Blog

Przemysław G. obrońcą praw pracownicznych ?

Blog

Grupa młodych działaczy trzech partii lewicowych, SLD, SdPl i UP, które wchodziły w skład koalicji Lewica i Demokraci, powołała inicjatywę "LiD Nowy Nurt". Młodzi deklarowali że chcą, aby koalicja skręciła bardziej w lewo i budowała socjaldemokratyczną europejską lewicę.

W LiD Nowy Nurt działali m.in. wiceszefowie SdPl Bartosz Dominiak i Michał Syska, sekretarz ds. międzynarodowych UP Katarzyna Matuszewska oraz Przemysław Gołębski z zarządu krajowego SdPl. Nowy Nurt współpracuje m.in z "Krytyką Polityczną" i środowiskiem Sławomira Sierakowskiego. Czytamy na stronie KP:

„Nowy Nurt” otwarty jest na wszystkich, którzy pragną istnienia w Polsce wiarygodnej lewicy przeciwstawiającej się skutecznie i konsekwentnie wykluczeniu ekonomicznemu i kulturowemu. „Nowy Nurt” deklaruje przywiązanie do myśli programowej środowiska „Krytyki Politycznej”.

Nowy Nurt także broni praw pracownicznych: http://www.krytykapolityczna.pl/Aktualnosci/Stanowisko-w-sprawie-praw-pr...

http://www.krytykapolityczna.pl/Aktualnosci/LiD-Nowy-Nurt-Lapy-precz-od-...

http://www.krytykapolityczna.pl/Aktualnosci/Powstal-LiD-Nowy-Nurt/menu-i...

Socjaldemokraci chcą zamieszek na marszu 6 grudnia?

Blog

Na portalu tutej.pl ukazała się ostatnio ciekawa notka (datowana na 25 listopada) "Mamy problem z marszem" (1). Poświęcona jest przygotowaniom do marszu, mającego się odbyć 6 grudnia b.r., podczas konferencji klimatycznej. Jako osoba chcąca wziąć udział w tym wydarzeniu jestem zaniepokojony tonem wypowiedzi jednego z organizatorów marszu Przemysława Radomskiego ze Stowarzyszenia Młodych Socjaldemokratów. Twierdzi on, że "Wiadomo, iż pod taki tłum chcą się podłączyć wszyscy, którzy szukają okazji do zadymy". Pytanie, które się nasuwa to, dlaczego organizatorzy chcą, aby frekwencja na marszu była jak najmniejsza? Gdyż, jaki inny cel może mieć publicznie straszenie groźnymi zamieszkami podczas wydarzenia?

Liberałowie boją się anarchistów

Blog | Tacy są politycy

Nawet nie zostali wybrani do Europarlamentu, a już boją się anarchistów.

Przedstawiciel młodzieżówki SPDL - Stowarzyszenia Młodych Socjaldemokratów (SMS) - i członek poznańskiego klubu Krytyki Politycznej uważa anarchistów za "osoby agresywne". Boi się, m.in. Marka Piekarskiego, który niedawno dostał "noż w plecy" od środowiska poznańskiej Krytyki Politycznej.

Niestety, w lewicy partyjnej, trzeba spodziewać się takich ludzi. Osobiście spotkałam bardzo porządnych ludzi z SMS, ale w kręgach SPDL jest m.in. Lukasz Pałucki, który próbował robić anarchistom prowokację po sprawie gejobombera, oraz sam Marek Borowski, który chciał wprowadzić zakaz noszenia masek itd. podczas demonstracji. Tacy ludzie niestety nie tylko osobiście nie lubią radykalizmu, ale chcą dystansować się od radykałów, więc są gotowi prosić policję o interwencję.

Z jednej strony, szkoda chodzić na takie demonstracje, ale z drugiej strony, jeśli nie jesteśmy tam mile widziani, to może oznaczać, że lepiej się pojawić :-)

http://tutej.pl/cms.php?i=33353

Mamy problem z marszem

Organizatorzy tzw. alterszczytu boją zamieszek chuligańskich podczas demonstracji, jaką chcą przeprowadzić 6 grudnia. Ich zdaniem poznańska policja odmówiła im współpracy i robi wszystko, żeby manifestacja aktywistów ekologicznych nie doszła do skutku. Policja twierdzi, że w ogóle nie dostała zgłoszenia o takiej imprezie.

Organizatorzy Kampanii Alternatywnej "Klimat-teraz!" obawiają się, że podczas planowanej przez nich manifestacji dojdzie do niekontrolowanych wydarzeń. – Wiadomo, że pod taki tłum chcą się podłączyć wszyscy, którzy szukają okazji do zadymy – przewiduje Przemysław Radomski ze Stowarzyszenia Młodych Socjaldemokratów (SMS), jednego z sześciu podmiotów przygotowujących poznański alterszczyt.

Aktywiści boją się anarchistów. W niedawnej rozmowie z portalem tuTej.pl Marek Piekarski z Federacji Anarchistycznej Poznań, zapowiedział, że FA będzie „aktywna" podczas Konferencji Klimatycznej i towarzyszących jej "mniej oficjalnych" manifestacji. W niedawnym wywiadzie telewizyjnym potwierdził ten zamiar.

Aktywiści z "Klimat-teraz" sami zabezpieczają swoją imprezę. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że policja zapowiedziała interwencję wobec większych agresywnych grup tylko wtedy, gdy organizatorzy ogłoszą, że zakończą marsz. – Funkcjonariusze nie pomogą nam w rozładowywaniu niebezpiecznych sytuacji – żali się Przemysław Radomski i uważa to za działanie celowe, zniechęcające do przeprowadzenia akcji. – Przecież my nie będziemy się bić z agresywnymi osobami. Nie da się z nimi nawet dyskutować – dodaje Radomski.

Jego zdaniem w Poznaniu mogłoby się sprawdzić rozwiązanie zastosowane podczas V Europejskiego Forum Społecznego w Malmo w Szwecji w sierpniu tego roku. – Wśród demonstrantów chodziło kilkanaście trzysobowych zespołów policyjnych ubranych w kamizelki „Dialog Polis". Gdy jacyś ludzie zaczynali wszczynać burdy, ci funkcjonariusze podchodzili i perswadowali im, żeby przestali lub usuwali ich z trasy marszu, kiedy rozmowa nie pomagała – opowiada.

Tymczasem poznańska policja nic nie wie o manifestacji szykowanej przez aktywistów ekologicznych. – Nie mamy w ogóle zgłoszenia o zamiarze przeprowadzenia takiej akcji. Natomiast, jeśli się ono odbędzie nielegalnie, będziemy interweniować niezależnie od tego, czy to będzie początek, środek, czy koniec – zapowiada podinspektor Andrzej Borowiak, rzecznik KWP w Poznaniu. Informacji o demonstracji nie ma też w Komendzie Miejskiej Policji. Skąd więc rozbieżności?

Organizatorzy zgłaszali zamiar manifestowania, ale wniosek się zdezaktualizował, gdy trasę marszu zakwestionował Zarząd Dróg Miejskich. Teraz aktywiści ponownie muszą zawiadomić Urząd Miasta o marszu. I dopiero gdy ten wyda w tej sprawie pozwolenie, zaczną się do niego szykować służby porządkowe.

Kampania Alternatywna to trzydniowa impreza towarzysząca Konferencji Klimatycznej ONZ. Jej głównym wydarzeniem będzie marsz, zaplanowany na 6 grudnia. Ma w nim wziąć udział kilka tysięcy alterglobalistów, ekologów, aktywistów, członków związków zawodowych, którzy chcą przejść z pl. Wolności przez most Teatralny, rondo Kaponiera pod bramę MTP od strony ul. Grunwaldzkiej. To drugi wariant trasy. – Chcieliśmy obejść teren MTP i zaprezentować happening pod bramą od ul. Głogowskiej. Ale ZDM się nie zgodził, bo jeden pas tej ulicy będzie wyłączony dla limuzyn rządowych dowożących uczestników Konferencji Klimatycznej – tłumaczy Radomski.

Happening będzie opowiadał o wymierających misiach. Będzie miał akcenty polityczne. Jego przekaz ma się sprowadzać do zmiany postępowania ludzi, którzy mogą zapobiec negatywnym zmianom w środowisku.

Jak pięknie było rzucać płytami chodnikowymi

Blog | polityka

W poniedziałek odbył się pierwszy, prapremierowy spektakl Teatru Radia Tok FM “Jak pięknie było rzucać płytami chodnikowymi” Marka Modzielewskiego w reżyserii Anny Smolar.Opis spektaklu:W jednym z paryskich liceów, w czterdziestolecie matury, odbywa się szkolny zjazd. Spotykają się dawni przyjaciele - Serge, Daniel, Simone i Nikolas, bohaterowie młodzieżowej rewolty w maju 1968 r. Każde z nich [...]

Wystawa przeciwko przemocy wobec kobiet

Blog | relacje

We wtorek we wrocławskim klubie „Niskie Łąki” odbył się wernisaż wystawy „Stop przemocy wobec kobiet” zorganizowany przez Amnesty International. Wydarzenie odbywało się w ramach kampanii „16 Dni Przeciwdziałania Przemocy ze względu na Płeć”.fot. Anna KusakWystawa komiksów Marty Stańco na podstawie raportów Amnesty International, zgromadziła niecałe trzydzieści osób, które oprócz wernisażu, obejrzały sześciominutowy materiał wizualno-muzyczny jaki [...]

Ściągnij składankę na 8 lat DeCentrum Virusa

Blog

z okazji 8 lat DC VIRUSA...

DC REC MIXTAPE - NIE ZABIJESZ HAŁASU:

01. ANALOGLUE vs. APTEKA - zajebista zabawa
02. URAN - dziki frustrat
03. SAMI MUZYCY - skopyta
04. PANCOGITO - lost tapes
05. ORCHID - tony soprano
06. EFEKT PORANKA vs. ANALOGLUE - jasyr arafat
07. TOKARZ INFERNO - nie będzie
08. NEUROPATHIA - hairdresser from chicago
09. OREIRO - hope for animals
10. ZŁODZIEJE ROWERÓW - stare kasety
11. ECT vs. ANALOGLUE - kiedyś
12. JUNK - prawdziwe oblicze władzy
13. ONUC BRYNDZA - cień wolności
14. ONUCE vs. ANALOGLUE + DJ BUHH - butapren
15. ANEMIA 77 - wasz świat
16. CZOLGOSZ - fuck lukashenko
17. SP3JS BRAD3RS vs. ANALOGLUE - ziele rośnie
18. DODGY DOG + JIMI GRANT - walking down babylon
19. CZAS ZŁAMAĆ PRAWO - black block
20. SOFT GUERRILLA SOUNDSYSTEM - rebel
21. JUNGLIST SAKADIKA - sure shot
22. KWIK vs. DEPIZGATOR - koniec dyskoteki
23. ABC vs. ANALOGLUE - 61 sekunda

http://decentrum.bzzz.net/records
http://myspace.com/decentrum

Lucien Dubuis Trio - szwajcarska jazz-jazda

Blog | polityka

Szwajcarski zespół Lucien Dubuis Trio dał pokaz rockowego jazzu we wrocławkim klubie Firlej. W sali koncertowej zgromadził nieliczną, wyrafinowaną muzycznie publiczność, która podziwiała ambitny koncert dwudziestokilkuletnich Szwajcarów.Soczyste dzwięki saksofonu wbiły w krzesła zgromadzoną publiczność w klubie Firlej. fot. TomassoTrasa koncertowa przez Stany Zjednoczone, Francję, Austrię, Belgię, Iran, Boliwię, Kolumbię, Szwajcarię, Niemcy oraz… Polskę! fot. TomassoPromocja [...]

Wirtualne państwo jako edukacyjna przetwórnia rzeczywistości

Blog

Mandragorat Wandystanu obserwuję od wewnątrz od półtora roku. To państwo opiera się na wolności tworzenia, przetwarzania i nieustannego budowania na nowo. Redefiniuje znaczenia i edukuje.

Napięcie pomiędzy Autonomią a pozostałą częścią państwa wzrastało od maja. Przywileje Autonomii były dosyć duże i w kilku kwestiach pozwalały trzymać w szachu Księcia. Korzyści Księstwa z połączenia państw, w wyniku czego jedno stało się autonomiczną prowincją, nie były ogromne. Zaledwie kilku wandejskich aktywistów zaczęło działać na arenie krajowej, Autonomia żyła swoim dawnym życiem. Unia, „powrót do macierzy”, zdecydowanie się nie udała. Mieszkańcy Autonomii otwarcie przyznawali się do odmienności kulturowej. Doszło nawet do tego, że nowo wybrany Prezydent Autonomii, po otrzymaniu tytułu szlacheckiego złożył podwójną przysięgę – na wierność Księciu, ale i… autonomicznej prowincji. Rozsierdziło to Jego Książęcą Mość i był to jeden z pierwszych zwiastunów różnic, które przez rok udawało się zamiatać pod dywan.

W kolejną rocznicę istnienia państwa, Kanclerz Sarmacji postanowił postawić pomniki Księcia Piotra Mikołaja w miastach stołecznych wszystkich prowincji. Pomnik postawiono również w Genosse-Wanda Stadt. Nie zapytano jednak samych mieszkańców Autonomii o zgodę. Część z nich, z Prezydentem na czele, zbuntowała się, ponieważ Konstytucja gwarantowała Autonomii samorządność. Pomnik nie postał długo. Milicja Obywatelska Radykalnych Demokratów wysadziła go w powietrze, ku uciesze wiwatującego tłumu. Zawrzało. Książę nie zabrał głosu, ale dawni przeciwnicy zjednoczenia, którzy uważali, że Sarmacja zbyt mocno uzależniona jest od decyzji Autonomii, zaczęli się ujawniać i otwarcie krytykować Wandystan. Doszło do kolejnej sprzeczki, tym razem o politykę zagraniczną. Mandragorat Wandystanu zyskał od Księcia przywilej prowadzenia własnej polityki zagranicznej. Zwlekano jednak z opracowaniem doktryny, a w międzyczasie komisarz ludowy do spraw zagranicznych podjął rozmowy z politykami państw obcych. Dla monarchistów było to równoważne z buntem. I chociaż Prezydent publicznie zakazał komisarzowi dalszych rozmów, zwolennicy silnej władzy Księcia zaczęli nagonkę na obywateli Autonomii.

Powstał Klub św. Bazylego. Bazylianie zażądali zrównania Mandragoratu w prawach z innymi prowincjami. Rozpoczęła się otwarta polityczna walka. Marszałek Izby Senatorskiej Księstwa, jednocześnie Mandragor Socjogramu, zwołał spotkanie kryzysowe wandejskich elit. Spotkanie jednak potajemnie nagrano i komisarz ludowy do spraw informatycznych, zwolennik oddzielenia Wandystanu od Księstwa, opublikował nagranie. Wszyscy mieszkańcy Księstwa mogli usłyszeć „taśmy prawdy”, Prezydenta Autonomii, Mandragorów i wielu ważnych Wandejczyków, jak mówią o tym, że Wandystan prędzej czy później oddzieli się od Księstwa, musi się jednak wzmocnić i „zwandeizować, k@#%a, Sarmację”. Wytrzymałość bazylian się skończyła. Tego samego dnia wieczorem, Kanclerz, gorliwy bazylianin, złożył do Księcia wniosek o wprowadzenie stanu wyjątkowego.

„Obudził się i znowu nie było teleranka” – tymi słowami jeden z arystokratów określił zajścia następnego dnia rano. Wprowadzono stan wyjątkowy. Książę powołał Komitet Ocalenia Narodowego. Mieszkańcom ograniczono wolność podróżowania po kraju. Nakazano uwięzić tzw. spiskowców wandejskich. Zostali zatrzymani, odebrano im prawo do kontaktowania się ze światem zewnętrznym. „Dziennik Królewski” – gazeta prowincji Baridas – zdążył wydrukować kilka przemyconych przez kraty odezw, ale niedługo potem go zamknięto.

„Spiskowców” odbito. Wandystan wzmocnił granicę wewnętrzną z Sarmacją. Odwołany przez KON sędzia Sądu Najwyższego Księstwa, Mandragor Jutrzenki, poinformował, że działania KON są niezgodne z Konstytucją i stwierdził opróżnienie tronu. Marszałek Izby Senatorskiej przejął obowiązki Księcia i zwołał wolną elekcję. Niestety, większość terytorium Księstwa była opanowana przez dawnego Księcia, KON i Bazylianów, w efekcie Marszałek ogłosił rozwiązanie Księstwa Sarmacji, a Prezydent stwierdził odzyskanie niepodległości przez Mandragorat.

„Gdziez tym KONiem?!” zamiast „WRONa orła nie pokona!”

Czy powyższy opis dotyczy istniejącego współcześnie państwa? A może jest to zupełna fikcja, która częściowo się odwołuje do zajść z grudnia 1981 roku? Ani pierwsze, ani drugie wyjaśnienie nie jest do końca prawdziwe. Nie do końca, ponieważ opis rzeczywiście dotyczy funkcjonującego państwa, ale państwa wirtualnego, i faktycznie jest nawiązaniem do zajść stanu wojennego, chociaż w dużej mierze nawiązaniem zupełnie przypadkowym. Nie da się ukryć, że opisana historia przedstawia zupełnie inne przyczyny zarządzenia stanu wyjątkowego, a KON, choćby nie wiadomo jak był podobny, nigdy nie będzie WRONą.

Czym zatem były opisane zajścia? Zabawą? Rekonstrukcją zajść grudniowych w kontekście wydarzeń gry komputerowej? A może było to przetworzenie rzeczywistości (dla niepewnych – tej prawdziwej, o ile można dokładnie wskazać, która to) i zmiksowanie jej dla potrzeb sieciowej symulacji procesów społecznych? „Gdzie z tym Koniem” nie ma takiego wydźwięku jak „WRONa orła nie pokona”. Niemniej są podobieństwa, a z symulacją rzeczywistości może być jak z równoległym wszechświatem. Jeśli istnieje, kto wie, czy nie jest podobny do naszego, ale nie musi być identyczny. I na tę „nieidentyczność” kładzie nacisk wirtualna symulacja państwa, państwo wirtualne, czyli… no właśnie, czyli co?

Wirtualne państwo jako symulator rzeczywistości

Jak podpowiada Wikipedia, wirtualne państwo jest symulacją procesów państwowych w oparciu o wirtualną aktywność społeczności. Definicja ta warta jest uwagi ze względu na swoją precyzję – kładzie nacisk na aktywność wirtualną zapośredniczoną przez internetowe kanały komunikacyjne, wskazuje na istnienie społeczności wokół wirtualnego państwa, i bierze pod uwagę aspekt symulacyjny, który polega na budowaniu od podstaw państwowych instytucji i podtrzymywaniu procesów podobnych do zachodzących w „realnym” państwie. Można przyjąć, że owa definicja, choć zaczerpnięta z Wikipedii, jest prawdziwa, ponieważ mieszkańcy wirtualnych państw jako osoby zanurzone w przestrzeni kanałów komunikacyjnych internetowego hipermedium, prawdopodobnie szybko zareagowaliby na nieprawdziwe informacje o własnej aktywności. Sami obywatele mikronacji – bo takiej kalki językowej używa się również do określenia v-państwa (choć angielski termin micronation oznacza raczej mikro-państewka z „naszej” rzeczywistości) – mówią o tej aktywności: „to coś więcej niż gra”. Zwłaszcza, gdy próbuje się określić mikronacje mianem gier sieciowych. Obywatele zauważają również pozarozrywkowe aspekty aktywności v-państwowej. Jak mówi mieszkaniec Wandystanu, który się kryje pod pseudonimem Lord Wander: „nasze państwo jest w największym stopniu projektem najzupełniej realnej edukacji obywatelskiej”.

Struktura v-państwa

Wandystan zdecydowanie się wyróżnia na tle polskich państw wirtualnych. Nie tylko tym, że nie jest typową monarchią – a większość polskich v-państw to systemy polityczne oparte na władzy króla lub księcia i wspierającej ich arystokracji i szlachcie. Również ze względu na nawiązania do realnych systemów politycznych, które są monarchii zdecydowanym przeciwieństwem. Wandystan zachował pewne pierwiastki monarchistyczne: na szczycie hierarchii społecznej stoją mandragorzy, którzy są nietykalni i sprawują swoje funkcje dożywotnio, jednak ich polityczne możliwości są niewiele większe od tych, które posiada brytyjska królowa. Poza tym Mandragorat jest bardzo sprawnie funkcjonującą demokracją, która nawiązuje, choćby z nazwy urzędów, do demokracji starożytnego Rzymu i… ZSRR.

Na czele państwa stoi wybierany co cztery miesiące prezydent, który reprezentuje Wandystan zagranicą, jest głową państwa, kieruje rządem (Radą Komisarzy Ludowych) i podczas pełnienia urzędu przysługuje mu tytuł Drogiego Lidera. Komisarze kierują pracami różnorodnych komisariatów: spraw zagranicznych, aktywizacji młodzieży i sportu, wandejskiego dziedzictwa narodowego i edukacji czy komisariatu ludowego ds. propagandy. Są powoływani przez prezydenta, podobnie jak… szef Służby Bezpieczeństwa, który może w wielu przypadkach, zgodnie z ustawą o SB, dokonywać prowokacji i działać poza wandejskim prawem. Szef SB nie jest jednak bezkarny, podlega komisji SB, w skład której wchodzą Trybun Ludowy i… Cenzor. Trybun jest wybierany na czteromiesięczną kadencję i przewodniczy pracom wandejskiego parlamentu, Churału Ludowego, w którym zasiadają demokratycznie wybierani kwiatoni. Mają oni prawo zgłaszać veto w stosunku do ustaw prezydenckich, zmieniać Konstytucję i uchwalać ustawy według własnych projektów. Trybun może ogłaszać plebiscyty w sprawie odwołania kwiatona, ale również cenzora i pretora, a także odsunięcia od sprawowania funkcji Prezydenta Mandragoratu. Może również ogłosić plebiscyt w sprawie nowej ustawy konstytucyjnej.

Z kolei Cenzor nadaje obywatelstwo wandejskie, ale ma również prawo je odebrać. Kontroluje funkcjonowanie organów państwowych, ma też możliwość powoływania inspektorów ludowych w celu zbadania konkretnych przypadków domniemanych nadużyć władzy. Ostatnim ważnym urzędnikiem jest Pretor, który stoi na czele Sądu Ludowego. Powołuje sędziów, rozpatruje sprawy, wydaje wyroki w imieniu Mandragoratu Wandystanu.

Mandragorzy i czterej wysocy obieralni urzędnicy kontrolują się wzajemnie, wzmacniając w ten sposób społeczną kontrolę nad przebiegiem sprawowania władzy. Istotny jest fakt, że podział na urzędy nie jest ustalony raz na zawsze. Obecny układ władzy został ustalony zaledwie rok temu, wcześniej przechodził różne etapy. I chociaż aktualny system sprawowania funkcji jest stabilny, do jego zmiany wystarczy wola zaangażowanych obywateli, którzy korzystając z demokratycznych możliwości, uchwalą zmianę Konstytucji. Ciekawa jest rotacja na urzędach, rzadko zdarza się, by najważniejsze obieralne funkcje państwowe były sprawowane więcej niż dwa razy z rzędu przez te same osoby. Mieszkańcy szukają nowych wyzwań, nowych możliwości, nie są skłonni do stagnacji i korzystania wyłącznie z zastanych rozwiązań.

Instytucje oraz projekty oddolne

W Wandystanie funkcjonuje też szereg instytucji, które są tylko częściowo lub nie są wcale kontrolowane przez państwo. Przykładem może być Sarmacka Armia Ludowa. Żołnierze tworzą jednostki wojskowe, niekiedy o tak dziwnych nazwach jak Baridejski Ćwierćbatalion Buffalo Soldier (czarni żołnierze rasta rodem z innej mikronacji, Królestwa Baridasu), czy też Gelloński Hufiec Maszynowy (założony przez tkaczki). I chociaż wojsko posiada oficjalnych zwierzchników, opiera się na ochotniczym zaciągu. Wyjaśnienie sposobu prowadzenia wojen w wirtualnym świecie jest tematem na osobny tekst. Warto jednak wspomnieć, że rozstrzygnięcia wojenne opierają się na liczbie i jakości komunikatów o przebiegu działań militarnych – wygrywa strona, której się uda przekonać własnych obywateli barwnością wojennego opisu. W świecie, którego odbiór zapośredniczony jest przez różnego typu komunikatory, informacja jest najlepszą bronią.

Wojsko to jednak tylko wąski wycinek oddolnej aktywności Wandejczyków. Bardzo ważną rolę odgrywa religia. Nie chodzi jednak o tworzenie stowarzyszeń wyznawców „realnych” religii. Powstają tu nowe, wirtualne ruchy religijne, tylko inspirowane religiami prawdziwymi. I tak Papież – Ojciec Świecki Idi Amin I, obecny przywódca Świeckiego Kościoła Wandejskiego – stoi na straży „Pism Wandowych” (od mitycznego założyciela Wandystanu, socjalisty Towarzysza Wandy) i publikuje odnalezione teksty świeckie. Poza tym funkcjonują mniejszości religijne w rodzaju Wande-Kryszna (o bliżej nie określonej ideologii) i Bravogirlizm wyznawany również w sąsiednim Baridasie, który nawiązuje oczywiście do kiepskiej zawartości pisma dla damskiej części nastolatków.

Wolność nadawania i przekształcania

Przetwarzanie wandejskiej kultury nie polega wyłącznie na modyfikacji pomysłów i utworów z „realu”. Wandystan korzysta z najnowszych osiągnięć technologicznych wykorzystywanych przez społeczności uczące się. Strony Mandragoratu, jako jedynej polskiej mikronacji, są tylko w niewielkim zakresie zarządzane odgórnie przez administratora. Większość informacji na stronach pojawia się na skutek aktywności obywateli, którzy mają możliwość modyfikowania zawartości wszelkich stron wandejskich. Forma zarządzania zawartością stron państwowych Mandragoratu przypomina system wiki. Wystarczy kliknąć, by przejść do formularza edycji, usunąć nieaktualne informacje, dodać obraz czy poprawić linki. Strony wandejskie aktualizowane są szybko, błędy zdarzają się rzadko i nie ma mowy o zastoju, ponieważ mieszkańcy nie tylko modyfikują poprzez wikipedyjny system wirtualne państwo, ale mają również możliwość tworzenia nowych stron, nowych instytucji, i wypełniania ich odpowiednią zawartością. Komunikacja odbywa się zarówno przez www, jak i listę dyskusyjną, gdzie – w przeciwieństwie do wielu polskich mikronacji – mieszkańcy mogą swobodnie wyrażać swoje poglądy i emocje. Robią to często przy użyciu wulgaryzmów, które – być może dlatego, że nawiązują do prostej rewolucyjnej retoryki – stały się nawet nieodzowną częścią wandejskiego krajobrazu komunikacyjnego.

Mix ideologii – libertacjalistyczny konsensus

Zastosowana w Wandystanie przetwórcza technologia edycji i tworzenia informacji, która sprawia, że wytwarzana wiedza staje się wspólną wartością, oderwaną od jednostkowych zasług mieszkańców sumą ich zaangażowania, to tylko kolejny dowód remiksowego charakteru tego wycinka polskiej v-państwowości. Podobnie rzecz się ma z wandejskim systemem politycznym. Nie sposób tu wchodzić w historię Mandragoratu, warto jednak powiedzieć, że twór ten powstał z inicjatywy zbuntowanych obywateli Księstwa Sarmacji, którzy stworzyli sojusz libertarian i socjalistów i nie porozumieli się z Księciem w sprawie zmian w państwie. Zatem od samego początku Mandragorat jest dziwacznym mariażem v-komunistów, v-socjalistów z v-libertarianami. Dwie zupełnie różne wizje wolności, przyprawione szczyptą monarchistycznych korzeni i niewielkim wkładem mieszkańców v-anarchistów, tworzą tygiel, z którego wyłania się, może nie do końca spójny, ale stabilny system polityczny. W trakcie obserwacji nazwałem go libertacjalizmem, zdaję sobie jednak sprawę, że to określenie nie w pełni oddaje złożoność sprawy.

Z racji dziwacznego pochodzenia wandejskiego systemu politycznego, można zauważyć ciekawe nazwy stanowisk w strukturze administracyjnej państwa. Rada Komisarzy Ludowych, Służba Bezpieczeństwa i Milicja Obywatelska, symbolika państwowa i radzieckie umundurowanie SAL oraz solidaryzm społeczny koegzystują z libertariańską wizją wolnego rynku, postępem we wprowadzaniu demokracji bezpośredniej i anarchistyczną postawą obywateli, która przypomina sobiepańskie nastawienie szlachty Pierwszej Rzeczpospolitej. Co najciekawsze, stronnictwa polityczne nie spierają się ze sobą na linii skrajna lewica – skrajni liberałowie, lecz biorąc za normę koktajl obu światopoglądów, kłócą się raczej o to, czy podatki mają mieć charakter ogólnopaństwowy czy lokalny, z jakim krajem podjąć bliższą współpracę, czy wreszcie: lepiej stawiać na radykalne, rewolucyjne działania czy na spokojne budowanie państwa.

Wirtualne państwo – realna edukacja obywatelska

Mandragorat Wandystanu można potraktować jako specyficzne środowisko edukacyjne konstruowane przez osoby zainteresowane różnymi aspektami funkcjonowania państwa. Obywatele charakteryzują się wysokim stopniem świadomości politycznej, aktywność polityczna jest napędzana głównie przez ludzi o zdefiniowanych poglądach ustrojowych, w wyniku czego w Wandystanie trwa nieustanna burza mózgów i dokonuje się prób przekształcania modelu państwa. Obywatele są zróżnicowani ze względu na ukończone stopnie edukacji formalnej. Dominują licealiści, studenci i młodzi absolwenci szkół wyższych.

Nieustanne tworzenie mikronacyjnej kultury poprzez konfrontację poglądów i pośrednie lub bezpośrednie czerpanie z kultury „realu” przy użyciu nowoczesnych technologii komunikacyjnych daje spore możliwości. Przede wszystkim mieszkańcy uczą się, jak jednocześnie współpracować ze sobą i wykorzystywać te technologie: listy dyskusyjne, fora dyskusyjne, systemy zarządzania zawartością, blogi, wiki, itp. Tworzone jest społeczeństwo wiedzy oparte na dostępie do informacji.

W przestrzeni komunikacyjnej Mandragoratu można wyróżnić edukację nieformalną, która podejmowana jest oddolnie i polega nieraz na mimowolnym, swobodnym zdobywaniu nowej wiedzy podczas aktywności i (re)konstruowania przestrzeni społecznej, ale również próby formalnego uczenia. Edukacja formalna może się odbywać w formalnych instytucjach stricte edukacyjnych, takich jak instytuty naukowe i uczelnie wyższe – te jednak, pomimo wielokrotnych prób uruchomienia, właściwie nigdy nie rozpoczęły faktycznej działalności. Formalne kształcenie funkcjonuje też sporadycznie w jednostkach wojskowych pod postacią różnego rodzaju szkoleń, przybiera również kształt staży prokuratorskich lub sędziowskich. Od pewnego czasu popularne jest przyuczanie do zawodu przy różnorakich urzędach. Z reguły jest to szkolenie sojuszników politycznych na swoich następców. Przykładem może być jeden z byłych Trybunów Ludowych, który uczył się swojej roli pełniąc najpierw funkcję sekretarza Trybuna.

Z edukacją nieformalną można się zetknąć na różnych polach aktywności. Między innymi podczas pracy w agencjach prasowych, prowadzenia interesów w systemie gospodarczym, działalności w instytucjach kulturalnych itp. Z racji umożliwienia mieszkańcom współtworzenia Wandystanu poprzez otwarte systemy informatyczne, wiedza jest nieustannie i wspólnie produkowana – choćby poprzez wymianę informacji i korygowanie błędów. Ciekawym przykładem jest tu podręcznik użytkownika systemu gospodarczego CINTRA II (Centralny Indeks Transakcji) uruchomionego po kilkumiesięcznych testach Podręcznik był przygotowywany nie tylko przez twórcę systemu, ale również przez użytkowników, którzy w miarę zapoznawania się z wandejską gospodarką, ulepszają książkę, a także wyłapują błędy w funkcjonowaniu systemu i przekazują informacje głównemu twórcy.

Wandejski system gospodarczy, choć interesujący, wymagałby przynajmniej kilkustronicowego opisu (sam podręcznik już w tej chwili jest dłuższy). Na pewno warto zwrócić uwagę, że poza wydobyciem, handlem, zdobywaniem umiejętności, wytwarzaniem produktów z półproduktów powstałych z surowców, mieszkańcy mają możliwość podróżowania, ale również łączenia się w klany. Klany są czymś w rodzaju federacji handlowych, które od zrzeszonych pobierają podatki (podatki od transakcji pobierają również automatycznie państwo i jednostki samorządu lokalnego; stawki uchwalane są w odpowiedniej ustawie). Klany umożliwiają także wspólną obronę w przypadku ataku innych klanów, które chcą zagrabić majątek lub domagają się „redystrybucji dóbr”. Można zatem powiedzieć, że system gospodarczy opiera się w pewnym sensie na skrajnie wolnorynkowej logice połączonej z quasi-plemiennym systemem klanowym. Państwo nadzoruje niewiele, w zasadzie ogranicza się do roli poborcy podatkowego. Wspomniana symulacja gospodarki to niejako gra w grze, ponieważ uczestnictwo w systemie gospodarczym jest opcjonalne (można zrezygnować ze zgłębiania zawiłości ekonomii).

Kultura uczestnictwa i ekonomia przetwórstwa

Mikronacja, nawet niewielka (a taką jest Mandragorat Wandystanu ze swoimi dwudziestoma obywatelami), może być istotnym elementem v-świata. Tak się też dzieje, a budowana kultura wymaga studiów nie krótszych i nie mniej zaangażowanych niż zgłębianie kultury określonej instytucji czy obcych światów społecznych. Dlatego udało mi się jedynie pobieżnie wskazać możliwości budowania sztucznej kultury w oparciu o nieustanne przetwarzanie i redefiniowanie znaczeń. Nieustannej rekonstrukcji podlega cała kultura mikronacji. Remiksowanie, jeśli można użyć takiego określenia, zachodzi w sferze ideologii politycznej, budowania instytucji odgórnych, tworzenia oddolnych inicjatyw, zawartości stron internetowych i sztuki, a wszystko to, napędzane energią uczestników, zmierza do celu, który jest wypadkową wkładu poszczególnych jednostek. Jest to zatem projekt in statu nascendi, który nieustannie czerpie z kultury „realu”, ale realnych opowieści używa do kształtowania opowieści zupełnie nowej, nadającej nowe znaczenia starym tekstom przez umiejscowienie ich w nowych, płynnych kontekstach.

Czy rzeczywiście powstaje wirtualny świat? Edward Castronova proponuje, by mówić raczej o światach sztucznych, a nie wirtualnych. I chyba ma rację, bo społeczny świat mikronacji, budowany w oparciu o szeroko rozumiane internetowe komunikatory, jest tak samo realny (w znaczeniu szczerości pojawiających się relacji) jak dyskusje na forach na temat codziennych trosk i problemów. Wydaje się też, że zapośredniczone nawiązywanie relacji i konstruowanie zmyślonych opowieści w świecie opartym na węzłowej architekturze hipermedialnej nie jest ani gorsze, ani lepsze od świata opartego na interakcjach “face to face” i przy wykorzystaniu tzw. starych mediów.

Kto wie, czy mikronacje nie są obecnie jedną z najciekawszych przestrzeni edukacyjnych. Idąc tropem Henry’ego Jenkinsa, można powiedzieć, że w wirtualnych światach dzieci mają o wiele większe możliwości twórcze niż kiedykolwiek miały, działając na przykład w szkolnych samorządach. Możliwości są właściwie nieograniczone, zupełnie inaczej niż w przypadku sieciowych gier, które w każdej chwili mogą zostać wyłączone, każdy może też być wydalony ze świata gry, jeśli jego zdanie nie do końca odpowiada oczekiwaniom producentów. Zatem być może, zgodnie z wizją, jaką snuje Castronova, zmierzamy do świata, w którym interakcje społeczne, ale i cała kulturowa produkcja będą się odbywać w i wokół gier sieciowych. Możemy jednak zadać pytanie, czy przenosząc swoją aktywność do sztucznych światów, zamierzamy to zrobić jedynie w oparciu o narzucone nam reguły gry, czy może warto spróbować samodzielnej produkcji, współkreowania zasad z innymi uczestnikami, tak, by chociaż w naszych sztucznych światach czuć twórczą moc partycypacji w procesie sprawowania władzy.

Mikronacje na pewno dają taką możliwość. I chociaż obecnie ich światy stoją na przestarzałych fundamentach internetowych stron, list dyskusyjnych i komunikacji via gadu gadu, nie można powiedzieć, że są gorsze niż pięknie wygenerowane światy World of Warcraft lub Second Life. Jak piszą autorzy Wikinomics: „Miliardy połączonych jednostek mogą teraz aktywnie uczestniczyć w tworzeniu innowacji, bogactwa i rozwoju społecznego w sposób, o którym nam się nie śniło. A kiedy masy ludzi współpracują, mogą wspólnie rozwijać sztukę, kulturę, naukę, edukację, aparat władzy i ekonomię w zaskakujący, ale całkowicie wartościowy sposób”. Nie musi nam przy tym zależeć na bezpośrednim zysku z oddolnej sieciowej aktywności. Sztuczne światy mogą pełnić rolę edukacyjną, pozwalać dzieciom i dorosłym uczyć się przez symulację i przetwarzanie w kontrolowanych przez nich światach, tak by mogli nieco się uwolnić od komercyjnych nacisków i prostego (prostackiego?) nauczania ekonomii w światach komercyjnych gier i by mogli przyswoić sobie wartości „moralnej ekonomii informacji”.

Grzegorz D. Stunża
http://pracownia54.blogspot.com/2008/11/remiksy-nierealnego-socjalizmu-k...

Opity: Edward Castronova, Exodus to the Virtual World. How Online Fun is Changing Reality; Henry Jenkins, Kultura konwergencji. Zderzenie nowych i starych mediów; Don Tapscott, Anthony D. Williams, Wikinomics. How Mass Collaboration Changes Everything.

Przeciwko rządowym planom prywatyzacji/likwidacji Służby Zdrowia.

Kraj | Blog | Protesty | Ruch anarchistyczny

Oto opis krakowskiej demonstracji nadesłany przez jednego z uczestników:

20 listopada W Krakowie pod biurem poselskim i senatorskim rządzącej partii (PO) protestowało ponad 30 osób. Demonstracje pod hasłami: JEST ALTERNATYWA DLA PRYWATYZACJI SŁUŻBY ZDROWIA!, oraz; STOP PRYWATYZACJI. CHCEMY SPÓŁDZIELCZEJ SŁUŻBY ZDROWIA! zorganizował OZZ Inicjatywa Pracownicza, do którego przyłączyła się Federacja Anarchistyczna, Związek Syndykalistów Polski (Śląsk), oraz mieszkańcy Krakowa, którzy podzielali w tej kwestii poglądy anarchosyndykalistów.

Demonstranci protestowali przeciw celom reform rządu – czyli min. likwidacji opieki zdrowotnej i społecznej w Polsce. Biuro partyjne znajduje się w budynku hotelu Royal, który został obstawiony policją.

Podczas demonstracji przypomniano, że plany reform w służbie zdrowia i opiece społecznej wzorowane są na systemie amerykańskim, gdzie obecnie miliony obywateli pozbawieni są podstawowej opieki zdrowotnej. Przypomniano, że rząd Polski, więcej pieniędzy przeznacza na zbrojenia i prowadzone wojny przy boku wielkiego brata (USA), niż na ochronę zdrowia swoich obywateli.

System państwowy zbankrutował, nie jest w stanie prawidłowo zarządzać sferą opieki społecznej i ochrony zdrowotnej. Na tym bankructwie kosztem obywateli, ekipą Donalda Tuska chce jeszcze zarobić, likwidując i oddając w ręce finansjery i kapitalistycznych watażków, nierzadko członków PO, resztki tego co należy do społeczeństwa. Alternatywą jest zarówno uspółdzielnienie systemu opieki zdrowotnej i społecznej, oraz uspółdzielnienie systemu ubezpieczeń zdrowotnych, tak by zarządzali nim obywatele. Prawdziwa i sprawiedliwa spółdzielczość jest tylko wtedy gdy każdy pracownik spółdzielni jest także członkiem spółdzielni, a jej działalność może byc poddana kontroli społecznej odbiorców usług.

Pod tablica biura partyjnego postawiono tablice z napisem OFIAROM OSZCZĘDNOŚCI W SŁUŻBIE ZDROWIA, oraz zapalono znicze.

Demonstranci po następnie udali się wesprzeć protest krakowskich lokatorów.

Żeby uszyć jedno futro, trzeba zabić 15 wilków

Blog

Wywiad z aktywistą Vivy!

W sobotę o godz 12 sprzed rotundy wyruszy demonstracja przeciwko noszeniu futer naturalnych. Na świecie często w takie akcje angażują się modelki, które pozują nago. Czy możemy się spodziewać takich atrakcji u nas?

Cezary Wyszyński: Za zimno na to. Będzie farmer w zakrwawionych rękawicach i związane łańcuchami „futrzaki”, za które przebiorą się nasi aktywiści.

Skoro mamy nie nosić zimą ciepłych futer, to co zakładać w zamian?

Są materiały cieplejsze. Tych, którzy zdobywają biegun czy ośmiotysięczniki, nigdy pan nie zobaczy w futrze. Oni używają materiałów syntetycznych. Wbrew pozorom futro naturalne jest bardzo nieekologiczne. Żeby je wytworzyć, trzeba hodować zwierzęta, karmić je, a także utylizować ich odchody. Dochodzi jeszcze garbowanie skóry.

Ile zwierząt ginie przy produkcji futer naturalnych?

By zrobić jeden kożuch, trzeba zabić 15 wilków, 30 szopów lub 100 wiewiórek. Futra były nam potrzebne, gdy mieszkaliśmy w jaskiniach. Teraz potrafimy wytwarzać materiały lepsze i tańsze. Protestując, chcemy pokazać, że chociaż w niektórych kręgach futro to symbol luksusu i elegancji, to jego produkcja zaczyna się na fermach, gdzie to nie jest wcale takie eleganckie. Zwierzęta cierpią, niektóre z powodu zamknięcia w klatkach są chore, samookaleczają się.

Źródło: Życie Warszawy

"Pełne nadziei" - rozdział z "Zycia Aktywisty"

Świat | Blog | Ekologia/Prawa zwierząt

"Pełne nadziei" - rozdział z "Zycia Aktywisty" (patrz niżej)
Zainspirowane fałszywką New York Tim'sa, jedną z najsprytniejszych akcji, o których słyszałem.

Wstałem dziś o 7.30, tak jak zwykle, by wyszykować i zaprowadzić mą córkę Neę do szkoły. Gdy tylko wróciliśmy z naszego spaceru z psem połączonego z śniadaniem w lasku, zapukał do mnie sąsiad, z którym ostatnio miałem na pieńku. Powodem naszej niezgody było to, że nie chciał on ekologicznie i ekonomicznie oszczędzać prądu, gazu i wody ani nawet płacić za to co zużywa. Nasz rachunek był wspólny, więc gdy podzielony po równo, a nie według kto ile zużywa, wychodziło, iż my musieliśmy płacić za jego nie ekologiczny „luksus”.
Zszokowało mnie, gdy przyszedł i przeprosił nas za swą upartość i zapłacił zaległe pieniądze. Jeszcze bardziej mnie zszokowało gdy zapytał o porady, bo postanowił, iż zostaje wegetarianinem. - Co sprawiło twą tak nagłą decyzję ? - zapytałem
- Wiesz, obejrzałem wczoraj program, który mówił o duchowych, moralnych, ekologicznych, etycznych i zdrowotnych zaletach dobrego życia. Jako jednym z przykładów, który użyli był wegetarianizm. Przekonali mnie bym wybrał szczęśliwsze życie.
- Co ? W telewizji ? - zapytałem nie mogąc w to uwierzyć.
- Czasy się zmieniają. Media też. - powiedział Miro – przeczytaj to ! - podał mi gazetę „Het Parol” ( w Amsterdamie to jeden z poczytniejszych dzienników ). Na okładce dużymi literami tytuł „Wojna w Iraku skończona !!!”
- Miłego czytania. - powiedział sąsiad na odchodne, gdy ja zacząłem się śmiać z radości.
Obudziłem mą ukochaną Rabię by podzielić się z nią tymi wiadomościami.Nasza radość nie miała granic. Mieliśmy łzy w oczach i we trójkę z Neą skakaliśmy ze szczęścia. Nie tylko my się cieszyliśmy.Gdzieniegdzie strzelały fajerwerki, starsi ludzie z sąsiedztwa wznosili toast szampanem. Wszyscy mieliśmy wielką nadzieję na zmiany, jednak nie myśleliśmy, iż przyjdą tak szybko i tak nagle. Była ich cała lawina. „Świat zrozumiał” - głosił następny artykuł w „Het Parolu”, który tłumaczył swoje, jak i świata przekierowanie się z społeczeństwa konsumpcyjnego na społeczeństwo ekologiczne. Ludzie po kolejnej katastrofie spowodowanej zmianą klimatu w końcu zrozumieli, że jedynym ratunkiem dla ludzkości i przyszłości następnych pokoleń jest zmiana naszego życia.
Nagle uświadomili sobie, że przyszłość naszych dzieci, to nie tylko troska o edukację lecz także o całe ich życie i warunki jakie w nim spędzą.
Na dalszych stronach mogłem przeczytać jak zmienić klimat na lepsze w naszym życiu i otoczeniu. Mniej kupować, jeść ekologicznie, najlepiej lokalne i wegetariańskie produkty. Jak najmniej używać samochodów, samolotów, jednorazowych rzeczy. Segregować śmieci, sadzić drzewa, jeździć rowerem itp.
Gdy na sąsiedniej stronie zobaczyłem kopie mego plakatu o tym, że będąc wegetarianinem możemy nakarmić 16 głodujących każdego dnia, mój szok i miłe zaskoczenie było jeszcze większe. Gdy pod plakatem zobaczyłem małymi literami sugestię: „Poszukujemy twórców, którzy pomogą nam ( tzn. gazecie ) przystosować się do zmian jakie oczekuje od nas społeczeństwo, wiedziałem intuicyjnie, że znalazłem pracę.
http://lh5.ggpht.com/_b9tOx9pdeSE/SFl-ajDppdI/AAAAAAAAAF4/agLMZ6OHcYc/s288/zostan-wegeout.png
Jadąc z Neą do szkoły widzieliśmy rozradowanych ludzi na ulicy.
- Patrz robią taki sam ogród jak My – pokazała Nea.
- Poczekaj. Mamy jeszcze czas. Chcę się ich coś zapytać. – zatrzymałem się przy ludziach, którzy byli zajęci usuwaniem płyt chodnikowych spod swych okien.
- Dzień dobry. Czy mogę zapytać co państwo robią ?
- Robimy przydomowy ogródek, by hodować w nim ekologiczne, własne jedzenie.
- Naprawdę ? - zapytałem mile zaskoczony.
- Tak. Wczoraj w wiadomościach podali, że jeden ze sposobów by się przygotować na kryzys ropy, który nadchodzi. Podobno nic tak dobrze nie smakuje jak wyhodowane przez siebie.
- Ma pani rację. Życzę udanych plonów. Teraz musimy jechać, by się nie spóźnić do szkoły. Tak Nea ?
- Tak
- Do widzenia.
- Do widzenia.
W szkole wszyscy rodzice dostali list, że wchodzi nowy przedmiot – ekologia, który będzie miał duże znaczenie w edukacji. W końcu doczekaliśmy się poważnego podejścia do tego tematu.
Gdy po szkole pojechałem do małego, lokalnego, biologicznego sklepiku „Anzet”, kolejka wychodziła na zewnątrz, a w środku ludzi było tyle, że trudno było się przecisnąć. Jak w końcu byłem przy kasie zapytałem Ingi, co jest tego powodem.
- Wczoraj w radiu był program o tym jak bardzo trujące i szkodliwe są produkty chemiczne i jak bardzo źle duże supermarkety wpływają na jedność sąsiedztwa.
- Dziś to tak jakbym obudził się w innym świecie.
- Żyjemy w czasach zmian.
- To wspaniale. Bałem się, że już nigdy nie nadejdą.
- Na ratunek ludzkości w końcu nastąpiły.
- Całe szczęście. Teraz z radością możemy patrzeć w przyszłość.
- Możesz zapytać Rabii, czy nie chciałaby dla Nas pracować ? W tych okolicznościach pilnie potrzebujemy kogoś do pomocy.
- Dobra. Zaraz do niej zadzwonię. - po czym zabrałem moje zakupy.
Rabia oczywiście się zgodziła, dzięki czemu dostała iteresującą pracę. Gdy pakowałem jedzenie do mojego wysokiego roweru, zadzwonił Brian z żywnościowej korporacji:
- Cześć. Mamy tak dużo członków, że chyba jedynym wyjściem będzie zrobienie jakiegoś sklepu, tylko nie mam pojęcia jak się do tego zabrać.
- Hmmmy... Może na skłocie ?
- Pomógłbyś mi w tym ?
- OK. Zaraz u Ciebie będę.
I tak zszedł nam dzień na zorganizowaniu miejsca na sklep w jednym z najbardziej aktywnych zaskłotowanych miejsc które nazywało się Vrankrijk i leżał na najbardziej alternatywnej ulicy "Spui" w centrum miasta. Miałem jedną wątpliwość co do tego pomysłu, więc zapytałem jednego z mieszkańców:
- Nie boicie się, że przez to, że sklep jest nielegalny może pojawić się problem ?
- No co Ty ? Ludzie teraz domagają się zmian. Policja się tylko ośmieszy gdy będzie robić problemy. Ludzie ich zadepczą i zakrzyczą.
- Kto by pomyślał, że wszystko tak się ułoży. - podsumowałem.
Cały dzień zszedł nam na sprzątaniu, organizowaniu półek i kącika pod nasz kolektywny sklepik. Jeden z mieszkańców zgodził się otwierać każdemu z kolektywu, by Ci mogli sobie zrobić zakupy podczas gdy sam był w domu. To rozwiązanie było tylko tymczasowe. Nasza kooperacja rozrosła się tak szybko, że trzeba było kogoś zatrudnić jako stałego sprzedawcę.
Gdy po tym ciężkim, aktywnym i szczęśliwym dniu wróciłem do domu, wszedłem na internet by podzielić się tymi wspaniałymi doświadczeniami z czytelnikami http://www.positi.blogspot.com okazało się, iż dostałem wiadomość od wydawnictwa „Wolność Słowa” o następującej treści:
„ W erze zmian na lepsze uważamy pańską książkę za wartą wydania i rozpowszechniania na szeroką skalę. Ostatnio, jako że wzrosło zapotrzebowanie na literaturę ekologiczną i wolnościową nasze wydawnictwo także bardzo się rozwinęło i wierzymy, że jesteśmy w stanie spełnić Pańskie marzenie i umieścić „Los Buntownika” ( a w przyszłości mamy nadzieję „Życie aktywisty” oraz inne pańskie książki ). Teraz to już tylko czekamy na uzgodnienie warunków i zielone światło od Pana. Z poważaniem...”
Gdy to przeczytałem, podzieliłem się tą nowiną z mymi ukochanymi Rabią i Neą. Skakałem z radości i miałem łzy ze szczęścia w oczach. By upamiętnić ten wspaniały dzień, ogłosiliśmy go naszym świętem rodzinnym. Dniem zmian na lepsze. Zrobiliśmy uroczystą kolację i do późnej nocy opowiadaliśmy sobie o zmianach jakie doświadczyliśmy tego dnia...

To tylko bajka, pełna nadziei, może naiwna lecz możliwa do spełnienia. To od Nas zależy byśmy doświadczyli tych pięknych zmian byśmy uratowali świat i przyszłość naszych dzieci.
Według Huny, Jogi i innych systemów filozoficznych i religijnych im więcej energii włożymy w spełnienie naszych marzeń, im bardziej wyraziście je sobie wyobrazimy tym większą mamy szansę na ich spełnienie.
Napisałem tę bajkę by wesprzeć, a zarazem wziąć udział w akcji aktywistów „Yes Men”. Wydali oni fałszywy dziennik, podrobiony „New York Time” w ilości 1.2 miliona egzemplarzy i rozdawany przez tysiące ochotników. Wiadomości w nim mówią o końcu wojny w Iraku, o dużych, pozytywnych zmianach ekologicznych i społecznych. Wszystkie są nie prawdziwe, a data jest z przyszłości. Autorzy tak jak ja chcieli pokazać jaki świat chcieliby doświadczyć. To ich sposób by wywierać presję, by przedwyborcze obietnice nie zostały złamane po raz kolejny i by uświadomić ludzi, że jeśli chcą zmian, sami się muszą po nie upomnieć i do nich dążyć.
19.11.08 g.

przeslane przez: http://www.positi.blogspot.com
"Los Buntownika - fragmenty część druga + Życie aktywisty - fragmenty
część pierwsza" szukają wydawcy !!!

Nareszcie !Druga część fragmentów prawie gotowa do druku. Wciąż
poszukujemy wydawcy!!!Tym razem obok " Losu Buntownika" zamieszczamy
także fragmenty i zarysy nowej książki Griksa : "Życie Aktywisty",
która jest kontynuacją poprzedniej. Tak jak życie autora jest
dojrzalsza, bardziej pozytywna, a do tego trochę filozoficzna. Obok
rozdziałów przygodowych mamy w niej jak to nazwałem "Medytacje" czyli
przemyślenia i rady na jak wierzę, szczęśliwsze życie dla nas
wszystkich. W drugiej części fragmentów dużo wołania o tolerancję,
miłość, wolność, poszanowanie ludzkich praw, Matki Ziemi...

Książka Griksa "Los buntownika - fragmenty"czesc 1 ( nie mylic z
druga) dostępna !!!
Wolność, równość, miłość, (=) anarchia, przyjaźń, rodzina,
squating, punk, prawa zwierząt, prawa ludzi, ekologia, jedzenie
zamiast bomb, pokój, tolerancja, przygoda, prawda, wegetarianizm jako
sposób na nakarmienie głodnych w trzecim świecie, ocalenie zwierząt
oraz siebie, duchowość, wiara w Boga,indywidualizm, DOBRO, (=)
SZCZĘŚCIE, rozwój, nadzieja, wytrwałość...
...Tymi i nie tylko tymi wartościami i ideami pragnę się podzielić
z Wami. Chciałbym by ta książka była jednym ze sposobów na osiągnięcie
lepszego świata dla Was, dla naszych dzieci, dla Nas, Dla wszystkich.
Do Was należy następny krok. Powodzenia !!!
RED RAT http://red-rat.w.interia.pl -Tu możesz zamówić książkę

http://www.positi.blogspot.com - na tych stronach możesz
przeczytać więcej fragmentów
dostępna tez w anarchistycznej księgarni Fort Van Sjakoo na ulicy
Jodenbreestraat 24 w Amsterdamie( wraz z innymi polskimi wydawnictwami
i gazetami)

To co się wydarzyło w Polsce to "doktryna szoku"

Blog

To, co wydarzyło się w Polsce na początku lat 90. było modelowym przykładem stosowania "doktryny szoku" - uważa Naomi Klein, która przyjechała do Polski, aby promować swoją najnowsza książkę.

Naomi Klein zasłynęła jako autorka książki "No logo", pamfletu na działalność wielkich korporacji, książki opisywanej jako "manifest alterglobalizmu".

W najnowszej książce, opublikowanej w Polsce w październiku "Doktrynie szoku", opisane jest zjawisko, które Klein określa mianem "kapitalizmu kataklizmowego".

Taki kapitalizm opiera się na sojuszu polityków i kapitalistów, a ujawnia w momentach przełomowych - załamania się dotychczasowych systemów władzy, poważnych kryzysów. Klein stawia tezę, że takie sytuacje są wykorzystywane przez polityków i posiadaczy największego kapitału, aby wprowadzić niepopularne reformy, zlikwidować osłony socjalne i uzależnić państwo od międzynarodowych organizacji finansowych.

- Argumentem decydującym jest zazwyczaj zdanie "nie ma innego wyjścia. Musimy to zrobić, bo grozi nam załamanie systemu". To sprytny sposób na wykorzystanie kryzysu - mówiła Klein na środowej konferencji prasowej.

Autorka podaje wiele przykładów działania "doktryny szoku". Reformy wprowadzane z pominięciem procedur demokratycznych, pośpieszne prywatyzacje majątku państwowego miały miejsce zarówno w Chile za przyczyną Pinocheta, Polsce wyzwalającej się z systemu komunistycznego, Rosji, w której powstała niezwykle bogata oligarchia - mówiła. Z analizowanych przez Klein przykładów państw, w których podczas ostatnich 30 lat zastosowano "doktrynę szoku" wynika, że wszędzie realizuje się następujący scenariusz - zawiązuje się sojusz między garstką największych korporacji a klasą najzamożniejszych polityków i cała władza skupia się w ich rękach.

Dla Klein potwierdzeniem tego, o czym pisze, są ostatnie wydarzenia związane z kryzysem finansowym, a zwłaszcza dofinansowanie prywatnych firm przez rząd USA i rządy państw europejskich. Autorka przypomniała, że na początku tego roku globalistyczne organizacje finansowe jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy były oceniane jako nieskuteczne. - Obecnie już widać, że w dobie kryzysu ich kompetencje i tak przesadnie rozbudowane, będą się zwiększać - mówiła Klein.

Naomi Klein ur. 1970, kanadyjska dziennikarka, publicystka i działaczka społeczna. Sławę przyniosła jej opublikowana w 2000 roku książka "No Logo". Klein jest w Polsce po raz pierwszy, ale jej rodzina zarówno ze strony matki jak i ojca wywodzi się właśnie z Polski. "Doktrynę szoku" opublikowało wydawnictwo Muza.

za onet

O akcji antyfaszystowskiej w Warszawie

Blog

Dziś w Gazecie Stołecznej są jeszcze dwa arykuły o blokadzie ONR, która odbyła się w Warszawie 11.11.

Uczestnik blokady ONR

Anarchista na blokadzie

Nagrania z konferencji antytarczowej

Blog

Wczoraj byłam na konferencji antytarczowej organizowana przez ISW. (Nie byłam na całej konferencji więc nie miałam "przyjemności" słuchać m.in. Semkę czy Wildsteina.) Kilku prelegentów mówiło całkiem sensownie, natomiast zaproszeni także były .... powiedzmy, osoby ciekawe dla kogoś innego.

Zrozumiałam, że pewnie to była taka strategia - zaprosić kretynów do jednego panelu razem z członkami ISW, aby działacze antywojenni wyglądali bardzo dobrze w porównaniu. :-) :-) Na stronie IRAK.PL są nagrania m.in. kretyna Semki.

http://www.irak.pl/Semka.WMA
http://www.irak.pl/Dabrowska.WMA
http://www.irak.pl/wildstein.WMA
http://www.irak.pl/filip.WMA
http://www.irak.pl/ciszewskiKrzyzacy!.WMA
http://www.irak.pl/SemkaConclusions.WMA
http://www.irak.pl/DabrowskaCOnclusions.WMA
http://www.irak.pl/WildsteinConclusions.WMA
http://www.irak.pl/filipConclusions.WMA

Kanał XML