Prawa pracownika

Niemcy: Decyzja sądu wobec FAU

Prawa pracownika | Ruch anarchistyczny

16 lutego Sąd Okręgowy dla miasta Berlina podtrzymał decyzję zakazującą prowadzenia bojkotu przeciw kinie Babylon Mitte. W październiku sąd wydał zakaz ale aktywiści FAU złożyli apelację.

Sędzia nawet uzasadniał decyzję tym, że prawo niemieckie nie pozwala na istnienie "małych, elastycznych związków".

Coraz więcej osób uważa, że sprawa FAU jest walką o wolność związkową i obrońcy praw człowieka zaczęli interesować się sprawą.

List otwarty Związku Syndykalistów Polski w sprawie bojkotu Greenway

Prawa pracownika | Publicystyka

Poniżej listu znajduje się pismo jakie Greenway wysłał do nas jeszcze przed jego opublikowaniem.

Według informacji pochodzących z różnych źródeł możemy ponad wszelką wątpliwość stwierdzić, że w lokalu Greenway przy ulicy Kuźniczej 11/13 we Wrocławiu wielokrotnie dochodziło do łamania praw pracowniczych. Wszystko wskazuje na to, że osoby prowadzące restaurację za nic mają pracowników i pracownice i dążą do jak największych zysków ich kosztem.

Od stycznia tego roku przynajmniej 6 osób pracowało w tym lokalu za darmo. Zważywszy na skalę i krótki okres zjawiska oraz fakt, że lokal cały czas poszukuje pracowników lub pracownic przypuszczamy, że darmowa praca jest stałym źródłem zysku dla osób organizujących ten proceder. To skandaliczne, że te osoby nie fatygują się nawet by ustalić przyszłe warunki pracy z zatrudnionymi. Osoby rozpoczynające okres darmowej pracy nie wiedzą, jaka umowa zostanie z nimi zawarta, ani jakie otrzymają wypłaty. Organizatorzy procederu twierdzą ponadto, że ustalanie stawki za godzinę pracy w ogóle jest niekonieczne i zastrzegają, że wynagrodzenie za pracę ustalane będzie uznaniowo. Wynagrodzenie w żadnym razie nie przysługiwać jednak będzie za pracę dłużej niż do 19:30 czyli pół godziny od zamknięcia.

Okres bezpłatnego zatrudnienia jest nieustalonej długości, a osobom go przechodzącym sugeruje się, że im więcej godzin przepracują podczas niego tym szybciej zaczną zarabiać. Początkowo pracę za darmo nazywano „okresem próbnym”, następnie „szkoleniem”, a potem podpisywano na ten czas fałszywą umowę zlecenie na „pracę na magazynie”, sporządzoną w jednym egzemplarzu, z zastrzeżeniem, że widniejąca na niej kwota nie zostanie wypłacona.

Jednej z pracownic powiedziano tam, że nie można podpisać z nią umowy o pracę, gdyż nie wypracuje całego etatu, co było ewidentnym kłamstwem w świetle obowiązujących przepisów. Pracownica po darmowym okresie pracuje na umowę zlecenie, co jest nielegalne, gdyż wykonuje obowiązki pod nadzorem, w miejscu i czasie określonym przez osoby prowadzące lokal, mamy tu więc do czynienia z praktyką mającą na celu jedynie pozbawienie owej pracownicy świadczeń wynikających z Kodeksu Pracy. Co więcej, wiemy o sytuacji przedłużającego się oczekiwania na podpisanie umowy, mimo iż zgodnie z prawem powinna być ona podpisana w dniu rozpoczęcia pracy, a w wypadku braku takiej możliwości konieczne jest pisemne oświadczenie o woli jej zawarcia.

Na domiar złego, w czasie pracy, która niekiedy trwa 11 godzin, nie ma żadnej formalnej przerwy (co również niezgodne jest z Kodeksem Pracy), a pracownicy i pracownice często są poganiani żeby nie spędzać za dużo czasu odpoczywając, jedząc czy pijąc.

Chcemy z całą mocą podkreślić, że zgodnie z prawem, które i tak w niewystarczający sposób chroni interesy pracownicze przed samowolą właścicieli, umowa lub oświadczenie o woli jej zawarcia, musi być podpisana już pierwszego dnia pracy. To samo prawo jasno określa, że w wypadku pracy za barem, jak w Greenway, czy przy zmywaniu musi to być umowa o pracę, a więc gwarantująca nie tylko wynagrodzenie za każdą godzinę pracy (z dodatkowymi stawkami za nadgodziny), ale również prawo do urlopu i płatnych okresów zwolnienia lekarskiego. Uporczywe łamanie tego prawa jest zagrożone karą więzienia.

Ponieważ nie jest to pierwsza sytuacja, gdy dowiadujemy się o łamaniu praw pracowniczych w lokalach Greenaway domyślamy się, że zarząd firmy nie jest w stanie zadbać o panujące w nich warunki pracy lub nie jest tą kwestią zainteresowany. Jako organizacja pracownicza, nie możemy zaakceptować tego faktu. Nie jesteśmy zainteresowani stanowiskiem marketingowym, interesują nas konkretne rozwiązania. Zwracamy się zatem do zarzadu z prośbą o skuteczne i trwałe rozwiązanie sprawy wyzysku w restauracjach Greenaway. Można to zrobić na przyklad poprzez podpisanie aneksów do umów z wszystkimi ajentami i ajentkami (franczyzobiorcami), które stanowiłyby o wygaśnięciu umowy ajencyjnej w wypadku łamania praw pracowniczych. To dopiero upewniłoby nas, że firmie Greenway zależy na tym, by jej klienci jedli etycznie. Jeśli takie rozwiązanie nie nastąpi, rozpoczniemy bojkot barów Greenaway.

Związek Syndykalistów Polski
http://zsp.net.pl

Dotychczasowe stanowisko zarządu Greenway

Szanowni Państwo,
Z wielką przykrością przeczytaliśmy informacje otrzymane od Państwa dotyczące łamania praw pracowniczych w barze działającym pod naszym szyldem we Wrocławiu. Staramy się tę sprawę szczegółowo wyjaśnić. Wszystkie nasze bary są we franczyzie, co zdecydowanie utrudnia nam wpływ na dobór pracowników jak również pozyskiwania bieżących informacji o personalnym zarządzaniu barem. Każdy Franczyzobiorca, po zaakceptowaniu naszych warunków umowy pozostawia sobie prawo do doboru pracowników takich, z jakimi najlepiej mu się współpracuje i to Franczyzobiorca jest dla nich pracodawcą.
Na szkoleniach, które odbywają się w naszym ośrodku w Gdyni, szczegółowo informujemy
Franczyzobiorców o zasadach i procedurach koniecznych i obowiązujących przy doborze pracowników. Jeśli bar w danym mieście jest otwierany po raz pierwszy wszyscy pracownicy, każdego szczebla, przechodzą szkolenie w naszym ośrodku i nigdy nie mieliśmy przy okazji tych szkoleń jakichkolwiek problemów. Szkolenie zazwyczaj trwa kilka dni, a jego koszty (szkoleń, noclegów, dojazdów i ewentualnych strat przy samej produkcji) nie pokrywa potencjalny kandydat, lecz Franczyzobiorca i jest to jego swoista inwestycja w pracownika.
W przytaczanym konkretnym przypadku we Wrocławiu sytuacja była inna niż zazwyczaj, ponieważ nie następowało tutaj pierwsze otwarcie (bar już istniał wcześniej), a jedynie zmiana operatora. Zmiana następowała wraz z Nowym Rokiem i zapewne tutaj z racji i szczególnego czasu jak i zapewne pośpiechu (termin szkolenia w Gdyni jest ustalany z wyprzedzeniem), mogły nie zostać dopełnione przez operatora wymagane przez nas zalecenia – cały czas to sprawdzamy i wyjaśniamy z Franczyzobiorcą.
Bez względu na to czy opisany przypadek jest jedynie nieporozumieniem pomiędzy pracownikiem a pracodawcą czy też faktycznym niedopełnieniem wymagalnych formalności to niezmiernie nam przykro, że takie zdarzenie w ogóle (potencjalnie) mogło mieć miejsce. Tym bardziej przykro, że od ponad roku intensywnie realizujemy program mający na celu wzmocnienie pozytywnego wizerunku naszej firmy – kładziemy zdecydowany nacisk na jakość naszych potraw, serwisu jak i całościowego postrzegania firmy. Właśnie z tych powodów rozwiązaliśmy kilka umów franczyzowych, które nie gwarantowały spełnienia tych jakże istotnych dla nas, a w efekcie dla naszych klientów, warunków.
Sami jesteśmy wegetarianami z długim stażem i od dawna mieliśmy świadomość jak istotna jest dostępność dań wegetariańskich. Kilkanaście lat temu nie było praktycznie żadnych miejsc, które oferowałyby kuchnię wegetariańską czy wegańską. Pomysł franczyzy pojawił się w zasadzie w wyniku głosów naszych zadowolonych klientów, często wakacyjnych turystów z innych miast w Polsce, którzy zapragnęli stworzyć taki bar jak nasz w swoim mieście. Nigdy nie mieliśmy na celu jakiegokolwiek wyzysku – jesteśmy bardzo dalecy od tego! Praktycznie się nie reklamujemy, ponieważ liczymy na to, że nasi goście będą w pełni zadowoleni z naszego serwisu i dzięki temu sami będą do nas powracać, jak i polecać nas innym, swoim bliskim, znajomym i przyjaciołom. To właśnie m.in. dzięki oszczędnościom na kosztownej reklamie nasze marże są niskie, co w efekcie przekłada się na ceny oferowanych przez nas posiłków, które w założeniu mają być wysokiej jakości, a zarazem dostępne dla wszystkich, także dla osób o niezbyt zamożnym portfelu. Zdecydowanie zainwestowaliśmy w szkolenia personelu. Nalegamy na Franczyzobiorców aby dobierali pracowników o pozytywnej energii i znakomicie odnajdujących się w pracy zespołowej. To mocno przekłada się na atmosferę w pracy oraz na życzliwą akceptację klientów.
Przytoczony przez Państwa wrocławski precedens zmobilizował nas do zdecydowanego i szybkiego przekazywania podstawowych informacji o przestrzeganiu zasad zatrudnienia czy też procesu samego szkolenia. Dziękujemy, więc za wskazanie nam tego konkretnego zdarzenia. Mamy nadzieję, że nie będzie dalszych podobnych przypadków. Gdyby jednak docierały do Państwa podobne sygnały prosimy o kontakt z naszym biurem w Gdyni i przekazanie informacji. Będziemy starali się takie sprawy wyjaśniać, choć zarazem liczymy, że więcej takich sygnałów nie będzie.

Z poważaniem,
Jerzy Szkolnicki
Prezes Zarządu

Francja: Okupacja biur w rafinerii Total

Świat | Prawa pracownika | Protesty

Strajkujący pracownicy okupowali dziś rafinerię firmy Total w Dunkierce po tym, jak zarząd odmówił rozmów z załogą.

Przynajmniej 150 pracowników wdarło się dziś do biur zarządu, przebijając się przez kordon ochrony i używając drabin, by dostać się do biur położonych na wyższych piętrach. Pracownicy podjęli akcję po tym, jak żądania ustanowienia mediatora w negocjacjach i usunięcia ochrony z terenu zakładu zostały zignorowane.

Pracownicy strajkują od 12 stycznia. We wrześniu nastąpiło zatrzymanie produkcji w związku ze „spadkiem zapotrzebowania na pochodne ropy”. Załoga obawia się, że Total może całkiem zamknąć rafinerię. W rafinerii pracuje bezpośrednio 370 pracowników, a dalszych 450 pracuje jako podwykonawcy. Przedstawiciele związków zawodowych ogłosili, że nie opuszczą budynku dopóki nie otrzymają jasnej odpowiedzi zarządu na swoje żądania. (libcom.org)

Tanianiania

Prawa kobiet/Feminizm | Prawa pracownika | Publicystyka | Ubóstwo

W wielu państwach świata praca związana z opieką społeczną, opieką nad dziećmi, ale też praca w edukacji, to praca niskopłatna, praca często za grosze, choć wydawałoby się, że przecież wymaga tyle odpowiedzialności, często doświadczenia i wiedzy, że powinna być dobrze wynagradzana. Pamiętajmy, że mówimy tu wciąż o odpowiedzialności za życie i zdrowie innych ludzi, za rozwój psychiczny i fizyczny dziecka. W wielu innych zawodach odpowiedzialność oznacza odpowiedzialność finansową oraz - co często idzie z nią w parze - odpowiedzialność za jakość wykonanej pracy, a więc i status firmy.
W tym artykule rozpiszę się trochę o pracy opiekunki do dziecka, bo ostatnio trochę siedzę w temacie.

Może się to wydać nieprawdopodobne, ale w wielu miastach Polski, także tych dużych, niania zarabia 500-600 zł miesięcznie za pełny etat, nierzadko przy niemowlęciu! Stawki są oczywiście różne. Wynoszą one w Polsce od 3-4 (!) do 18zł/h. Podaję stawki orientacyjnie, chyba są wykwalifikowane osoby z dużych miast, które zarabiają więcej, ale standardem w takim Wrocławiu jest np. stawka 7 zł/h. Daje to niewiele ponad tysiąc złotych miesięcznie zakładając 8-godzinny dzień pracy. Zazwyczaj jest to praca na czarno, rodzice dziecka raczej nie płacą składek za nianię, często jest ograniczona możliwość wzięcia wolnego i nie ma co liczyć na płatny urlop (jedyną opcją jest dość ryzykowne lub niewykonalne zastępstwo na czas choroby, „urlopu” stałej niani). Biura oferujące odpłatną pomoc przy szukaniu niani zarabiają na outsourcingu studentek przed 26 rokiem życia. Rozpowszechnił się zwyczaj płacenia studentkom niższej kwoty za godzinę tłumacząc to tym, że niemowlę dużo śpi i można się w tym czasie pouczyć, więc jakby uznaje się te przerwy za wielki plus, który pomaga w pogodzeniu pracy z nauką. Z tym, że z samego Kodeksu Pracy wynika, że przerwa połączona z pozostawaniem w miejscu pracy, a szczególnie taka przerwa, która występuje w godzinach pracy (godziny pracy = od X do Y, a nie od X do Y i od Y do Z!) jest przerwą płatną. Czy nie jest to zbyt niekorzystny zapis, kompletnie nieżyciowy i pozbawiony większej logiki? Czy nie jest bzdurą dawanie pieniędzy za nieraz 2-3 godzinną przerwę? Dla kogoś, komu żal sprawiedliwie wynagradzać pracownicę, może i brzmi to kuriozalnie, jednak pozostawanie przy dziecku śpiącym w drugim pokoju lub w wózku obok jest wciąż de facto opieką. Gdyby tak nie było, to równie dobrze opiekunka taka mogłaby pójść sobie sama do sklepu w czasie snu dziecka i wrócić w czasie spodziewanej pobudki.

Nic nie usprawiedliwia więc zaniżania stawki studentce. Tym bardziej, że nie zawsze studentka taka dostaje jakąkolwiek lub choćby wystarczającą pomoc od rodziców lub państwa.
W umysłach matek, ojców i społeczeństwa w ogóle, tkwi czasami mit pracy opiekunki jako lekkiej i przyjemnej. To nie to samo, co praca rodzica w domu, która polega na organizacji gospodarstwa domowego plus opieka nad własnym dzieckiem. Szkopuł tkwi w tym, że niani narzucane są często wytyczne i ograniczenia dotyczące opieki nad danym dzieckiem, odpowiedzialność jest ogromna, a praca intelektualna (i fizyczna!), jaką opiekunka wkłada w zabawę z dzieckiem jest nieocenionym warunkiem rozwoju dziecka. Opieka indywidualna, nastawiona na potrzeby tego i tylko tego dziecka, to luksus. I DLATEGO zatrudnia się nianie, zamiast wysłać malucha do przedszkola lub żłobka!
Z drugiej strony mamy rzecz jasna problem, którego wciąż niewystarczająca liczba przedszkoli i żłobków nie rozwiązuje. Jest to problem zapewnienia własnemu potomkowi jak najlepszych warunków rozwoju i bytowych. Nie wszystko można kupić za pieniądze, ale przy jednoczesnym własnym zaangażowaniu można zapewnić mu szybki rozwój osobisty, a później lepszą edukację i prawdopodobnie także lepszą pracę. Wiadomo, że nie każdy rodzic chcący zatrudnić nianię jest dusigroszem, który chce mieć ciastko i zjeść ciastko. Czasami niskie stawki wynikają z ignorancji i braku wyobraźni, a może bardziej dosadnie - z głupoty! Bo jak inaczej nazwać ludzi, którzy uważają, że dadzą opiekunce głodową stawkę, a jej będzie się chciało jeszcze nim jakoś porządnie zająć, zabawić, nauczyć życia? Są takie kobiety, owszem, ale gdy opowiadają o swoich metodach wychowawczych, to czasami skóra cierpnie… Nie mówię tu jedynie o takich, co uważają, że klaps w dupę załatwi sprawę. Mam na myśli także takie „miłe babuleńki”, które będą zapychać półtorarocznego dzieciaka drożdżówkami, czekoladkami i biszkoptami i zwracać się do niego bez przerwy „moja ty plaplusio, nio nio nio, pokaś rąćki”.

Chciałam spojrzeć na to wszystko z perspektywy osoby, która naprawdę nie ma pieniędzy i chciałaby, by jej dzieckiem zajmowała się jakaś super niania. Z perspektywy osoby, której nie w smak zasady obowiązujące w żłobku, gdzie trudno o zapewnienie indywidualnego rozwoju, a panie (i coraz więcej panów) z wykształceniem pedagogicznym nie wiadomo czy faktycznie stosują wiedzę ze studiów w swojej pracy - wiedzy nie zawsze zresztą rzetelnej. Jednak póki żyjemy w świecie, którym rządzi pieniądz, a koszt wynajmu mieszkania wynosi co najmniej kilka stówek w małym mieście do około 1,2 - 2 tysięcy w dużym, koszty wyżywienia są jedynie coraz wyższe, a pracy jakby coraz mniej i wciąż za gówno-nie-pieniądze, trzeba się pogodzić z tym, że kobieta pracująca na takich warunkach MUSI dostawać w miarę wysokie wynagrodzenie, a w Polsce nawet stawka 15 zł /h dla osoby z pewnym doświadczeniem to malutko… Wiem, że nie przekłada się to często W OGÓLE na zarobki kobiet w tym paskudnym, pełnym nierówności i niesprawiedliwości kraju, ale to z kolei problem omawiany dość często. Bez konkretnych rozwiązań jak na razie. Jest to tylko jeden z problemów, z którym ludzie niezbyt zamożni, ubodzy, będą musieli się wciąż zmierzać ku zadziwieniu i dogłębnym analizom socjologów. Napisałam tylko o pracy niani, ale wykonywałam do tej pory wszystkie te gówniane, mało płatne prace, które wiążą się zarówno z feminizacją, jak i z juwenalizacją biedy. Pracę sprzątaczki (5-7zł/h), kasjerki (6 zł/h), pracę przy inwentaryzacji i wykładaniu towarów na półki (5 zł), pracę w gastronomii (od 4 do 10 zł) oraz przy „taśmowym” zdzieraniu smoły dłutem z parkietu u swojego własnego dziadka, która była chyba moją najcięższą i najbardziej gównianą pracą w życiu - nowi zarabiali tam 4 zł/h, wnusia dziadziusia 5.

Czy to nie przypadek, że to pielęgniarki tak usilnie walczyły o podwyżki i nadal w sumie niewiele z tego mają?
Czy to nie przypadek, że nauczycielki rzadko tak naprawdę są dobrze wynagradzane za swoją ciężką pracę, a doktoranci pracują na czarno za psie pieniądze lub za darmo? Zawód nauczycielski został sfeminizowany celowo, a nie przez przypadek! Zakładano, że kobieta jest utrzymywana przez męża (co nie zawsze było prawdą), więc można jej zapłacić o wiele mniej, a ponadto ma wrodzony zmysł pedagogiczny jako że jest to ogólna predyspozycja kobiet. Poza tym kobiety zawsze były uważane za bardziej potulne i bierne - czyli idealne jako pracownice i osoby wciskające ideologiczną pro-państwową papkę swoim uczniom.
Czy to nie przypadek, że - do kurwy nędzy - sprzątaczki zarabiają całe gie i w niemal stu procentach są to kobiety?
Kolejnym problemem, który się przy okazji nasuwa, jest nieodpłatna praca kobiet w domu, która także powoduje, że oczekiwania zarobkowe i proponowane kwoty są często marniutkie. To samo, co wykonuję za darmo ktoś inny miałby wykonywać „za tyle pieniędzy”!?

Ale w tym momencie od tego natłoku pytań rozbolała mnie głowa, więc może rozwinę niektóre z nich kiedy indziej.

Wrocław: Akcja solidarnościowa z wyzyskiwanymi pracownikami GreenWay

Kraj | Prawa pracownika | Protesty

W piątkowe popołudnie, wrocławska grupa ZSP (Związek Syndykalistów Polski), zorganizowała pikietę solidarnościową z oszukanymi pracownicami, pod wegetariańską restauracją, GreenWay. O sytuacji w tej sieci informowaliśmy już na naszym portalu m.in. „Wyzysk w Greenway” oraz „Greenway czyli bezczelny wyzysk i krętactwa”.

Pikietujący przeprowadzili akcję informacyjną, w której przedstawiali problem wyzysku pracowników na tzw. ”okres próbny”, na którym nie płaci się należnych pensji. Właścicielka restauracji zdenerwowana faktem, rozdawania ulotek klientom sieci, oraz informowania przechodniów na ulicy przechodniów, wezwała policję. Spisani zostali wszyscy uczestnicy pikiety, za „naruszenie spokoju w miejscu prywatnym”. Na pytanie jednej z oszukanych pracownic o zapłacę należnych pieniędzy, właścicielka GreenWay, w cyniczny i arogancki sposób odpowiedziała „Pani u mnie nie pracowała”.

O kolejnych akcjach solidarnościowych oraz o rozwoju sytuacji, będziemy informować na bieżąco.

Zdjęcia z pikiety dostępne tutaj.

Dyrektor bielskiego szpitala wynajmował łamistrajków

Prawa pracownika

Dyrektor strajkującego szpitala wojewódzkiego w Bielsku-Białej Ryszard Batycki już podpisuje umowy-zlecenia z pielęgniarkami z zewnątrz. Prawie 200 pielęgniarek z szpitalu strajkuje od kilku dni, a 16 prowadzi strajk głodowy.

Dyrektor Batycki także twierdzi, że strajk jest nielegalny i złożył w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Dziennik Łodzki: darmowi pracownicy "na próbę"

Prawa pracownika

Jak podaje "Dziennik Łódzki" coraz więcej firm zatrudnia pracowników "na próbę". Po kilku dniach odsyłają ich z kwitkiem, twierdząc, że nie nadają się do pracy. Nie płacą "próbnym" ani grosza. Państwowa Inspekcja Pracy mówi wprost: to oszustwo, ale "niewiele możemy z tym zrobić".

Karolina, 25-latka z Łodzi, nie może znaleźć stałej posady. Jak dotąd wszędzie pracowała "na próbę". Oferty pracy wyszukuje w gazetach albo wypatruje ich na wystawach sklepów i restauracji. - Tym ludziom wcale nie chodziło o zatrudnienie pracownika, tylko o darmową siłę roboczą - mówi pani Karolina. - Mam za sobą wiele godzin próbnych. Moi znajomi pracują za darmo po 8 godzin dziennie, czasem nawet miesiąc.

Podobne doświadczenia ma Jona. Znalazła ogłoszenie o pracę w sklepie z artykułami dziecięcymi. Pracowała tydzień. -Stałam za kasą, wykładałam towar, sprzątałam sklep. Nie protestowałam. Kierownik stwierdził, że muszę przejść podstawowe przeszkolenie, choć mam wieloletnie doświadczenie w handlu. Powiedział, że oddzwoni. Nie odezwał się, a ja nie dostałam ani grosza. Do sądu nie pójdę, bo nie ma śladu po mojej pracy w tym sklepie. Nie mam żadnych dowodów - mówi Jona.

Hiszpania: Ludzie popierają pomysł strajku generalnego przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego

Prawa pracownika

Co drugi dorosły mieszkaniec Hiszpanii opowiada się za zorganizowaniem strajku generalnego przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego z 65 do 67 lat.

Według uczestników sondażu, premier Jose Luis Rodriguez Zapatero okłamał społeczeństwo zapewniając wielokrotnie, że nic nie grozi systemowi emerytalnemu. Uważają też, że podnosząc wiek emerytalny obecny lewicowy rząd działa wbrew prawom pracowników.

Największe centrale związkowe zapowiedziały na 23 lutego masowe manifestacje w tej sprawie.

Holandia: związki zawodowe wystąpiły w obronie pracowników sezonowych w Beusmeat

Świat | Prawa pracownika

Jak informuje holenderski FNV Bondgenoten – akcje związków zawodowych na rzecz praw pracowników sezonowych (m.in. z Polski, Litwy, Łotwy, Rosji i Bułgarii) w zakładach mięsnych Beusmeat w Holandii przyniosły pierwsze skutki.

Biuro pośrednictwa pracy Friesenpersoneel które zatrudnia około 100 pracowników w zakładzie Beusmeat zakomunikowało 8 stycznia b.r. o podwyższeniu pensji minimalnej za godzinę. Według nowych warunków, będzie ona naliczana na podstawie 36 godzinnego tygodnia pracy dla sektora przetwórstwa mięsnego, a nie jak dotąd, na podstawie 40 godzinnego tygodnia pracy. Dzięki temu, stawka pensji minimalnej podniesiona zostanie o 12 %, z € 8,07 na godzine pod koniec 2009 r. do € 9,02 na początku 2010 roku.

Będzie również wypłacany dodatek roczny w wysokości 2 % w stosunku rocznym, oraz pojawi się możliwość otrzymania 8 % dodatku urlopowego. Do tego € 0,93 dziennie jako dodatek za warunki pracy w przetwórstwie mięsa.

Rozliczenia wyplat wedlug stawek pensji minimalnej to już krok do przodu ale to jeszcze daleko do normy obowiązującej w Holandii. W chwili obecnej trwa konflikt z biurem pośrednictwa Friesenpersoneel o wypłatę zaległych wynagrodzeń z tytułu bezprawnie zaniżonych stawek od września 2009 r. Szacuje się, że każdy pracownik tracił 4 tys. euro rocznie z powodu praktyk firmy. Również agencja Wijco nie wypłacała pracownikom należnych im pieniędzy. Ponadto, pracownicy zatrudnieni w zakładach Beusmeat skarżyli się na złe warunki zamieszkania i zawyżone opłaty.

Roszczenia z pakietów socjalnych w sądach pracy

Prawa pracownika

Za kilka tygodni wejdzie w życie nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego, zgodnie z którą roszczenia wynikające z pakietów będą rozpatrywane przez sądy pracy.

Resort skarbu nie traktuje braku pakietu socjalnego wynegocjowanego między załogą a inwestorem jako przeszkody do prywatyzacji więc wysprzedał już akcje kilku firm bez porozumienia zbiorowego.

Wrocław - Greenway czyli bezczelny wyzysk i krętactwa

Prawa pracownika | Publicystyka

Jak dowiedzieliśmy się mimo iż nowy wyzyskiwacz we wrocławskim Greenwayu na Kuźniczej szarogęsi się tam jedynie od początku stycznia już przynajmniej 6 osób (w firmie gdzie na zmianie pracuje maksymalnie 7 osób) odbyło darmowy "okres probny". Pracownica z najdłuższym stażem na barze (nie licząc osób na zmywaku) pracuje kilka tygodni i na razie ma umowę zlecenie.

Wyzyskiwacz jest wyjątkowym krętaczem. Nie dość, że praca za darmo początkowo nazywana była "okresem probnym" a potem nagle zmieniła nazwę na "szkolenie" to każda nowozatrudniona pracownica spotykała się z nowymi kłamstwami i nowymi manipulacjami. Po pierwsze ów okres próbny (potem nazwany szkoleniem) jest nieokreślonej długości, a czas pracy w jego trakcie jest niezdefiniowany. Sugeruje się jednak, że im więcej ktoś będzie przebywać w lokalu tym szybciej zacznie się mu płacić (praca trwa maksymalnie 11 godzin), a zdarzały się sytuacje gdy wyzyskiwacz stwierdzał, że osoba, która już 5 dni pracuje za darmo musi przyjść jeszcze raz na cały dzień nieodpłatnie. Ostatnio być może wystraszony nieco krętacz zaczął podpisywać fikcyjne umowy na okres owego szkolenia na "pracę w magazynie", na której jest jakaś kwota, lecz od razu sugeruje się, że nie zostanie ona wypłacona. Osoba zatrudniana nie dostaje kopii umowy. Jedna z osób została zmuszona do tego by zrzec się ustnie wynagrodzenia za pracę w obecności sprowadzonego naprędce "świadka".

Zdarzały się także sytuacje, że zatrudniana osoba musiała podpisać oświadczenie, że zgadza się na rewizję oraz, że zgadza się na obserwację przez monitoring (co jak wiadomo było tylko naciskiem psychologicznym).Ponadto nikt nie wie dokładnie jaka jest stawka za godzinę pracy (nawet osoby, które już pracują "za pieniądze"), kwotę wyzyskiwacz ustala wedle uznania. Z osobami pracującymi za darmo o ewentualnym przyszłym wynagrodzeniu rozmawia niechętnie dopiero wyraźnie "przyciśnięty", nie mówi niekiedy nawet jaka umowa zostanie zawarta. Jednej z osób powiedział zaś, że nie może z nią zawrzeć umowy o pracę gdyż nie wyrobi ona pełnego etatu (co jest kolejnym z długiej listy kłamstewek owego złodzieja, czyżby nie istniały umowy na niepełny wymiar czasu pracy?).

Co więcej dowiemy się też od niego, że "nie ma czegoś takiego jak nadgodziny" oraz, że jeśli pracownicy nie zdążą rozliczyć baru do 19:30 to jest to ich wina i nigdy nie będą mieli za to płacone (co oznacza, że ostatnie pół godziny w praktyce pracuje się za darmo).W czasie pracy nie ma formalnej przerwy, na pracowników jest nacisk by nie siedzieli zbyt długo. Mimo iż teoretycznie pracownicy mają prawo zjeść za darmo obiad są naciski by tego nie robili. Wreszcie nawet po 6 dniach od momentu zatrudnienia (czyli końca owego szkolenia) pracownik czy pracownica nie mają umowy ani pisemnego oświadczenia o woli jej zawarcia.

PZU: Masowe zwolnienia przed debiutem na giełdzie

Prawa pracownika | Protesty

W najbliższy piątek spodziewane jest ogłoszenie zwolnień grupowych w PZU. Pracę może stracić nawet 4,5 tys. osób.

Giełdowy debiut PZU planowany jest na połowę tego roku. A przed debiutem, firma chce zwolnić ponad jedną czwartą pracowników.

Na czwartek NSZZ „Solidarność” PZU planuje pikiety w Warszawie pod Ministerstwem Skarbu Państwa i Sejmem.

Finlandia: Protesty w przemyśle transportu morskiego

Świat | Prawa pracownika | Protesty

2 lutego odbył się w Finlandii dziki strajk dokerów. W jego wyniku stanęła ok. połowa całego transportu morskiego. Protest potrwał jeden dzień i wzięło w nim udział 1000 pracowników z 7 portów.

Strajk był skutkiem załamania negocjacji z szefami przemysłu (którzy uznali go za nielegalny). Pracownicy dali zarządom czas do godziny 6.00 19 lutego - jeśli do tego czasu porozumienie nie zostanie osiągnięte zapowiedziano strajk w wszystkich 25 finlandzkich portach. Konflikt skupia się wokół planów wprowadzenia tymczasowego zatrudnienia kosztem stałych robotników i wynagrodzenia za rozwiązanie umowy o pracę.

Za: libcom.org

Bezkarność, bezradność i obojętność na budowie Stadionu Narodowego

Prawa pracownika | Publicystyka

1 grudnia dwaj pracownicy zginęli w wypadku przy pracy przy budowie Stadionu Narodowego. Z wysokości 18 metrów spadł podnoszony przez żurawia kosz, w którym znajdowało się dwóch robotników.

Państwowa Inspekcja Pracy ustaliła, że kosz nie nadawał się do podczepienia pod żuraw - ostatnie ogniwo łańcucha na którym wisiał, było za wąskie i nie wchodziło na hak żurawia. Robotnicy włocławskiej firmy PPW Safety przyczepili kosz prowizorycznie, wykorzystując łańcuchy, które miały uszkodzone karabińczyki. W ogóle nie powinni do kosza wsiadać, bo nie mieli badań lekarskich dopuszczających ich do pracy na wysokości. Operacji nie nadzorował też tzw. hakowy - robotnik odpowiedzialny za prawidłowe podczepienie ładunku do żurawia. Dźwig w ogóle zresztą nie powinien podnosić kosza, bo żaden z żurawi dostarczonych przez gdańską firmę Żuraw Grohman nie został dopuszczony przez Urząd Dozoru Technicznego do przenoszenia takiego ładunku.

Wszystko to wskazuje na poważne zaniedbania zasad bezpieczeństwa w miejscu pracy. Jednak kto w końcu jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy?

Państwowa Inspekcja Pracy, która obecnie zajmuje się problemem bezpieczeństwa i szuka winnych, powinna zastanowić się nad stopniem własnej odpowiedzialności w tej sprawie. Przez cały czas, PIP chwaliła się, że wszystko jest pod jej nadzorem i że na bieżąco monitoruje stan przestrzegania przepisów i zasad bezpieczeństwa i higieny pracy na budowie Stadionu Narodowego.

Według PIP, "Stwierdzono, że zarówno służby bhp, koordynatorzy, jak i służby nadzoru działają bez zarzutu. Wszystkie osoby uczestniczące w procesie budowlanym, od koordynatora budowy po pracowników odbyły odpowiednie szkolenia bhp. Zgodnie z § 2 rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 6 lutego 2003 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy podczas wykonywania robót budowlanych generalny wykonawca opracował instrukcję bezpiecznej pracy dla poszczególnych rodzajów maszyn i urządzeń oraz stanowisk pracy w liczbie 42. Wszyscy podwykonawcy dysponują dla własnych, wewnętrznych potrzeb instrukcjami bezpiecznego wykonywania robót dla maszyn i urządzeń oraz stanowisk pracy objętych zakresem wykonywanych prac." (Budowa Stadionu Narodowego pod lupą inspektorów)

O licznych problemach na budowie stadionu słyszeli inspektorzy PIPu. Jesienią odbyły się dzikei strajki. Na budowie Stadionu działa ponad 100 firm podwykonawców. Nie wszyscy płacili pracownikom. Na budowie pracowali niekwalifikowani pracownicy tymczasowi. Wszyscy wiedzą, że w takich sytuacjach często dochodzi do łamania zasad BHP, szczególnie kiedy każda firma stara się pracować jak najszybszy i jak najtaniej. Dzikie strajki spowodowały, że inspektorzy pracy ruszyli znowu na kontrolę budowy. Mimo, że pracownicy głośno mówili o różnych nieprawidłowościach na budowie, pod koniec października PIP ogłosiła, że "nieprawidłowości na budowie Stadionu Narodowego są nieliczne i niezbyt poważne". Jednak miesiąc później, PIP znowu musiała wszystko kontrolować. 3 grudnia, rzeczniczka okręgowej inspekcji pracy w Warszawie Maria Kacprzak-Rawa, ta sama, która twierdziła w październiku, że są "nieliczne i niezbyt poważne" nieprawidłowości na budowie, ogłosiła nową kontrolę legalności zatrudnienia na stadionie. PIP podkreśliła, że budowa Stadionu jest "od samego początku objęta szczególnym nadzorem Inspekcji". Rzeczniczka głównego wykonawcy Stadionu Narodowego, Alpine Bau, powiedziała , że kontrola przeprowadzona przez inspektorów PIP oraz funkcjonariuszy straży granicznej i policji objęła ponad 300 osób. Na budowie pracuje nieco ponad 1000 osób.

Jednak, mimo wszystkich twierdzeń Państwowej Inspekcji Pracy, na budowie używano żurawia w sposób niedozwolony. Jak twierdzi Wiesław Bakalarz, ekspert w Głównym Inspektoracie Pracy, kierujący pracami zespołu badającego okoliczności i przyczyny wypadku podczas konferencji prasowej PIPu: "Do wypadku mogło dojść już wcześniej, albowiem ten sam zestaw urządzeń był używany na budowie od października, czyli na dwa miesiące przed wypadkiem!"

Inspektorzy pracy także twierdzili, że "pracownicy nie mieli badań dopuszczających do pracy na wysokości, a przede wszystkim - co zdaniem inspektorów pracy badających okoliczności zdarzenia było szczególnie naganne - pozostawiono ludzi bez nadzoru". Główny inspektor pracy podkreślił, że miał "żal do nadzoru".

Pozostaje więc pytanie - czy inspekcja pracy to nie część systemu nadzoru? Bo wygląda na to, ze inspekcja, która cały czas chwaliła się swoim nadzorem nad budową i starała się przekonać ludzi nawet w październiku, że wszystko jest w porządku, sama nie wypełniła swoich obowiązków wobec pracowników skoro często pracowali z niedozwolonym sprzętem i bez odpowiednich badań i kwalifikacji.

Wiele wskazuje na to, że wszyscy wiedzą, że system polega na ignorowania wielu zasad bezpieczeństwa, by zarobić więcej, że system podwykonawców służy do tego, by zwolnić generalnego wykonawcę od odpowiedzialności za pracowników na budowie.

Okazuje się, że według polskiego prawa, generalny wykonawca nie jest za nic odpowiedzialny. Na niedawnym posiedzeniu Rada ds. Bezpieczeństwa Pracy w Budownictwie jeden z inspektorów PIP powiedział, że "należałoby się zastanowić nad włączeniem odpowiedzialności inwestora za bezpieczeństwo pracy."

Inspektorzy pracy zawiadomili prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, skierowali do sądów grodzkich 3 wnioski o ukaranie za popełnione wykroczenia. 10 osób ukarali mandatami karnymi na łączną kwotę 15,5 tys. zł za to, że wiedzieli o problemach z koszem i dźwigami, ale nie zareagowali na nie. W stosunku do 4 osób wystąpili z wnioskami o wyciągnięcie konsekwencji służbowych przez pracodawców. Generalny wykonawca nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Firma Żuraw Grohman oraz PPW Safety i majster, który powinien nadzorować przyczepianie koszy dostali mandaty o łącznej sumie ok. 13 tys. złotych.

Takie mandaty są zbyt niskie. Oprócz tego, większość winy została przeniesiona na pracowników, którzy prawdopodobnie sami nie decydowali, że będą pracować w niebezpiecznych warunkach. Pracują z narzędziami, które dają im pracodawcy, ze wszystkimi ograniczeniami, spowodowanymi decyzjami kierownictwa, jednak ich szefowie nie chcą brać odpowiedzialności za swoje decyzje.
Inspektorzy PIP są świadomi, że cały system działa na niekorzyść pracowników, jednak oni nie są tam po to, by rygorystycznie kontrolować warunki pracy.

Jednak przyznają, że problemy są systematyczne: "Kluczem do rozwiązania problemu jest przede wszystkim zmiana ustawy o zamówieniach publicznych. Powoduje ona m.in., że wykonawcy tną koszty pracownicze, materiałowe, a także te związane z ochroną i bezpieczeństwem pracy," powiedział Zbigniew Janowski, wiceprzewodniczący Rady ds. Bezpieczeństwa Pracy w Budownictwie.

Nie ma do końca racji. To nie zły system zamówień publicznych powoduje, że wykonawcy tną koszty pracownicze, tylko chciwość. Ta chciwość będzie istniała wszędzie tam, gdzie pracownicy nie są w stanie przeforsować lepszych warunków pracy, a gdzie prawo pozwala na istnienie taniej i nieubezpieczonej siły pracowniczej.

Na budowie podwykonawcy mogą zatrudnić ludzi za grosze - czyli pensję minimalną - i to nie jest problem związany z zamówieniem publicznym, tylko z istnieniem za niskiego poziomu pensji minimalnej. Rynek pracy? Też nie ma problemu. Jeśli nie ma ludzi chętnych do takiej pracy, można importować pracowników z Indii, czy nawet niewolniczą siłę roboczą z Korei Północnej, bez żadnych obaw.
Inny problem, to fałszowanie dokumentacji. Mimo tego, że wiadomo, że wiele firm fałszuje dokumentację BHP, inspektorzy pracy rzadko ich na tym przyłapują. Jednak doskonale o tym wiedzą. Na niedawnej konferencji prasowej PIP, jeden z przedstawicieli PIP wspomniał "o rozbieżnościach między dokumentacją a stanem faktycznym, stwierdzonych w trakcie kontroli legalności zatrudnienia".
Dwaj robotnicy, którzy zginęli na Stadionie nie mieli odpowiedniego szkolenia i mieli być dopisani do listy przeszkolonych kilkanaście dni po wypadku. Pracownicy zawiadomili o tym prokuraturę.

Więc pozostaje pytanie - jeśli inspektorzy PIPu wiedzą, że często są "rozbieżności" w dokumentacji, dlaczego PIP nie kontroluje tego przed wypadkami? A inne pytanie - jeśli PIP 3 grudnia twierdziła, że od 2 grudnia (czyli dzień po wypadku) będzie prowadzić szczególną kontrolę na Stadionie (przypominamy - ok. 300 osób wzięło udział w kontroli), a wpisy o szkoleniach zostały dopisane do listy przeszkolonych pracowników kilkanaście dni później, wygląda na to, że nikt nie sprawdził i nie zrobił kopii listy przeszkolonych pracowników podczas tej kontroli. Nasuwa się jedynie wniosek, że inspektorzy PIPu są nieskuteczni, a może nawet pomagają osobom odpowiedzialnym za BHP ukryć takie nieprawidłowości.

Pracownicy Fiata dostaną podwyżki

Prawa pracownika

Zgodnie z porozumieniem między związkami a zarządem Fiata pracownicy dostaną 300 zł podwyżki i bonusy. Podwyżka obowiązuje od początku roku. Ponadto w rozłożonych na trzy raty częściach pracownicy zakładu dostaną po 1900 zł nagrody rocznej. Za cztery przepracowane w miesiącu soboty pracownicy otrzymają dodatkowo 200 zł oraz dzień wolny.

Związkowcy z Solidarności którzy domagali się 650 zł podwyżki mówią, że podpisane porozumienie to umiarkowany sukces. Natomiast szef "Sierpnia 80" Bogusław Ziętek określił żądania zgłaszane wcześniej przez "S" jako "nierealne".

Kanał XML