Śledztwo ws. gejobombera c.d.
33-letni Roman W., dyrektor artystyczny jednego z warszawskich klubów gejowskich, był jedynym podejrzanym w tej głośnej sprawie. Zarzuty stawiała mu policja, wbrew prokuraturze, o czym pisaliśmy na CIA. Teraz, ponad trzy miesiące po zatrzymaniu, prokuratura planuje umorzyć wątek dotyczący Romana W.
Policjanci przeczesywali internet w poszukiwaniu zamachowców. 20 października (rocznica podłożenia atrap) producent napoju energetycznego GayPower wybrał na dzień debiutu swojego produktu. Napój miał być sprzedawany m.in. w klubie, w którym pracuje Roman W. To wystarczyło, aby zatrzymać i przesłuchać mężczyznę oraz przeszukać jego dom. Oskarżenie wsparło dwóch bandytów przywiezionych z aresztu. Zeznali, że słyszeli, jak W. chwalił się podłożeniem atrap. Tydzień przed wyborami samorządowymi policja obwieściła, że ma podejrzanego.
Do tej pory policjanci brali pod uwagę kilka wersji. Paczki-atrapy mogli podłożyć wg nich m.in.: • zwolennicy Kaczyńskiego, którzy liczyli na to, że prezydent będzie mógł się wykazać jako szeryf zaprowadzający porządek; • ludzie specsłużb chcący się przypodobać nowej władzy (z powodów jak wyżej); • przeciwnicy Kaczyńskiego, bo liczyli, że będzie go można obarczyć winą za chaos w mieście; • członkowie środowisk gejowskich o skrajnych poglądach nienawidzący Kaczyńskiego m.in. za zakaz organizacji Parady Równości; • dziennikarze chcący w ramach tzw. prowokacji sprawdzić skuteczność służb porządkowych; • prawdziwi terroryści testujący procedury bezpieczeństwa.





