Blog

Hasło Międzynarodówki Alterglobalistów: "Socjalizm = wolny dostęp do Internetu + władza sowietów."

Blog

Ostatnio widzę, że jest wiele artykułów w internecie o tym jak warto budować partię alterglobalistyczną. Autorzy tych artykułów chyba nie wiedzą, że już jest coś takiego - w Kanadzie -a w kilku krajach lewicowe oportuniści już próbowali robić coś takiego. Jednak zwykłe nie da się organizować coś takiego ponieważ większość "alterglobalistów" nie potrzebuje partii.

Czytałam ten artykuł dziś. Rzygać mi się chcę. Jestem ciekawa kogo autor widzi w role lidera tej partii. Pewnie ktoś z dupolizów Żiżka.

Partia Alterglobalistów
Bartosz Wójcik

W kręgach lewicowych od dłuższego czasu modny stał się temat "alterglobalizmu". Pojawiła się masa publikacji dotyczących tego zjawiska, organizowane są liczne konferencje, a także protesty samych alterglobalistów.

Nawet w naszym kraju przy okazji Europejskiego Forum Ekonomicznego w Warszawie, w mainstreamowym dyskursie poświęcono wiele uwagi przeciwnikom szczytu. Wystarczy przywołać polemikę Artura Domosławskiego z Witoldem Gadomskim na łamach "Gazety Wyborczej", czy znany list Jacka Kuronia - gdzie autor nazywa alterglobalistów ostatnią nadzieją dla świata. Może warto zastanowić się nad tym zjawiskiem, a przede wszystkich zanalizować strategie działania tego "nowego ruchu społecznego".

Co rozumiemy poprzez pojęcie alterglobalizm? Etymologię tego słowa implikuje fraza "alternatywa dla globalizacji". Dalej wydaje się to mętne i niesprecyzowane, ale taki jest, niestety, symptom całego ruchu. Pośród przeciwników neoliberalnej globalizacji mamy zarówno radykalnie lewicowych studentów z amerykańskich i europejskich uczelni, ludność Trzeciego Świata, tak zwane "Globalne Południe", jak i religijnych fundamentalistów sprzeciwiających się westernizacji czy populistycznych, prawicowych, nacjonalistów w Europie Zachodniej (Haider, Le Pen). Świadczy to o heterogeniczności i atomizacji alterglobalistów. Jedyna faktyczna lina podziału dotyczy stosunku do samej globalizacji. Większa część ruchu domaga się odwrócenia negatywnych trendów obecnego procesu i budowy "globalnego społeczeństwa obywatelskiego", a jego margines (antyglobaliści) chcą wstrzymać cały proces globalizacji i powrócić do idei państw narodowych. Postulaty alterglobalistów gromadzą się wokół ogólnych i patetycznych haseł - "inny świat jest możliwy", "globalizacja demokracji i praw człowieka - tak, globalizacji kapitału - nie" i tak dalej. Owszem, występują także bardziej konkretne propozycje jak np. umorzenie długów krajom Trzeciego Świata, wprowadzenie podatku Tobina czy "rewolucja edukacyjna". Nie zmienia to jednak faktu, iż ruch ten jest bardzo zróżnicowany ideowo i nie posiada "jednolitego projektu hegemonicznego". Pod względem organizacyjnym alterglobalistów charakteryzuje także "chaos" i brak homogenizacji. Mamy przecież Zapatystów w Meksyku, zbuntowaną młodzież na antyszczytach czy strajkujących robotników.

Fundamentalne pytanie brzm, "czy dyferencjacja, brak jednolitych struktur, stanowi siłę czy słabość alterglobalistów?". Pojawiają się tutaj różne, często sprzeczne odpowiedzi. Jedno stanowisko, prezentowane przez znaczącą część ruchu, uznaje obecną strategię za słuszną. To znaczy, iż należy kontynuować protesty przeciwko kapitalizmowi w postaci "antyszczytów", forów społecznych (takich jak w Porto Alegre) i tak dalej. Takie działania, nazwijmy je "akcjami bezpośrednimi", odniosły jeden spektakularny sukces. W 1999 roku, w Seattle, odbywała się Konferencja ministerialna WTO i miało zostać wypracowane porozumienie, które pozwalałoby na zainicjowanie nowej rundy negocjacyjnej na temat dalszej liberalizacji globalnego handlu. Jednak za sprawą licznych protestów ulicznych obrady zostały wstrzymane i nie podpisano dokumentu. "Bitwa o Seattle" była symbolicznymi narodzinami ruchu kontestatorów neoliberalnego kapitalizmu. Niestety, od tamtego czasu alterglobaliści nie mogą przełamać impasu. Co prawda, pamiętamy milionowe protesty w Pradze w 2000 roku czy w Genui w 2001. Jednak ich oddziaływanie na instytucjonalny trzon "Imperium"(1) - czyli Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, Światową Organizację Handlu i grupę G8, było niewielkie. Na pewno w 1999 roku, ruch ten stał przed ogromnymi możliwościami, posiadał rewolucyjny potencjał, wtedy po raz pierwszy od upadku realnego komunizmu, pojawiła się kusząca alternatywa wobec "liberalno-demokratycznego konsensusu". W takim razie, dlaczego przez ponad 7 lat nie dokonał żadnego postępu i ciągle znajduje się w fazie inercji?

Słoweński filozof Slavoj Žižek, próbuje nam odpowiedzieć na to pytanie, wyznaczając ograniczenia tego ruchu. Dostrzega on bowiem ciekawe zjawisko towarzyszące wszystkim "nowym ruchom społecznym [New Social Movements]":

Już dziś możemy zaobserwować znaki swego rodzaju ogólnego niepokoju - przypomnijmy sobie serie protestów przedstawianych pod hasłem "Seattle"[…] Zwróćcie uwagę na paniczne reakcje mass mediów, które, od magazynu "Time" do CNN, zaczęły ostrzegać nas przed marksistami manipulującymi tłumem "uczciwych" protestujących. Problem jest ściśle leninowski: jak urzeczywistnić oskarżenia mediów? Jak wynaleźć strukturę organizacyjna, która nada temu wrzeniu formę uniwersalnego, politycznego żądania?.(2)

W tym miejscu Žižek występuje w opozycji do entuzjastów obecnej formuły ruchu, zdecentralizowanej, w pełni demokratycznej i pluralistycznej, stosującej "akcje bezpośrednie" jako główne działanie. Zarzuca im interpasywność, czyli, że tak naprawdę po przez swoje działanie, nie chcą żeby coś się zdarzyło, tylko nic nie zmieniło. "Zmieniajmy coś ciągle, aby ogólnie rzecz biorąc, wszystko pozostało bez zmian".(3) W ten sposób paradoksalnie legitymizują panowanie liberalnej hegemonii, próba bezpośredniej interwencji jak twierdzi Žižek "w sposób nieuchronny kończy się w ślepym zaułku osłabiającej niemożności".(4)

Następuje tutaj odwrócenie marksowskiej "tezy jedenastej o Feuerbachu".(5) Sam alterglobalizm staje się, używając terminu Marcusego, "kolejnym produktem na liberalnym rynku idei", przez co traci swoją autentyczność i de facto zostaję "polityką bez polityki". W takiej sytuacji, póki co pozostaje nam kwestionowanie wytycznych ideologicznych panującego systemu czyli walka o "hegemonie symboliczną", zaś sam ruch antysystemowy powinien zmienić swoją formułę organizacyjną. Tutaj ponownie odwołam się do Žižka:

W skrócie, bez formy Partii ruch pozostanie w błędnym kole "oporu", jednym z kluczowych haseł "ponowoczesnej polityki", która lubi przeciwstawiać "dobry" opór wobec władzy "złemu" złemu rewolucyjnemu przejęciu władzy. Ostatnią rzeczą, jakiej chcemy, jest udomowienie antyglobalizacji w kolejne miejsce "oporu" przeciw kapitalizmowi.(6)

Jak słusznie Žižek zauważa, "nowe ruchy społeczne", powinny odrobić "leninowską" lekcje i stworzyć "Nową Międzynarodówkę"(7) (Partię) przeciw globalnemu kapitalizmowi. Dlaczego akurat Partia jest warunkiem koniecznym radykalnego politycznego przedsięwzięcia? Ponieważ ona jedyna wpisuję się w logikę Uniwersalnej Pojedynczości [Universal Singular], a to oznacza, iż prawda partykularnego stanowiska politycznego będzie jednocześnie traktowana jako prawda uniwersalna. W przeciwieństwie do "ruchów jednej sprawy?" (czyli ekologów, feministek, antyrasistów itd.), Partia ma wymiar uniwersalny - odnosi się do "społecznej całości". Naczelne hasło "Międzynarodówki Alterglobalistów" powinno brzmieć "Socjalizm = wolny dostęp do Internetu + władza sowietów." (8) Implikuje ono bowiem emancypacyjny potencjał Internetu i system rad, który jako jedyny jest gwarantem "realnego" wyzwolenia tej energii.

Przypisy:
1. "Imperium" to nazwa koncepcji opracowanej przez Antonio Negriego i Michaela Hardta w książce o tym samym tytule. A. Negri, M. Hardt, Imperium, przeł. S. Ślusarski i A. Kołbaniuk, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2005
2. S. Žižek, "Rewolucja u bram", przeł. J. Kutyła, Korporacja Ha!art, Seria Krytyki Politycznej, Kraków 2006, s. 594-595
3. Ibidem s.311
4. Ibidem s. 310
5. Która brzmi: "Filozofowie rozmaicie interpretowali świat, idzie jednak o to aby go zmienić".
6. S. Žižek, "Rewolucja…", wyd. cyt. s, 595
7. Pojęcia tego użył Jacques Derrida w swojej pracy, Spectres de Marx
8. Žižek parafrazuje tutaj znane hasło Lenina "Socjalizm = elektryfikacja + władza sowietów", "Rewolucja…", wyd. cyt. s. 589

Jak sprzeniewierzono irackie miliardy

Blog

Ja nie mam Planete (firma AsterCity jest okropna). Gdyby miałam Planete, mogłabym 19 lipca zobacyż film dokumentalny “Jak sprzeniewierzono irackie miliardy”. Na portalu napisaliśmy o tym jak część z tej kasy lądowała w Iranie gdzie prowadzono nielegalnie tajnie operacje CIA.

“Jak sprzeniewierzono irackie miliardy”.

(”Iraq’s Missing Billions”) film dokumentalny, Wielka Brytania, 2006, 48 min.

Reżyseria: Callum Macrae
Kanał: PLANETE
19 lipca 2007, godz. 23.20, 29 lipca 2007, godz. 22.50

Infrastruktura w Iraku jest gorsza niż przed wojną. Szpitale nie mają podstawowego wyposażenia i lekarstw, zniszczonymi ulicami płyną ścieki, brakuje szkół. Nie wiadomo, co się stało z milionami dolarów powierzonymi tymczasowym władzom koalicyjnym, które miały być przeznaczone na odbudowę zniszczonego kraju.

CPA (Coalition Provisional Authority) miała przekazać pieniądze nowemu rządowi irackiemu, lecz zanim do tego doszło, wydano je na niebotycznie drogie kontrakty. Przez pewien czas w Iraku nie obowiązywało ani prawo irackie, ani amerykańskie. Właśnie wtedy ściągali tu inwestorzy i firmy, mające niewiele wspólnego z ideą budowy demokracji, czy chcący nieść pomoc krajowi, który znalazł się w trudnej sytuacji. Kontrakty zawierano w wielkim pośpiechu, z korzyścią dla firm, które zarabiały nawet do 1000% swoich kosztów. Jedna z nich posunęła się nawet do tego, że przemalowała porzucone irackie pojazdy i maszyny i wynajmowała je jako swoje po niezwykle wygórowanych cenach. Firmy wystawiały rachunki na prace, których nigdy nie wykonały. Pomimo istnienia wyraźnych dowodów na ich nielegalną działalność, nie zostały ukarane, a wręcz utrzymały kontrakty.

Według oficjalnych danych amerykańskich, poziom życia w Iraku jest znacznie niższy niż przed wojną. Kraj produkuje mniejszą ilość elektryczności i ropy, brakuje czystej wody, sytuacja w szkolnictwie i służbie zdrowia jest bardzo ciężka. „Jako powiernicy zrobiliśmy bardzo niewiele. Powinniśmy byli wydać te pieniądze na obywateli Iraku, a nie wkładać je do kieszeni zagranicznych inwestorów” - przyznaje Frank Willis, były funkcjonariusz CPA. Niestety jest już za późno, gdyż tylko niewielka część funduszy została przekazana nowemu rządowi irackiemu i, zgodnie ze stanowiskiem USA, więcej pieniędzy nie będzie. Spekulanci i nielegalnie działające firmy zarobili miliony, a Irakijczycy muszą za to bardzo drogo zapłacić.

Zainteresowanie społeczne INNĄ kreatywną polityką

Blog | polityka

Ostatnio znalazłem ciekawe spostrzeżenie jakie powiedział znany brytyjski publicysta Neal Ascherson. Chodzi konkretnie o wywiad, którego udzielił Gazecie Wyborczej. Przez moment obnażył fundamenty istnienia demokracji parlamentarnej.Nie sądzę, by kiedykolwiek w ciągu ostatnich stu lat zaufanie do partii i polityków było tak małe. Ludzie czują się odizolowani od polityki, w cyniczny sposób myślą o motywach [...]

Chętnie kupiłabym mieszkanie Gosiewskiego

Blog

W oświadczeniu majątkowym Gosiewskiego: mieszkanie w Warszawie o powierzchni 89,27 mkw. - wartości 100-150 tys. zł.. Mieszkanie znajduje się w bloku przy ul. Krochmalnej w centrum Warszawy. Mieszkanie jest naprawdę warte 750-800 tys. złotych.

Najszybszy Polak

Blog | Ironia/Humor

JP2 spowodował upadek komunizmu i spadek bezrobocia. Zatrzymał powstawanie dziury ozonowej i sprawił, że Kometa Halleya nie uderzyła w ziemię. Łykał ołowiane kule bez żadnej szkody dla organizmu.
Potrafił się wyluzować: nosił ciemne okulary Bono i zażywał kokę wraz z prezydentem Boliwii. Jego jedyną wadą był obfity łupież. Ostatnio, uratował też Kubicę.

Składamy hołd najszybszemu z Polaków i jego sławnemu Papamobile.

Bałagan w Gazecie

Blog

W piątek w Warszawie Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł o kampanii "Uwolnić Piątek". W Poznaniu także. Okazuje się, że to GW demaskowała oszustwo kampanii (a nie anarchiści, którzy im wysłali informacje i nie internauci, którzy o tym pisali).

A może dziennikarze z Poznania po prostu sprawdzili te informacje, które gazecie wysłaliśmy.

W każdym razie, bałagan w GW, i szkoda, że w Warszawie nie napisali prawdę.

Spontan kontrolowany: kto uwalnia piątek?

Od końca czerwca media w całej Polsce informują o społecznej inicjatywie pod hasłem "Uwolnić piątek". - Ludzie chcą dłuższego weekendu - komentowali dziennikarze TVN w "Faktach" 22 czerwca. Zdemaskowaliśmy inicjatorów akcji, która okazała się... częścią kampanii reklamowej Lecha
...
Z ulotek rozdawanych przechodniom wynikało, że akcja "Uwolnić piątek" to inicjatywa społeczna. Próbowaliśmy potwierdzić to u któregoś z uczestników, odsyłali nas do swojego przedstawiciela Michała Szparagi. - Akcja została spontanicznie zorganizowana w grupie znajomych - przekonywał. - Na studiach mieliśmy wolny piątek, a teraz musimy pracować cały tydzień. Jednak wyjaśnienia Szparagi nie do końca nas przekonały. Wśród uczestników marszu naszą uwagę zwróciła pani w czerwonej chustce. Nie chciała się przedstawić, przez cały czas rozmawiała przez komórkę i po cichu wydawała polecenia manifestującym. Tłumaczyła, że jest tylko znajomą jednego z uczestników, ale wyraźnie widać było, że koordynuje całą akcję.

Nasze podejrzenia potwierdził Łukasz Harhura, jeden z manifestujących. - Jak chcecie wiedzieć, kto naprawdę jest organizatorem, wejdźcie na naszą stronę internetową - powiedział z uśmiechem.

Weszliśmy na stronę www.frajdej.pl. Sprawiała wrażenie stworzonej w celach marketingowych. O co tu chodzi? Czyżby ktoś pod płaszczykiem obywatelskiej inicjatywy próbował przemycić treści reklamowe? Nasze domysły potwierdzały wpisy na forum internetowym pod tekstami o akcji. - Coś czuję, że to Lech robi sobie dobrze - pisał jeden z internautów.

Postanowiliśmy zadzwonić do Kompanii Piwowarskiej. - Teraz mnie pani zaskoczyła totalnie, bo to miała być tajemnica - Paweł Kwiatkowski, rzecznik Kompanii nie krył zdziwienia. - Rzeczywiście, "Uwolnić piątek" to część akcji promocyjnej Lecha, ma na celu zwrócenie uwagi na tę markę. Zostaliśmy zdemaskowani - dodał ze śmiechem. Tłumaczył, że reklama miała zmusić ludzi do refleksji, dlatego użyto metody zwaną "teaser" (od ang. "to tease" - "drażnić").

Rydzykowy odpust

Kraj | Blog

Wysoko umiejscowiona mównica, na niej niskiego wzrostu wódz narodu, głoszący swoje puste frazesy i ponad 150 tysięczny, wyraźnie rozkochany w swoim mówcy tłum szaleńców, czekających na polecenie – do boju przystąp!
Nie, chociaż obrazowo zbliżone, to jednak nie był występ pełnego charyzmy, naczelnego oszołoma XX wieku Adiego H. tylko kolejna z cyklu impreza u Rydzyka na Jasnej Górze. A na niej całkiem jak w Folwarku Zwierzęcym, były świnie z dużymi uszami, konie z wielkimi zębami i cała reszta roześmianej bandy. Były nawet promocje, 299 zł za zestaw do odbioru TV Trwam. Zabrakło natomiast akredytacji dla publicznych i komercyjnych mediów, do czego akurat chyba wszyscy przywykliśmy, wszak Goebbels z Torunia rzecze –„to manipulacje z wyższych szkół kłamstwa”.
Zadziwiające jest, jakim sposobem miejsce stanowiące dla wielu wierzących w Polsce zakątek kultu, mogło stać się miejscem do uprawiania propagandy i mównicą dla siania oszczerczej hipokryzji. O merytorycznej treści wystąpienia Jarosława K. nie warto nawet wspominać, ponieważ jak uparcie twierdzi, jego perfekcyjna gama reform była, jest i będzie konsekwentnie wprowadzana, a wnioskując z jego wypowiedzi tylko głupcy nie potrafią zrozumieć jak wielkim dobrem nas obdarza to czyniąc.
Eutanazja dla „czarownicy” prezydentowej? a co tam, widząc taki elektorat i wykorzystując taką okazję, warto zapomnieć „rydzykowne” słowa ojca dyrektora i trzeba działać.

Taśma prawdy

Blog

Na stronach internetowych "Wprost" można wysłuchać fragmentów nagrania o. Rydzyka kiedy twierdzi, że Lech Kaczyński to "oszust", a prezydentowa to "czarownica".

www.wprost.pl
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,9006967,wiadomosc.html?ticaid=14120

27-sekundowe nagranie

Blog

Na stronach internetowych Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego opublikowano 27-sekundowe nagranie z zatrzymania Barbary Blidy.

27 sekund? Czy to ma być żart?

Byłam nie raz na pikiecie 10 osobowej gdzie policja filmowała nas cała godzina - a 27 sekund filmowała areszt Blidy?

PRZEMYSŁ TYTONIOWY. HISTORIA SPISKU

Blog

"Ta bezprecedensowa epidemia w historii ludzkości spowodowała w XX wieku śmierć 100 milionów mężczyzn i kobiet. W XXI wieku umrze kolejny miliard, jeśli nic nie zrobimy" - mówi profesor Gérard Dubois, ekspert Światowej Organizacji Zdrowia.

FILM na kanale PLANET!!!

Ponad trzy lata śledztwa prowadzonego na całym świecie pozwoliło Nadii Collot rozszyfrować strategię działalności przemysłu tytoniowego, który z sukcesem umacnia swą potęgę kosztem zdrowia publicznego oraz, paradoksalnie, pomimo zdrowotnych kampanii profilaktycznych. Reżyserka z samego środka nikotynowego kartelu ujawnia taktykę, o której nikt nic nie mówił od ponad pół wieku.

W ciągu 90 minut odwiedzimy trzy kontynenty: Północną Amerykę, Europę i Afrykę. Rozszyfrujemy kierowany z ukrycia i mistrzowski spisek, który opiera na trzech punktach: naukowej i ideologicznej propagandzie oraz strategiach ekonomicznych.

Naukowa propaganda ma na celu manipulację naukowymi dowodami oraz przekupywanie naukowców, by potwierdzali kontrowersje związane z zagadnieniami zdrowotnymi dotyczącymi palenia czynnego i biernego. Propaganda ideologiczna to sprytny i zamaskowany "product placement" w kinie lub telewizji, subtelne i pomysłowe taktyki marketingowe lub polityczne intrygi lobbystów. Celem strategii ekonomicznych jest infiltracja zamkniętych rynków innych krajów, obejście legislacji, zwiększenie sprzedaży wśród młodych i biednych. Także przemyt jest sposobem na zwiększenie międzynarodowego popytu i zysków.

Te trzy filary działania są wspólne dla wszystkich firm tytoniowych na świecie. A wszystko zaczęło się w 1953 roku w Nowym Jorku, gdzie odbyło się sekretne i nielegalne spotkanie przywódców przemysłu tytoniowego. Razem zdecydowali, by wprowadzić w życie plan, który oszukałby społeczeństwo i rząd oraz zbudowałby pozytywny wizerunek papierosa bez względu na koszty. To pozwala zrozumieć i wytłumaczyć podejście papierosowych bossów do naszego zdrowia w dzisiejszych czasach.

PRZEMYSŁ TYTONIOWY. HISTORIA SPISKU

The Tobacco Conspiracy

film dokumentalny
Francja/Kanada, 2005, 90 min.

reżyseria:
Nadia Collot

najbliższe emisje na kanale PLANETE:
13.07 piątek, godz. 20.50
16.07 poniedziałek, godz. 13.40

Wstyd dla Gazety Wyborczej

Blog

Okazuje się ze Gazeta Wyborcza jest jedyną gazetą w Warszawie, która po naszej rewelacji o kampanii marketingowej Kompanii Piwowarskiej albo nie sprawdziła, czy faktycznie Dariusz Zieliński to account firmy Ciszewski i opublikowała zupełnie niewiarygodne informacje. Inne gazety i telewizja zrezygnowały z tego. Gazeta Wyborcza, mimo że materiał opublikowała na stronie internetowej ponad 8 godzin później (co znaczy, że mieli czas sprawdzić) nie zrezygnowała z publikacji.

Kilka osób w Gazecie pewnie dostały informacje prasowe, które my ich wysłaliśmy (na parę adresów), ale nawet jeśli "dziennikarka" Anna Sulewska-Toczyska nie została poinformowana o tym, miała szanse dowiedzieć się o tym na akcji. Była tam i widziałam zamieszanie. Ona była jedyną osobą, która po pierwsze nie pytała o co chodzi, po drugie, odmówiła przyjęcia naszych informacji prasowych.

Pozostaje pytanie - ilu takich "dziennikarzy" dziś pracuje w polskich mediach?

Zbyt często, dziennikarz jest osobą nie zweryfykowaną, bez opowiedniego wykształcenia dziennikarskiego, nie pracuje na etacie, więc próbuje sprzedać materiały, widocznie nawet nieprawdziwe.

Jest po prostu okropne ile osób nie sprawdziło tych informacji o kampanii. Można było wszystko o tym znaleźć w ciągu 3-4 minut w internecie:
trzeba googlować "dariusz zielinski, ciszewski, kompania piwowarska" - te informacje były dostępne dla mediów. Albo oglądać na stronie "kampanii Uwolnić Piątek". Konkursy? Flash? Gadżety? Albo zobaczyć tą akcję? Czy to wygląda na normalną demonstrację - czy na reklamę?

Oczywiście, warto pytać, czy dziennikarka Anna Sulewska-Toczyska jest taka głupia, czy nie. Ona wydała mi się wyjątkowo głupia, ale rozumiem, że ona kiedyś zajmowała się marketingiem i PR. http://www.goldenline.pl/anna_sulewska_toczyska
To znaczy, że pewnie wiedziała, o co chodzi.

Jeśli chodzi o media, niedawno czytałam książkę o CIA (amerykański wywiad) i było wiele tam o tym, jak rząd puszczał fałszywe informacje do mediów i korszytał z tego, np do tworzenia publicznego nastroju przeciw innemu krajowi, albo żeby usprawiedliwić jakąś wojnę. Każdy, kto czytał m.in. Noama Chomskiego wie, jaką rolę mogą odegrać media i jak one mogą stać się zupełnie niewiadogodne.

Dzisiejsza akcja nie była czymś ultraważnym - chodziło o nieuczciwą reklamę i o to jak manipulatorzy z firmy reklamowej nabrali media i być może nawet wielu zwykłych ludzi, w ramach kampanii reklamowej. Warto o tym napisać, ale bardzo nieprofesjonalna dziennikarka z Gazety Wyborczej postanowiła nie zwracać uwagi na rzeczywistość, aby sprzedać artykuł, być może nawet nie tylko artykuł, bo niewykluczone, że GW uczestniczy w tej kampanii. Jednak to, mam nadzieje daje do myślenia naszym czytelnikom. Każdy z Was może sprawdzić w internecie i będzie od razu widzieć, że to reklama. Musimy bardzo sceptycznie czasami odnosić się do artykułow w prasie mainstreamowej - ale nam, czytelnikom czasami trudno dowiedzieć się co jest prawdą, a co nie. Niestety. Dziś Gazeta Wyborcza, wydaje mi się nie tyle nabrała się, co uczestniczyła w oszustwie.

https://cia.media.pl/anarchisci_zaklocili_manipulatywna_kampanie_marketin...

SLD'owski tłuścioch walczy z monitoringiem

Blog

Dzisiaj już mamy tak dużo służb, które mogą prowadzić czynności operacyjno-rozpoznawcze, krótko mówiąc - inwigilować obywateli, że nadawanie nowych uprawnień tego typu Straży Ochrony Kolei jest nieracjonalne - mówi Ryszard Kalisz o pomyśle zwiększenia uprawnień SOK. Może to w konsekwencji godzić w prawa i wolności obywatelskie. Dziś wszystkie spółki kolejowe są spółkami kapitałowymi, w związku z tym nie mogą dysponować formacją zbrojną, która miałaby inwigilować obywateli - przypomina. [wg.: wp.pl]

Jak doniósł "Super Express", do Sejmu trafił projekt nowej ustawy o SOK, forsowany przez wiceministra gospodarki Krzysztofa Tchórzewskiego, na mocy którego sokiści będą mogli podsłuchiwać, podglądać, przeglądać korespondencję, czytać sms-y, a nawet organizować prowokacje wobec przestępców.

Poseł Kalisz nieco poniewczasie wskazuje na problem śledzenia obywateli, który pojawił się za kadencji SLD, a w pewnym sensie za kadencji poprzedniej jego partii.

Mój list do Premiera

Kraj | Blog

Sugerując się tezą, że władza jest dla ludu, postanowiłem nawiązać z nią kontakt. Poniżej publikuję kilka zdań, jakie sformułowałem do ojca narodu Jarosława K.
Szanowny Panie Premierze
Ten list kieruję na Pańskie ręce, jako wodza Waszej zgranej politykującej paczki, którą wciąż, czy jeszcze tak subtelnie tworzycie.
Zaznaczam przy tym, że nie jest to list pożegnalny, a ja wcale nie planuję popełnić samobójstwa, za co z góry przepraszam.
Dzięki rządom PiS uświadomiłem sobie, że jestem częścią marginesu społecznego, wręcz jednostką aspołeczną, bo moja tolerancja wobec innych wciąż kwitnie. Nie ma na to wpływu ani moje wyższe wykształcenie, ani dobry humor, który mnie nie opuszcza. A właśnie za ten dobry humor, chciałem gorąco podziękować, jakoś dziwnie kumuluję go po każdorazowym przeglądzie Prasy.
Otóż zgadzam się z Panem, że wprowadzanie schematów, prostolinijności wobec masy, począwszy od szkolnych trykotów, poprzez z góry ustaloną przez głowę narodu religię, a skończywszy na tasowaniu informacji serwowanych przez media publiczne, na pewno sprzyja łatwemu rządzeniu. Ja na Pana nieszczęście a na swoje tak, szkołę mam już za sobą a z racji tego, że telewizora nie posiadam (tutaj podziękowania za obowiązkową opłatę abonamentową), źródła informacji wybieram sobie sam. A ktoś tak nie „podatny” to już przecież dewiacja czyż nie?
Przecież naród powinien być usystematyzowany, w pełni oddany i najlepiej bezkrytyczny wobec władzy, prawda? To byłby prawdziwy luksus!
A tu teraz jeszcze ten las białych kitli przy Ujazdowskich! Co za szatan tam działa?
„Jakże można być zdrowym, gdy się cierpi moralnie? Czyż istota czuła może być spokojna w naszych czasach?”
Dla kogoś kto tak zgrabnie „włada” Ujejskim mój cytat nie będzie zagadką. Przyszło mi do głowy Panie Premierze, że to być może ten naród nie jest godzien Pana i Pańskiego rządu. Stąd moja skromna sugestia by zabrać swoją „ligę wybitnych” i osiedlić się w jakimś miłym, spokojnym kraju np. w Azji, gdzie mieliby Państwo mnóstwo wyzwań i pracy. Może tylko rozrywek tam mało, ale można przecież do ekipy i mruczusia dołożyć księdza Jankowskiego, czego zresztą Polacy nie mieliby Panu za złe.
Kończąc, nie chcę aby Pan myślał, że ten list to jakiś zlepek moich frustracji. Zwyczajnie, jest tak, że to co dla Pana powala zapachem, dla mnie dławiąco cuchnie. To zapach dyktatury.
Wyżej cytowany list, przesłałem na adres sekretariatu Prezesa Urzędu Rady Ministrów.
Na końcu załączyłem jeszcze pozdrowienia dla brata, mamy, kolegów z rządu i partii i podałem swój dokładny adres. A teraz czekam, sam nie wiem na co bardziej, czy na odpowiedź od Premiera, czy na „nocny budzik bezpieki”.

Dziś w TV Planete: Wysoki koszt niskich cen!

Blog

Wal-Mart to jedna z największych sieci supermarketów w Stanach Zjednoczonych. Można w nich kupić niemal wszystko. Klientów kuszą niskie ceny i liczne promocje. Ale to tylko jedna strona medalu.

Niska cena produktu to, jak wiadomo, wypadkowa wielu, niekoniecznie pozytywnych, okoliczności. I dla klientów i dla słabo opłacanych pracowników sieci. Towary, które Wal-Mart importuje do swoich supermarketów, są często produkowane w Chinach czy Bangladeszu, gdzie tzw. siła robocza jest wyjątkowo tania. Ale i w samej Ameryce są tysiące ludzi, którzy czują się wykorzystani przez sieć. Czy mają szansę w starciu z korporacyjnym Goliatem? Czy małe rodzinne firmy muszą przegrać pojedynek z sieciowym gigantem?

"WYSOKI KOSZT NISKICH CEN", Wal-Mart: The High Cost of Low Price, film dokumentalny USA, 2005, 99 min.

TV Planete, 04.07 środa, godz. 20.50

Bob Geldof zagra darmowy koncert w Warszawie

Blog

1 września na placu Teatralnym wystąpi Bob Geldof. Może warto tam pojawić się. Bob nienawidzi wszystkich alterglobalistów i anarchistów ponieważ uważa, jak Bono, że warto błagać politykom o pomoc dla biednych krajów. Politycy spotkali z Bobem i Bono, robili z nimi fotki, obeciali pomoc... a potem nic.

Dwa lata temu, kiedy Bob organizował akcję Live8, napisałam ten artykuł.

Niech Bob Geldof przejdzie do historii

Wiele osób cynicznie komentuje wezwania bogatych do skończenia z biedą, ja jednak nie jestem zainteresowana kwestionowaniem szczerości ludzi takich, jak Bob Geldof odnośnie chęci złagodzenia nędzy w Afryce. Poddanie w wątpliwość inteligencji, z jaką przyjęli swoją strategię działania, to już inna sprawa.

Krytyka tego rodzaju działań gwiazd rocka dotyczy nie tylko samego faktu, że są bogaci, ale też natury ich przekazu czy sposobu, w jaki się zabierają do sprawy. To, w jaki sposób zarabiają i wydają swoje pieniądze, jest istotne. Nawet osoby popierające Live 8 poświęciły chwilę, by się nad tym zastanowić. Pewna kobieta, pisząc dla brytyjskiego IMC, narzekała na hipokryzję takich ludzi, jak David Beckham, którzy zarabiają miliony na promowaniu produkujących w sweatshopach Nike i Adidasa, a jednocześnie pojawiają się na Live 8 i popierają zwalczanie ubóstwa. Ważniejsze jednak jest właściwe wielu liberałom niezrozumienie rzeczywistych mechanizmów generujących biedę oraz ogromna naiwność co do tego, kogo postrzegają oni jako kluczowych graczy w zwalczaniu biedy, mianowicie rząd i korporacje. Jak wszyscy liberałowie wierzący w odgórne rozwiązania, udają się do „ludzi, którzy mogą coś zmienić”, z przekonaniem, że zrobią oni coś dobrego, pomimo historycznej tendencji, która temu przeczy. Zdają się nigdy nie zauważać, że ludzie, którzy odnoszą z biedy najwięcej korzyści, nie są raczej tymi, którym należy ufać, że będą z nią walczyć. Nie wydaje się także, by rozumieli, jak instrumentalne znaczenie mają istoty ludzkie dla państwa i korporacji; Jeśli zgadzają się one działać na rzecz eliminacji biedy, robią to tylko dlatego, że może im to przynieść w jakiś sposób korzyść — nowi konsumenci mogą stanowić wartościowe rynki, zaś nowa siła robocza może być bardziej atrakcyjna żyjąc w „zwykłej” biedzie niż pozostając w biedzie skrajnej.

Bill Gates jest jedną z osób, która według gwiazd rocka, może „coś zmienić”, ponieważ jest cholernie bogaty. Jest tak cholernie bogaty, że mógłby sobie pozwolić na płacenie pracownikom Microsoftu znacznie więcej pieniędzy, a także ulżyć konsumentom — tyle tylko, że nie byłby wtedy wystarczająco bogaty, by wspierać cele charytatywne. Dlaczego więc Bill tak chętnie daje pieniądze Afrykanom cierpiącym na AIDS, a ludziom, którzy dla niego pracują, już nie? Gwiazdy rocka są w stanie bić pokłony przed jego hojnym sercem, jak gdyby mogło to zmniejszyć ich własne poczucie winy. Są tak przekonane co do „oczyszczającego aktu wręczenia wielkich pieniędzy”, że nie gaszą świateł jupiterów nawet wtedy, gdy słyszą, jakie jeszcze działania Billy podejmuje w Afryce. Przykładem jest 25 milionów dolarów, jakie Gates wydał na badania nad tym, czy genetycznie modyfikowana żywność może pomóc Afryce, oraz jego zaangażowanie w projekt związany z amerykańskim rolnictwem i Bankiem Światowym. Kolejne 50 mln dolarów wydał na lobbowanie rządów, aby rozluźniły regulacje dotyczące importu żywności i pomogły amerykańskim gigantom żywnościowym.

Na pomysł, że importowanie żywności zmodyfikowanej genetycznie do Afryki może działać na korzyść zmniejszenia biedy, mógł wpaść jedynie korporacyjny przemysł żywnościowy. Można się zastanawiać, czy gwiazdy rocka są tak głupie, czy też po prostu są przekonane, że trzeba pozwolić bogatym gnojkom coś zabrać, aby zmotywować ich, by coś dały.

Jeszcze głośniejsze powinno być bicie w dzwony w sprawie spotkań Bona z Jeffreyem Sachsem. Jego plany na rzecz Milenijnych Celów Rozwoju mogą się rockowym gwiazdorom wydać właśnie tym, czego potrzeba, aby rozwiązać problem; stworzyć bogactwo, miejsca pracy, edukację. Jednak wszędzie, gdzie Sachs pomagał wprowadzać reformy gospodarcze, zwiększały one zakres biedy oraz przepaść między bogatymi i biednymi. Oczywiście wszystko to ukryte jest gdzieś pomiędzy manipulatorskimi danymi statystycznymi, których przejrzenie może być dla gwiazdy rocka pewnym wyzwaniem. Dla ludzi takich, jak Bono, tym, co się przypuszczalnie liczy, jest to, ile osób może sobie pozwolić na zapłacenie 50 euro za ich koncert w Polsce. Jeśli obecnie 50 tys. ludzi ma wystarczająco dużo pieniędzy, podczas gdy w czasie jego ostatniego koncertu w 1997 roku nie było tak wielu bogatych w tym kraju, w takim razie musi to być wystarczający dowód, że magia pana Sachsa zadziałała, więc może zdziałać podobne cuda w Afryce.

Niektórzy obserwatorzy doszli do wniosku, że rząd brytyjski jest ukrytą siłą stojącą za koncertami Live 8 i marszami pod hasłem „Make Poverty History”; gdyby tak było, nie zdziwiłabym się. Należałoby postawić pytanie: dlaczego Afryka, dlaczego teraz? Czy jest to ostatni wielki niewykorzystany rynek konsumencki lub potencjalny rynek pracy? Czy też koszty związane z wojną i napływem uchodźców stały się zbyt wysokie dla bogatego świata? Czy też po prostu wszyscy oni dostali nagle humanitarnego pędu?

Biały człowiek ma za sobą długą historię doradzania Afryce rozwojowych rozwiązań. Handel odgrywa w tym zwykle kluczową rolę, jednak historycznie rzecz biorąc, niewielu spoza elity i jej kolonialnych (i innych) partnerów handlowych miało z tego jakikolwiek zysk. Manifest „Niech bieda przejdzie do historii” wskazuje na restrykcje handlowe, jako jeden z elementów szkodzących afrykańskiej gospodarce. Być może słusznie, jednak jeżeli bogactwo skoncentrowane jest w rękach zbyt wąskiej grupy, handel nie zmniejszy ubóstwa. Oczywiście jest wielu ludzi popierających bardziej wolny handel z Afryką, włączając w to wszystkie większe kompanie naftowe, Citicorp oraz Bank of America, a nawet większych detalistów, jak Gap czy (w przeszłości) K-Mart. Mówią oni, że handel jest korzystny. Dla nich. Jeśli chodzi o ich przywiązanie do zwalczania biedy, nie ma wątpliwości, że wciąż powtarzają oni legendy reaganowskich teorii, według których, gdy bogaci się bogacą, to biednym też coś skapnie.

Wiele osób w Afryce wskazywało, że teorie ekonomiczne oferowane przez Pierwszy Świat w celu ich „zbawienia”, zwykle skutkowały pogorszeniem sytuacji. W latach 50. i 60. hitem sezonu była pomoc finansowa na rozwój, tyle, że 50 lat po tym bieda w Afryce zwiększyła się w niektórych regionach wielokrotnie. Niewielu ludzi ze świata polityki wydaje się gotowych, by dostrzec, że za ostatnim parciem do zakończenia afrykańskiej biedy, skrywają w istocie się interesy tego samego rodzaju. (Z chlubnym wyjątkiem w postaci Jesse Jacksona, który zaprzestał popierania liberalizacji handlu z Afryką, gdy dodał dwa do dwóch i zaczął określać projekt ustawy „NAFTA for Africa”1 jako Akt Rekolonizacji Afryki.)

Tym, co czyni gospodarkę korzystną lub niekorzystną dla ludzi, nie jest nigdy ilość dopuszczonych inwestycji czy handlu, lecz raczej relacja pracowników i procesu kreowania bogactwa. Czy tworzą oni bogactwo, którym inni będą dysponować, zarządzać i reinwestować je, czy też tworzą bogactwo dla siebie samych, a zarządzać nim będą bezpośrednio ich społeczności i wykorzystywać je do poprawy jakości życia wszystkich? Nie da się obejść tej kwestii. Żaden dopływ gotówki, żadne anulowanie długów nie załatwi sprawy, choć można argumentować, że będzie to miało jakiś pozytywny wpływ. Dobroczynność jest jedynie bandażem na jątrzącej się ranie kapitalizmu.

Dwadzieścia lat temu działało to jak balsam i nazwa „Band Aid” była odpowiednia2. Nikt nie wątpi w intencje tych wszystkich milionów ludzi, którzy dali pieniądze na ten cel, ufni, że postępują dobrze. Jednak nawet gwiazdy rocka dostrzegły, że pomimo ich inicjatyw nic tak na prawdę nie uczyniono w sprawie biedy. Pewnie można by pomyśleć, że przez 20 lat powinny były wyedukować się wystarczająco, by zobaczyć, z czym mają do czynienia, i zdać sobie sprawę, że to, o co proszą one rządy i biznes, historycznie jest zupełnie nie po drodze z działaniami z których rządy i biznes są znane? Lub może mają takie złudzenie swej wielkości, że wydaje im się, że ich autorytet w społeczeństwie może przemienić gnojków w sympatycznych ludzi? Hmm... I Pan Bob ma jeszcze tupet nazwać anarchistów idiotami.

Tłum. Jakub Maciejczyk

PRZYPISY:
1 „NAFTA for Africa” to projekt ustawy zaproponowany w 1998 r. przez Clintona i odrzucony przez Senat, przewidujący pewną pomoc i korzyści handlowe państwom afrykańskim uzależnione od otwierania ich gospodarek na inwestycje zagraniczne i wprowadzania „strukturalnego dostosowania” zalecanego przez MFW. — przyp. tłum.

2 Pod hasłem „Band Aid” Bob Geldof w 1984 r. zorganizował sesję nagraniową, z której zyski przeznaczono dla głodujących dzieci w Afryce. Jednocześnie ang. band aid oznacza „plaster” lub „doraźne lekarstwo”. — przyp. tłum.

Kanał XML