Wywiad z Polką mieszkajaca w Grecji
Prezentujemy interesujący wywiad z Polką od 20 lat mieszkającą w Grecji. Hanna Błażejewska-Rożanek jest właścicielką sklepiku w Atenach. Wywiad jest bardzo cenny ponieważ Pani Hanna wyjaśnia przyczyny protestu i obala kłamstwa szerzone przez systemowe media.
Jacek Pawlicki: Boi się pani, że pani sklep pójdzie z dymem jak wiele innych spalonych przez anarchistów przez ostatnie cztery dni?
Hanna Błażejewska-Rożanek, (od 20 lat w Grecji, właścicielka polskiego sklepu w Atenach): - Nie. Atakowane są sklepy wielkich sieci handlowych i siedziby banków. Czyli symbole władzy pieniądza.
A małe sklepiki są bezpieczne?
- Tak. Zdarza się, że np. sklepiki, które znajdowały się między biurowcami z siedzibami banków są nietknięte, a banki doszczętne spalone. Mój sklep jest w centrum Aten, ale na bocznej ulicy. Jest bezpieczny.
Rozumie pani zachowanie tych młodych z zasłoniętymi twarzami, którzy podpalają i biją się z policją?
- Tak, w greckim społeczeństwie jest zrozumienie dla ich determinacji. Jeśli chodzi o wandalizm, to wiadomo, że trudno go uniknąć kiedy ludzie wychodzą na ulice. Zamieszki to efekt wielkiej frustracji młodzieży. Młodzi nie widzą dla siebie przyszłości i nie godzą się, że rząd nie dostrzega ich dramatu.
Czy nie jest tak, że bunt leży w naturze Greków?
- Niewątpliwie. Grecy są wytrzymali, są tolerancyjni i odpowiedzialni, ale do pewnej granicy. I tak dużo wytrzymali, bo korupcja zżera ten kraj od góry do dołu.
Czy to, co się dzieje, to jakaś dziwna rewolucja?
- Nie, ale to bardzo ciekawe zjawisko, które zapowiada kolejne burzliwe wydarzenia. Może być tak, że przy okazji tego protestu swoje sprawy zaczną burzliwie załatwiać różne środowiska. To, co dzieje się teraz w Grecji, mogło się zdarzyć w innym miejscu w Europie
Myśli pani, że w Polsce zabicie nastolatka spowodowałoby tak wielkie zamieszki?
- Chyba nie, bo w Polsce ludzie nie przekroczyli tego progu. Są poza tym bardziej zajęci pracą. W Polsce jest wielkie nastawienia na bogacenie się. Grecja została nasycona, kwitła własność prywatna i zapomniano tylko o młodzieży. A dziś z powodu kryzysu grecka młodzież ma utrudniony start, a jest bardzo ambitna.
I ci, którzy rzucają butelkami z benzyną, to są ci sfrustrowani ambitni?
- Nie wiem, w sporej części może tak. W tym buncie można dostrzegać tylko wandalizm, ale jak inaczej zwrócić uwagę na ich problemy? Potrzebny jest jakiś wielki plan rządu dla młodzieży. To, co dzieje się w Grecji, to jest przykład dla całej Europy, że jeżeli nie będzie się dbać o młode pokolenie, to młodzi oleją resztę świata.
Źródło: Gazeta Wyborcza





