Blog
NSZZ "S" protestuje przeciwko emijsi spotu Platformy
Czytelnik CIA, Pią, 2009-05-22 17:16 Blog"Solidarność" chce wstrzymania emisji spotu PO, w którym pojawia się słynne logo ruchu.
Zdaniem przedstawicieli Komisji Krajowej "Solidarności" w spocie bez zgody związku zostało wykorzystane logo "S" oraz wyborczy plakat z 1989 r. (z Garym Cooperem ze znaczkiem "S").
http://eurowybory.onet.pl/377,_s_chce_wstrzymac_emisje_spotu_po,artykul....
Swoją drogą, obserwując ostatnie poczynania na polskiej scenie politycznej można zauważyć taki paradoks, że rząd, który się utożsamia z ideałami solidarności, walczy ze związkami zawodowymi, w tym też ze swoim matczynym NSZZ. ciekawy jestem jak to będzie wyglądało 4 czerwca w Krakowie
Jak dziennikarz Wojtczuk z Wyborczej podlizuje się wampirom z ekipy HGW
Akai47, Czw, 2009-05-21 21:51 BlogCiekawe. Politycy teraz są "z narodem" i próbują pokazać ludziom, że są z nimi. To oczywiście nie dotyczy wszystkich partii, bo nie wszystkim zależy na tym.
Dziennikarz Michał Wojtczuk z Wyborczej to kolejny taki przedstawiciel pewnego typu myślenia typowego dla tej publikacji. Pewnie im wszystko jedno tam w Wyborczej czy politycy podlizują się Amerykanom, Unii, bogatym, itd itd - tylko coś jest nie tak jeśli polityk podlizuje się kupcom. Dziennikarz pisze o politykach Olejniczak i Kamińskim, którzy spotkali się z kupcami. Danuta Hubner z PO odmówiła spotkania. Co na to dziennikarz Wojtczuk? Radzi obywatelom, jak należy głosować:
"Mam nawet nadzieję, że występ obu kandydatów przekona warszawiaków, kogo nie popierać w wyborach."
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,6636289,Jak_politycy_podlizuja_...
Za żelazną kurtyną - Wojna w Strefie Gazy na własne oczy
Tomasso, Śro, 2009-05-20 19:52 Blog | ewa jasiewicz | falanster | fayez abdul fatah | festiwal fair trade wychowanie złe | przemysław wielgosz | relacje | wrocławSobotnie popołudnie we wrocławskiej kawiarni Fair Trade „Falanster” poświęcone było Dyskusyjnemu Klubowi Le Monde Diplomatique „Za żelazną kurtyną - Wojna w Strefie Gazy na własne oczy”. O sytuacji w Gazie opowiadali Przemysław Wielgosz (redaktor naczelny polskiego wydania miesięcznika “Le Monde Diplomatique”), Fayez Abdul Fatah (Palestyńczyk) oraz Ewa Jasiewicz (niezależna dziennikarka, aktywistka, anarchistka i koordynatorka ruchu [...]
O ruchu i parlamentaryzmie
Lewica Wolnosciowa, Śro, 2009-05-20 17:39 BlogKolega prowadzący bloga Koniec kapitalizmu napisał notkę odnoszącą się do mojego wcześniejszego wpisu Arundhati Roy o lewicy autorytarnej. Postaram się odnieść do kilku kwestii poruszonych we wspomnianej notce.
Politycy maja wspolczesnie ogromna wprawe w ignorowaniu gigantycznej mobilizacji spolecznej.
Oczywiście i zawsze to podkreślałem, że typowe marsze od punktu A do punktu B są mało skuteczne nawet jeśli bierze w nich udział milion osób (vide demonstracje przeciwko wojnie w Iraku). Ale dlaczego tak jest? Często opiera się to na przeświadczeniu rządzących, niejednokrotnie słusznym, że za tymi masowymi zrywami dotyczącymi jednego tematu tak naprawdę nie stoi żaden realnie masowy i stabilny ruch. Wtedy wystarczy przetrwać "falę niepokoju moralnego", a sprawy wrócą do normy. Polskim przykładem może być ruch antygiertychowski - Inicjatywa Uczniowska, która zainicjowała protesty działała już zanim Giertych został ministrem, ale zbyt krótko, aby zbudować trwały i poważny ruch społeczny, który mógłby systematycznie naciskać na władzę. Fala antygiertychowska opadła i cały ruch zniknął - tak to bywa z jednorazowymi zrywami.
Co innego z zamieszkami. Tutaj już wygląda bardzo różnie. W Grecji np. ruch anarchistyczny od lat jest bardzo silny i aktywny na wielu polach. Zamieszki grudniowe nie spowodowały co prawda rewolucji (i chyba mało kto się na to nastawiał), ale dały po łapach policji i wysłały sygnał, że takie działania, jak mordowanie aktywistów, nie przejdzie bezkarnie. Rząd, aby przetrwać musi teraz trzymać psy na krótszej smyczy. Nie bez znaczenia jest także doświadczenie zdobyte przez ruch w tych walkach. Żaden rząd, nawet maksymalnie autokratyczny, nie może ignorować nastrojów społecznych. Nawet jeśli powsadza do więzień najbardziej "szumiące" osoby, to później zwykle musi pójść na jakieś ustępstwa. Wspomniany Bismarck - zdelegalizował SPD, ale jednocześnie pod wpływem zagrożenia zaburzeniami robotniczymi wprowadził jako pierwszy ubezpieczenia społeczne. Nie zgodzę się też ze stwierdzeniem dotyczącym technik policyjnych - w XIX wieku było znacznie gorzej, rządzący byli zdolni zrównywać z ziemią całe dzielnice robotnicze, żeby utrzymać się u władzy, a jednak ruch się odradzał.
Ruch jest najsilniejszy tam (Francja, Grecja, Wlochy, Niemcy) gdzie wlasnie wala sie resztki systemu panstwa opiekunczgo.
Nie wiem czy kiedykolwiek w Grecji było porównywalne do niemieckiego państwo opiekuńcze, z tego co mi wiadomo to nie było. Państwo opiekuńcze powstało w określonym momencie historycznym i w określonym rejonie świata, także dzięki potędze ruchu rewolucyjnego. Dziś we wszystkich wspomnianych krajach nie ma takiej siły, bo została rozbrojona przez upadek tego państwa, co spowodowało zwątpienie w jego możliwości. Żadna partia odwołująca się wprost do państwa socjalnego (Die Linke, NPA) nie wychodzi poza poparcie zarezerwowane dla małych partii. Mało kto wierzy w to, że da się zawrócić bieg rzeki. Wielu pamięta też jakim oszustwem było coś co nazywano państwem opiekuńczym. Jeśli sprawa państwa socjalnego znów wróci, to raczej jako po praz kolejny projekt elit mający na celu ratowanie kapitalizmu w trudnych chwilach (taka wszak jest geneza tego państwa). Teraz elity będą chciały powrócić do retoryki socjalnej - doprowadzić do powstania globalnej socjaldemokracji, która za pomocą kija i marchewki będzie próbowało utrzymać w ryzach niezadowolenie społeczne i zagrożenie wzmocnienia się na świecie ruchów rewolucyjnych. Ta zmiana dyskursu już jest widoczna, choć jeszcze nie w Polsce - piszą o tym m.in. Badiou i Bello w nowym Recyklingu Idei, który niedługo się ukaże. Popieranie takiego rozwiązania jest raczej działaniem na rzecz restauracji kapitalizmu, niż odwrotnie.
Tworzyc enklawy solidarnosci spolecznej rowniez dorga rzadowa, nawet jesli maja byc one skazane na zaglade
Nie wyobrażam sobie jak to by miało wyglądać w praktyce. Każde wciągnięcie aktywności społecznej w ramy państwowej biurokracji zabija autentyczną solidarność. Przypomina mi się w tym momencie historia, kiedy to kolejarze rosyjscy w 1919 roku spontanicznie ogłosili, że w związku z ciężką sytuacją będą pracować dobrowolnie w każdą wolną sobotę na rzecz rewolucji. Gdy dowiedział się o tym Lenin, stwierdził, że świadomość klasy robotniczej jest wielka i... postanowił o instytucjonalizacji tzw. subbotników. Teraz "dobrowolna dodatkowa praca" stała się przymusowa, co odebrało entuzjazm robotnikom do tej idei i spowodowało, że wydajność spadła a same subbotniki stały się raczej propagandowymi rytuałami, niż jakimkolwiek sensownym wkładem we wspólne dzieło.
Rozwiazywac droga rzadowa najpilniejsze kwestie, ktore nie moga czekac na rewolucyjny rozwoj wypadkow, a nie da sie ich zalatwic z poziomu ruchu jak np. prawne sankcjonowanie nowych rozwiazan dotyczacych zycia rodzinnego (podzial obowiazkow opiekunczych miedzy plcie itp.)
Ruch nie jest w warunkach kapitalizmu nic "rozwiązywać drogą rządową". Rząd to narzędzie władzy klasy panującej - i tylko na warunkach tej klasy są jakiekolwiek możliwe reformy. Jeśli klasie panującej opłacać będzie się chwilowo takie czy inne rozwiązanie, to zostanie ono wprowadzone i to nawet pod nieobecność partii socjalistycznej czy rewolucyjnej w parlamencie (reformy New Dealu Roosevelta będące wzorem dla tzw. państwa socjalnego, realizowali Demokraci - czyli liberałowie).
Ale uwazam ze potrzebna nam jest rowniez niezalezna od ruchu partia, ktora dziala w polityce parlamentarnej realizujac dwa ostatnie punkty.
Tak jak pisałem wyżej, część postulatów ruchu (te które są aktualnie na rękę klasie panującej, a co najmniej nie zagrażają jej panowaniu) realizować może każda niemal partia. Nie ma więc powodu, aby ruch zajmował się tworzeniem, czy popieraniem tej czy innej partii. Ruch, jeśli jest dostatecznie silny, będzie żądał, a nie prosił, nie chwalił, tylko się domagał i walił pięścią w stół.
Ruch moze popierac ja momentami, ale zawsze byc gotowym do bestialskiej krytyki. Zreszta te partie moga sie zmieniac, gdy jedna sie sprzeda kapitalistom ruch moze bojkotem odyslac ja do lamusa. Ruch kontrolujacy partie to jest to czego potrzebujemy.
Ruch nie powinien bawić się w jawne popieranie żadnej partii. Często jest tak, że trudno jest nagle zmieniać świadomość uczestników ruchu - ludzie którzy dzisiaj słyszą że dana partia jest ok i należy ją popierać w wyborach, jutro mogą z trudnością przyjmować nagłą zmianę stosunku do danej organizacji. Może to wprowadzić chaos i rozłamy w ruchu. Istnieje ogromne zagrożenie wasalizacji ruchu wobec danej partii i stępienia ostrza krytycznego, nawet gdy partia działa inaczej niż chce ruch. Mamy dziesiątki przykładów z historii, gdy ta wasalizacja uniemożliwiała reakcję odpowiednio szybko. Lepsza jest taktyka zastosowana podczas wyborów 1936 roku przez CNT - która wyjątkowo nie ogłosiła bojkotu wyborów (ale nie poparła też żadnej partii), w zamian za co zarządała konkretnych ustępstw od lewicowej koalicji - po wygranej zwolnienia więźniów anarchistycznych, oraz zapewnienia o wydaniu broni robotnikom w razie próby nacjonalistycznego puczu. CNT dzięki temu nie umoczyła się w żadną koalicję, ani bawienie się w popieranie tego czy innego kandydata. Była wystarczająco silna, aby żądać to czego chce, bez proszenia się o łaskę, czy "taktycznego schodzenia" z rewolucyjnej drogi. I to jest cel który powinniśmy mieć przed oczami - budowę silnego ruchu, który nigdy nie będzie prosił, zawsze żądał.
Jak postępuje warszawski kamienicznik
Akai47, Śro, 2009-05-20 08:25 Blog | LokatorzyDziś GW pisze o tym, jak kamienicznik z Mokotowa chciał eksmitować 95-letnią kobietę.
Eksmisja została chwilowo zatrzymana.
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,6626776,Chcieli_eksmitowac_star...
Oniet o nas i onych
Yak, Wto, 2009-05-19 23:31 BlogDo czego nie posuną się pismaki, żeby zarobić parę groszy: Oni są wszędzie, czyli spisek powszechny.
Leninowskie rozdarcie
Lewica Wolnosciowa, Wto, 2009-05-19 20:39 BlogDzisiejszym wpisem rozpocznę wątek, który prawdopodobnie będę kontynuował przez jakiś czas. Dotyczyć on będzie leninizmu w ogóle i rewolucji rosyjskiej w szczególe. Dlaczego wracam do tego, wydawać by się mogło, marginalnego tematu w warunkach polskich. Z wielu powodów, ale szczególnie zwróciłem uwagę na fakt, że pod wpływem książki Rewolucja u bram. Pisma Lenina z roku 1917 Slavoja Žižka temat jakoś tam powrócił w dyskusjach. Samą książką Žižka i žižkowym Leninem zajmować się w tej chwili nie będę - zostawię sobie to na inny moment. Drugi problem, bardziej ponadczasowy - dotyczy problemu rewolucji i władzy, który z Leninem się wiąże siłą rzeczy.
Dzisiaj chciałbym zacytować dwa akapity z książki Beryl Williams Lenin, które dość dobrze obrazują jak bardzo wizja Lenina rozjeżdżała się z wizją większości chłopów i robotników. To rozdarcie miało już na początku 1918 roku doprowadzić do pierwszych zaburzeń i wreszcie spowodować rozejście się woli ludu z wolą partii "awangardy". Wtedy to Lenin coraz bardziej rozczarowany tym, że robotnicy i chłopi usilnie nie chcą stać się jego własnymi klonami i przyjąć identycznej wizji rewolucji jak o sam, postanowił wzmocnić tendencje centralistyczne i biurokratyczne, wprowadzić czerwony terror nie tylko przeciwko białym, ale wszystkim konkurencyjnym nurtom rewolucyjnym, zamknąć wszystkie oprócz bolszewickich gazety, a wreszcie przy pomocy Trockiego, doprowadzić do militaryzacji przemysłu i wprowadzić wojskową dyscyplinę w zakładach pracy i wprowadzić ponownie karę śmierci. Dopiero wtedy jedna myśl kierować mogła działaniami poddanych nieludzkiej dyscyplinie proletariuszy. Tylko dzięki temu partia mogła utrzymać władzę, ale za cenę pogrzebania rewolucji.
Lenin przyjąl założenie, że kiedy robotnicy popierali wystąpienie bolszewików przeciwko Rządowi Tymczasowemu, a nawet kiedy głosowali na nich, widzieli rewolucję w tym samym świetle, co ich samozwańczy przywódca. Jednakże wielu miało inną wizję tego, co jest dla nich korzystne i co oznacza rewolucja. Lenin nigdy nie umiał pogodzić się z tym faktem. Nie uznał tego ani w październiku, ani w czerwcu 1918 r. Kiedy partyzancki przywódca Nestor Machno poinformował go, że dla ludzi w jego rejonie hasło "władza rad lokalnych" oznaczało, że "cała władza (...) powinna bezpośrednio utożsamiać się ze świadomością i wolą ludu pracującego", Lenin był przerażony. Chłopstwo na waszych terenach jest zarażone anarchizmem", powiedział.Jak niektórzy bolszewicy przyznali w Październiku, wielu nawet z tych "świadomych" leninowskich robotników rozumiało hasło "cała władza w ręce rad", jako socjalistyczną koalicję połączoną z lokalnym, zdecentralizowanym systemem bezpośredniej demokracji, z robotnikami kierującymi swoimi własnymi społecznościami poprzez bezpośrednio wybrane i odpowiedzialne komitety. Ta wizja, najwyraźniej widoczna w takich miastach, jak Kronsztad, fundamentalna dla chłopskiego spojrzenia na rewolucję, była tożsama z "demokracją" - odnoszoną do niższych warstw, obalającą panów - ale niekoniecznie tożsamą z rządami partii awangardy, czy, jak w niektórych przypadkach, partii w ogóle. Jeśli w Październiku pojawiła się zbieżność interesów między robotnikami a bolszewikami, to niezupełnie opierała się ona na wzajemnym zrozumieniu i nie miała okazać się trwała.
Wegetariański tydzień skończony jednak walka trwa !!! - Manifest
Griks, Wto, 2009-05-19 00:45 BlogWegetariański tydzień skończony jednak walka trwa !!!
Ostatnimi czasy coraz bardziej się przekonuje do tezy, że jedną z najgorszych rzeczy na świecie jest nad konsumpcja mięsa. Jeśli myślę o tych złych rzeczach to też przychodzą mi do głowy produkcja, handel i użycie broni czyli przyczynianie się do wojen. Jednak czy to nie jest tak, że głębszą przyczyną tych rzeczy jest agresja wywołana przez jedzenie mięsa ? Czy nie jest tak, iż przyczyną obojętności biznesmena robiącego interesy na czyjejś śmierci jest wpojona mu w dzieciństwie obojętność na los zjadanych zwierząt? Czy szukanie wytłumaczeń by uśpić nasze sumienia by zjeść kolejny kotlet nie uczy nas znajdowania pretekstów i powodów do czynienia innego zła ?
Według homeopatii i innych naturalnych medycyn najważniejsze jest likwidowanie przyczyn, a nie usuwanie skutków. Usuwanie skutków może się przeciągać się w nieskończoność jeśli nie usuniemy najpierw przyczyny. Według mnie przyczyną całego zła na Ziemi jest nad konsumpcja mięsa i dlatego właśnie propagowaniu wegetarianizmu dedykuje dużą część mojego życia.
Poprzez dietę wegetariańską możemy uratować nas, nasze rodziny, głodnych w trzecim świecie, lasy, zwierzęta i całą naszą planetę. Dlatego ważne jest wszystkich uświadomić, że to nie tylko walka o prawa zwierząt jak to niektórzy zapewne myślą.
Poprzez unikanie, a najlepiej wyrzeczenie się mięsa zmniejszamy w sobie ryzyko zachorowania na większość spotykanych chorób czyli stajemy się zdrowsi.
Jako, że soja, którą się karmi zwierzęta hodowlane najczęściej pochodzi z krajów trzeciego świata, gdzie ludzie nie mają co jeść, bo w nieuczciwy sposób zostali wywłaszczeni z ziemi, jako, iż na wyprodukowanie kilograma mięsa potrzeba zużyć 16 kilogramów soi, to dzięki jedzeniu każdego wege posiłku możemy sobie wyobrazić o tyle więcej afrykańskich głodujących dzieci jedzących razem z nami i też dzięki naszemu szczęśliwemu wyborowi. Analogicznie podczas gdy jemy mięso powinniśmy sobie wyobrazić obok siebie te głodujące dzieci, z pustymi talerzami, bo to my zabraliśmy (pośrednio) im jedzenie.
By wyprodukować kilogram wołowiny potrzeba zużyć prawie 20.000(tak dwadzieścia tysięcy!) litrów wody. Prawie całą tą ilość oszczędzamy dla każdej jednej z sześciu osób na świecie, która nie ma dostępu do wody pitnej, jeśli zastąpimy mięso pożywieniem wegetariańskim.
Jako, że główną przyczyną wylesiania puszczy tropikalnych, płuc naszej planety jest zdobycie obszarów na uprawę soi przeznaczonej później w 90% do produkcji mięsa, poprzez dietę wegetariańską chronimy te lasy, a zarazem klimat, naszą planetę, przyszłe pokolenia - nasze dzieci i nas samych.
Na szczęście od niedawna jeszcze bardziej "Nie wygodna prawda" staje się coraz bardziej powszechnie wiadoma. Nadprodukcja mięsa jest przyczyną emisji 18% gazów cieplarnianych, a więc więcej niż wszystkie samochody, samoloty i cały transport razem wzięty.
Tak więc przejście na wegetarianizm to jeden z najszczerszych, największych i najważniejszych kroków do ekologicznego, humanitarnego a więc o wiele bardziej szczęśliwego życia dla nas wszystkich i każdego z osobna. Nie czekaj ! Zrób to teraz ! Nie ma na co czekać !
Powodzenia na nowej drodze życia!!!
Na zakończenie dodaje wspaniały filmik, mowiący (niestety na razie tylko po angielsku) to co wyżej napisałem:
http://positi.blogspot.com/2009/05/wegetarianski-tydzien-skonczony-jedna...
Manifest czyli wolnościowe, skłoterskie, ekologiczne strony http://www.positi.blogspot.com jeszcze bardziej wegetariańskie
Sałata narzędziem walki klas!
Czytelnik CIA, Pon, 2009-05-18 08:25 Blog | Ekologia/Prawa zwierzątZ okazji Ogólnopolskiego Tygodnia Wegetarianizmu postanowiliśmy zasadzić rośliny jadalne przed budynkiem Nowy Świat 18/20. Mieliśmy sadzonki, nasiona i plakietki: bratki (kwiatki bratków są jadalne), sałatę, słonecznika, seler, rzeżuchę i miętę. Miało to wymiar symboliczny – chcieliśmy pokazać warszawiakom, jak łatwo mogą założyć zielniki lub ogródki warzywne na swoich parapetach i balkonach.
O 15.30 zebrało się na skwerze kilkanaście osób! Dzięki tak dużej ilości chętnych rąk zagospodarowanie 6 kwietników i kwadratu suchej ziemi po wyciętym X lat temu drzewie zajęło niecałą godzinę. Dziękujemy wszystkim za przyjście!
Wyszliśmy nieco poza ramy tradycyjnej partyzantki i zainteresowanym przechodniom rozdawaliśmy przygotowane wcześniej nasiona – słonecznika, fasolki szparagowej i ogórka. Usłyszeliśmy wiele ciepłych słów poparcia.
Pojawiło się jednak pewno ale, które nas bardzo zasmuciło.
W połowie naszej pracy podeszła do nas pani „która prawie zrobiła doktorat” i była „historykiem sztuki”, z pretensjami dotyczącymi roślinności, którą sadziliśmy. Powiedziała, że nie możemy „wprowadzać wsi do miasta”, i do tego przed pałacem, i że sałata na Nowym Świecie to skandal. Spytana, czy zdaje sobie sprawię, że właśnie obraziła mnóstwo osób, ukazując wieś, jako coś gorszego, zaczęła się tłumaczyć, że wcale nie, że wieś jest piękna, polska wieś jest najlepsza, ale tam, gdzie jest. Spytana, czy uważa, że lepsze suche zielsko i wachlarz śmieci, niż sałata, stwierdziła równie rozbrajająco, że „tak”. Później zwyzywała młodzież biorącą udział w upiększaniu miasta od „komunistów”, i nikt już nie zwracał na nią uwagi.
Jest nam przykro, ponieważ jest to pierwszy przypadek, gdy ktokolwiek miał do nas pretensje. Inwestujemy własny czas i pieniądze w tak zwane „ulepszanie świata”, z własnej woli taplamy się w ziemi i śmieciach po to, aby wszystkim było lepiej. Jak widać, nawet kilka sadzonek w zaniedbanych dotychczas kwietnikach może być zalążkiem większego konfliktu tak dużego, by wzywać policję.
Pani, która miała do nas żal o gatunek roślin, który zasadziliśmy, twierdząc, że brukamy jej szlachecką ulicę, nie wiedziała o ogrodach warzywnych przed pałacem w centrum Wiednia. Ani w Londynie. Ani w Nowym Jorku, czy przed Białym Domem w Waszyngtonie. Rosnące tam warzywa nie są ujmą na honorze tego miejsca i nie brukają go „wiejskim brudem”. Wybaczamy pani tą niewiedzę i mamy nadzieję, że przestanie pani być roślinną rasistką. ;)
Poniżej fotorelacja oraz filmik szczegółowo prezentujący efekt końcowy:











Przeklejone z blogu Miejska Partyzantka Ogrodnicza
Witamy "serdecznie" Starbucksa we Wrocławiu
Lewica Wolnosciowa, Nie, 2009-05-17 22:34 BlogAkcja była. Firma dostała sygnał, że ktoś patrzy im na łapy, a pracownicy że mogą się zorganizować i w razie czego dostaną wsparcie. Relacja jest tutaj: Pikieta “powitalna” pod kawiarnią Starbucks
Warto przeczytać także ten tekst ws. polityki Starbucksa: Planeta Starbucks na Nowym Wspaniałym Świecie
Konwersacje z przechodniami podczas pikiety Starbucks
Yak, Nie, 2009-05-17 18:45 BlogDziś, w Warszawie, podczas kolejnej pikiety pod kawiarnią sieci Starbucks, spotkałem się z dość ciekawymi reakcjami przechodniów.
Pikieta była zorganizowana z okazji 5 rocznicy założenia związku zawodowego w Starbucks w USA. Rozdawaliśmy ulotki na temat nagminnego zwalniania członków związków zawodowych w tej sieci.
Jeden z przechodniów, uliczny sprzedawca koralików, poczuł się urażony atakiem na antyzwiązkowych przedsiębiorców, gdyż utożsamiał się z zarządem międzynarodowej korporacji. Nie przeszkadzało mu to, że sam na razie dysponuje jedynie walizką z towarem i rozkładanym krzesełkiem. Ot, jeden z wielu przykładów na to, jak bajka o „pucybucie, który został milionerem” przeorała ludziom mózgi.
Ciekawsze teorie wysnuł młody człowiek z kubkiem kawy Starbucks w ręku:
- Gdybym był przedsiębiorcą, natychmiast bym wyrzucił związkowców na bruk!
- Nawet, jeśli to nielegalne? – spytałem
- Oczywiście! Przecież Starbucks zrobił tyle dobrego dla kawy!
- Co na przykład?
- Zanim był Starbucks, kawę pijała tylko arystokracja. Teraz, kawa jest dla wszystkich ludzi!
Młodemu człowiekowi można pogratulować plastycznego umysłu i znajomości historii (Starbucks został założony 40 lat temu, a na masową skalę rozwija się dopiero od 20 lat – a proletariat pija kawę przecież już nieco dłużej), czy choćby znajomości najbliższej okolicy - kawiarni Bajka, gdzie jeszcze do końca maja można kupić filiżankę kawy za cenę przystępną dla przeciętnego człowieka.
Niestety, kawiarnia dostała nowy czynsz od nowego właściciela kamienicy (20 tys. zł miesięcznie) i zostanie zamknięta 31 maja. Na jej miejscu zapewne pojawi się sieć kawiarni, która dostarcza szerokim masom kawy za jedyne 10 zł za kubek.
Pikieta “powitalna” pod kawiarnią Starbucks
Tomasso, Nie, 2009-05-17 17:22 Blog | pikieta | relacje | starbucks | wrocław | związek syndykalistów polskiW niedzielne popołudnie pod kawiarnią Starbucks we Wrocławiu odbyła się pikieta „powitalna” zorganizowana przez Związek Syndykalistów Polski, który tym samym wspiera międzynarodową kampanię solidarnościową w obronie represjonowanych związkowców sieci Starbucks. Pikieta “powitalna” pod kawiarnią Starbucks (fot. Tomasso)Związek Syndykalistów Polski wspiera dążenia pracowników Starbucks do otrzymywania godziwych zarobków, gwarantowanych godzin pracy i prawa do zatrudnienia na [...]
Tajne miejsce ćwiczeń Falangi
Czytelnik CIA, Nie, 2009-05-17 15:17 BlogAgent CIA odkrył tajne miejsce ćwiczeń bojówek Falangi...
Globalny kryzys gospodarczy – przyczyny, konsekwencje i wpływ na kraje Trzeciego Świata
Tomasso, Nie, 2009-05-17 11:05 Blog | debata | dyskusja | fair trade | falanster | grzegorz konat | le monde diplomatique | przemysław wielgosz | relacje | wrocławFestiwal Fair Trade „WychowaNIE Złe” jest projektem fundacji „WychowaNie złe”, która działa we Wrocławiu od 29 lutego 2008 roku i realizuje inicjatywy społeczno-polityczno-kulturalne. We współpracy z innymi organizacjami pozarządowymi, wydawnictwami i instytucjami, zorganizowali szereg wydarzeń, obejmujących festiwale, wystawy, pokazy filmowe, warsztaty, debaty i spotkania autorskie.Najnowsze ich dziecko to wrocławski festiwal Fair Trade, który [...]
Dlaczego warto pikietować pod Starbucksem?
Lewica Wolnosciowa, Sob, 2009-05-16 20:09 Blog
Jutro we Wrocławiu o 13.00 pod nowo otwartą kawiarnią Starbucksa na pl. Grunwaldzkim odbędzie się pikieta "powitalna" z okazji 5 rocznicy próby założenia związku w tej sieci w USA i rozpoczęcia tym samym walki o poprawę warunków płacy i pracy. Szefostwo sieci naturalnie rozpoczęło represjonowanie związkowców, co spowodowało zainicjowanie międzynarodowej kampanii w tej sprawie.
2 maja odbyła się już akcja w Warszawie na ten temat. A wcześniej także we Wrocławiu, jeszcze przed otwarciem kawiarni, odbyła się akcja zorganizowana przez Związek Syndykalistów Polski pod siedzibą polskiego przedstawicielstwa tej sieci, firmy AmRest.
Więcej o międzynarodowej kampanii na stronach lokalnych związków w Hiszpanii i USA: http://grsbuxunion.blogspot.com
http://seccionstarbuckscnt.wordpress.com
A tak poza tym to można poczytać też dlaczego pikiety solidarnościowe mają sens.
Poniżej ciekawostka obrazująca, kto chodzi do tych kawiarni. Wywiad z 15-letnim japiszonem wiszącym jak marionetka na sznurkach korporacyjnej propagandy, a któremu się roi, że należy do elity. Bez komentarza.
Ja należę do elity
Przychodzenie tu jest jakimś tam elementem przynależności do elity. Zdaję sobie sprawę, że wszystko to lans, że to snobistyczne. Ale stać mnie na Starbucksa, ubieram się w ciuchy Lacoste, Vuitton, ostatnio wydałem na fryzjera 465 zł - mówi 15-letni Maciek.
KATARZYNA ŚWIERCZYŃSKA: Dlaczego przyszedłeś akurat do Starbucks, a nie do pobliskiego Coffee Heaven?
MACIEK*: Bo nie każdy może przyjść do Starbucks.
Co to znaczy?
Nie każdego na to stać. Na przykład Coffee Heaven jest tańsze.
Czy chodząc z kubkiem Starbucks jesteś postrzegany jako ktoś lepszy, członek elity?
Ja jestem elitą. I przychodzenie tu jest jakimś tam elementem przynależności do elity. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wszystko to lans, że to snobistyczne. Ale stać mnie na Starbucks, ubieram się w ciuchy Lacoste, Hiffligera, Vuitton, ostatnio wydałem na fryzjera 465 zł. I to ze zniżką (śmiech)! Różnice w zamożności widać, gdy jedziemy np. na szkolną wycieczkę. Ci, którzy piją kawę z Coffee Heaven, płacą za wycieczkę na raty, ja zawsze całą sumę od razu.
Chodzisz na lekcje z kubkiem Starbucksa?
Oczywiście. Ale nauczyciele już przywykli, że uczniowie przychodzą na lekcje z kawą.
Czy zwracają uwagę na logo?
Nauczyciele? Nie, oni się na tym nie znają.
Czyli to tylko lansowanie się przed kolegami?
Dokładnie. To po prostu prestiż.
Skąd znasz sieć Starbucks?
Mój tata pracował w Stanach, więc często tam bywałem. Tylko że tam te kawiarnie są wszędzie. Tu musiałem jechać aż z Ochoty.
Często tu bywasz?
W tym tygodniu już trzeci raz.
*Maciek ma 15 lat, jest uczniem warszawskiego gimnazjum im. Staszica. W Starbucksie spotkaliśmy go wczoraj w południe.
Żródło: dziennik.pl







