Blog
Powolna agonia parlamentaryzmu
Lewica Wolnosciowa, Śro, 2009-07-08 21:06 BlogPrzyglądając się niskiej frekwencji wyborczej można postawić hipotezę, że oto projekt parlamentaryzmu powoli się kończy. Niska frekwencja nie świadczy, jak chcieliby tego malkontenci, o lenistwie obywateli krajów Zachodu. Wynika to raczej ze zdroworozsądkowego spojrzenia na rzeczywistość. Ludzie widzą to, czego nie widać zbyt wyraźnie “wewnątrz”, w twardym jądrze systemu – na korytarzach parlamentów, w mediach, na salonach. Parlamenty niczym talerze latające UFO oderwały się od Ziemi i dryfują w chmurach, a niektóre zmierzają nawet w kierunku słońca. Polityka parlamentarna stała się wirtualna, a ci, którzy jej jeszcze kibicują i emocjonują się wynikami, tym “kto kogo”, przestają odróżniać to, co się przewija na ich ekranach, od telenoweli.
Nie będę tutaj streszczał całego biadolenia na “kryzys demokracji”, jaki można przeczytać w dziennikach. Nawet do establishmentu zaczyna docierać, że “coś tu nie gra”, stąd też dramatyczne wezwania do “pójścia do urn”. System potrzebuje legitymizacji, albo prędzej czy później zginie. I oni sobie zdają z tego sprawę. Ale na nic tu błagania. Nie chcę się powtarzać, ale chyba będę musiał napisać to znów – to co się dzieje z demokracją przedstawicielską przewidziano już dawno. Gdyby sięgnąć do uwag Proudhona (też swego czasu parlamentarzysty, więc znającego temat od środka) okazałoby się, że to, co trawi dziś system parlamentarny, to ta sama choroba, która znana była i wówczas, choć obecnie przechodzi w stan ostry.
Nigdy chyba klasa polityczna nie była tak oderwana, tak infantylna i tak “utowarowiona”, jak obecnie, choć przecież dawniej też dobrze nie było. Dziś jednak, w epoce “postideologii” walka toczy się już nie na programy, nie na wizje przyszłego społeczeństwa, ale na wizerunek, na opakowanie – słowem na to “kto ma lepszy garnitur i ładniej się wysławia”. To są, że tak powiem, oczywistości. Nikogo to nie powinno dziwić. Pytanie, dlaczego partie mają realizować programy? Nie są związane żadnymi instrukcjami wyborców, w trakcie kadencji posłowie są nieodwoływalni w praktyce, niespecjalnie nawet interesują się tym, nad czym głosują – podnoszą rękę wówczas, gdy podnosi ją szefostwo danej frakcji. Stanowione prawo jest tak bełkotliwe i niezrozumiałe, że mało który wyborca jest w stanie rozeznać się w czym rzecz, więc traci zainteresowanie, tym bardziej, że i tak nie ma realnego wpływu na proces legislacyjny. Bełkot, który wylewa się z sal parlamentów, z mediów, które niby mają “tłumaczyć”, o co w tym chodzi, a tak naprawdę lobbują za tym, co im oraz ich sponsorom odpowiada, powoduje kompletną dezorientację i zniechęcenie wśród obywateli.
Nawet ci, którzy chcą porywać się z motyką na słońce – czyli stworzyć “alternatywę” w ramach tego systemu, zorganizować “marsz przez urzędy” itd., zwykle nie orientują się za bardzo, jak wyglądają w praktyce prace parlamentu. Mają często romantyczne wyobrażenie o realiach panujących “na górze”. Roją sobie, że już sam fakt zdobycia kilku stołków zmieni oblicze tej ziemi. A przecież głos pojedynczych posłów, czy małych frakcji parlamentarnych (a na więcej liczyć radykałowie raczej nie mogą) w zasadzie w ogóle się nie liczą, a ich propozycje reform mogą być skutecznie blokowane. W zamian dostaną złudzenie wpływu na rzeczywistość – będą mogli przemawiać do swoich wyborców np. w nocy, gdy już skończy się czas dla dużych partii.
System już dawno nauczył się rozbrajać i przechwytywać takich radykałów. Dlatego też radykalni obywatele zniechęcają się do głosowania. Niestety – aby wprowadzić paru posłów do parlamentu partie radykalne “nakręcają” swoich wyborców, obiecują im złote góry. A potem, gdy okazuje się jak mało te partie realnie mogą zdziałać, wyborcy widząc to, zniechęcają się do działania politycznego w ogóle, także pozaparlamentarnego. Stąd ogólna wszechobecna apatia. Wmawianie ludziom, że realnie można zmienić system za pomocą kartki wyborczej, jest więc szkodliwe politycznie, korumpuje radykałów i zniechęca ich wyborców. Po doświadczeniach ostatnich 200 lat chyba nie można mieć zbyt wielu złudzeń. Można przecież zadać pytanie, dlaczego akurat np. takie, w miarę radykalne partie jak niemiecka Die Linke, czy francuska NPA nie zdegenerują się, tak jak zdegenerowały się wcześniej SPD, francuska Partia Socjalistyczna, czy partie komunistyczne? Nic na to nie wskazuje. Nie warto więc wkładać energii w coś co po pierwsze ma małe szanse na odniesienie znaczącego sukcesu wyborczego, a nawet gdyby jakimś cudem ten sukces się przytrafił, nie ma żadnych mechanizmów zabezpieczających przed pójściem tych partii w ślady swych poprzedniczek.
Jedyną szansą na uratowanie sytuacji, to upolitycznienie ludzi – tj. spowodowanie, że sami zaczną brać sprawy w swoje ręce, organizować się i walczyć w firmach i uczelniach, wywierać rosnącą presję na rządzących od dołu. To jedyna szansa. Przynajmniej nie będzie na kogo zwalać winy za własne błędy.
O roszczeniowych lokatorach i złych anarchistach w krakowskiej Wyborczej
Czytelnik CIA, Sob, 2009-07-04 13:39 Kraj | Blog | LokatorzyNa pierwszej stronie dzisiejszego wydania Gazety w Krakowie (lokalnego dodatku GW) ukazał się artykuł pt "Lokatorzy w natarciu, blokują remonty fasad", autorstwa Magdaleny Kursy. Dziennikarka straszy zawiązanym w Krakowie sojuszem lokatorsko-anarchistycznym, a wtóruje jej radny Prawa i Sprawiedliwości Wojciech Kozdronkiewicz. Jak widać, możliwe jest również porozumienie GW z PiS-em w obronie liberalnych pryncypiów i nawet obsadzenie polityka partii Kaczyńskich w roli pozytywnego bohatera.
Link do artykułu:
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,6787932,Lokatorzy_w_natarciu__blo...
Banki, które zyskują na kryzysie
Akai47, Pon, 2009-06-29 06:47 BlogDziś w "GW" pojawił się artykuł "Tłuste premie nowych królów Wall Street". Jak tłumaczy "The Washington Post" pięć banków w najbliższych latach będą zarabiać na dalszych turbulencjach na rynkach. Goldman Sachs miał 20-proc. wzrostem zysków w I kwartale a ludzie tam dostaną wkrótce największe wypłaty w 140-letniej historii banku. W porównaniu z zeszłym rokiem zyski z niektórych produktów w bankowości inwestycyjnej podskoczyły od 50 do 300 proc.
Polecam: http://wyborcza.pl/1,75248,6767101,Tluste_premie_nowych_krolow_Wall_Stre...
[Video] Spotkanie promujące książkę “Planeta Slumsów”
Tomasso, Czw, 2009-06-25 06:08 Blog | fairtrade | falanster | maciej hojak | mike davies | planeta slumsów | polityka | przemysław wielgosz | roman rutkowski | wrocławRelacja video ze spotkania promującego książkę “Planeta Slumsów”. Mike’a Daviesa jednego z najwybitniejszych specjalistów od urbanizacji. Czas trwania filmu: 2 godz.3 minutyKsiążka kreśli obraz zmian współczesnego świata z perspektywy powstawania miast-molochów, wielkich aglomeracji slumsów, w których żyje ponad miliard ludzi. Przyczynę tego zjawiska upatruje w neoliberalnych praktykach ekonomicznych. Miliony wyzutych ze środków do życia [...]
Weekend w kawiarni fair trade “Falanster”
Tomasso, Wto, 2009-06-23 21:54 Blog | chiapas | falanster | indianie | maciej hojak | meksyk | mike davis | planeta slumsów | przemysław wielgosz | relacje | roman rutkowski | wrocław | zuzanna koniarzWeekend (20-21.06.2009) w kawiarni fair-trade “Falanster” we Wrocławiu upłynął pod znakiem politycznych dyskusji. Pierwsza dotyczyła promocji książki “Planeta Slumsów” Mike Davisa. Udział w debacie wzięli Przemysław Wielgosz (redaktor naczelny La Monde Diplomatique), Maciej Hojak (Oficyna Bractwo Trojka, Przegląd Anarchistyczny) oraz Roman Rutkowski (architekt). Spotkanie promujące książkę “Planeta Slumsów” (fot. Tomasso) [więcej zdjęć] Na dyskusji [...]
Blogi periodyczne mogą być zaliczone do prasy
Akai47, Pon, 2009-06-22 13:40 BlogGazeta Prawna dziś opublikowała wywiad z radcą prawnym Ireneuszem Matusiakiem n.t. blogów internetowych i prawa prasy.
● Czy blog internetowy jest zawsze formą prasy?
– Blog może stanowić przykład prasy i przepisy prawa prasowego będą miały odpowiednio zastosowanie zarówno do twórcy materiału prasowego, czyli blogera, jak i treści jego publikacji. Nie oznacza to, że prawo prasowe stosuje się do blogu i blogera w całości. Istnieją elementy, które uniemożliwiają bezpośrednie odniesienie się do przepisów prawa prasowego.
● Jakie to elementy?
– Niektóre blogi z uwagi na ich zawartość zaliczane są do form twórczości literackiej i nie będą uważane za prasę. W takiej sytuacji bloger nie będzie posiadał statusu dziennikarza.
● A co z blogami poszczególnych tytułów prasowych?
– Ani wśród prawników, ani w orzecznictwie sądów nie budzi wątpliwości, że w przypadku gdy blog ukazuje się periodycznie, może być zaliczony do prasy i w konsekwencji może podlegać rejestracji w sądzie. Obowiązek odrębnej rejestracji nie dotyczy przypadków, gdy blog związany jest z konkretnym tytułem prasowym.
● Kto więc ostatecznie decyduje, co jest prasą, a co nią nie jest?
– Status prasy uzyskują periodyczne publikacje, ukazujące się nie rzadziej niż raz w roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem i bieżącą datą. W praktyce to sąd decyduje o tym, czy publikacja zostaje objęta definicją prasy – bądź to w postępowaniu związanym z rejestracją tytułów (orzecznictwo nie jest jednolite), w postępowaniu cywilnym w przypadku zarzutów naruszenia m.in. dóbr osobistych czy prawa autorskiego, bądź nawet w postępowaniu karnym.
● Projekt nowelizacji prawa prasowego wprowadza obowiązek rejestracji w sądzie publikacji elektronicznych noszących ustawowe cechy prasy. Czy jest to dobre rozwiązanie?
– Tak. Jest to właściwe potraktowanie problemu. Rejestrowanie prasy internetowej pomoże w dochodzeniu przez osoby trzecie swoich praw, jak również umożliwi identyfikację osób, które dopuściły się naruszeń dóbr osobistych.
● Jak dzisiaj można walczyć z anonimowym blogerem szalejącym w internecie?
– System prawa polskiego zawiera materialne podstawy do obrony przed takimi naruszeniami. Kwestią natomiast dyskusyjną jest to, czy są to wystarczające instrumenty do walki z tymi naruszeniami.
Osoba, której dobra osobiste zostały naruszone przez blogera, jest w szczególnie trudnej sytuacji, gdyż w zasadzie to na niej spoczywa obowiązek wskazania danych osobowych sprawcy naruszenia. Bez nich nie zostanie wszczęte postępowanie przed sądem cywilnym ani karnym. Nieoznaczenie danych pozwanego blogera, który korzysta z pseudonimu, stanowi brak formalny pozwu.
● Jak wyglądają szanse na ewentualne uruchomienie postępowania karnego w takich przypadkach?
– Postępowanie w przypadku zniesławienia jest prywatnoskargowe, co oznacza, iż to oskarżyciel prywatny jest zobowiązany do wskazania danych oskarżonego w akcie oskarżenia. Oczywiście może zdarzyć się, iż w przypadku zniesławienia prokurator wystąpi z aktem oskarżenia. Jeżeli nie są znane dane osoby dopuszczającej się zniesławienia – w trybie art. 488 k.p.k. policja na żądanie pokrzywdzonego powinna zabezpieczyć dowody. Niekiedy sąd sam zobowiązuje policję do dokonania działań umożliwiających identyfikację oskarżonego. Jednak policja nie zawsze ma możliwości, a przede wszystkim chęć zajmowania się takimi sprawami.
Źródło: Gazeta Prawna
Więcej: http://prawo.gazetaprawna.pl/wywiady/330803,nie_kazdy_blog_jest_prasa.ht...
Dupek Fularz na Radzie Warszawy
Akai47, Nie, 2009-06-21 21:51 BlogPodczas czwartkowej sesji Rady Warszawy, przyszli zieloni, japiszony i inni aktywiści, by bronić Pola Mokotowskiego. Fajnie, że bronią - tylko czy protestujący poparli lokatorów na Radzie?
(Patrz na apel: https://cia.media.pl/apel_na_rzecz_ludzkiej_solidarnosci_albo_czy_rowerzy...)
Nic podobnego. W dodatku, jakiś arogancki dupek (który w filmie http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,6732440,Bronia_Pola___Deweloper... mówi o tym jak pisze grant na pół miliona złotych i jest bardzo "zajęty") mówi do lokatorów, aby zamknięli się bo i tak mało płacą za mieszkania.
Niestety taka jest "swiadomość" warszawskich japiszonów. Niech zginą.
RasFuFu / Fularz - ma nasrane we łbie
Akai47, Nie, 2009-06-21 20:34 BlogDla nieświadomych, kiedyś Adam Fularz, polityk z partii Zielonych 2004, który pisze granty za pół miliona, obraża biednych seniorów, kandyduje z listy zielonych, jest liberalnym pseudoekonomistą i widocznie za dużo trawki palił, kiedyś tu napisał teksty w kategorii nadającej się tylko "do bloga" pod ksywką "RasFuFu". "RasFuFu" w końcu znikł z programu infiltracji środowiska anarchistycznego.
"RasFuFu" wyobrażaliśmy sobie jako jakiegoś 16-letniego chłopca, który za dużo pali i bawi się w politykę obyczajową. Teraz, kiedy wiadomo, że chodzi o aroganckiego dupka, który wyobraża sobie, że jest "specjalistą" od ekonomii i polityki transportowej, po prostu jest to coś straszliwego.
RasFuFu/ Fularz, to jest po prostu dobry przykład jak ktoś może wyglądać cool w stylu życia, ale być jednocześnie jebanym liberałem, bez żadnej refleksji nad losem biednych, czy w ogóle losu kogokolwiek oprócz niego.
No Logo - Naomi Klein
Tomasso, Pią, 2009-06-19 07:29 Blog | inne | książka | naomi klein | no logo | pdfNaomi Klein stała się gwiazdą światowego dziennikarstwa i ruchu antyglobalistycznego, gdy napisała “No Logo” - jedną z ewangelii antyglobalizmu. Dzięki tej książce londyński “The Times” uznał ją za najbardziej wpływową na świecie osobę poniżej 35 roku życia.Kultowa książka lewicowej kanadyjskiej dziennikarki, nazywana “biblią antyglobalistów” i współczesnym “Kapitałem”. Mimo, że funkcjonuje jako “manifest” rozmaitych ruchów kontestacyjnych, [...]
Nic nie wiedzą o seksie
Akai47, Czw, 2009-06-18 21:57 BlogWedług artykułu w "Dzienniku" Polki nie mają elementarnego pojęcia o swoim ciele. Pewnie to świadczy o poziomie edukacji seksualnej w polskich szkołach.
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/spoleczenstwo/article401222/Polki_nic_...
USA: spóźnione zyczenia urodzinowe dla nazistowskiego "szturmowca"
Czytelnik CIA, Czw, 2009-06-18 17:05 Blog | Rasizm/NacjonalizmKilka dni temy w Albany odbywała się gejowska parada. Kilka osób zauważyło stojącego w poblizu 41 letniego osobnika mieniącego sie "szturmowcem" amerykańskiej nazistowskiej organizacji Ruch Narodowo-socjalistyczny (NSM), moderatora ich forum, podpisującego się "Spanish Blue Blood". Najwyraźniej biedny nazista padł ofiara własnej propagandy i uwierzył, że geje są słabymi, nie potrafiącymi walczyc osobnikami. Jako, że wspomniany bojownik o białą rasę obchodził 9 czerwca swoje 41 urodziny, zdecydowano się przekazać mu spóźnione życzenia. Aryjski "szturmowiec" spędził nastepną minutę poznając tajniki sztuki zwanej "lataniem po chodniku i krzyczeniem o pomoc". Przyspieszony kurs został przez naszego milisińskiego zdany z najwyższą oceną. Wyczerpany lekcjami "Spanish Blue Blood" został na chodniku, a instruktorzy oddalili się, zanim pojawiła się policja, aby sprawdzić ich uprawnienia. świeżo upieczonemu absolwentowi gratulujemy! Pomimo szumnych zapowiedzi w okolicy niestety nie pojawili sie inni "szturmowcy". Być może ich kolega opowie im co stracili.
za antiracistaction.org
Święto Wrocławskiego Rowerzysty
Tomasso, Wto, 2009-06-16 23:08 Blog | cykliści | masa krytyczna | plac solny | relacje | rower | rowerzyści | wrocław | wzgórze andersa | Święto wrocławskiego rowerzystySłoneczne, niedzielne popołudnie zarezerwowane było dla wrocławskich cyklistów. Z placu Solnego, aż do Wzgórza Andersa odbył się Wielki Przejazd Rowerowy, zakończony tradycyjnie bajk-piknikiem.fot. TomassoWięcej zdjęć na portalu Wrocławska Sekcja Alternatywna.Przeczytaj także:- Rower w święto, a potem na co dzień- Codziennie we Wrocławiu z rowerów korzysta ok. 15 tysięcy mieszkańców, drugie tyle w weekendy. Chcemy przyjaznego [...]
Gdański Manifest Rowerowy
Czytelnik CIA, Pon, 2009-06-15 18:22 BlogW ciągu ostatnich 15 lat, w Gdańsku powstało 75 km dróg
rowerowych. Ruch rowerowy wzrósł w tym czasie
kilkunastokrotnie. 15 lat temu rowerem poruszał się ułamek
procenta mieszkańców. Obecnie, na trasach wyposażonych w
nowoczesne drogi rowerowe, rowerzyści stanowią nawet 5 7%
podróżnych. Dotychczas, na rowerowe inwestycje miasto
wydało ok. 60 mln złotych. To mniej, niż koszt wybudowania
kilometra miejskiej trasy szybkiego ruchu! Warto zauważyć,
że tylko ok. 2/3 tej sumy to cena nawierzchni dla
rowerzystów. Resztę pochłonęła budowa nowych chodników,
zieleń, poprawa bezpieczeństwa ruchu, nierzadko budowa
miejsc parkingowych. Z inwestycji tych korzystają nie tylko
rowerzyści ale i piesi, niepełnosprawni, rolkarze, parkujący
zmotoryzowani.
Prowadząc naszą kampanię zdawaliśmy sobie sprawę z
ograniczeń budżetu. Dodatkowe środki na drogi rowerowe
postanowiliśmy znaleźć poza kasą miasta. Dzięki wspólnej
pracy organizacji rowerowych i władz, do Gdańska udało się
ściągnąć 4 mln złotych z funduszy ONZ. Był to pierwszy,
wspólny, wielki sukces władz miasta i Gdańskiej Kampanii
Rowerowej.
Drugim sukcesem, naszym zdaniem ważniejszym, był dialog
urzędu i organizacji rowerowych. Dzięki niemu udało się
zmienić jakość powstających inwestycji. Od malowania dróg
rowerowych białymi liniami na krzywych chodnikach, stopniowo
przeszliśmy do standardów, których nie powstydziłyby się
miasta Zachodniej Europy. Znienawidzoną kostkę brukową
wyparł równy asfalt. Niestety, pomimo wielu starań i nacisku
z naszej strony, oraz przychylności części urzędników, nadal
powstają również buble. Części inwestycji, pomimo
wielokrotnych deklaracji, nie konsultuje się publicznie,
standardy nie wszędzie są dotrzymywane, a społeczna kontrola
sposobu wydatkowania publicznych pieniędzy bywa blokowana
i utrudniana.
W takiej sytuacji, trzy lata temu, Gdańsk podjął decyzję o
ubieganiu się, wspólnie z Sopotem i Gdynią o środki Unii
Europejskiej na budowę trójmiejskiego systemu dróg i
strzeżonych parkingów rowerowych przy stacjach SKM. Bez
wahania zgodziliśmy się wspierać powstawanie projektu naszą
wiedzą i umiejętnościami. Po dwóch latach prac, dziesiątkach
narad, opinii i analiz, w początku 2009 roku miasto
dysponowało gotowym projektem oraz bardzo zaawansowaną
dokumentacją budowlaną większości nowych dróg rowerowych.
Niestety dobra, rowerowa passa skończyła się kilka miesięcy
temu. Z Urzędu odeszły osoby odpowiedzialne za projekt
Wiceprezydent Marcin Szpak oraz Dyrektor Wydziału Gospodarki
Komunalnej Antoni Szczyt. Byliśmy jednak spokojni o losy
projektu. Władze miasta wielokrotnie deklarowały, że
wszystkie programy dofinansowane ze środków unijnych nie są
zagrożone cięciami.
Tak się jednak nie stało. Kilka tygodni temu, ze zdumieniem
dowiedzieliśmy się, że projekt został okrojony o ponad
połowę. Zamiast planowanych 96 km do 2013 roku ma powstać
zaledwie 48 km nowych dróg rowerowych. Znikły także dwie
trzecie planowanych parkingów. W ten sposób skreślono połowę
dwuletniej pracy, przygotowanych dokumentacji, oraz
kilkanaście milionów złotych dotacji unijnej. Decyzję
podjęto po cichu, bez jakichkolwiek konsultacji, wbrew
publicznym deklaracjom i uchwale Rady Miasta określającej
zakres projektu. Jako dotychczasowi partnerzy miasta,
czujemy się rozczarowani powstałą sytuacją.
Niewesołego obrazu dopełniają dwa inne fakty. W Gdańsku, od
blisko pół roku brak jest jakiegokolwiek urzędnika
odpowiedzialnego za sprawy rowerowe. Nasze interwencje
trafiają w próżnię. Tymczasem projektowane są nowe, kluczowe
trasy miejskie takie jak Nowa Słowackiego, Nowa Kościuszki
czy Nowa Wałowa. Brak nadzoru nad projektantami sprawił, że
w żadnej z nich nie uwzględniono potrzeb rowerzystów, a
jeśli pojawiają się tam drogi rowerowe, to zaprojektowano je
z wieloma błędami.
Wszystko to jest bardzo dużym krokiem wstecz, w stosunku do
dotychczasowej polityki. Manifest ten ma na celu zadanie
publicznego pytania o uczciwość deklaracji władz Gdańska, o
to czy nasze Miasto ma rzeczywiście stać się przyjazne
rowerzystom. Jeśli odpowiedź jest pozytywna, uważamy za
niezbędne:
- Zroweryzowanie Śródmieścia Gdańska i jego południowych
dzielnic (projekt unijny został okrojony z większości tras
Śródmieścia i Południa Gdańska!)
- Realizację pełnej integracji komunikacji rowerowej z
przystankami SKM (strzeżone parkingi, udogodnienia dojazdów
do stacji, taryfa 0 za przewóz roweru przez cały rok)
- Powołanie Oficera Rowerowego z szerokimi kompetencjami
nadzoru nad inwestycjami drogowymi oraz własnym budżetem na
realizację małych usprawnień, remontów, stojaków rowerowych,
itp.
- Przegląd wszystkich projektowanych obecnie dróg rowerowych
zarówno w ramach projektu unijnego jak i nowych tras
miejskich (Słowackiego, Sucharskiego, Nowa Wałowa) pod
kątem spełnienia obowiązujących standardów infrastruktury
rowerowej
Brak rozwiązań wymienionych problemów będzie dla nas
czytelnym sygnałem, że głośno deklarowana polityka
sprzyjania ruchowi rowerowemu okazała się niestety pustą
deklaracją. Mamy jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie, a
Gdańsk, zasłużenie będzie się mógł szczycić tytułem
polskiego lidera ruchu rowerowego, a z czasem być
porównywany do rowerowego Amsterdamu czy Kopenhagi.
Gdańska Kampania Rowerowa
Gdańsk, 14 czerwiec 2009 r.
Kontakt z autorami Manifestu:
Gdańska Kampania Rowerowa
- projekt Stowarzyszenia
Obywatelska Liga Ekologiczna
tel./fax 058 520-10-20
tel. kom. 609-828-451
email kampania@rowery.gdansk.pl
www.rowery.gdansk.pl
Były sobie wybory
Czytelnik CIA, Nie, 2009-06-14 09:58 Kraj | BlogKto jest winny małej frekwencji ? Oczywiście wyborcy. Siedzieli w domu, pili piwo, tonęli w fotelach patrząc na ulubione sieriale, nie mieli sił, aby wyjść w weekend z domu. I to nasze społeczeństwo jest winne, że tylko gorzej było w Słowacji, gdzie poszło do wyrobów 19% obywateli. Politycy swoją robotę odrobili: była kampania, droga kampania, spoty, konferencje, sensacje, podeksty, spin doktorzy, który są odpowiedzialni na wszystko. Ale dlaczego "głupi lud" tego nie kupił i nie poszedł liczniej do urn ?
Sądzę, że społeczeństwo stwierdziło, źe nie ma czasu na branie udziału w sądażu. Bo politycy potraktowali te wybowy jako sądaż, prawybory przed starciem prezydenckim. Badano jacy liderzy są wyłonią, na kogo w przyszłości będzie można postawić. Podobnie te wybory potraktowały media – najwaźniejsze było, czy Ziobro zdetronizuje przywództwo JKaczyńskiego w partii oraz usunie kandydaturę LKaczyńskiego na reeleksję. Zbigniew Ziobro, jedna z bardziej nie lubianych postaci medialnych, stał się nagle bohaterem, nadzieją, opoką, psychoanalityczną wizją PISu pozbawionego praojca (praojców).
Tymczasem zmarnowano kolejną szansę i czas jaki nas dzieli od Europy.
Po pierwsze: Wybory do Parlementu UE to nie są wybory krajowe. Do Parlamentu dostaje się 50 posłów z Polski, którzy zasiądą w różnych europejskich partiach. Podczas kampani nie powiedziano rzeczy absolutnie podstawowych: Jakie poglądy reprezentują owe partie? Czym te partie w Parlamencie Europejskim różnią się od siebie ? O jaki kształt UE będą i chcą walczyć ? Jakie inicjatywy dla Europy przygotują nasi europosłowie ? A tu: Brak jakichkolwiek informacji. Tak jakby kandydaci pojechali tam tylko po to, aby Buzek został szefem PE!! Nic więcej. Pustka. żeby nie powiedzieć ciemność.
Po drugie: Polska scena polityczna całkowicie zawierzyła się specom od marketingu. Dawano ludziom to co chcieli, to co najłatwiej mogli zrozumieć, opierając się na stereotypach, prawdach ludowych. Dlatego też w kampani nie podawano takich tresci jak wspolnota narodow, świadomosc europejska, wspolne cele i idee, wizja przyszlosci Europy, Uznano, że takie tematy są dla przeciętnego polskiego obywatela za trudne. Lepiej dać ludziom namiastkę wyborów krajowych. Im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz, jak mówi przysłowie. Obywatele dlatego tez podeszli do wyborow tak jak im to przekazano – niezobowiązująco.
Po trzecie: W mediach dominowała postawa: Nie chodzisz na wybory – nie dbasz o swój kraj, jesteś winny !! Spoty partii tylko w niewielkim stopniu dotykały tego, że odnoszą się do PE, bardziej skupiały się na przeciwnikach. Same kolejne spoty stały sie dla mediów pożywką. Nikt nie interesował się marną ich treścią, niewiele wnoszacą do dyskusji (spot PISu o Palikocie). Nikt nie dopytywał polityków o sprawy europejskie (no może o Buzka). Nikt nie zrobił nic, aby przybliżyć społeczeństwo czym będzie się przez najbliższe lata zajmowal PE. Za to ganił każdego, kto odważy się nie pójść na wybory! No i pojawia się pytanie: kogo reprezentują media ? Polityków, samych siebie ? Bo społeczeństwo nie pewno nie.
Ja nie poszedłem na wybory 7 czerwca. Dlatego, że żadna partia nie przekonała mnie, aby na nią zagłosować, nawet nie próbowała przekonać. Czy jestem osobą, która ma wszystko gdzieś i nie interesuje się sprawami społecznymi ? No dobrze. Wśród wyborców, którzy nie głosują istnieje spora ilość towarzystwa, która rzeczywiście ma wszystko w przyszłowiowej dupie! Ja teraz stoję pod pręgierzem medialnym razem z nimi. Ale mam pewne alibi.
Ja w tym roku juz głosowałem!! I to nie raz. Nie głosowałem może na człowieka, ale na konkretną sprawę. I mało mnie obchodziło czy mój głos jest głosem straconym, czy lepiej głosować na tych przeciwko tamtym. To bez znaczenia, kiedy głosuje się w konkretnej sprawie, a nie na pośrednika pozostawionemu sobie.
Oto spis moich tegorocznych głosowań:
Petycja w sprawie interwecji zbrojnej państwa Izrael w Gazie
Petycja w sprawie uwolnienia cyberdysydenta skazanego przez reżim w Chinach na 10 lat
Sprzeciw wobec polityce patentowej w Europie
Petycje w sprawie zbrodni państwa Izrael (kolejna)
Petycja do premiera Tuska w sprawie obrony klimatu
Petycja w sprawie Telecom Package wprowadzającej cenzurę na internet
Petycja do nowowybranej pani premier Islandi aby spełniła swoje obietnice wyborcze i chroniła wieloryby
Moje głosy dotyczyły spraw polskich, europejskich i światowych. Akcje petycyjne w kilku sprawach przyniosły skutek (polityka patentowa,Telecom Package). Co ciekawe są to sprawy, którymi zajmować się mogą nasi europosłowie. Niestety byli zajęci sobą i nie wypowiadali się na żadne z tematów europejskich (może im zabroniono, sic!). Tak więc nie wiedziałem na kogo oddać głos, kto jak w jakich sprawach będzie tak a tak głosował.
No nic. Będę głosował starym sposobem bez niczyjej pomocy …
(tekst ukazał się orginalnie na blogu: http://psycholep.wordpress.com/)
Wegański tydzień skończony jednak walka trwa - Parę wegetariańskich plakatów Duszka Skłoterskiego.
Czytelnik CIA, Śro, 2009-06-10 02:44 BlogNa początek chciałbym serdecznie podziękować stowarzyszeniu Empatii i wszystkim innym, którzy w jakikolwiek sposób wsparli wegański tydzień.
Nie będę powtarzał manifestu jaki napisałem po zakończeniu wegetariańskiego tygodnia jednak wszystkim, którzy chcą sobie go przeczytać poniżej zamieszczam link:
http://positi.blogspot.com/2009/05/wegetarianski-tydzien-skonczony-jedna...
Jako, że tym razem tydzień wegański zamiast słowa wegetarianizm wyobraźcie sobie weganizm.
Na potwierdzenie tezy, że walka trwa publikuje parę plakatów duszka skłoterskiego, które już zdobiły nie raz miasto lub czyjeś ubrania jednak w internecie goszczą od niedawna i to specjalnie z okazji wegańskiego tygodnia. Poruszają one różne tematy związane z weganizmem, głodem w trzecim świecie, zmianą klimatu, prawami zwierząt itp. Z czasem będziemy starać się je ulepszać, tłumaczyć itp.(pomoc zawsze mile widziana!!!)
Jak to zwykle Duszek Skłoterski( Spirit Of Squatters ) będzie zadowolony jeśli w jakikolwiek sposób je wykorzystacie w dobrej wierze. Kopiujcie je, tłumaczcie i rozpowszechniajcie !!
Więcej plakatów Spirit Of Squatters na:
http://positi.blogspot.com/search/label/Spirit%20Of%20Squat ters?updated-max=2008-12-20T14%3A40%3A00-08%3A00&max-results=20
lub na:
http://positi.blogspot.com/search/label/plakaty
http://lh5.ggpht.com/_b9tOx9pdeSE/SioDm3NrJsI/AAAAAAAAAS0/Ajnf1xC4DHk/s640/ScanImage13.jpg
Głód trzeciego świata spowodowany jedzeniem mięsa
http://lh3.ggpht.com/_b9tOx9pdeSE/SioHPL2g6nI/AAAAAAAAATU/aC1figQg7hU/s400/think%20before%20You%20meat%20SOS.jpg
Zmiana klimatu. Pomyśl zanim zjesz mięso.
http://lh5.ggpht.com/_b9tOx9pdeSE/Siw6JFREkDI/AAAAAAAAATw/QRwiX5Tucvc/s400/ScanImage02.jpg
Mięso to morderstwo nie tylko zwierząt






