Sprawa MPK

Kraj | Prawa pracownika

Łódzki sąd rozpoczął cykl rozpraw dotyczących łamania praw pracowników MPK zatrudnianych przez związkową spółdzielnię. Ośmiu z nich nie czuje się pokrzywdzonych i zrezygnowało z występowania w takim charakterze przed wymiarem sprawiedliwości.

Pozwy do sądu w imieniu pracowników skierowała Państwowa Inspekcja Pracy. Podczas kontroli przeprowadzonych w MPK i spółdzielni założonej przez Związek Zawodowy Kierowców i Motorniczych Komunikacji Miejskiej inspektorzy doszli do wniosku, że spółdzielnia mija się z prawem. Pokrzywdzonych może być nawet 1,7 tys. osób. To sprawa w skali kraju precedensowa.

- Mechanizm był taki: związkowa spółdzielnia działająca na terenie MPK zatrudnia etatowych pracowników MPK i odnajmuje ich MPK w ramach umowy-zlecenia - wyjaśnia inspektor Piotr Krzemiński z PIP. - Ludzie wykonują tę samą pracę, na tym samym sprzęcie i pod tym samym nadzorem, ale po godzinach, np. w czasie wolnym lub na urlopie. Tracą, bo nie dostają nadgodzin i nie mają pełnych praw pracowniczych. A MPK oszczędza, rocznie prawie dwa miliony złotych. My uważamy, że tak nie można. Ale ostatecznie musi ustalić to sąd.

Innego zdania jest pełnomocnik związku kierowców i motorniczych mec. Anna Lachman. - Ta sprawa jest oczywista - nie ma żadnego naruszenia prawa. Związek spełnił oczekiwania pracowników, żeby mogli dorobić.

Na razie w łódzkim sądzie pracy leży 20 pozwów traktowanych pilotażowo. Wyznaczono już terminy rozpraw - na początek rozpatrzone zostaną sprawy tych pracowników, którzy nie czują się pokrzywdzeni i nie chcą być stroną w procesie. Złożyli takie oświadczenia na piśmie. Mimo to PIP nie wycofała powództwa. Wczoraj rozpoczęła się rozprawa dotycząca kierowcy Andrzeja K., który nie przyszedł do sądu, bo teraz będzie występował jako świadek i trzeba go wezwać na następną rozprawę. Zrobił to inspektor Piotr Krzemiński reprezentujący PIP.

- Poproszę go o wyjaśnienia, dlaczego jego nazwisko z własnoręcznym podpisem znalazło się na liście 47 osób, które przyznały, że były zmuszane do pracy w spółdzielni po godzinach - tłumaczył Krzemiński.

- Co to za lista, nic mi o niej wiadomo - pytała zaskoczona mec. Anna Lachman, pełnomocnik związku kierowców i motorniczych. Zaskoczona była również sędzia prowadząca rozprawę, która nie miała tego dokumentu w aktach.

Krzemiński wyjaśniał, że lista trafiła do rąk inspektorów PIP podczas kontroli w kwietniu 2005 r. Przedstawił kserokopie, ale poproszono go, by dostarczył oryginał. Rozprawę odroczono do 29 maja.

Tymczasem w przyszłym tygodniu rozpoczynają się rozprawy kolejnych siedmiu pracowników, którzy nie zgodzili się być stroną pokrzywdzoną. I tym razem trzeba będzie powoływać ich odrębnym wezwaniem na świadków.

- To przedłuży procedurę i chyba o to chodziło. Trochę się nachodzimy - wzdycha Krzemiński. Ma jednak nadzieję, że w razie wyroku korzystnego dla PIP kolejne prawie 1,7 tys. spraw zostanie wysłanych i rozpatrzonych zbiorowo w ramach zasady res justica (powaga rzeczy osądzonej) - ponieważ wszystkie dotyczą tego samego.

Gazeta Wyborcza - Łódź

Dodaj nową odpowiedź



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <ul> <ol> <li> <blockquote> <small>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.