Przypadek Marcina Szyndlera

Blog

W ciągu ostatnich dwóch dni można było usłyszeć stek kłamstw i półprawd, które padły z ust Marcina Szyndlera – rzecznika prasowego Komendy Stołecznej Policji. „Fakty się nie zgadzają? Tym gorzej dla faktów” zdaje się nam mówić jego uśmiechnięta buźka raz za razem serwując przysłowiowe „cuda na kiju”. Jak więc wyglądał 11 listopada 2009 według faceta, który chyba jest już trochę za stary na bajki?

Otóż wg. Szyndlera policja miała zostać zaatakowana (sic! – „zaatakowana”) jeszcze przed rozpoczęciem antyfaszystowskiej blokady na ulicy Senatorskiej co ma niejako usprawiedliwiać jej późniejszą brutalność. Kiedy, gdzie i na czym polegał miał ów „atak” Marcin Szyndler nie zdradza. Nie ma również nagrań, świadków, ani nawet sensownej odpowiedzi na pytanie po co antyfaszyści mieliby się tak bezsensownie wystawiać. Cała ta historyjka oparta jest na zeznaniach kilku anonimowych policjantów.

Dalej rzecznik Komedy Stołecznej Policji stwierdza, że policja używała siły tylko wtedy, gdy było to absolutnie konieczne do doprowadzenia zatrzymanych na posterunek. Ja jednak na własne oczy widziałem jak policyjną pałką prosto w głowę uderzony został Andrzej Smosarski, którego cała wina sprowadzała się do próby zidentyfikowania jednego z zatrzymanych, który był właśnie bity. Podczas blokady przy Epiku na Nowym Świecie kilkoro demonstrantów zostało brutalnie pobitych przez nieumundurowanych tajniaków, co zostało sfilmowane przez dziennikarzy. Podobnych sytuacji było jeszcze kilka i jest na to mnóstwo świadków.

W ramach ciekawostki pozwolę sobie przytoczyć podsłuchany przez moją koleżankę dialog z jednego z kotłów na Placu Teatralnym:

Policjant 1: Potrzebne wsparcie do doprowadzenia.
Policjant 2: To macie problem. Bierzcie pały i ich [zatrzymanych w kotle] tu przyprowadźcie.
Policjant 1: Nie mogę. Są tu dziennikarze. Daj wparcie.

„Wsparcie” zostało dane. Strach pomyśleć co by jednak było, gdyby dziennikarzy i fotoreporterów tam zabrakło.

I jeszcze sprawa z użyciem przez funkcjonariuszy gazu. Szyndler twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca. Tymczasem każdy kto stał podczas ataku policji na blokadę na ulicy Senatorskiej mógł usłyszeć komendę „Psikaj ich!” z ust głównodowodzącego akcją, która skierowana była do funkcjonariusza wyposażonego w dwie niebieskie butle z gazem i rozpylacz. Czy do „psikania” doszło – nie wiem. Ale tym bardziej nie może przecież tego wiedzieć Szyndler, którego tam nie było.

Na koniec zapraszam do zapoznania się ze zdjęciami ujawnionymi przez IMC-PL, które dostępne są pod adresem:

http://pl.indymedia.org/pl/2009/11/48266.shtml

Prawda, że ładnie? Zapewne ten policjant wskazuje im drogę na przystanek autobusowy.

Marcin Szyndler jest więc albo idiotą, który nie wie co mówi, albo został oszukany przez swoich przełożonych i nieświadomie wprowadził opinię publiczną w błąd, albo też celowo i z premedytacją kłamie. Wydaje mi się, że opcję pierwszą i drugą należy odrzucić, ponieważ nikt nie zrobiłby aż takiej kariery będąc kompletnym mapetem. Co więc pozostaje?

Aleksander Pawłowskiczłonek Stowarzyszenia Wolność-Równość-Solidarność, student Instytutu Socjologii oraz Instytutu Nauk Politycznych UW, wg. redwatch.info „najpewniej Żyd”.

Blog: http://aleksander-pawlowski.blogspot.com
WRS: http://wrs.rdl.pl

Ten Szyndler, tak jak

Ten Szyndler, tak jak Sokołowski, jest tam, by usprawiedliwić policję i ich działalności, aby ludzie ich wierzyli i robią to dość skutecznie. Jednak pewnie po prostu kłamią bo wierzą w misji policji i uważają, że trzeba tworzyć taki i nie inny obraz policji.

Jednak widziałam sama tych tajniaków. Widziałam jak ludzie, po prostu próbowali uniknąć przemocy policyjnej i zostali zatrzymani. Policjant mnie silnie przepychał kiedy chciałam robić zdjęcie. Już AP opisał, jak policjant uderzył kogoś.

TUTAJ MUSIMY ROBIĆ COŚ. TRZEBA ZBIERAĆ DOWODY. (Dziękuję za fotki. Już dostałam kilka!)

Ja, jako osoba z akcji, jednocześnie nie mogłam stać i spokojnie robić zdjęcie, niestety. Ale widziałam was, fotodziennikarzy. obok mnie i wiem, że macie zdjęcia.

Są także filmy. Widać na filmach w TVN, że leciał jakiś gaz. Widziałam to też (jest zdjęcie na CIA), ale może ktoś ma inne filmy. Pewnie ktoś ma film z Empiku z tajniakami. A skoro policja nawet nie widzieli, że to są tajniacy, trzeba pytać - czy to byli po prostu policjanci, którzy chodzili jako osoby prywatne w marszu ONRu i nie byli w pracy wtedy kiedy zaczęła ta bójka? Bo już wiemy, że są osoby z policji w takich organizacjach.

Hobby

Dodaj nową odpowiedź



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <ul> <ol> <li> <blockquote> <small>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.