Prawa pracownika

Protesty pracowników "Klera"

Kraj | Prawa pracownika | Protesty

Dziś o godz. 11 w Opolu, Gliwicach i Częstochowie, w których Kler ma swoje salony protestowało kilkudziesięciu związkowców. Przyszli pod sklepy z transparentami, na których widniały hasła "miska ryżu odpowiednim wynagrodzeniem za prace prezesa KLER" czy "prezes w pracy cię prześladuje i sprytnie cię wykorzystuje".

W Gliwicach doszło do przepychanek z ochroną salonu, ale nikt nie ucierpiał. - To i tak na razie protesty ostrzegawcze. Jeśli nic się nie zmieni zorganizujemy znacznie większe akcje - zapowiadali związkowcy. - Słychać było okrzyki i wybuchy petard.

Pracownicy Klera przyznają, że eskalacja konfliktów zaczęła się w lipcu, gdy w fabryce utworzono związki zawodowe. Kilka miesięcy temu w firmie zaczęło się zaciskanie pasa kosztem tylko i wyłącznie pracowników. Zostaliśmy pozbawieni pieniędzy z funduszu świadczeń socjalnych, a także premii regulaminowej. Za to jesteśmy straszeni zwolnieniami i zamknięciem zakładu. Syn prezesa powiedział nam nawet "będziecie zapierdalać za miskę ryżu", dlatego też dziś w każdym salonie meblowym zostawiliśmy symboliczną miskę ryżu dla prezesa.

Ukraina: Strajk pracowników zatrudnionych na budowie stadionu we Lwowie

Świat | Prawa pracownika | Strajk

26 listopada ponad setka pracowników zatrudnionych na budowie stadionu we Lwowie rozpoczęła strajk, domagając się wypłaty zaległych wynagrodzeń. Pracownicy z podwykonawcy Komfortbud, nie otrzymują wynagrodzenia.

W piątek pracownicy chcieli opuścić budowę i zorganizować pikietę na zewnątrz ale ochrona stadionu ich nie wypuściła. Robotnikom grożono zwolnieniem, dlatego nie wszyscy z nich przyłączyli się do strajku.

Generalny wykonawca stadionu jednak twierdzi, że "strajku nie było".

"Nikt nie pikietował. Nigdy w życiu nie pozwoliłbym, aby ktoś pikietował na mojej budowie" - oświadczył Wasyl Ohorodnyk, dyrektor firmy "Altkomkyjiwbud".

Firma Komfortbud obiecała płacić zaległe pensje do 30 listopada.

http://www.pracownik.net.pl/

Niewolnictwo na plantacjach bawełny w Uzbekistanie

Świat | Edukacja/Prawa dziecka | Prawa pracownika

Uzbekistan jest jednym z największych producentów bawełny na świecie, "białe złoto" obok gazu zimnego i tradycyjnego złota stanowi podstawę jego gospodarki. Znacjonalizowana produkcja odbywa się jednak w warunkach przymusowych "prac społecznych", na polecenie prezydenta Karimowa.

Co roku, jesienią, do pracy przy zbiorach zmuszani są pracownicy budżetówki (lekarze, nauczyciele, wykładowcy), uczniowie (wówczas zaczynają się w Uzbekistanie wakacje), studenci i żołnierze. Praca odbywa się w fatalnych warunkach, często dochodzi do wypadków. Normy do wykonania to od 40 do 100kg dziennie, w zależności od płci i wieku. Są one trudno wykonalne, a za niewypełnienie planów grożą kary, także cielesne.

Strajk generalny w Portugalii - relacja

Prawa pracownika | Protesty | Publicystyka

Poniższy tekst spotkał się z reakcją sekcji portugalskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Pracowników (zob. komentarz poniżej).

Dzień przed 35 rocznicą tzw. “zamachu stanu” z 1975 r., który zakończył się “rewolucją” z 25 kwietnia 1974 r., w Portugalii odbył się strajk generalny. Strajk zwołały dwa związki zawodowe głównego nurtu, CGTP i UGT (kontrolowane przez dwie partie polityczne - PCP i PS). Jednak ciekawe było to, że jedyna manifestacja, która odbyła się tego dnia została zwołana przez grupy autonomiczne, radykalnie lewicowe i anarchistyczne.

Jako anarcho-syndykaliści z MSP (IWA-AIT), przygotowania rozpoczęliśmy tydzień naprzód. Wydrukowaliśmy nowy numer naszej gazety, wymalowaliśmy hasła popierające strajk generalny na murach i staraliśmy się dążyć do radykalizacji strajku.

W dniu strajku generalnego, zorganizowaliśmy całodniową pikietę przez centrum Lizbony, rozdając ulotki propagandowe na ulicach i w supermarketach, przemawiając przez megafon pod agencjami pracy tymczasowej, zwołując ludzi na demonstracje. W pikiecie wzięli udział najróżniejsi ludzie, tak anarcho-syndykaliści, jak i anarchiści innych tendencji, w tym insurrekcjonaliści, a nawet zorientowani przeciw wszelkim organizacjom nihiliści, a także ludzie bez określonych poglądów, którzy jednak określali siebie jako anarchiści.

W demonstracji uczestniczyły osoby i grupy o poglądach trockistowskich, anarchistycznych, squattersi, radykalni ekolodzy, antyglobaliści, oraz anarcho-syndykaliści z MSP. Niewykluczone, że pojawili się nawet leninowcy.

Demonstracja liczyła na początku około 200 osób, jednak gdy maszerowaliśmy przez ulicę, ludzie czytali ulotki i bannery, słuchali haseł i przyłączali się do demonstracji. W końcu było nas około 1500 osób. Wiele z uczestników demonstracji nie miało nic wspólnego z anarchizmem, ale byli bardzo niezadowoleni z sytuacji politycznej i odczuwali silną potrzebę protestu. Była to największa w tym stuleciu demonstracja w Portugalii zorganizowana przez anarchistów i radykalną lewicę.

Efekt był moim zdaniem bardzo dobry – pokazał innym siłom politycznym i rządowi (no i nam samym), że nasze idee zyskują zwolenników i że ruch anarchistyczny i radykalno lewicowy rośnie w Portugalii. Myślę, że będzie to punktem wyjścia do kolenych akcji i do zbliżenia się do ludzi.

Policja

Policja nie reagowała podczas akcji poprzedzających demonstrację i przez cały poprzedni tydzień. Wszystkie akcje zakończyły się sukcesem.

Na koniec demonstracji, policja zaczęła mówić ludziom na końcu pochodu (tym, którzy przyłączyli się jako ostatni), że marsz jest pełen przemocy z winy ludzi protestujących przeciwko szczytowi NATO i że lepiej się oddalić. Spowodowało to pewne napięcie w tłumie, jednak udało nam się dotrzeć do miejsca zakończenia demonstracji i nic złego się nie wydarzyło.

Media

Na kilka dni przed strajkiem generalnym, pojawiły się w prasie dwa artykuły na nasz temat. Było to dosyć śmieszne. Nasza grupa (AIT Sekcja Portugalia) rozdawała ulotki przy przystani dla promów. W tym czasie stacje telewizyjne cały czas kręciły reportaż o strajku generalnym. Gdy dziennikarze zobaczyli członków AIT-SP rozdających gazetę naszącą tytuł “Strajk Generalny”, nagrali z tego materiał i zrobili wywiady z ludźmi, którzy czytali gazetę na przystankach autobusowych. Po południu telewizja nadawała program na temat strajku, a w tle leciały zdjęcia naszej gazety, jednak bez żadnego wytłumaczenia. W końcu pojawił się materiał, w którym dziennikarz twierdził, że to anarchiści wezwali do strajku generalnego.

Dzięki temu w dniu demonstracji, obecne były kanały telewizyjne i radiowe i główne gazety. Dziennikarze byli przygotowani na małą akcję, którą mogliby wyśmiać jako śmieszną akcję anarchistów. Jednak, gdy nie dało się w ten sposób przedstawić tego wydarzenia, ze względu na ilość uczestników, w reportażach pominięto całkowicie wzmianki o anarchistach. Wielu ludzi, dla których telewizja jest jedynym źródłem informacji, uwierzyło, że tej demonstracji po prostu nie było.

W mediach pojawiła się informacja o przemocy pomiędzy uczestnikami demonstracji, a siłami policyjnymi (co było oczywiście kompletnym kłamstwem), oraz o atakach na bary McDonalda, itp. To był najlepszy dowód na to, że media są gotowe do tworzenia własnej, wyreżyserowanej rzeczywistości. Sposób, w jaki działały media był jednak inny, niż dotąd. Zobaczymy, jak to sie bedzie rozwijać dalej.

Dodatkowa akcja

Po demonstracji, jej uczestnicy, należący do różnych obozów politycznych (od trockistów do anarcho-syndykalistów) poszli zająć pusty budynek, niedaleko placu, gdzie miała miejsce demonstracja. Podczas pierwszej godziny okupacji, rozdawano darmowe jedzenie i picie. Drugiego dnia, gdy policja odwiedziła squat, próbowano wypędzić ludzi z budynków. W tym czasie w domu przebywało ok. 10 osób. Wszyscy zostali wezwani przez komisarza, by dokonano identyfikacji. Następnie wyrzucono ich na ulicę. Zajęty budynek miał szczególną nazwę, która według mnie dość dobrze pasuje: “Dom strajkującego” (casa do grevista).

Taki jest mój osobisty pogląd na przebieg strajku generalnego w Portugalii, który odbył się 24 listopada 2010 r. i był największym strajkiem w Portugalii od 1988 r.

Ernesto Vieira

(opinie wyrażone w tym artykule są jedynie opiniami autora).

Wrocław: Stadion Euro 2012 - Kolejna śmierć na budowie

Kraj | Prawa pracownika

36-letni operator podnośnika przy budowie stadionu Euro 2012 na Maślicach we Wrocławiu z nieznanych przyczyn zjechał pojazdem w bok, przebił barierki ochronne, po czym spadł z wysokości 20 metrów. To pracownik jednego z podwykonawców. Znajdował się na łuku łączącym trybunę wschodnią i południową. Mężczyzna zmarł na miejscu mimo reanimacji.
Wypadek miał miejsce o godzinie 15:00. Prace na budowie zostały wstrzymane.
Przyczyny wypadku zbada policja, prokuratura i specjalna komisja złożona z pracowników firmy Max Boegl i spółki Euro 2012.
Źródło: gazeta.pl

Lubuska IP ustosunkowała się do oświadczeń Komisji IP z Tarnowskich Gór

Prawa pracownika | Publicystyka | Ruch anarchistyczny | Wybory

UCHWAŁA PREZYDIUM LUBUSKIEJ KOMISJI MIĘDZYZAKŁADOWEJ OGÓLNOPOLSKIEGO ZWIAZKU ZAWODOEGO INICJATYWA PRACOWNICZA Z DNIA 26 LISTOPADA 2010 ROKU

§ 1
Większością głosów w stosunku 3:1 podjęto uchwałę o wydaniu Stanowiska Lubuskiej Komisji Międzyzakładowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza o treści jak w załączniku.

§2
Na podstawie zgłoszonego przez Jacka Rosołowskiego wniosku informujemy, że zagłosował on przeciw przyjęciu stanowiska, jednocześnie potępiając działania towarzyszy ze Śląska jako nieodpowiedzialne i będące wyrazem nieposzanowania dla wkładu członków naszej komisji w działania związku.

§3
Zobowiązuje się Piotra Krzyżaniaka do zawnioskowała w imieniu Komisji o umieszczenie stanowiska w publikatorze internatowym związku.

§4
Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.

Prezydium Lubuskiej Komisji Międzyzakładowej OZZ Inicjatywa Pracownicza

Przewodniczący Prezydium Jacek Rosołowski

Członek Prezydium Piotr Krzyżaniak

Członek Prezydium Roman Weiss

Członek Prezydium Eugeniusz Maniecki

Zał. jedyny
STANOWISKO LUBUSKIEJ KOMISJI MIĘDZYZAKŁADOWEJ OGÓLNOPOLSKIEGO ZWIĄZKU ZAWODOWEGO INICJATYWA PRACOWNICZA Z DNIA 26 LISTOPADA 2010 ROKU

Odnosząc się do dwóch stanowisk Komisji Środowiskowej OZZ Inicjatywa Pracownicza z Tarnowskich Gór, pierwszego z dnia 21 listopada 2010 roku i drugiego z dnia 23 listopada 2010 roku, sygnowanych jako Inicjatywa Pracownicza – Śląsk, pragniemy wyjaśnić, co następuje.
1. Nieporozumieniem jest twierdzenie, iż Lubuska Komisja Międzyzakładowa OZZ Inicjatywa Pracownicza poparła którykolwiek z komitetów wyborczych, uczestniczących w wyborach do rad gmin, sejmików województw, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast wyznaczonych na dzień 21 listopada 2010 roku .
2. Lubuska Komisja Międzyzakładowa OZZ Inicjatywa Pracownicza, pomimo szerokiej autonomii, którą komisją gwarantuje Statut związku, nie posiada odrębnej osobowości prawnej i zgodnie z art. 99 ust. 3 Ustawy z dnia 16 lipca 1998 r. ordynacja wyborcza do rad gmin, powiatów i sejmików województw (Dz. U. Nr 95, poz. 602 z późn. zmian.) nie jest statutowym organem związku mającym zdolność do udzielenia poparcia kandydatom startującym w wyborach, ani też do powołania samodzielnego komitetu wyborczego organizacji zgodnie z art. 64e ust. 1 w/w ustawy.
3. Organem mogącym udzielić takiego poparcia, lub posiadającym uprawnienie do powołania komitetu wyborczego organizacji (patrz pkt 2) jest Komisja Krajowa OZZ Inicjatywy Pracowniczej, będąc organem reprezentującym organizację na zewnątrz i ponoszącym odpowiedzialność prawną za działania związku. Jak nam wiadomo nie udzieliła ona takiego poparcia żadnemu kandydatowi startującemu w wyborach do organów samorządu terytorialnego na terenie woj. lubuskiego.
4. Lubuska Komisja Międzyzakładowa OZZ Inicjatywa Pracownicza nie bierze odpowiedzialności za osobiste zaangażowanie członków komisji w start w wyborach do samorządu lokalnego.

Odnosząc się do języka jakim zostało napisane pierwsze z w/w stanowisk Komisji Środowiskowej z Tarnowskich Gór, stosujemy zasady: „prawem każdego jest dokonywać samodzielnie doboru słów by głosić swoje własne zdanie”, oraz „nie ma pluralizmu bez strofowania i wzajemnych niewybrednych ataków”. To naszym zdaniem są dwie uniwersalne zasady wolności światopoglądowej. Niemniej jednak zobowiązani jesteśmy zaznaczyć iż słowa towarzyszy ze Śląska dotknęły niektórych członków naszej komisji, którzy nie pozostałą bez zasług dla związku i byli wielokrotnie represjonowani za działalność związkową. Kilku z nich do wielu miesięcy nie może znaleźć zatrudnienia.

Pomimo to pragniemy zaznaczyć, iż doceniamy wkład Komisji Środowiskowej OZZ Inicjatywa Pracownicza z Tarnowskich Gór w działania związku i dziękujemy jej za poparcie jakiej dotąd wielokrotnie udzielała w różnej postaci Lubuskiej Komisji Międzyzakładowej, tym bardziej ubolewamy nad złożonym przez tą komisję wnioskiem o wykreślenie z rejestru związku. Mamy nadzieję, że nie jest to decyzja ostateczna, i że nie będzie się ona wiązać z indywidualnymi decyzjami poszczególnych towarzyszy o opuszczeniu związku. Cieszymy się z faktu, iż w ramach Inicjatywy Pracowniczej ścierają się ze sobą różne poglądy i pragniemy by przekładały się one na różnorodny charakter działań związku i podejmowanych taktyk. Utracenie śląskich towarzyszy będziemy odczytywać jako zubożenie tej różnorodności. Apelujemy o nie poddawanie się emocją i o dalszą współprace wszystkich środowisk Inicjatywny Pracowniczej przy wspólnej wymianie światopoglądowej.

W imieniu Komisji

Członek Prezydium Lubuskiej Komisji Międzyzakładowej OZZ IP Piotr Krzyzaniak

Członek Prezydium Lubuskiej Komisji Międzyzakładowej OZZ IP Roman Weiss

Członek Prezydium Lubuskiej Komisji Międzyzakładowej OZZ IP Eugeniusz Maniecki

O mitach spółdzielczości i o hostelu "Emma"

Kraj | Dyskryminacja | Edukacja/Prawa dziecka | Miejsca | Prawa pracownika | Publicystyka | Ruch anarchistyczny

Kilka dni temu w Warszawie został otwarty hostel "Emma", który działa na zasadzie spółdzielni prowadzonej przez pracowników. Pod newsem o otwarciu napisałem komentarz o tym że jedyne co można życzyć to wysokich pensji pracownikom, bo reszta osób oprócz przyjezdnych burżujów nic z tego nie będzie miała.

Później pojawiły się komentarze o tym, że 180 złotych za noc to nie tak drogo, bla bla bla i tak dalej. Być może rzeczywiście nie jest aż tak drogo jak w normalnym warszawskim hotelu. W sumie mnie też stać na kilka dni w takim miejscu za oszczędności z kilku miesięcy, tyle że osobiście nie lubię wydawać pieniędzy w błoto i za tą kwotę wolę spędzić tydzień albo więcej czasu za granicą u znajomych w dużo lepszych warunkach.

Mniejsza z tym. Podstawowym problemem jest orgazmiczny zachwyt jaki niektóre osoby dostają na słowo "spółdzielnia". Pojawiają się argumenty że "nie ma tam szefów". Tak się składa że ja też "nie mam szefów" dając prywatne korepetycje, ale musiał bym być naprawdę głupi aby stwiedzić że to powoduje, że jestem jakoś "poza" systemem kapitalistycznym.

Kapitalizm to trochę bardziej skomplikowany system niż tylko to, że szef zabiera ci większość pensji. W kapitaliźmie jesteśmy okradni po pierwsze w postaci tego co zabiera nam szef podczas pracy, po drugie kupując produkty po cenach kilkakrotnie wyższych niż kosztuje ich wyprodukowanie a po trzecie- i to jest najbardziej szkodliwy czynnik- przez wykonywanie prac, które tak naprawdę nie przynoszą żadnej korzyści ani materialnej ani że tak powiem "duchowej", jak było by w przypadku sztuki. Jest to koszt alternatywny całego systemu kapitalistycznego, którego nie da się policzyć.

W tym koszcie alternatywnym wchodzi praca wszystkich osób, które pracują w marketingu, bankowości, siłach przymusu utrzymujących sztuczny porządek kapitalistyczny. Również można podliczyć niewykonywaną pracę, którą nie mogą wykonywać osoby bezrobotne mimo że by chciały. Wchodzę ja jak i ludzie z hostelu Emma, którzy moglibyśmy pracować w czymś bardziej pożytecznym dla ogółu.

Tak jak ja udzielam korepetycji tylko dzięki temu, że w Polsce jest gówniany system edukacji, który zamiast pozwalać dzieciakom cieszyć się życiem, to zadaje im prace do domu, przez to produkuje masę zdyscyplinowanych debili, którzy później będą posłusznie lizać dupsko szefowi i pracować w nadgodzinach. Tak hostel "Emma" czy, wogóle samo pojęcie "hostelu" istnieje dlatego że nie ma żadnego systemu jakichś schronisk młodzieżowych a większości osób nawet się nie śni ze względów finansowych, aby przenocować w hotelu, więc muszą się gnieździć w takim zatłoczonym gównie.

Nie ma się co czepiać osób, które tam pracują. Każdy musi jakoś zarobić na życie. Jeden pracując w banku, drugi dając korepetycje dzieciakom z bogatych domów, inni organizując hostel dla burżujów. Ale też nie ma co robić z tego jakiejś nie-wiadomo-jakiej rewolucyjnej inicjatywy, bo nic szczególnego w niej nie ma.

Inna rzecz, która wyjątkowo nie przypada mi do gustu to wykorzystywanie zarówno przez prywatne biznesy typu Falanster jak i spółdzielnie takie jak Cykloza czy teraz "Emma", tzw. "alternatywnego" wizerunku i wyłudzanie darmowej reklamy na portalach takich jak CIA. Jak ktoś ma biznes to niech płaci w jakimś odpowiednim miejscu za reklamę i tyle. Nie widzę powodu aby faworyzować knajpy prowadzone przez ludzi z "środowiska", względem innych spółdzielni (a spółdzielnie nie są znowu czymś aż tak bardzo rzadkim)- tylko dlatego że organizują jakieś paskudne wegańskie obiadki i puszczają trochę mniej komercyjny film.

Tym bardziej nie ma co promować "alternatywnych" knajp, które jak by nie patrzeć doskonale wpisują się w strategię gentryfikacji. Wiadomo jest że dla japiszonów lepiej aby była "alternatywna" knajpa, która być może kiedyś zostanie opisana w dziale kulturalnym "Gazety Stołecznej" niż jakiś zapaskudzony spożywczak czy, o zgrozo zlitujcie się nad nami- sklep mięsny.

Nie od dzisiaj wiadomo że tworzenie inicjatyw "na obrzeżach" systemu kapitalistyznego nic nie daje i większość takich inicjatyw albo bankrutuje albo zostaje wciągnięta do środka i staje się kolejnym miejscem wyzysku czy wykluczenia np. ze względu na wysokie ceny.

Walkę z kapitalizmem prowadzimy całościowo bo w całości dotyczy on naszego życia.

Zamiast cieszyć się otwarciem nowej knajpy, zadowolony będę wtedy, gdy nie będę słyszeć debilnych argumentów od nazywających samych siebie syndykalistami, że domaganie się 20 zł na godzinę od szefa w miejscu pracy jest czymś obciachowym bo wygląda jak haracz, zadowolony będę kiedy dzieciaki zaczną się buntować przeciwko zadawaniu pracy domowej i ich rodzice będą robić awantury w szkole zamiast wyrzucać kasę na korepetycje i wtedy gdy ludzie będą uciekać bez płacenia z "Emmy" oraz miejsc takich jak Cykloza.

Javier Hernández

http://gniew-ludu.blogspot.com

Region śląski wystąpił z OZZ Inicjatywa Pracownicza

Kraj | Prawa pracownika | Ruch anarchistyczny

Jak informuje strona Federacji Anarchistycznej Śląsk, 23.11 Komisja Środowiskowa OZZ Inicjatywa Pracownicza w Tarnowskich Górach (IP Śląsk) wystosowała oświadczenie do władz krajowych związku, w którym domaga się skreślenia swojej komisji. Powodem decyzji jest min:

- Wykorzystanie nazwy związku OZZ Inicjatywa Pracownicza do celów kampanii wyborczej, przez lubskich działaczy związku

- Brak konsultacji z pozostałymi komisjami w sprawie wykorzystania nazwy związku do wyżej wymienionych celów.

Przypomnijmy Komisja Środowiskowa OZZIP Tarnowskie Góry to formalna struktura do której zapisywane były osoby z całego regionu, nie jedynie z Tarnowskich Gór. Formalna nazwa może być więc myląca.

Od czasu kampanii wyborczej w której niektórzy działacze OZZIP wykorzystali szyld związku dochodziło do napięć pomiędzy Komisją Lubuską, Komisją Krajową OZZIP a IP Śląsk. Ukazały się oświadczenia zarówno IP Śląsk, jak i w odpowiedzi oświadczenie Komisji Krajowej związku.

Czym jest Seattle Solidarity Network?

Prawa pracownika | Publicystyka

Poniższy tekst jest tłumaczeniem "często zadawanych pytań" na stronie grupy Seattle Solidarity Network.

Jesteśmy siecią wolontariuszy, jesteśmy otwarci na pracowników i bezrobotnych, aktywnych zawodowo i będących na emeryturze. Na tym filmie mówimy o sobie więcej.


Czym się zajmujecie?

Oto niektóre przykłady naszych działań:

Bertowi skradziono kaucję za wynajem mieszkania. Penego ranka, wraz z grupą zwolenników Solidarity Network odwiedzili właścicielkę nieruchomości. Po kilku dniach, zwróciła pieniądze.

Pracodawca był winiej Jorge 892 dolary i kategorycznie odmawiał zapłaty. Jorge wraz z grupą pracowników odwiedzili dom pracodawcy, roznosili ulotki w kościele w parafii szefa dwa razy w niedzielę. Szef zgodził się wypłacić zaległe wynagrodzenie co do centa.

Stephanie, Yvette i inne długoletnie mieszkanki motelu żądały pomocy przy przeprowadzce, gdy otrzymały nakaz opuszczenia lokalu z bardzo krótkim wyprzedzeniem. Dzięki akcji Solidarity Network, najemcy z moteli i ich zwolennicy stawili czoła groźbom eksmisji, odwiedzili dzielnicę właścicieli i uruchomili kampanię bojkotu w sieci i na ulicy. W ciągu miesiąca właściciele spełnili wszystkie żądania i zapłacili równowartość 3-miesięcznego czynszu każdemu lokatorowi, który wziął udział w proteście.

Czemu to robicie?

Każdy z nas w jakimś momencie padł ofiarą niesprawiedliwego traktowania przez pracodawców, właścicieli nieruchomości i innych bogatych ludzi, którzy mają władzę nad naszym życiem. Z doświadczenia nauczyliśmy się, że jedyny sposób, byśmy byli traktowani sprawiedliwie i z godnością, to zawsze być gotowymi do walki o swoje prawa. Ciężko to robić samemu. Dlatego zebraliśmy się razem, dlatego szukamy innych ludzi z podobnymi problemami, którzy czują się tak samo.

Jaka jest wasza wizja?

Naszą pracę widzimy jako próbę budowy silnego i demokratycznego ruchu klasy pracującej. Któregoś dnia będziemy dość silni, by w pełni odzyskać kontrolę nad naszym życiem.

Skąd macie pieniądze na działalność?

Znikąd. Nie mamy żadnych sponsorów. Jesteśmy luźno powiązani z oddziałem Industrial Workers of the World (IWW), radykalnego związku z Seattle. Czasami otrzymujemy od nich pomoc finansową na akcje plakatowe i na benzynę. Jednak nie ma potrzeby być członkiem IWW, by działać w Solidarity Network.

Jakie są poglądy polityczne Solidarity Network?

Nie mamy politycznej doktryny. Naszym głównym celem jest razem bronić naszych praw przeciw szefom i właścicielom nieruchomości. To nas łączy. Oczywiście, każdy może swobodnie dyskutować, spierać się, zgadzać się i nie zgadzać na każdy temat.

Jak można działać z Solidarity Network?

Możesz...

...przychodzić na akcje, takie jak pikiety pod siedzibą szefa, odwiedzenie właściciela nieruchomości w domu, itd... Robimy wszystko, co jest konieczne.
...pomagać przy zbieraniu informacji i rozdawaniu ulotek, przychodzić na cotygodniowe spotkania.
...organizować się, spotykać, edukować i mobilizować innych pracowników i lokatorów.

Zacznij od nawiązania z nami kontaktu!

Czy jesteście prawnikami lub pracownikami socjalnymi?

Nie.

Jak odnosicie się do rasizmu/seksizmu/przesądów anty-imigranckich/homofobii/uprzedzeń?

Wszyscy mamy prawo być traktowani z szacunkiem jako równi sobie. Gdy szef, właściciel nieruchomości, czy instytucja dyskryminują pracowników i lokatorów, stawiamy opór. Rasizm, seksizm i homofobia nie mają racji bytu w Solidarity Network. Uprzedzenia tylko nas dzielą i sprawiają, że jesteśmy słabsi. Gdy ktoś, kto z nami działa, zaczyna wyrażać swoje uprzedzenia, nie każemy mu odejść, ale staramy się zmienić jego sposób myślenia.

Jaki jest model organizacyjny Solidarity Network?

Przyjęliśmy model organizacyjny IWW (tzw. „AEIOU”), bo myślimy że jest to dobry model. Przyjdź na szkolenie dla organizatorów by dowiedzieć się więcej. Ale w skrócie, chodzi o:

- Agitację = Zadawanie pytań, by dowiedzieć się, jakie ludzie mają problemy i nakłonienie ich do opowiedzenia emocjonalnej historii o ich problemie i o tym, jak to wpływa na ich życie.
- Edukację = Pomoc w zrozumieniu, za pomocą przykładów z innych konfliktów, jak rozwiązać problem za pomocą działań zbiorowych.
- Uodparnianie = Przygotowanie na to co druga strona (lub inni ludzie) powiedzą lub zrobią.
- Organizowanie = Włączenie ludzi w konkretne zadania, które przyczyniają się do wygranej. Oferowanie pomocy i upewnianie się, że praca została wykonana.
- Jednoczenie się = Zapraszanie ludzi na akcje, w ich sprawie i nie tylko. Pełne zintegrowanie ludzi z działaniami Solidarity Network.

Skąd wiemy, że lokator lub pracownik mówi nam prawdę?

- W naszym doświadczeniu, szefowie, właściciele nieruchomości i ludzie u władzy kłamią o wiele częściej niż zwykli pracownicy i lokatorzy. Nie dlatego, że są mniej ludzcy, ale dlatego że mają władzę i łatwiej im ujść na sucho z kłamstwami.

- Wersje szefów i właścicieli często się zmieniają. Jednym z przykładów jest to, jak kiedyś, podczas konfliktu z TIG dostarczyliśmy list z żądaniami. Właściciel skontaktował się z nami i oświadczył, że nie był winien niezapłaconej pensji Youngowi. Potem, powiedział, że nie był winien całej sumy 500 dolarów. W końcu, przyznał się, że był winien całą kwotę.

- Gdy spotykamy się po raz pierwszy z lokatorami i pracownikami, by porozmawiać o ich konflikcie z pracodawcą lub właścicielem, krytycznie analizujemy ich historię. W czasie tego spotkania, członkowie SeaSol nie spieszą się i zadają tyle pytań ile potrzebują, żeby wyczuć ludzi, którzy zwrócili się o pomoc. Czasem, lokatorzy i pracownicy mają jakąś dokumentację o swojej sytuacji. Po spotkaniu, członkowie SeaSol spotykają się, żeby przedyskutować o możliwości podjęcia akcji i o wrażeniach, które odnieśli z rozmowy z zainteresowaną osobą.

- Spokojnie podejmujemy decyzję wzięcia udziału w konflikcie i nie tłumimy pytań. SeaSol zarządza głosowania przed przyjęciem nowej sprawy. Głosowania następuje zwykle po dalszej dyskusji po cotygodniowym spotkaniu, gdy wszyscy obecni mogą poprosić o więcej informacji i wyrazić opinie lub wątpliwości.

- Dajemy pracodawcy, czy właścicielowi nieruchomości, czas by odpowiedział. Na początku każdego konfliktu dostarczamy list z żądaniami, w którym sprecyzowany jest dokładnie problem i termin do rozwiązania sporu, zanim zostanie rozpoczęta akcja. W tym czasie, zanim nastąpi kampania nacisku, szef lub właściciel może zaprzeczyć faktom podanym przez pracownika lub lokatora. Jeśli jego argumenty będą wiarygodne, grupa bada te okoliczności. Jednak taka sytuacja zdarza się rzadko.

- Nie mamy zbyt wiele do zaoferowania oszustom. Nie można nigdy mieć pewności, czy ktoś na pewno mówi prawdę, a z pewnością niektórzy pracownicy i lokatorzy też kłamią. Jednak pomimo naszych starań, prawdziwy oszust mógłby nas oszukać. Ale po co miałby to robić? Fachowy oszust o wiele skuteczniej by zdobył pieniądze, niż angażując się w małe akcje bezpośrednie z grupą biednych ludzi. Możemy być pewni, że prawdziwi oszuści będą starali się sprowokować wypadek przy pracy w Walmarcie i pozostawią SeaSol w spokoju. Dzięki temu, organizacja będzie mogła się zająć prawdziwymi przykładami niesprawiedliwości.

http://www.seattlesolidarity.net/index.php?option=com_content&task=view&...

Portugalia: Strajk generalny

Świat | Prawa pracownika | Strajk

Dziś w Portugalii trwa strajk generalny przeciwko programowi oszczędnościowemu rządu. Program zakłada m.in. redukcję płac w sektorze publicznym o 5%, wstrzymanie na rok zatrudniania nowych pracowników w tym sektorze i podwyżkę podatku VAT z 21 do 23 procent. Ostatni strajk generalny w Portugalii odbyl sie w 2007 roku.

Podczasu strajku, policja atakowala pikiete pracownikow poczty ale nie ma informacji na razie o innych incydentach.

Dąbrowa Górnicza: Salowe zwyciężyły w sądzie pracy

Kraj | Prawa pracownika

Pracodawca powinien był podpisać z pracownicami umowy na czas nieokreślony- orzekł w środę sąd pracy na niekorzyść spółdzielni Naprzód która zatrudniała salowe. Pierwsze problemy rozpoczęły się kilka lat temu kiedy dyrekcja szpitala zrezygnowała z prowadzenia tych etatów i postanowiła zlecić sprzątanie firmie zewnętrznej.

Od tamtej pory zatrudniona były przez firmę Aspen, jednocześnie tracą wszystkie przysługujące im dodatki do pensji. Forma zatrudnienia pozostała niezmieniona, nadal zatrudniane były na umowę o prace na czas nieokreślony. Sytuacja rozwinęła się kilka miesięcy temu gdy kolejny przetarg wygrała spółdzielnia Naprzód. Pomimo zobowiązania do zapewnienia takich samych warunków pracy, przedstawionym później propozycją była umowa tylko na 3 lata. Oburzone takim obrotem sytuacji pracownice rozpoczęły okupacje magistratu. Szybko okazało się również, że już nie moją po co wracać do pracy, gdyż spółdzielnia Naprzód zatrudniła na ich miejsce kogoś innego. Pozostawione bez zatrudnienia i środków do życia działaczki przez ostatnie 2 miesiące utrzymywały się z funduszu strajkowego "Solidarności". Wczoraj w sądzie pracy zatriumfowała sprawiedliwość. Spółdzielnia jeszcze nie określiła czy zdecyduje się odwołać od wyroku, czy już teraz przywróci salowe do pracy.

"Uzyskałyśmy to, o co walczyłyśmy. Od początku twierdziłyśmy, że powinnyśmy mieć umowy na czas nieokreślony".

http://fas.bzzz.net/Dabrowa_Gornicza_Salowe_zwyciezyly_w_sadzie_pracy

Kraków: W OBI jest robota dla robota

Kraj | Prawa pracownika

O warunkach pracy w krakowskim supermarkecie OBI i o zwalnianiu z pracy działaczy związkowych pisaliśmy już tutaj.

Okazało się jednak, ze kierownictwo znalazło sposób na krnąbrnych związkowców: postanowiło wdrożyć w sklepie Sprzedawców Elektronicznych produkowanych przez firmę Inex System. Główną zaletą androidów jest to, że nie mają przynależności związkowej. Wprowadzenie androidów jest też świetną okazją, by postraszyć pracowników zwolnieniami grupowymi i redukcją etatów.

Pracownicy są oburzeni, że firma przeznacza niebagatelne środki zarówno na wprowadzanie takich technologii, jak i na druk "gazetki propagandowej" opisującej sukcesy firmy, podczas gdy pracownikom zamrożono pensje, nie wypłaca się im premii, straszy zwolnieniami i ogranicza się ich prawo do zrzeszania się w związkach zawodowych.

Poniżej fragment gazetki „Dzień Bobry” publikowanej przez supermarket, w której został umieszczony artykuł zachwalający androidów.

Hiszpania: Uzwiązkowienie pracowników Telepizzy

Świat | Prawa pracownika

Od jakiegoś czasu trwa kampania związkowa CNT przeciw złym warunkom pracy w takich miejscach, jak supermarkety, sieci fast-food i inne miejsca, gdzie wcześniej nie było związków zawodowych. W Kordobie zorganizowano pierwszy związek zawodowy w firmie Telepizza. Firma specjalizuje się w wyzysku młodych pracowników. Ich praca jest bardzo niepewna. Związkowcy z CNT chcą uregulować czas pracy w Telepizzy oraz poprawić inne warunki, takie jak warunki BHP. Pracownicy Telepizzy twierdzą m.in. że stan techniczny skuterów jest bardzo zły i naraża ich na niebezpieczeństwo.

W piątek odbyła się pikieta przed barem Telepizza, gdzie związkowcy z Kordoby pokazali, że wspierają swoich kolegów w tym zakładzie i nie będą tolerować żadnej represji wobec nich. Rozpoczęła się także kampania informacyjna skierowana do pracowników Telepizzy i zachęcająca ludzi do wstąpienia do związku.

Indie: Kierownik fabryki Allied Nippon zabity za atak na pracowników

Świat | Prawa pracownika | Protesty

Dziewięciu pracowników zostało aresztowanych za pobicie na śmierć kierownika w fabryce części samochodowych Allied Nippon w New Delhi. Stało się to w 13 listopada podczas strajku, ogłoszonego przez związek zawodowy działający w zakładzie, w którym uczestniczyło 400 pracowników fabryki.

Zarząd spółki chciał za wszelką cenę zapobiec strajkowi. O godz. 14:00 szef działu kadr oraz młodszy kierownik Yogendra Chaundary udali się do jednego z działów produkcyjnych. Nastąpiła sprzeczka z pracownikami. Yogendra otworzył ogień z pistoletu. Strzelił 4 lub 5 razy, raniąc jednego z pracowników. Wściekli pracownicy zaczęli się bronić i pobili kierownika – jak się okazało ze skutkiem śmiertelnym. Po obu stronach było wielu rannych.

Od trzech miesięcy pomiędzy kierownictwem, a związkiem zawodowym toczyła się walka o premie, umowy o pracę i podwyżki płac. Związek domagał się też stałych umów dla pracowników, którzy przepracowali w firmie 6 do 8 lat. Zarząd nie zgadzał się na te postulaty i używał już wcześniej broni, by zastraszyć pracowników.

http://sanhati.com/articles/2965/

Hiszpania: Związkowcy z CNT dostali wynagrodzenia od nieuczciwego pracodawcy

Świat | Prawa pracownika | Protesty

W końcu 2008 roku, właściciel firmy "Siempre Creativos" Luis Alberto Redondo nie zapłacił pracownikom pensji za kilka miesięcy. Niestety nie wszyscy pracownicy postanowili walczyć o swoje należne pensje. Jednak związkowcy z CNT od cały czas starali się zdobyć pieniądze od pracodawcy.

Zorganizowali m.in. pikiety w miejscach, gdzie Redondo miał kontrakty. Ponieważ firma zajmowała się produkcją audio-wideo, CNT organizowało pikiety przed teatrami i innymi imprezami. W końcu pracodawca się ugiął i musiał zapłacić wszystkie należności pracownikom związku.

Po raz kolejny CNT pokazało, że warto walczyć i nie poddawać się!

Kanał XML