Dodaj nową odpowiedź

Protest mnichów

Świat

W stolicy Birmy wojsko strzela do ludzi z karabinów maszynowych. Zginęło co najmniej dziesięć osób. Władze przeszukują hotele i wyrzucają dziennikarzy - świadków wydarzeń.

Podczas wczorajszych demonstracji zabito co najmniej dwóch zagranicznych reporterów, czworo mnichów i dwie osoby świeckie. W ósmym dniu protestu w centrum Birmy - mimo zakazu - wśród oparów gazu łzawiącego i pod pałkami policji zebrało się nawet 70 tys. osób. Wszyscy protestują przeciwko wieloletnim autokratycznym rządom wojskowym. Władza jednak łatwo się nie podda. - Armia nakazała przez megafony powrót do domów, ostrzegając, iż ci, którzy pozostaną na ulicach, mogą zostać postrzeleni - podały agencje. Zaraz potem wojsko otworzyło ogień wprost do protestujących.

Skąd taka wola walki u Birmańczyków?

Do przebudzenia nie doszłoby, gdyby nie postawa tamtejszych mnichów.- Nie zaprzestaniemy protestów. Robimy to dla dobra ludu. Wiemy, że ryzykujemy życie - mówią kapłani.

Wokół siedzących na ulicy duchownych gromadzą się ludzie, którzy powtarzają za nimi słowa mantry. W tym samym czasie wojsko i policja stawiają zasieki z drutu kolczastego na ulicy prowadzącej do jednej z głównych świątyń buddyjskich - pagody Sule. Właśnie w tamtym rejonie doszło do najcięższych starć.

- W Birmie nie ma równości w naszym rozumieniu tego słowa. Mnisi to istoty niemal boskie. Uderzyć tam mnicha to jakby uderzyć samego kard. Dziwisza. Nie do pomyślenia! - mówi prof. Krzysztof Gawlikowski ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej będący na tamtejszej czarnej liście za wieloletnią działalność opozycyjną w Birmie. - Wystarczyło więc, że jakiś oficer idiota na samym początku wydał rozkaz pobicia mnicha. Dalej wydarzenia potoczyły się już jak lawina.

Jaki może być koniec protestów? - Nie ośmielę się niczego przewidywać. Jednak według mnie najlepszym rozwiązaniem byłoby zorganizowanie czegoś na kształt naszego okrągłego stołu - stwierdza prof. Gawlikowski.

Birma to prawie 50-mln kraj leżący na Półwyspie Indochińskim. Od czterdziestu lat rządzony jest przez juntę wojskową. Pomocy Birmie mogłaby udzielić społeczność międzynarodowa. Niestety, z powodu sprzeciwu Chin Rada Bezpieczeństwa ONZ nie potępiła wydarzeń w Birmie. Przebywający w Pekinie wysłannik amerykańskiej administracji Christopher Hill zaapelował jedynie do władz o dialog z protestującymi i powstrzymanie dalszego rozlewu krwi. George Bush na forum ONZ zdążył jeszcze zapowiedzieć zaostrzenie sankcji ekonomicznych wobec liderów reżimu, a przywódca Tybetańczyków Dalajlama wyraził pełne poparcie dla protestujących i ich apelu o wolność i demokrację. Spontaniczne demonstracje poparcia organizowane są w wielu miastach na całym świecie. Jednak na pomoc ze strony społeczności międzynarodowej eksperci nie liczą: - Kraje azjatyckie solidarnie nie uznają żadnej ingerencji państw Zachodu. Bo wiedzą, że jeśli zgodzą się na interwencję w Birmie, to następnym krajem, wobec którego zastosowane mogą być sankcje, będą oni sami - komentuje prof. Gawlikowski.

(Art. Ireneusz Sudak)

Ponad dwa tysiące demonstrantów przyszło pod położony kilka kilometrów dalej klasztor Ngwe Kyar Yan, gdzie w nocy w czasie akcji służb bezpieczeństwa pobito i aresztowano ponad 200 mnichów. Policja użyła gazów łzawiących przeciw ludziom, którzy ich bronili.

Mnisi domagają się poprawy warunków życia Birmańczyków i powrotu demokracji w kraju, rządzonym od 45 lat przez junty wojskowe. Są to największe antyrządowe działania w Birmie od 1988 roku, kiedy to junta brutalnie rozprawiła się z domagającymi się demokracji manifestantami, zabijając w Rangunie trzy tysiące osób.

Niezwłocznego zaprzestania brutalnych represji zażądały Stany Zjednoczone, Unia Europejska i Parlament Europejski, grożąc w czwartek sankcjami reżimowi birmańskiemu.

PE wezwał Rosję i Chiny, by zaprzestały blokować w Radzie Bezpieczeństwa ONZ potępienie brutalnego tłumienia pokojowych manifestacji w Birmie. Zaapelował też do "27 państw członkowskich UE o pilne skontaktowanie się z USA, ASEAN-em i innymi członkami wspólnoty międzynarodowej, by przygotować skoordynowaną serię dodatkowych posunięć, w tym konkretnych sankcji gospodarczych" przeciw juncie birmańskiej.

Rada Bezpieczeństwa ONZ wezwała w środę birmańskie władze do podjęcia pilnej współpracy ze specjalnym oenzetowskim wysłannikiem. Nie potępiła jednak oficjalnie wydarzeń w Rangunie z powodu sprzeciwu Chin i Rosji, które uważają, że konflikt w Birmie jest sprawą wewnętrzną, która nie zagraża pokojowi ani bezpieczeństwu międzynarodowemu, a więc pozostaje poza mandatem Rady Bezpieczeństwa.

USA zażądały od junty birmańskiej niezwłocznego położenia kresu "stosowaniu przemocy wobec pokojowych demonstracji". "Rząd birmański nie powinien stawać na drodze dążenia do wolności manifestowanego przez naród" - oświadczył rzecznik Białego Domu Gordon Johndroe.

Chiny, Australia i inne kraje świata wezwały juntę, by nie podejmowała nieprzemyślanych działań i nawiązała dialog z opozycją.

Laureat pokojowej Nagrody Nobla, były prezydent Lech Wałęsa, inicjator apelu do wojskowych władz Birmy o podjęcie rozmów ze społeczeństwem, oświadczył PAP w czwartek, że jest gotów osobiście pomóc w rozwiązaniu kryzysu w tym azjatyckim kraju.

Pod listem do władz Birmy podpisało się kilkunastu uczestników Okrągłego Stołu w 1989 r., oprócz Wałęsy m.in. gen. Wojciech Jaruzelski, Bronisław Geremek, Aleksander Kwaśniewski, Tadeusz Mazowiecki.

(Czytamy na Onet.pl)

Birma to państwo położone w Azji Południowo-Wschodniej, nad Zatoką Bengalską i Morzem Andamańskim. Graniczy z Bangladeszem, Indiami, Chińską Republiką Ludową, Laosem i Tajlandią. Od 1962 roku krajem rządzi junta wojskowa.

Odpowiedz



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <ul> <ol> <li> <blockquote> <small>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.