w mediach główno-nurtowych, a jeżeli już pada termin „klasa” trudno nie odnieść wrażenia, że na świeci...
Po raz 44 spotykamy się na łamach anarchistycznego periodyku „Inny Świat”. Tym razem, nieco szerzej, podjęliśmy dwa, a nawet trzy tematy... Niejako te...
Tureckie władze w osobie prezydenta Erdoğana rozpoczęły zmasowaną kampanię prześladowania zamieszkałej w tym kraju mniejszości kurdyjskiej. Wszystko z...
Jak blisko jesteśmy nienawiści Niemców lat trzydziestych do „obcych”? W ostatnią sobotę zorganizowano manifestacje skierowane przeciwko uchodźcom z kr...
Bardzo duża część uchodźców, przedstawianych jako Syryjczycy, jest tak naprawdę Kurdami, zamieszkującymi Syrię. Kurdowie od lat toczą walkę o stworzen...
Chodzi o to, że do wojny dążą grupy kapitałowe a nie społeczeństwa. To konflikt pomiędzy oligarchią rosyjską i zachodnią - dążenia rosyjskich oligarchów do uznania ich przez zachodnich za równych podczas gdy zachodni chcieliby ich podporządkować. Bardziej agresywni wydają się oligarchowie zachodni (choć nie są w tym całkowicie zgodni), to oni wkraczają na naturalne strefy wpływów wschodnich konkurentów, nie odwrotnie. A wszechobecna prowojenna propaganda (tak na zachodzie jak i wschodzie) po prostu ułatwia kontrolę społeczeństwa, tego wyjaśniać chyba nie trzeba - nic tak nie jednoczy ludzi jak wyraźnie wskazany wróg. Warto także pamiętać, że po obu stronach "frontu" demokracja jest raczej symboliczna niż faktyczna.
Chodzi o to, że do wojny
Chodzi o to, że do wojny dążą grupy kapitałowe a nie społeczeństwa. To konflikt pomiędzy oligarchią rosyjską i zachodnią - dążenia rosyjskich oligarchów do uznania ich przez zachodnich za równych podczas gdy zachodni chcieliby ich podporządkować. Bardziej agresywni wydają się oligarchowie zachodni (choć nie są w tym całkowicie zgodni), to oni wkraczają na naturalne strefy wpływów wschodnich konkurentów, nie odwrotnie. A wszechobecna prowojenna propaganda (tak na zachodzie jak i wschodzie) po prostu ułatwia kontrolę społeczeństwa, tego wyjaśniać chyba nie trzeba - nic tak nie jednoczy ludzi jak wyraźnie wskazany wróg. Warto także pamiętać, że po obu stronach "frontu" demokracja jest raczej symboliczna niż faktyczna.