Blog

Polska jest potęgą

Blog

Polecam artykuł z Tygodnika Powszechnego:

Polska jest potęgą

Rozmowa z Rafałem Pankowskim ze stowarzyszenia "Nigdy więcej"

"Jeśli Donald Tusk mówi, że nie ma i nie będzie w Polsce tolerancji dla antysemityzmu, to nie mówi prawdy."

Andrzej Brzeziecki: Wydawałoby się, że im dłużej żyjemy w liberalnej demokracji, tym mniej faszyzmu. Gdy jednak wziąć do rąk pismo "Nigdy Więcej", można mieć wrażenie, że go nie ubywa.

Rafał Pankowski: Elity III RP popełniły błąd, zakładając linearny model rozwoju demokracji, zgodnie z którym demokracja się wzmacnia, w Europie postępuje integracja i może być tylko lepiej, bo szowinizm i antysemityzm będą zanikać w miarę postępu. Ostatnie lata pokazały, że w każdej chwili może nastąpić krok w bok, jeśli nie wstecz. Nie są zagrożone instytucje czy procedury, ale treść demokracji już tak. W Polsce nadal działają organizacje faszyzujące, a poziom antysemityzmu jest wyższy niż przed dekadą.

Dlaczego?

Ideologia antysemicka uzyskała szerokie kanały oddziaływania. Chodzi tu o Radio Maryja, ale nie tylko. W życie publiczne weszło pokolenie, które socjalizację przeszło w latach 90. przez subkultury młodzieżowe. W dużej części była to subkultura skinheadów. To, co wtedy uważano za niegodny uwagi margines, teraz okazało się kuźnią państwowych elit. Bo z dniem 21 października 2007 r. w Polsce nie zniknął problem skrajnej prawicy. Ona nie ma już reprezentacji parlamentarnej, ale pozostała cała infrastruktura: wydawnictwa, organizacje, koncerty.

Dalej sponsorowane przez państwo?

Tak jest w przypadku faszyzującego pisma "Templum Novum". Jego profil ideowy nie ulega wątpliwości: z sympatią prezentuje sylwetki generała Waffen SS Leona Degrelle’a, włoskiego faszysty Juliusa Evoli czy polskiego nacjonalisty-neopoganina Jana Stachniuka.

Pismo dostało pieniądze od Ministerstwa Kultury, gdy kierował nim Kazimierz M. Ujazdowski. Gdy opisaliśmy ten przypadek na łamach "Nigdy Więcej", nowy minister Bogdan Zdrojewski nazwał decyzję poprzednika błędem. Tymczasem w marcu wyszedł kolejny numer "Templum Novum" z adnotacją o wsparciu MKiDN, a treści zawarte w piśmie nie zmieniły się. Chcę wierzyć, że to realizacja przyznanego wcześniej grantu, ale sam fakt wciąż wydaje się kuriozalny. Jestem pewien, że ani Ujazdowski, ani Zdrojewski nie utożsamiają się z treściami zawartymi w "Templum" – zresztą Ministerstwo Kultury nie musi się utożsamiać z treściami wydawnictw wspieranych przez siebie – jednak są poglądy, których państwo nie powinno promować.

Za czasów poprzedniego rządu ludzie podzielający tego rodzaju idee mieli bezpośredni dostęp do władzy i pieniędzy (także poprzez zatrudnianie w państwowych instytucjach). Zdobyli przyczółki, jakich nie mieli jeszcze kilka lat temu.

Czy musi tak być, że gdy do władzy dochodzi prawica, otwiera się furtka dla skrajnej prawicy?

Nie musi. Prawie na całym świecie konserwatyści unikają współpracy ze skrajną prawicą. Stosuje się "kordon sanitarny" – to pojęcie narodziło się w Belgii po sukcesie Vlaams Bloku. Konserwatyści w Anglii pod wodzą Davida Camerona należą do najbardziej pryncypialnych wrogów skrajnej prawicy. Ale w Polsce tego rozróżnienia nie ma i odpowiedzialność za to ponosi Jarosław Kaczyński, który podjął decyzję o sojuszu z Radiem Maryja. To nie był tylko sojusz taktyczny, lecz oznaczał także przejęcie kadr i wielu elementów ideologii skrajnej prawicy. Dziś nie ma w Sejmie LPR, ale są jej ludzie wybrani z list PiS. Ryszard Bender, który twierdził, że Auschwitz-Birkenau nie było obozem śmierci, został wybrany do Senatu...

Może lepiej mieć jednego Bendera w Senacie niż całą LPR w Sejmie?

Nie mówimy o jednym Benderze. Są jeszcze inni parlamentarzyści i ludzie w strukturach lokalnych. Podhalańskie PiS wspierało bezpośrednio Obóz Narodowo-Radykalny.

Wydawca wspomnianego "Templum Novum", Mariusz Bechta, animator ruchu skinheadów i promotor muzyki nazistowskiej, kandydował w lokalnych wyborach z PiS i pracuje w IPN. Piotr Farfał, który nie zrobił w życiu nic godnego uwagi poza wydawaniem pisemka "Front" oraz działalnością w Narodowym Odrodzeniu Polski i w Młodzieży Wszechpolskiej, do dziś jest wiceprezesem TVP. Jeśli więc premier podczas niedawnej wizyty w Izraelu mówi, że nie ma i nie będzie w Polsce tolerancji dla antysemityzmu, to nie mówi prawdy. Wystarczy pójść do kiosku Ruchu – państwowej firmy – i zobaczyć, jakie publikacje są tam dostępne. Nie ma drugiego takiego kraju w Europie, gdzie dyskurs antysemicki byłby tak łatwo dostępny w publicznym obiegu.

W Pana książce "Rasizm a kultura popularna" pojawia się teza, że ponieważ liberalna demokracja jest modelem obowiązującym, to młody człowiek, chcąc być nonkonformistą i kontestatorem, wybiera czasem jej zaprzeczenie – faszyzm.

Tak, faszyzm – rozumiany jako ideologia totalnej kulturowej homogenizacji – zaczął być traktowany jako jedna z opcji dostępnych na rynku młodzieżowych idei. To niepokojące, bo oznacza zobojętnienie na jaskrawy przejaw zła. Przecież to nie wszystko jedno, jakby chciał pan Jarosław Sellin broniący Farfała, czy się jest hippisem, czy skinheadem.

Ale może ta kontestacja mija z wiekiem? Najpierw "zamawia się pięć piw", a potem z tego wyrasta.

Czasami tak jest. Jeden z naszych współpracowników jest byłym faszystą.

To dlaczego nie założyć, że Farfał przeszedł tę samą drogę?

Bo takie przypadki są rzadkie i trzeba wykonać olbrzymi wysiłek, aby zerwać z dotychczasowym środowiskiem. Mówimy o wartościach, które przyswaja i autentycznie przeżywa młody człowiek. One w jakiejś części osiadają w duszy na całe życie. Młodzi ludzie, którzy kilka lat temu byli skinami, zasiadają w instytucjach państwowych, będąc dalej młodymi ludźmi. Społeczeństwo nagrodziło ich posadami nie za to, że zmienili poglądy, ale właśnie za to, że je wyznawali. Okazuje się, że warto być skinheadem, bo można zostać wiceprezesem TVP albo – jak Radosław Parda – odpowiadać za przygotowanie telewizji do Euro 2012. Z całym szacunkiem, ale ci ludzie mają teraz większy wpływ na życie publiczne niż "Tygodnik Powszechny".

Zostawmy na boku politykę: problemem jest przenikanie ideologii skrajnych do popkultury.

Może jednak subkultury?

Dziś w socjologii kultury taki podział uważa się za anachroniczny. Subkultury się przenikają, a to, co dziś jest marginesem, jutro może być mainstreamem. Poprzez internet każdy może mieć w kilka sekund dostęp do najbardziej rasistowskich treści, jakie można sobie wyobrazić. To oznacza, że mówimy o zjawisku potencjalnie masowym. Neopoganie i black metalowcy ze Szczecina jednego dnia wydawali nazistowskie ziny i organizowali małe koncerty, a następnego weszli do kierownictwa współrządzącej partii i mieli swojego posła.

Czy popkultura legitymizuje faszyzm? Popularny magazyn "Machina" pisał kiedyś o liderze grupy Burzum, odsiadującym wyrok za morderstwo, a artyści pop czasem uciekają się do prowokacji, flirtując z faszystowską symboliką.

Kultura masowa fascynuje się złem i przemocą, faszyzm zaś żywi się zamazywaniem granic między tym, co dobre, a tym, co złe. To zamazanie dokonuje się na gruncie popkultury i młody człowiek, który chce się buntować poprzez faszyzm, ma instrumentarium podane na tacy. Nie musi nigdzie szukać, to jest na każdym kroku: w internecie, na stadionach i koncertach.

Jednak dziś twórcy popkultury nie posługują się już tak bezrefleksyjnie symboliką faszystowską, jak robili to np. muzycy Sex Pistols. Przełomem była akcja Rock Against Racism, która narodziła się w Anglii w końcu lat 70.

Mówiąc o neofaszyzmie w popkulturze, o jakiej skali zjawiska mówimy? Weźmy taką reklamę: "swoje oblicze ukazuje, plując w zawszone mordy żydo-chrześcijańskich pomiotów najbardziej szyderczy z zinów »Megalucyfers«". Zastanawia mnie, jaki ma zasięg coś takiego i po co traktować to poważnie? Jak poważnie traktować dorosłych ludzi, którzy przebierają się w skórzane ciuszki rodem ze średniowiecza, malują sobie twarze i gonią po lasach, wydzierając się do pogańskich bożków?

Jakkolwiek by się to wydawało śmieszne, ci ludzie mają wpływ na kształtowanie świadomości tysięcy młodych ludzi. A black metal niesie nie tylko groteskową modę, ale i przemoc. Ci ludzie zabijają, palą kościoły, dewastują cmentarze. A ci, którzy podzielają ich ideologię, jak działacze Niklota, wchodzą do parlamentu, byli też w gabinecie minister Anny Kalaty.

Mieszkając w tej części Europy, doświadczonej taką historią, nie powinniśmy bagatelizować takich zjawisk.

Jak spotkali się metal, skinhead, kibol i polityk? To przecież paradoks, że po jednej stronie barykady jest młodzież ultrakatolicka i ludzie, którzy wołają, iż wyrzekli się Chrystusa.

Z jednej strony w latach 90. dochodziło do naturalnej fuzji subkultur, z drugiej była to strategiczna decyzja liderów środowisk tzw. nowej prawicy neopogańskiej, którzy przeprowadzili kalkulację – black metal i ruch skinheadów to przecież naturalne pole ich rekrutacji. To nie było zjawisko w pełni spontaniczne.

Efektem jest np. zespół Casus Belli, którego wokalistą jest Igor Górewicz, współpracownik byłego posła Mateusza Piskorskiego. Okładki ich kaset zdobią prace Stanisława Szukalskiego – artysty, który zdobył sławę w latach 30. XX w., związanego z neopogańską Zadrugą, potem mieszkającego w USA, gdzie napisał wiele tomów udowadniających, że Adam i Ewa mówili po polsku. Czy jest to popkultura (bo muzyka), czy sekta religijna (bo neopogaństwo), czy wreszcie polityka i propaganda? Na przecięciu tych zjawisk powstała nowa jakość. To dokonało się nie tylko w Polsce, ale polski black metal jest w czołówce światowego ruchu. Wrocławski zespół Graveland jest rozpoznawalny na całym świecie, tak samo jak Antisemitex, który łączy wątki rasistowskie i neopogańskie.

Skąd ten sukces?

Polska odgrywa ważną rolę w nazistowskiej międzynarodówce, bo ma duże możliwości produkcji gadżetów i płyt. Taka działalność nie spotyka się tu z jednoznacznym potępieniem ani reakcją wymiaru sprawiedliwości. Angielski zespół No Remorse nie ma możliwości legalnych występów nad Tamizą, a gdy udało im się wydać płytę, szef brytyjskiego MSW musiał się z tego tłumaczyć w parlamencie. Tymczasem No Remorse zagrał w ubiegłym roku dla neonazistowskiej publiki z różnych krajów w Krasnem Folwarcznem. Policja nie reagowała, bo stwierdziła, że to prywatny koncert, choć był reklamowany w internecie i sprzedawano na niego bilety.

Polska jest potęgą, jeśli chodzi o młodzieżowe ruchy narodowo-radykalne. Obawia się tego nawet UEFA, Michel Platini wysłał latem ubiegłego roku list do PZPN w związku z przygotowaniami do Euro 2012: nikt w UEFA nie chce ryzykować, że do Polski przyjadą ludzie z różnych krajów i zostaną przyjęci przez bandy rasistów.

Choć są też zjawiska pozytywne: kilkanaście dni temu miał odbyć się w Sosnowcu koncert grup faszystowskich. Lokalna społeczność zaczęła protestować i prezydent miasta zapowiedział, że choć nie wie, gdzie koncert ma się odbyć, to się dowie i będzie to ostatnia impreza w klubie, który zgodzi się ją przyjąć. W efekcie koncert odbył się gdzieś na dalekich peryferiach dla małej garstki słuchaczy. Kilka tygodni temu Legia Warszawa zwróciła się do nas o wspólną akcję na Międzynarodowy Dzień Walki z Rasizmem. A jeszcze kilka lat temu na stadionie Legii czymś normalnym był transparent z napisem "Arbeit macht frei". Akcja policji we Wrocławiu, która w poprzednią niedzielę spacyfikowała przemarsz neofaszystów z ONR, też jest czymś godnym odnotowania.

Za kogo się uważają polscy neopoganie?

Za depozytariuszy pradawnych mocy. Za strażników zapoznanej tradycji.

Niesamowitej słowiańszczyzny...

Właśnie tak. Maria Janion napisała w tej książce, że warto mit słowiańskiego pogaństwa wytrącić z rąk faszystów. To nie jest tak, że jakakolwiek forma zainteresowania tą przeszłością musi prowadzić do faszyzmu. Przy czym to jedynie konstrukt, bo przecież nie wiemy, jak wyglądały wierzenia pogańskie na ziemiach Polski przed tysiącem lat. Dziś szuka się tylko mrocznych bożków, apoteozy wojny, agresji...

Dawne moce, tradycja, wielcy przodkowie – ta poetyka kojarzy się trochę ze światem Tolkiena.

Jeden z moich studentów napisał pracę o literaturze fantasy i jej potencjalnych związkach z faszyzmem. Wyszło mu, że Tolkien mógłby być interpretowany w sposób rasistowski. We Włoszech obozy młodzieży neofaszystowskiej noszą nazwę obozów Hobbita, w Polsce dział kulturalny pisma "Szczerbiec" odwołuje się do dzieł Tolkiena. Trzeba jednak podkreślić, że sam Tolkien był jak najdalszy od tych ideologii. Po prostu faszyzm to pasożyt, który może się osadzić na wielu zjawiskach.

Czy katoliccy patroni skrajnej prawicy zdają sobie sprawę z tych sojuszy z neopoganami?

To pytanie o pozycję religii w relacji do tożsamości narodowej. Okazuje się, że tożsamość religijna ustępuje nacjonalistycznej. Dlatego ultrakatolickie organizacje nacjonalistyczne współpracowały z antykatolickimi. Działacze Niklota byli też w LPR. Radio Maryja często gościło Andrzeja Leppera, choć wiedza o tym, że w jego partii siedzą neopoganie, była publiczna. Nasz neofaszyzm nigdy nie był ideologią spójną i potrafił łączyć wątki sprzeczne – antykatolicyzm z ultrakatolicyzmem, uwielbienie dla Narodu Polskiego z apoteozą Hitlera.

Narodowa Scena Rockowa wspomnianego redaktora "Templum Novum" i pracownika IPN Mariusza Bechty z powodzeniem sprzedaje płyty zespołów narodowo-katolickich i nazistowskich. Choćby Konkwisty 88 ("88" oznacza tu Heil Hitler). Wspólną płaszczyzną jest antysemityzm.

Dr Rafał Pankowski jest socjologiem kultury, absolwentem m.in. Eton College. Pracownik naukowy Collegium Civitas oraz zastępca redaktora naczelnego pisma "Nigdy Więcej". Ostatnio opublikował "Rasizm a kultura popularna" (Warszawa 2006).

"Nie ma po co się wysilać, żeby takich leczyć"

Blog

Liczba więźniów, którzy umierają tuż po wywiezieniu z więzień do cywilnych szpitali, wzrasta. Według statystyk Służby Więziennej w 2004 r. było ich 19. A w 2007 - aż 36. W ciągu ostatnich czterech lat - w sumie blisko 100.

artykuł z gazety:

Rumun Claudiu Crulic to niejedyny aresztant, którego w agonalnym stanie przewieziono do szpitala, żeby tam umarł.

Opowiada nasz informator: - Pod koniec 2004 r. do aresztu na Montelupich w Krakowie trafił Ukrainiec. Wychowawca nie rozpracował atmosfery w celi. Współosadzeni trzy dni znęcali się nad nim. Na siłę poili go wodą wymieszaną z chemikaliami, m.in. pastą do zębów. Nie pozwalali mu korzystać z toalety. Cały spuchł, doszło do zmian neurologicznych. Nie podnosił się z łóżka. Wychowawcy nie reagowali. Dopiero jak stracił przytomność, zaczęli działać. Do sądu pojechał goniec z wnioskiem o uchylenie aresztu i pod drzwiami czekał na decyzję. Jak tylko zapadła, przewieźli go do cywilnego szpitala. Przeżył.

Podejrzanego w sprawie gospodarczej 29-letniego Pawła K. (imię zmienione na prośbę rodziny) osadzono na Montelupich w październiku 2003 r. Cierpiał na dolegliwości wątroby. - Słał do mnie błagalne listy, by wyciągnąć go z aresztu - mówi poseł Jan Widacki, wtedy adwokat K. - Chciałem, żeby go umieszczono w szpitalu na wolności, myślałem, że argumenty są mocne. Okazałem się bezsilny.

Pawłowi K. uchylono areszt, gdy był w agonii. - Syn 16 lat chorował na wątrobę, wystarczyło spojrzeć na niego, żeby dostrzec, że jest źle. Do wolnościowego szpitala trafił dopiero, gdy stracił przytomność, na cztery dni przed śmiercią. Tam też dostarczyli mu postanowienie o uchyleniu aresztu. Przynajmniej przez cztery dni był wolnym człowiekiem - opowiada matka. Rodzina do dziś walczy w sądach o odszkodowanie.

- Sądziłem, że ta historia nauczy czegoś służby więzienne i sędziów. Przypadek Crulica pokazuje, że wniosków nie wyciągnięto - mówi Widacki.

- W przypadku Crulica prokuratura i służba więzienna prowadzą postępowanie wyjaśniające, ale dlatego, że historia była drastyczna, a potem opisana przez prasę - mówi nasz rozmówca związany z więziennictwem.

Inny dodaje: - Jeśli chory z aresztu lub więzienia umiera w cywilnym szpitalu, nie wdraża się postępowania w stosunku do pracowników. To stara sztuczka, którą wszyscy znają. Do sądu idzie wniosek o szybkie uchylenie aresztu, a człowieka w ostatniej chwili wiezie się poza mury.

Liczba więźniów, którzy umierają tuż po wywiezieniu z więzień do cywilnych szpitali, wzrasta. Według statystyk Służby Więziennej w 2004 r. było ich 19. A w 2007 - aż 36. W ciągu ostatnich czterech lat - w sumie blisko 100.

- Żadne przepisy nie nakładają na SW obowiązku postępowań w przypadku zgonu "wolnego człowieka", czyli po uchyleniu aresztu czy decyzji o udzieleniu przerwy w wykonaniu kary - mówi Luiza Sałapa, rzecznik prasowy Zarządu Służby Więziennej.

Dlaczego rośnie liczba więźniów umierających z powodu ciężkich chorób?

Paweł Moczydłowski, szef więziennictwa w latach 1990-94, socjolog, ekspert ds. więziennictwa Open Society Institute w Budapeszcie, wyjaśnia: - Oficjalnie w więzieniach pracuje 800 lekarzy, w praktyce na całych etatach jest góra 80. Reszta wpada tylko po to, żeby wziąć pieniądze za cząstkę etatu. Szpital więzienny to nie miejsce, z którym się identyfikują, często zresztą uważają, że nie ma po co się wysilać, żeby takich leczyć.

Lekarz, który sam spędził w areszcie kilka miesięcy: - Poczułem się źle. Poprosiłem o ekg. Najpierw usłyszałem, że to nie sanatorium. W końcu zrobili, ale wydruk odczytać musiałem sam, bo lekarz z aresztu wyglądał, jakby widział go pierwszy raz w życiu.

W ostatnich czterech latach ok. 350 więźniów zmarło z przyczyn naturalnych - jak określają to władze więziennictwa. - Z dużym prawdopodobieństwem to również są zgony z powodu zaniedbanych chorób. Brak troski o zdrowie więźniów to norma. Winę ponoszą też populistyczni politycy, którzy jeszcze niedawno przekonywali, że takim nic się nie należy, a Służba Więzienna tego słuchała i traktowała osadzonych źle - dodaje Moczydłowski.

Dziś Służba Więzienna ma ujawnić raport w sprawie śmierci Claudiu Crulica, który 18 stycznia zmarł w krakowskim szpitalu po kilkutygodniowej głodówce w areszcie na Montelupich. Miał zapalenie płuc i mięśnia sercowego. Uchylono mu areszt, ale lekarze ze szpitala MSWiA, gdzie trafił, nie byli w stanie go już uratować.

Jakie błędy wytknie raport? Mogło być też tak, że przy przenoszeniu z celi do celi informacja o głodówce nie była przekazywana. - A już po tygodniu głodówki, gdy człowiek traci od trzech do pięciu kilogramów, powinien iść do izolatki, żeby obserwować spadek wagi. Po stracie siedmiu kilogramów powinna być decyzja o przymusowym dokarmianiu - mówi nasz informator. - Ale żeby kogoś dać do izolatki, trzeba opinii psychologa, a to już jest kłopot. Po co sobie dokładać obowiązków, skoro można kogoś przydzielić do wieloosobowej celi i liczyć, że ktoś go tam namówi do jedzenia. Rumun w hierarchii więziennej stoi nisko. Dlatego nikt się nim nie przejął. Włącznie z ambasadą Rumunii.

Po śmierci Crulica odwołano wiceszefa SW gen. Pawła Nasiłowskiego. Kolejne dymisje spodziewane są na Montelupich.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Urzednicy ignorują głos obywateli

Kraj | Blog | Dyskryminacja | Tacy są politycy

Pan Zenek którego poznałem na demonstracji w obronie sortowni odpadów EKON( firmy która szczyci sie mianem jednej z nielicznych firm społecznych; https://cia.media.pl/w_wa_przeciw_likwidacji_sortowni_odpadow_ekon )powiedział mi że pisał listy do rady miasta i jej poszczególnych członków w związku z wydarzeniami w tybecie.Popierał mianowicie projekt uchwały Rady Warszawy w sprawie oficjalnej deklaracji popierającej tybetańczyków.Jednak na jego skrzynke pocztową jego wiadomość powróciła wielokrotnie z informacją że wiadomość nie doszła.
Według niego wyglądało to na blokade niechcianych "obywatelskich głosów".

Tortury stosowane przez Chińczyków.

Blog

Wiem, że tekst jest z Gazety Wyborczej, ale według mnie jest bardzo dobry i jest warty opublikowania go w naszym serwisie.

Noc w noc prześladują mnie koszmary. Jestem w maleńkiej celi i trzęsę się ze strachu, że zaraz po mnie przyjdą i znów zacznie się bicie

Rząd Tybetu na wychodźstwie podaje, że od początku chińskiej okupacji Tybetu od tortur zmarło blisko 180 tysięcy Tybetańczyków. Do lat 70. na thamzingach, czyli "wiecach walki klas", które często kończyły się zatłuczeniem więźnia, zamęczono 93 tysiące osób, zaś samobójstwa (także w więzieniach i aresztach), nie wytrzymując tortur, popełniło 9 tysięcy.

Po wizycie w Chinach w 2005 roku specjalny sprawozdawca ONZ ds. tortur stwierdził, że praktyka stosowania tortur ma w Chinach "charakter powszechny".

Tortury i okrutne traktowanie stosowane są na wszystkich etapach uwięzienia. Na komisariatach policji rutynowo bije się w celu wymuszenia zeznań i zastraszenia. Policjanci przede wszystkim biją i rażą elektrycznymi pałkami. W aresztach śledczych funkcjonariusze są szkoleni, jak stosować tortury. Biją po nerkach, stawach, łokciach. Trzymają więźniów w nienaturalnych pozycjach, np. z rękami skutymi na plecach kajdankami zaciskającymi się przy każdym ruchu. Albo na klęczkach, z brodą opartą na poręczy krzesła.

Mniszki są gwałcone za pomocą elektrycznych pałek.

W więzieniach torturą jest przede wszystkim praca ponad siły przy skromnych racjach żywnościowych. Więźniowie polityczni są poniżani. Mnichów zmusza się do profanowania świętych przedmiotów (np. fekalia wydobywają z dołów kloacznych, zawijając je w thanki - święte obrazy). Wszelkie formy oporu kończą się wielogodzinnymi biciem i wtrącaniem do karceru.

Więźniów używa się też do celów pseudomedycznych. Pobiera się im - bez znieczulenia - płyny ustrojowe, np. płyn mózgowo-rdzeniowy, żółć i krew, w ilościach zagrażających życiu.

Relacje o torturach pochodzą przede wszystkim od więźniów, którym po zwolnieniu udało się wydostać Chin.

W Indiach, gdzie trafia najwięcej tybetańskich uchodźców, działa ośrodek dla ofiar tortur, w którym udziela się im pomocy medycznej, ale przede wszystkim psychologicznej. Niektórzy nie są w stanie żyć, mając w pamięci poniżenie, jakiego doznali. Szczególnie dotyczy to regularnie gwałconych mniszek, które nie czują się godne, by wrócić do zakonnego życia.

W 1992 roku Palden Gjaco, mnich, który w chińskich więzieniach spędził 33 lata, przemycił do Indii narzędzia tortur. Pokazano je na sesji Komitetu Praw Człowieka ONZ w Genewie.

Ngałang Sangdrol

mniszka, przesiedziała w więzieniach 12 lat. Pierwszy raz do aresztu trafiła, mając 13 lat. Wyrok za udział w niepodległościowej manifestacji był wielokrotnie podwyższany za akty nieposłuszeństwa w więzieniu - w sumie do 21,5 roku. Uwolniono ją w 2003 roku na skutek nacisku międzynarodowej opinii publicznej. Dostała azyl w USA:

W areszcie poddano nas wielogodzinnemu brutalnemu przesłuchaniu. Strażnicy powiedzieli, że jesteśmy "kontrrewolucjonistkami", które usiłują oderwać Tybet od Chin. Śledczy bili nas żelaznymi rurkami i pałkami elektrycznymi. Przyczepiali druty, pod prądem, do języków. Zawieszali za wykręcone, związane na plecach ramiona. Nazywają to samolotem. Bardzo boli. Miałam wrażenie, że wyrwą mi ręce.

Zawsze byłyśmy głodne, a w nocy zziębnięte.

Kazano nam stać bez ruchu w palących promieniach słońca lub na mrozie i bito, gdy upadałyśmy z gorąca lub wyczerpania. Kazano nam ścigać się dla rozrywki strażników; rzucano w nas kamieniami i bito, kiedy biegłyśmy zbyt wolno lub pomyliłyśmy słowa chińskich piosenek, do których śpiewania nas zmuszano. Tygodniami byłam więziona w karcerze, ponieważ nie godziłam się z kłamstwami i karami moich oprawców.

Tortury i maltretowanie zaczęły się, gdy byłam 13-letnim dzieckiem, i trwały przez większą część mego pobytu w więzieniu.

Najgorsze jest to, że nigdy nie wiesz, co się stanie - czy cię dziś będą bili, jak i kiedy. Nie wiadomo, co strażnikom przyjdzie do głowy. Tych pomysłów więźniowie boją się najbardziej. Poza tym - codzienna praca. Normy są tak wyśrubowane, że zaharowujesz się na śmierć. W Drapczi pracowałyśmy w szklarni. Jest tam tak koszmarnie gorąco, że pocisz się, zanim wejdziesz. Stosuje się środki owadobójcze. Wdychamy wszystkie te opary. Mamy je w gardle, w nosie, w oczach. Do tego koszmarny smród. Nawozi się ludzkim kałem, który trzeba wybierać z dołów kloacznych. Jedna więźniarka wchodzi do takiego dołu, wybiera kał rękami, napełnia wiadro i podaje drugiej. Ma go wszędzie: na twarzy, we włosach, w ustach.

Ama Adhi

28 lat w więzieniach i obozach pracy za organizowanie ruchu oporu. Niemal cała jej rodzina zginęła od tortur lub głodu. Jej kilkuletni synek popełnił samobójstwo:

Przesłuchiwano mnie co najmniej raz na tydzień. Najgorsze było wbijanie bambusowych drzazg pod paznokcie. Do końca, aż wyszły u nasady. Zawsze ranili ten sam palec, który zmienił się w otwartą, ropiejącą ranę. Na thamzingach obowiązywała prosta zasada: do bicia i lżenia ofiar zmuszano najbliższych - krewnych, przyjaciół. Do mnie "wydelegowano" Ugjena, naszego starego służącego, i pewną kobietę.

- Nie podoba ci się Komunistyczna Partia Chin! Jesteś kontrrewolucjonistką! Śmierdzącą szumowiną reakcji! Teraz, szmato, już wiesz, kto jest górą. Wy czy Komunistyczna Partia Chin. Wtrącili cię za kraty, ale nadal masz czelność podnosić głowę i gapić się na ludzi! Do tej pory patrzyłaś na świat dwojgiem oczu. Ale dziś jedno ci odbierzemy. Będziesz ślepa!

I zaczęła mnie bić w prawe oko. Nie wiem, czy miała w ręku kamień, ale po chwili byłam tak opuchnięta, że nie mogłam podnieść powieki.

Kilka dni później wywołano mnie z celi i położono na kark deskę z jakimś napisem po chińsku. Pomyślałam, że nadszedł mój czas. Byłam tak wycieńczona i obolała, że myśl o szybkiej śmierci nie budziła we mnie strachu. Nagle usłyszałam hałas, odwróciłam głowę i zobaczyłam mojego szwagra Pemę Gjalcena. On też miał deskę na szyi. Kiedy nasze oczy się spotkały, uśmiechnął się do mnie. Zauważyłam, że jego napis jest czerwony, podczas gdy mój był czarny. Wyprowadzono nas z więzienia do oddalonych o kilometr koszar. Żołnierze już czekali.

Pemie Gjalcenowi i mnie kazano uklęknąć. Był związany w ten straszny sposób - wyłamujący ręce ze stawów i niepozwalający oddychać. Rozległy się dwa wystrzały. Jego krew i mózg bryznęły na mnie.

- Patrz, patrz na niego! - wrzasnął Chińczyk.

Z głośników popłynęła wesoła muzyka.

Palden Gjaco

75-letni mnich, 33 lata w więzieniu. W 1992 roku, uciekając do Indii, przemycił narzędzia tortur, które pokazał, zeznając w 1995 roku przed Komisją Praw Człowieka ONZ w Genewie:

Zakuto mnie w kajdany; kopano i bito pałką nabijaną gwoździami. Kiedy śledztwo się skończyło, przewieziono mnie z powrotem do Panamu, gdzie miałem odsiedzieć siedmioletni wyrok. Przez pierwszych osiem miesięcy miałem skute ręce i nogi. Potem zapytano mnie, czy "zmieniłem już postawę" i jestem gotów do pracy. Odpowiedziałem, że mogę pracować. Zdjęto mi kajdany z rąk i przeniesiono do więziennego warsztatu, w którym wyrabialiśmy dywany. Kajdany z nóg zdjęto nam dopiero po dwóch latach.

Brakowało jedzenia. Moczyłem w wodzie swoje buty i zjadałem je po kawałku.

W dniu egzekucji na szyjach skazanych wieszano ciężkie drewniane tablice z napisami w języku chińskim. Potem wrzucano ich na ciężarówkę jak kamienie i wieziono do więzienia w Drapczi. Reszta więźniów jechała w innych ciężarówkach. Na miejscu skazanych zmuszano do uklęknięcia na krawędzi wykopanego dołu i wysłuchania listy popełnionych "zbrodni". A potem zabijano ich kolejno strzałem w plecy. My musieliśmy na to patrzeć. Po każdym strzale trzeba było klaskać, żeby pokazać, że cieszymy się z egzekucji.

18 moich przyjaciół popełniło samobójstwo. Większość wybiegała po prostu na szosę i rzucała się pod ciężarówki.

Najczęściej torturowano nas długimi elektrycznymi pałkami. Niektórzy oficerowie bili nas przeciwśnieżnymi łańcuchami na koła.

13 października 1990 roku zabrano mnie na przesłuchanie. Czekał na mnie Paldzior, słynący z okrucieństwa śledczy. Wstał i zapytał cicho: "Nadal chcesz niepodległości?". Milczałem. Chwycił elektryczną pałkę i wcisnął mi ją w usta. Odzyskałem przytomność po kilku godzinach. Leżałem w kałuży wymiocin i moczu. Straciłem 20 zębów. Te, które zostały, wypadły po kilku tygodniach.

Miesiąc przed zwolnieniem skontaktowałem się z tybetańskimi urzędnikami, którym mogłem zaufać, prosząc ich o kupienie od Chińczyków kilku narzędzi tortur używanych w więzieniu. Kiedy wyszedłem z więzienia, przedmioty te czekały na mnie w domu przyjaciela. Na ich zakup złożyło się kilkunastu Tybetańczyków, którzy wierzyli, że pokazanie ich światu jest ważne. Jedna pałka elektryczna kosztowała ok. 800 juanów - trzy średnie pensje.

Phuncog Łangczuk

5 lat w więzieniu, aresztowany w 1994 roku za wieszanie plakatów niepodległościowych:

Czasami strażnicy kazali nam skandować hasła - o walce z separatyzmem, wyznawaniu win, obietnicy "resocjalizacji". Bywało, że odmawialiśmy. W zimie zalewali wtedy plac wodą i kazali nam siedzieć w tej marznącej brei.

Oskarżyli mnie o zorganizowanie protestu i kazali przyznać się do winy. Związali mi nogi, a potem zacisnęli sznur na szyi tak mocno, że nie mogłem wykrztusić słowa. Odpowiadałem im, gdy luzowali pętlę.

Bili pasem po twarzy i głowie, kopali w plecy. Kazali mi podnieść ręce, które przywiązali do założonej za kark deski. Potem związali mi nogi na drugiej belce. Nie mogłem się poruszyć. Położono mnie na brzuchu; padły pierwsze pytania. Nagle któryś ze strażników trzy razy kopnął mnie głowę. Poczułem, że mogę tego nie przeżyć, krzyknąłem więc po chińsku: "Wolny Tybet!". W jednej chwili rzuciło się na mnie sześciu policjantów z pałkami. Straciłem przytomność.

Po ocuceniu zaczęli bić pałką elektryczną - w twarz, usta, członek. Gasili mi na dłoniach papierosy. Miałem już tak dosyć bólu i tortur, że próbowałem odebrać sobie życie, połykając cztery igły i dwa kawałki szkła. Napisałem list pożegnalny i położyłem go sobie na brzuchu: "Jestem pewien, że z pełnego krwi i łez morza historii wyrośnie lotos wolności".

Nadal nie mogę uwolnić się od Drapczi. Kuleję na prawą nogę. Ciągle bolą mnie plecy, choruję na serce. I noc w noc prześladują mnie koszmary. Jestem w maleńkiej celi i trzęsę się ze strachu, że zaraz po mnie przyjdą i znów zacznie się bicie.

Źródło: gazeta.pl

prawa zwierząt-ignorancja?!

Blog

Dzis rusza proces zatrzymanych w sparwie zabicia niedźwiadka w Dolinie Chochołowskiej, którzy wykazali się wcześniejszą głupotą karmiąc zwierzaka, a jak wiadomo takie praktyki są wbrew naturze."Turystom" zostały przedstawione zarzuty, grozi im kara grzywny a maxymalnie pozbawienie wolności do lat dwóch.
"turysci" najpierw kamieniowali niedźwiadka po czym wrzycili go do utopili- śmierc nastąpiła w skutek utopienia.
jak wypowiadają się sie pracowniny TPN, atak ze strony zwierzaką nie byl możliwy, ze wzgledu, na fakt, że zwierzęta atakują jedynie w chwili, gdy odczuwają relane zagrożenie- matka z młodymi, a młody niedoświadczony niedźwiedź, absolutnie nie jest w stanie podjąć się ataku dla samego faktu.

jednak jak działają sądy nikomu tłumaczyć nie trzeba.
a sprawy dotyczące praw zwierząt, odbywają się dla samego faktu i obowiązku, prosty przykład z ostatniego czasu również z PL.- małżeństwo przetapiające psy na smalec, które zamieszkiwały schronisko.
wyrok? grzywna...

KIEROWCY! ZOSTAŃCIE W DOMACH 1 MAJA!

Blog

Radykalni związkowcy z ILWU (International Longshore Workers' Union - czyli Międzynarodowy Związek Dokerów) oraz IWW z Kalifornii zwrócili się do nas o pomoc z tłumaczeniami tekstów dla polskich pracowników. 1 maja związkowcy przeprowadzą dziki strajk przeciw wojnie w Iraku.
Pracownicy są zachęcić innych do udziału w strajku.

Pracownicy portowi z Zachodniego Wybrzeża zrzeszeni w ILWU zapowiedzieli, że nie zamierzają pracować 1 Maja. W ten sposób chcą zaprotestować przeciwko wojnie w Iraku prowadzonej przez rząd USA (więcej na ten temat w jęz. angielskim na stronie www.ilwu.org).

To oznacza, że możemy nie być w stanie dostarczyć lub odebrać towaru w porcie w Seattle. Jeśli będziemy próbować, możemy zmarnować czas i paliwo. To jest też okazja, by dołączyć się do ich protestu pozostając w domach. Możemy zaprotestować przeciwko skandalicznym cenom paliwa. Możemy wesprzeć pracowników portowych w ich proteście, gdyż wojna jest jedną z przyczyn wysokich cen paliwa, a to jest dotkliwe dla nas wszystkich.

Skorzystajmy z okazji, by upomnieć się o nasze własne sprawy!

Ceny paliwa i katastrofalna wojna prowadzona przez rząd są ze sobą powiązane. Musimy się zjednoczyć i zwiększyć nacisk na władze.

POZOSTAŃMY W DOMACH 1 MAJA!

MPK Olsztyn odbiera darmowe przejazdy niepełnosprawnym

Kraj | Blog | Dyskryminacja

Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Olsztynie przygotowuje podwyżkę cen biletów. Podwyżka, którą MPK motywuje wzrostem cen paliw, wyższą płacą minimalną, wyższymi opłatami za użytkowanie wieczyste gruntu i zmniejszeniem dopłat z budżetu miasta.

W ramach oszczędności, osoby z lekkim upośledzeniem narządów ruchu zostaną pozbawione prawa do bezpłatnych przejazdów.

Wiceprezes MPK Edmund Zygmunt zasugerował zgodnie z obowiązującą wykładnią neoliberalizmu, że chorzy tylko udają. Pan Edmund Zygmunt stwierdził: „Po niektórych osobach, które korzystają z darmowych przejazdów, w ogóle nie można poznać, że są niepełnosprawne”.

Znaleziono więc przyczynę, dla której wyciekają pieniądze z budżetu! To nie pensje i przywileje polityków, to nie subsydia z publicznych pieniędzy dla wielkich koncernów, to nie wojna w Iraku, która spowodowała wzrost cen ropy! Problemem są chorzy, przepraszam, udający chorych, którzy po prostu mają takie hobby, żeby chodzić do szpitala i poruszać się o kulach, rujnując budżet instytucji państwowych...

Duński dowcip czy kwietniowa rzeczywistość?

Blog | zwyczaje

[eee... kapitaliści nie chcą spojrzeć, a co dopiero płacić za te słowa, choć taki próbowałem być zabawny. Cóż, osobliwe poczucie humoru]Zaledwie 100 km od polskiego wybrzeża zaczyna się kraj, o którym niewiele w Polsce wiadomo. Ale nie można powiedzieć, że nic o tym kraju nie wiemy, skoro w zeszłym roku najczęściej osiedlali się w nim właśnie Polacy. To Królestwo Danii, kraj, którego mieszkańcy są dumni z tego, że płacą najwyższe podatki na świecie.Duńczycy słyną z niewybrednego poczucia humoru. Bez tego specyficznego humoru i żywiołowego temperamentu niewiele różniliby się od Szwedów. Może komuś uda się zgadnąć, która z poniższych wiadomości jest kwietniowym żartem spreparowanym przez media w prima aprilis.Koniec z wodą w butelkachJedna z sieci hoteli ogłosiła, że w swoich 141 hotelach zaprzestaje serwowania butelkowanej wody. To wkład firmy w walkę z emisją gazów cieplarnianych. Przy produkcji butelki wody powstaje 1000 razy więcej CO2 niż trzeba na dostarczenie jej kranem. Od teraz klienci otrzymywać więc będą filtrowaną wodę z kranu. Jeśli nalegać będą na butelkowaną – w butelce podana zostanie filtrowana.Kamieniami w dzieciMłodzi obcokrajowcy w Kopenhadze rzucali kamieniami w pedagogów, rodziców i w wózki z małymi dziećmi na terenie żłobka. Psycholodzy tłumaczą to zachowanie próbą zaatakowania duńskiego systemu. Sprawców nie złapano. Policja ma nadzieję, że zgłoszą się sami i przeproszą za swoje zachowanie.Przeprosiny w TurcjiDuński ambasador w Turcji przeprosił za Danię na pogrzebie 16-latka zatłuczonego kijami bejsbolowymi przez trzech nieznanych sprawców. Chłopak zaatakowany został roznosząc gazety na ulicy Polensgade (ulica Polska lub Polarna) w Kopenhadze. Padła propozycja, by ulica ta nosiła teraz imię ofiary.Niebezpieczne związki 1Dobrze zapowiadający się polityk Socjaldemokratów uprawiał seks z 15-latką poznaną na spotkaniu partyjnym z Młodymi Socjalistami. Koledzy nie chcą go teraz zapraszać na imprezy partyjne. Eksperci twierdzą, że 10 lat temu nikt by się tym nie przejął. Ale obecnie Socjaldemokraci tracą w sondażach na korzyść Socjalistycznej Partii Ludowej, która tym samym staje się czołową partią opozycyjną w Danii.Dania częścią PolskiNajnowszy duński film akcji pod tytułem „Płomień i Cytryna” opowiada o zabijaniu kolaborantów podczas II Wojny Światowej. Rolę jednego z morderców, o pseudonimie Cytryna odtwarza Mads Mikkelsen. Aktor stwierdził w wywiadzie, że przedstawieni w filmie kontrowersyjni mordercy to bohaterowie i to o nich powinno się uczyć w szkołach, a nie o podróżnikach zdobywających Biegun Północny, jak czyni się to obecnie. Dodał, że to dzięki takim ludziom jak Płomień i Cytryna Dania nie jest dzisiaj częścią Polski. Bez łazienek i toalet100 tysięcy mieszkań w Danii nie ma łazienki, a 25 tysięcy nie ma nawet własnej toalety! Przez lata inwestowano w Danii w estetykę placów i ulic, bo to przyciąga to turystów. Zapomniano jednak o poprawie warunków mieszkaniowych. Pies bez kagańcaW Wolnym Mieście Christiania interweniująca policja zastrzeliła psa bez kagańca. Wybuchły zamieszki, bo w Wolnym Mieście zwierzęta chodzą swobodnie. Spłonął cywilny samochód policji. Funkcjonariusze wycofali się z tego osobliwego osiedla. I w ogóle coraz mniej młodych Duńczyków chciałoby zostać policjantami.Niebezpieczne związki 2Członkowie Chrześcijańskiego Związku Zawodowego w Danii są z zasady łamistrajkami. Dlatego narażają są na mobbing ze strony pozostałych pracowników. Presja społeczna utrudnia przynależność do chrześcijańskiego związku. Ale już wkrótce jego członkowie zaczną otrzymywać specjalne dodatki pieniężne za psychicznie ciężkie warunki pracy w czasie strajków.Faszystowskie stypendiaUniwersytet w Kopenhadze zrezygnował z finansowania stypendiów z pieniędzy ufundowanych przez japońskiego faszystę i mordercę z okresu drugiej wojny światowej. Dotychczas sugerowano studentom, żeby nie afiszowali się w Japonii z nazwą swego stypendium, bo patron nie przez wszystkich jest szanowany. ScjentolodzyBlisko 500 Duńczyków tygodniowo jest formalnie przyjmowanych do Kościoła Scjentologicznego. Tym samym Kopenhaga staje się po Florydzie drugą najważniejszą lokalizacją tego kościoła.Wychłodzenie związkowcówZwiązki zawodowe rezygnują w tym roku z obchodów pierwszego maja (w Danii dzień ten nosi nazwę – Międzynarodowy Dzień Walki Robotników). Przyczyną rezygnacji z kultywowania tradycji jest... brak rąk do pracy. Zamiast tradycyjnych obchodów wręczone zostaną za to darmowe lody dla pracowników budżetówki.PrzyśpiewkiMłodzi Konserwatyści w Danii śpiewają niewybredne piosenki polityczne. I nawet starsi działacze nie potrafią powstrzymać młodzieży. A chodzi o rzeczywiście prymitywne przyśpiewki typu: „Socjalista jest miły. Tak, socjalista jest miły. Ale zwłaszcza, gdy już trafi do mogiły.” ODPOWIEDŹ: Wychłodzenie związkowców to oczywiście żart. To niemożliwe, żeby Duńczycy porzucili Międzynarodowy Dzień Walki Robotników nawet dla lodów. Dania jest krajem, który widziany z perspektywy polskich doświadczeń ekonomicznych w ogóle nie powinien funkcjonować. Socjalizm jest częścią tożsamości tego kraju. Centrum Kopenhagi zdobią rozległe budynki central związkowych. A za patologie społeczne media obwiniają... obwiniają to nie jest właściwe słowo... łączą patologie z budżetowymi cięciami.Koniec z wodą w butelkach – Copenhagen Post z tygodnia 28.3-3.4Kamieniami w dzieci - Nyhedsavisen z dnia 3.4.2008Przeprosiny w Turcji – Ekstra Bladet z 4.4.2008Niebezpieczne związki 1 – wszędzie, np. Copenhagen Post 4-10.4.2008, Nyhedsavisen 2.4.2008Pies bez kagańca – Nyhedsavisen z dnia 3.4.2008 + 7.4.2008Niebezpieczne związki 2 – Urban z dnia 3.4.2008Faszystowskie stypendia - Nyhedsavisen z dnia 3.4.2008Dania częścią Polski - Information, z dnia 27.3.2008Łazienki bez toalet - 24timer, z dnia 25.3.2008Scjentolodzy - Copenhagen Post z tygodnia 28.3-3.4Wychłodzenie związkowców – 24timer z 1.4.2008Przyśpiewki - Nyhedsavisen, z dnia 2.4.2008

Radek Sikorski Superstar

Blog

Spotkanie z Radkiem raczej nieudane, gdyż trzeba było stawić się 2 godziny wcześniej aby wejść na salę. Aula Collegium Civitas była przepełniona yuppisami w garniturach, dresiarzami z ABW oraz ochotnikami do armii noszących różne logo amerykańskiej armii i sił lotniczych. Co czwarta osoba wyglądała jak Tom Cruise w filmie Top Gun, a wielu wyglądało jak lobbyści przemysłu wojennego. Ponieważ nie było możliwości wejścia na sale, a cala aula była pełna borowików, aktywiści postanowili rozwiesić duży transparent z okna Pałacu od drugiej strony.

Fani Radka okazuje są jeszcze ohydniejsi od przeciętnego yuppisa czy zwolennika Platformy. Aż trudno wyobrazić sobie tylu kretynów w jednym miejscu.

Społeczeństwo wie, że państwo nie jest przyjazne

Blog

Dziś Janusz Palikot obchodził 100 dni pracy komisji "Przyjazne Państwo". Na TVN24 komisja chwaliła się, że strona PP miała ponad 41 tys. wejść.

Dla porównania: od 1 kwiętnia CIA miało ponad 60 tys. wejść i w ciągu ostatnich 100 dni strona miała 10 raz więcej wejść niż strona Palikota.

Nawet strona bolszewików z LBC ma więcej wejść niż strona PP.

Co znaczy, że ludzie nie mają zaufania do Palikota i nie mają nadziei, że państwo kiedyś stanie się "przyjazne".

Terror wobec policjantów?

Blog

Ciekawostka z gazety:

"Krew i Honor": niech Serbowie zabiją polskich policjantów

Nazistowska organizacja Krew i Honor apeluje: Niech Serbowie zabiją polskich policjantów. Tekst zamieszczony na ich stronie internetowej.

...

Po interwencji gazety policja i prokuratura zainteresowały się wczoraj zawartością strony. - Z witryną neonazistów od lat mamy problem - przyznaje nadkomisarz Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji. - Jest umieszczona na serwerze amerykańskim. Współpracujemy z FBI, ale tamtejszy sąd nie zawsze zgadza się na przekazywanie informacji na temat sprawców propagowania faszyzmu.

Jest szansa, że wpis z życzeniami śmierci dla polskich policjantów w Kosowie będzie przełomem. - Uzyskamy pomoc Amerykanów, jeśli przekonamy ich, że tekst na stronie jest nawoływaniem do aktu terroru - mówi wrocławski sędzia Dariusz Sielicki, który studiował prawo w USA i pracował w tamtejszej prokuraturze. _- Takiego argumentu użyłbym we wniosku o pomoc prawną do Amerykanów. - Sprawy są umarzane ze względu na niską szkodliwość społeczną. W Niemczech noszenie swastyk czy wznoszenie rąk w hitlerowskim pozdrowieniu jest karane - podkreśla w wypowiedzi dla dziennika "Polska" Marcin Kornak z organizacji "Nigdy Więcej". Tymczasem niedawno polski sąd uznał, że wyciągnięta w górę ręka to nie hitlerowskie pozdrowienie, ale rzymski salut. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie zgadza się jednak z Kornakiem.

- Zaprzeczamy, jakoby Polska była miejscem szczególnej aktywności środowisk neofaszystowskich - twierdzi rzeczniczka ABW mjr Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska.

ZSP i IP: Czas na walkę o godne życie!

Kraj | Blog | Gospodarka | Prawa pracownika | Protesty | Ruch anarchistyczny | Ubóstwo

DOŚĆ PODWYŻEK CEN! CZAS NA PODWYŻKI PŁAC!

Nieustannie słychać o podwyżkach cen żywności, gazu, czynszu. Nie wspominając o towarach luksusowych, jak alkohol czy papierosy. Najgorsze, że nie są to tylko pogłoski, kaczki dziennikarskie lub plotki, ale rzeczywistość, którą czujemy codziennie. Wzrosły koszty utrzymania,a nasze pensje okazały się mniejsze niż cztery, trzy, dwa miesiące temu. Zarabiamy faktycznie coraz mniej, dostając „na rękę” lub konto w banku tyle samo.

Co jakiś czas słyszymy o podwyżkach pensji tu czy tam. Często nie wyrównują one straty, którą ponosimy jako pracownicy, w wyniku wzrostu kosztów utrzymania.

Związek Syndykalistów Polski i Komisja Środowiskowa OZZ Inicjatywa Pracownicza Szczecin ogłasza alarm dla ludzi pracy! Dość podwyżek cen! Czas na realne podwyżki pensji! Podwyżki, które wynagrodzą wzrost kosztów utrzymania.

Płaca, jaką otrzymujemy za swoją pracę, ma w teorii umożliwiać reprodukcję nas jako pracowników. Jednak z dnia na dzień jest to coraz trudniejsze, więc dopóki pracodawcy istnieją i żerują na naszej pracy, postarajmy się wywalczyć choć możliwość przetrwania.

Poprzez strajk, sabotaż, akcje bezpośrednie pokażmy, że nie jesteśmy tylko dojnymi krowami, które można doić, o ile stoją na nogach. Póki stoimy na nogach, potrafimy domagać się swego. Organizując się, brońmy swojego prawa do godnego życia.

Pracowniku! Pracownico! Nie chodzi o to, byście na nas głosowali - z zasady nie startujemy w wyścigu do władzy - nie chodzi również, byście wpisywali się w nasze szeregi. Do niczego was nie namawiamy. Mówimy jedynie, że jeśli chcecie godnie żyć, jeżeli nie chcecie przeliczać każdego dnia na złotówki, to nie wierzcie politykom i bierzcie sprawy w swoje ręce. Poprzez oddolny nacisk pokażcie, że nie podoba się wam polityka państwa, ani złodziejstwo pracodawcy.

KOMISJA ŚRODOWISKOWA OZZ INICJATYWA PRACOWNICZA SZCZECIN
ZWIĄZEK SYNDYKALISTÓW POLSKI

List otwarty IP Bydgoszcz w sprawie Centrum Onkologii

Kraj | Blog | Prawa pracownika | Protesty | Ruch anarchistyczny

Bydgoszcz, dnia 17.04.2008 r.

KŚ OZZ IP
w Bydgoszczy

Rada Społeczna
Centrum Onkologii
w Bydgoszczy

LIST OTWARTY

Jako Związek Zawodowy czujemy się zobowiązani do poinformowania Państwa o naszym stosunku do planu Reorganizacji Centrum Onkologii w latach 2008/2009, która polega na sprywatyzowaniu czterech działów, bez pracy których Szpital ten z pewnością nie byłby tak znakomitą komórką służby zdrowia. Patrząc na naszych kolegów z CO przypominamy sobie sprzeciwy członków naszego związku odnośnie innych ośrodków zdrowia objętych programem prywatyzacji. Efektem były grupowe zwolnienia. Nie możemy do tego dopuścić. Jesteśmy przekonani, że powodem próby prywatyzacji ponad 100 osobowej załogi jest odwetem za trwanie Związków Zawodowych w sporze zbiorowym z Dyrektorem Centrum senatorem Zbigniewem Pawłowiczem. Nie dopuszczalne jest, by prowadzenie sporu zbiorowego, chęć przedstawienia swoich racji, była powodem restrukturyzacji.
Mamy nadzieje, że nasze zdanie przeważy szale na korzyść wszystkich pracowników oraz na poszanowanie związków zawodowych Centrum. Informujemy także o naszej gotowości do wsparcia naszych kolegów z CO.

Przewodniczący KŚ OZZ IP
w Bydgoszczy

Tako rzecze Maciorowski

Blog

Wszyscy widzieliśmy te zdjęcia. Problem jest jednak taki, że zdjęcia, z samej swej natury, pokazują jedynie wyrwany z kontekstu fragment rzeczywistości, przez co bardzo łatwo mogą stać się narzędziem manipulacji.

I tak też stało się we Wrocławiu. Redaktor lokalnej Gazety Wyborczej, Mirosław Maciorowski, porównał antyfaszystów do stadionowych huliganów. Analogią, która umożliwiła mu podobne stwierdzenie, był fakt posiadania przez antyfaszystów pałek. Czemu jednak redaktor Maciorowski nie jest konsekwentny do końca w swoich poglądach? Wszak pały posiada także policja, straż miejska, agencje ochrony, SOK itp. itd. Czy wszystkie te organizacje mają chrakter huligański? Nie, ale żeby do tego dotrzeć trzeba zrozumieć kontekst, a na kontekst redaktor Maciorowski leje gęstym strumieniem moczu.

ONR-UPR

Blog

W nowym wideo ONR "narodowcy" chwałą UPR. Okazuje się, że Adam Witczak z ONR (i nie tylko on) ma bardzo dobry kontakt z UPR.

Kanał XML