Szefowie Halemby bezkarni

Kraj | Prawa pracownika

Jutro mija pierwsza rocznica tragedii w Halembie. 21 listopada 2006 r. w wyniku zapalenia i wybuchu metanu pod ziemią zginęło 23 górników. 15 z nich pracowało dla firmy zewnętrznej Mard, która wykonywała prace przy likwidacji ścian. Żadnemu z szefów Halemby prokuratura nie postawiła zarzutów.

Kazimierz D., dyrektor kopalni, po wypadku został odsunięty, a pod koniec grudnia udał się na czteromiesięczny urlop. W sierpniu Okręgowy Urząd Górniczy postawił mu pięć poważnych zarzutów dotyczących głównie nieprawidłowości w dokumentacji, ale Kazimierz D. odwołał się od nich i sprawy nie można przesłać do sądu.

Kamierz D. pobiera już wysoką górniczą emeryturę i nic mu nie grozi.

Jan J., naczelny inżynier kopalni, kilka miesięcy temu znalazł pracę w Kompanii Węglowej, w której skład wchodzi kopalnia Halemba. Jan. J. jest głównym specjalistą ds. produkcji. Czeka na proces.

Awansu doczekał się Dariusz S., który rok temu w Halembie był dyrektorem ds. robót górniczych i likwidacji ścian. To właśnie prace likwidacyjne wykonywali górnicy, którzy zginęli pod ziemią. Dziś jest dyrektorem ds. technicznych w połączonych kopalniach Kompanii Węglowej Halemba-Wirek. Podlega mu dziesięć razy więcej górników.

Kompania nie odsunęła od pełnienia obowiązków również Marka Z., głównego inżyniera ds. wentylacji w kopalni Halemba, który wysłał górników na śmierć i mataczył w śledztwie. Do czasu zatrzymania przez policję piastował funkcję głównego inżyniera ds. wentylacji.

Kogo wina...

Wypadek w Halembie był oczywiście tragicznym wydarzeniem. Ale chcę tutaj poruszyć jeden aspekt. Jeżeli ktoś się orientuje jak wygląda w kopalniach drabina odpowiedzialnych to akurat osoby na samej górze mają najmniej do powiedzenia, bo często sami górnicy lekceważą zagrożenie aby tylko zarobić. I kolejną sprawą jest to, że akurat znajomy mojego ojca pracował w tej firmie podczas likwidacji wspomnianej ściany, i powiedział on tydzień przed wypadkiem "Tam coś ku*** kiedyś pierdolnie" No i miał rację... Więc górnicy pracujący na dole doskonale wiedzili o panującym zagrożeniu.

Bzdury piszesz koleś.

Bzdury piszesz koleś. Przepisy BHP (a właściwie ich przepisy wykonawcze - rozporządzenia wewnątrz zakładowe) są tak ustalane, że nie ma szans na wykonanie norm pracy, bez ich omijania przez samych pracowników. Te właśnie "osoby na górze" owe normy pracy uchwalają, z kolei służby BHP po każdym wypadku, czy też po każdej kontroli (PIPu) muszą określić, jakie ustaliły środki zapobiegawcze - i tak jak pisałem wyżej, pracownicy nie są w stanie wykonać swojej pracy bez omijania tych przepisów. Teoretycznie, bez nacisku z góry, muszą np: zdejmować wszelkie osłony zabezpieczające,czy też nie są w stanie rzetelnie sprawdzic przed rozpoczęciem pracy, czy dane urządzenie, suwnica, czy maszyna działają bez zakłóceń i bezpiecznie - aby zdążyć z wykonaniem pracy; czy ze zmęczenia pracują bez środków ochrony osobistej (np: masek przeciw pyłowych czy kasków). Pracodawca ma czyste ręce, bowiem zgodnie z przepisami KP on te środki pracownikowi zapewnił, a że system pracy na ich stosowanie nie pozwala, to już pracodawcę, jak i BHP, zupełnie nie obchodzi. BHP-owiec jest bardziej wrogiem robotnika, niż przyjacielem; to swoisty policjant, któremu bardziej zależy na ukaraniu ciebie za prace niezgodną z przepisami, niż na zapewnieniu ci bezpiecznego systemu pracy.
W jednym masz racje: to, że górnicy doskonale zdają sobie sprawe o panującym zagrożeniu, tyle że nie mają na to większego wpływu

Dodaj nową odpowiedź



Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.


*

  • Adresy www i e-mail są automatycznie konwertowane na łącza.
  • Możesz używać oznaczeń [inline:xx] żeby pokazać pliki lub obrazki razem z tekstem.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <ul> <ol> <li> <blockquote> <small>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.