Blog

PPP, Trybuna Robotnicza, czyli nikt nic nie wie

Blog

W czerwcu tego roku gruchnęła wieść, że Bogusław Ziętek, w jednej osobie szef Polskiej Partii Pracy i związku zawodowego Sierpień 80, w krótkich, żołnierskich słowach zawartych w mejlu wysłanym na listę dyskusyjną, zlikwidował biura PPP oraz tygodnik Trybuna Robotnicza. W newsie na lewica.pl napisano, że także rozwiązał samą partię, co później okazało się nie do końca sprawdzoną informacją. Natychmiast w komentarzach rozpętała się burza – że prawda, że nieprawda, że prowokacja, że to, że tamto. Wreszcie informację zdementowano.

Sprawa jednak wróciła w zeszłym tygodniu – znów na lewica.pl pojawiła się informacja, że część byłych już członków i sympatyków redakcji Trybuny Robotniczej domaga się oficjalnej informacji co do przyszłości tegoż tygodnika. Zbierają nawet podpisy pod petycją internetową do Ziętka w tej sprawie. Grupa sygnatariuszy tego listu postanowiła założyć też nowy miesięcznik o nazwie… Po Prostu (to środowisko niestety nie ma głowy do wymyślania oryginalnych tytułów). Pod informacją na portalu lewica.pl znów rozpętała się burza. Tym razem jeszcze bardziej zacięta, bo pomiędzy niegdysiejszymi sojusznikami. Dawni współpracownicy wyciągali kolejne wirtualne armaty w tej walce. Linie frontów zmieniały się szybko, a zwroty akcji były gwałtowne. Zaczęły wychodzić też różne ciekawostki o poszczególnych osobach, o próbach wpływania na inne organizacje (m.in. na Inicjatywę Pracowniczą), ale także informacje potwierdzające fakt autorytarnego sposobu zarządzania partią (gdzie jeden mejl szefa może z dnia na dzień wywrócić całą sytuację pisma i organizacji do góry nogami).

Skandaliczny wydaje się mimo wszystko fakt, że wydawca – związek zawodowy – a konkretnie jego szef, z dnia na dzień wyrzuca ludzi z pracy. Z tego co wiem nie dostał nikt żadnych odpraw (choć nie znam szczegółów. Jeśli ktoś je zna, niech mnie poprawi), itd. TR to nie była moja ulubiona gazeta, ale w związku, który uważa się za radykalnie lewicowy, nie powinno się ludzi traktować przedmiotowo. Tak przynajmniej mi się wydaje. Zresztą pytanie pozostaje otwarte, czy to w ogóle jest związek lewicowy i czy w ogóle jest radykalny. Tj. czy jego lewicowość nie jest fasadowa, wyłącznie związana z takimi a nie innymi posunięciami taktycznymi bezideowej w gruncie rzeczy centrali, czy jego radykalizm nie jest aby koniunkturalny, obliczony na wywołanie efektu w celu odróżnienia się od dużych central związkowych, a nie wynikający z całej strategii związku, jego celów długofalowych itd. Nie znaczy to, że nie ma w tym związku, a nawet partii, ideowców, ale sądzę, że robią za listek figowy, a ideowców to można pewnie i znaleźć w SLD, i co z tego.

Można by długo pisać o historii PPP/Sierpnia, jego prób zdominowania lewicy na lewo od SLD, przy czym zachowywał sie jak słoń w składzie porcelany. Skończyło się tylko skłóceniem środowiska, anarchistów nie wyłączając. Część ideowców wykazała się wielką naiwnością sądząc, że będą w stanie zdobyć tam pozycję dominującą. Tak naprawdę mieli służyć głównie jednemu – jako pomost na lewicę w czasie przejścia tego środowiska z prawicy. Korzystając z szerokich zasobów finansowych Sierpnia biurokracja związkowa zorganizowana w partii mogła przez jakiś czas próbować dominować rozdając pieniądze na prawo i lewo. Także, słuszna początkowo idea KPiORP-u została pogrzebana przez tendencje autorytarne kierownictwa Sierpnia/PPP i niestety dzięki łatwości reszty organizacji w poddawaniu się tym tendencjom. Prawdę mówiąc biurokraci szli jak w masło. Aby zatkać usta krytykom wystarczyło zasponsorować ulotkę, czy plakat. Były osoby, które widziały co się dzieje, ale przy najmniejszym sprzeciwie były natychmiast wytykane palcami jako “dogmatycy”, czy “sekciarze”. Ręki, która karmi się nie gryzie.

Teraz często ci, którzy wytykali, gdy już skończyły się pieniądze, nagle przeszli do radykalnej opozycji. Jest to tak samo żałosne i smutne, jak wcześniejsze robienie za przybocznych szefa. A ja powiem tak – to nie jest wyłącznie wina Ziętka, że tak a nie inaczej zarządza, to także wina, tych którzy mu na to pozwalają. To funkcja, konkretna praktyka, czyni z człowieka autorytarystę często, tak jak okazja czyni złodzieja. To nieograniczona niemal władza, którą napompowano funkcję przewodniczącego doprowadziła to takiej sytuacji. Kolejny przykład na to, jak autorytarne zarządzanie doprowadza do klęski i frustracji.

Na lewica.pl wybiło więc w komentarzach szambo, to fakt. Ale jeszcze mniej zrozumiałe są wolty redakcji, która nagle skasowała dzisiaj informację wraz z całym wątkiem, co pogłębia tylko stan gnicia, a nie go uzdrawia. Teraz to gnicie będzie się toczyć gdzieś na boku, np. na Indymediach.  Podobne szambo wybijało już wcześniej – np. w czasie rozpadu Nowej Lewicy, czy ATTAC Polska. Mam nikłą nadzieję, że ludzie wyciągną z tego wnioski, poza wnioskami personalnymi – że ta czy inna osoba już komuś ręki nie poda. A tu personalia są drugorzędne, tu chodzi o politykę, o sposób zarządzania, o demokrację. Teraz wszystko koncentruje się na tym, że ktoś jest świnią, ktoś zdrajcą, a ktoś sprzedawczykiem. Widzenie jednak świata przez pryzmat personaliów i spisków to domena raczej prawicy – lewica widzi jak mniemam świat bardziej systemowo, a więc to w systemie coś zawiodło, a nie w tej czy innej osobie. Chyba że wierzymy w to, że wystarczy zmienić jednego figuranta na drugiego, a system pozostawiamy bez zmian i będzie dobrze. Przecież wiadomo, że “gdybym to ja rządził, to byłoby lepiej”. A ja myślę, że byłoby tak samo. Teraz jednak leje się szambo i takie refleksje w nim toną.

Jak ta lewica ma uzdrawiać świat, skoro sama jest ciężko chora?

Gazeta Wyborcza reklamuje “Capitalism: A love story”

Blog | capitalism: a love story | film | gazeta wyborcza | inne | kapitalizm | krytyka | michael moore | neoliberalizm

Najnowszy film Michaela Moore’a “Capitalism: A love story” (Kapitalizm: Love Story) podejmuje radykalną krytykę światowego oblicza neoliberalizmu. Film wychodzi głośnym echem, a dziennikarska gawędź “wolnorynkowych” myśli zaczyna atakować.Jak czytamy w poniedziałkowej publikacji Gazety Wyborczej “Moore zwalcza kapitalizm”, Tadeusz Sobolewski:[..] słynny filmowy populista Michael Moore rozprawia się z kapitalizmem i kryzysem ekonomicznym w “Kapitalizm: Love Story”.Popularność [...]

I ty zostaniesz terrorystą

Blog

Serbskie służby państwowej represji aresztowały szóstkę aktywistów anarchistycznych pod sfingowanym zarzutem “międzynarodowego terroryzmu”. Rzekomym aktem terroryzmu miała być rzucona przez nieznanych sprawców butelka z benzyną w ambasadę grecką w solidarności z prowadzącym głodówkę w więzieniu greckim aktywistą Thodorisem Iliopoulosem.

Mamy tu co najmniej dwa aspekty sprawy. Pierwszy dotyczy faktu, że zarzut terroryzmu robi się coraz bardziej “gumowy”, tj. że można go naciągać tak, aby można było oskarżyć każdego aktywistę społecznego o terroryzm. Zwłaszcza że dotyczy to faktu, iż o terroryzm oskarża się osoby, które w solidarności z realnie represjonowanymi ludźmi, atakują przedmioty, nie ludzi. Tak więc można o terroryzm oskarżyć będzie nawet pacyfistów z Greenpeace, jeśli będą blokować statki wielorybnicze.

Takie gumowe prawo jest zagrożeniem dla wszystkich aktywistów, nie tylko anarchistycznych. W Wielkiej Brytanii czy USA (“ojczyznach wolności”), np. już teraz aresztować można niemal każdego na podstawie prawa o terroryzmie. Na każdej ulicy kamera pilnie obserwuje, czy aby nie rodzą się zalążki społecznego oporu przeciwko niesprawiedliwości, wyzyskowi, czy kryzysowi.  Uważam, że jeśli nie postawimy temu tamy, rządzący będą te prawa rozszerzać coraz bardziej, aż obudzimy się w jednym wielkim obozie koncentracyjnym. I to wszystko w imię naszego bezpieczeństwa naturalnie. Tak jednak się składa, że bardziej czuję się zagrożony narastającą państwową inwigilacją i policyjną pałką, niż wysadzającym się we Wrocławiu przysłowiowym Talibem. Jak to śpiewał Janusz Reichel swego czasu: “Lecz kto obroni mnie przed policjantem?”

Drugi aspekt sprawy ma wymiar bardziej lokalny i osobisty. Poznałem Ratibora Trivunaca na międzynarodowej konferencji pracowniczej organizowanej przez Związek Syndykalistów Polski jakiś czas temu. Występował tam jako sekretarz anarchosyndykalistycznej międzynarodówki związkowej  IWA-AIT. Mówił bardzo sensownie, m.in. uważał, że nie terroryzm, a jedynie budowa masowego ruchu pracowniczego, masowe wystąpienia pracownicze mogą zmienić system opresji i wyzysku. Paradoksalnie teraz siedzi oskarżony o terroryzm, mimo że także po ataku na grecką ambasadę publicznie podkreślał, że ani on, ani jego organizacja nic z tym wspólnego nie ma (choć przecież nawet gdyby rzucił tą butelką, trudno to uznać by można było za akt terrorystyczny).

Organizacja macierzysta w której działa - Anarho-sindikalistička inicijativa, ma spore sukcesy w radykalizacji ruchu pracowniczego i jest rozpoznawalna dość dobrze w mediach serbskich, Ratibor gościł przy różnych okazjach w różnych programach telewizyjnych przedstawiając program i taktykę anarchosyndykalistyczną. Duży rozgłos osiągnęli organizując kilka lat temu protesty na uniwersytecie w Belgradzie, w którym brali udział nie tylko studenci czy profesura, ale także zwykli pracownicy (np. sprzątaczki). Był to bodaj największy protest pracowniczy wówczas w Serbii i w mediach było bardzo głośno o tym, a ASI zaczęła rosnąć w siłę. Najwidoczniej urosła tak, że władze państwowe uznały, że czas wykończyć tę organizację, bo stanowi zbyt duże zagrożenie. Najlepszym sposobem było w tym przypadku wrobienie znanych aktywistów ASI w terroryzm (korzystając z prostego skojarzenia anarchista-terrorysta w którym lubuje się mieszczańska prasa).

To że nie dotyczy to jeszcze nas, tutaj w Polsce, świadczy nie o tym, że żyjemy w wolnym kraju, ale dlatego, że jesteśmy słabi. Jeśli urośniemy w siłę, kilka osób posiedzi w sfingowanym procesie o terroryzm. To tylko kwestia czasu. Orwell przewraca się w grobie, jego koszmar realizuje się na naszych oczach i to nie w stalinowskiej Rosji, nie w nazistowskich Niemczech – ale w “krainie wolności”. Nie ma ludzi niewinnych, na każdego znajdzie się paragraf, na każdego spogląda czujne oko państwowych służb powszechnej kontroli.

Siedź przed telewizorem z piwem, a może nic ci się nie stanie. Choć i to pewne nie jest, bo przecież mogą cię z kimś pomylić, tak jak pomylono jakiś czas temu chłopków w aucie do którego otworzyła ogień policja. A wtedy poczujesz się już nie jak u Orwella, ale u Kafki.

Co to jest demonstracja?

Blog | Ruch anarchistyczny

Zadając pytanie na temat tego czym jest demonstracja nie zamierzam opisywać jak wyglądają różne zgromadzenie wielu osób o jakichś tam pogądach lecz przede wszystkim opisać p o c o organizuje się wszelkie manifestacje o podtekscie politycznym i socjalnym. Pytanie na pierwszy rzut oka wydaje nam się proste i pierwszą odpowiedzią jaką można usłyszeć od wielu osób kręcących się w pobliżu lub wewnątrz ruchów lewicowych uwzgledniając niestety z bólem także wiele osób uznających siebie samych za anarchistów i anarchistki oraz innych radykalnych lewicowców brzmi: ¨Demonstrację organizujemy po to aby przekonać przechodniów i osoby oglądające komercyjne media do naszych takich czy innych poglądów"

Jest to definicja, która według mojej skromnej osoby jest beznadziejnie niedorzeczna i głupia z kilku powodów takich jak choćby niemożliwość przekonania w ciągu kilku minut podczas których demonstracja idzie przez ulicę (znając polskie warunki w stylu piknikowego wypadu z psem na spacer do parku razem ze znajomymi) osób które prawdopodobnie po raz trzeci w swoim nudnym życiu spotkały się z czym bardziej radykalnym, interesującym i podniecającycym niż napierdalanka między NSDAPiSem i NSDAPO na falach telewizji albo sex afery u Leppera, gębą Kurskiego, Komorowskiego, Tuska, Dorna, Rydzyka, Jankowskiego, Kurwina, Tymińskiego, Kwacha, Millera etc. Osoba która na co dzień żyje w rzeczywistości tworzonej przez serwisy informacyjne TVN, Polsatu i TVP nie będzie w stanie zrozumieć dlaczego ci ludzie do kurwy nędzy protestują skoro wiadomo, że w Polsce mamy wspaniałą jakość życia, nie ma wyzysku w pracy, dzieci głodujących, wspaniały system szkolnictwa i opieki zdrowotnej etc. Oczywiście na szczęście jest mnóstwo osób, które nie ogląda TV, nie głosują, mają w dupie boga i religię oraz które mniej więcej ogarniają albo mają pewne wątpliwości związane z tym czy kapitalizm jest najlepszym system produkcji i redystrybucji dóbr pod słońcem. Tyle że tutaj mamy kolejny problem związany z ukierunkowaniem propagandy i organizacją demonstracji, ktore zazwyczaj przebiegają przez centrum i często nie wiadomo dla kogo są skierowane...dla urzędników...dla burżujów, którzy mieszkają w centrach miast albo w przyległych ministerialnych i dyplomatycznych dzielnicach, przez które często przechodzą pochody? Czy może powinny być organizowane w biedniejszych dzielnicach peryferyjnych, gdzie mieszka proletariat? Naprzykład jak idę na wiec lokatorski pod ratuszem nigdy nie wiem do kogo jest on skierowany. Z jednej strony mamy kilkumetrowe ściany i mury Ratusza za którymi głeboko w jaskini siedzi znana warszawiakom osobistość polityki "Hanka Idiotka", którą HGW czy jest, czy naprzykład nie wyjechała sobie na wakacje. Z drugiej strony przechodzi cała kupa osób, ktore wracają do domu z pracy w godzinach szczytu i koncentrują się przy stacji metra przy Placu Bankowym. Zamiast właśnie przy nich organizować radykalną pikietę i rozdawać im niepoprawne politycznie ulotki, stoimy jak barany przy Ratuszu i tylko co niektóry przechodzień z tamtej strony spogląda na nas przez zadymioną hałaśliwą ulicę jak bojownik ruchu oporu z Afganistanu na pustyni wyszukującego jakiegoś Polskiego patrolu, który można by było rozpierdolić w powietrze.

Wracając do tematu: wciąż nie jest jasno ustalone dla kogo konkretnie i w jakim celu ma być demonstracja. Jeżeli zanalizujemy sobie kwestię, możemy stwierdzić że wystąpienia publiczne mogą odbywać się w dwóch celach: pierwszy to informacja osób, z którymi łączy nas interes klasowy, to jest robotników stref przemysłowych i jednocześnie mieszkańców biednych dzielnic czy blokowisk jak Ursynów, Chrzanów, Tarchomin, Bródno, Grochów, Gocław, etc albo zubożonych dzielnic kamienicowych takich jak Praga, Ochota albo Wola a nie klasę średnią i burżuazję mieszkającą w Śródmieściu, Żoliborzu na Mokotowie, Powiślu itd. Organizując demonstracje przed urzędami i organizując przemarsze przez burżuazyjne dzielnice, nasz przekaz powinien być jasny- "Jesteśmy ostro wkurwieni i jak nie spełnicie naszych żądań słono za to zapłacicie" Jest to drugi cel polegalący na zastraszeniu klas wyższych i przypomnieniu im że jak za bardzo będą naciągać pałę, to może się to dla nich źle skończyć. Tymczasem niektóre osoby odrazu krzywią się jak jakaś frakcja demonstracji zaczyna wykrzykiwać tzw. "wulgarne" i agresywne hasła, gdyż według nich może to "zrazić przechodniów do naszych poglądów". Jakich kurwa przechodniów?-pytam ja. Klientów butików i luksusowych pasaży?
Oczywiście jest jeszcze trzeci sposób akcji jak ktoś ma bujną wyobraźnię, jest twardzielką i/lub twardzielem oraz lubi wywoływać skandale zawsze może zorganizować jakąś super bezczelną, chamską, nieprzyzwoitą, prowokacyjną akcję, nieważne w jakiej dzielnicy, naprzykład rozebrać się do naga i z dyndającymi klejnotami przebiec prez Marszałkowską w ramach powiedzmy protestu przeciwko podniesieniu kosztów żywności albo obrzucić Papa-Mobile gównem przy śpiewie psalmów. Wtedy niemożliwe jest nie-zwrócenie na tą akcję uwagi, więc ma ona niewątpliwie charakter zarówno informacyjny jak i wyraźnie przekazuje celom akcji co o nich sądzimy. No i na dodatek daje nam nieopisane przeżycia i satysfakcję.

Osoby mieszkające w zubożałych dzielnicach dużo lepiej identyfikują się z linczowanym przez komercyjne media górnikiem niż z jakimś zaćpanym typkiem, ktoremu język się kręci, z dziwną fryzurą i, ktoremu TVN i wybiórcza udzielają wywiadu o motywach protestu przeciwko wizycie jakiegoś tam dygnitarza. Nie zamierzam krytykować tutaj jaką kto ma fryzurę ani co kto bierze, bo to mnie nie obchodzi, w każdym razie nie ma co się przejmować za bardzo PR'em jaki robią nam media, bo i tak coraz większa część osób ma je głęboko w dupie.albo ogląda je z przymróżeniem oka. Pan Staś- Niee no kurrrrwa!!! Ja pierdoolę....pfeee...aaale kłamią, Ejj!- Renataaa...Słyszałaś co tu pierdolą na temat prywatyzacji Stoczni? Pani Renia-Kuuuurwa...pierrrdolone złodzieje!. (typowa rozmowa za ścianą w bloku od godź. 19:30 do 20:00). Organizując demonstracje nie bójmy się wyrażać w pełni naszych poglądów i nazywać rzeczy po imieniu (kapitalizm to gówno), bo za każdym razem kiedy próbujemy "pokojowo przekonywać rządzących" do takich a nie innych działań, tak naprawdę jedynie co osiągamy to coraz większe osłabienie, poddanie się bez żadnej duskusji absurdalnym prawom ustanawianym przez państwo (obowiązek zgłoszenia zgromadzenia publicznego), zamiast łamać prawo i swobodnie wyrażać nasze poglądy. Im bardziej legalnie działamy tym bardziej przypominamy socjaldemokratów ślepo wierzących, że da się poprawić ten świat wysyłając petycje* i przykuwając się do drzew.

Tak naprawdę najważniejszym sposobem działań anarchistow powiny być akcje bezpośrednie, ale na warunkach które obecnie mamy w Polsce, omawianie ich bardziej przypominałoby fantazje erotyczne po kilku LSD niż poważną dyskusję. Mam nadzieję że tekst posłuży się niektorym osobom do zrewidowania swoich poglądów na temat organizacji kolejnych nudnych demonstracji.

Javi

*Jeżeli chodzi o petycje, które podpisywane przez kilkaset tysięcy osób to rzeczywiście mogą one działać jak naprzykład petycja Greenpeacu do Nixona przeciwko testom jądrowym na Pacyfiku, która zadziałała...ale trzeba wziąść pod uwagę że główną obawą rządzących nie jest tu nawet utrata wyborców (spora część podpisujących było kanadyjczykami), lecz przeniesienie protestu z papieru na ulice oraz potencjalne zagrożenie ze strony grup stosujących akcje bezpośrednie przeciwko obiektom wojskowym i koncernom współpracującym z wojskiem i zagrożenie ze strony grup terrorystycznch, które mogłyby się wytworzyć analogicznych do RAF'u i Czerwonych Brygad, które mogłyby skończyć z życiem ukochanego prezydenta albo szefów niektórych koncernów. Jeżeli petycję podpisuje 300.000 osób to o pierwsze sygnał że niezadowolonych jest jeszcze więcej (przyjmijmy że 400.000), wśród tych 400.000 znajdzie się spokojnie 10.000 osób zdolnych wszczynać gwałtowne zamieszki, 500 osób zrzeszonych w grupach stosujących różne akcje bezpośrednie przeciwko koncernom i wojsku i być może 50 osób powiązanych z organizacjami terrorystycznymi gotowymi załatwić kilku upierdliwych CEO'sów, prokuratorów i doradców (a może nawet samego prezydenta).

http://gniew-ludu.blogspot.com

Gniew Ludu

Blog | Strajk

Lud jest jako podmiot życiowy wszędzie, zarówno konsumując produkty jak i wykonując pracę najemną, na pozór czynności nie związane z tym co wyobrażamy sobie jako walkę rewolucyjną interaktujemy z tysiącami innych osób tworząc kruche lecz szybko odnawialne i wymienne sieci relacji społecznych tworzących międzyludzki system pionowej kontroli i ukośnej autokontroli kapitalistycznej.

Impulsy nerwowe ludzkiej rzeszy powodują stan szokowy docierając do środka systemu produkcji oraz reprodukcji kontroli. Gniew jest to stan pomiedzy chęcią oraz wyrażeniem woli (czynu). Z tego powodu mówimy o gniewie ludu jako kolektywnym doświadczeniu zwektoryzowanej rzeszy ludzkiej przeciwko masie nieporządanych zjawisk, które w miarę pozbawiania ich transcendentnego znaczenia stają się egzekwowalne tylko niezamaskowaną przemocą.

Upadek równowagi między codziennym wyzyskiem oraz jego antytezą w postaci propagandy systemowej, prowadzi do znoszenia transcendentnego charakteru wszelkich zjawisk oraz rozumowań, z którymi mamy na co dzień do czynienia. Gniew wybucha tam gdzie niemożliwe staje się już połączenie życia jaki toczymy na co dzień z tym co widzimy w telenoweli. Lud jako siła tworzy się tam, gdzie logika systemowa sama przez siebie traci jakiekolwiek rozumowanie tłumaczące. Gniew Ludu jest faktem, jest nieunikniony. Występuje we wszystkich miejscach na calej przestrzeni życia. Choć nie płoną jeszcze samochody nie ma żadnego imperatywu, które zatwierdzi że to się kiedyś/gdzieś nie stanie. Gniew ogarnia wszystko i rusza wszystkim. Gniew Ludu przenika i destruuje nieuniknienie cały system.

H2 aka. Javi Hernández

http://gniew-ludu.blogspot.com

Sprawiedliwy koniec zauszników Generała

Blog

Na portalu lewica.pl możemy przeczytać ciekawy apel pracowników Trybuny Robotniczej. Z tekstu dowiadujemy się, że Bogusław Ziętek, lider Sierpnia 80, były lider PPP, sam podjął decyzję o likwidacji gazety, nie informując pracujących tam ludzi (nie ważne, czy byli płatni pracownicy, czy wolontariusze) o tej decyzji. Ci ostatni wyrażają teraz "zaskoczenie" i "domagają się" informacji.

Trudno nie dostrzec tu ironii sytuacji.

Ziętek postąpił z TR jak typowy autokrata: jak czytamy, po klęsce PPP w wyborach do Europarlamentu Ziętek postanowił o zamknięciu gazety, jednak poinformował o tym tylko wąskie grono ludzi, nie informując współpracowników TR.

Ale co jest tutaj zaskakującego? Przecież od dawna było wiadome, że mają do czynienia z autokratą. Czy Ziętek kogoś kiedyś pytał o pozwolenie na wydawanie pieniędzy na rożne projekty polityczne? Wiadomo nie od dziś, że General miał do swojej dyspozycji kasę - kasę związku, być może kasę z innych interesów - którą czasami wydawał tak po prostu, bez konsultacji z nikim. Nawet niektóre sługusy z TR chwaliły się tym, jaki mają dostęp do kasy niewyobrażalnej dla większości ludzi z lewicy. I doskonale wiedzieli, że to wszystko zależało od decyzji Generała.

Tymczasem, pracownicy zrzeszeni w związku Sierpień 80 nie mieli prawa decydować o wydatkowaniu własnych pieniędzy. W imieniu tych pracowników, ale bez ich zgody, wydawano pieniądze związku na cele polityczne, czasami niezwiązane ze związkiem. Wiemy nawet o przypadkach pijackich imprez organizowanych ze związkowej kasy.

Na tą patologię godziły się sługusy Generała, dopóki same były beneficjentami systemu. Nie chcieli przyznać, że jednak lider związkowy nie powinien mieć takich kompetencji, nie powinien sam decydować o zbędnych wydatkach i nie powinien bawić się związkową kasą. Wmówili sobie, że cel usprawiedliwa środki i że pomagają pracownikom - poprzez system, który pozbawia ich głosu w bezpośrednim decydowaniu o sprawach ich związku.

Tak właśnie wygląda autorytarna lewica. Zawsze jakaś wąska grupa przejmuje kontrolę nad szerszym ruchem, decyduje za ludzi i stara się przekonać wszystkich, że to jest w najlepszym interesie tych ludzi.

Wątpię, czy w zasadzie można zmienić modus operandi tych ludzi - bo kasa i władza korumpują, a oni wierzą we władzę. Ale może dzięki zaistniałej sytuacji, ktoś zada sobie wreszcie pytanie, jaka jest wartość gazety "pracowniczej", której pracownicy nie mogą decydować o swoim losie, a robi to za nich autokrata, który ma dostęp do kapitału?

Szczury zżerają wicepremiera Pawlaka

Blog

Tak pisze "Fakt". Chodzi o to, że setki gryzoni zalęgły się u Waldemara Pawlaka. To jest oczywiście nieważne ale warto obejrzeć okładkę "Faktu" dla zabawy.

Pomoc informacyjna aktywistow obozu antygranicznego dla emigrantow w Grecji

Blog

Taka informacja jest rozprowadzana w wiezieniu Pagani oraz emigrantom jeszcze nie skontrolowanym

Welcome Migrants and Refugees!

You are in Mytilene on the island of Lesvos in Greece, EU.
For the next steps there are two possible ways:

Way 1: Continue the journey
You might be arrested or you register at the police station on your own. From this point, you become a “Greek case”, all other European countries will deport you to Greece if they catch you. You come to Pagani detention center. There your fingerprints will be taken. Those are stored in a computer and go to most European police stations. If you manage to arrive in another European country, they might deport you to Greece according to Dublin-II-regulations. Your detention could take up to 3 months. When you are released, you get the deportation decision, which says that you have to leave Greece within 30 days. With this you are allowed to travel in Greece, e.g. to Athens, but not Patras and Igoumenitsa and you can’t legally travel to another EU-country. This is not a travel document!
Way 2: Apply for Asylum in Greece
You actually have no chance to obtain political asylum in Greece. But, having submitted the application, you can win some more time to stay legally in Greece. Normally, you have to submit the application at the aliens police in Athens or Thessaloniki. But in a few cases, also other police departments (like Mytilene`s) accept such applications. The decision will be issued in Athens and Thessaloniki respectively.
You might be detained until the decision on your application is judged. Your fingerprints are being taken as well, see above.
If you submitted such application in Greece, you normally cannot do it again in another EU-country because you will be sent back to Greece.
Way 3: Stay illegal
If you have not been registered already, you can try to buy a ticket for the ferry to Athens or Thessaloniki (Samiotis or Zoumboulis, both on Kounturioti str. in Mytilene). To get on the ferry, it is useful to behave western-like, that means to wear jeans and T-Shirt, a travel bag or a backpack, have a fresh hair cut and so on.
From Athens or Thessaloniki, travel on to another country and do way 1 or 2 there without saying that you have been to Greece. At the moment, chances to stay are good in Norway, Belgium, Germany and Switzerland, but this can change anytime.
In any case, try to get more information and help from these organizations in Athens:

Net of Immigration and Refugees
Tsamadou 13, Tel: 210-3813928

Lawyers Association of Athens
Akadimias 60, Athens
UNHCR
Taigetou 23, 210-6726462-3
Greek Council for Refugees
Solomou 25, Tel: 210-3814710
Ecumenical Refugee Program
Iridanou 4a, Tel: 210-7295926

Filmy z blokady eksmisji

Blog

Filmy z blokady eksmisji na Starym Podgórzu w Krakowie w dniu 2.09.2009.

Niech żyje wojna

Blog

Z okazji 70. oficjalnej rocznicy wybuchu II wojny światowej (która dla Chińczyków zaczęła się pewnie w 1937, a dla Czechów w 1938):

Sojusz "anarchistów" z prawicowymi onanistami

Kraj | Blog | Ironia/Humor

Liczne grupy prawicowe i anarchistyczne będą protestować 1 września, w dniu wizyty premiera Rosji Władimira Putina w Polsce. Putin w Gdańsku weźmie udział w uroczystościach poświęconych 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Główne demonstracje odbędą się w Trójmieście, Warszawie i Krakowie.

W Warszawie przeciwko fałszowaniu historii przez rosyjskie władze zaprotestuje Komitet 39'09. To obywatelska inicjatywa skupiająca ludzi, dla których "najważniejszą wartością jest prawda". W jego skład weszły, m.in. Stowarzyszenie Solidarni z Gruzją, Inicjatywa Wolna Białoruś, Komitet Katyński, Warszawski Klub „Gazety Polskiej”, Komitet Wolny Kaukaz, Akcja Alternatywna „Naszość”. Pikieta rozpocznie się przed gmachem Ambasady Federacji Rosyjskiej przy ul. Belwederskiej o godzinie 15, dokładnie w momencie rozpoczęcia uroczystości na Westerplatte.

„Rosja do dziś nie rozliczyła się ze swego udziału w rozpętaniu najtragiczniejszej wojny w dziejach ludzkości. Rosyjskie media bez żadnej reakcji władz prowadzą kłamliwą kampanię, wypaczającą sens wydarzeń z 1939 roku i jego następstw. Do dziś żyją w Europie ofiary zbrodniczej polityki sowieckiej, które nie otrzymały żadnego zadośćuczynienia – tak materialnego, jak i moralnego” – napisali członkowie komitetu w oświadczeniu przesłanym Wirtualnej Polsce.

- Nie chcemy być bierni wobec tego, co robią rosyjskie władze. Polskie elity przyjęły taktykę milczenia, by nie drażnić Rosjan, ale ktoś musi zareagować – wyjaśnia intencje protestujących Paweł Rybicki z Komitetu 39’09.

Co najbardziej ich bulwersuje? – W swoim liście do Polaków Putin zrównuje Katyń z losem czerwonoarmistów, którzy rzekomo zostali zamordowani w Polsce w 1920 roku, a tym samym szerzy propagandę. Powtarza tezy wymyślone przez KC KPZR pod koniec lat 80., kiedy szukano przeciwwagi dla sprawy katyńskiej. Rosjanie już nie zacierają pamięci o pakcie Ribbentrop-Mołotow, a wręcz przedstawiają go jako konieczność dziejową, sukces Rosji, który miał zabezpieczyć jej bezpieczeństwo, a przecież układ ten pomógł Hitlerowi w rozpoczęciu wojny – to tylko niektóre z przykładów historycznej propagandy uprawianej przez rosyjskie władze, które budzą sprzeciw organizatorów protestu.

O godzinie 18 grupa przeniesie się na Plac Zamkowy i przejdzie pod pomnik Ofiar Zbrodni Katyńskiej u zbiegu ulic Senatorskiej i Podwale. Tam zgromadzeni oddadzą hołd ofiarom wojny. Organizatorzy zapowiadają demonstracje również w innych miastach Polski. W Warszawie w proteście ma wziąć udział od kilkudziesięciu do kilkuset osób.

Bojkot i zakłócenie wizyty Władimira Putina w Gdańsku zapowiada z kolei trójmiejska grupa anarchistów. Jak piszą w swoim oświadczeniu "Władimir Putin ponosi odpowiedzialność za śmierć i kalectwo dziesiątek tysięcy cywilów w Czeczenii w krwawej wojnie, którą wykorzystał dla objęcia stanowiska prezydenta Federacji Rosyjskiej. Rosja pod rządami Putina to tłumienie wolności słowa, więźniowie polityczni i morderstwa osób niewygodnych dla władzy".

"Nie" dla byłego agenta KGB

Demonstrację anty-putinowską anarchiści zapowiadają również w Krakowie. O godzinie 16 zbiorą się na Rynku Głównym. Organizatorami są Komitet Wolny Kaukaz, Federacja Anarchistyczna i Klub „Gazety Polskiej”.

Zdaniem Federacji Anarchistycznej zaproszenie Putina jest przejawem hipokryzji polskich władz, ponieważ był on agentem KGB i szefem FSB i reprezentuje „system państwowy opierający się na kulcie jednostki, policyjnej kontroli i zastraszaniu społeczeństwa. Władimir Putin obecnie sprawuje władzę, jako premier. Nie ulega wątpliwości fakt, że nadal jest kluczową postacią w Federacji Rosyjskiej, a jego kult przypomina ten z czasów carów czy pierwszych komisarzy”.

„W obecnej Rosji regularnie łamane są prawa człowieka, codziennie trafiają do aresztu działacze społeczni, a wolność słowa i zgromadzeń de facto nie istnieje. Setki zabójstw na tle narodowościowym oraz politycznym są wynikiem bezkarność milicji, bezkarności działaczy neonazistowskich organizacji oraz współpracy jednych i drugich.Żądamy zaprzestania prześladowań aktywistów organizacji anarchistycznych, antyfaszystowskich oraz obrońców praw człowieka. Żądamy uwolnienia z więzień bezprawnie aresztowanych anarchistów i antyfaszystów” – napisali w oświadczeniu krakowscy anarchiści.

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,48996,title,Kiedy-Putin-przyjedzie-wyjdziemy...

Akcja przeciwko lodziom Frontexu i greckiej strazy granicznej

Blog

29 sierpnia miala miejsce akcja przeciw lodzi Frontexu i greckiej strazy przybrzeznej w porcie Mitylini na wyspie Lesvos. Okolo 50 nadmuchiwanych lodek okrazylo wojskowe okrety z banerami "Frontex zabija".









Typowe sytuacje uchodzcow ktorzy dotarli na Lesvos

Blog

Podczas rozmow z uchodzcami w infopunkcie w centrum Mitillini wylonil sie dosyc jasny obraz typowej sytuacji, ktora ma miejsce podczas podrozy imigrantow na Lesvos.

Imigranci dostaja sie droga ladowa do Turcji. Sa przewozeni ciezarowkami. Z wybrzeza tureckiego sa przewozeni motorowkami po prawie 40 osob (minimum po 1,5 tys. dolarow na osobe). Wmawia sie im, ze plyna do Wloch lub Aten. W wiekszosci przypadkow wyplywaja w nocy. Podczas samej wyprawy, przemytnicy czasem zatrzymuja lodke i groza wyrzuceniem poza burte, jesli imigranci nie zaplaca ostatnich pieniedzy (czesto 500 dol. na osobe).

Po dwugodzinnej podrozy doplywaja do wybrzezy wybrzezy wyspy Lesvos, gdzie sa porzucani na laske strazy granicznej i policji, ktora juz na nich czeka i natychmiast ich aresztuje.

Wielu osobom udaje sie uniknac aresztowania uciekajac w gory. Po kilkudniowej tulaczce po gorach bez jedzenia i wody dowiaduja sie dopiero, ze nie znajduja sie w Atenach lub Wloszech. Taksowkarze nie godza sie na ich przewiezienie, obawiajac sie kary wiezienia.

Gdy jednak uda im sie dotrzec do Mityllini, czesto trafiaja do infopunktu NoBorder.

Zdjecie z parady pozegnalnej dla uchodzcow

Blog

To z "Parady pozegnalnej" uchodzcow, ktora odbyla sie zanim grupa uchodzcow wsiadla na prom do Aten. Celem parady bylo odwrocenie uwagi policji od grupy imigrantow ktora nie miala papierow, co jednak sie nie powiodlo.









Zdjecia z akcji pod wiezieniem Pagani

Blog

Oto zdjecia z akcji pod wiezieniem dla imigrantow w Pagani, pod ktorzm odbyla sie demonstracja 26 sierpnia. W trakcie demonstracji wylamano brame na dziedziniec wiezienia.







Kanał XML