Zaczęło się w ZSRR
Wczoraj trwały różne imprezy związane z rocznicą wyborów do sejmu kontraktowego. Głównym hasłem obchodów było twierdzenie: “Zaczęło się w Polsce”. Jakby to powiedzieć… Hasło mija się z prawdą, która wygląda tak, że to nie 4 czerwca 1989 roku wyznacza datę przemian, ani wybór Polaka na papieża itd., ale raczej wybór Michaila Gorbaczowa na przywódcę Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego w 1985 roku i jego pieriestrojka (przebudowa) oraz głasnost (polityka jawności). Nasi megalomańscy politycy, z Wałęsą na czele, twierdzą, że to “siła ducha” wyzwolona przez Karola Wojtyłę i Solidarność odmieniła świat. Cóż, jako wierzący mogą sobie tak roić, szczególnie jeśli to podkreśla ich rolę. Tymczasem byli jedynie pionkami na wielkiej szachownicy historii.
Scenariusz wydarzeń, jak już pisałem wcześniej, został przewidziany dawno temu, zanim jeszcze powstał ZSRR – biurokracja państw “realsocjalizmu” szukała dróg uwłaszczenia się na wspólnym majątku i w jaki sposób skończyć z propagandową fikcją głoszącą, że jakoby całe społeczeństwo jest w posiadaniu środków produkcji. Oczywiście ani w ZSRR ani w PRL tak nie było – to nie robotnicy zarządzali środkami produkcji, ale “awangarda klasy robotniczej”, która de facto była ich właścicielem, panem życia i śmierci, i wyzyskiwała robotników. Utrzymywanie tego stanu przestało się opłacać “awangardzie” więc świadomie czy nie zaczęli się skłaniać do przejścia z “realsocjalizmu” ku gospodarce kapitalistycznej. Stąd, a nie “siły ducha”, bierze się cały “cud” pokojowych przemian.
Wczoraj jeden z byłych polskich dysydentów powiedział, że gdy po wyborach 4 czerwca zaczęły do nich dochodzić informacje, że nawet w zamkniętym ośrodku ZOMO wygrała Solidarność, dotarło do nich, że również partia już nie chciała bronić tego systemu. I to jest właśnie klucz do zrozumienia tamtych przemian. Cudu nie było, była chęć “normalizacji” sytuacji – tj. przemiany najważniejszych biurokratów w kapitalistów, przy porozumieniu z częścią opozycji. Oczywiście większość ekonomicznych postulatów Solidarności w tym procesie musiała pójść do kosza. Propaganda przez te 20 lat zrobiła swoje – wmówiła ludziom, że chcieli kapitalizmu. Szczególnie podatne na te brednie jest pokolenie, które nie pamięta już o co chodziło w pierwszej Solidarności, ani o co chodziło z tym całym PRL.
Aktorka Joanna Szczepkowska powiedziała w do znudzenia powtarzanym wczoraj wystąpieniu w Dzienniku TV sprzed 20 lat, że “4 czerwca skończył się komunizm”. Ani 4 czerwca, ani komunizm, chciało by się powiedzieć.





