Blog

Ani lewica ani prawica tylko Maryja zawsze dziewica

Blog

Jest pewien znany w pewnych kręgach polski publicysta - znany głównie z tego, że lubi pokazywać się jako osoba przekraczająca "sztuczne" bariery pomiędzy lewicą a prawicą. Jego teksty znaleźć można zarówno w skrajnie prawicowych pisemkach, jak i Lewej Nodze. Szczególnie lubiany jest przez niektóre środowiska anarchistyczne w Polsce. Wielu jednak uważa go (moim zdaniem słusznie) jako konia trojańskiego prawicy, który niezbyt lotnych polskich lewicowców, w tym anarchistów, nabiera na mało sensowne hasło "ani lewica ani prawica" (w polskich warunkach zawsze jakoś dziwnym trafem za tym hasłem kryli się głównie prawicowcy lub osoby, świadomie bądź nie, sympatyzujące z prawicą).

Jarosław Tomasiewicz, bo o nim mowa, potrafi jednocześnie gromić w Obywatelu zgniły system, kreując się na nieprzejednanego wróga establishmentu, a z drugiej, jak się okazuje nie przeszkadza mu to pracować, jako ekspert Instytutu Sobieskiego - prawicowego konserwatywno-liberalnego think-tanku. Na swojej stronie przedstawiają się w taki sposób: Wyznawane przez nas wartości to: silne i ograniczone państwo, wolność i odpowiedzialność jednostki, swobody gospodarcze, ład społeczny oparty na prawie naturalnym. Prezesem Instytutu jest publicysta Najwyższego Czasu i Gazety Polskiej, Paweł Szałamacha - były ekspert znanej neoliberalnej tuby: Centrum im. Adama Smitha. Instytut kojarzony też jest jako zaplecze Prawa i Sprawiedliwości. Szałamacha był wiceministrem Skarbu Państwa w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. Instytut jest członkiem międzynarodowej organizacji Stockholm Network, której celem jest promocja neoliberalnych rozwiązań społeczno-ekonomicznych - na swojej stronie piszą m.in., że ich celem jest "reforma europejskich państw socjalnych oraz stworzeniem bardziej elastycznego rynku pracy".

Tyle o samych instytucjach. Czym jednak zajmuje się tam "radykał" Jarosław Tomasiewicz? W jego "dossier" zamieszczonym na stronie Instytutu czytamy, że interesujące go obszary badań to: bezpieczeństwo, system polityczny oraz stosunki międzynarodowe. Tematyka badań to: studia strategiczne i bezpieczeństwa, partie polityczne, służby specjalne, terroryzm, bezpieczeństwo narodowe i międzynarodowe w Europie, Europejska myśl polityczna XX w. Warto także wspomnieć, że Tomasiewicz zasiada w radzie naukowej Centrum Badań nad Terroryzmem.

Ciekawe co on robi z informacjami na temat ruchów radykalnych, jakie przez lata pozyskał dzięki umiejętnemu wykorzystaniu hasła "ani lewica, ani prawica" - szczególnie w kontekście zakresu pracy jaką wykonuje dla tego think-tanku, zwłaszcza jeśli chodzi o "terroryzm" i "bezpieczeństwo narodowe"?

Czy szmalcownik może być Polakiem?

Blog

Nowa burza medialna. Tym razem w sprawie artykułu o europejskich kolaborantach i pomocnikach nazistów w Holocauście, który ukazał się w niemieckim piśmie Der Spiegel. Artykuł przedrukowała Gazeta Wyborcza. Dość interesujący, choć osobę, która jako tako orientuje się w temacie zaskoczyć nie mógł. Natomiast okazało się, że dla wielu polskich odbiorców fakt, że setki tysięcy europejczyków pomagały nazistom z przyczyn zarówno ideologicznych, jak i ekonomicznych, okazał się chyba jakąś porażającą nowością. Fakt, że w (niemieckiej!) gazecie opisano także zbrodniarzy polskich, którzy brali czynny udział w tym ludobójstwie rozpętał przedwyborczą i bogoojczyźnianą histerię. Znów słyszeć można o "antypolonizmie" i że (przecież) Polacy wyłącznie ratowali Żydów i to masowo (!), a ci szmalcownicy to odszczepieńcy niegodni miana Polaka.

Bardzo ciekawa jest ta tendencja do przypisywanie sobie nie swoich zasług, będących wynikiem działań innych Polaków (Małysz, przecież nasz rodak i jego sukcesy spływają na nas wszystkich), natomiast odżegnywania się jednoczesnego od zbrodni dokonywanych przez członków tej samej społeczności. No to albo rybka, albo akwarium - albo Polacy biorą na siebie winę także przestępców z własnego grona, jako produktu tego społeczeństwa, albo wyznają indywidualistyczną zasadę odpowiadania jedynie za własne czyny - wtedy należy konsekwentnie traktować zwycięstwa sportowców, jako wyłącznie ich prywatną sprawę i nie rozkręcać histerii ogólnonarodowej, gdy któryś z nich skoczy dalej niż inni. Są też i tacy, którzy chcą zjeść ciastko i mieć ciastko, stosując dość prymitywny wybieg - wyłączając szmalcowników z grona Prawdziwych Polaków.

Bardzo ciekawy wywiad z Aliną Całą z Żydowskiego Instytutu Historycznego ukazał się w tym kontekście w Rzeczpospolitej. Alina Cała podkreśla rolę propagandy przedwojennej, zarówno endecji, Kościoła katolickiego, jak i części sanacyjnego obozu rządzącego, w przygotowaniu gruntu pod przyszłą obojętność, lub nawet aktywne pomocnictwo w obliczu zagłady Żydów. Wymówkę, że za ukrywanie Żydów groziła śmierć, oddala w ten sposób: Sołtysi w okupowanej Polsce mieli obowiązek denuncjowania wszystkich ukrywających się Żydów i partyzantów. Tych ostatnich jednak na ogół nie denuncjowano, a Żydów często. (...) Nie da się wymordować 3 milionów ludzi bez bierności społeczeństwa. Jakże inna była reakcja Polaków na próby masowej deportacji ludności Zamojszczyzny. Bo to byli prawdziwi Polacy, a nie znienawidzeni przez endeków Żydzi. Było natomiast niemało przypadków, gdy partyzantka AK i NSZ mordowała ukrywających się Żydów. Tak więc - społeczność chroniła głównie Prawdziwych Polaków, a Żydzi to byli "mordercy Pana Boga" - jak uczył wówczas Kościół, więc można było łatwo racjonalizować swoją bierność, wszak "dostali za swoje". Biorąc to pod uwagę, jeszcze bardziej wyrazisty jest heroizm tych osób, które ratowały Żydów i były narażone na zdradę ze strony innych Polaków, tak samo jak na ujawnienie ze strony nazistów. Ale to był ich prywatny heroizm - większość Polaków im w tym nie pomagała, więc nie powinna ich używać jako listka figowego. Jak wielkie znaczenie miała atmosfera panująca w danej społeczności może stanowić przykład Danii: Spośród 7,5 tys. duńskich Żydów przetrwało wojnę 98 proc., dla porównania - spośród holenderskich Żydów udało się to zaledwie 9 procentom. - czytamy w artykule ze Spiegla. Cała Dania została uhonorowana drzewkiem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata - właśnie za tak ogromną solidarność i niedopuszczenie do wymordowania swoich sąsiadów.

Kataryna jak katarynka

Blog

W czasie weekendu w sieci trwała przepychanka w sprawie pewnej ponoć powszechnie znanej blogerki o ksywie Kataryna (prawda, coś mi się obiło o uszy wcześniej, ale nie wnikałem, bo nie mam za dużo czasu żeby czytać blogi, a już zwłaszcza prawicowe). W każdym razie wchodzę na wyborkę - kataryna, wchodzę na bloga Orlińskiego - Kataryna, Dziennik - który rozkręcił był całą aferę ujawniając dane umożliwiające rozpoznanie rzeczonej blogerki - otworzył cały dział poświęcony tejże sprawie. Na prawicowym portalu Salon24 lokalny światek blogerski dostał białej gorączki na ten temat. Doszło ponoć do jakiegoś rozłamu nawet i część krytykująca Katarynę odeszła do konkurencji - tego portalu blogowego nawet nie znałem wcześniej. Daje mi to wszystko jakiś wgląd w słabo rozpoznany dotąd dla mnie światek polskiej blogosfery politycznej.

Pomijam całą dyskusję która się rozpętała, czy Dziennik miał prawo, czy nie miał prawa tak a nie inaczej postąpić (moim zdaniem należy uszanować czyjąś wolę zachowania prywatności), bo to już zostało przedyskutowane w tysiącach postów na większości możliwych forów politycznych. Zwróciło moją uwagę co innego w tym kontekście - jak łatwo w Polsce wybić się - wystarczy mieć prawicowe poglądy i w błyskotliwy sposób je prezentować. Nie trzeba mieć jakiejś szczególnej wiedzy, a nawet poglądów. Wystarczy prowadzić wiwisekcję istniejących w sieci już treści i przerabiać je na określoną modłę, która spodoba się polskiej internetowej gawiedzi - która w przeważającej mierze, jak wynika z moich obserwacji - ma poglądy prawicowe. Chodzi o tę część internautów, która jest nadaktywna i nadreprezentowana w stosunku do całej populacji na forach popularnych portali. Bitwa w sieci toczy się pomiędzy różnymi frakcjami prawicy - pomiędzy UPR-owcami, PO-wcami i PiS-owcami, ew. resztkami po UW. Kataryna tkwi gdzieś pomiędzy Korwinem-Mikke (ponoć jednym z najpopularniejszych blogerów w sieci), a skrajnym przypadkiem Elizy Michalik, nieco już zapomnianej upadłej gwiazdy prawicowej publicystyki, która wsławiła się tym, że generalnie potrafiła nie tyle pisać, co przepisywać od innych. Nie przeszkadzało to brać ją do mediów drukowanych i elektronicznych, jako "wytrawną" komentatorkę. Poglądy miała słuszne, co wystarczyło w zupełności, jako świadectwo kwalifikacji.

Gdyby Dziennik lub inne pismo postanowiło zniszczyć blogera o niepopularnych, dajmy na to radykalnie lewicowych, poglądach, to bez wątpienia dzisiejsi liczni obrońcy Kataryny przyłączyliby się do kamienowania z ochotą.

Plakat wyborczy mojego kandydata

Blog

Znalazłem w sieci taki oto wyborczy plakat. Myślę, że się skuszę.

O cudzie III RP

Blog

Czytałem w dzisiejszej Świątecznej Trzy eseje o wolności Ingo Schulze, Mircei Dinescu oraz Pawła Huellego. W niezwykły sposób rzuca się tutaj w oczy zaściankowość naszej intelektualnej elity liberalnej. Widać to w przypadku tekstu Pawła Huelle w kontraście z esejem Schulza, który podsumowuje 20 lat przemiany systemowej i patrząc z perspektywy byłego mieszkańca NRD, krytykuje tryumfalizm kapitalistycznej elity zachodniej. Pisze prezentując mentalność obecnych elit:

Zachód wygrał, bo Wschód się zawalił. Wschód był więc fałszywy, a Zachód prawdziwy. Wszelkie idee, które Wschód kiedyś wypróbował, są nie do zaakcpetowania choćby dlatego, że pochodzą "od komunistów", nie musimy więc już o tych ideach mówić.

Z drugiej strony politycy prześcigają się w mówieniu o końcu "kasyna kapitalizmu" lub wręcz kapitalizmu jako takiego. Narzeka się zgodnie na bankierów, na spekulantów, którzy zafundowali nam kryzys. (...) Nie znam niemieckiego bankiera, którego postawiono by w stan oskarżenia. Jakie ustawy uchwalono, żeby uniemożliwić w przyszłości takie spekulacje? Nie znam takich. Jakie to żenujące, gdy politycy besztają i apelują o działania, lecz tak naprawdę nie mają ochoty nic zmieniać. (...)

W 1990 roku zaprzepaszczono wielką szansę zreformowania również Zachodu. Rok 1990 oznacza przełom także o tyle, że wraz z rzekomym "końcem historii" alternatywy status quo zbywa się do tej pory jako wyczerpane, nieudane lub utopijne.

Jak na na podobne pytania odpowiada jeden z naszych czołowych intelektualistów - pisarz Paweł Huelle? Co prawda zauważa "jakieś problemy", które dotykają III RP. Np. niesamowicie skandaliczny jest dla niego fakt, że fabryka Wedla przeszła nie w ręce "prawowitych właścicieli", ale została sprzedana koncernowi Coca-Cola. Problemem też jest lustracja i to że zbrodniarze nie zostali ukarani. Ale generalnie osiągnięty został sukces - przecież, jak pisze, w 1989 roku "mieszkałem wówczas z żoną i synem w jednym, maleńkim pokoju. Dopiero kiedy poszli spać, włączałem telewizor i oglądałem obrady - a raczej skrót obrad - Okrągłego Stołu". Zapewne zaskoczeniem dla pana Huelle może być informacja, że tysiące młodych małżeństw obecnie - w 2009 roku - żyje w takich warunkach, a nawet w jeszcze gorszych. Wiele osób nie może się w ogóle pobrać, bo nie mają gdzie mieszkać i siedzą ciągle w klitkach rodziców. Osobno.

Ale wróćmy do opowieści autora. Było ciężko, ale szły zmiany. "Kibicowałem tym przemianom gorąco, napisałem kilka doraźnych tekstów, zastanawiałem się jaka będzie przyszłość Polski, skoro nie mamy kapitału, jesteśmy bardzo biednym społeczeństwem, a ciężar reform - drastycznych i koniecznych - nawet dla laika był oczywisty". Jak to się stało, że się tak wspaniale udało? "Zwycięstwo Solidarności jako idei i konkretnego ruchu okazało się możliwe przede wszystkim dzięki zastosowaniu zasady sprzeciwu bez przemocy. (...) Proszę bardzo, atakujcie nas, bijcie, zamykajcie do więzień i aresztów - nie damy się sprowokować i na przemoc nie będziemy odpowiadać przemocą. Bez wątpienia ogromne znacznie miała tu osoba i autorytet papieża Jana Pawła II". I tak dalej, i tak dalej. Nie ma sensu tego ciągnąć, bo tego rodzaju dyskurs znamy doskonale z polskich mediów. Ani przez chwilę nie pada u Huellego pytanie - jak to możliwe, że ten autorytarny przecież reżim pozwolił na pokojową przemianę. Dla autora jest to oczywiste i nie wymaga zastanowienia. Zdaje się Jan Paweł II i Matka Boska swą mocą magiczną obaliła PRL. A może nie tak? Może PRL upadł, bo chcieli tego sami komuniści. Anarchiści z przełomu XIX i XX wieku przewidywali, że biurokracja socjalistycznego państwa, zarządzając "w imieniu ludu" środkami produkcji i pełniąc de facto rolę kapitalistycznej technostruktury, będzie chciała w końcu uwłaszczyć się oficjalnie, bo jaki sens ma utrzymywanie fikcji ideologicznej, w którą nikt już nie wierzy, łącznie z aparatem państwowo-partyjnym. To co się wydarzyło w demoludach po 1989 roku jest niemal dokładną realizacją tych przewidywań. Nie zdarzył się żaden cud, żaden JPII, żadne non-violence. PRL przekształcił się w III RP, bo taka była logika tego systemu. Nie ma to nic wspólnego ze spiskowymi teoriami prawicy, w stylu "gdyby kapitał przejęli nie (żydo)komuniści, ale Prawdziwi Polacy, to kraj popłynąłby mlekiem i miodem". Nie popłynąłby.

Wywody Pawła Huelle to doskonały przykład racjonalizacji swojej pozycji w systemie. Na początku lat dziewięćdziesiątych jako tako wykształcona osoba, mogła zrobić błyskawiczną karierę. Nawet pół-idiota z dyplomem lub znajomością języka zachodniego, mógł zostać zarządzającym wysokiego szczebla. To były dla pokolenia Pawła Huelle "złote lata dziewięćdziesiąte" i nie ma się co dziwić, że właśnie to pokolenie jest najtwardszym obrońcą "zdobyczy III RP", łącznie ze sporą częścią starej biurokracji PRL-owskiej i częścią wierchuszki opozycyjnej, która usadowiła się wygodnie w prawicowych mediach. Potem było już coraz ciężej, mimo to wciąż pokutuje mit wśród młodzieży "od pucybuta do milionera" - widzą swoich starszych nieco kolegów i zadają pytanie - w czym gorszy jestem od nich? Też tak mogę! Odpowiedź jest niestety smutna - najpewniej nie możesz, bo urodziłeś się za późno i nie załapałeś się na złoty autobus. Huelle się załapał i dlatego może pisać takie "oczywistości" z pełnym przekonaniem, że zawdzięcza sukces sobie i "cudowi nad Wisłą".

Propaganda sukcesu

Blog

Media i część propagandzistów, zwanych "analitykami ekonomicznymi" próbują chwytać się każdej możliwej informacji mającej potwierdzić, że "idzie ku dobremu". Dziś na portalu gazeta.pl pojawiła się informacja zatytułowana GUS: Poprawa koniunktury w przemyśle i budownictwie. W newsie czytamy: Ocena koniunktury w przemyśle poprawiła się w maju. Wskaźnik wyniósł minus 5 wobec minus 8 w kwietniu- podał GUS. W budownictwie wyniósł on odpowiednio minus 11, wobec minus 17 miesiąc wcześniej.

Dalej możemy zapoznać się z komentarzem GUS: Oceny bieżącego portfela zamówień są mniej pesymistyczne od notowanych w ubiegłym miesiącu, na co wpływa spowolnienie spadku zarówno krajowego, jak i zagranicznego portfela zamówień (…) Mimo to utrzymują się pesymistyczne prognozy sytuacji finansowej przedsiębiorstw. Planowane jest zmniejszenie zatrudnienia, choć nieco mniej znaczące niż prognozowano w kwietniu.

No cóż, można dyskutować, czy szklanka jest do połowy pusta, czy do połowy pełna. Gazeta widzi "poprawę koniunktury", a ja widzę ciągle pesymistyczne informacje (także GUS wspomina o pesymizmie, choć nieco mniejszym), bo co może być optymistycznego w informacji o planowanych zwolnieniach? Generalnie tego typu wiadomości pseudo-pozytywne, wpisują się w aktualną propagandę rządową, którą można streścić w znanej przyśpiewce kibiców: Polacy, nic się nie stało!

Grypa Świń

Blog

Co kilka miesięcy (wg. moich obserwacji średnio co kwartał) media propagują informacje o nowych zagrożeniach chorobami tzw. cywilizacyjnymi oraz globalnej katastrofie humanitarnej (która objęłaby nas w razie gdybyśmy nic z tym nie zrobili). Już od dawna wiadomo, że Korporacje farmakologiczne testują leki na ludziach z krajów ubogich oraz `trzeciego świata` prowadząc swoje - znieczulające społeczeństwo - strategie promocyjne mówiąc głośno o tym jak pomagają innym.

W ciągu ostatniego tygodnia dotarła do mnie nowina o tzw. `świńskiej grypie` - która w 100% swoją siła rażenia konotowała do `ptasiej` odmiany choroby. Alarm i siła komunikatu została i jest naturalnie potęgowana przez media. Ogłoszono stan gotowości do globalnej epidemii. Moim pierwszym skojarzeniem były celowe zabiegi korporacji farmakologicznych i medycznych które pracując nad `szczepionkami dla mas` bez problemowo mogą budować wirusy (np nowej odmiany grypy) zapewniając sobie tym samym rynek zbytu na swoje produkty.

Konsumpcyjne nawyki forsowane są również w odniesieniu do zdrowia w myśl ideii `Zdrowie jest najważniejsze!`.
Fakt że jeszcze 10-15 lat temu nie dotykały nas tak liczne plagi czy epidemie grypy budzi wątpliwość.
Jak sądzicie czy coroczne odmiany chorób nie wydają się mocno cyklicznym zabiegiem?

Kara za recykling. Wstyd i hańba dla belgijskiego wymiaru ( nie ) sprawiedliwości. - nowy rozdział "Życia Ąktywisty"

Blog

Kara za recykling. Wstyd i hańba dla belgijskiego wymiaru ( nie ) sprawiedliwości. - nowy rozdział "Życia Ąktywisty"

Policja parę dni temu zaaresztowała ekologów za napisanie paru słów w mokrym betonie nowej ulicy. Osądzeni zostali za "zniszczenie drogi". Ich wyrok to nakaz na opuszczenie Belgii do 29 kwietnia, co może ( nie musi ) być pretekstem do wkroczenia do lasu. 21 kwietnia Niebiescy dookonali najazdu na dom okolicznego mieszkańca, wspomagającego okupacje i po przeszukaniu skonfiskowali przetrzymywane tam dowody, paszporty, a nawet osobiste listy. W każdy możliwy sposób próbują zastraszyć okupantów lasu, którzy bronią go przed wycinką. Poniżej krótkie info o aresztowaniu 3 tygodnie temu oraz rozdział "Życia Aktywisty", opisujący jedną z absurdalnych represji prawie dwa miesiące temu kiedy to ekolog recyklujący jedzenie przesiedział w więzieniu aż trzy tygodnie. 26.04.2009

Idziemy na Ratusz! Będziemy walczyć!

Blog

Wczoraj w Super Expressie pojawił się artykuł o podwyżkach czynszów w Warszawie i o walce mieszkańców Pragi z Ratuszem. Polecam, mimo że to jest SE. :-)

Diler Balcerowicz na haju

Kraj | Blog

Warto popatrzeć, jak profesor Balcerowicz - po podwójnej działce prochów - tłumaczy na Europejskim Kongresie Gospodarczym, że kryzysu nie ma, ale trzeba pracować dłużej i więcej - choć nie po to, by podnieść poziom życia, ale by "spełnić misję dziejową". Nerwowy profesorek tłumaczy również, że demokracja polega na budowaniu jednomyślnego poparcia dla dalszej prywatyzacji i deregulacji.

Odkrywamy wraz z popularnym szarlatanem, że ultraliberalna polityka pieniężna w USA, która doprowadziła do zapaści ekonomicznej, nie była tak naprawdę ultraliberalna, ale podyktowana naciskami ze strony państwa (choć państwo zniosło regulacje finansowe zgodnie z zaleceniami fundamentu neoliberalnego).

Wizja należenia do elitarnego klubu państw takich, jak Indie, Chiny i Pakistan (jeszcze niedawno inne państwa wymieniało się jako ideały rozwoju społeczno-ekonomicznego) porywa salę i pozwala zapomnieć, że handlarz prochów przepisuje nam truciznę.

Panie Balcerowicz! Niech pan spożywa mniej prochów! Handlarz nie powinien wciągać własnego towaru!

http://finanse.wnp.pl/leszek-balcerowicz-wazne-jest-usuwanie-wszystkich-...

Inwigilacji nie da się zatrzymać

Blog

Wywiad z Gavinem Smithem, kierownikiem pierwszych na świecie studiów nad inwigilacją.

ADRIAN KONDASZEWSKI: Otwiera pan na uniwersytecie londyńskim nietypowy kierunek studiów - naukę nad inwigilacją. Czy kontrolowanie ludzi zaszło już tak daleko, że można się o tym zacząć uczyć?

GAVIN SMITH*: Na przestrzeni kilku ostatnich lat inwigilacja stała się jednym z kluczy do zrozumienia współczesności. To bardzo szerokie pojęcie, które sięga głęboko w każdą sferę ludzkiego życia. Właśnie dlatego inwigilacja powinna być przedmiotem badań akademickich. Powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, z czego wynika i znaleźć odpowiedź, do czego może ona doprowadzić.

No właśnie, do czego może doprowadzić nadmierna inwigilacja w państwach demokratycznych? Niedawno Komisja Europejska wprowadziła dyrektywę, w myśl której operatorzy powinni gromadzić dane na temat połączeń telefonicznych i tego, kto z kim komunikuje się mejlami. Nie idziemy w tym za daleko?
Współczesna inwigilacja wykracza daleko ponad to, o czym pan powiedział. Inwigilacja to nie tylko kamery przemysłowe i kontrola mejli, ale też zbieranie materiału DNA, zdjęcia fotograficzne, Facebook, skanowanie oka na lotniskach. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele różnych podmiotów jest w inwigilację zaangażowanych. Media, agencje rządowe, organizacje polityczne, wielkie korporacje, a także zwykli obywatele - wszyscy nawzajem sami siebie podglądają i kontrolują.

Czy inwigilacja służy tylko naszemu bezpieczeństwu?
To rzeczywiście ważny powód, ale niejedyny. Inwigilacja służy utrzymywaniu władzy i utrzymaniu sprawnej organizacji państwa. Co ciekawe: inwigilacja jest silnie powiązana z demokracją. Inwigilacja i zbieranie danych o obywatelach pomaga rządzącym lepiej zorientować się w potrzebach obywateli. Dzięki temu łatwiej rządowi wybrać odpowiedni program ochrony zdrowia czy ustaw socjalnych. Tak było zresztą od dawna.

Ale czy ostatnio nie poszło to za daleko?
Współczesna inwigilacja poszła za daleko. Co do tego nie mam złudzeń. Wszyscy zbierają dane o wszystkich. Różnorakie informacje o nas samych są wymieniane przez szereg korporacji. Na podstawie tych informacji pracownicy tych firm decydują o tym, czy dostaniemy kredyt, czy znajdziemy zatrudnienie, a nie tylko czy stanowimy potencjalne ryzyko terrorystyczne. To, co kiedyś uważaliśmy za nie do pomyślenia - czytanie naszych listów przez władze, skanowanie oczu przy wejściu do sklepów itd. - dziś staje się normą i wszyscy się na to godzą.

Myślę, że następnym krokiem, który nastąpi w ciągu kilku lat, będzie powszechne wszczepianie ludziom czipów pod skórę, na których będą zgromadzone wszystkie dotyczące nas informacje: te o przebytych chorobach czy konfliktach z prawem. Co więcej, władza, dzięki komunikacji czipów z satelitami, będzie także doskonale wiedziała, gdzie jest dany obywatel i co robi.

Brzmi jak obraz z powieści Orwella.
Gorzej. Myślę, że już dawno przebiliśmy wyobrażenia Orwella. Jego przewidywania dotyczyły inwigilacji tylko i wyłącznie przez państwo, podczas gdy w obecnym świecie państwo straciło na to monopol. Teraz wszelkie firmy i agencje prywatne zbierają i wymieniają się danymi obywateli równie dobrze jak agencje rządowe.

Oglądał pan pewnie film "Raport mniejszości" Spielberga. Tam władze próbują przewidywać przestępstwa obywateli i zatrzymywać ich przed zbrodnią. I do tego aspirują realne organizacje zbierające dane - do przewidywania decyzji i zachowania obywateli. Na razie chodzi o sprzedaż jakiś przeznaczony dla nich produktów. W przyszłości może chodzić o to samo co w "Raporcie mniejszości".

Głos obywateli nie będzie miał większego znaczenia, bo zamiast opinii ludzi, władza będzie korzystać z gotowych prognoz przygotowanych na podstawie zebranych wcześniej informacji. Ważny jest również zanik zaufania między ludźmi. Już dziś jest to widoczne. Gdy rozważamy, czy związać się z daną osobą, zamiast zaufać jej słowom i okazywanym przez nią uczuciom, wolimy jeszcze sprawić wszelkie dostępne na temat tej osoby dane.

Jako jedno z pól do inwigilacji wymienił pan portal społecznościowy Facebook. O co chodzi dokładnie?
Na portalach społecznościowych ludzie monitorują innych, wrzucają swoje zdjęcia, wpisy, notki, piszą na „tablicach” znajomych, nie zdając sobie sprawy, kto to może czytać. Niedawno słyszałem o przypadku, że szef zwolnił pracownika, bo ten na Facebooku napisał, że jego praca jest nudna. Użytkownicy myślą, że gdy usuną swoje zdjęcie czy wpis z profilu, to wszystko jest ok. Ale to nieprawda, bo te wszystkie informacje zostają w wielu miejscach już na zawsze i po wielu latach mogą być użyte przeciwko tym osobom.

Może popularność Facebooka jest dowodem na to, że ludziom wcale nie zależy na prywatności? Może gotowi są ją poświęcić w zamian za możliwości szybkiego komunikowania się ze swoimi znajomymi?
Częściowo ma pan rację, bo inwigilacja to nie tylko zło. Kamery przemysłowe pozwoliły wykryć wiele przestępstw, natomiast dzięki gromadzeniu danych przez agencje rządowe możliwe jest sprawne zarządzanie państwem. Ale należy pamiętać, jaki koszt przy tym ponosimy. Według mnie jest on za wysoki. Postępu inwigilacji nie da się już cofnąć.

*Gavin Smith, wykładowca City University of London, kierownik pierwszych na świecie, zapoczątkowanych przed kilkoma dniami studiów nad inwigilacją

dziennik.pl

Akcja solidarnościowa z ruchem na rzecz rolników "La Via Campensina"=relacja i filmik

Blog

17 kwietnia jak co roku na całym świecie odbyły się solidarnościowe demonstracje z ruchem rolników "La Via Campesina". Dzień ten upamiętniał zabicie kilkunastu z nich w Brazylii za to, że walczyli o swe prawo do ziemi. Via Campesina to organizacja walcząca o prawa ludzi do ziemi, do jej uprawy bez ich wykorzystywania. To jeden z głównych celów organizacji za, którymi wiąże się dużo ważnych nie tylko dla rolników lecz całej ludzkiej populacji. Jest to walka o polepszenie klimatu, zmniejszenie efektu cieplarnianego, zatrzymanie wylesiania, walka z zatruciami pestycydami, zlikwidowanie głodu w krajach trzeciego świata, walka o sprawiedliwy handel, zlikwidowanie nadprodukcji/nad konsumpcji genetycznie modyfikowanej soi i mięsa, która jest odpowiedzialna za wiele powyższych. Dlatego w Holandii za cel akcji aktywiści solidaryzujący się z Via Campesina obrali mega rzeźnie "Staathof",gdzie trzyma się i zabija ponad 13.000 świń. Właściciel nie zważając na nie zadowolenie okolicznych mieszkańców, po raz kolejny chce złamać regulacje i prawo do godnego życia okolicznych mieszkańców starając się powiększyć rzeźnie tak by mogła pomieścić 19.000 świń. Całe sąsiedztwo jest tym zbulwersowane. Niegdyś okolica słynąca z najlepszych upraw gruszek w Holandii od czasu wybudowania tej kolosalnej rzeźni stała się bardzo śmierdząca. Owoce już nie są tak dobre, a do tego opadają przed czasem. Nie da się wywiesić prania na zewnątrz, bo zacznie śmierdzieć odchodami zwierząt, które zatruwają wszystko w okolicy. Nic dziwnego, że przyjęcie akcji protestu przeciw tej mega rzeźni spotkał się z dużym poparciem okolicznych mieszkańców.
Najpierw grupa ogrodniczej partyzantki nielegalnie na oczach policji i fotoreporterów posadziliśmy parę symbolicznych roślin jadalnych na terenie, gdzie wyrzucane są odchody i gdzie planuje się wybudować nowe kilkupiętrowe pomieszczenia na rzeźnie. Miały one unaocznić Potem z grającą sambą i z transparentami, przebrani za świnie, rozdając ulotki przeszliśmy przez okoliczne wsie. Szczególnie przed szkołą spotkaliśmy się z bardzo miłym przyjęciem. nauczycielki same zachęcały dzieci by tańczyły do granej muzyki. Przez całą akcję rebelianccy klauni grali skecze uwidaczniające wyzysk całych społeczności rolniczych oraz cierpienie zwierząt. Było miło widzieć jak ludzie zainteresowani są tym co staramy się im przekazać i odzyskują nadzieję na wywalczenie z powrotem lepszych warunków życia. To tyle na razie głębsza relacja z obszerniejszymi wyjaśnieniami wkrótce...

... a na razie filmik po angielskumożesz zobaczyć na:
http://positi.blogspot.com/2009/04/akcja-solidarnosciowa-z-ruchem-na-rze...

Relacja ta jest jakimś szkicem do książki Griksa "Życie Aktywisty ", która jest kontynuacją książki " Los buntownika "

Te informacje zostały przesłane przez amsterdamski, wolnościowy skłoterski serwis informacyjny www.positi.blogspot.com który głównie powstał by promować książkę o której informacje zamieszczam poniżej:

Moskwa: Gej parada w dniu urodzin Hitlera

Świat | Blog

20 kwietnia to dzień urodzin Adolfa Hitlera i często nazi-skini organizują demonstrację. W Moskwie homoskini i antyfaszyści natomiast zorganizują 20 kwietnia gej paradę. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Kanał XML