Kolejny wypadek w Petrochemii Blachownia
Petrochemia Blachownia z Kędzierzyna-Koźla przez lata otrzymywała trofea w konkursach bezpieczeństwa - nawet, gdy zginęli trzej pracownicy firmy. Ostatnio na terenie zakładu miał miejsce kolejny wypadek. Zdarzyła się awaria, a podczas akcji ratowniczej ranny został jeden ze strażaków, ponadto kwas zniszczył część strażackiego sprzętu. Prezes spółki bagatelizuje wypadek, jednak dziennikarze przypominają, że groźnych wydarzeń jest niepokojąco wiele.
Półtora roku temu, zginęło trzech robotników. Ich ciała znaleziono w zbiorniku z benzolem - zatruli się cyjanowodorem.
Sześć osób z kierownictwa tej obsypanej nagrodami firmy ma poważne zarzuty prokuratorskie. Jeden z kierowników w firmie ma zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Pozostała piątka, w której znajduje się m.in. dyrektor techniczny firmy i specjaliści od BHP, ma postawiony zarzut braku nadzoru nad przestrzeganiem przepisów bezpieczeństwa pracy. Nie przewidzieli, choć powinni, że stężenie cyjanowodoru w zbiorniku może zabić pracowników. W marcu sprawa sześciu oskarżonych pracowników firmy ma trafić do sądu.
Są też inne zarzuty wobec zakładów. –
„Petrochemia jest odpowiedzialna za fatalny stan naszego powietrza” – uważa inż. Lubomir Horyl, były pracownik Zakładów Azotowych Kędzierzyn. Raporty dotyczące ochrony środowiska potwierdzają, że w powiecie kędzierzyńsko-kozielskim przekroczone są dopuszczalne stężenia wielu substancji, inspektorzy nie są jednak w stanie wskazać, który z kilku potencjalnych trucicieli za to odpowiada.
Kilkadziesiąt osób z Kędzierzyna-Koźla już domaga się od firmy odszkodowań za utracone zdrowie.
Pozwy przeciwko różnym okolicznym zakładom (Zakłady Azotowe "Kędzierzyn", Petrochemia Blachownia, Rutgers, spółka Węglopochodne, Koksownia Zdzieszowice) złożyło czterdziestu mieszkańców miasta.





