Publicystyka

Władza banków nad państwem

Publicystyka | Tacy są politycy

Wywiad będący fragmentem książki pt. "Ręce precz od tej książki" autorstwa niemieckiego pisarza i podróżnika Jana van Helsing'a.
Z powodu prezentowanych treści zakazane zostały już dwie książki autorstwa Jana van Helsinga, którego niemieckie mass media zaliczyły do grupy "autorów niebezpiecznych", przed którymi należy społeczeństwo chronić.

"[...]Daniel Doyle Benham, amerykański bojownik o prawa człowieka, odważył się w 2002 roku zatelefonować do San Francisco Federal Reserve Bank (FED) i przeprowadził wymowny wywiad z niejakim Ron'em Supinskim, przedstawicielem Public Information Department.
("P" oznacza pytającego, "MrS." to Ron Supinski)

P: Panie Supinski, czy Federal Reserve System jest we władaniu mojego kraju?
MrS.: Jesteśmy agendą rządową.
P: Nie o to pytam. Czy mój kraj ponosi koszta utrzymania tego systemu?
MrS.: Jesteśmy agendą rządową, utworzoną przez Kongres.
P: Czy Federal Reserve stanowi przedsiębiorstwo?
MrS.: Tak.
P: Czy rząd mojego państwa posiada akcje Federal Reserve?
MrS.: Nie, udziałowcami są banki członkowskie.
P: Czy owe banki są prywatnymi spółkami?
MrS.: Tak.
P: Czy banknoty Federal Reserve Bank mają jakiekolwiek pokrycie?
MrS.: Tak, jest nim majątek Federal Reserve, ale przede wszystkim uprawnienia Kongresu do nałożenia takiego czy innego podatku na obywateli.
P: "Uprawnienie do inkasowania podatków", czy tak Pan powiedział? I to właśnie stanowi pokrycie dla banków Federal Reserve?
MrS.: Tak.
P: Jaka jest wartość całego majątku Federal Reserve?
MrS.: San Francisco Bank posiada aktywa na sumę 36 miliardów $.
P: Co składa się na te aktywa?
MrS: Złoto, sam Federal Reserve Bank i gwarancje rządowe.
P: Skąd Federal Reserve otrzymuje Federal Reserve Notes (banknoty)?
MrS: Banknoty są autoryzowane przez Departament Skarbu.
P: Ile Federal Reserve płaci za Federal Reserve Note o nominale 10$?
MrS: Od pięćdziesięciu do siedemdziesięciu centów.
P: A ile płaci się za banknot studolarowy?
MrS: Tyle samo, od pięćdziesięciu do siedemdziesięciu centów.
P: Tylko 50 centów za 100$ to ogromny zysk, czyż nie tak?
MrS: Zgadza się.
P: Departament Skarbu otrzymuje więc od Federal Reserve 20,60 dolarów przy nominalnej wartości 1000 dolarów albo inaczej: nieco ponad 2 centy przy fakturze 100 dolarowej, czy prawidłowo rozumuję?
MrS: Chyba jest Pan bliski prawdy.
P: Czy Federal Reserve nie wykorzystuje przypadkiem Federal Reserve Notes, których koszt wynosi 2 centy od sztuki, do odkupywania obligacji od rządu.
MrS: Tak, ale to nie wszytko.
P: Czy taka jednak jest istota sprawy?
MrS: Istota sprawy jest właśnie taka.
P: Ile Federal Reserve Notes jest w obiegu?
MrS: 263 miliardy $, ale my możemy wskazać tylko na wielki procent banknotów.
P: Gdzie się podziały "inne" banknoty?
MrS: W materacach albo też zostały "pogrzebane", albo gdzieś za kulisami, tak jak brudne pieniądze z przemytu narkotyków.
P: Skoro długi trzeba pokrywać przy użyciu Federal Reserve Notes, czy tych, które są w obiegu, wystarczy do spłacenia długów państwowych wynoszących ok 4 biliony $?
MrS: Nie wiem.
P: Czy istniałaby matematyczna możliwość spłacenia tych bilionów zadłużenia, gdyby rząd federalny zebrał wszystkie banknoty będące w obiegu?
MrS: Nie.
P: Czy miałbym rację mówiąc, że w takim razie za każdy dolar wpłacony do jednego z banków członkowskich można by, przy odpowiedniej polityce zachowania rezerw, pożyczyć 8 $?
MrS: Około 7 $.
P: Proszę mnie poprawić, jeżeli się pomylę, ale chyba chodzi tu o 7 dolarów w takich banknotach rezerwy federalnej, które nigdy nie trafiły do obiegu. Wzięły się one z powietrza, skoro ani kredytów, ani owych dwóch centów z wartości nominalnej nigdy nie wypłacono. Inaczej mówiąc, Federal Reserve Notes, o które tu chodzi, nie istniały w rzeczywistości jako fizyczne pieniądze, wydrukowane i wyemitowane, lecz stanowiły po prostu zapisy w księgach i były pożyczane z odsetkami. Czy mam rację?
MrS: Tak.
P: Czy właśnie dlatego w obiegu są tylko 236 miliardy $ w banknotach rezerwy federalnej?
MrS: Jest to częściowe wyjaśnienie przyczyny.
P: Czy moja interpretacja jest właściwa: kiedy (w boże narodzenie 1913 roku) pojawiła się ustawa o rezerwie federalnej, przeniosła ona prawo bicia monet, a więc do udostępniania narodowi pieniędzy, jak też prawo do regulowania obiegu i wartości, z Kongresu na PRYWATNĄ spółkę, czy tak? I mój kraj WYPOŻYCZA SOBIE teraz to, co powinno by stanowić nasze zasoby pieniężne, z Banku Rezerwy Federalnej (PRYWATNEJ spółki), dodatkowo z DOLICZENIEM odsetek. Czy właściwie rozumuję? I ze względu na system monetarny naszego kraju, te długi pewno NIGDY nie zostaną spłacone?
MrS: W zasadzie ma Pan rację.
P: Jest w tym coś podejrzanego, nie uważa Pan?
MrS: Sorry, nie mogę na to pytanie odpowiedzieć, ja tu pracuję.
P: Czy Federal Reserve poddano kiedykolwiek niezależnej kontroli?
MrS: Jesteśmy kontrolowani.
P: Dlaczego ostatnio Izba Reprezentantów przyjęła uchwałę (oznaczoną numerem 1486) o sprawdzeniu całej księgowości Federal Reserve przez GAO (Rządowe Biuro Odpowiedzialności Finansowej- tłum. Jaromir)? I dlaczego Federal Reserve sprzeciwia się temu?
MrS: Nie wiem.
P: Czy Federal Reserve reguluje wartość Federal Reserve Notes i ustala stopy procentowe?
MrS: Tak.
P: Proszę mi wyjaśnić, jak to możliwe, żeby system rezerwy federalnej był zgodny z Konstytucją, skoro przecież tylko Kongres, dzielący się na Senat i Izbę Reprezentantów, jest (a przynajmniej powinien być) uprawniony do bicia naszych monet, do emitowania ich i do ustalania ich wartości? Nigdzie w Konstytucji nie ma zapisu o możliwości przeniesienia przez Kongres jakiegokolwiek zawarowanego konstytucyjnie uprawnienia na przedsiębiorstwo PRYWATNE- a może się mylę?
MrS: Nie znam się na prawie konstytucyjnym. Mogę skontaktować Pana z naszym działem prawnym.
P: Powiem Panu, że ja zadałem sobie trud przeczytania konstytucji. NIE POZWALA ona na to, by jakiekolwiek uprawnienie przyznane instytucji państwowej zostało przeniesione na prywatne przedsiębiorstwo lub stowarzyszenie. Czy nie stanowi ona, iż wszelka inna władza, nieprzysługująca pojedynczym osobom prawnym, jest zastrzeżona dla państwa i jego obywateli?
Czy zapis ten dotyczy przedsiębiorstwa prywatnego?
MrS: Nie sądzę, wiem jednak, iż utworzenie Federal Reserve doszło do skutku dzięki zgromadzeniu ustawodawczemu.
P: Czy zgodziłby się Pan z takim stwierdzeniem: "to jest nasz kraj i pieniądze też powinny być nasze, tak jak stanowi konstytucja"?
MrS: Rozumiem Pańską intencję.
P: Dlaczego mielibyśmy pożyczać nasze własne pieniądze od PRYWATNEGO konsorcjum bankierów (Z ODSETKAMI)? Czyż nie po to właśnie doprowadziliśmy do rewolucji, aby stać się odrębnym, suwerennym narodem, mającym swoje prawa?
MrS: (odmówił odpowiedzi)
[...]"

Siła, której nie zdławią

Świat | Dyskryminacja | Publicystyka | Rasizm/Nacjonalizm

Jeszcze w tym miesiącu na wodach Morza Śródziemnego spotkają się statki z całego świata, by popłynąć do okupowanej i oblężonej Strefy Gazy. Ta międzynarodowa koalicja przyjęła nazwę Flotylla Wolności.
W ciągu ostatnich trzech lat Ruch Wolna Gaza podjął się ośmiu takich misji do Gazy – w tym pięciu zakończonych sukcesem. Pozostałe trzy gwałtownie powstrzymała izraelska marynarka wojenna: statek „Dignity” (Godność) został trzykrotnie staranowany, zaś w styczniu 2009 r. zawrócono statek „Spirit of Humanity” (Duch Ludzkości), następnie go przejmując i aresztując wszystkie osoby na pokładzie.

Flotylla Wolności zamierza podbić stawkę – wyzwania w postaci przerwania izraelskiego oblężenia nie podejmie się już jeden czy dwa okręty, tym razem ruszy cały front ośmiu jednostek.
W przeszłości izraelska marynarka wojenna zdołała eliminować nasze samotne łodzie. Dziś – wraz z czterema łodziami Ruchu Wolna Gaza – będzie nas 700 pasażerów, a na pokładach znajdzie się około 5000 ton materiałów budowlanych i sprzętu medycznego. Wśród naszej floty znajdzie się należący do Ruchu Wolna Gaza „MV Rachel Corrie”, zakupiony dzięki hojnemu wsparciu malezyjskiej Fundacji Na Rzecz Globalnego Pokoju Perdana.

Rząd izraelski odpowiedział na „morską intifadę” wymachując szabelką  i oskarżając nas o wysługiwanie się Hamasowi. Izrael zakazał  działalności Tureckiej Fundacji Praw i Wolności Człowieka oraz Pomocy Humanitarnej Insani Vardim Vakafi (IHH). IHH stoi za wysłaniem statku towarowego i statku pasażerskiego w ramach Flotylli Wolności. Izrael oskarżył tę fundację oraz Ruch Wolna Gaza o „wspieranie terroryzmu”. W celu uniemożliwienia misji postawiono na nogi pół izraelskiej marynarki wojennej, a kierowania operacją podjął się osobiście izraelski minister obrony Ehud Barak. W gotowości bojowej znalazły się izraelskie siły zbrojne, trwa też zakulisowa „presja dyplomatyczna”. Przesłanie Izraela jest jasne: powstrzymamy was i użyjemy siły, aby to uczynić.

Flotylla Wolności nie znajdzie się ani przez chwilę na izraelskich wodach terytorialnych. Jej droga zaczyna się na wybrzeżach Europy i Turcji, ciągnie się przez wody międzynarodowe i kończy na wodach terytorialnych Gazy. Nie ma na niej punktów kontrolnych. Żaden mur nie przesłoni nam horyzontu. Chcielibyśmy widzieć świat bez granic i już dowiedliśmy, że można dotrzeć aż do brzegów Gazy prostą linią bez granic.

To, co robi Ruch Wolna Gaza, najlepiej określić jako taktykę – jedną z wielu taktyk wykorzystywanych przez globalny ruch solidarności. Jest ona jednak kosztowna – często wypomina się nam setki tysięcy dolarów wydanych na takie misje: statki, znalezienie odpowiednich jednostek, bandery, rejestracja, koszty prawne, koszty zarządzania, opłaty portowe, pensje dla załogi, opłaty za cumowanie, naprawy, renowacja, GPS, opłaty celne i załadunek cargo, wózki widłowe. Łączne koszta Flotylli Wolności to dosłownie miliony euro. Niektórzy pytają: „Nie lepiej te pieniądze przeznaczyć na »pomoc«”?

Każda palestyńska rodzina w Gazie, szczególnie po izraelskiej inwazji zimą 2008-2009, powtarzała nam: „Nie potrzebujemy pomocy, potrzebujemy rozwiązania politycznego; potrzebujemy własnych praw. Nasza sprawa nie może zostać sprowadzona do paczek z mąką czy żywnością. Palestyna to nie sprawa humanitarna – lecz polityczna”. Oto rzeczywistość, oto potrzeba sprawiedliwości, co wystawia świadectwo przemysłowi pomocowemu w Palestynie i fałszywemu „obiektywizmowi”. Wystawia świadectwo brakowi woli politycznej w obliczu ludzkiego cierpienia ze strony tych, którzy mówią: „Nie stajemy po żadnej ze stron. Nadal będziemy przekazywać pomoc humanitarną”.
Ale my opowiadamy się po jednej stron. Po stronie demokracji bezpośredniej przeciwko okupacji i apartheidowi.
Flotylla Wolności zrywa ciągłość dyskursu władzy, zgodnie z którym rządy wiedzą najlepiej, i to one winny negocjować nowe „wolności” oraz decydować o rzeczywistości; co oznaczałoby dalsze podtrzymywanie procesu decyzyjnego opartego już nawet nie o zasadę „z góry na dół”, lecz „z góry do góry”, tak by uniemożliwić wpływ nań zwykłym ludziom. Przywódcy przelatują z kontynentu na kontynent, raz po raz zasiadając przy okrągłym stole, i niczym słoń w składzie porcelany nie martwią się o skutki. Flotylla Wolności przywraca nam prawo do decydowania – do przerwania ciągłości tej bezustannej Nakby (palestyńskiej katastrofy narodowej).

Nie zatrzymamy się. Ta sama historia powtarza się od 1948 r. aż do dziś – rozrastają się kolonie, korporacje czerpią zyski z reprodukowania represji, normą pozostają codzienne wydziedziczenie i regularne zabójstwa, alienacja od konsekwencji naszych działań pozwala nam zaś pozostawać w strefie komfortu. Każdego dnia okupacja reprodukuje się w fabrykach, klasach szkolnych, salach sądowych, kinach, galeriach sztuki, supermarketach i kurortach wypoczynkowych. Zmianę może przynieść radykalny sprzeciw i sforsowanie barier. Kwintesencja solidarności to niezgoda na alienację od naszych braci i sióstr oraz uznanie, że stanowimy wszyscy jedną społeczność.
Flotylla Wolności to wyraz radykalnej solidarności, to siła, która ujawnia się, gdy ludzie z całego świata zaczynają działać zgodnie z własnym sumieniem. Ta siła staje się rzeczywistością, gdy ludzie wychodzą na ulice, gdy zajmują budynki przedsiębiorstw wspierających okupację, gdy zbierają fundusze w meczetach, kościołach, synagogach, szkołach; gdy piszą, śpiewają, wspierają materialnie, nagłaśniają sprawę, wreszcie pakują i przewożą cement i inne materiały, gdy dodają otuchy i modlą się, gdy protestują przeciw każdemu atakowi.
Jasne, że Izraelowi może się powieść zatrzymanie nas – ale nie mogą być tego pewni i to jest nasza siła. Możemy uczynić coś, czego jeszcze nie było.

Gdy Rachel Corrie stanęła twarzą w twarz z operatorem buldożera, który ją zabił, działała z radykalną ufnością – w to, że ten żołnierz dostrzeże jej człowieczeństwo. Przegrała gdyż je zatracił. Ale wiara Rachel żyje w każdym z nas. Gdyż jeśli nasi ciemięzcy zatracili swe człowieczeństwo, to my nigdy nie przestaniemy przypominać im, że wciąż je posiadamy. Podejmujemy się tej misji w duchu tych, którzy walczyli i poświęcili swe życie za nasze wspólne człowieczeństwo, oraz by przypomnieć każdemu, kto ma oczy otwarte, że musimy działać na jego rzecz.

Ewa Jasiewicz
Tłum. Paweł Michał Bartolik

Wideo-rozmowa z Ewą Jasiewicz i członkami załogi Flotylli Wolności w Teatrze Dramatycznym (Stara Księgowość), w poniedziałek 24. maja o godz. 20.00,
Wstęp wolny

Ta krew to z miesiączki czy z odniesionych ran?

Prawa kobiet/Feminizm | Publicystyka | Represje

Komentarze dotyczące aresztowania Renaty Zelaznej i wydarzeń, które do niego doprowadziły potrafią ranić. I to nie tylko poszkodowaną, ale wszystkie miesiączkujące kobiety. Brzmi dziwnie, nieprawdaż? Menstruacja wzbudza kontrowersje, brzydzi, przeraża. Krew miesięczna nie może mieć czegokolwiek wspólnego z walką i bohaterstwem. Krew miesięczna jest niczym plama na honorze, skaza ludzkości, obmierzła ciecz, którą należy ukryć przed ludzkim okiem. Krew, która cieknie z odniesionych na polu bitwy ran nie jest tym samym, co krew wyciekająca spomiędzy ud kobiety. Ani w sensie biologicznym, ani w zbiorowej świadomości. Nikt nie śmie nazwać krwi przelanej w walce nieczystą. Nieczysta może się co najwyżej stać, jednak częstokroć jest ona chwalebna. Z krwią miesięczną tak nie jest. Przypomina o cyklu rozrodczym i o śmierci. Przypomina o fizjologii, o ciele, jest znakiem obecności kobiety. A o tym wszystkim wolelibyśmy nie pamiętać.

Wymazywanie czerwonego „przekleństwa” przejawia się tym, że trudno doświadczyć widoku krwi miesięcznej w materiałach edukacyjnych, a w reklamach „barwi się” ją na niebiesko. Dziewczynki uczy się ukrywania swojej „skazy”, czerwona plama na spodniach nie jest tematem dla reklam proszków do prania, lecz reklam podpasek i tamponów, w których kobiety podejmują desperackie kroki, by zasłonić to, co powinno być niewidoczne.

Wymazywanie cyklu menstruacyjnego to wymazywanie kobiet i tak się dzieje, gdy odbiera się głos kobiecie doświadczającej, oddając go naukowcom, ekspertom, a na co dzień – strażnikom i strażniczkom patriarchatu. To oni stwierdzają poważnym tonem „o, chyba zbliża ci się okres, to dlatego jesteś taka agresywna”. Wahania nastrojów i irracjonalne działanie zrzuca się na karb PMS. Temat okresu podejmowany przez dowcipnisiów ukazuje wizerunek menstruacji jako coś w rodzaju hiperbolizacji stereotypu dotyczącego kobiet. Kobieta jest podczas menstruacji sto razy bardziej irracjonalna, krytyczna, piskliwa i histeryczna. Słowem – „jebnięta”. I tak właśnie kwitują zachowanie Renaty niektórzy komentatorzy. Eksperci od zespołu napięcia przedmiesiączkowego (PMS). PRZEDmiesiączkowego. W zasadzie mógłby ten PMS pojawić się po miesiączce. Dla nich nie miałoby to żadnego znaczenia. Po miesiączce w sumie jest wszystko ok, bo już nie ma tego-czegoś. Sęk w tym jednak, że po = przed w przypadku cyklu (jajeczkowanie to już w ogóle jakiś kosmos, więc je olejmy). Tak więc można dojść do wniosku, że PMS to monstrum, które kieruje czynami kobiet sprawiając, że są one pozbawione jakiejkolwiek logiki.

Tak więc PrePost Menstrual Syndrome powinien iść do więzienia zamiast Renaty. Niech gnije w pierdlu! Fakty są jednak inne. Renata została poniżona. Potraktowana nieludzko. Złamano wszystkie zasady, jakie powinny panować w celi – nie zapewniono jej higieny, jedzenia, ani humanitarnego traktowania. Wszystkie sadystyczne akty służące okazaniu władzy policji i klawisza nad kobietą – nie-Holenderką - menstruującą i śmiącą drwić z władzy, ukazują nam ogrom niesprawiedliwości, która mogła spotkać każdego z nas. Tylko my, ci czyści i zawsze racjonalni, nigdy byśmy nie rzucili kamieniem, ani nie chwycili noża przy policjancie. Podporządkowalibyśmy się z uśmiechem na ustach, zapłacilibyśmy mandat i ostatecznie wyprowadzili w miejsce, gdzie nie ma robót. Policjant mógł mieć dzieci i żonę, i gdyby nie daj boże coś się stało, to by je wszystkie osierocił. Rodzina nie miałaby żywiciela pracującego w tak niewinnym zawodzie jakim jest policjant. W zawodzie inwokującym jedynie prawidłowe odruchy praworządnego obywatela brzydzącego się niesprawiedliwością, przemocą i gwałtem. Gówno prawda. Kto bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem. Tylko nie w maszynę budowlaną, bo zrobicie na niej rysę. Przypuśćmy, że ekspedientka wydała wam o dychę za dużo, a wy nie zwróciliście jej na to uwagi i po prostu odeszliście od kasy ciesząc się tym małym darem losu. Potem przychodzi do was policjant i mówi, że właśnie jakaś pani doniosła, że ukradliście jej pieniądze. Kilka stówek. Ale jest ona o tyle związana z waszym nieuczciwym uczynkiem, że akurat stała przed wami w kolejce do kasy i od kilku lat trwał pomiędzy wami zażarty konflikt. Wy słusznie stwierdzicie, że to bzdura i odwrócicie się na pięcie zatrzaskując za sobą drzwi, ale policjant wtargnie do waszego domu, wyrwie wam z ręki nożyk do tapet trzymany nieopatrznie w ręku (w końcu przerwał wam prace remontowe) i stwierdzi, że chcieliście go zabić. Abstrakcja, prawda? Ten pies to histeryk i powinien się leczyć. Jego zachowanie miało się tak do całej grozy sytuacji jak pięść do nosa. No, ale przecież trzeba czasem podbudować swoje zasrane ego psychopatycznymi aktami, za którymi stoi idea państwa nietykalności majestatu legalnego posiadacza pały i kajdanek oraz pochwały domniemania najgorszych intencji u Polki w dredach.

Internetowi dyskutanci zaczęli deliberować czy Renata rzeczywiście sikała na podłogę, czy też musiała chodzić do ubikacji na piętro. Czy historia jest prawdziwa, czy przesadzona. Czy możliwe, że działała pod wpływem PMS, czy też nie, bo w końcu była w trakcie okresu. Czy jest chora psychicznie czy nie. Czy anarchista powinien być traktowany jak obywatel, skoro odrzuca państwo i prawo, czy też powinno się go zostawić nagiego na zimnej i wilgotnej podłodze i biczować od świtu do nocy podając suchy chleb i wodę.

Niestety wiele tych komentarzy powstało w głowach ludzi niekoniecznie wrogich anarchistom. Niektóre, a szczególnie te dotyczące „choroby psychicznej”, błędu w tłumaczeniu, który nie zmieniłby w sposób znaczący wydźwięku tego opisu, a także podkreślanego przeze mnie syndromu napięcia przedmiesiączkowego, wypowiadane były nawet przez osoby o poglądach antyautorytarnych. I chyba nic się nie zmieni dopóki nie doświadczą oni na własnej skórze brutalnej przemocy ze strony policjanta i klawisza, dopóki ogrom niesprawiedliwości tego chorego systemu nie stanie się tak widoczny, że nie będzie gdzie odwrócić wzroku, by nań nie patrzeć.

Krwawa zatoka delfinów

Świat | Ekologia/Prawa zwierząt | Kultura | Publicystyka

Tysiące delfinów ginie rokrocznie u wybrzeży Japonii. Są zabijane tradycyjnie, harpunami, przez miejscowych rybaków, a ich mięso trafia na japońskie stoły. Sfilmowali ich za pomocą szpiegowskiego sprzętu amerykańscy filmowcy.

 Zatoka delfinówHarpuny japońskich rybaków miarowo unoszą się i opadają, zagłębiając w ciała delfinów. Woda wąskiej, ukrytej miedzy wzgórzami zatoki natychmiast zabarwia się na czerwono. Pisk zabijanych zwierząt cichnie dopiero po dłuższej chwili.

To kulminacyjna scena z dokumentu „Zatoka delfinów”. Grupa filmowców sfilmowała z zamaskowanych kamer ukrywaną przez miejscowych rzeź delfinów, która regularnie powtarza się w sezonie od września do marca.

– To brutalne sceny, ale prawdziwe. Zdarzają się codziennie. Japonia na przemysłową skalę poluje nie tylko na delfiny, ale też na wieloryby, i to pod płaszczykiem badań naukowych – potwierdza rzeczniczka Greenpeace Katarzyna Guzek.

150 tysięcy za żywego, 500 za mięso

Polowanie odbywa się zawsze tak samo. Najpierw rybacy zaganiają zwierzęta do wąskiej zatoki i odcinają im drogę wyjścia. Potem przyjeżdżają przedstawiciele delfinariów i wybierają nowe atrakcje dla swoich basenów. Delfin kosztuje nawet do 150 tysięcy dolarów. Pozostałe są zabijane, a ich mięso sprzedawane za około 500 dolarów od egzemplarza. Następnie trafia na japońskie stoły.

W sumie, twierdzą autorzy dokumentu, co roku Japończycy zabijają do 23 tysięcy tych zwierząt, z czego około 2 tysięcy w sfilmowanej przez nich zatoce.

Najpierw tresował, teraz wypuszcza

Według Ricka O’Barry’ego, jednego z bohaterów filmu, popularność delfinów w akwariach zaczęła się od Flippera. Uroczy delfin z popularnego w latach 60-tych serialu robił salta w powietrzu, odbijał nosem piłkę, pływał na ogonie i przeżywał niesamowite przygody z sympatyczną amerykańską rodziną. Każde dziecko chciało zaprzyjaźnić się z delfinem. Jeśli miało pecha i nie mieszkało na Florydzie, to chciało chociaż zobaczyć go i dotknąć podczas wycieczki do delfinarium. W efekcie, o ile latach sześćdziesiątych w USA było kilka takich przybytków, czterdzieści lat później delfinaria to przynoszący miliardowe zyski globalny przemysł.

69-letni dziś Rick łapał i trenował delfiny, które „grały” Flippera. Gdy, jak mówi, jedna z samic zdechła (według niego „popełniła samobójstwo”, przestając oddychać) na jego oczach, O’Barry rozpoczął trwającą już prawie 40 lat kampanię na rzecz wypuszczania delfinów na wolność.

Obejrzyj film „Zatoka delfinów” on-line [napisy pl]:

Zatoka delfinów

W 2007 roku Rick zabrał Louie Psihoyosa, fotografa i założyciela Oceanic Preservation Society, do Taili, niewielkiego miasteczka na wybrzeżach Japonii. Chciał, żeby Louie pokazał światu zabijanie delfinów przez tamtejszych rybaków, wspieranych przez miejscową policję i rząd w Tokio.

Na wstępie Rick założył kapelusz i maskę, taką jak przy epidemii grypy, i taki sam zestaw wręczył dokumentaliście. Twierdził, że jest śledzony, i w ten sposób się ukrywa. – Pomyślałem: co ja tu robię? Przeleciałem pół świata, żeby wylądować w samochodzie z paranoikiem – mówił w filmie reżyser.

"Próbowaliśmy zrobić ten dokument legalnie"

Szybko okazało się, że Rick jednak nie przesadzał: ekipie filmowców cały czas towarzyszyła obstawa złożona z zaopatrzonych w małe kamery policjantów w cywilu, a wzgórza otaczające zatokę delfinów były ogrodzone i opatrzone znakami „zakaz wstępu” i „zakaz fotografowania”. - Próbowaliśmy zrobić ten dokument legalnie, ale było to niemożliwe – zastrzegł Psihoyos.

Dlatego filmowcy użyli iście szpiegowskich środków, by zarejestrować zabijanie delfinów. W ekipie znaleźli się nurkowie, fachowiec od efektów specjalnych i kaskader, a sprzęt - ukryte w atrapach kamieni kamery, sonary, kamery na podczerwień i sprzęt do nurkowania - ledwo zmieścił się do rejsowego samolotu. Przetransportowanie go na miejsce było najbardziej niebezpieczne: ekipa musiała przekraść się nad zatokę nocą i umieścić kamery we właściwych miejscach, z pełną świadomością, że w przypadku złapania przez miejscowych wydalenie z Japonii byłoby najłagodniejszą konsekwencją.

Oscarowe delfiny

Opłaciło się, przynajmniej filmowcom: dokument dostał szereg nagród, z tegorocznym Oscarem na czele. Japonia jednak nie zmieniła swojej polityki odnośnie połowów delfinów, a sam film uznała za stronniczy i wymierzony w ich kulturę i ekonomię. Dwa tygodnie po rozdaniu Oscarów, 23 marca 2010, japoński rząd wydał oświadczenie: „Polowanie na delfiny jest częścią tradycyjnego rybołówstwa tego kraju i zostało przeprowadzone zgodnie z prawem”.

- Delfin jest dla nich rybą, a Japończycy oparli swoją kuchnię na rybach. Przez dziesięć wieków obowiązywał w Japonii zakaz jedzenia mięsa, więc podstawą ich diety są owoce morza: ryby, ale i wodorosty, wieloryby, delfiny - wyjaśnia dr Iwona Kordzińska-Nawrocka z Instytutu Japonistyki UW. Zakaz wynikał z buddyzmu - buddyści wierzą w reinkarnację, a odrodzić się można także w postaci zwierzęcia, więc ich zabijanie i zjadanie było zabronione.

Jedzenie wielorybów i delfinów to tradycja

- Zakaz zniesiono dopiero w XIX wieku. Na zachodnie reakcje z powodu jedzenia wielorybów czy delfinów Japończycy reagują podobnie jak Koreańczycy na oburzenie, że jedzą mięso psów. To tradycja. Europejczycy jedzą świnie i uważają to za naturalne. A Japończycy nikomu niczego nie narzucają, więc dlaczego mają wypełniać zachodnie standardy? - mówi nam dr Kordzińska-Nawrocka.

Film "Zatoka Delfinów" do ściągnięcia na AlterKino.org:
http://alterkino.org/the-cove

Japonia: Protesty przeciwko wykupieniu parku publicznego przez Nike

Publicystyka

Radykalni artyści, wolnościowcy i mieszkańcy ogółem znajdują się w stanie wojny z firmą Nike w Japonii.

Powód: filia azjatycka tego koncernu wykupiła rozległy teren miejskiego parku Miyashita, w dzielnicy Shiyabuta w stolicy Tokio, gdzie zamierzają wybudować to co oni nazywaja "Parkiem Nike", z olbrzymymi powierzchniami przeznaczonymi do promocji marki oraz "stylu życia Nike".

Jednak zawłaszczenie tej przetrzeni publicznej przez wspomnianą firmę, spowodowało oburzenie wśród wielu mieszkańców dzielnicy Shiyabuta, aktywistów i wielu innych mieszkańców Tokio. Został utworzony ruch o nazwie “Koalicja na rzecz ochorony Parku Miyashita i przeciwko projektowi Nike”, który codziennie rośnie w siłę. Od miesięcy aktywiści protestują przeciwko wykupieniu tego terenu i projektom tej potężnej firmy przemysłu sportowego.

“To jest miejce aby żyć, bawić się, bez wykluczenia, dyskryminacji i przemocy...Nigdy nie zaakceptujemy aby Nike używało parku do swoich interesów, to jest teren publiczny!”, stwierdził aktywista, dodając, że Nike miał zamiar rozpocząć prace przy przebudowie w pierwszy tydzień kwietnia, ale od połowy marca wielu artystów i aktywistów okupowało i pozostawało w parku Miyashita, przeprowadzając wiele wystaw, prezentacji muzycznych, pokazów filmowych, itd.

Inny aktywista opowiada o tym, że plan renowacji Parku przez Nike oznacza, że miejsce zostanie przejęte przez japiszonów zainteresowanych sportem i zmienione w przestrzeń przeznaczoną do interesów firmy. “Dziś park jest przestrzenią publiczną, gdzie różne osoby często przychodzą. W tej chwili wstęp do parku jest bezpłatny, lecz z projektem Nike będzie inaczej, gdyż każdy będzie musiał płacić. To bez wątpienia będzie miało negatywny skutek na społeczność ogółem i także na formę w jaką ludzie się spotykają”.

Przez wiele lat park Miyashita był znany jako przestrzeń gdzie różne grupy ruchów “alternatywnych” organizują spotkania oraz jako punkt spotkania na koniec marszów i lokalnych wystąpień. Ponadto, był znany jako przytułek dla wielu osób zmuszonych do życia bez dachu nad głową. Projekt Nike , bez wątpliwości, odejmie grupom i jednostkom przestrzeń wolności słowa i rozwoju ich życia codziennego.

Ten projekt został wypromowany zarówno przez Nike jak i przez prefekta miasta, oprócz innych polityków, bez przeprowadzenia uprzednio jakichkolwiek konsultacji społecznych.

Nike uzyskała prawo własności nad parkiem w sierpniu 2009 roku, za cenę około 150 milionów jenów (5 mln PLN*), które zostaną wpłacone przez następne 5 lat. Z drugiej strony, firma szacuje że zainwestuje około 450 milionów (15 mln PLN) jenów w odnowienie parku, montaż oświetlenia, skateparków i innych rzeczy.

Trudno jest znaleźć zaktualizowane informacje na temat tej walki po angielsku, ale istnieje kilka stron po japońsku z tonami zdjęć z protestów oraz interwencji artystycznych.

Czterominutowy dokument, na temat walk można zobaczy, z podpisami po angielsku, na tej stronie: http://www.youtube.com/watch?v=DRo6Hedpeew&feature=player_embedded

Strona koalicji na rzecz ochrony parku Miyashita i przeciwko projektowi Nike: http://minnanokouenn.blogspot.com/

Główna strona protestów z różnymi zdjęciami i filmami: http://airmiyashitapark.info/wordpress/

Strony pokazujące różne interwencje artystyczne:
http://brandonshigeta.com/blog/2010/03/23/nike-skate-art-park/ http://radical-knitters.blogspot.com/

Film z demonstracji w centrum Tokio:
http://www.youtube.com/watch?v=NQFc1G0Fm9Q

Wideo z performancu na przeciw sklepu Nike w Tokio:
http://www.youtube.com/watch?v=l5fA-99xQDE&feature=related

Japońska kampania bojkotu Nike:
http://nikeboycotte.blogspot.com/

Agencja Wiadomości Anarchistycznych (ANA)

tłumaczenie: H2 | Alasbarricadas

*Kurs na 10.V.2010

Oświadczenie Nikosa Maziotisa, które wygłosił 11 lat temu przed sądem

Świat | Dyskryminacja | Publicystyka | Ruch anarchistyczny

Oświadczenie Nikosa Maziotisa, które wygłosił on 11 lat temu przed sądem

(Nikos jest jednym z sześciu anarchistów aresztowanych w sobotę w Atenach pod zarzutem udziału w "Walce Rewolucyjnej")

W związku z aresztowaniem szóstki anarchistów w Atenach w sobotę 11.04.2010 publikujemy obronę sądową jednego z aresztowanych ( oskarżonego o bycie "przywódcą" zbrojnej grupy partyzanckiej "Walka Rewolucyjna"). Obrona Maziotisa ("obrona" tylko z nazwy) jest wzorowa i pojawiła się ona w czasach, które były dla greckiego ruchu anarchistycznego bardzo trudne. Jest zbyt wcześnie oceniać czy takie czasy wracają, niemniej jednak dokument ten jest ważny i zapraszamy do zapoznania się z jego treścią.

Poniższy tekst jest tłumaczeniem tego, co Nikos Maziotis powiedział przed sądem podczas procesu, który miał miejsce w Atenach pomiędzy 5 a 7 lipca 1999 roku. Został wówczas skazany i otrzymał wyrok 15 lat więzienia za "usiłowanie spowodowania eksplozji sprowadzającej zagrożenie dla ludzkiego życia" oraz za "posiadanie broni i materiałów wybuchowych". Chodziło o jego akcję, kiedy to umieścił bombę w Ministerstwie Przemysłu i Rozwoju 12 grudnia 1997 roku, w solidarności z rewoltą rolników w Strymonikos przeciwko zainstalowaniu tam metalurgii złota przez międzynarodową firmę TVX GOLD. Podczas procesu ponownie wsparł on swój polityczny wybór, jak robił to od początku, gdy przesłał list z więzienia, w którym wziął odpowiedzialność za akcję przeciwko Ministerstwu.

Nigdy jednak nie zaakceptował on oskarżeń, które przeciwko niemu wysunęło państwo, ponieważ działania rewolucyjne nie mogą być opisane w kategoriach kodeksu karnego. W tym sensie, ten proces nie był typową procedurą skazywania kogoś, kto odpiera zarzuty "winy"- zamiast tego przeobraził się on w polityczną konfrontację tak między Nikosem i jego oskarżycielami jak i między jego towarzyszami, anarchistami i rewolucjonistami, a państwem i jego mechanizmami. Konfrontacja ta zyskała silne wsparcie poprzez obecność towarzyszy z Sardynii (Constantino Cavalleri), Włoch (Alfredo Bonanno) i Francji (Hellyette Bess), którzy zeznawali w sądzie okazując w ten sposób solidarność z Nikosem, a także poprzez listy poparcia przesłane przez uwięzionych bojowników Akcji Bezpośredniej, z Francji, oraz poparcie ze strony barcelońskiego ABC (Anarchist Black Cross- przyp. tłum.) oraz innych grup anarchistycznych z Hiszpanii. Wszystko to razem, włączając w to obecność wewnątrz oraz na zewnątrz sądu anarchistycznych towarzyszy i oczywiście przemówienie Nikosa Maziotisa przeciwko jego oskarżycielom, nadawało sens międzynarodowej walce na rzecz wolności oraz solidarności ze wszystkimi buntującymi się ludźmi, ze wszystkimi więźniami pojmanymi w trakcie społecznej i klasowej wojny przeciwko państwu i kapitałowi.

Przemówienie:

Po pierwsze nie zamierzam zgrywać "dobrego faceta", tutaj, gdzie zostałem doprowadzony siłą. Za nic nie przeproszę, ponieważ nie uważam się za kryminalistę. Jestem rewolucjonistą. Niczego nie żałuję. Jestem dumny z tego, co zrobiłem. Jedyne, czego żałuję to popełniony techniczny błąd, który sprawił, że bomba nie wybuchła, dzięki czemu znaleziono moje odciski palców i później wylądowałem tutaj. To jedyna rzecz, której żałuję.

Musicie zapamiętać, że pomimo tego, że jesteście sędziami i zasiadacie wyżej ode mnie, to jednak wiele razy rewolucjoniści i ja w szczególności, osądzili was na długo przed tym zanim wy osądzicie mnie. Znajdujemy się w przeciwstawnych obozach, we wrogich obozach.

Rewolucjoniści i rewolucyjna sprawiedliwość, ponieważ nie wierzę, że ten sąd reprezentuje sprawiedliwość, to tylko słowo w cudzysłowie - wiele razy bardziej bezlitośnie sądzą swoich wrogów, kiedy tylko zyskują sposobność do narzucenie sprawiedliwości. Zacznę od rzeczy sprzed wielu lat. Nie mamy tu zbyt wielu moich przestępstw do osądzenia. Wręcz przeciwnie, będziemy mówić o przestępstwach, ale nie moich. Porozmawiamy o przestępstwach państwa, jego mechanizmach, o przestępstwach prawa i policji....

Największe kłamstwo wszechczasów głosi, że państwo to społeczeństwo. Uważam, że Nietzsche także zwrócił uwagę na to, że państwo kłamie. Sprzeciwiamy się podziałowi społeczeństwa na klasy, jesteśmy przeciwnikami podziału na tych, którzy wydają polecenia i tych, którzy są im posłuszni. Ta autorytarna struktura przenika całe społeczeństwo i jest to struktura, którą chcemy zniszczyć. Albo pokojowo, albo przy użyciu przemocy, nawet przy użyciu broni. Nie mam z tym problemów.

Nie zgodzę się z moim bratem, który powiedział wcześniej, że broń nie służyła prowadzeniu wojny. Ona służy celom wojennym. Może była ona tam po prostu trzymana. Jednak broń służy do prowadzenia wojny, nie posiada się jej tylko po to żeby ją trzymać w domu. Mógłbym ją przechowywać tak jak miało to miejsce, ale służy ona celom wojennym i ja używałem jej do tych celów... Bomba w ministerstwie była aktem wojny.

Naszym celem, w ramach antykapitalistycznej i antypaństwowej walki, jest włączyć się w różnorodność toczących się walk społecznych. Kiedy interweniujemy w te walki to naszym celem jest także popchnąć sytuację do punktu krytycznego, to znaczy tak, by doprowadzić do szczytu konflikt jego społecznych składników z Państwem i policją. Pobudzić walczących ludzi do wyjścia poza instytucjonalne ramy, związki zawodowe, lokalną administrację i wszystkich tych manipulatorów, którzy są wrogami ludzkiej wolności. Wielu moich towarzyszy ze swoimi niewielkimi siłami, angażowało się w takie alki. Opowiem wam o tym bardziej szczegółowo. W 1989 r. miała miejsce walka w obronie środowiska w wiosce Aravissos, gdy mieszkańcy tego rejonu nie życzyli sobie by ich źródła wodne było eksploatowane przez Kompanię Wodną w Tesalonikach. Starli się oni z policją i oddziałami do tłumienia zamieszek, podpalili pompy wodne, podłożyli ogień i ustawili barykady. Niektórzy z naszych towarzyszy z Salonik brali udział w tej walce, a nawet zostali z tego powodu aresztowani...

Ogólnie rzecz biorąc, gdziekolwiek pojawiają się niepokoje, konflikty, tam i my chcemy być obecni. By zaogniać sprawy. Dla nas nie jest to przestępstwem. Prawdziwe znaczenie tych niepokojów polega na tym, że są one wyrazem "ludowej suwerenności", o której zawodowi politycy tylko gadają. Jest to sposób, w jaki wyrażana jest wolność...

Teraz porozmawiajmy o walce ludzi ze Strymonikos. Na długo przed tym zanim podłożyłem bombę, inni towarzysze przybyli do wioski, rozmawiali z tamtejszymi mieszkańcami, opublikowali broszurę na temat tej rewolty, o starciach z Października 1996 r. Jednak opowiem bardziej szczegółowo o walce w Strymonikos za chwilę. Najpierw chciałbym powiedzieć wyłącznie o akcji.

Aby być szczerym, do podłożenia bomby zainspirował mnie konkretny powód: ludzie z wioski przekroczyli narzucone ograniczenia, sami z siebie. Gdyby była to walka mieszcząca się w instytucjonalnych ramach, polegająca na tym, że związki zawodowe i lokalna administracja próbują utrzymać te walki w ryzach, jeśli zostałyby one ograniczone do umiarkowanego, nieszkodliwego i bezpiecznego protestu, wówczas być może niczego bym nie zrobił.

Jednak towarzysza znajdujący się w wioskach - którzy oczywiście nie są anarchistami, nie dbam jednak o to, ponieważ są oni obywatelami, którzy także pragną swojej wolności - a więc, przekroczyli oni wszelkie granice. Popadli w konflikt z policją trzy razy - 17 października 1996 r., 25 lipca '97 i 9 listopada 98 roku - podpalili policyjne auta i furgonetki prewencji, postawili w ogniu urządzenia należące do TVX, wtargnęli na tereny kopalni Olympiady i zniszczyli część instalacji. Niektórzy z nich zajęli się także czymś w rodzaju guerilli. W nocy, wychodzili oni z bronią, strzelając w powietrze, aby nastraszyć policjantów. A ja pomyślałem, że Ci ludzie są fantastyczni, że posunęli się oni nawet dalej niż my. A potem nadeszły represje, zwłaszcza w '97 gdy na tym terenie wprowadzono stan wojenny.

Szef Policji w Halkidiki wydał rozkaz, zgodnie z którym wszelkie zgromadzenia i demonstracje zostały zabronione. Przysłali oni także specjalne jednostki policji i policyjne czołgi, które wyszły na ulice pierwszy raz od czasu 1980 r. A teraz wysyłali je po raz kolejny w wioskach Halkidiki. Tak, więc pomyślałem, że musimy zrobić coś tutaj w Atenach. Nie powinno być tak, że inni poddawani są represjom, a my tymczasem pozostajemy pasywni.

Ministerstwo Przemysłu i Rozwoju, mieszczące się na ulicach Papadiamadopoulou i Michalakopoulou, było jednym z centrów związanych z tą sprawą. Walka w Strymonikos była walką przeciwko "rozwojowi", przeciwko "modernizacji" i całemu temu gównu, o którym oni mówią. To, co naprawdę stoi za tymi wszystkimi określeniami to zyski firm międzynarodowych, zyski "naszych własnych" kapitalistów, greckich kapitalistów, zyski czynników rządowych, greckiego państwa, biurokratów, wszystkich tych, którzy zgarniają pieniądze, spółek technicznych... Nie istnieje związek między tym "rozwojem" i "modernizacją", o których mówią, a ochroną społecznych potrzeb. Nie ma w ogóle żadnego związku. Tak, więc podłożyłem bombę.

Cel był taki jak przedstawiłem w liście, w którym wziąłem odpowiedzialność za tę akcję. W lutym '98 powiedziałem: podkładając ładunek wybuchowy moim celem było przesłanie podwójnej wiadomości politycznej. Wszystko jest polityczne. Twoje przesłanie jest polityczne nawet, jeśli używasz takich środków. Wojna sama w sobie jest środkiem politycznego nacisku. W tym przypadku to również były polityczne środki, polityczna praktyka.

Przede wszystkim było to przesłanie do ludzi ze Strymonikos, że nie jesteście sami, są również inni, którzy mogą żyć 600 km od was, a jednak obchodzi ich, co się z wami dzieje. Nie z powodów osobistych... osobiście nie znam nikogo z nich. Inni towarzysze znają ludzi stamtąd. Ja jednak nawet tam nie byłem. To nie mój dom został zagrożony, nie w tym jednak rzecz.

Po prostu, moją zasadą, oraz zasadą anarchistów, ale także innych nie-anarchistycznych rewolucjonistów jest uznanie, że wolność społeczna jest jedna i niepodzielna. A zatem, jeśli wolność jest częściowo zagrożona, to w istocie jest ona zagrożona jako całość. Jeśli ich wolność jest naruszana, to w takim razie moja jest również. Ich wojna była moją wojną, szczególnie na obszarze gdzie "suwerenni ludzie" - znów powraca to słowo używane przez zawodowych polityków - nie chcą tego, czego chce państwo i kapitał: metalurgii złota TVX.

Z drugiej strony, stwierdziłem, OK, będą pewne zniszczenia - zdawałem sobie z tego sprawę. Tak, moim celem było spowodowanie materialnych zniszczeń. A więc, jakie to mogły być zniszczenia? Zniszczenia okien w tym określonym miejscu? Albo na zewnątrz magazynu gdzie umieściłem bombę? Moim zdaniem uszkodzenia byłyby minimalne. Ale nawet, jeśli byłyby większe, nie ma to dla mnie znaczenia. Ponieważ wolność nie może być zestawiana z materialnym uszkodzeniem jakichś okien, rządowego samochodu czy państwowej własności. Dla mnie, ministerstwo nie stanowi instytucji pożytku publicznego jak stwierdza to oskarżenie. Pożytku państwowego tak, ale nie pożytku społecznego. Niemniej jednak, nawet jeśli ładunek nie eksplodował, to przekazałem moje przesłanie...

Odniosę się nieco do aspektów technicznych. Właśnie, dlatego, że jestem społecznym rewolucjonistą i kiedy twierdzi się, że to jest jakby przemawianie na rzecz społeczeństwa - nie jakby. To jest działanie w interesie społecznym. Ze względu na tę zasadę nie mógłbym skrzywdzić żadnego obywatela. Mógłbym skrzywdzić policjanta. Uważam go za mojego wroga. Wy również jesteście moimi wrogami. Traktuję was odrębnie. Dokonuję wyraźnego klasowego odróżnienia. Po jednej stronie mamy jednych, a po drugiej pozostałych. Przy okazji tego zamachu nie zamierzałem jednak zranić ani policjanta, który strzegł ministerstwa ani nikogo innego; i oczywiście żadnego obywatela.

Procedura stosowana przez grupy i jednostki w tego typu sytuacjach, ogólnie jest taka: umieszczasz bombę pod obranym przez siebie celem a następnie dzwonisz do gazety. W tym przypadku, zadzwoniłem do 'Eleftherotypia' i powiedziałem: Za pół godziny wybuchnie tam bomba. Dokładnie to, co zapisano w aktach sprawy: Po 30 minutach będzie wybuch w Ministerstwie Przemysłu i Rozwoju w związku ze sprawą TVX w Strymonikos. Bez względu na to czy bomba wybuchła czy nie, nie było tam absolutnie żadnego zagrożenia dla ludzkiego życia. Gdyby wybuchła byłyby tam tylko zniszczenia materialne. Tak,więc zdarzyłoby się dokładnie to co zaplanowałem. Obiektywnie, gdyby ładunek jednak wybuchł, nie było szansy żadnego wypadku, jak wybuch przed albo po upływie podanego czasu....

Chcę się jeszcze odnieść do tego, co nazywam solidarnością, do mojej motywacji. Czym jest ta solidarność. Uważam, że... społeczeństwo ludzkie powstało w oparciu o trzy składniki: solidarność, wzajemność i pomaganie sobie. To na tym opiera się ludzka wolność. Wszelkie społeczne grupy prowadzące walkę, w różnych miejscach i czasie, czy są to uczniowie czy rolnicy, czy obywatele lokalnych społeczności, ich walki są dla mnie i dla anarchistów bardzo ważne. Nie musi mieć to związku z tym czy jestem robotnikiem i czy identyfikuję mój interes z interesem tej klasy. Nie są dla mnie ważne sytuacje, gdy ktoś prosi o podwyżkę albo wysuwa związkowe żądania. Dla mnie, solidarność oznacza całkowitą akceptację i wsparcie przy użyciu wszelkich środków, praw, które ludzie muszą posiadać, aby móc kształtować swoje życie zgodnie z własnym życzeniem, nie pozwalając innym decydować zamiast nich, tak jak robią to Państwo i Kapitał.

Oznacza to, że w tym określonym przypadku, walki w Strymonikos, ale również w każdej społecznej walce, liczy się dla mnie głównie to, że są to walki poprzez które ludzie chcą samodzielnie kształtować swój los. Nie chcą posiadać szefa policji, urzędnika państwowego czy kapitalisty decydującego o tym, co powinni robić. Drugorzędne jest czy chcą czy nie chcą fabryki, jeśli punktem skupiającym walkę jest sprawa środowiska naturalnego. Najważniejszą rzeczą jest, że nie chcą fabryki, ponieważ nie podoba im się gdy coś narzuca im się siłą.

A teraz odnośnie kwestii przemocy politycznej...Od samego początku usiłowano zaprezentować tę sprawę, jako "odpychających kryminalistów" oraz "terrorystów", którzy "umieszczają niewybuchy"....zaprezentować ją, jako coś, co nie ma miejsca. Jeśli teoretycznie terroryzm polega na używaniu przemocy przeciwko obywatelom i nieuzbrojonej populacji, to definicja ta odnosi się wyłącznie do państwa. Tylko Państwo atakuje cywili, po to jest cały mechanizm represji: oddziały prewencji, specjalne represyjne jednostki policji, armia, siły specjalne... Mechanizm, który także atakuje ludzi. Finansuje się uzbrojonych zawodowców, policjantów. Czy nie są szkoleni po to, by strzelać do prawdziwych celów? Czy oddziały do tłumienia zamieszek nie są uzbrojone w gaz chemiczny? By używać go gdzie? Wobec obywateli, na demonstracjach. Tak, więc, tylko państwo stosuje przemoc przeciwko obywatelom. Ja nie używam żadnej przemocy przeciwko jakimkolwiek obywatelom. Powiem, czym dokładnie jest terroryzm.

Terroryzm jest wtedy, kiedy atakowane są okupacje, demonstracje i strajki. Kiedy oddziały prewencji atakowały emerytów, którzy demonstrowali przed Maximou cztery lata temu...

Terroryzm jest wtedy, gdy specjalne siły policji najeżdżają Szkołę Chemii i biją anarchistów oraz młodzież.

Terroryzm jest wtedy, gdy obywatele są mordowani przez policję podczas zwykłej "kontroli identyfikacyjnej"...

Terroryzm jest wtedy, gdy Ali Yumfraz, Pomak z przedmieścia Vrilisia w Atenach, został aresztowany ponieważ był pijany, a później znaleziono go martwego w jego celi na komisariacie...

Terroryzm to ten sąd, tutaj. Każda próba osądzenia bojownika, każdy proces rewolucjonisty jest terroryzmem, przesłaniem mającym zastraszyć społeczeństwo. Powtórzyłem to w moich zeznaniach wczoraj, kiedy wezwaliście mnie do tego bym powiedział czy zgadzam się z zarzutami, powtórzę to ponownie. Z powodu prześladowania mnie, które ma polityczny charakter, przesłanie tego procesu jest jasne: ktokolwiek walczy przeciwko Państwu i Kapitałowi będzie ukarany, kryminalizowany i zostanie scharakteryzowany jako terrorysta. Tak samo odnośnie solidarności i wszelkiej społecznej walki: zostanie ona poddana penalizacji i zmiażdżona. Takie jest przesłanie tego procesu i w tym sensie jest to terroryzm. Terroryzm przeciwko mnie, terroryzm przeciwko anarchistom, terroryzm przeciwko ludziom ze Strymonikos, którzy także otrzymują teraz podobne wiadomości, ponieważ z powodu swojej mobilizacji mają oni podobne procesy. To jest terroryzm. Fakt, że podłożyłem bombę w akcie solidarności nie jest terroryzmem. Ponieważ wskutek jego żaden obywatel nie został zraniony.

Państwo chce rozprawić się z każdym samotnie, pojedyńczo. Musieliście słyszeć wypowiedź premiera Simitisa, który wiele mówił o "społecznym automatyzmie" za każdym razem, gdy wybuchały społeczne reakcje. Używa on tego określenia, aby przedstawić społeczne reakcje - blokady na ulicach, skłotowanie publicznych budynków i wszelkie akcje tego rodzaju - jako pozostające w opozycji do interesów reszty społeczeństwa. Coś, co jest kompletnym kłamstwem. To tylko taktyka "dziel i rządź", co oznacza "siej niezgodę, aby złamać solidarność". Gdyż solidarność jest niezwykle ważna, ponieważ każdy, kto pozostaje osamotniony staje się łatwym celem. Gdy rozgrywają się robotnicze strajki i brak jest solidarności, wówczas łatwiej jest je zaatakować. Mówią o "mniejszości". Argumentem państwa jest twierdzenie, że to "związkowa mniejszość mająca interesy sprzeczne z postępem, która obraca się przeciwko modernizacji, przeciwko rozwojowi, przeciwko wszelkim reformom" i wszystkim tym nonsensom. Cóż, nie było ani jednej części społeczeństwa czy grupy społecznej, która nie weszłaby w konflikt z państwem, szczególnie w okresie lat 90-ych, i która nie zetknęłaby się z argumentem, że "jesteście mniejszością", że "wasza walka stoi w sprzeczności z interesami reszty społeczeństwa". To jest dokładnie to, co miało miejsce w każdym z tych przypadków... Ta sama rzecz zdarzyła się oczywiście w przypadku ludzi ze Strymonikos.

To, co tak naprawdę jest atakowane to solidarność. I to właśnie ona jest atakowana, bez zachowania jakichkolwiek pozorów, poprzez mój proces. Państwo chce atakować każdego w osamotnieniu. Ponieważ kiedy napotyka ludzi zjednoczonych sprawy stają się dla niego o wiele trudniejsze.

Ostatecznie, nie mam procesu z powodu tego, że podłożyłem bombę, ani przez to, że posiadałem trzy pistolety i dziesięć kilogramów dynamitu. Mimo wszystko, armia i policja posiadają o wiele więcej broni niż ja i posługują się nimi. Jedno nie dorównuje drugiemu.

Nie mam nic więcej do powiedzenia. Jedyną rzeczą, jaką mogę jeszcze dodać jest to, że nie zamierzam niczego żałować, bez względu na to, na jaki wyrok zostanę skazany, ponieważ oczywiste jest, że zostanę skazany. Pozostanę tym, kim jestem. Mogę powiedzieć też, że więzienie zawsze jest szkołą dla rewolucjonisty. Dzięki temu poznane zostają jego idee oraz wytrwałość jego duszy. I jeśli przetrwa on tę próbę stanie się silniejszy i jeszcze bardziej uwierzy w rzeczy z powodu, których został wtrącony do więzienia. Nie mam nic więcej do powiedzenia.

Chcę uzupełnić to, co powiedziałem wcześniej oskarżycielowi publicznemu, na temat terroryzmu na międzynarodowym poziomie. W rzeczywistości, w tym momencie, Stany Zjednoczone są globalnym żandarmem i terrorystą, pozostając największą potęgą światową. Co oznacza, że jest to najgorsza rzecz na ziemi. I zgodnie z naszą anarchistyczną percepcją, Państwo, wszystkie państwa i wszystkie rządy są antyspołecznymi, terrorystycznymi mechanizmami, od kiedy posiadły one zorganizowane armie, policję, wynajętych oprawców. Chciałbym także uzupełnić, wyjaśniając, co miałem na myśli, gdy mówiłem o dwóch wagach i dwóch miarach. Na przykład, USA zaopatrują w broń, finansują i podtrzymują każdy dyktatorski reżimu na ziemi. W Grecji również. W Ameryce Łacińskiej, Chile, Argentynie, Boliwii, Peru... To jest terroryzm. Terroryzmem jest uzbrajać dyktatorów, uzbrajać szwadrony śmierci w Argentynie i Boliwii po to by zabijały ludzi z Lewicy, obywateli, rewolucjonistów. Terrorystami są ci, którzy wyposażają szwadrony śmierci. Terroryzm jest wtedy, gdy bombarduje się Jugosławię przez dziesięć dni, zabijając cywili.

Przepraszam , Panie prokuratorze, ale Stany Zjednoczone są jedynym, który decyduje o tym kto jest, a kto nie jest terrorystą. Ich Departament Stanu wydaje oficjalne dyrektywy, pouczając Grecję, kto jest terrorystą. W tym samym czasie wywierają oni nacisk na greckie państwo w celu stworzenia prawa antyterrorystycznego, modelu prawa, które będzie kryminalizować tych, którzy walczą, w celu stworzenia praw, bardziej drakońskich od tych, które już istnieją... To jest terroryzm.

Rewolucjoniści i bojownicy nie są terrorystami. To państwa w swej istocie są nimi. Poprzez takie oskarżenia, taką stygmatyzację (terroryzmem) wszystkie państwa i rządy usiłują w ich krajach skryminalizować społecznych rewolucjonistów i bojowników. Wewnętrzny wróg społeczny... Faktycznie, Państwo, sprawiedliwość i policja zwracają się przeciwko mnie jak przeciw tego rodzaju przeciwnikowi. Jako wewnętrznemu wrogowi społecznemu. Na bazie podziału, jaki wcześniej nakreśliłem. W ten sposób widzi to państwo. Oto karta, na jaką stawia się podczas tego procesu. Oskarżycielu publiczny: z pomocą jakich środków sprzeciwia się Pan istniejącemu stanowi rzeczy?

Rewolucja społeczna. Niezbędna, przy użyciu wszelkich środków. Ogólnie jest dowiedzione, a Ja jestem dobrze zorientowany w greckiej oraz międzynarodowej społecznej i politycznej historii, że nigdy żadne zmiany nie nadeszły, nigdy ludzkość nie osiągnęła jakiegokolwiek postępu - tak jak ja go pojmuję - poprzez błaganie, modlitwę czy poprzez same słowa.

W tekście, który wysłałem przyznając się do akcji, gdzie oznajmiłem, że podłożyłem bombę, który to tekst został opublikowany w gazecie "Eleftherotypia", stwierdziłem, że elita społeczna, mandaryni kapitalizmu, biurokraci, wszyscy ci bezużyteczni i pasożytniczy ludzie - którzy powinni zniknąć z proscenium historii - oni nigdy nie porzucą swoich przywilejów poprzez cywilizowaną dyskusję, poprzez perswazję. Nie chcę dyskusji, ponieważ dyskusja z tego rodzaju ludźmi jest niemożliwa...

Chciałbym coś dodać. Dokładnie, ponieważ wiele studiowałem na ten temat (wiem, że), podczas wydarzeń Lipca '65 r. konserwatywny kongresmen Unii Narodowo-Radykalnej wyszedł na zewnątrz, i powiedział o tych, którzy byli na ulicach wywołując zamieszki po tym jak zabity został Petroulas, że " demokracji nie tworzą ci czerwoni włóczędzy lecz my, uczestniczący w parlamencie", co oznaczało dobrze opłacanych kongresmanów.

Odwrócę to. Ludowa suwerenność, panowie sedziowie, jest wtedy, gdy koktajle mołotowa i kamienie rzucane są w kierunku policji, gdy państwowe auta, banki, centra handlowe i luksusowe sklepy stają w ogniu... Oto jak reagują ludzie. Historia sama w sobie dowodzi, że jest to typowy sposób ,w jaki reagują ludzie. To właśnie jest ludowa suwerenność. Gdy Maziotis udaje się i umieszcza bombę w Ministerstwie Przemysłu i Rozwoju, w solidarności z walką ludzi ze Strymonikos. To jest wówczas prawdziwa ludowa suwerenność, a nie to, co mówi Konstytucja...

Nikos Maziotis, 7 lipca, 1999 roku

Tłumaczenie: http://baader-meinhof.org.pl/

Nokos Miazotis aresztowany przez policję: http://www.dlcache.indiatimes.com/imageserve/098Ga6i3Z87H5/350x.jpg

Oświadczenie redakcji bloga Occupied London o środowej tragedii

Świat | Publicystyka | Ruch anarchistyczny

Co możemy szczerze powiedzieć o środowych wydarzeniach?

Co wydarzenia ze środy (5 maja) szczerze znaczą dla anarchistycznego/anty-autorytarnego ruchu? Jak stajemy naprzeciw śmierci tych trzech osób - bez względu na to kto je spowodował? Gdzie stoimy jako ludzie i jako walczący? My, którzy nie akceptujemy tego, że istnieją takie rzeczy jak "odosobnione incydenty" (policyjnej lub rządowej brutalności) i którzy wytykamy placem codzienną przemoc systemu kapitalistycznego. My, którzy mamy odwagę nazywać rzeczy po imieniu; którzy ukazujemy kto torturuje migrantów w komisariatach policji lub tych którzy bawią się naszym losem z biur i telewizji. Więc co my mamy teraz powiedzieć?

Możemy się schować za deklaracją Unii Pracowników Bankowych (Union of Bank Workers - OTOE) lub oskarżeniami pracowników bankowości; lub możemy się zatrzymać na fakcie, że zmarli zostali zmuszeni do pozostania w budynku bez ochrony przeciwpożarowej. Możemy się zatrzymać na tym jakim kondomem jest Vgenopoulos, właściciel banku; lub na tym jak ten tragiczny incydent zostanie wykorzystany do wprowadzenia bezprecedensowych represji. Lecz nie w tym rzecz.

Rzecz w tym abyśmy dostrzegli jaka część odpowiedzialności przypada na nas, na nas wszystkich. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni. Tak, mamy prawo do walki z wszystkich naszych sił wobec niesprawiedliwości wymierzonej przeciwko nam; mamy prawo do wykorzystywania naszej siły i kreatywności do stworzenia lepszego świata. Natomiast jako istoty polityczne jesteśmy tak samo odpowiedzialni za każdy z politycznych wyborów, za środki jakie obraliśmy by osiągnąć cele i za nasze milczenie za każdym razem gdy nie przyznajemy się do naszych słabości i błędów. My, którzy nie oszukujemy ludzi, żeby zdobyć ich głosy, my którzy nie mamy interesu w wykorzystywaniu kogokolwiek, mamy zdolność, pod wpływem tych tragicznych wydarzeń, być szczerzy z samym sobą i z ludziom dookoła.

Czego grecki ruch anarchistyczny doświadcza w tym momencie to jakieś totalne otępienie spowodowane faktem, że warunki zmuszają go do samokrytyki która może zaboleć. Abstrahując od okropnego faktu, że ludzie którzy zginęli byli "po naszej stronie", stronie robotników - robotników w ekstremalnie trudnych okolicznościach, którzy niemal na pewno wybraliby marsz razem z nami gdyby były warunki ich pracy, jesteśmy niniejszym również skonfrontowani z demonstrantami którzy zaryzykowali życie innych ludzi. Nawet jeśli (co pozostaje bezsprzeczne) nie mieli zamiaru nikogo zabić, to właśnie to jest sedno tego co wymaga więcej dyskusji - dyskusji dotyczących naszego celu i środków które wybraliśmy.

Incydent nie miał miejsca w nocy, w trakcie jakichś działań dywersyjnych. To stało się podczas największej demonstracji we współczesnej greckiej historii. Pojawiają się kolejne bolesne pytania: Czy jeśli w demonstracji brało udział ogółem 150-200,000 ludzi, liczba bez precedensu w ostatnich latach, była naprawdę potrzeba stosowania "ekstra" przemocy? Kiedy widzisz tysiące krzyczące "spalić, spalić Parlament" i złorzeczące na policję, czy kolejny spalony bank naprawdę coś wnosi dla ruchu?

Kiedy ruch sam w sobie staje się masowy - jak powiedzmy w Grudniu 2008 - co wnoszą jego akcje, czy te akcje przekraczają limity tego co społeczeństwo może znieść, lub czy zagrażają ludzkiemu życiu?

Kiedy jesteśmy na ulicach stajemy się jednym z ludźmi wokół nas, jesteśmy przy ich boku, po ich stronie - oto ostateczny powód dla którego wypruwamy sobie żyły robiąc ulotki i plakaty - i nasze własne powody są jednym z wielu parametrów, które zbiegają się w jedną całość. Nadszedł czas dla nas, aby porozmawiać szczerze na temat przemocy i krytycznie przeanalizować specyficzną kulturę przemocy która rozwinęła się w Grecji w ostatnich kilku latach. Nasz ruch nie został wzmocniony przez środki, których czasami używa, ale raczej z powodu jego politycznej artykulacji. Grudzień 2008 nie zmienił się historii tylko dlatego, że tysiące ludzi zaczęło rzucać kamieniami i mołotowami ale głównie z powodu swoich cech politycznych i społecznych i bogatej spuścizny na tym poziomie. Oczywiście w odpowiedzi na przemoc skierowaną przeciwko nam jesteśmy zobowiązani aby rozmawiać o politycznych wyborach, tak jak o środkach które podejmujemy, rozpoznając nasze i ich ograniczenia.

Kiedy mówimy o wolności, to znaczy, że w każdej chwili poddajemy w wątpliwości to co wczoraj uznawaliśmy za pewnik. Dlatego odważamy się iść do przodu i unikać jakichś banalnych sformułowań politycznych, aby spojrzeć prawdzie prosto w oczy. Jest oczywiste, że skoro nie uważamy przemocy za cel sam w sobie, nie powinniśmy pozwolić by rzucała ona cień na polityczny wymiar naszych działań. Nie jesteśmy ani mordercami ani świętymi. Jesteśmy częścią społecznego ruchu z naszymi słabościami i błędami. Dzisiaj zamiast czuć się silniejszymi po takiej ogromnej demonstracji czujemy się co najmniej zdrętwiali. To samo w sobie wiele mówi. Musimy poradzić sobie z tymi tragicznymi doświadczeniami i poszukać wewnątrz nas samych inspiracji dla siebie, ponieważ i tak wszyscy działają na podstawie swojej własnej świadomości. Kultywowanie takiej zbiorowej świadomości jest właśnie stawką w tej grze.

tłum. Czytelnik CIA

Oświadczenie redakcji bloga, stanowiącego jedno z najlepszych źródeł informacji anglojęzycznej o sytuacji w Grecji od grudnia 2008, po angielsku i po grecku tutaj.

List otwarty pracownicy spalonego banku

Świat | Prawa pracownika | Publicystyka

Czuję obowiązek wobec moich współpracownic i współpracowników, którzy tak niesprawiedliwie dzisiaj zginęli, by otwarcie przemówić i powiedzieć kilka obiektywnych prawd. Ślę tę wiadomość do wszystkich mediów. Każdy, kto wciąż obnaża i uświadamia pewne prawdy, powinien je opublikować. Reszta może nadal kontynuować rządowy teatrzyk.

Straż pożarna nigdy nie wydała swojej koncesji dla budynku, o którym mowa. Umowa pozwalająca na jego funkcjonowania została załatwiona "pod stołem", jak to się dzieje w praktycznie wszystkich firmach i przedsiębiorstwach w Grecji. W rzeczonym budynku nie ma żadnych mechanizmów bezpieczeństwa przeciwpożarowego- ani zainstalowanych, ani planowanych, tzn. sufitowych zraszaczy, wyjść przeciwpożarowych czy hydrantów. Są jedynie gaśnice, które oczywiście są niewystarczające do walki z ogniem w tak wielkim budynku, który zbudowany jest w oparciu o dawno przestarzałych standardach.

Żaden oddział banku Marfin nie miał wśród pracowników członków przeszkolonych pod kątem walki z ogniem, nawet w korzystaniu z gaśnic. Zarząd jako pretekst braku przeszkolenia podaje wysokie jego koszta i nie podejmuje nawet najbardziej podstawowych środków ochrony swojego personelu.

Nie było przeprowadzonej ani jednej symulacji ewakuacji budynku w razie pożaru ani ćwiczeń ze strażą pożarną pod kątem wydawania instrukcji w tego typu sytuacjach. Jedyne przeprowadzone szkolenia dotyczyły zagrożeń terrorystycznych i ograniczały się do ewakuacji "grubych ryb" z ich biur w takich sytuacjach. Rzeczony budynek nie miał żadnego przystosowania w razie pożaru, choć jego konstrukcja jest podatna na tego typu przypadki i pomimo, iż od podłogi do sufitu wypełniony był materiałami łatwopalnymi- meblami, papierem, plastikiem. Budowa i konstrukcja budynku sprawia, że jest on nieodpowiedni jako potencjalna siedziba banku.

Nikt z członków ochrony nie był przeszkolony z zakresu udzielania pierwszej pomocy. Pracownicy banku muszą zatem sami przekształcać się w strażaków i pracowników ochrony, w zależności od widzimisię Pana Vgenopoulos'a [właściciela Marfin Bank].

Zarząd banku ściśle zastrzegł, by pracownicy nie opuszczali budynku, pomimo iż uporczywie prosili o to od samego rana- a także nakazał telefonicznie, by budynek pozostał zamknięty przez cały dzień. Zarząd nawet odciął ludzi wewnątrz od internetu, aby pozbawić ich kontaktu ze światem zewnętrznym.

Przez wiele dni w firmie stosowano "kompletny terror" wobec pracowników w odniesieniu do ich mobilizacji podczas tych dni, ze słownym szantażem: albo będziesz pracował, albo wylatujesz z roboty.

Dwóch policjantów w cywilu, którzy wysyłani są do filii banków w celu zapobiegania rozbojom nie pojawiło się dzisiaj, mimo zapewnień zarządu, że tam będą.

W końcu, panowie (do zarządu spółki), dokonajcie samokrytyki swoich działań i przestańcie udawać zszokowanych tym, co się stało. Jesteście odpowiedzialni za to co się dzisiaj stało i w każdym prawowitym państwie (jak w tych, których od czasu do czasu używacie jako przykładnych w swoich telewizyjnych szopkach) bylibyście za to aresztowani. Moi współpracownicy stracili dziś życie z powodu złej woli: złej woli banku Marfin i Pana Vgenopoulos'a, który wyraźnie stwierdził, iż każdy, kto w dniu dzisiejszym (dniu strajku generalnego!!!) nie pojawi się w pracy, może do niej jutro nie wracać (będzie zwolniony) "

-Podpisano: Zatrudniona w banku Marfin
tłum. z angielskiego za occupiedlondon: Jaromir

Czego nie robić 1 maja?

Prawa pracownika | Protesty | Publicystyka | Ruch anarchistyczny

Protest Czerwonych Koszul w Tajlandii trwa od drugiej połowy marca. Demonstranci żądający nowych wyborów zablokowali Bangkok i jak obliczyli już prorządowi ekonomiści generują dziennie takie straty, że jeśli ich protest potrwa rok, wzrost gospodarczy kraju spadnie o 2 punkty procentowe. Premier Abhisit, którego Czerwone Koszule chcą odwołać, musi się ich pozbyć, bo bankowcy i hotelarze, którzy go popierają tracą miliony dolarów przez blokadę ich biznesów. Problem polega na tym, że Czerwone Koszule są tak ufortyfikowane, że trzeba użyć wojska, na pewno padną strzały z broni palnej, a część żołnierzy sympatyzuje z demonstrantami, więc już pojawiają się spekulacje, że kraj jest na skraju wojny domowej.

“Bezpieczna Europa” w ramach festiwalu Globale

bezpieczna europa sp. zoo | festiwal | film | frontex | globale | joanna janiszewska | kino warszawa | nomada | Publicystyka | recenzje filmów

Austriacki dokument Emanuela Danescha, który można było obejrzeć 21 kwietnia w kinie NOT-Warszawa w ramach festiwalu Globale, nie zachwycił. Esej o europejskich gettach nie przedstawił w wyczerpujący sposób problemów współczesnej globalizacji. Głównym założeniem dokumentu było ukazanie globalnego “układu bezpieczeństwa”. Od skali mikro: zamknięte osiedla, ochrona szczytów G8 przed społecznym ruchem oporu; po skalę makro: międzynarodowa polityka imigracyjna (m.in. Frontex *). Układ „globalnego apartheidu” wpływa ostatecznie na jakość życia mieszkańców, relacji międzyludzkich, segregację rasową, śmiertelność, izolację czy też wykluczenie.

Bezpieczna europa

W filmie niestety zabrakło głębszych danych, statystyk, które uświadomiłyby skalę problemu. W zasadzie „Bezpieczna Europa” ukazała nam jedynie mechanizmy technologiczne (nowoczesny monitoring, kamery na podczerwień, bramy wejściowe ze strażnikami do zamkniętych osiedli itp).

Nie obyło się także bez problemów technicznych. Pod koniec filmu (ok.45 min.) zniknęły polskie napisy, przez co projekcja została przerwana. Cześć zdezorientowanych/wiecznie śpieszących się widzów ostentacyjnie wyszła z sali kinowej, przez co ominęła ich ciekawa dyskusja z Joanną Janiszewską z organizacji Nomada (Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Społeczeństwa Wielokulturowego). Poruszono takie kwestie jak brak wsparcia polskiego rządu dla imigrantów (m.in. likwidacja kolejnych ośrodków dla uchodźców, czy też ostatni protest Czeczenów w pociągu), trudna sytuacja na rynku pracy, dyskryminacja rasowa, czy też przemoc fizyczna i psychiczna.

Granica pomiędzy bogactwem i biedą. [Sao Paulo, Brazylia]

Nasz kraj jest homogeniczny, co pokazuje statystyka: 2 % imigrantów w Polsce. We Wrocławiu nie ma ich wcale. Są rozsiani po obozach przy granicy wschodniej. Od roku 2000 można było zaobserwować prawdziwy boom, co dla władz okazało się problemem, który należało „kontrolować”. Ważna okazała się tutaj unijna polityka Frontexu z siedzibą w Warszawie, której na rękę jest tylko „transfer” wysoko wykwalifikowanej siły roboczej.

Działaczka organizacji Nomada zwróciła także uwagą na skalę śmiertelności wśród uchodźców, którzy próbują się wydostać z Afryki drogą morską - czyli utonięć, śmierci głodowej lub śmierci z pragnienia. Statystyki są dyskusyjne, ale podano przybliżoną liczbę 2 tysięcy ofiar rocznie na 2 miliony próbujących przedostać się z Afryki do Europy.

Zatrważające są również warunki w obozach dla uchodźców (brak jedzenie i picia, umieralość). Była również mowa o asymilacji kulturowej, braku pracy, rasizmu policji i urzędników państwowych. Joanna opowiedziała więc, jak ważna jest w takim razie pomoc językowa, prawna i socjalna dla uchodźców. Nomada organizuje szkolenia językowe, lecz i tutaj można spotkać problemy m.in. ilość nauczycieli (1 na 500 osób). Nomada pomaga również zdobyć pracę, organizuje spotkania integracyjne, walczy z nienawiścią rasową oraz oferuje pomoc materialną.

Warto także wspomnieć o ostatnich wydarzeniach na granicy Egiptu z Izraelem, gdzie egipscy pogranicznicy jak do kaczek strzelają do imigrantów z Afryki, którzy próbują przedostać się do Izraela. Alarmuje o tym ONZ i obrońcy praw człowieka. W ostatnich latach zginęło w ten sposób co najmniej kilkadziesiąt osób.

Kilka ciekawych spostrzeżeń w filmie:
- Ochroniarze zarabiają tak mało, że nie byłoby ich stać na mieszkanie w zamkniętych osiedlach, które pilnują.
- Ochrona twierdzi, że dzięki ich pracy, mieszkańcy są bezpieczni, co jest wpisane w rolę społeczeństwa spektaklu.
- W zamkniętych osiedlach nie odbywają się żadne integracyjne spotkania, nie ma żadnych wspólnot. Raz do roku mieszkańcy decydują jedynie w sprawach administracyjnych.
- Absurd logiki zarządzania społeczeństwem: „Im więcej muru, tym więcej wolności”.

Więcej o festiwalu Globale:
http://www.globale.bzzz.net/

Film „Bezpieczna Europa” można pobrać:
http://alterkino.org/bezpieczna-europa

* Frontex jest agencją Unii Europejskiej mieszczącą się w Warszawie, która specjalizuje się w polowaniach na imigrantów i militaryzacją granic UE. Działania Frontexu są całkowicie pozbawione aspektu humanitarnego, pomimo prób nadania tej przestępczej organizacji pozorów praworządności. [więcej]

Polecam poniższe linki do artykułów podejmujących temat agencji Frontex oraz grodzonych osiedli.

Frontex:
Frontex przeciw emigrantom
FRONTEX: polując na głodujących
Frontex - bat na imigrantów
Zbrodnicza agencja Unii Europejskiej
Ile ofiar wśród uchodźców z Afryki? FRONTEX: między Warszawą a Wyspami Kanaryjskimi
Warszawa: Otworzyć granice - zamknąć FRONTEX!

Więcej o polityce Frontex:
http://frontex.info.pl/

Grodzone osiedla, gentryfikacja:
Zamknięte osiedla, czyli getta dla bogatych
Płot daje mieszkańcom osiedli ułudę bezpieczeństwa
Rynkowy urok biedy nie do odparcia, czyli gentryfikacja po Berlińsku i Warszawsku
Osiedla grodzone w Polsce – analiza dyskursu
Płot w spółdzielni Energetyk podzielił osiedle i ludzi
Grodzone osiedla. Na zewnątrz syf
Jak powstają polskie metropolie?

Sprostowanie informacji dot. pochodu 1. maja 2010 roku, opublikowanej na profilu Nowej Lewicy

Kraj | Publicystyka

Na profilu Nowej Lewicy w portalu "Nasza Klasa" ukazała się informacja, jakoby Federacja Anarchistyczna (FA) wraz z innymi organizacjami, tj.: Nowa Lewica, Polska Partia Socjalistyczna, Komunistyczna Partia Polski, Pracownicza Demokracja, Inicjatywa Stop Wojnie, Lewicowa Alternatywa oraz związkami zawodowymi i stowarzyszeniami lokatorów z całego kraju miała wziąć udział w warszawskim pochodzie 1. maja 2010 r., który o godz. 9.30 ma wyruszyć z Ronda De Gaulee'a. Dementujemy ją, gdyż jest ona fałszywa! Informacja ta została podana do publicznej wiadomości bez porozumienia z Federacją Anarchistyczną. Jako organizacja nie organizuje ona w tym roku własnych obchodów 1. maja. Nie podjęła też wspólnej decyzji o uczestnictwie w tegorocznym pochodzie pierwszomajowym lewicy, ani go nie organizuje. Nie zadecydowała o tym również żadna z jej sekcji lokalnych. Indywidualni uczestnicy i uczestniczki FA mogą mogą obchodzić 1. maja w taki sposób, w jaki uznają to za stosowne. Stanowczo protestujemy przeciwko takim manipulacjom i nadużyciom! Domagamy się sprostowania informacji z portalu "Nasza Klasa" oraz usunięcia nazwy FA z grona organizacji, które zapowiedziały swój udział w demonstracji w Warszawie.

1 maja, czyli maszerować, czy nie maszerować

Prawa pracownika | Protesty | Publicystyka | Ruch anarchistyczny

Co roku wraca ten sam temat w komentarzach, tekstach i dyskusjach mniej lub bardziej prywatnych: z kim i czy w ogóle maszerować 1 maja. Temat w tym roku wywołał niedawno Roger, który chciałby "iść na pochód 1 majowy razem z KPP i ZSP".

Byłem już na pochodach w Warszawie, może i gdybym był akurat w tym mieście, wpadłbym i na kolejny, ale wyłącznie w celach towarzyskich. Lubię sobie czasem pomaszerować przez wyludnioną Warszawę. Nie zmienia to faktu, że centralne pochody 1-majowe nie mają większego sensu, zawsze wygląda to mniej więcej tak samo. Roger pisze, że to szansa na "zaistnienie" i budowę "szerszego ruchu". Od 20 lat te marsze nic podobnego nie spowodowały i spowodować nie mogły.

Profilaktyka raka wg. Ministra Zdrowia

Kraj | Dyskryminacja | Prawa kobiet/Feminizm | Publicystyka

Ministerstwo Zdrowia sporządziło i opublikowało na swojej stronie projekt "Zmiany ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawy - Kodeks pracy". Zakłada on objęcie kobiet w wieku 25- 59 lat badaniami mającymi na celu wykrycie raka szyjki macicy, a kobiet w wieku 50 - 69 lat badaniami diagnostycznymi wykrywającymi raka piersi. Badania mają być finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia oraz pracodawców.

Nie było by w tym nic kontrowersyjnego gdyby nie fakt, że zmiany wprowadza się w ramach Kodeksu pracy. Badaniom diagnostycznym, zmierzającym do wykrycia raka szyjki macicy oraz raka piersi, kobiety mają się poddawać obowiązkowo, w ramach okresowych badań lekarskich wykonywanych raz w roku pracownicom zatrudnionym na podstawie stosunku pracy.

Co roku w Polsce ok. 3 600 kobiet zaczyna chorować na raka szyjki macicy, z czego 2 000 umiera. Jest to jeden z najgorszych wyników w Unii Europejskiej. W Wielkiej Brytanii na tę samą przypadłość umiera każdego roku ok. 1 500 kobiet, w Finlandii jeszcze mniej. Mniejsza liczba ofiar raka nie jest jednak rezultatem przymusowych badań ginekologicznych. W innych państwach UE nie obowiązuje ustawa nakazująca poddawanie się badaniom okresowym w celu wykrycia tej choroby. Kobiety zamieszkujące kraje UE mają natomiast łatwiejszy dostęp do służby zdrowia, lepszy dostęp do informacji o tym co im zagraża i jaką profilaktykę powinny stosować. Są też co jakiś czas zapraszane, a nie zmuszane, do wykonania darmowych badań cytologicznych. Dużą rolę w walce z rakiem szyjki macicy odgrywa dostępność szczepień przeciwko wirusowi HPV, odpowiedzialnemu za ok. 70% przypadków raka szyjki macicy. W Polsce szczepienia te są jednak bardzo drogie, przez co poddaje się im niewielka liczba osób.

Ministerstwo powinno przede wszystkim zadbać o poprawę jakości służby zdrowia, łatwiejszy dostęp do odpowiednich badań i prawidłową edukację poświęconą profilaktyce. Zmiany wymaga także stereotypowe myślenie na temat badań ginekologicznych oraz konserwatywne podejście do ciała i potrzeb kobiet. Władze oferują nam natomiast prawo, wymuszające na kobietach wykonanie okresowych badań ginekologicznych pod groźbą utraty pracy. Ustawa sprowadza je do podmiotu, który nie jest zdolny sam o sobie decydować oraz wprowadza do życia pracownic kolejny element kontroli. Zmuszanie do wykonywania badań ginekologicznych jest uznawane przez organizację Human Rights Watch za “formę poniżających nadużyć seksualnych” i nie jest praktykowane w żadnym z rozwiniętych państw. Ponadto koszty obowiązkowych badań mają być w części ponoszone przez pracodawców co (biorąc pod uwagę narzekania na wysokie koszty pracy w Polsce i starania pracodawców o obniżanie ich) może stać się dodatkową przeszkodą dla kobiet poszukujących stałej pracy i np. zastępowania ich umowami cywilno-prawnymi.

Dużym minusem przygotowanego projektu jest też to, że zakłada on refundowanie badań tylko osobom zatrudnionym na umowę o pracę. W Polsce zatrudnione jest niespełna 50% kobiet. Tylko 20, 7% jest aktywna zawodowo po 55 roku życia (badania mammograficzne dotyczą pracownic w wieku od 50-59 lat). Ustawa nie zmienia więc nic w życiu znacznej części żeńskiej populacji. Pomija się osoby, które z powodu braku innych możliwości zatrudnione są na umowy cywilno-prawne, w szarej strefie i nie mają opłacanego ubezpieczenia zdrowotnego. Nie bierze się też pod uwagę kobiet bezrobotnych, pracujących w domu czy też na gospodarstwie rolnym. Nie po raz pierwszy pozostają one dla władz niewidzialne. Jest to dość istotne ze względu na fakt, że największa umieralność na ten rodzaj raka występuje wśród kobiet z uboższych warstw społeczeństwa, niejednokrotnie pozbawionych dostępu do badań. Mimo promowania elastycznych form pracy i wizerunku przedsiębiorczej kobiety projekt pomija także osoby samozatrudnione. Ustawa powinna być tak skonstruowana by umożliwić bezpłatny dostęp do badań przesiewowych wszystkim kobietom, uwzględniając przy tym ich autonomię w kwestii decydowania o własnym
ciele.

źródło:
http://rozbrat.org/

Demonstracja Antyfaszystowska Białystok 24.04. Oficjalna informacja i apel o wsparcie

Antyfaszyzm | Protesty | Publicystyka | Rasizm/Nacjonalizm | Represje

Dnia 24 kwietnia o godz 14 pod kościołem św. Rocha miała odbyć się demonstracja antyfaszystowska. Od wczesnych godzin porannych widać było w mieście wzmożoną aktywność policji. W godzinach południowych na po ulicach miasta zaczęły krążyć grupki faszystów. Ok godz 13 faszyści zebrali się w grupie ok 30-40 osób na miejscu demonstracji. Część została przegoniona przez antyfaszystów, Ci którzy próbowali się ukryć w okolicznych blokach zostali aresztowani przez policję. Przy każdym z aresztowanych faszystów policja znalazła co najmniej jeden nóż!!! Warto w tym miejscu przypomnieć że lokalni neofaszyści są znani z używania noży podczas atakowania obcokrajowców, antyfaszystów i kibiców. Przykładem na to, jest zamordowany kilka lat temu młody kibic Jagiellonii Białystok, Adrian.

Podczas trwania zbiórki, w okolicach kościoła św Rocha doszło do krótkiej bójki faszystów z Blood&Honour (B&H) z zmierzającymi w kierunku demonstracji aktywistami. Neofaszyści zaatakowali osoby idące na demonstrację, ale zostali odparci i przed linczem uchroniła ich tylko szybka interwencja policji. W ciągu 30(!) sekund na miejsce akcji wkroczyła policja aresztując wszystkich którzy byli w okolicy. Policja otoczyła kordonem osoby które były na miejscu demonstracji czyli kilkadziesiąt metrów od miejsca zdarzenia i rozwiązała demonstrację zanim ta się jeszcze zaczęła. Wszystkich zatrzymano, skuto kajdankami, i odwieziono na plac manewrowy lokalnej 'Prewencji". Nie zabrakło przy tym bicia i obrażania zatrzymanych, przypisywania im znalezionych na ulicy przedmiotów przypadkowym osobom, tworzenia wymyślonych historii "On napadł na policjanta" itp.

Większość z zatrzymanych antyfaszystów (według różnych szacunków od (70 do 100osób) przewieziono w jedno miejsce. Tam ustawiono większość na placu otoczono policją. Z jednego radiowozu wyszli trzej zatrzymani przez policję neofaszyści z grupy Blood&Honour z rozbitymi głowami. Rozpoznani zostali Artur Wysocki ps Wiatrak oraz Marcin Łukaszuk. Od razu było widać że cieszą się przywilejami niedostępnymi dla innych zatrzymanych. Witali się poprzez uścisk dłoni z częścią policjantów, mogli palić papierosy, swobodnie poruszać się po placu, oglądali z policjantami telefony zabrane antyfaszystom. Jeden policjant wysoki rangą robił antyfaszystom zdjęcia prywatnym telefonem i pokazywał faszystom z B&H. Wszyscy zostali wylegitymowani, przeszukani i sfilmowani. Trzynaście osób zostało wyczytanych i odwiezionych na komisariat. Były to zupełnie przypadkowe osoby które wydawały się podejrzane ponieważ: domagały się respektowania swoich praw, miały przy sobie gaz pieprzowy lub transparenty antyfaszystowskie. Reszta zatrzymanych został oskarżona o nie rozejście się na wezwanie policji i wręczono im mandaty karne. Część osób odmówiła przyjęcia mandatów, ponieważ nikt nie wzywał ich do opuszczenia miejsca legalnej demonstracji, mało tego policja im swobodne przemieszczanie uniemożliwiała.

Na komisariacie napisano protokoły przeszukania i zatrzymania trzynastu antyfaszystów. Wszystkich trzynastu aresztowanych osadzono "na dołku". Następnego dnia zatrzymanych przesłuchiwano. Przedstawiono im zarzuty o udział w bójce w miejscu publicznym i zwolniono. Wobec zatrzymanych prokurator zastosował dozór policyjny i poręczenia majątkowe różnej wysokości.

Potrzebne wsparcie.
Zbiórka pieniędzy na zatrzymanych antyfaszystów.
W związku z zarzutami dla antyfaszystów, potrzebne będą środki na pomoc prawną. Jako że oskarżonych jest 13(!) osób a konsekwencje prawne są poważne, musimy zebrać większą liczbę pieniędzy. Liczymy na solidarność wszystkich ludzi wspierających nasze działania. W ten sposób możemy także pokazać naszą liczebność i siłę, oraz aktywnie włączyć się w ruch antyfaszystowski.
Organizujmy benefitowe koncerty, imprezy i wszystko inne co przyjdzie wam do głowy!

W sprawie przekazania pieniędzy na wsparcie piszcie do: [ barbarians@riseup.net ]

W imieniu wszystkich oskarżonych, dziękujemy za pomoc.

Antifa-Polska

Anarchiści wobec drugiej wojny czeczeńskiej cz. 1

Militaryzm | Publicystyka

Bez wątpienia próby przeciwstawienia się Drugiej Wojnie Czeczeńskiej są największą porażką rosyjskiego ruchu anarchistycznego w ciągu ostatniej dekady. Poczucie całkowitej bezsilności wobec brutalnej rzeczywistości czeczeńskiej rzeźni zadziałało tak potężnie na wyobraźnię antyautorytarystów, że ruch ocknął się dopiero wtedy, gdy konflikt stopniowo się uspokoił.

Kanał XML