Dodaj nową odpowiedź
Łódź - Indesit: kiedy znowu ktoś zginie?
r6mx, Pon, 2007-07-02 23:17 Kraj | Prawa pracownika
Pocięte opuszki i nadgarstki to w pogotowiu codzienność. Nie ma dnia, żeby nie opatrywano kogoś z łódzkiej fabryki lodówek i kuchenek Indesit.
Zygmunt Łopalewski, rzecznik fabryki:
"Nieprawda, mamy miesięcznie zaledwie kilka drobnych skaleczeń".
Według dokumentacji fabryki miesięcznie zdarza się tam około trzech lekkich zranień rąk.
Łopalewski:
"W fabryce pracuje 2,5 tysiąca osób. Mają najlepsze w świecie i najdroższe rękawice ochronne. Sprawę wypadków badała w maju Państwowa Inspekcja Pracy. Inspektor kontrolował wszystko przez dwa tygodnie. Nie znalazł żadnych nieprawidłowości. Nie było nawet zaleceń pokontrolnych. Jeśli ktoś opowiada o masowych wypadkach, to chyba chce nam zaszkodzić. Ciekawe kto nas tak nie lubi".
Statystyka podana przez rzecznika zdecydowanie różni się od tej na pogotowiu. W czerwcu pod hasłem "Indesit" opatrzono tam dwadzieścia osób.
Danuta Korcz, rzecznik pogotowia: "A to jeszcze nie wszystko, bo znaczna część pracowników zatrudniona jest przez agencje pracy tymczasowej, więc choć w praktyce pracują w Indesicie, formalnie nie są jego pracownikami. Szacujemy, że faktycznie tych zranień może być nawet trzy razy więcej, czyli 60 miesięcznie. Wiem od rejestratorki, że dwóch robotników nie chciało podać, skąd są, bo - jak powiedzieli - za ujawnienie miejsca pracy mogliby wylecieć. To przerażające".
Dyrektor pogotowia Bogusław Tyka: Mechanizm jest prosty. Każdy wypadek trzeba zgłosić do ZUS, który wypłaca odszkodowanie, ale jednocześnie podnosi pracodawcy składkę wypadkową. A więc w interesie pracodawcy jest nieujawnianie wypadków.
Według szacunków łódzkiego pogotowia najbardziej "wypadkowymi" zakładami są jeszcze: BSH, Gillette, VS - Polska, Hutchinson i Łódzkie Zakłady Energetyczne.
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź





