Prawa pracownika

Umowy śmieciowe cofnęły nas do XIX w.

Kraj | Gospodarka | Prawa pracownika | Publicystyka | Tacy są politycy

Poniżej rozmowa z inspektorem pracy Marcinem*, o tym jak wspólnym wysiłkiem państwa, pracodawców i pracowników cofnięto w Polsce stosunki pracy do XIX w.
*Na prośbę rozmówcy, wieloletniego pracownika PIP, jego imię zostało zmienione a nazwisko pozostaje do wiedzy redakcji.

Juliusz Ćwieluch: – Polacy spędzają w pracy najwięcej czasu spośród wszystkich społeczeństw europejskich. Komentatorzy ekonomiczni pieją z zachwytu. Powinni?

Marcin, inspektor z Państwowej Inspekcji Pracy:
Jeśli podoba im się XIX-wieczny porządek ekonomiczny, to jak najbardziej. Ale później ludzie uznali, że praca powinna przebiegać w godnych warunkach, nie może być wyniszczająca i powinna być sprawiedliwie opłacana. I wszystko to zapisano w nowoczesnych kodeksach pracy.

- Mamy chyba taki.

Polski Kodeks pracy jest, rzeczywiście, bardzo nowoczesnym dokumentem. Ma tylko jedną wadę – jest martwy. A konkretnie został uśmiercony przez bardzo inteligentnych i sprawnych prawników. Trzeba dodać, że stało się to za ogólnym przyzwoleniem. W połowie lat 90., kiedy zaczęło się psucie prawa, to sami pracownicy naciskali na pracodawcę, żeby wyjść spod opieki Kodeksu pracy. Teraz pewnie niejeden z nich chętnie wróciłby pod ten parasol.

- Gdzie znaleziono furtkę?

W Kodeksie cywilnym. Występuje tam rodzaj umów, nazwanych umową-zleceniem. Pierwotnie była ona przeznaczona do prowadzenia interesów drugiej osoby – mam jakiś zakładzik i powierzam panu prowadzenie moich interesów. Zawieram z panem umowę-zlecenie. I ktoś się dopatrzył, że istnieje taka klauzula w Kodeksie cywilnym, która pozwala podciągnąć pod te umowy czynności różne. Chodzi o tzw. umowy inaczej nienazwane. I – w dużym uproszczeniu – dzięki temu kruczkowi udało się zastosować przepisy dotyczące zlecenia do kwestii świadczenia pracy.

- A dlaczego pracownikom tak się to spodobało?

Bo w krótkiej perspektywie na tym zyskiwali. Pracodawca mógł im płacić więcej, skoro sam płacił za ich pracę mniej. Dzięki bowiem zastosowaniu tych przepisów nie musiał na przykład oddawać haraczu do ZUS w wysokości prawie 50 proc. wynagrodzenia.

- Składkę na ZUS nazywamy haraczem, a przecież ZUS to emerytury dla nas, ale i dla naszych rodziców, dziadków.

To pracodawcy zaczęli nazywać ją haraczem, bo na początku transformacji sztucznie utrzymywany był system odziedziczony po PRL. To pracodawca opłacał całość składki emerytalnej i rentowej. Pracownik tylko odprowadzał zaliczkę na podatek dochodowy. To logiczne, że pracodawca, który całkowicie ponosił ciężar składek, szukał drogi ucieczki przed ZUS, przed kosztami ubezpieczeń społecznych. A te umowy dawały taką możliwość.

- Czyli był to rodzaj porozumienia między pracodawcą a pracownikiem: ty wychodzisz z systemu, w efekcie ja będę mniej płacił, więc podzielę się z tobą tym, co zaoszczędzę na – co tu dużo mówić – oszukaniu państwa.

To jest wariant pozytywny. Innym, częstszym, było postawienie człowieka pod ścianą. Pracodawca zawsze jest stroną silniejszą. Wystarczy, że postawił ultimatum: słuchaj, kolego, od jutra nie przychodzisz do firmy, niestety, nie stać mnie na zatrudnianie ciebie. Ale mogę zlecić ci jakąś robotę. Konkretnie będziesz robił to samo, w tym samym miejscu, za mniej więcej te same pieniądze.

- Niektórzy na wyjściu z ZUS zyskiwali.

Niektórzy tak. Tym, którzy dużo zarabiają, zawsze się podoba, jak mogą zarabiać jeszcze więcej. Mówimy o dobrze płatnych specjalistach, którzy poszli w tzw. samozatrudnienie.
Ale ktoś wymyślił, że można pójść jeszcze dalej. Tak powstały firmy jednoosobowe. Zaczęło się to w branży pracowników fizycznych, zwłaszcza w budowlance. Specjaliści typu hydraulik, elektryk zakładali własną działalność gospodarczą i na własny rachunek robili nadal to samo na rzecz tego samego pracodawcy, zawierając z nim umowę o świadczeniu usług. To było jak epidemia, bo kto nie szedł w tym kierunku, skazany był na porażkę. Po prostu przestawał być konkurencyjny.

- Spójrzmy na to inaczej: ludzie uczyli się samodzielności, nie byli skazywani na jednego pracodawcę i jego kaprysy.

Takie formy zatrudnienia zaburzyły równowagę pomiędzy pracodawcą a pracownikiem. Pracodawca nie miał żadnych zobowiązań wobec dawnych pracowników, a obecnych samodzielnych podmiotów gospodarczych. W efekcie pojawiły się problemy z podstawowymi normami, choćby w kwestii BHP i higieny pracy. A państwo szybko zauważyło, że skoro część społeczeństwa wymyka się spod oskładkowania, to trzeba coś z tym fantem zrobić.

- No i co zrobili?

Umowę-zlecenie, która była najpowszechniejszą i nadal jest najpowszechniejszą formą pozapracowniczego zatrudnienia, obciążyli składkami. W efekcie od tych dochodów odprowadzane są normalne składki na ubezpieczenie społeczne. Część składek od umowy-zlecenia to składki obowiązkowe typu ubezpieczenie emerytalne, ubezpieczenie rentowe, natomiast część jest dobrowolna. Miało to na celu, po pierwsze, oskładkowanie tych kwot. A po drugie, ograniczenie zawierania umów cywilnoprawnych w miejsce umowy o pracę.

- Rozumiem, że prawnicy również nie próżnują i ciągle potrafią czymś zaskoczyć inspektora pracy?

To prawda. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której Kowalski zarabia 1,5 tys. zł, a odprowadzane od tego wynagrodzenia składki oscylują na poziomie 7 zł. Mechanizm jest dosyć skomplikowany, więc posłużę się przykładem. Rejestruje pan w urzędzie gminy działalność gospodarczą jako Bolko Agencja Ochrony. Zatrudnia pan dziesięciu Kowalskich do ochrony jakiegoś obiektu. Zawiera pan z nimi umowy-zlecenia na ochronę tego obiektu za 100 zł za miesiąc pracy.

- Przecież to nierealna stawka. Rozumiem, że resztę dostaną pod stołem.

Pod stołem nie. To ryzykowne i karalne. Wystarczy w krajowym rejestrze sądowym zarejestrować spółkę z o.o. Bolko Bis, której jest pan jedynym właścicielem i jednocześnie prezesem zarządu. Jako prezes, działając w imieniu tej spółki, zawiera pan z tymi dziesięcioma Kowalskimi kolejne umowy. Tym razem na powiedzmy 1,4 tys. zł za chronienie tego samego obiektu. Ale przedkłada pan im do podpisania oświadczenie, że ponieważ są już zatrudnieni w firmie Bolko i tam odprowadzają składki na ubezpieczenie społeczne, wobec tego nie są zainteresowani objęciem ich ubezpieczeniem w firmie Bolko Bis. I tak przy płacy rzędu 1,5 tys. zł, oskładkowana kwota to zaledwie 100 zł. Wszystko to w świetle prawa. A co najśmieszniejsze, to takie umowy podpisywane są również przy ochronie nieruchomości podmiotów państwowych.

- W przetargach wygrywa najtańszy. A na ludziach najłatwiej się oszczędza.

Oczywiście. Umowy te zawiera się tylko i wyłącznie w tym celu, aby ograniczyć pewne wydatki związane z zatrudnieniem pracownika, takie, jak choćby koszt badań lekarskich, szkoleń BHP, urlopów wypoczynkowych. Nie płaci się za pracę w godzinach nadliczbowych i szereg innych rzeczy. Zleceniobiorca, o ile w umowie-zleceniu nie zawarto jakichś dodatkowych warunków, tak naprawdę nie jest uprawniony do żadnych świadczeń pracowniczych. Nie przysługuje mu urlop macierzyński, wychowawczy, ojcowski. Nie ma prawa do okresu wypowiedzenia, jaki przysługiwałby mu w ramach przepisów Kodeksu pracy.

- A może nasz Kodeks pracy jest przeregulowany i dlatego pracodawcy nie chcą zatrudniać według tych przepisów, po prostu nie stać ich na to?

Zależy, z kim chcemy się porównywać. Jeśli z krajami rozwiniętymi, to nie. Francuski kodeks pracy nawet wizualnie jest cztery razy grubszy od polskiego, w Niemczech poza kodeksem istnieje szereg porozumień ze związkami zawodowymi na poziomie regionalnym i federalnym. W obu tych krajach liczba klauzul ochronnych również jest znacznie większa. Obiektywnie rzecz biorąc, polski Kodeks gwarantuje pracownikowi sporo praw albo – jak mówią pracodawcy – przywilejów. I katalog ten jest rozszerzany, jak chociażby w kwestii urlopów macierzyńskich czy ojcowskich. Stale wydłużający się okres urlopu macierzyńskiego, urlop ojcowski, dodatkowy urlop na prawach urlopu macierzyńskiego, możliwość skrócenia wymiaru czasu pracy w okresie, w którym pracownik jest uprawniony do urlopu wychowawczego.

Z punktu widzenia pracodawcy to obciążenie. Ale z punktu widzenia populacji to niezbędne zmiany, które mają poprawić naszą dzietność. Inaczej gospodarkę dobije niż demograficzny. Nie można wyjmować sporej części społeczeństwa spod regulacji prawa pracy, bo wszyscy za to zapłacimy.

- A kto jest najbardziej narażony na to wyjęcie spod ochrony?

Z moich obserwacji wynika, że po pierwsze, młodzi i wchodzący na rynek. Równie często osoby o niższych kwalifikacjach zawodowych. Jest jeszcze jeden niuans. Zatrudnienie pozapracownicze nie daje możliwości nabywania jakichkolwiek uprawnień. Można mieć przepracowanych 10 lat i nigdy nie być pracownikiem w świetle prawa.

- Na szczęście do walki z patologią rynku pracy mamy was.

Teoretycznie tak. Teoretycznie, bo choć mamy narzędzia prawne, to okazuje się, że nieskuteczne. Art. 22, par. 1 z indeksem 1 mówi wyraźnie: „Zatrudnienie w warunkach określonych w paragrafie pierwszym jest zatrudnieniem na podstawie stosunku pracy. Bez względu na nazwę zawartej przez strony umowy”. Czyli niezależnie, czy my sobie nazwiemy ją umową-zleceniem, umową o dzieło czy jakąkolwiek inną, jeżeli ktoś jest zatrudniony w miejscu wskazanym przez pracodawcę, za wynagrodzeniem i pod jego kierownictwem, to zawsze powinien być to stosunek pracy. Jeszcze jest dodatkowo indeks 2: „Nie jest dopuszczalne zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną, przy zachowaniu warunków pracy określonych w paragrafie pierwszym”.

Tyle teoria. W praktyce orzecznictwo Sądu Najwyższego mówi o nadrzędnej roli woli stron. Czyli w momencie, w którym obydwie strony zgodnie zdecydowały się na zawarcie umowy cywilnoprawnej, chociaż warunki mogłyby przemawiać za tym, że praca jest wykonywana w warunkach pracowniczych, to powództwo jest oddalane. Moim zdaniem sąd przyjmuje fałszywą przesłankę, że obydwie strony są równe.

- Ktoś pracuje 15 godzin przez siedem dni w tygodniu i nie można mu tego zabronić, bo to lubi.

No, tak. Jeżeli jest trudna sytuacja na rynku pracy, wiadomo, że nie znajdzie pan zbyt wielu osób, które odważyłyby się na podważanie woli pracodawcy. Zresztą, jeżeli ktoś zaproponuje panu wybór: albo umowa-zlecenie, albo brak pracy, to tak naprawdę wyboru nie będzie. Jeśli jednak stwierdzę, że wspólnej woli stron nie było, mogę skierować sprawę na drogę sądową. Z powództwem mogę wystąpić nawet bez zgody Kowalskiego, którego zmuszono do zmiany formy zatrudnienia. Oczywiście sąd w pierwszej kolejności zapyta pana Kowalskiego, czy on jest w ogóle zainteresowany ustaleniem, jaki jest jego stosunek pracy. Na co Kowalski z reguły mówi: nie, i po sprawie. Nie ma się co dziwić, że w skali jednego województwa jest to raptem kilka spraw rocznie.

- W której branży jest najwięcej patologii pracy?

O branży budowlanej mógłbym długo opowiadać. Zwłaszcza o zawieraniu fikcyjnych umów o dzieło, które już wypisane czekają w szafce na przyjście kontroli. Inspektor pracy żąda przedłożenia dokumentów, które potwierdzają stosunek prawny łączący pracodawcę z osobą pracującą na jego budowie, i oczywiście dostaje takie umowy, według których okazuje się, że ktoś jest pierwszy dzień albo tydzień w pracy. W budowlance tak się porobiło, że robotnicy bardzo często nie wiedzą, na jakiej podstawie są zatrudnieni. Werbują ich do konkretnej pracy niewielkie firmy podwykonawcze. Ustalają z nimi stawkę i później się ich pozbywają.

-Do tanga trzeba dwojga.

To prawda, że wielu tak zatrudnionym osobom jest to na rękę. Nie są zainteresowane formalnym zatrudnieniem, bo na przykład pobierają zasiłek. Albo straciły już prawo do zasiłku, ale mogą korzystać z innych świadczeń socjalnych, których wysokość uzależniona jest od dochodu na członka rodziny. Bywa, że są to osoby, których dochód zajęty byłby przez komornika albo fundusz alimentacyjny. Zdarza się, że ktoś ma się stawić w zakładzie karnym. Trudno się dziwić, że tacy ludzie nie skarżą się na warunki, a pracodawcy nie zadają zbyt wielu pytań.

- Ale pan może je zadawać. Może pan wiele. Przecież inspektor pracy ma uprawnienie prokuratorskie.

Nie mogę przeszukiwać szafek pracodawców, czy nie pochowali tam jakichś lewych umów. Pracodawca ma obowiązek na moje żądanie wydać odpowiednie dokumenty. A jak mówi, że ma je u księgowej, to przecież nie aresztuję go i nie pojadę na przeszukanie do księgowej. Na rynku funkcjonują firmy, które wykonują ogromne kontrakty, a pracuje tam pięć osób na etatach. Wiele osób o tym wie. Niewielu to dziwi.

- A kto jeszcze w ogóle może liczyć na etat?

Właściwie tylko administracja państwowa, budżetówka, służby, administracja samorządowa. Wysoko kwalifikowana kadra specjalistyczna. Ale także pracownicy większych, szanujących się firm, w których dobre imię firmy stanowi, że nie narusza się podstawowych norm i stara się zatrudniać zgodnie z Kodeksem pracy.

- A może tak musi być, bo państwo jest słabe i nie ma narzędzi.

Gdyby tak było, to pewnie byśmy nie rozmawiali. Ale już w latach 70. umowy cywilnoprawne funkcjonowały powszechnie w tzw. obrocie chałupniczym. Nazywano je umowami o pracę nakładczą. Mówimy o prostych zajęciach typu składanie długopisów, zszywanie ścierek. I nasz ustawodawca co prawda nie przypisał im uprawnień wynikających ze świadczenia pracy w ramach Kodeksu pracy, jednakże upoważnił Radę Ministrów do wydania rozporządzenia o zakresie stosowania do tych umów prawa pracy. To jest dosyć szeroka ochrona, bo zapewnia w pewnym zakresie urlopy wypoczynkowe, ochronę związaną z macierzyństwem i ochronę czasu pracy. Takie elementarne rzeczy.

Dlaczego do tej pory żaden z ustawodawców nie wpadł na pomysł, żeby w analogiczny sposób wprowadzić do Kodeksu pracy regulacje dotyczące umów cywilnoprawnych typu umowa-zlecenie, umowa o dzieło? Tym bardziej że taka możliwość zapisana jest w art. 303 par. 2 Kodeksu pracy.

- No właśnie, dlaczego?
Nie wiem, może po tym wywiadzie ktoś odpowie.

Źródło: tekst pojawił się w internetowym wydaniu tygodnika "Polityka"

"Rozdęty socjal" po polsku

Kraj | Prawa pracownika | Tacy są politycy

Tylko 16% polskich bezrobotnych otrzymuje zasiłki. W starych krajach UE pobiera je nawet 80% osób, które straciły pracę.

„Dziennik Gazeta Prawna” omawia obecną sytuację w kwestii bezrobocia i uprawnień do zasiłków. W roku 2012 w 110 powiatach na 314 (mniej więcej 1/3 powierzchni Polski) bezrobotni uprawnieni do zasiłków będą otrzymywali je przez 12 miesięcy, a w pozostałych przez 6 miesięcy. Zasiłek wypłacany jest przez rok w tych regionach, gdzie stopa bezrobocia była w końcu czerwca poprzedniego roku o ponad 50% wyższa od średniej krajowej.

To nie koniec „optymistycznych” informacji. Z danych GUS wynika, że w listopadzie 2011 r. w całym kraju tylko 305 tys. osób bezrobotnych otrzymywało zasiłki – było to tylko 15,9% ogółu bezrobotnych. – „Większość zarejestrowanych stanowią osoby długotrwale bezrobotne, które nie spełniają kryteriów branych pod uwagę przy przyznawaniu zasiłków” – mówi gazecie prof. Urszula Sztanderska z Uniwersytetu Warszawskiego. Wedle danych GUS w listopadzie w urzędach pracy zarejestrowanych było ponad 965 tys. długotrwale bezrobotnych, a więc pozostających w rejestrach ponad 12 miesięcy w okresie ostatnich dwóch lat.

Hiszpania: ABB próbuje złamać strajk

Świat | Prawa pracownika | Strajk

Agencja pracy tymczasowej EULEN zwoniła większość działaczy komitetu strajkowego, próbując doprowadzić do zdławienia strajku. Od 28 listopada trwa strajk w fabryce ABB w Kordobie w Hiszpanii. Pracownicy agencji EULEN, którzy są uzwiązkowieni, zostaną zastąpieni nowymi pracownikami, wynajętymi w agencji ADECCO. Pomimo tych represji, strajk trwa nadal i w dniu 5 stycznia, Komitet strajkowy napisał:

ABB utrudnia dostęp członków komitetu straklowego do swoich obiektów, twierdząc, że umowa z EULEN została rozwiązana i że teraz firma korzysta z usług agencji ADECCO - EUROCEN, która dostarcza łamistrajków. Ze swojej strony, EULEN zwolnił 9 członków komitetu strajkowego z dniem 31 grudnia, co stanowi próbę złamania strajku i jawne działanie zmierzające do represji związków zawodowych. Reszta pracowników stała się zakładnikami gry interesów pomiędzy firmami ABB, EULEN i ADECCO, które starają się podzielić pracowników i zwiększyć ich brak pewności co do dalszych możliwości pracy.

Komitet strajkowy zamierza podać ADECCO do sądu za złamanie prawa do strajku. Akcja strajkowa oraz akcje solidarnościowe w wielu miastach Hiszpanii trwają nadal.

Lublin: Pikieta przed Protektorem. Pracownicy zablokowali obie bramy zakładu

Kraj | Prawa pracownika | Protesty

Pracownicy Lubelskich Zakładów Przemysłu Skórzanego protestują przed siedzibą Protektora. Przy ul. Kunickiego zebrało się kilkadziesiąt osób. Większości z nich udało się wedrzeć na teren fabryki. Trwają rozmowy z przedstawicielami spółki.

Protestujący walczą o swoje miejsca pracy. W ostatni piątek zarząd Protektora poinformował o likwidacji spółki LZPS. Załoga otrzymała wypowiedzenia pocztą kurierską. Pisma otrzymały 144 osoby z ponad 250 osobowej załogi.

Trwają negocjacje związkowców z przedstawicielami Protektora i likwidatorem LZPS. Rozmowy odbywają się w sklepie firmowym Protektora. – To mydlenie oczu, na razie nie ma żadnego porozumienia – usłyszeliśmy od jednego ze związkowców. – Nie możemy wywalczyć żadnych konkretów.

Związkowcy próbowali przekazać władzom spółki pismo, w którym informują, że w firmie istnieje organizacja związkowa. Protektor jednak nie chce przyjąć dokumentu. Zebranym przed zakładem przy ul. Kunickiego próbują pomóc politycy Jacek Czerniak i Michał Kabaciński.

Pikietujący zamknęli likwidatora w sklepie zakładowym i zapowiedzieli, że go nie wypuszczą.

BCC: koniec urlopu na żądanie, niepłatny początek zwolnienia, koniec odszkodowań dla pracowników

Kraj | Prawa pracownika

Konwent BCC (Business Centre Club ) skatalogował najczęściej proponowane zmiany dotyczące stosunków pracy, zawarte w 4 ustawach: Prawie Pracy, Ustawie o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników, Ustawie o związkach zawodowych oraz Ustawie o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Obok wymienionych już zmian, które wprowadzała ustawa antykryzysowa, zaproponowane zostały również takie, które służą dalszemu uelastycznieniu stosunków pracy m.in.:

- likwidacja konieczności uzasadniania powodów wypowiedzenia umów o pracę przez pracodawcę, jak i pracownika,
- likwidacja instytucji odszkodowania (po okresie wypowiedzenia) za wypowiedzenie umowy o pracę na czas nieokreślony,
- likwidację obowiązku tzw. konsultacji związkowej przy wypowiadaniu umów i zastąpienie jej obowiązkiem powiadamiania,
- przywrócenie instytucji tzw. "porzucenia pracy przez pracownika",
- zniesienie nadmiernej ochrony działaczy związkowych przed zwolnieniem z pracy, za wyjątkiem zwolnienia z powodów wykonywania zadań działalności związkowej,
- wprowadzenie rzeczywistej odpowiedzialności karnej i cywilnej dla szeroko pojętych organizatorów nielegalnego strajku,
- likwidacja "urlopu na żądanie"
- wprowadzenie obowiązku oświadczenia pracownika o miejscu pobytu w czasie choroby dłuższej niż 3 dni oraz brak wynagrodzenia za pierwsze 3 dni zwolnienia lekarskiego.

Czy ustawa antykryzysowa wejdzie na stałe do Kodeksu Pracy?

Kraj | Prawa pracownika | Tacy są politycy

Jak pisaliśmy już wcześniej, wraz z końcem roku przestaje obowiązywać ustawa antykryzysowa. Wprowadzone pod pretekstem kryzysu „wyjątkowe” zawieszenie niektórych przepisów Kodeksu Pracy na tyle spodobało się pracodawcom, że może dojść do trwałego wpisania ich w obowiązujący porządek prawny. Na ostatnim posiedzeniu Komisji Trójstronnej ds. Społeczno-Gospodarczych z 19 grudnia rząd przedstawił pracodawcom i ugodowym związkom zawodowym propozycję prac nad nową ustawą, opartą na ustawie antykryzysowej, lub zapisanie zmian umożliwiających dłuższy czas pracy w nadgodzinach na stałe do Kodeksu Pracy.

Ustawa antykryzysowa zmieniała m.in. tzw. „okres rozliczeniowy” nadgodzin, z czterech do 12 miesięcy. Większa liczba nadgodzin w miesiącu mogła być rekompensowana dłuższym okresem przestoju później w ciągu roku. Oznaczało to przerzucenie w większym stopniu na pracowników ryzyka związanego z wahaniami produkcji – pracownicy mogli być zmuszani do intensywniejszej pracy w okresie wzrostu zapotrzebowania. Jednak pracownicy zatrudniani na okres krótszy niż rok mogli dzięki temu być ponad miarę eksploatowani.

Prawo Pracy: Od nowego roku trzecia umowa na stałe

Kraj | Prawa pracownika

Funkcjonowanie przyjętego przez rząd pakietu ustaw antykryzysowych dobiega końca. Dla przedsiębiorców oznacza to brak możliwości kontynuowania zatrudniania na zasadach przyjętych w 2009 roku. Od stycznia trzecia umowa na czas określony zawarta z tym samym pracownikiem jest równoznaczna z zawarciem umowy na czas nieokreślony.

Od 1 stycznia pracodawców będzie ponownie obowiązywał art. 25 par.1 kodeksu pracy, zgodnie z którym trzecia umowa na czas określony zawarta z tym samym pracownikiem jest równoznaczna z zawarciem umowy na czas nieokreślony. „Zdaniem części prawników za pierwszą umowę może być uznana dopiero pierwsza umowa zawarta po 1 stycznia 2012 r., a nie ta trwająca w tym dniu. (…) Wyjątkiem od tej zasady będzie przypadek, gdy umowa terminowa trwająca do 1 stycznia 2012 r. została zawarta jeszcze przed wejściem w życie ustawy antykryzysowej (czyli przed 22 sierpnia 2009 r.), wcześniej była poprzedzona pierwszą umową na czas określony, a między rozwiązaniem poprzedniej i zawarciem kolejnej umowy nie upłynął miesiąc" – czytamy w gazetaprawna.pl.

Zmiana, która nastąpi na rynku pracy będzie miała wpływ na kolejne kombinowanie pracodawców. Może nastąpić wzrost zatrudniania pracowników w oparciu o umowę tymczasową. - W najbliższych miesiącach będziemy mieli do czynienia ze znacznym wzrostem zainteresowania elastycznymi formami zatrudnienia – przewiduje Krzysztof Inglot, Dyrektor Działu Rozwoju Rynku w Work Service SA.

Międzynarodowa Organizacja Pracy wzywa rząd Niemiec do przestrzegania praw związku zawodowego FAU

Świat | Prawa pracownika

W raporcie z listopada 2011, Międzynarodowa Organizacja Pracy (ILO) zareagowała na skargę złożoną przez niezależny związek anarcho-syndykalistyczny Freie Arbeiterinnen und Arbeiter-Union (FAU). Związek domaga się się uznania swojego prawa do reprezentowania interesów swoich członków, co było kwestionowane przez niemieckie sądy, o czym pisaliśmy już tutaj. Chodziło o sądowy zakaz prowadzenia sporu pracowniczego i zakaz korzystania z określenia „związek zawodowy”.

ILO w szczególności zaprotestowała przeciwko inicjatywie ustawodawczej zmierzającej do ograniczenia możliwości zawierania wielu porozumień zbiorowych w ramach jednej firmy (to oznaczałoby ograniczenie pola działania małych związków). Rząd niemiecki oficjalnie wycofał się z tej inicjatywy.

W odpowiedzi na skargę FAU, komisja powołana przez Międzynarodową Organizację Pracy napisała w oficjalnym liście skierowanym do niemieckiego rządu, iż domaga się zapewnienia związkowi zawodowemu FAU-Berlin pełnej swobody działania na rzecz obrony praw pracowniczych członków tego związku, w szczególności prawa do swobodnego wyrażania opinii, dostępu do miejsc pracy i udziału w rokowaniach z pracodawcami.

Gazety oddają fotografów na przemiał

Kraj | Prawa pracownika

Związki zawodowe działające w Presspublice, wydawcy m.in. „Rzeczpospolitej”, zawarły 20 grudnia porozumienie z pracodawcą w sprawie zwolnień grupowych; wręczanie wypowiedzeń rozpoczęło się następnego dnia. Pracę do 120 osób, wynagrodzenie kolejnych 200 ma być obniżone.

W Presspublice na etacie pracuje mniej niż 600 osób, zatem zwonienia dotkną ok. 20% załogi. Zwolnienia to nie wszystko – w sobotę zakończono wydawanie wychodzącego od 1944 r. „Życia Warszawy”. Z kolei portal Nowy Ekran podaje, że 15 grudnia zwolniono cały dział korekty, a ich zadania powierzono firmie outsourcingowej. Zgodnie z przypuszczeniami zwolnienia objęły również dział fotograficzny „Rzeczpospolitej”, czyli agencję Fotorzepa. Z nieoficjalnych informacji wynika, że w dziale fotograficznym „RP” pozostało dwóch fotografów, którzy realizują tematy codzienne do gazety.

Belgijscy pracownicy potrafią się zorganizować

Świat | Prawa pracownika | Protesty | Strajk

Strajk generalny sektora publicznego sparaliżował Belgię. Na ulice nie wyjechały autobusy ani tramwaje, w całym kraju stanęła kolej, a strażnicy więzienni nie przyszli do pracy. Strajk jest odpowiedzią na reformę emerytur ogłoszoną przez nowy rząd.

Do zapowiadanego od poniedziałku przez trzy główne związki zawodowe 24-godzinnego strajku przyłączyli się głównie pracownicy transportu publicznego: we francuskojęzycznej Walonii, zdominowanej przez socjalistów, na ulice miast nie wyjechał żaden tramwaj ani autobus; w bardziej liberalnej Flandrii autobusy pojawiają się sporadycznie. Nie działa brukselskie metro, nie jeżdżą autobusy podmiejskie, a firmy taksówkowe od środy nie przyjmują zleceń.

Polska przoduje w umowach śmieciowych

Kraj | Gospodarka | Prawa pracownika

Polska znajduje się na czele Unii Europejskiej w stosowaniu umów śmieciowych. Ma je aż 27 proc. pracowników - wynika z raportu Komisji Europejskiej o zatrudnieniu. Polacy nie mają wyboru. Z raportu Komisji wynika, że aż 75 proc. decyduje się pracować na umowach czasowych, bo nie mogą dostać innej pracy. Dla 8 proc. to okres próbny, a 10 proc. nadal się uczy i trudno byłoby im pogodzić pracę ze studiami. Jedynie 7 proc. nie chciało mieć stałej umowy.

Tak naprawdę osób pracujących nie na etacie jest w Polsce jeszcze więcej. Komisja Europejska, licząc słabiej chronionych, brała pod uwagę jedynie umowy o pracę na czas określony, o dzieło czy zlecenia, ale już nie uwzględniła samozatrudnionych. Co więcej, liczba Polaków bez stałych umów rośnie szybko. Jeszcze dziesięć lat temu było ich jedynie 6 proc.

Wyślij protest i wspieraj strajk pracowników ABB

Świat | Prawa pracownika | Protesty

Aktualizacja Firma ABB zatrudniła łamistrajków. Firma ADA Aquiler de Maquinaria y Heramientas korzystała z sytuacji i wysłała pracowników do ABB aby wykonać pracę strajkujących.

Skorzystaj z formularza na stronie firmy aby powiedzieć co myślisz o takich praktykach.

Od 28 grudnia trwa strajk pracowników EULEN-ABB w Kordobie w Hiszpanii. Strajk został zwołany przez pracowników z EULEN, zakontraktowanych do pracy w ABB. ABB ogłosiła, że od 1 stycznia, nie odnowi kontraktu z EULEN i zamiast tego będzie korzystać z usług EUROCEN, firmy będącej częścią międzynarodowej sieci ADECCO.

Prawdopodobnie, nowa spółka zostanie wykorzystana do pozbycia się wszystkich strajkujących pracowników. Strajkujący koczują w namiotach pod bramą fabryki. 15 grudnia prawie 500 osób demonstrowało w Kordobie, solidarni z strajkującymi. Pod warszawską siedzibą spółki odbył się już protest w tej sprawie.

Skorzystaj z formularza, by wysłać list protestacyjny do ABB, by wesprzeć strajkujących.

Hiszpania: Demonstracja nauczycieli przeciowko cięciom

Świat | Prawa pracownika | Protesty

 Demonstracja nauczycieli Około 3000 nauczycieli i rodziców uczniów demonstrowało w Madrycie przeciwko cięciom budżetowym w sektorze edukacji. Demonstracja obywała się pod hasłem:

„Edukacja nie jest wydatkiem, lecz inwestycją. Nie dla cięć.”

Marsz zaczął się na placu Neptuno, a zakończył się na pl. Puerta del Sol, naprzeciwko siedziby władz lokalnych Madrytu. Demonstracja przebiegła spokojnie.

Źródło: Telesur

Warszawa: Właściciel firmy "Jerzy Madziarowicz - MIX" ukrywa się, by uniknąć odpowiedzialności

Kraj | Prawa pracownika

Trwa kampania informacyjna ZSP na temat Karola, pracownika, który w wyniku wypadku podczas pracy dla agencji pracy “Jerzy Madziarowicz – MIX”, doznał poważnego urazu głowy i przebywa w stanie śpiączki. Pracownik nie miał zapewnionych środków wymaganych przez BHP i nie był ubezpieczony. Szef agencji, który zatrudnia ludzi do pracy na budowie, twierdzi, że Karol nigdy dla niego nie pracował i wypiera się jakiejkolwiek odpowiedzialności.

Sam Jerzy M., szef firmy “Jerzy Madziarowicz – MIX” ukrywa się. W sobotę rano, aktywiści Związku Syndykalistów Polski udali się do willi na ul. Roztockiej 9 na Gocławku, gdzie miał miejsce wypadek. Zastali tam jedynie kobietę podającą się za córkę właścicielki nieruchomości, która wezwała policję z powodu umieszczenia ulotki na bramie posesji. Podczas interwencji policyjnej, wywiązała się dyskusja na temat sprawności działań policji, gdy chodzi o ochronę praw właścicieli, oraz niesłychanej opieszałości organów ścigania w sytuacji, gdy pracownik doznał obrażeń na budowie. Policjanci niechętnie musieli przyznać rację, że tak sprawy faktycznie wyglądają. Wydali jednak pouczenie, by aktywiści „nie nachodzili” właścicieli nieruchomości.

Podczas akcji ulotkowej, doszło do rozmów z pracownikami na pobliskiej budowie, którzy również pracują bez żadnych zabezpieczeń i umów i mają problemy z zaległymi wypłatami. Aktywiści poinformowali ich o możliwych działaniach w obronie swoich praw i o tym, że nieraz bywają one bardzo skuteczne.

Londyn: Elektrycy okupują biura Network Rail

Świat | Prawa pracownika | Protesty

W piątek 16 grudnia o godzinie 6 wieczorem, miała miejsce pikieta elektryków tzw. „SPARKS” przed wejściem do placu budowy trakcji kolejowych przy londyńskiej stacji Kings Cross. Rozdawane były ulotki robotnikom nocnej zmiany zmierzającym do pracy. Po około godzinie grupa elektryków wraz z grupą wspierającą odłączyła się od pikiety i ruszyła w kierunku biurowca gdzie mieszczą się biura spółki kolejowej Network Rail.

Network Rail jest głównym zleceniodawcą robót związanych z trakcjami kolejowymi i remontami dworców. Jednym z głównych wykonawców zatrudnionych przez Network Rail jest niesławna firma budowlana Balfour Beatty odpowiedzialna za łamanie kontraktów z elektrykami, obniżki płac i łamanie praw pracowniczych.

Kanał XML