Od komunizmu w sieci, do komunizmu wszędzie

Publicystyka

Stwierdzenie, że żyjemy w ciekawych czasach może się wydać banałem. Jednak nie mogę się oprzeć zadziwieniu, gdy patrzę jak przestarzałe idee i przesądy, które tak długo pokutowały w społeczeństwie, trafiają na nieznany sobie grunt i gdy rozlatują się składające się na nie założenia. Okoliczności, w których najbardziej sprzeczne ideologie, oraz ludzie zupełnie bezideowi, występują żywiołowo i z dużym przekonaniem w jednej sprawie są z pewnością niezwykłe. Pomieszanie pojęć z jednej strony, a bezideowość i bezmyślna konsumpcyjność, które dotąd paraliżowały społeczeństwo, nagle - pod wypływem magicznej różdżki w ręku aroganckiej do bólu władzy – ustąpiły. Niezależnie od motywacji, które stoją za ich działaniami, wszyscy się zjednoczyli w jednym celu.

Jedni nazwali to „walką z komuną”, my to nazwaliśmy walką z kapitałem. Jedni chcą zachować „wartości wolnorynkowe” w sieci, my chcemy zachować jej charakter komunistyczny. To tylko słowa. W istocie, chcemy tego samego. W ten sposób absurdalnie nieaktualne pojęcia zderzyły się i wprodukowały jakąś nową świadomość, która dopiero musi się opisać. Jeden z czytelników CIA opisał zaistniałą sytuację taką szaradą:

Gdyby tylko wolny rynek był niekomunistyczny, to kapitalizm musiał by być komunistyczny ;-)

Czytający to zdanie musi doznać przyjemnego krótkiego spięcia w swoich zwojach mózgowych, jednak zdanie to wbrew pozorom jest całkiem sensowne. W pojęciu libertarian, obecny system stanowi „wolny rynek wynaturzony przez komunizm”, a więc gdyby pozbawić go charakteru „komunistycznego” (przez co libertarianie rozumieją biurokrację i monopole, dzięki którym rosną korporacje), osiągnięto by stan wolności, który my byśmy nazwali komunistycznym. To oczywiście uproszczenie, bo kapitalizm nie opiera się tylko na przemocy państwa i biurokracji, ale także na akumulacji kapitału, która pozwala tworzyć i utrwalać nierówności.

Tym, czego nie rozumieją libertarianie jest fakt, że własność intelektualna jest złem nie dlatego, że jej produkt jest niematerialny i nie dlatego, że jego naturalna obfitość jest nieograniczona. Nie jest specyficznie zła także dlatego, że monopole próbują narzucić sztuczny niedobór produktów niematerialnych w celu czerpania z nich zysków. Nie jest też specyficznie zła dlatego, że producent produktu intelektualnego może zbyt długo zarabiać na własności swojego pomysłu bez wkładania weń dodatkowej pracy. Te wszystkie cechy dotyczą własności w ogóle, a nie specyficznie własności intelektualnej.

Rewolucja przemysłowa sprawiła, że wszelkie dobra materialne są dostępne w nieograniczonych praktycznie ilościach. Jednak dostęp do nich jest sztucznie ograniczony przez niedobór generowany w celu kumulowania zysków. Istota kapitalizmu pozwala również na czerpanie przez zbyt długi czas korzyści z wcześniej włożonej pracy, bez konieczności wykonywania pracy dodatkowej. Tak się dzieje zarówno w przypadku kapitału edukacyjnego, zdobytego przez studentów, kapitału społecznego w postaci kontaktów i możliwości zdobytego przez polityków i uczestników najróżniejszych ruchów itp. Ten kapitał – raz zdobyty - pozwala zwielokrotnić szanse zarobkowe przy niewspółmiernie małym zaangażowaniu dalszej pracy. To jest właśnie sedno praw autorskich. Ale tantiemy pobierane przy odsłuchaniu piosenki nie różnią się niczym od czynszu pobieranego wciąż na nowo od wynajmowanego mieszkania. Różnica polegająca na tym, że mieszkania nie można jednocześnie wynająć jeszcze innej osobie i że koszt odtworzenia kapitału (remont) jest wyższy, nie jest różnicą istotną. Oznacza to tylko, że na kapitale intelektualnym można więcej zarobić. Ale podstawowy problem polega na tym, że kapitalista zarabia na SWOJEJ WŁASNOŚCI, a nie na SWOJEJ PRACY.

Społeczeństwo konsumentów, które pozostawało obojętne na tragedie rozgrywające się pod jego nosem: eksmisje chorych i starszych ludzi na bruk, zagarnianie majątku publicznego na niespotykaną dotąd skalę przez mafie powiązane z władzą, nagle się obudziło. Hipsterom nie przeszkadzał wyzysk pracowników tymczasowych w Starbucksie i Coffee Heaven, gdzie mogli pokazać się ze swoimi znajomymi. Nawet wtedy, gdy kosztowne gadżety utwierdzające ich w statusie konsumentów, iPhony i iPady wymagały, by tyrali za grosze na takich samych umowach śmieciowych. Wyzysk panujący w „realnej” gospodarce nie budził ich zastrzeżeń. Dla nich, było tak od zawsze.

Jednak w sieci było inaczej. Od kiedy pamiętają, panował tam komunizm (w faktycznym rozumieniu tego słowa), czyli współdzielenie dóbr między wszystkimi potrzebującymi, bez podziału na producentów i konsumentów. Na zasadach komunistycznych powstała Wikipedia – dzięki dobrowolnej pracy ludzi, których jedyną motywacją jest podzielenie się wiedzą z innymi, w związku z prestiżem i satysfakcją jaką to daje. Dokładnie ta sama motywacja nakłania członka prymitywnego plemienia Indian, Polinezyjczyków, czy Berberów opisywanych przez Bronisława Malinowskiego, Margaret Mead i Pierre’a Bourdieu do prześcigania się w ofiarowywaniu społeczności swoich dóbr materialnych, w (słusznym) oczekiwaniu, że jego hojność zostanie w dwójnasób wynagrodzona przez hojność wszystkich pozostałych członków społeczności i szacunek jakim będą się wzajemnie darzyć.

Teraz, gdy logika rynku kapitalistycznego, która już dawno temu zniszczyła pierwotny komunizm w realnej gospodarce, dotarła wreszcie do ostatniego raju zamieszkanego przez ród Avatarów, by bezpowrotnie go zniszczyć i zamienić na piekło konkurencji, wyzysku i produkcji dla samej produkcji, a nie dla spełniania ludzkich potrzeb, mieszkańcy świata wirtualnego instynktownie wystąpili, by bronić swojej dotychczasowej wolności. Być może tym silniej, im bardziej byli wyalienowani dotychczas z prawdziwego życia społecznego. Nieprzypadkowo chyba protesty przeciw ACTA wybuchły z taką siłą właśnie w Polsce, gdzie w ciągu ostatnich 20 lat ruch społecznego protestu był najsłabszy i najrzadziej wychodził na ulicę w całej współczesnej Europie.

Nadeszła niezwykła chwila, w której kruszą się neoliberalne zabobony, wraz z reprezentującą je władzą, która niezwykle mocno przyczyniła się do własnej kompromitacji. Nareszcie nadchodzi czas odzyskania szacunku dla idei obszaru własności wspólnej i gwarantowanych ludziom praw, które nie wynikają z ich statusu jako towarów na rynku, ale z ich praw jako istot obdarzonych potrzebami.

libertarianie

to przykład kliniczny, tak jak ci co krzyczą precz z komuną.

Nieprzypadkowo chyba

Nieprzypadkowo chyba protesty przeciw ACTA wybuchły z taką siłą właśnie w Polsce, gdzie w ciągu ostatnich 20 lat ruch społecznego protestu był najsłabszy i najrzadziej wychodził na ulicę w całej współczesnej Europie.

Trafne spostrzeżenie, chyba nie ma w Europie drugiego takiego biernego narodu którego aktywność ograniczała by się do napinek w sieci.Może dlatego ACTA wywołały w polsce takie protesty.

W całej Europie sprzeciw przeciw ACTA był tylko częścią składową buntu przeciw antyspołecznej, antysocjalnej polityce technokratów, biurokratów.

W Polsce zatomizowani pozbawieni instynktu obywatelskiego, społecznego zareagowali dopiero jak zagrożono im odłączeniem od MATRIXA.
Nieporadni wydają dziwne piski w rodzaju "precz z komuną", nie potrafią określić przeciw czemu się buntują, więc wydają odgłosy rodem z UPR i manifestów JKM.

Rzeczywiście, trochę to

Rzeczywiście, trochę to śmiesznie wychodzi, jak ludzie bronią wolnościowego komunizmu/anarchokomunizmu internetu (tzn wspólnej własności używanej w wolnościowy sposób) pod hasłem "walki z komuną", bo komunizm kojarzy im się z PRL.

Cytat pochodzi z mojego

Cytat pochodzi z mojego komentarza, więc czuję się zobligowany do odpowiedzi.

Kto nazywa obecny system "wolnym rynkiem wypaczonym przez komunizm"? Ciągle mamy PAŃSTWOWY KAPITALIZM czy jak to się teraz mówi "KORPORACJONIZM", tyle że gdzieś przy samej ziemi wolno sobie rzepkę skrobać i płaci się za to nieco niższe podatki niż w PRL.

"Te wszystkie cechy dotyczą własności w ogóle, a nie specyficznie własności intelektualnej. "
Nieograniczona obfitość? A wymierające gatunki? A surowce? A czas ludzki potrzebny na przetworzenie i wyprodukowanie? Cała ekonomia powstała bo istnieją dobra rzadkie.

"Jednak w sieci było inaczej. Od kiedy pamiętają, panował tam komunizm"
Nie bardzo. Obok treści współdzielonych istniały płatne e-ziny, a firmy wykupywały reklamy i ogłoszenia. Był to świetny przykład na współistnienie obok siebie różnych struktur. Niestety ostatnio próbuje się to zniszczyć...

http://cia.media.pl/powstanie_kapitalizmu_panstwowego_w_anarchistycznym_...
http://cia.media.pl/powstanie_kapitalizmu_panstwowego_w_anarchistycznym_...

W takim sensie jak używasz tego słowa, to każdy kapitalizm będzie państwowy, bo państwo zawsze jest jego elementem, oprócz rynku. Jest to tylko kwestia roli czy państwo spełnia rolę pomocnicza dla prywatnego kapitału (jak teraz, gdzie kapitał jest prywatny więc jest to prywatny kapitalizm) czy samo jest takim "zbiorowym kapitalistą", pracodawcą, jak w PRL (kapitalizm państwowy)

internet to wspólne dobra, a w tej strukturze istnieją wysepki kapitalizmu. Jednak nie ma co się dziwić że kapitał próbuje to zagarniać, tak działa ten system, więc to KIEPSKI przykład na współistnienie różnych struktur :) a dobry na agresywność kapitalizmu

Pomimo ograniczeń zasobów,

Pomimo ograniczeń zasobów, nadal obfitość wyprodukowanych towarów jest ogromna. Nie twierdzę, że gdyby każdy mieszkaniec ziemi chciał iPada, to dałoby się to zapewnić. Ale można zapewnić żywność i wiele innych niezbędnych rzeczy dla każdej osoby na planecie.

Jeśli do mnie trafi

Jeśli do mnie trafi ziemniak, naje się nim tylko jedna osoba - albo ja, albo ktoś kto mi go zabierze.
Jeśli do mnie trafi piosenka może używać jej kilka osób naraz a ta się nie zużyje.

Jak bez straty czasu i kosztów będzie można ziemniaki klonować to będziemy mieli komunizm.

Wiesz jak rozwiązać problem głodu na świecie? Napisz.

Z jakiej choinki ty się

Z jakiej choinki ty się urwałeś? Od dawna produkuje się dość żywności by wyżywić całą ludzkość. Problem polega na tym, że w chorym systemie bardziej opłaca się ją zniszczyć, niż ją dostarczyć potrzebującym. Tak samo bardziej opłaca się trzymać puste nowo wybudowane mieszkania, niż obniżyć cenę sprzedaży czy wynajmu metra kwadratowego.

Problem nie jest związany z kosztami klonowania, czy produkcji. Problem jest związany z tym, że ktoś chce zarabiać na własności, a nie korzystać z niej, by zaspokoić potrzeby ludzkości. Czyli problem jest polityczny, a nie techniczny.

kiedy to w końcu dotrze do

kiedy to w końcu dotrze do takich jak ty, na świecie produkuje się wystarczająco dużo żywności żeby wyżywić dwa razy więcej ludzi niż jest.
Żeby rozwiązać problem głodu na świecie trzeba zmienić dystrybucje tej żywności z rynkowej na inną, bo na rynku nie stać cię to nie dostajesz, stać cię to kupujesz 4 razy więcej niz potrzeba i wyrzucasz. Dlatego na świecie miliony ludzi rocznie umierają z głodu.

According to the Food and Agriculture Organization of the United Nations (FAO), the world already produces enough food to feed every child, woman and man and could feed 12 billion people, or double the current world population.

Jean Ziegler. “Promotion And Protection Of All Human Rights, Civil, Political, Economic, Social And Cultural Rights, Including The Right To Development: Report of the Special Rapporteur on the right to food, Jean Ziegler

http://www2.ohchr.org/english/bodies/hrcouncil/docs/7session/A-HRC-7-5.d...

Rozwiń co to jest ta INNA

Rozwiń co to jest ta INNA dystrybucja. Bo to jest kluczowa sprawa.

Trzeba wprowadzić anarchizm

Trzeba wprowadzić anarchizm :-) Skoro technologia jest już tak rozwinięta, że może zaspokajać podstawowe potrzeby wszystkich, to trzeba ją wykorzystać do zaspokajania podstawowych potrzeb wszystkich.

nie pozwala na to obecny system własności (tak samo jak w przypadku własności intelektualnej) bo środki produkcji i produkty są pod kontrolą prytwatnych właścicieli i to oni decydują o tej dystrybucji - takie produkty trafiają do tych którzy mogą za nie zapłacić, to znaczy odbywa się ona dla ich zysku a nie dla zaspokajania potrzeb ludzi.

Dlatego kontrola nad produkcją dóbr musi przejść w ręce społeczeństw tak żeby mogły one decydować o zaspokajaniu tych potrzeb. Dystrybucja wspólnych dóbr według potrzeb to "komunizm", a oddolna kontrola społeczeństwa nad nią to anarchizm (w odróżnieniu od sytuacji gdzie to państwo ma odgórną kontrolę i decyduje jakie sa te potrzeby i jak je zapokajać - to byłby państwowy komunizm czyli to co wiekszość ludzi źle kojarzy z "komunizmem" w ogóle). W przypadku podstawowych dóbr masz więc anarchokomunizm.

Dystrybucja innych dóbr (innych niż te podstawowe) może być już inna bo nie wszystkich dóbr da się wyprodukować tyle żeby starczyło dla wszystkich. Historycznie takie inne sposoby w ramach anarchizmu to wolnościowy socjalizm - anarchokolektywizm albo rynkowy socjalizm typu Proudhona, gdzie dostaje się indywidualne wynagrodzenie za pracę (niekoniecznie pieniądze) i kupuje za to produkty. Potrzeby wszystkich nie będą zaspokojone bo nie dostaniesz tych "luksusowych" dóbr jak cię nie będzie stać (na przykład pracujesz mniej albo robisz coś co jest mniej potrzebne innym, tzn. społeczeństwu) jednak nie będzie to miało takich konsekwencji jak głód

Państwowy kapitalizm a niepaństwowy

czyli różnica między komorą gazową a krzesłem elektrycznym

myślę że mylicie libertarian z korwinowcami

libertarianie w ujęciu światowym raczej są za prawem własności MATERIALNEJ ale nie własności wirtualnej, czy kopiowalnej. w większości przypadków ogranicza się to do własności ziemi, i majątku złożonego z dóbr materialnych, które można ewentualnie zamienić na inne produkty.

infoanarchiści libertarianie jakich myślę że jest większość są za brakiem własności intelektualnej, czyli czegoś abstrakcyjnego. obrazując - obraz będzie własnością, obraz fizyczny namalowany przeze mnie. ale kopia obrazu i prawa do mojego autorstwa do mnie nie istnieją. płyta wydana przeze mnie będzie własnością wydawcy czy tego do kogo prawa będą zbyte. ale jej kopia nie powinna być objęta prawem autorskim. idąc dalej, jeśli wynajdę lek na raka, mogę nie ujawniać jego receptury ale jak ktoś inny go wynajdzie czy podejrzy jak go produkuję nie ma być żadnych patentów. również znaków towarowych itp, praw autorskich do cytatów itd. własnością w skrócie według libertarian a przynajmniej ich większości jest to, co może zostać odebrane dosłownie, czyli czego można kogoś pozbawić. jeśli ktoś skopiuje moją płytę ale ja mam tą płytę i nawet jej fizycznie nie brał do ręki żeby ją skopiować to ma kopię mojej płyty czyli jej nie ukradł. jeśli natomiast ktoś mi zajebie krzesełko, na którym siedzę to się wywrócę i odczuję stratę. wydaje mi się że to rozumowanie jest dość proste i logiczne, aczkolwiek nie jestem libertarianinem i jestem przeciwnikiem praw jakichkolwiek własności, to znaczy uważam że jak ktoś mi zajebie krzesełko to ok, bo ja też mogę mu zajebać jedno jak i dwa krzesełka, chociaż wywrócić się w jednym czasie będzie mógł niestety tylko raz.

korwinowcy to najczęściej młodzi ludzie chcący mieć maksimum własności wirtualnej, w postaci wirtualnego kapitału który mogliby namnażać, dobrze inwestując w kapitalistyczny rynek oparty na spekulacjach, i giełdzie, czy np u bukmacherów czy w zaznajomionym kasynie. są za spekulacyjnym kapitałem, stosunki pracy i pracodawców ich raczej nie różnią.

jeden pies

fani kapitalizmu tylko w różnym odcieniu,anarchizm jest antykapitalistyczny

Ciekawe ilu przeciwników ACTA,biorących udział w demo przyjdzie na Dzień Gniewu Społecznego, wszak wiadomo że "infoanarchiści" libertarianie wolą działać w MATRIXIE,real to nie dla nich -)))

Absurdy libertarianizmu

W skrócie: libertarianie są komunistami odnośnie rzeczy niematerialnych, a w przypadku własności materialnej są za monopolem jednych kosztem drugich. Cała ta powyższa argumentacja jest do niczego, ponieważ nie bierze pod uwagę faktu, że żyjemy (i libertarianie chcą byśmy żyli) w kapitalistycznym sposobie produkcji, gdzie zysk jest motorem działania kapitalistów. Jak mówią sami libertarianie bez zysków nie będzie motywacji do pracy/inwestycji, bo decydującą motywacją dla człowieka jest zysk. Dlatego też kapitalizm nie rozróżnia własności na materialną i niematerialną, bowiem jest to jakiś sofistyczny bełkot, a nie realna rzeczywistość społeczna. Obfitość "dóbr intelektualnych" wynika z rozwoju technik to umożliwiających. Ale już dawno rozwiązano problem niedoboru żywności na świecie, a mimo to 1 miliard ludzi (na 6 mld w ogóle) głoduje, więc może czas dokonać uspołecznienia wytwarzania żywności i jej dystrybucji? Jeżeli libertarianie zbliżają się do stanowiska komunistycznego w kwestii praw własności intelektualnej, to czas najwyższy zmienić zdanie w przypadku dóbr materialnych. Bo czy naprawdę ma sens argument, że prawa własności mają zapobiegać konfliktom dystrybucyjnym, kiedy tak naprawdę je rozpoczynają? Własność prywatna, prywatne zawłaszczanie społecznych bogactw, skutkujące monopolem jednych w tej dziedzinie, zmusza tych, którzy nie posiadają własności prywatnej środków produkcji do zatrudnienia się, co skutkuje walką klasową z wyzyskiem. To jest właśnie główne źródło konfliktów w społeczeństwie burżuazyjnym.

krytyczne spojrzenie

Jednak nie mogę się zgodzić z tezą zgodnie z którą wszelkie i dobra są dostępne w nieograniczonej ilości. Należałoby to jakoś wykazać. Inaczej mamy petito principii.
Przykład potlaczy też jest wątpliwy. Pamiętajmy do jakich wynaturzeń dochodziło.
No i (oczywiście) nie jestem stanie przyjąć laborystycznej koncepcji wartości.
Skupmy się na utrzymaniu anarchistycznego charakteru internetu. To wystarczy na razie.
Nawoływania do ogólnoświatowego komunizmu są bardzo podejrzane. Głosiciele tego typu haseł są, w moim mniemaniu, takimi bezrobotynymi urzędnikami z pretensjami jak Lenin, albo Robespierre.

No ale artykuł bardzo ciekawy i stymulujący myślowo...

Nie wszelkie dobra są

Nie wszelkie dobra są dostępne w nieograniczonej ilości. Ale te podstawowe (żywność, odzież, mieszkanie, itp...) starczą na spełnienie potrzeb. Co do żywności, myślę, że obiektywnym dowodem mogą być raporty międzynarodowych organizacji, jak FAO. Według tej organizacji, możliwości wytwórcze ludzkości wynoszą 2,720 kCal na osobę na dzień (gdyby żywność była dystrybuowana równomiernie wśród całej populacji świata).
http://www.worldhunger.org/articles/Learn/world%20hunger%20facts%202002....

Dlaczego (oczywiście) nie możesz przyjąć "laborystycznej koncepcji wartości"? Celem artykułu nie jest skomunalizowanie czegokolwiek, ale uświadomienie czytelników, że nie ma logicznego powodu, by bronić własności na jednym polu, a atakować ją na innym. Do Robespierre'a i Lenina jednak bardzo daleko - przede wszystkim dlatego, że nie postuluję wdrażania programu rewolucyjnego za pomocą państwa - co jest (oczywiście) niemożliwe. Jestem wszak anarchistą, więc jak mógłbym uważać inaczej?

Robespierre był liberałem

Robespierre był liberałem i prawnikiem :)

Cytat z tekstu:"Ale

Cytat z tekstu:

"Ale podstawowy problem polega na tym, że kapitalista zarabia na SWOJEJ WŁASNOŚCI, a nie na SWOJEJ PRACY.

Po przecinku to Bzdura do kwadratu. Kapitalista pracuje zgodnie ze swoimi zdolnościami administrując "swoją " własnością, w cudzysłowiu bo do grobu jej nie wezmie.
Po to kumuluje się kapitał aby można było go inwestować np. w narzedzia czy maszyny. Nieliczne przykłady pokazują że możliwe jest współdzielenie środków produkcji, owszem. Ale są one b. nieliczne.W większości przypadków spółdzielcy okradają siebie nawzajem.

Pozdrawia były anarcholewak./po przemysleniach i praktyce/

PS.Zapraszam do praktyki. Skończcie z pseudointelektualizmem zza klawiatur.

Po to się kumuluje

Po to się kumuluje kapitał, by zarabiać na pracy innych (np. fryzjerów którzy puszczają w tle twoją muzykę).
Właściciel firmy nie zarabia na swojej pracy, gdyż wypłaca sobie tyle ile uzna za stosowne, a nie tyle ile jego praca jest warta na rynku pracy (tak by było, gdyby płacił za wykonywanie tych samych zadań swoim pracownikom, zamiast sobie). Jeśli nie dostrzegasz różnicy, twoje przemyślenia pozostawiają wiele do życzenia.

Dalej, skoro sam przyznajesz, że współdzielenie środków produkcji spotyka się rzadko (trudno się z tym nie zgodzić), to określenie "w większości przypadków okradają się" nie ma żadnego sensu, bo nie jest oparte na wystarczającej próbie i jest do tego całkowicie gołosłowne.

Yaku, jesteś w błędzie.

Yaku, jesteś w błędzie.
Kapitalista który zbyt duzo wypłaca "sobie ", mniemam że rozumiesz przez to konsumpcję bierzącą typu: wycieczki, dziwki,auta - szybko przestaje być kapitalistą -inwestorem. Bo nie inwestując w pracowników i środki produkcji najzwyczajniej zarzyna kurę znoszącą złote jaja. Znam przykłady dużych spółek akcyjnychw US w których zwykły handlowcy który został zatrudniony jako gołodupiec, po roku czasu mieli wypłacane dywidendy poporcjonalne do osiągnięć. Dywidendy owe nawet kilkakrotnie przekraczały wynagrodzenie zarządów spółek, co powodowało bunt menagerów wywołany zwykłą zawiścią. Bunty te były oczywiście słusznie bezwzględnie tłumione przez kapitalistę posiadającego pakiet kontrolny, bo owi handlowcy stanowili filar całej spółki: robotników, menagerów i zarządu a którzy nie pojmowali całosci współzależności. To samo z robotnikami-lepszy dla kapitalisty jest lojalny, robotnik który siłą rzeczy musi być lepiej opłacany niż np. pracownicy czasowi.
Tak więc spółki które słabo opłacają swoich "żołnierzy" szybko raczej przegrywają wojnę na rynku.
Z patologiami typu pensje głodowe dla robotników spotykamy się raczej w gospodarkach opierających się na socjalistycznym modelu premiującym spółki państwowe które stanowią nieuczciwą konkurencję dla spółek opartych na prywatnej własności, bo te pierwsze są zawsze dotowane podatkami rabowanymi tm prywatnym.Natualna konsekwencją jest tzw" zmniejszanie kosztów pracy" w firmach prywatnych czego skutkiem są głodowe pensje.Do tego dochodzi nieuczciwa konkurencja pracowników / w Polsce akurat/objętych KRUS którzy są zatrudniani o wiele chętniej niż inni. Dalej, zbyt wysokie opodatkowanie właściwie wszystkiego pod pozorem "pomocy socjalnej" i wielu innych obietnic rządowych,powoduje paradoks wysokich cen i niskiej płacy.

Co do spółdzielczości to przykładów znajdziemy w Polsce bez liku, to polecam wyprawę do wsi popegerowskich i wywiad lokalny wśród starszego pokolenia: były to typowe spółdzielnie które padły przez to że kradli w nich wszyscy; od dojarek po dyrektora. O stan prawno-własnościowy środków produkcji w pegerach nie ma co się spierać - prawnym włascicielem był "państwo", lecz rzeczywistymi dysponentami byli robotnicy. To samo w CCCP ; dziesiątki lat "wychowywania " ludzi rewolwerem i łagrami nie zmieniło ich natury która jest taka: co wspólne - należy zniszczyć lub ukraść. Nie wierzę więc w spódzielnie, bo spotkałem się z tymi patologiami także w praktyce.

Jedynymi rodzajami spółdzielni które działają w praktyce są "spółdzielnie" kilku osób jako spółki kapitałowe: od spółek z o.o. do spółek akcyjnych czy komandytowych. Nie jest możliwe dłuższe, rentowne funkcjonowanie większej spółki na rynku przy współzarządzaniu wszystkich pracowników - pojawia się zbyt wiele problemów na lini komunikacyjnej załoga-dyrekcja-zarząd podczas procesu podejmowania decyzji, kiedy to czas gra główną rolę.

Co do praw autorskich / muzyka, itd/ nie chcę się wypowiadać ale jestem przeciwny raczej proponowanym ostatnio regulacją - jak dla mnie to zjawiska marginalne nie wpływające w dużym stopniu na kondycję ekonomiczną "państwa".

Wydaje mi się jednak że wolnorynkowe rozwiązania /minimum państwa/są blizsze idei wolności i anarchizmu niż koncepcje lewicowe / etatyzm urzędniczy i przymusowe odbieranie i podział dochodu/ które zawsze skutkują państwem policyjnym i dyktaturą urzędniczą co mamy nieprzyjemność ostatnio w Polsce obserwować.

Jeśli mamy dyskutować- proszę o rzeczowe argumenty i minimum erystyki która przeczy idei dyskusji .

"Wydaje mi się jednak że

"Wydaje mi się jednak że wolnorynkowe rozwiązania /minimum państwa/są blizsze idei wolności i anarchizmu niż koncepcje lewicowe / etatyzm urzędniczy i przymusowe odbieranie i podział dochodu/ które zawsze skutkują państwem policyjnym i dyktaturą urzędniczą co mamy nieprzyjemność ostatnio w Polsce obserwować."

jakby 'odpanstwowic' swiat zostawiajac wolnorynkowy system gospodarczy to monopole objely by kazda z galezi gospodarki w ciagu kilku lat, w obecnym systemie mimo ze monopole sie tworza i rozrastaja powiedzmy ze ich rozwoj jest delikatnie hamowany bo i dla rzadow panstw nie jest na reke jak 90% kapitalu na rynku polskim mialo by byc w rekach zagranicznych spolek korporacji etc

jesli chodzi o twoje zdanie nt duzych spoldzielni i samorzadnosci robotnikow - faktycznie jesli patrzec na to w punktu widzenia dzisiejszych firm to bylo by to trudne zeby firma w ktorej pracuje 5000 ludzi i kazdy mialby miec takie samo prawo do stanowienia o firmie z racji tego ze w niej pracuje. ok jesli 5000, tlyko ze firma w ktorej pracuje tka ailosc osob to nie jeden zaklad pracy a kilkanascie takich ktore wcale nie musza byc od siebie zalezne, moga funkcjonowac autonomicznie, a co za tym idzie dzieli sie na mniejsze grupy ktore to juz sa bardziej zdolne do podejmowania decyzji w tempie.

natomiast jesli chodzi o pgry i rozkradanie wlasnosci wspolnej to mam jedno 'ALE'. pragne powiedziec, ze PGR'y, inne panstwowe zaklady pracy nie nalezaly do ludzi tylko do PANSTWA. ludzie nie czuja sie na codzien panstwem, tymbardziej ze sa nekani przez aparaty tego wlasnie panstwa ktore z zalozenia stanowia, wiec nie maja oporow przed rozkradaniem go. Dzisiaj na panstwowych stanowiskach jest conajmniej podobnie, tendencja spadkowa jesli wgle jest to tylko przez technologie ktora umozliwia lepsze inwigilowanie i lustrowanie pracownika w zakresie jego obrotu wlasnoscia panstwa.

komunizm to nie bolszewizm

Akurat monopole są symbolem

Akurat monopole są symbolem patologii również dla wolnorynkowców. Nieporozumieniem jest pisanie że wolny rynek prowadzi do monopolizacji jakiegoś sektora gospodarki. Do monopolizacji prowadzi obecny system koncesyjny funkcjonujący w znacznej części świata zachodniego, czego skutkiem jest kryzys gospodarczy-monopole przestały być wydajne i konkurencyjne.

Dalej:

"5000, tlyko ze firma w ktorej pracuje tka ailosc osob to nie jeden zaklad pracy a kilkanascie takich ktore wcale nie musza byc od siebie zalezne, moga funkcjonowac autonomicznie, a co za tym idzie dzieli sie na mniejsze grupy ktore to juz sa bardziej zdolne do podejmowania decyzji w tempie."

Nie da się. Już było testowane w praktyce z mizernymi rezultatami. Przykłądem są zakłady Harley -Davidson które zaliczyły bankructwo w latach 80tych, bo tak podzielony zakład przestał być konkurencyjny na skutek opóżnień w dostarczaniu podzespołów do montowni, przez co klienci zaprzestali zamówień na rzecz innych firm które dotrzymywały warunków umowy (Japończycy)

Co do PGR-ów to napisałem także że były one własnością państwa , jestem zgodny. Jednak powtarzam że faktycznymi dysponentami-właścicielami byli pracownicy, ponieważ żadna kontrola urzędnicza nie była w stanie zapobiec kradzieżom. Gdyby ta forma /spółdzielczość / miała działać i być zgodna z naturą ludzką , to pracownicy kradli wyłącznie by wyprodukowane nadwyżki w takiej ilości, aby nie dopuscić do zapaści funkcji spółdzielni.

Dodaj nową odpowiedź



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <ul> <ol> <li> <blockquote> <small>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.