Dodaj nową odpowiedź

Wykład Benjamina Barbera o zderzeniach cywilizacji

Publicystyka | Recenzje

W zeszłą sobotę w Fabryce Trzciny na warszawskich Szmulkach odbył się wykład Benjamina Barbera, autora m.in. książki „Dżihad kontra McŚwiat”. W czasie ponad godzinnego wykładu, Barber zaprezentował swoją wizję tego, co zwykło się określać „zderzeniem cywilizacji”, czyli konfliktu chrześcijańsko-muzułmańskiego. Barber zaprezentował dość proste i zdroworozsądkowe tezy, które jednak mogą się wydawać rewolucyjne w krajobrazie mentalnym przeciętnego mieszkańca kraju nad Wisłą zaczadzonego „walką z terroryzmem”, rodzimą ksenofobią i fascynacją konsumpcjonizmem.

Tezy te brzmią następująco:
1) Świat stał się znacznie bardziej wielokulturowy niż kiedyś, co stanowi wyzwanie dla demokracji
2) Konflikty cywilizacyjne biorą się z braku dialogu i chęci porozumienia
3) Terroryzm bierze się z desperacji, braku perspektyw i upokorzenia. Likwidacja terroryzmu może się powieść tylko wtedy, gdy zlikwiduje się warunki, które jemu sprzyjają.
4) Kapitalizm nie jest jednoznaczny z demokracją
5) Uczestnictwo obywateli jest koniecznym warunkiem demokracji

Każda z tych tez, choć w zasadzie słuszna, nie została w pełni rozwinięta, po części z braku czasu, po części dla zachowania prostoty wykładu, a po części z powodu ograniczeń w światopoglądzie samego wykładowcy.

Argumentacja Benjamina Barbera opiera się na rzekomym zwiększeniu wielokulturowości współczesnych społeczeństw, które miałoby kontrastować z homogenicznością wcześniejszych państw narodowych. Jest to daleko idące uproszczenie. Podstawowym błędem jest sąd, że kiedykolwiek istniały spójne etnicznie państwa narodowe, o których można było mówić, że są państwami chrześcijańskimi, muzułmańskimi, itp. Proces tworzenia państw narodowych od początku zakładał sztuczne STWORZENIE kultury państwotwórczej z wielu zupełnie odrębnych plemion i grup etnicznych. Tak więc np. proces „europeizacji” na kanwie UE krajów Europy Wschodniej, Bałkanów, czy nawet Turcji nie jest niczym nowym w historii, a jest jedynie powtórzeniem procesów, które miały miejsce już od niepamiętnych czasów. Procesy te nie miały nigdy zbyt wiele wspólnego z demokracją, a raczej polegały na przymusowej asymilacji według jednego wzorca i przechwytywaniu elementów starszej kultury w celu ułatwienia tego procesu (w tym kontekście mieszczą się np. praktyki budowania świątyń chrześcijańskich na miejscu świętych gajów czczonych przez pogan). Także proces „integracji europejskiej” ma zdecydowanie mniej wspólnego z demokracją, niż z marketingiem politycznym i decyzjami urzędników znajdujących się poza kontrolą społeczeństwa.

Uwaga Barbera, że kapitalizm nie jest tożsamy z demokracją powinno uchodzić za coś oczywistego. Tylko całe lata propagandy neo-liberalnej mogły sprawić, że takie stwierdzenie może się komuś wydawać odkrywcze. Ale Barber posuwa się jeszcze kawałek dalej, na terytorium wykraczające odrobinę poza dopuszczalną normę konformizmu. Barber powtórzył wniosek, który był obecny w jego książce „Dżihad kontra McŚwiat”, a mianowicie taki, że w istocie kapitalizm nie tylko nie gwarantuje wprowadzenia demokracji, ale że w dużej mierze państwa o gospodarce kapitalistycznej są odpowiedzialne za wyprodukowanie warunków, z których wyrasta terroryzm i fundamentalizm. To więcej, niż odważyłby się powiedzieć niejeden publicysta, ale jednak nadal zbyt mało. Takie stwierdzenie pozostawia złudzenie, wystarczałoby, żeby państwa o ustroju kapitalistycznym nieco tylko zmieniły swoją politykę, by znów harmonijnie współistnieć z resztą świata. Taki pogląd, to więcej niż naiwność. To przekonanie, że wystarczy opakować ten sam system w otoczkę bardziej przyjazną mniejszościom etnicznym, aby problem został rozwiązany. Wielkie międzynarodowe koncerny wprowadzające swoje produkty na rynki światowe w lokalnych wersjach już dawno opanowały tą lekcję: dostosowanie produktu do lokalnego rynku zapewnia większy dopływ gotówki. W istocie polityka administracji Busha nie jest błędem jednego człowieka, czy jednej partii. Wszystko, czego dokonała ta administracja wynika tylko wyłącznie z konieczności utrzymania w ruchu obłędnego koła gospodarki kapitalistycznej, z jej nieracjonalnym marnotrawstwem zasobów, z jej pogardą dla społeczeństwa i środowiska. Cóż z tego, że Irak jest pogrążony w szale destrukcji, skoro produkcja ropy niedługo osiągnie poziom sprzed inwazji USA? (Według danych Administracji Informacji o Energii – agendy rządu USA – produkcja w Iraku osiągnęła już 2 milionów baryłek dziennie, podczas kiedy w 2003 r. tuż przed inwazją wynosiła 2,6 milionów baryłek – z tym, że teraz zyski są odprowadzane do zagranicznych firm). System kapitalistyczny potrzebuje ciągłego zdobywania nowych terytoriów i wchłaniania nowych rynków, które nie były dotąd pod wpływem systemu. Gdy pęd zostanie zatrzymany, system ogarnia recesja. Dialog międzykulturowy być może jest w stanie uprzyjemnić ten proces, ale nie zatrzyma jego destrukcyjnych skutków. Konieczna jest więc zmiana samej logiki wzrostu za wszelką cenę, która nie jest logiką wzrostu dobrobytu dla wszystkich, tak jak była rozumiana przez klasycznych ekonomistów liberalnych, ale logiką maksymalizacji zysków korporacji przez przerzucenie wszystkich kosztów na społeczeństwo.

Barber wspomniał również o konieczności budowania społeczeństwa obywatelskiego i o tym, że demokracja nie ma szans osiągnąć sukcesu jeżeli obywatele nie włączą się aktywnie w życie publiczne. To oczywiście prawda, wręcz tautologiczna, ale niemniej wydaje mi się, że zabrakło tu refleksji nad wpływem instytucjonalnych rozwiązań na mniejsze lub większe zaangażowanie obywateli. Czy nie jest tak, że wychwalana również przez Barbera demokracja przedstawicielska z samej swojej natury wytwarza podział pomiędzy tymi, którzy podejmują decyzje (parlamentarzyści), a tymi, którzy mają tylko wyrazić swoją bierną akceptację lub swoje bierne niezadowolenie? Rozwiązywanie problemów globalnych bynajmniej nie zakłada konieczności rezygnacji obywateli z uczestnictwa w podejmowaniu decyzji i przekazania inicjatywy w ręce „specjalistów”. Efekty globalnych rządów „specjalistów” znamy już bardzo dobrze i nie stanowią one w żadnym stopniu odpowiedzi na potrzeby społeczeństwa. Konieczna jest bardziej poważna refleksja nad innymi sposobami organizowania uczestnictwa obywateli, bez ubezwłasnowolniania ich tak, jak to ma miejsce dziś. Tym bardziej, że znane są formy demokracji bezpośredniej, które mogą zapewnić większe uczestnictwo ludzi w podejmowanych decyzjach:

- budowanie uczestnictwa od najmniejszych jednostek: wspólnoty sąsiedzkiej, dzielnicy, miasta, itp...
- głosowanie przez konsensus, a nie przez większość,
- instytucja natychmiastowo odwoływalnych delegatów z mandatem do załatwienia tylko konkretnej sprawy, bez prawa podejmowania decyzji w czyimś imieniu.

Płaszczyzna oddolna jest najlepiej dostosowana do rozwiązywania problemów międzykulturowych. Waśnie narodowościowe zaczynają się wtedy, gdy do głosu dochodzi agresywna elita dążąca do zwiększenia swojej władzy kosztem społeczeństwa. Pan Barber jest jednak liberałem z krwi i kości, więc nie może dostrzec tej prawidłowości, nawet gdyby go kłuła w oczy. Niemniej jednak jego wykład na pewno wniósł trochę świeżego powietrza.

Odpowiedz



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <ul> <ol> <li> <blockquote> <small>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.